Dzisiaj jest: 31 Lipiec 2021        Imieniny: Helena, Ignacy, Lubomir
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...

Wieczny odpoczynek racz im dać Panie...

[...] Kończył się czerwiec, była niedziela 1944 r. We wsi Germakówka pow. Borszczów pięć młodych dziewcząt wybrało się na stację kolejową. Według różnych źródeł świadkowie podają, że - miały pożegnać…

Readmore..

CZY TYLKO WE LWOWIE?  FOTOGRAFIE POLSKIE

CZY TYLKO WE LWOWIE? FOTOGRAFIE POLSKIE

Jerzy Janicki żalił się w swoich słynnych „Krakidałach”, iż bałak umiera, a szmonces już nie żyje. Z Jerzym Janickim„ Lwowskie Spotkania” przeprowadziły na ten temat długą rozmowę tytułując ją „Krakidały”,…

Readmore..

Muzyka w Barwy Kresów  wpisana - Niewiadomski

Muzyka w Barwy Kresów wpisana - Niewiadomski

Stanisław Niewiadomski - „dusza Kresów”, polski kompozytor, dyrygent, krytyk muzyczny, pedagog (ur. 4 listopada 1859 w Soposzynie, zm. 15 sierpnia 1936 we Lwowie) w swojej pracy podkreślał swoje związki z…

Readmore..

Moje Kresy. Agnieszka Lenard cz.1

Moje Kresy. Agnieszka Lenard cz.1

Urodziłam się na terenie dawnej wiejskiej gminy Wiszenka dnia 28 lutego 1922 roku w kolonii niemieckiej Walddorf. Pięknie położona miejscowość w pagórkowatym terenie na Roztoczu Janowskim w powiecie gródeckim województwa…

Readmore..

W upalną sobotę  24 lipca 1943 roku

W upalną sobotę 24 lipca 1943 roku

/ Ruiny kościoła w Kisielinie Daty zawartej w p/w tytule nie znalazłem w artykule Ewy Siemaszko " Lipiec 1943 roku na Wołyniu", ale niestety była ona w planach OUN- UPA.…

Readmore..

IPN pamięta o Polakach mieszkających na Wschodzie

IPN pamięta o Polakach mieszkających na Wschodzie

Podczas briefingu prasowego mówiliśmy o najnowszej publikacji IPN „Zostali na Wschodzie. Słownik inteligencji polskiej w ZSRS 1945–1991”. Książka ta przywraca pamięć o zapomnianych Polakach na Wschodzie, którzy z różnych przyczyn…

Readmore..

Był czerwiec 1943....

Był czerwiec 1943....

Był czerwiec 1943 roku. Powracającą do swojego domu wozem konnym z odwiedzin u swojej matki i krewnych z osady Chrobrów w pow. Łuck - Hannę Dagońską - będącą w ostatnim…

Readmore..

„MĘCZCIE ICH TAK, JAK ONI NAS MĘCZĄ”

„MĘCZCIE ICH TAK, JAK ONI NAS MĘCZĄ”

Po straszliwym ludobójstwie, popełnionym na Polakach przez bandy Ukraińskiej Powstańczej Armii i tłumy tzw. czerni (to oni byli uzbrojeni w siekiery, młoty, noże, piły, kosy, haki...) zostały wstrząsające dokumenty i…

Readmore..

Gdyby nie akcja „Wisła”, to byśmy dziś nie rozmawiali!

Gdyby nie akcja „Wisła”, to byśmy dziś nie rozmawiali!

Jakże przerażające jest to, o czym opowiada starsza Pani. Ludzie wychodzili z domu i więcej nie wracali. Uprowadzeni, o których słuch zaginął. Sąsiedzi dokonujący grabieży, napadów. Płonące wioski, bezradne patrzenie…

Readmore..

Publikacja z Kresów — zaproszenie

Publikacja z Kresów — zaproszenie

Szacuje się, że ekspatrianci z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej, wysiedleni w latach 1945-1959, stanowili prawie jedną trzecią mieszkańców Ziem Zachodnich i Północnych. Ta znaczna grupa obywateli nie czuła się na…

Readmore..

Trąba powietrzna przy Tablicy Wołyńskiej...?

Trąba powietrzna przy Tablicy Wołyńskiej...?

Tylko trzy dni przetrwały kwiaty i wiązanki złożone przez uczestników Marszu Pamięci, premiera Morawieckiego i przechodniów. Tylko trzy dni przetrwały Światełka Pamięci zapalone pod Tablicą Wołyńską bo to wszystko zostało…

Readmore..

Anarchia Syrnyka  w Trykutniku  bieszczadzkim. cz.4

Anarchia Syrnyka w Trykutniku bieszczadzkim. cz.4

Edward Prus w książce Operacja „Wisła” twierdzi, że „drogę w Bieszczady otwierała UPA kompania dywizji SS „Galizien”, która właśnie skończyła służbę u hitlerowców i stała się sotnią hajdamacką.” O stacjonowaniu…

Readmore..

Anarchia Syrnyka w Trykutniku bieszczadzkim. cz.3

"Pogrzeb Polski", zdjęcie z akt Specjalnego Sądu Karnego w Rzeszowie w sprawie oskarżonego Dymitra Szajniaka z Dąbrówki Polskiej w powiecie sanockim. Z zasobu AIPN

14 kwietnia 1940 r. w miasteczku Zagórz pow. Sanok aresztowany został przez gestapo z donosu policji ukraińskiej proboszcz ks. Władysław Wójcik, który  zginął 20 października 1940 r. w obozie w Oświęcimiu. Na plebani zorganizowany został jeden z  punktów przerzutowych dla przechodzących przez „zieloną granicę” na Węgry (http://www. parafia-zagorz.pl/verbum/17verbum-preview-pages.pdf).

A. Brygidyn w książce Kryptonim „San” (Sanok 1992) podaje, że w czerwcu 1940 roku stan aresztowanych wynosił 1564 osoby. Pisze on dalej: „Najczęściej w tym okresie denuncjowali nacjonaliści ukraińscy. Tak „wpadł” i został aresztowany Piotr Dudycz i wielu innych. 4 marca 1940 r. na skutek donosów – w Bukowsku – Niemcy urządzili obławę rewidując każde gospodarstwo. Dzień wcześniej w godzinach wieczornych znaczna grupa uchodźców wyszła w kierunku granicy, po drodze jednak natknęła się na uzbrojonych Ukraińców, z którymi doszło do formalnej bitwy. W rewanżu Ukraińcy spowodowali nagonkę na wieś, w wyniku której nastąpiły aresztowania mieszkańców Bukowska. Ludność ukraińska zamieszkująca w strefie przygranicznej często z własnej inicjatywy wyłapywała przechodzących za granicę dokonując rabunku lub też zatrzymując uchodźców i dostarczając Niemcom, za co „etatowi łowcy” otrzymywali wynagrodzenie. Wiosną 1940 r. po ustąpieniu śniegów w okolicach wsi ukraińskich widywano na polach okaleczone i zrabowane z ubioru zwłoki wielu ludzi, którzy na własną rękę podążali za granicę.” Znacznie więcej zwłok zakopanych zostało w miejscach nieznanych. Za schwytanego zbiega Niemcy płacili 25 – 50 zł. Jednakże uciekinierzy unosili ze sobą najczęściej dobytek całego życia w złocie, biżuterii, dolarach i innych kosztownościach, co zapewnić im miało byt na obczyźnie. „Łupem” zbrodniarzy padał więc często duży majątek. Większość zatrzymanych osób trafiła poprzez więzienia do obozów koncentracyjnych. Część została rozstrzelana po okrutnym śledztwie. Niewielu z nich udało się przeżyć wojnę.             

