Dzisiaj jest: 19 Marzec 2019        Imieniny: Józef, Bogdan, Marek
KOLEJNY POLICZEK WYMIERZONY POLAKOM!

KOLEJNY POLICZEK WYMIERZONY POLAKOM!

Lucyna Kulińska zamieściła na fb. p/w zdjęcie i tekst: Takie coś wisi w miejscu gdzie była Huta Pieniacka. Tam bohaterscy wojacy ukraińskiego SS , Niemcy i bandyci z UPA wymordowali…

Readmore..

METROPOLITY SZEPTYCKIEGO ROZMOWY Z DIABŁEM

METROPOLITY SZEPTYCKIEGO ROZMOWY Z DIABŁEM

Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we WrocławiuCzasopismo „Na Rubieży”.W Szczecinie odsłonięto pomnik ofiar ukraińskiego ludobójstwa„Metropolity Szeptyckiego rozmowy z diabłem”Dwa epizody w kontaktach cerkwi greko-katolickiej z OUN-UPA. EPIZOD I.Od połowy…

Readmore..

Relacja z protestu Kresowian na skwerze Tarasa Szewczenki w Lublinie

Relacja z protestu Kresowian na skwerze Tarasa Szewczenki w Lublinie

W dniu 09.03.2019 r Prezes Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie dr Grzegorz Kuprianowicz zorganizował po raz kolejny na skwerze T.Szewczenki czytanie jego poezji. W tej akcji uczestniczyło 15 osób dorosłych oraz…

Readmore..

Ukraińcy są inspiracją dla  amputacji polskiej historii i  polskiego dziedzictwa kulturowego

Ukraińcy są inspiracją dla amputacji polskiej historii i polskiego dziedzictwa kulturowego

Ukraińcy są inspiracją dla amputacji polskiej historii i polskiego dziedzictwa kulturowego „Ukraińcy są inspiracją dla nas wszystkich. Kiedy potrzeba, są bohaterscy. Kiedy indziej - są pragmatyczni i twardo stąpający po…

Readmore..

JERZY BOŻYK - BARD LWOWA - NIE ŻYJE

JERZY BOŻYK - BARD LWOWA - NIE ŻYJE

Popularny pod Wawelem lwowianin, muzyk, Bard Lwowa, przewodnik turystyczny i działacz niepodległościowy zmarł 16 lutego po długiej chorobie w 78 roku życia.Jego pogrzeb odbył się 25 lutego 2019 roku z…

Readmore..

Kto pamięta?  75 lat temu 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK  walczyła z Niemcami

Kto pamięta? 75 lat temu 27 Wołyńska Dywizja Piechoty AK walczyła z Niemcami

27 WDP AK jako część Polskich Sił Zbrojnych i podlega swoim przełożonym w Warszawie i Londynie, włączyła się do walki z wojskami niemieckimi na froncie wschodnim. Teren objęty działaniami dywizji…

Readmore..

Apel do Radnych Miasta Lublin o głosowanie za zmianą nazwy skweru T.Szewczenki  na Sprawiedliwych Ukraińców

Apel do Radnych Miasta Lublin o głosowanie za zmianą nazwy skweru T.Szewczenki na Sprawiedliwych Ukraińców

/ skan 1 strony pisma. Całość w tekscie Zmiana nazwy Skweru Tarasa Szewczenki na Skwer Sprawiedliwych Ukraińców. W związku z wystąpieniem na piśmie Pana Posła na Sejm RP Jakuba Kuleszy…

Readmore..

Na Ukrainie nie ma faszystów i nie rozkwita ukraiński nacjonalizm??

Na Ukrainie nie ma faszystów i nie rozkwita ukraiński nacjonalizm??

Do skandalicznej sytuacji doszło w jednym z centrów handlowych w stolicy Ukrainy Kijowie. Na schodach pojawiła się ogromna swastyka. Władze galerii przekonują, że doszło do ataku hakerskiego. Na nagraniu widać,…

Readmore..