Przez Bieszczady prowadziła  trasa kurierska pod kryptonimem „Las” Zorganizował ją Aleksander Rybicki („Janek”). Punkt przerzutowy znajdował się w Żubraczem u „Reni” - „Doliwy” (Jadwiga Kociatkiewicz). Droga do Żubraczego miała dwa warianty. Jeden prowadził przez Kalnicę, drugi przez Łupków i Maniów.  Punkty kontaktowe były m. in.: w Baligrodzie u Mieczysława Welutowicza (”Topór”),  w Kalnicy u  ppor. Jana Rerutko (”Drzazga” – który potem skierowany został na Wołyń i tam zamordowany 6 listopada 1943 roku  przez partyzantów sowieckich Nikołaja Prokopiuka), w Maniowie u leśniczego Funio Janiszewskiego, w  Cisnej u rodzin Wierzbickich, Przybusiów, Woźniców, Lewandowskich i innych.  Przerzutami „opiekował się” leśniczy Józef Wierzbicki, przesyłki przez granicę często przenosił  Stefan Grzyb („Stefan”). Tą trasę kurierka Maria Szerocka (”Mucha”) przechodziła kilkakrotnie przenosząc meldunki, raporty, rozkazy oraz znaczne kwoty pieniężne. Razem z Eugenią Litwinow  (”Jasiek”) przeniosła w walizce całą radiostację. We wrześniu 1941 roku znalazła się w areszcie w Cisnej, skąd trafiła do więzienia w Sanoku. Jedną ze spektakularnych akcji było przerzucenie z Bełżca przez granicę na Węgry, a potem do Turcji rabina-cadyka. Wiosną 1940 roku 19-letnia Zofia Wilk (”Zosia”) przeniosła do kraju w walizce ogromną kwotę 265 tysięcy złotych. Podczas obławy, nocą, przewodnik pozostawił ją samą w lesie. Szczęśliwie trafiła do dworu  Kociatkiewiczów w Żubraczem. Przerzutów na Węgry od jesieni 1939 roku dokonywał także  ppor. Józef Pawłusiewicz z Łegu i  kpt. Czesław Wawrosz z Myczkowa, z udziałem Daniela Gałuszki, Stanisława Paprockiego, Michała Koncewicza, Stanisława Matuszewskiego, księdza Siuzdaka z Wołkowyi i innych. 

„1 września 1940 r. odbyła się w Sanoku wielka uroczystość. Zjechała się moc popów i młodzieży ukraińskiej aż spod Dynowa. Śpiewano pieśni zohydzające Polskę i Polaków. W ten sposób obchodzono święto wyzwolenia Ukraińców jarzma Lachów” – pisze Edward Zając w Gazecie Bieszczadzkiej z 14 listopada 2003 r. Tak ukraińscy „słudzy Boga”  zaprzedając się szatanowi popełniali śmiertelny grzech poniżania braci chrześcijan – sąsiadów Polaków, „katechizując” swoje „owieczki”, aby zmieniły się w wilki. W Przemyślu: „7 lipca 1941 roku na przemyskim rynku zorganizowano manifestację z udziałem ludności ukraińskiej z okazji zajęcia całego miasta przez wojska niemieckie. Na trybunie obok przedstawicieli Komitetu Ukraińskiego i wojska niemieckiego znajdowali się duchowni grekokatoliccy wraz z biskupem Jozafatem Kocyłowskim. Nieco wcześniej Kyr Jozafat wydał bankiet na cześć oficerów niemieckich, zaś 7 lipca 1941 w swoim liście pasterskim pisał między innymi: "Sława wielkiemu fuhrerowi Adolfowi Hitlerowi, wyzwolicielowi i najlepszemu przyjacielowi ukraińskiego narodu" (Piotr Jaroszczak:  http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/prz_glow.html).

W lipcu 1941 roku w Tworylnem policja ukraińska aresztowała Teodora Kucharza i osadziła go w więzieniu w Sanoku. Zginął w obozie koncentracyjnym w Auschwitz. W wyniku donosu policji przyjechali żandarmi niemieccy i zastrzelili Michała Kucharza. Tego samego dnia policja ukraińska aresztowała w tej wsi Stefana Maszczuka, zabrała go na posterunek w Zatwarnicy i zamordowała.

W sierpniu 1941 roku w Terce policjanci ukraińscy aresztowali Kazimierza Gankiewicza. Na posterunku w Wołkowyi skatowali go i związanego zawieźli do więzienia w Sanoku, gdzie po ponownych torturach zmarł. Także w sierpniu w miejscowości Dydnia pow. Brzozów Ukrainiec Michał Nestor z Witryłowa złożył donos na gestapo, że 9-ciu mieszkańców Dydni założyło tajny związek antyniemiecki. Gestapo aresztowało te osoby, w tym ks. Kazimierza Lacha, 2 nauczycieli i 1 Żyda. W obozach koncentracyjnych zginęło 7 osób, w tym ksiądz Lach w Dachau w 1941 r.

W 1941 roku  po przerzucie przez granicę grupy polskich oficerów na Węgry Ukraińcy z Terki zadenuncjowali właściciela majątku we wsi Myczków pow. Lesko kpt. Czesława Wawrosza, który został aresztowany przez Niemców w Berezce, a następnie rozstrzelany w masowej egzekucji na wzgórzu Gruszka pod Leskiem w 1941 roku. Folwark przejęli Niemcy, a jego zarządcą  został Ukrainiec o nazwisku Czorij. (Antoni Matuszewski z Myczkowa; w:  Zbigniew Ziembolewski: W morzu nienawiści, Krosno 2001). We wsi Rajskie pow. Lesko  policja ukraińska aresztowała 2 pracowników kopalni i przekazała do gestapo w Sanoku. Zginęli oni w Auschwitz. Ukraińcy donosili także na Polaków ukrywających  Żydów. Franciszek Wronowski z Zawozu ukrywał rodziny Wejnerów i Nagielburszów.  Zadenuncjował go sąsiad Ukrainiec. Rodziny żydowskie i Polaka wywieziono do Baligrodu i tam zamordowano. We wsi Wołkowyja pow. Lesko został fałszywie oskarżony i aresztowany przez policję ukraińską ks. Jan Siuzdak ur. w 1898 r., proboszcz par. Wołkowyja, która potem oddała go w ręce gestapo, zginął w Oświęcimiu 14 X 1942.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich, od września 1939 roku kapłani greckokatoliccy i prawosławni masowo urządzali „uroczystości religijne”, podczas których sypano kopce dokonując w nich „pogrzebu Polski”. Na s. 105 Syrnyk pisze: „W sąsiadującym powiecie sanockim ludność ukraińska urządzała manifestacyjne „pogrzeby Polski”. Według Jana Pisulińskiego wynikało to z tego, że „agresja Trzeciej Rzeszy na Polskę postrzegana była wśród sporej części Ukraińców /.../ jako zmiana okupanta i szansa na uzyskanie niepodległości”. Szansę na niepodległość dawał więc okupant, tyle, że niemiecki! Braku logiki w tymże wywodzie mógł nie zauważyć zwykły chłop ukraiński, otumaniony ounowską propagandą. Dlaczego nie widzieli go także ideolodzy i działacze OUN? Przecież czytali „Men Kampf” (przetłumaczył im to „dzieło” sam Dmytro Doncow) i nie zrozumieli, jaki los zapowiadał Hitler dla narodu żydowskiego oraz dla wszystkich narodów słowiańskich? 

Czym w istocie były te „pogrzeby Polski”? 

„Pogrzeb Polski – mogiła w Czarnej Górnej: W Bieszczadach w Czarnej Górnej znajduje się niepozorny kopiec z krzyżem. Góruje on nad miejscowością, wznosi się ponad dawną cerkwią p.w. św. Dymitra (obecnie kościół katolicki). Od tej strony niełatwo go dostrzec, jest jednak dobrze widoczny od północy. To zaniedbane miejsce nie zwraca na siebie większej uwagi, jest jednak świadectwem ciekawego obrządku nacjonalistów ukraińskich z 1942 r., oraz przedmiotem sporów historyków obu nacji. Tego typu kopce ziemne były usypywane na terenach ziem przemyskich i nadbużańskich w pierwszych latach II Wojny Światowej przez miejscową ludność ukraińską. Polskie źródła podają, że powstawały one podczas nacjonalistycznego obrzędu zwanego Pogrzebem Polski na znak, że Polska nie będzie już panowała nad tymi terenami. Podczas ceremonii zasypywano symbole Rzeczpospolitej takie jak orzełki z żołnierskich czapek, części mundurów, podobizny przedstawicieli władz, itp. Czyniono to dla zademonstrowania antypolskiej nienawiści i zjednoczenia ludności ukraińskiej. Przy kopcach urządzano nacjonalistyczne wiece - śpiewano pieśni, recytowano wiersze. W tych czasach Ukraińcy wiązali swoją przyszłość z hitlerowskimi Niemcami, wierząc, że ten sojusz pozwoli im stworzyć niepodległe państwo” ( http://blogspod.com/2015/06/pogrzeb-polski-mogia-w-czarnej-gornej.html

„We wrześniu 1939 przez Solinkę przedostawali się na Węgry żołnierze z rozbitych polskich oddziałów. Gdy II Rzeczpospolita upadła mieszkańcy wsi urządzili symboliczny pogrzeb Polski. Na drzewach powiesili portrety polskich dostojników a koło cerkwi zakopali biało-czerwony słup graniczny. Tego typu pogrzeby Polski były na tych terenach bardzo częste, na ogół zakopywano godło i flagę. Inicjatorami i organizatorami byli przeważnie greckokatoliccy księża, których istotna rola w antypolskich działaniach oraz mordach dokonywanych przez UPA jest wciąż bagatelizowana bądź skrzętnie pomijana.” (http://www.twojebieszczady.net/solinka.php

„Skądinąd wiadomo, że na terenie powiatu sanockiego doszło do przynajmniej jednego „pogrzebu” Polski. Miał on miejsce w Zagórzu. Potwierdzają ten fakt relacje E. Osiki i Zbigniewa Osękowskiego. Być może drugim miejscem, gdzie dokonano takiego symbolicznego aktu były okolice Hłomczy. Świadczyć o tym może incydent zarejestrowany w materiałach bezpieki z 1969 r., gdy w czasie koncertu ku czci Tarasa Szewczenki część mieszkańców Hłomczy zaczęła skandować do zebranej widowni „Idźcie odgrzebać Polskę!”. (Jarosław Syrnyk: „Pogrzeby” Polski w 1939 r. – prawda czy mit?; w: https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/73400,Pogrzeby-Polski-w-1939-r-prawda-czy-mit.html  ) Przywołani przez Syrnyka autorzy to: E. Osika ps. „Grzela”, Relacja; w: A. Brygidyn, M. Brygidyn-Paszkiewicz, Wspomnienia i relacje żołnierzy Sanockiego Obwodu Związku Walki Zbrojnej – Armii Krajowej 1939–1944, Sanok 2014, s. 213–214; oraz Zbigniew Osękowski: Zagórz nad Osławą, Sanok 2006.) O „pogrzebach” Polski na ziemi sanockiej wspominał również F. Oberc, Ziemia sanocka w latach 1939–1944, „Zeszyty Archiwum Ziemi Sanockiej” 2007, nr 7, s. 15. Zamieszczona jest także fotografia: "Akt pogrzebu Polski", dokument z akt Specjalnego Sądu Karnego w Rzeszowie w sprawie oskarżonego Dymitra Szajniaka z Dąbrówki Polskiej w powiecie sanockim.

„Również we wrześniu tego samego roku miejscowi ukraińscy aktywiści postanowili przeprowadzić „pogrzeb Polski”. Jak pisze Zbigniew Osenkowski, autor książki „Zagórz nad Osławą”, zaproszono lokalnego greckokatolickiego księdza, ojca Hentysza, który odmówił, gdyż uważał, że to „akcja polityczna, a nie religijna”. Symboliczną „trumnę z Polską” niesiono przez całe miasto, ze śpiewem „przepadła Polska, przepadła na wieki, nie pomogą Francuzi, Anglicy”. „Pogrzeb” odbył się na miejscowym cmentarzu dla zwierząt. Skąd znam tą historię? Opowiadała mi o tym moja babcia, wówczas 11–letnia dziewczynka, która później była łączniczką ukraińskiego podziemia. Mój pradziadek Stepan był w tym czasie sołtysem w Zasławiu, przedmieściu Zagórza, gdzie na 800 mieszkańców było tylko kilka polskich i żydowskich rodzin. /.../ W „pogrzebie Polski” w 1939 roku brał udział także brat mojej prababci, Tadeusz Hirnjak, który potem zginął walcząc w UPA, broniąc swojej rodziny przed wysiedleniem. Deportowano ich na Wielkanoc 1946 roku, dając 3 godziny na spakowanie się. Nie mniejszą tragedią była deportacja Polaków z Lwowa, którzy również musieli pozostawić rodzinne ulice i mogiły przodków. Taka była cena polsko-ukraińskiego konfliktu, gdy Stalin wyrównywał granice i niszczył życie tak wielu ludzi, rozrywając dwa związane ze sobą jak bracia narody.” (Ostap Krywdyk, politolog; w: http://www.polukr.net/blog/2016/07/25307/

„Najbardziej przygnębiająco działały na Polaków urządzane przez Ukraińców tzw. pogrzeby Polski. Urządzono je m.in. w Sanoczku, Zagórzu i Komańczy. W Sanoczku głównym organizatorem "panihidy" był greckokatolicki proboszcz ze Stróż Wielkich. "Przygotowano trzy wieńce:jeden z cierni, drugi z liści dębowych,trzeci z jedliny. Wykopano grób w ziemi. Te wieńce po przemówieniu proboszcza wrzucano do grobu. Ten pierwszy - mówił proboszcz - wskazuje,jaką oni mieli w Polsce wolność. Ten drugi wskazuje, że oni, Ukraińcy, byli i są tak twardymi, jak liście dębowe... A ten trzeci znaczy, że oni teraz tak się odnowią, jak liście jedliny na wiosnę...'. (Franciszek Oberc: ZIEMIA SANOCKA W LATACH 1939-1944; ZESZYTY ARCHIWUM ZIEMI SANOCKIEJ, Nr 7; Sanok 2007).

Z forum Beskid Niski”: Słowianka: „Kiedyś natknęłam się na zapiski dotyczące dziwnych ceremonii wiernych i kapłanów kościoła grekokatolickiego z okolic Sanoka i Zagórza. Mam na uwadze te procesje ze śpiewem, chorągwiami i trumną w której były umieszczone symbole Polski. Był to tzw „Pogrzeb Polski” . Wiesz – dreszcze mnie przechodzą, jak pomyślę ile energii ludzie wkładali w to, żeby zasygnalizować swoją nienawiść.” Lucyna: „Jeden z krzyży postawionych na grobie Polski zachował się. Znajduje się w Czarnej, w Górach Sanocko-Turczańskich vel Bieszczadach. Groby były/są obok cerkwi w Zagórzu, Monastercu, Terce, Mchawie, Polańczyku, Jankowcach, Sanoczku. Część z nich została zniszczona po II wojnie św., część zatarł czas. Do takich grobów wkładano: godło Polski, flaga Polski, kajdany jako symbol niewoli, polskie dokumenty. Bardzo często tego rodzaju pogrzeby Polski były urządzane przez księży greckokatolickich, a honorowymi gośćmi byli hitlerowcy, w tym esesmani.”  (http://beskid-niski.pl/forum/viewtopic.php?t=4233&start=60 ).

„Pododdziały niemieckie w tym czasie witane były owacyjnie przez środowiska ukraińskie Beska, Nowosielec i Dąbrówki Ruskiej. Gdzie symbolicznymi gestami były tzw. "pogrzeby Polski", dokonywane w wielu miejscowościach.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Stepan_Wanczycki)  We wsi Cetula pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki, ks. Jan Bury, ściśle współpracował z OUN i UPA. Pod koniec 1939 roku i w lipcu 1940 roku dwukrotnie celebrował „pogrzeb Polski”. Wykorzystywał uczucia religijne do szerzenia nienawiści do Polaków”. W Jabłonicy Ruskiej pow. Brzozów w październiku 1939 roku OUN wspólnie z unickim księdzem zorganizowała usypanie kopca „mogiły pogrzebu Polski”, połączone z ceremonią religijną. We wsi Ulucz pow. Brzozów miejscowy ksiądz unicki zorganizował „uroczystości pogrzebowe Polski”, na których Ukraińcy usypali „kopiec-mogiłę”. Był on nacjonalistą ukraińskim i współpracował z OUN-UPA. Pod koniec 1941 roku we wsi Radawa pow. Jarosław miejscowy proboszcz greckokatolicki zorganizował we wsi przy kopcu usypanym koło cerkwi tzw. „pogrzeb Polski”. Zaprosił na tę „imprezę” księdza rzymskokatolickiego, proboszcza Jana Kosiora, który nie będąc zorientowany, co to jest za uroczystość, przybył z procesją. Nie zdarzyło się, aby polski kapłan katolicki celebrował „pogrzeb Ukrainy”, nawet po wojnie, pomimo ukraińskich zbrodni.