Kampania mobilna o ukraińskim ludobójstwie na obywatelach II RP  - Wrocław!!!

Kampania mobilna o ukraińskim ludobójstwie na obywatelach II RP - Wrocław!!!

To będzie już druga kampania mobilna Fundacji „Wołyń Pamiętamy”. Pierwsza została zrealizowana w Warszawie w dniach od 4 lutego do 10 lutego 2019 roku.Historia jest cały czas fałszowana przez stronę…

Readmore..

RZEZIE CZY WOJNA CYWILIZACJI? KULTUROWE I SPOŁECZNE UWARUNKOWANIA ZBRODNI WOŁYŃSKIEJ

RZEZIE CZY WOJNA CYWILIZACJI? KULTUROWE I SPOŁECZNE UWARUNKOWANIA ZBRODNI WOŁYŃSKIEJ

OBSZAR TĘSKNOTY Kresy nazywamy obszarem tęsknoty. Wynika to z faktu, że tereny te kojarzone są z utraconym rajem, wspaniałą arkadią, w której obok siebie żyły i rozwijały się różne kultury…

Readmore..

Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa

Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa

Z okazji 90. rocznicy powstania Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, która przypadła 3 lutego, zabrał głos Wołodymyr Wiatrowycz – szef Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, znany od dawna ze swoich probanderowskich poglądów, w…

Readmore..

Obchody 75. rocznicy ludobójstwa w HUCIE PIENIACKIEJ I KOROŚCIATYNiE - zaproszenie

Obchody 75. rocznicy ludobójstwa w HUCIE PIENIACKIEJ I KOROŚCIATYNiE - zaproszenie

STOWARZYSZENIE PAMIĘCI POLSKICH TERMOPIL I KRESÓW W PRZEMYŚLU im. Ks. Bronisława Mireckiego PRZEMYSKIE RODZINY KRESOWE KLUB INTELIGENCJI KATOLICKIEJ W PRZEMYŚLU oraz MUZEUM NARODOWE ZIEMI PRZEMYSKIEJ SALEZJAŃSKA jak również ORKIESTRA DĘTA…

Readmore..

RZEZIE CZY WOJNA CYWILIZACJI? KULTUROWE I SPOŁECZNE UWARUNKOWANIA ZBRODNI WOŁYŃSKIEJ

OBSZAR TĘSKNOTY

Kresy nazywamy obszarem tęsknoty. Wynika to z faktu, że tereny te kojarzone są z utraconym rajem, wspaniałą arkadią, w której obok siebie żyły i rozwijały się różne kultury i religie, rozbrzmiewały różne mowy i zanoszone były różnorodne modły. I wszystkie te elementy były swojskie i bliskie, a ich sąsiedzkość stała się normalnością. Mieszkańcy Kresów byli nosicielami pięknego bogactwa kulturowego, z którego wyrastali polscy wieszczowie, ukraińscy kobziarze, żydowscy widzący, ormiańscy twórcy itd. Symbolem tego zaginionego świata pozostają miasta i miasteczka, gdzie wciąż widoczne są jeszcze kopuły cerkwi, szpile kościołów, ruiny bożnic żydowskich, przeważnie nieużywanych już przez wiernych.

Ale smętny obraz Kresów tworzą także przerażające widoki bielejących kości, wy-chodzące tu i ówdzie spod czarnoziemu i do dziś siejące grozę i wywołujące przerażenie. Tę złowrogą romantykę ukraińską opisał Wincenty Pol w Pieśni o ziemi naszej:

W jarach kraj ku rzekom spada,

Ziemia głuchym jękiem gada,

Dumka mówi o przeszłości,

A wiatr bieli stare kości...1

Trudno powiedzieć, jakich więcej uczuć wzbudzają takie nazwy jak Wołyń i Ukraina – czy romantycznego uniesienia wraz z sentymentem, czy też grozy i wspomnień, których woli się wyzbyć każdy, kto był świadkiem piekielnych scen rozgrywających się na tych ziemiach...