Działalność skierowaną przeciwko ludności polskiej prowadzili m.in.: we wsi Terka ks. Lew Salwicki i kleryk Hryc Drozd, we wsi Daszówka ks. Andrzej Dorosz (na jego plebani szkoliły się bojówki OUN-UPA), we wsi Łobozew ks. Michał Suchy (trzech jego synów było w UPA), w miasteczku Ustrzyki Dolne ks. Dymitr Panasiewicz, we wsi Lutowiska ks. Iwan Mak, we wsi Ustianowa pow. Lesko ks. Iwan Ezop, itd. We wsi Monasterz pow. Jarosław: „Miejscowy proboszcz grekokatolicki Włodzimierz Smolka znany był z antypolskich wystąpień i szerzenia nienawiści do Polaków. Na swoich kazaniach nieraz mawiał: „kiedyś święty Piotr zapyta ciebie o dobre uczynki, ileś wyplewił polskiego kąkolu? I co ty na to, skoro tak bezczynnie czekasz, aż inni za ciebie to zrobią?” (Siekierka..., s. 266).

23 września 1940 roku biskup prawosławny Dyonizy, złożył przysięgę lojalności wobec gubernatora Hansa Franka i przejął władzę metropolitalną.

Od 1941 roku księża prawosławni i greckokatoliccy z premedytacją wykorzystywali fragment Ewangelii Świętej do celów zbrodniczych, szatańskich. Była to przypowieść Jezusa „o chwaście i pszenicy”, czasami nazywana przypowieścią o „kąkolu i pszenicy”. «A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: “Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: “Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: “Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: “Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza“». (Mt 13, 24-30) Kler greckokatolicki i prawosławny uzurpował sobie „kompetencje” przysługujące Bogu Najwyższemu. Jezus Chrystus nauczał, że Bóg, jako Gospodarz, na Sądzie Ostatecznym dokona oddzielenia „chwastu” od „pszenicy” i „chwast” zostanie spalony w Ogniu Piekielnym. Jest oczywiste, że duchowni greckokatoliccy i prawosławni świadomie dokonali fałszywej interpretacji Ewangelii.

 

Realizując plan Barbarossa wojska niemieckie w ciągu praktycznie jednego dnia, czyli 22 czerwca 1941 roku, opanowały teren obecnie polskiej części Bieszczadów. Tylko w bunkrach nad Sanem w okolicy Leska niektóre załogi sowieckie broniły się dłużej, nawet kilka dni.  

10 lutego 1942 r. we wsi Posada Jaćmierska pow. Sanok Ukrainiec gestapowiec Leo Humeniuk zastrzelił Polaka. Łącznie miał on na sumieniu tortury i morderstwa wielu Polaków. Latem 1944 roku, podczas ofensywy Armii Czerwonej, został złapany przez partyzantów AK i przekazany władzom sowieckim, którym uciekł z aresztu i zatarł za sobą ślad. 22 czerwca 1942 roku w Lutowiskach gestapo i policja ukraińska rozstrzelały 650 Żydów. O losie ludności żydowskiej w Bieszczadach pisze A. Potocki w książkach Bieszczadzkie losy. Bojkowie i Żydzi oraz Śladami Żydów w Podkarpackiem. 

4 września 1942 r. we wsi Maniów pow. Lesko zamordowany został Fedorowicz Andrzej „Druś” ur. 1905 r. leśniczy (inż. leśnik) w lasach majątku leśnego Antoniego Kraińskiego w Maniowie, współpracownik AK. Odnalezione zwłoki z głową w potoku i ich ułożenie wskazywały na mord z zaskoczenia po próbie obrony ze strony ofiary, wg podejrzeń mieszkańców wsi mord dokonany skrytobójczo przez bojówkę ukraińską, pochowany w Maniowie. (Edward Orłowski, w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+2013.pdf ). 

18 września we wsi Posada Jaćmierska pow. Sanok Ukraińcy zamordowali Henryka Stankiewicza. W październiku 1942 roku we wsi Berehy (Brzegi)) Górne pow. Lesko bojówkarze SB -OUN zamordowali 2 Polaków, braci Bączek, gajowego oraz geologa, ich dom ograbili i spalili. Podawane są też ich nazwiska jako Rączek i Baczek. Także w październiku we wsi Rabe k. Ustrzyk Dolnych bojówkarze SB-OUN zamordowali 4-osobową rodzinę polską Pradłowskich. Witold Mołodyński w „Gazecie Bieszczadzkiej” (nr 5/2003) pisze: „Pierwsza tragiczna wiadomość dotarła do nas jesienią 1942 r. Bojówka OUN dokonała mordu na czteroosobowej rodzinie Pradłowskich z Rabego oraz na braciach Baczkach w Berehach Górnych. Jeden z tych braci był gajowym, drugi – geologiem”. W 1942 roku w Seredniem Małym policja ukraińska aresztowała i przekazała do gestapo najstarszego syna Romańskich. Zginął w Auschwitz. W nadleśnictwie Lutowiska pow. Lesko w wyniku zadenuncjowania przez ukraińskiego pracownika został aresztowany przez gestapo urzędnik planowania w biurze nadleśnictwa kpt. lotnictwa Pipczyński (imię nieznane), który zginął w obozie KL Auschwitz; przybył on z Czortkowa i ukrywał swoją przeszłość wojskową.  

Szlak kurierski przez Żubracze przestał być używany już od marca 1942 roku z powodu częstych aresztowań w wyniku donosów ukraińskich.

Na s. 105 Syrnyk pisze: „Lata okupacji przyniosły na terenie powiatu leskiego ogromną, choć przecież nie całkowitą, zamianę ról społecznych, warunkowaną polityką narodowościową władz niemieckich. Osoby, którym wydano szarą „polską” kenkartę, stały się z dnia na dzień formalnie „zrównane” z innymi mieszkańcami (poza pozostawionymi poza nawiasem Żydami) tej ziemi, którzy otrzymali kenkartę z literą U. Owo „zrównanie” w prawach dla wielu osób dla narodowości polskiej oznaczało w praktyce uszczuplenie praw dotąd posiadanych i utratę dotychczasowej pozycji społecznej. Deptało poczucie godności, rodziło zatem nierzadko wściekłość i zawiść, którym towarzyszyć mógł też strach. Z kolei dla osób „obdarzonych” kenkartą z literą U wprowadzony przez okupanta system oznaczał realny awans społeczny. Towarzyszyła temu euforia, ale i – paradoksalnie – również obawa przed powrotem do sytuacji sprzed zmiany.”  

Warto zwrócić uwagę, że Autor nie wymienia tej kasty „zrównanej” z innymi mieszkańcami (poza Żydami) za pomocą kenkarty U. Dotyczyło to U-foludków? Z. Konieczny stwierdza, że Ukraińcy uzyskali w Generalnej Guberni szereg uprawnień, których nie posiadali Polacy. „Położenie ludności ukraińskiej stosunku do polskiej było w Generalnej Guberni uprzywilejowane. W miastach dystryktu lubelskiego i krakowskiego zorganizowano dla Ukraińców konsumy, w których mogli otrzymać żywność i inne towary po cenach urzędowych. Do konsumów tych dostęp Polaków był zabroniony. Podobnie kartki żywnościowe wydawane dla ludności ukraińskiej były uprzywilejowane w stosunku do ludności polskiej. Ukraińcy otrzymywali na nie racje dzienne 930 kalorii, podczas gdy Polacy 654 kalorie. /…/ Z analizy gmin, w których zamieszkiwali Ukraińcy wynika, że w zasadzie wszystkie one były obsadzone przez ich wójtów i burmistrzów. Podobnie było z obsadą sołtysów.” (Zdzisław Konieczny: „Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947”, Wrocław 2006, s. 44 – 45). Za zgodą okupanta niemieckiego działały ukraińskie towarzystwa oświatowe, kulturalne i sportowe, szkolnictwo. Tylko w Berlinie studiowało w 1942 roku 111 ukraińskich nacjonalistów. Wśród nich był Bohdan Osadczuk, odznaczony przez prezydenta Polski A. Kwaśniewskiego Orderem Orła Białego. Dodajmy do tego, że Ukraińcom zezwolono na posiadanie odbiorników radiowych (za co Polakom groziła kara śmierci).

Można więc stwierdzić, że było to „zrównanie rasistowskie”, polegające chociażby na mniejszych racjach żywnościowych dla ludności polskiej, wydzieleniu sklepów i restauracji do których Polakom wstęp był zabroniony, wyznaczaniu większych kontyngentów dla polskich rolników, i inne zakazy i ograniczenia, które nie dotyczyły ludności ukraińskiej. Tej nierównej „równości” prof. Syrnyk nie zauważył w swojej „uetycznionej” historiografii. Zauważył natomiast, że rasistowskiej dyskryminacji ludności polskiej (ale przecież i żydowskiej) towarzyszyła euforia ludności ukraińskiej.

Co w rzeczywistości przekazuje J. Syrnyk na s. 110 pisząc: „Według materiałów powojennej bezpieki „na krótko przed wyzwoleniem powstały w ramach AK tzw. Oddziały Dywizji Bojowej, zadaniem których było przeciwstawienie się coraz aktywniej działającym na tamtejszym terenie bandom UPA i akcje odwetowe przeciwko ludności ukraińskiej, które w zasadzie miały charakter terrorystyczno-rabunkowy”? W przypisie Syrnyk podaje, że chodzi o oddział NSZ Antoniego Żubryda „o zabarwieniu NSZ”. Typowa dla historiografii J. Syrnyka precyzja i rzetelność zgodna z opracowaniem „powojennej bezpieki”, jednakże w stosunku do UPA korzysta z jej opracowań.

Do wiosny 1943 roku zorganizowane zostały placówki Armii Krajowej: nr VI w Lesku, nr VII w Baligrodzie – Kalnicy – Cisnej, nr VIII w Czarnej – Ropience – Wańkowej – Ustrzykach Dolnych. Z AK związani byli m.in.: leśniczy Antoni Chwiendacz z  Ustrzyk Górnych, Maria Kociałkowa z Wołkowyi, Apolinary Kłodnicki z Teleśnicy Sannej, Kazimierz Prus i Jerzy Zubel z Teleśnicy Oszwarowej, nauczyciel Herman z Polany, bracia Hankusowie z Berehów Górnych i Caryńskiego, Emmanuel Jastrzębski z Zatwarnicy, trzej bracia Masłykowie ze Smereka (gajowi). Baligrodzka grupa  miała za zadanie bronić polskich rodzin przed napadami nacjonalistycznych band ukraińskich. Komendantem placówki był Jan Marciak (”Dąb”), zastępcą Franciszek Kozak (”Czarny”), jednakże od jesieni 1943 roku placówka ta zaprzestała działalności. Popełniony został taki sam błąd jak na Wołyniu, gdzie Polacy nie chcąc dać pretekstu do działań Ukraińcom, nawet w sytuacji największego zagrożenia nie podejmowali prób organizowania samoobrony. Także tutaj zakończyło się to tragicznie.

Wiosną 1943 roku we wsi Czarna pow. Sanok został zamordowany przez Ukraińców Smoleń, syn sędziego. Emil Pietrzkiewicz w artykule „Te zbrodnie pamiętam” zamieszczonym w roczniku Bieszczad (nr 6/1999). pisze: „W roku 1943 we wsi Moczary mieszkały trzy rodziny polskie. Byli to: Mikołaj Ilczyszyn, Karol Pietrzkiewicz oraz drugi Karol Pietrzkiewicz, brat stryjeczny. W 1943 r. pod groźbą UPA rodziny te opuściły swe gospodarstwa. Było to wczesną wiosną. Ukradkiem przed UPA starzy sąsiedzi Ukraińcy wywieźli nas do Ustrzyk Dolnych.” W maju 1943 roku w przysiółku Krościenko należącym do wsi Stebnik banderowcy wymordowali 5-osobową rodzinę polską o nazwisku Letkiewicz: rodziców i 3 dzieci, a ciała spalono w ich domu  (Na Rubieży, nr 29). W lipcu 1943 r. we wsi Terka policja ukraińska z udziałem gestapo wymordowała 5-osobową rodzinę polską oraz ukrywanych przez nich Żydów. 18 października 1943 roku we wsi Rzepedź pow. Sanok został zabity leśniczy Kubik August Ignacy ur. 1896 r. Pochodził z Ptakowic k/Zbrosławic (powiat Tarnowskie Góry na Górnym Śląsku), uczestnik powstania śląskiego. Po klęsce powstania przeniósł się do Rzepedzi i pracował w lasach dóbr Komańczy, należących do Stanisława hr. Potockiego, a od 1938 r. do Fundacji im. Pietruskich. W 1922 r. wziął ślub z Marią Kowalik ur. 1903 r. w Rzepedzi. W latach okupacji zatrudniony w Nadleśnictwie Komańcza. Po sprzeczce z policjantem ukraińskim ograbiającym podróżnych przy prowadzonej kontroli dokonywanej w pociągu relacji Zagórz - Łupków, został przez niego zastrzelony po wyjściu z żoną z wagonu na peron przystanku kolejowego w Rzepedzi. Pochowany w rodzinnym grobowcu w Sanoku. (https://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/33416974/Cz.+III+Martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+Podkarpacia+1938-49.pdf/ )

  1. Pawłusiewicz w książce Na dnie jeziora (Warszawa 1981) podaje kilka przypadków morderstw dokonanych przez UPA na Polakach, co stało się przyczyną zorganizowania 25 listopada 1943 roku oddziału samoobrony, który liczył 30 – 60 osób i miał bazę na górze Jawor. Pawłusiewicz związany był ze strukturami SZP-ZWZ-AK a następnie z oddziałem partyzantki polsko-sowieckiej M. Kunickiego.  Wymienia on zamordowanych Polaków jesienią 1943 roku: na drodze z Mchawy do Żernicy Stanisław Wronowski; Jan Jaworski, gajowy  z Myczkowa, któremu przed zamordowaniem wydłubano oczy;  Macudziński – właściciel ziemski z Berezki, gdzie miał dwór; Grzegorz Markuc z Zawozu; Władysław Tokarski z Bóbrki; Antoni Pasławski z Radziejowej; lekarz o nieustalonym nazwisku z Lutowisk, pochodzący z Warszawy, którego wezwano fałszywie do chorej osoby i zastrzelono zaraz za miasteczkiem na furmance, jednak niektórzy zostali zamordowani nieco później. We wsi Lutowiska pow. Lesko został aresztowany przez gestapo Pipczyński (imię nieznane) urzędnik planowania w biurze nadleśnictwa. Kpt. lotnictwa, przybył z Czortkowa, ukrywał swoją przeszłość wojskową, zadenuncjowany przez ukraińskiego pracownika, został przez gestapo aresztowany podczas pracy w 1943 r., zginął w obozie KL Auschwitz.

Warto tutaj zacytować fragment książki  Karola Józefa Stryjskiego „Horynieccy” (część II, Łódź 1988),  wydarzenia miały miejsce jesienią 1943 roku. 