TRADYCJA RZEZI KRESOWYCH

Ludobójstwo wołyńskie przypominające o wydarzeniach ostatniej wojny nie było jedynym dramatem zaburzającym harmonię malowniczej koegzystencji różnych kultur i ludów na Kresach. Rzezie o cechach wojny domowej wybuchały tam co jakiś czas, pustosząc całe połacie cywilizacji zakorzeniającej się na tych terenach, pozostawiając pustkowia i zgliszcza. Do masowych mordów na niespotykanie szeroką skalę doszło w czasie wojen kozackich w połowie XVII wieku, zwłaszcza w czasie rebelii Bohdana Chmielnickiego. Zawsze pierwszą ofiarą wznieconej nienawiści chłopskiej byli Żydzi. Ludność żydowska, czująca się na terenie Rzeczypospolitej jak w nowej Jerozolimie, w czasie buntów kozacko-chłopskich doznała szczególnie dotkliwego ciosu. Za rządów króla Jana Kazimierza, w czasach którego miała miejsce kulminacja rzezi kozackich, zginęło ok. 200 tys. Żydów, zburzono 700 gmin żydowskich2. Opisujący tę gehennę żydowski kronikarz przytaczał nieludzkie katusze, jakich doświadczyli Żydzi od Kozaków i chłopstwa. Na Zadnieprzu wymordowano wiele gmin żydowskich, a w czasie tych pogromów dopuszczano się czynów szczególnie drastycznych:

z jednych zdarto skórę, a ciała ich rzucono psom na żer, innym obcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę... Dzieci zarzynano na łonie matek lub cięto w kawały jak ryby; nieraz nabijano dzieci na rożen i upiekłszy je na ogniu, przynoszono matkom, by jadły ich mięso...3.

Autor tych straszliwych opisów zaznaczał, że nie inaczej postępowano ze szlachtą, a szczególnie drastycznie obchodzono się z księżmi.

Wielki pogrom dotknął wówczas cały obszar cywilizacji łacińskiej. Wszystko, co nosiły ślady kultury szlacheckiej i łacińskiego kręgu kulturowego, przeznaczone było do zagłady. Prawosławny – a więc Rusin z pochodzenia – szlachcic Joachim Jerlicz pozostawił po sobie „Kroniczkę”, w której zawarł relację z tamtych wydarzeń. Autor, obserwując pogrom w Kijowie, opisywał dantejskie sceny:

w koło miasto Kijów obstąpiwszy, po ulicach, po ścieżkach okrzyk uczyniwszy, Mnichów w klasztorach pozostałych i księży włóczyli, kościoły rozbijać poczęli, do ostatka wyrabowali czego jeszcze nie byli zabrali, za szlachtą jak za zającami goniąc po ulicach z tryumfem wielkim i śmiechem chwytali i zabijali. Księży człowieka 113 dusz zebrawszy, na Dniepr z czółen w wodę wpychali; również szlachtę i szlachcianki z dziećmi pod gardłem zakazawszy aby żaden mieszczanin nie przechowywał w domu swoim nikogo; które się bali tedy, z domów swoich wyganiali, a skoro się jaki pokazał na ulicy zaraz zabijali, a ciała psom jeść dawali. Z umarłymi trupami sklepy poodbijali, ciała wyrzucali i psom jeść dawali, a które całe byli, tedy przy kątach kijami podpierali, książki w ręce wkładali; czego tego ich tryumfu przez całe trzy dni było, aż się zaledwie pohamowali4.