„Kwaterowali wtedy nad Sinymi Wirami. Nie opodal, we wsi Łuh, jeden z chłopaków Michała (dowódca oddziału siczowców – przypis S.Ż.), Pereszliba, miał bliską rodzinę. /.../ Mieszkało tu trochę Polaków, więcej Ukraińców -Bojków. Kum Pereszliby, do którego przyszli nocą, był sołtysem. Miał żonę Polkę. Łesia urodziła syna, który na cześć dziadka otrzymał imię Mikołaj. Postanowili, że na zimę pozostanie z dzieckiem w Łuhu. Byli w drodze na kwaterę pod Połomą, gdy dogonił ich syn sołtysa. Niewiele zrozumieli z tego, co opowiadał. Dopiero gdy wrócili, od unickiego księdza dowiedzieli się o wydarzeniach. -  Stała się rzecz straszna - opowiadał ksiądz. - twój oddział wzięto za polską bandę. Sołtys chciał się sprzeciwić zorganizowaniu bojówki striełków, ale dziś w Łuhu jest już stanycie z czotowym Potapem. Tej niedzieli co ty przyjechał do Łuhu kuszczowyj Danył. Gościłem go, jak i pozostałych członków zwena naszego kuszcza. /.../ Kuszczowyj Danył doniósł Niemcom. Ksiądz przestraszył się i zamilkł, ale ponaglany przez Michała opowiedział, że po donosie Danyły przyjechali do wsi Niemcy, wyciągnęli z chałupy sołtysa, jego żonę i Łesię i rozstrzelali./.../ Wtem pistolet wypalił i ksiądz zwalił się ciężko na podłogę. Zanim wyszli, podpalili plebanię od środka. Tymczasem pozostali chłopcy z drużyny Michała z pomocą młodszego syna zamordowanego sołtysa odnaleźli czotowego Potapa i siedmiu banderowców. Bez sądu, bez słowa, na oczach lamentujących, proszących o łaskę rodzin rozwalili wszystkich na drewnianym mostku, przerzuconym przez Wetlinę. Ciała, jedno po drugim, spadały do wody, zabarwiając ją intensywną czerwienią.” Zanim opuścił Łuh, przyjął do oddziału ochotników - Polaków, którzy pragnęli walczyć u jego boku.

W Małopolsce Wschodniej dopiero w grudniu 1943 roku istniejące oddziały UNS (Ukraińska Narodowa Samoobrona) przekształcono w Ukraińską Powstańczą Armię. Dowódcą UPA-Zachód został Wasyl Syrdor., natomiast na terenie powiatu powiatu sanockiego Wasyl Martyn Mizernyj, ps. „Ren”, komendant Ukraińskiej Policji w Sanoku.

Franciszek Obara w artykule „Sytuacja w powiecie Lesko w latach 1939 – 1947” zamieszczonym w w/w książce  Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim, na s. 441 – 442 pisze: „W Bieszczadach koncentracja zbrojnych sotni ukraińskich następowała już jesienią 1943 roku. Aktywność ich przejawiała się w mordowaniu, najpierw pojedynczych Polaków, a następnie całych polskich rodzin. Zamordowano, m.in. leśniczego Jana Jaworskiego z Myczkowa, Grzegorza Markuca z Zawozu, Władysława Tokarskiego z Bóbrki, wymordowano rodziny Radwańskich, Cichowskich, Skowrońskich,  Jastrzębskich ze wsi Serednie Małe, Podkalickich z Soliny, Kucharskich z Tworylczyka, Domańskich i Marszałków z Zatwarnicy. Wobec takiego zagrożenia, Polacy podjęli samoobronę. W listopadzie 1943 roku, z inicjatywy Józefa Pawłusiewicza, który mieszkał w Łęgu, powstał oddział partyzancki. Jego współtwórcami byli: Franciszek Gankiewicz z Terki, Karol Czternastek, Stanisław Matusik, Michał Czerenkiewicz i Ludwik Czerenkiewicz z Wołkowyi, Karol Paszowski Władysław Markuc z Zawozu, Józef Paprocki z Zadziału, Michał Koncewicz i Grzegorz Markuc z Łęgu, Stanisław Koncewicz i Antoni Tomczak z Werlasu oraz 3 braci Pawłusiewiczów. Dowódcą został Józef Pawłusiewicz./.../ W szerzeniu nienawiści do Polaków brali, niestety udział księża greckokatoliccy: ks. Lew Solwicki i kleryk Hryc Drozd z Terki, ks. Andrzej Dorosz z Daszówki (na jego plebani szkoliły się bojówki UPA), ks. Michał Suchy z Łobozwi (trzech jego synów było w UPA). Swoich synów w UPA mieli też księża Mikołaj Milanicz z Moczar i Iwan Ezop z Ustianowej. Ks. Iwan Panasiewicz z Ustrzyk Dolnych nawoływał do mordowania Polaków.” 

„We wsi Stefkowa, miejscowy proboszcz grekokatolicki, Ukrainiec, Jasyf Ołeniak, był głównym organizatorem większości zbrojnych poczynań ukraińskich nacjonalistów we wsi i okolicy” (zeznanie Mieczysława Seredyńskiego ze Stefkowej zamieszczone w ww. książce, s. 445). Wyjątkami wśród księży greckokatolickich w Bieszczadach byli: ks. Stanisław Sorokowski z Krzywego, ks. Grzegorz Fukańczyk z Uherzec (obydwaj musieli uciekać przed swoimi rodakami z OUN-UPA), oraz ks. Roman Kopystiański z Czarnej.  Poza siecią struktur politycznych Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów oraz wojskowych Ukraińskiej Powstańczej Armii, szczególnie intensywnie tworzone były po wsiach tzw. oddziały SKW, czyli Samoobronne Kuszczowe Widdiły. Tymczasem prawda była taka, że zarówno na Wołyniu, w Małopolsce Wschodniej, jak również w Bieszczadach, nikt Ukraińców nie zamierzał atakować. Natomiast ich „samoobrona” uczestniczyła w akcjach skierowanych przeciwko ludności polskiej, wspierając oddziały UPA.

28 kwietnia 1943 roku ogłoszono nabór do 14 SS Schűtzen Division „Galizien” (14 ochotnicza dywizja strzelecka Waffen SS „Galizien” - „Hałyczyna”), zgłosiło się ponad 80 tysięcy ukraińskich ochotników.

Policja ukraińska w kwietniu w Krościenku uprowadziła z domów i zastrzeliła 2 Polaków, w lipcu w Bandrowie Narodowym zamordowała geologa Dąbrowieckiego, w październiku we wsi Zawóz zastrzeliła polskiego gospodarza za rzekome nie dostarczenie kontyngentu zbożowego. „Na drzwiach domów bezbronnej ludności polskiej zamieszkującej Bieszczady pojawiły się naklejane nocą karteczki z wezwaniem, aby w ciągu 24 godzin opuścili swoje domostwa, bo w razie nieposłuszeństwa czeka ich śmierć” – pisze Andrzej Potocki w książce „Wokół bieszczadzkich zalewów „ (Krosno 2001).W „rewanżu” grupa partyzancka J. Pawłusiewicza odwiedzała nocą aktywnych nacjonalistów ukraińskich wymierzając im karę chłosty i ostrzegając przed  dalszym  podburzaniem  przeciwko ludności polskiej.

Syrnyk na s. 130 pisząc o przygotowaniach do realizacji planu „Burza” w listopadzie 1943 roku stwierdza: „Prowadzone były ponadto akcje propagandowe i dezinformacyjne” i w przypisie podaje: „W jednym z raportów OUN pojawiła się informacja, jakoby polscy konspiratorzy mieli stać za pojawiającymi się w pierwszej połowie połowie 1944 r. na terenie powiatu leskiego ulotkami sygnowanymi przez „ukraińskich powstańców”, w których wzywano ludność polską do opuszczenia terenu. Prowokacja ta – jak pisał ukraiński autor raportu miała zwrócić uwagę władz nienieckich na ukraińskich działaczy i doprowadzić do ich aresztowania”.

Zastanawia, w jakim celu Syrnyk podaje te banderowskie propagandowe idiotyzmy. „Polscy konspiratorzy” mieli celowo siać panikę wśród ludności polskiej zachęcając ją do opuszczania swoich domów i ucieczki. Niemcom nie były potrzebne żadne „polskie prowokacje”, mieli dobre rozeznanie wywiadowcze i agenturalne, wynikające chociażby z bliskiej współpracy z administracją ukraińską (wszak sołtysi, wójtowie, burmistrze, urzędnicy i lokalni działacze  pochodzili z ich nominacji) oraz pochodzące od Ukraińskiej Policji Pomocniczej. Nie ma ani jednego faktu na potwierdzenie tezy ukraińskiego autora raportu i poza Syrnykiem nikt nie powoływał się na tą agitkę. 