Po przeszło wieku te same piekielne sceny powtórzyły się w czasie tzw. buntów hajdamackich, koliszczyzny 1768 roku. Tak jak słowo Wołyń do dziś budzi grozę na wspomnienie ludobójstwa banderowskiego, tak wtedy nazwa ukraińskiego miasteczka Humań przez długie lata pozostawała symbolem nieludzkich rzezi. Po wtargnięciu zbuntowanych chłopów do miasta rozpoczęła się okrutna rzeź mieszkańców, bez względu na wiek i płeć, najkrwawsza, jaką można sobie wyobrazić. Jak wspominano:

kościoły, unickie cerkwie, synagogi nie chroniły przed śmiercią, a wręcz przeciwnie, stawały się miejscami męczeństwa niewinnych ofiar. Ze schwytanych darto żywcem pasy skóry, wkopywano w ziemię po szyję, a potem kosami ścinano głowy. Przykładem heroicznej wiary stali się uczniowie unickiego kolegium bazylianów, którzy nie wyrzekli się swej religii i zostali zamordowani, po czym wrzuceni w studni. W mieście zginęło w męczarniach 20 tysięcy ludzi5.

Według oceny historyków eskalacja przemocy w czasach koliszczyzny przewyższała nawet bestialstwa z czasów Chmielnickiego i Tatarów6. Dramat Humania stał się udziałem całych połaci zanurzonych we krwi Pobereża między Dnieprem a Bohem.

Nie oszczędzano starców, dzieci ani niewiast. Widziano powieszone matki z czworgiem dzieci na jednym drzewie; widziano kobiety z zaszytymi we wnętrznościach kotami; widziano nieszczęsne ofiary, jedne odarte ze skóry, inne gwoździami przybite do belek, dziatwę jak głownię rzucaną na rozpalone węgle. Dla igraszki wieszano na jednym drzewie szlachcica, mnicha, żyda i psa. Hajdamacy wiedli ze sobą własne dzieci, aby je do morderstwa przyzwyczajać. Dość powiedzieć, że na przestrzeni 60 mil wzdłuż i 40 wszerz Dniepru w głąb Ukrainy nie przepuszczono żadnemu prawie mieszkańcowi, który ucieczką się ratował; bo nie oszczędzono nawet chłopów, którzy coś mieli a do buntu się nie przyłączyli. Rżnięto ich jako „lackie dusze”7.

 Ostrze nienawiści tłuszczy skierowane było w sposób szczególny przeciwko Kościołowi katolickiemu, jako namacalnemu i widzialnemu znakowi obecności cywilizacji i ładu. Burzenie świątyń i uśmiercanie kapłanów budziło szczególne zdumienie i wskazywało na objawy opętańczego szału skierowanego przeciwko sacrum. Kumulacją zwyrodniałej przemocy stawała się śmierć duchownych. Utrwalony przez ks. Jaroszewicza opis śmierci św. Andrzeja Boboli, zadanej przez Kozaków w 1657 roku w miejscowości Mohilno koło Janowa, doskonale obrazuje to zderzenie cywilizacji, przybierające na Kresach przerażające formy:

 Zatem rozjuszeni odarłszy go z sukien, przywiązali do pala, okrutnie rózgami i kańczugami siekli, paznokcie z mięsem wyrywali, skórę z rąk zdzierali, zęby wybijali. Sługa zaś boski za swoich katów przesyłał do Boga modlitwy, aby im to odpuścił i za grzech nie poczytywał. Ustrugawszy potem drewniane trzaski, za paznokcie zabijali i zaraz z rąk skórę zdarli. Potem pasy z pleców ks. Jędrzeja darli, a nad karkiem naderżnąwszy skórę, oderwali ją aż do oczu i znowu ją nazad odwrócili. A że w tych katowaniach nie ustawał używać najsłodszych Jezusa i Maryi imion, język mu tyłem wywlekli, a postrzegłszy że jeszcze żył, zadali mu dwie rany w karku i głowie szablami, a związawszy mu ręce i nogi, na zgotowanej umyślnie szubienicy obwiesili, wołając ze śmiechem: Patrzcie, jako to Lach skacze. I tak ks. Andrzej na wzór Chrystusa, na sromotnym drzewie, życia i męczeństwa dokonał (Matka świętych, wydanie z r. 1767, kart. 260)8.