Autor opiera całą swoją historiografię na takiej „faktografii” opierając ją prawie wyłącznie o o publikacje ukraińskie, najczęściej zresztą podając źródła w języku ukraińskim. Czyżby opierał się na przekonaniu, że polski czytelnik zna doskonale ten język i jest w stanie dotrzeć do tych źródeł? Nawet, gdy podaje publikacje autorów ukraińskich wydane  w języku polskim, to ilu czytelników wie kim był np. Iwan Dmytryk i czytało jego książkę „W lasach łemkowszczyzny. Łuny w Bieszczadach 1944 – 1947 we wspomnieniach żołnierza UPA z kurenia „Rena” (Warszawa -Kraków 2005)?

Na s. 132 Syrnyk pisze, że pierwsze oddziały UPA na terenie Bieszczadów „pojawiły się dopiero w marcu 1944 r. na pograniczu przedwojennych powiatów powiatów leskiego i dobromilskiego (wcześniej mogły na tym terenie istnieć pojedyncze grupy UNS”.) 

Ukraińska Narodowa Samoobrona (UNS, również Ukraińska Ludowa Samoobrona) – formacja zbrojna OUN-B  utworzona przez Romana Szuchewycza na terenie dystryktu Galicja w 1943r. Celem zmylenia Niemców nie użyto tak jak na Wołyniu nazwy UPA, aby opóźnić ich ewentualne represje. W kwietniu 1943 utworzono pierwsze dwa kurenie UNS – „Siromanci” i „Mesnyky”. W lipcu 1943 pod dowództwem por. Ołeksandra Łućkiego Andrijenko przeprowadzono reorganizację istniejących oddziałów. Przeprowadzając masową mobilizację utworzono 5 kureni UNS.”  (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ukrai%C5%84ska_Narodowa_Samoobrona ) Tak więc, te „pojedyncze grupy UNS”, w rzeczywistości były to oddziały UPA. Nazwa wówczas miała zmylić Niemców, obecnie ma zmylić Polaków.

Na posiedzeniu Rady Najwyższej Ukraińskiej SRR 1 marca 1944 r. Nikita Chruszczow mówił: „Naród ukraiński będzie domagał się  włączenia do ukraińskiego państwa sowieckiego rdzennie ukraińskich ziem, jakimi są Chełmszczyzna, Hrubieszów, Zamość, Tomaszów, Jarosław.” Tekst jego przemówienia ukazał się jednocześnie w gazetach  Prawda Ukrainy  oraz  Prawda 6 marca 1944 r. W liście skierowanym do Stalina z dnia 20 lipca 1944 roku, (a więc tuż przed powołaniem PKWN!), pisał on: Do sowieckiej Ukrainy należy przyłączyć Chełm, Hrubieszów, Zamość, Tomaszów, Jarosław i niektóre inne przylegające do powyższych miejscowości. Stalin podobno na list nie odpowiedział. Po ustaleniach jałtańskich (4 – 11 luty 1945 r.), oraz po powołaniu Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, 16.08.1945 roku  w Moskwie podpisana została umowa graniczna między Polską a ZSRR, która właściwe sankcjonowała istniejący już od ponad roku stan rzeczy, czyli przebieg granicy wzdłuż zafałszowanej tzw. linii Curzona.

Do lata 1944 roku OUN nie widziała potrzeby organizowania oddziałów UPA w Bieszczadach, gdyż rolę pacyfikatora ludności polskiej z powodzeniem wypełniała Ukraińska Policja Pomocnicza. Wszyscy komendanci posterunków, włącznie z komendantem powiatowym w Sanoku, byli członkami OUN i po odejściu ze służby w szeregach niemieckich faszystów byli organizatorami i dowódcami oddziałów faszystów ukraińskich UPA. Do lata 1944 roku zadania policji ukraińskiej uzupełniały bojówki OUN i to one prowadziły akcję eliminowania patriotycznych elit polskich w terenie już od 1942 roku, tak jak to miało miejsce na terenie całych Kresów i tzw. Chełmszczyzny. To dlatego już jesienią 1943 roku oddział samoobrony zorganizował Józef Pawłusiewicz.     

Jaki cel ma Autor podając na s. 133 banderowską agitkę propagandową: „M.in. 27 marca funkcjonariusze niemieccy, wśród których widziano rzekomo również Polaków (?) dokonali obławy w miejscowości Stebnik, w wyniku której zginęło trzech członków ukraińskiego podziemia („Bohun”, „Cyhun” i „Junak”)”. Źródło oczywiście ukraińskie i podane w języku ukraińskim. Niech więc polski czytelnik zweryfikuje sobie cały tekst tej informacji i znajdzie dowód na „owocną” współpracę bojową Polaków z „funkcjonariuszami niemieckimi”, w wyniku której zginęło trzech obecnych bohaterów Ukrainy, w wyniku wspólnej bławy polsko-niemieckiej. Tak głupią i naiwną propagandą mógł posługiwać się banderowski „dziejopisarz” (zgodnie zresztą z instrukcjami OUN), ale od historyka z tytułem profesora można oczekiwać nieco więcej.

Profesor Syrnyk powinien wiedzieć, jak banderowscy „kronikarze” zapisywali wówczas ataki UPA na ludność polską: zawsze były to wyłącznie akcje odwetowe; innych UPA, UNS, SKW, czy nawet SS „Galizien” nigdy nie prowadziła. Dzieci i wnuki banderowskich zbrodniarzy „kupują to” z radością i satysfakcją. I dobrze płacą. Wcześniej głównie ci z Kanady i USA, w III RP dołączyli do nich Ukraińcy mieszkający w Polsce i w zasadzie za pieniądze polskiego podatnika (w tym różnego rodzaju „granty” na tzw. „naukowe badania”). 

We wsi Dwernik koło Lutowisk pow. Lesko w majątku dworskim na początku 1944 roku poniósł śmierć  Aleksander Sędzimir, ur. 1884 r., gajowy (zatrudnienie fikcyjne), mąż właścicielki majątku, współpracownik AK w głębi Bieszczadów (kontakt konspiracyjny przez A. Marniaka ps. „Ala” z Leska), a przyczynić się do niej mogli jak spekulowano aktywiści OUN, od których dostał pogróżki, został pochowany w Dwerniku. We wsi Ropienka: „22.02.44 r. z donosu policji ukraińskiej zostali aresztowani przez gestapo i wywiezieni do obozu zagłady gdzie zginęli: 1-3. Findysz Franciszek; Geło Leon inżynier, porucznik rezerwy; Jakiewicz Franciszek; 4. Wójcik Franciszek. [przeżyły 2 osoby Borsuk Helena i Wójcik Wiktor].” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016.)  17 marca 1944 roku we wsi Ropienka policjant ukraiński o nazwisku Worona zastrzelił Polaka Szczawińskiego. 20 marca we wsi Pakoszówka pow. Sanok w wyniku oskarżeń Ukraińców z Falejówki oraz gestapowca Ukraińca Leo Humeniuka Niemcy rozstrzelali 5 Polaków pod zarzutem przynależności do AK.