O ciągłości „tradycji” unicestwiania duchownych katolickich świadczą opisy śmierci męczenników wołyńskich w czasach ludobójstwa banderowskiego. Na ziemiach kresowych zamordowano ok. 200 duchownych, kapłanów, zakonników i sióstr zakonnych. Jak dotąd, jedynie w stosunku do Sługi Bożego o. Ludwika Wrodarczyka OMI prowadzone jest postępowanie w sprawie przygotowania procesu beatyfikacyjnego. Czytając dokumentalnie utrwalony opis jego śmierci, nie chce się wierzyć, że przed-stawia on wydarzenia, od których dzieli nas tylko kilkadziesiąt lat, a nie całe wieki, że jest to połowa XX wieku, a nie zamierzchłe średniowiecze.

Dokonano więc na nim męczeństwa. Był rozebrany do naga, był chłostany, nakłuwany igłami, przysmażano mu stopy gorącymi żelazami. Powyższe tortury czyniono z szyderczym zadowoleniem. A za tydzień czasu na uroczysku Pałki: „Przywiązano go do kloca drzewa na koźle, na którym rżnie się drzewo i piłą do cięcia rżnięto go”. Ludwik prosił o chwilę modlitwy. Miał jeszcze siłę, aby uklęknąć i pomodlić się. Po chwili wypowiedział słowa: „Jestem gotów”. Po czym „(...) podeszło dwanaście ukraińskich kobiet, wszystkie ubrane w czerwone spódnice i rżnęły go wpół, jak kloc drzewa. Potem jeszcze przywiązały do drzewa i strzelały do niego”. Tak zginął świątobliwy oblat, radzionkowianin, proboszcz Okopów, ojciec Ludwik Wrodarczyk9.

Po kolejnych katastrofach geopolitycznych w czasie I wojny światowej, kiedy unicestwiały się mechanizmy polityczne utrzymujące w karności ład społeczny, historia ponownie zataczała koło.

Okrutne rzezie, które nastąpiły w czasie ludobójstwa banderowskiego, przewyższyły dotychczasowe stopniem eskalacji przemocy i wymyślnością zadawania śmierci. Mówi się o ponad 300 metodach okrutnego uśmiercania – 136 z nich zostało przytoczonych w książce Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-194510. Oszczędzając czytelnikom szczegółów tych przestępstw, o których dzięki przerwaniu zmowy milczenia wiemy z publikacji i filmów, przytoczę jedynie świadectwo z ulotki z 1943 roku, skierowanej do Polaków z Wołynia:

Obecnie płoną na Wołyniu liczne polskie wsie. W sposób bestialski jak za czasów Chmielnickiego mordowana jest ludność. Wyłupywanie oczu, odcinanie nosów i uszu, rozpruwanie brzuchów ciężarnym kobietom, wbijanie ludzi na pale, przybicie żywych dzieci do murów i palenie całych rodzin jest codziennością11.

Mimo upływu czasu metody uśmiercania pozostawały te same...

CYWILIZACJA SICZY

Próbując spojrzeć na bunty i rzezie kresowe z perspektywy racjonalnej oceny, usiłujemy – wychodząc z założenia, że istnieje pewna logika i racja w każdym poczynaniu społecznym – znaleźć sens, wyjaśnienie, dociec przyczyn, w tym też powodów tak niewyobrażalnego okrucieństwa, którego przykłady zostały wyżej przytoczone. Próbujemy znaleźć usprawiedliwienie dla bestialstwa w przyczynach natury społecznej, kryjących się w ciężkiej doli chłopów, w niesprawiedliwości społecznej, w słynnym prawie kaduka, którym rządzono na ziemiach ukrainnych, nieznających karności władzy państwowej.

W obecnych odrażających imitacjach polsko-ukraińskiej dyskusji historycznej, kiedy tzw. „strona ukraińska” przyjmuje niewdzięczną postawę adwokata diabła, ze wszech miar próbuje się wydobyć logikę uzasadniającą niewyobrażalne ludobójcze rzezie dążeniem do sprawiedliwości społecznej i do wyzbycia się ciemiężycieli. Ta linia obrony nie jest niczym nowym i regularnie pojawiała się w rozważaniach zarówno rosyjskich, jak i ukraińskich obrońców, tłumaczących zdziczałe mordy dokonywane przez kozackich czy też hajdamackich oprawców na cywilnej ludności polskiej i żydowskiej. Z innej strony wskazuje się na fakt bezmyślności wszelkich wysiłków bar-barzyńskich, gdyż nigdy nie dawały one żadnych efektów pozytywnych, siały jedynie pożogi i spustoszenie. Historyk dziejów Kozaczyzny Franciszek Rawiata-Gawroński wskazywał, że „nie było to objawem wojny społecznej, jaką była na przykład wojna chłopska w Niemczech, chociaż ten charakter pragną jej nadać koniecznie historycy wrogich nam narodów, lecz po prostu walką barbarzyństwa z kulturą, która jest wrogiem jego”12.

Zwraca się tutaj uwagę na fakt zderzenia się różnych cywilizacji – określonych w sposób oceniający, jednak prawdziwy i logiczny z perspektywy tradycji chrześcijańskiej, zachodniej, łacińskiej. Z jednej strony występuje pewien ład społeczno-światopoglądowy, może nie do końca doskonały i posiadający liczne wady, jak każde dzieło ludzkie. Z kolei z drugiej – zrywa się żywioł niszczący ten ład, odwołując się jedynie do emocji, do wyswobodzonych najgorszych instynktów i okrucieństwa, które nie kreują w zamian wartości, nie proponują ładu doskonalszego ani bardziej sprawiedliwego, ale poprzestają na pozostawianiu zgliszcz i ruiny, upajaniu się zniszczeniem i wyrządzaniem wyrafinowanego, piekielnego bólu fizycznego i psychicznego. Żaden z takich zrywów nie przyniósł nigdy lepszej doli chłopom, nie zastąpił jednego ładu drugim, lepszym i sprawiedliwszym. W ocenie człowieka cywilizacji łacińskiej, wyrosłej z chrześcijaństwa, odwołującej się zarówno do uczuć miłości, miłosierdzia, jak i do racjonalnego postępowania, ludobójcze zbrodnie na Kresach nie niosły ze sobą żadnych korzyści dla sprawców i nie mieściły się w żadnych kanonach zdrowego rozsądku.

O irracjonalnej zbrodni mówił abp Józef Teodorowicz, lwowski hierarcha ormiańskokatolicki, kiedy dowiedział się o mordzie dokonanym przez ukraińskiego studenta Mirosława Siczyńskiego na namiestniku cesarskim we Lwowie – Andrzeju hr. Potockim. Zwracał uwagę na irracjonalność i szkodliwość tej zbrodni, która w żaden sposób nie mogła sprzyjać sprawie narodowej, ale wyrastała z podjudzania i siania ducha nienawiści, jątrzenia uczuć, wzbudzania namiętności i przeszkadzała w kierowaniu się rozumem w uczynkach. Abp Teodorowicz daje błyskotliwą analizę tego rodzaju postępowań, które w przyszłości niejednokrotnie będą krwawo znaczyły pogranicze polsko-ukraińskie:

Widać bowiem, że sugestia nienawiści, idąc z pism i broszur, nagromadziła już tyle palnego materiału wśród pewnych sfer młodzieży, tak owładnęła uczuciem, że już się nie umie nawet zapytać, czy ta zbrodnia ma cel jaki, bo-daj taki jaki ma każda zbrodnia czy też nie; nie umie się też trzymać pewnej etyki, jeśli tak rzec można, zbrodniczej, i pewnej idei interesów, jaka podobnymi czynami zbrodniczymi kieruje. Za ślepym tu się idzie szałem namiętnego uczucia, co zwykł straszliwe tylko wokół rzucać słowa; bić i mordować, nie pytając o to, co, kiedy i kogo13.