Nocą z 29 na 30 marca 1944 roku we wsi Serednie Małe, wciśniętej w zbocza Otrytu za Polaną, zamordowanych zostało 8 osób z 5 polskich rodzin. Niekiedy określana jest liczba ofiar na około 30 osób (Grzegorz Motyka, Tadeusz A. Olszański). Po przytoczeniu przeze mnie tych danych w Gazecie Bieszczadzkiej (nr 10/2004), do redakcji nadszedł list bezpośredniego świadka zbrodni, Janiny Dąbek, z domu Cichońskiej, który został opublikowany (nr 13/2004). Pani Dąbek pisała: „Jestem jedną z ofiar tamtej zbrodni. W mojej obecności, na moich oczach zamordowano moich rodziców. Miałam wtedy 12 lat. W 1944 r. wieś Serednie Małe liczyła 44 domy – 12 polskich, pozostałe ukraińskie. Podczas okupacji hitlerowskiej polska mniejszość była prześladowana, zwłaszcza przez miejscową ukraińską policję. Na Polaków pisano kłamliwe donosy, były pobicia, częste rewizje i aresztowania. Kiedy policja z Polany w całości związała się z podziemiem OUN, dla Polaków zaczął się jeszcze gorszy okres. Wzmogły się pogróżki. Ukraińcy nie kryli planów „rozprawienia się z Lachamy”, gromadzili broń i żywność, robili listy Polaków przeznaczonych do likwidacji. Początkowo zamierzali otoczyć nocą polskie domy, podpalić je, a uciekających z pożaru ludzi wystrzelać. Na to nie godziły się starszyzna i kobiety ukraińskie. Bali się o własne domy, bo wieś była gęsto zabudowana. W drugim planie postanowiono więc, udając gestapo, aresztować i wyprowadzić z domów Polaków mężczyzn i wymordować ich poza wsią. Tragedia rozegrała się nocą z 29 na 30 marca 1944 r. Do Seredniego zjechali członkowie OUN z okolicznych wsi. Domy Polaków – Michalskich, Jastrzębskich i moich rodziców Cichońskich – zostały otoczone, drzwi wyważone, oprawcy wtargnęli do wnętrza. Udało im się zmusić do wyjścia tylko Józefa Michalskiego. Jego żonę zastrzelili w łóżku, bo rozpoznała wśród napastników znajomego z Polany. W domu Jastrzębskich chory, sparaliżowany Józef Jastrzębski, słysząc niepokojące odgłosy wokół domu, zbudził synów, aby uciekali. W bieliźnie Jan i Władysław nie uciekli daleko. Skosiła ich seria z automatu. Rannych dobito kolbami. Sparaliżowanego ojca zastrzelono w łóżku. Znajdujący się w tym czasie na drodze z zaprzęgiem konnym Emil Kwiatkowski udawał się na tzw. forszpan – jechał po drzewo na wypał węgla dla Niemców. Zginął od kul, bo był Polakiem. Do mojego domu wtargnęło dwóch osobników z rewolwerami w rękach. Wyciągnęli ojca z łóżka, kazali szybko ubrać się i iść z nimi. Zrozpaczonej matce powiedzieli, że to aresztowanie. Ojciec opierał się, nie chciał wyjść z pomieszczenia, więc oprawcy kopali go i okładali rewolwerem po głowie. Wtedy matka rzuciła im się do nóg. Padły dwa strzały. Oboje rodzice zginęli na miejscu trafieni w głowy. Mnie i czworo młodszego rodzeństwa pozostawiono żywymi. Starszy brat uniknął pewnej śmierci, bo go nie było w domu. Był u naszej cioci w Ustrzykach Dolnych. Wszyscy zabójcy widać uznali akcję za udaną, bo po dokonaniu tych morderstw urządzili na miejscu w Seredniem u niejakiego Kabłasza, Ukraińca, suto zakrapianą alkoholem ucztę. Torturowano tam uprowadzonego Józefa Michalskiego, a później go zabito. Ciała nie znaleziono.

Tej nocy w Seredniem Małym „ounowcy” zamordowali 8 Polaków. Sz. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki podają, że w marcu 1944 roku w Polanie banderowcy zamordowali 9 Polaków (w tym dwie kobiety), a dwa dni później powiesili 3 Polaków - mężczyzn. Wykaz imienny tych ofiar wskazuje jednak, że dotyczy to Seredniego Małego. Wśród nich znajduje się Józef Skowroński „Senior”, lat 39, który został uprowadzony i zaginął bez śladu. Z kolei Z. Konieczny podaje (s. 184), że w marcu 1944 r. w Seredniem Małym banderowcy wymordowali 7 rodzin polskich (razem 26 osób).

Syrnyk na s. 133 podaje: „Sprawcami tej zbrodni byli najprawdopodobniej dawni funkcjonariusze z posterunku Ukrainische Hilfpolizei w Lutowiskach, którzy 29 marca na czele z Osypem Urbanem (chociaż nie ustaliłem, czy sam Urban brał udział w napadzie na mieszkańców Seredniego Małego) zeszli do podziemia, w ramach zainscenizowanej napaści na nich ze strony „polskich partyzantów”. Osoby te zasiliły szeregi oddziału UPA „Buława”. 

Zbrodnia ta zainicjowała krwawy szlak bojówek OUN-UPA-SKW  w Bieszczadach, który zakończył się w 1947 roku niemalże całkowitym wyludnieniem tych okolic oraz spaleniem wszystkich wsi i przysiółków. Prowodyrem zbrodni dokonanej na  mieszkańcach Seredniego Małego był paroch z Polany, ksiądz  greckokatolicki Wołodymyr Wesołyj.  W Bieszczadach działała potem  sotnia „Wesołego”.

W marcu we wsi Lutowiska pow. Lesko upowcy wrzucili granaty do kościoła podczas mszy zabijając 15 Polaków.  Wkrótce potem (w kwietniu?) wymordowanych zostało kilkanaście polskich rodzin w przysiółku Soliny zwanym Podkaliszcze. Liczba ofiar oceniana jest na 30 osób, mogła być jednak większa. Inni mord ten datują na „II połowę 1944 roku” i wymieniają liczbę 14 ofiar. Franciszek Obara pisze o wymordowaniu rodziny Podkalickich z Soliny, zapewne wiosną 1944 r.

Trzeba brać pod uwagę, że w Bieszczadach spotykało się wiele rodzin o tym samym nazwisku, stąd często osoby nosiły  to samo imię i nazwisko (np. Grzegorz Markuc był w Zawozie i w Łęgu, natomiast w Terce mieszkało dwóch Franciszków Bogackich).  

6 kwietnia 1944 roku Myrosław Onyszkewycz „Orest” wydał rozkaz: „Rozkazuję Wam niezwłoczne przeprowadzenie czystki swojego rejonu z elementu polskiego oraz agentów ukraińsko-bolszewickich. Czystkę należy przeprowadzić w stanicach słabo zaludnionych przez Polaków. W tym celu stworzyć przy rejonie bojówkę, złożoną z naszych członków, której zadaniem byłaby likwidacja wyżej wymienionych. Większe nasze stanice będą oczyszczone z tego elementu przez nasze oddziały wojackie nawet w biały dzień. /.../ Oczyszczenie terenu musi być zakończone jeszcze przed naszą Wielkanocą, żebyśmy świętowali ją już bez Polaków. /.../ Prowadźcie z nimi twardą, bezpardonową walkę. Nikogo nie oszczędzać, nawet w przypadku małżeństw mieszanych wyciągać z domów Lachów, ale Ukraińców i dzieci w tych domach nie likwidować. /../ Wydobyć broń. Śmierć Polakom. Postój, 6 kwietnia 1944 roku. Sława herojom! Orest, Karat (-)” Rozkaz ten znajduje się w aktach śledztwa przeciwko Myrosławowi Onyszkewyczowi. 

Na s. 142 J. Syrnyk pisze: „Moralnej sankcji na zabijanie, o czym już wspomniano, dostarczała wszystkim uczestnikom konfrontacji ideologia władzy, którą obficie przenoszono na społeczne niziny”. I, rzecz z pozoru dziwna, Autor tezy tej nie rozwija, a ona stanowi klucz do zrozumienia także „anarchii w powiecie leskim (1944 – 1947)”. Jaką „ideologię władzy” posiadali „uczestnicy konfrontacji, czyli Niemcy, Sowieci, Ukraińcy i Polacy? Jest oczywiste, że problemem  takiej „postawy badawczej” byłaby dla J. Syrnyka sprawa „ideologi władzy” OUN, gdyż ideologia „integralnego nacjonalizmu ukraińskiego” w książce nie występuje. Wynika stąd, że według prof. Syrnyka, nie miała ona żadnego  znaczenia dla wyjaśniania teorii „aktora sieci” (ANT), która przecież była dla niego „inspiracją metodologiczną”. Czy można by uznać za naukowe opisanie Holokaustu z pominięciem „Mein Kampf” oraz konferencji w Vannesee?