Te poczynania, pozbawione sensu i logiki z perspektywy cywilizacji łacińskiej czy też zachodniej, mieściły się jednak w kanonach postępowania będących zaprzeczeniem tego układu cywilizacyjnego, odwołujących się do innych wzorców – można powiedzieć – antywartości. Ich inspiracje docierały z kultury stepu, koczowniczej, nieliczącej się z jednostką pozbawioną zdolności kreowania, a nastawionej na dewa-stację i niszczenie. Wyrastające z estetyki bezkresnego pustkowia, prymitywnych i pozbawionych specjalnej wytworności otaczających przedmiotów odczucia i od-ruchy nosicieli takiego ducha nie przyjmowały wzorców cywilizacyjnych będących wynikiem wielowiekowego trudu, wysiłku, logiki ładu i porządku. Współistnienie na tych samych terenach dwóch tak odmiennych systemów cywilizacyjnych mogło być gwarantowane tylko dzięki twardej karności sprawnie funkcjonującego państwa.

W swoim czasie na tym podłożu w Rzeczypospolitej powstała Kozaczyzna. We-spół z chanatem krymskim, turańskim pierwiastkiem tkwiącym w półbarbarzyńskiej naturze państwa moskiewskiego, Kozaczyzna, jak emanacja żywiołów ludu ruskiego, tworzyła pewien obszar kulturowy, którego wspólnym mianownikiem była nienawiść do łacińskiego Zachodu. Mimo nominalnej przynależności do Kościoła wschodniego ludy te swym postępowaniem zaprzeczały jakimkolwiek śladom dotknięcia działalnością ewangelizacyjną. Rosja, zaprowadzając rządy twardej ręki i aspirując do uznania w świecie europejskim, budowała swą tożsamość narodową, poskramiając chaos wewnętrzny i przybierając pozory zachodniej ogłady. W związku z tym w karby ujęła też inkorporowane ziemie naznaczone chaosem cywilizacyjnym. Wytępiła Kozaczyznę, unicestwiła chanat krymski, uśmierzyła własne żywioły buntownicze. Było to jednak powstrzymywanie czegoś, co przy pierwszej nadarzającej się okazji wymykało się spod kontroli i czyniło spustoszenie ze straszną siłą. Tak się stało po rewolucji bolszewickiej, kiedy wydobyty przez sterowanych przez obce mocarstwa przywódców buntu żywioł stepu i chaosu zaczął siać spustoszenie na niespodziewanie dużą skalę.

Mieszkający na ziemiach kresowych polscy ziemianie, obserwując zawieruchy i pożogi wywołane demonami rewolucji, nie robili zbytniej różnicy pomiędzy bolszewickimi watahami a wojskami tworzącymi się zgodnie z zapotrzebowaniem geopolitycznym państwa ukraińskiego. „Wojska Petlurowskie i bolszewickie miały jeden i ten sam system rabunków” – wspominał przyszły adiutant Marszałka Józefa Piłsudskiego, wieloletni duszpasterz Podola, ks. Marian Tokarzewski14. Nie było żadnej różnicy w postępowaniu ani nawet wyglądzie zewnętrznym formacji bolszewickich i ukraińskich – petlurowskich i innych – odbieranych jako bandy niosące spustoszenie, rabunek i śmierć. Według wspomnień z czasów pożogi Zofii Kossak-Szczuckiej:

Dosyć już liczne wojska ukraińskie [nie różniły się] od rosyjskich wojsk sowieckich. Te same szare szynele, pozbawione wszelkich odznak, te same twarze bezmyślnych pijaków. Emblematy późniejsze: lew ukraiński, pięcioramienna gwiazda sowiecka – nie weszły jeszcze w użycie i tylko wewnętrzne przekonanie danego „pułku” znaczyło o jego przynależności politycznej. To zaś przekonanie zmieniało się często, z giętkością zdumiewającą [...]. Za-równo jedni żołnierze, jak i drudzy, zdejmowali na ulicy lepsze futra, grabili sklepy i strzelali wieczorami dla rozrywki. Nikomu specjalnie nie zależało na tym, by właśnie Ukraińcom, nie bolszewikom, oddać swój złoty zegarek, albo ostatnią, z pogromu ocaloną dachę [...] Rządy kraju sprawowały Rady Ukraińskie: Centralna i Mała. Jakie to były rządy, jacy ludzie byli ich wykonawcami – lepiej nie wspominać. Rabunkowe gospodarstwo, systematyczne niszczenie wszystkiego co było, nie dając nic w zamian, krótkowzroczność i ciasny teoretyzm analfabetów państwowych – wszystkie te czynniki, które z czasem miały doprowadzić żyzną Ukrainę do głodu i nędzy, święciły już wtedy swoje panowanie15.

Ta bliskość i podobieństwo w postępowaniu formacji ukraińskich i bolszewickich nie były jedynie skutkiem chaosu spowodowanego upadkiem caratu. Dostrzegano głębokie pokrewieństwo obu systemów, opartych na wspólnych korzeniach cywilizacyjnych. I nawet zderzenie się żywiołu reprezentującego rządy ukraińskie z bolszewizmem miało charakter walki dwóch odmian systemu niszczącego zdobycze cywilizacji zachodniej. Zwalczanie bolszewizmu było sprzeciwem wobec inwazji. Z kolei na terenach podległych ukraińskiej władzy szerzył się i pogłębiał „swój własny bolszewizm ukraiński, nie mniej od tamtego anarchiczny i uparty, a kto wie, czy nie bardziej zachłanny, lepki i prymitywne natury silniej pociągający”16 – relacjonował bezpośrednio z płonącej Ukrainy Edward Paszkowski, redaktor polskiej gazety „Dziennik Kijowski”. Doskonale znający rzeczywistość ukraińską autor błyskotliwej i proroczej analizy dokonanej na samym początku „Pożogi” pisał:

Jest to walka północy z południem, walka dwóch ideologii pobratymczych, z których wielkorosyjska, bardziej dogmatyczna i o podkładzie mistycznym, ma wielkie ambicje władcze i poszukuje prozelitów; a druga małoruska, ogromnie ziemska, bezbrzeżnie powolna i leniwa, posiada wszystkie destrukcyjne elementy nihilizmu moskiewskiego, bez jego mistyki i tendencji zaborczych... Moskal, leninowskiego kultu, nie uznaje żadnych więzów (zwłaszcza moralnych) i marzy o komunizmie wszechświatowym pod swoim kułakiem, Rusin zdolny tylko do wypraw rabunkowych, rad zresztą siedzi w „swojej chacie”, ale i on wzdycha nie do praworządnego państwa, lecz do kozackiej Siczy, t.j. do upaństwowionego bezładu. Starły się więc i dotąd się ścierają dwa bolszewizmy: idea bolszewizmu wszechświatowego i ukraińskiego, czyli „kozactwa”. Idea wszechświatowej władzy „sowieckiej” i idea Siczy lokalnej17.

Dalej autor przedstawia bardzo interesującą charakterystykę tej „cywilizacji Si-czy”, która na jego oczach niszczyła wielowiekowy dorobek cywilizacyjny na ziemiach ukraińskich:

Ten bolszewizm ukraiński, za mało na Zachodzie znany, bodaj czy nie jest od bolszewizmu rosyjskiego groźniejszy, bo nie będąc zewnątrz jaskrawym, jest wewnętrznie trwalszy, bo opierając się na anarchicznych tradycjach kozacko-hajdamackich, głęboko tkwi w instynktach szerokich mas, które w ciągu kilku stuleci walczyły orężnie – szablą, nożem i żagwią – z wszelkim ustalonym porządkiem społecznym i państwowym, i które wyrzekając się kultury polsko-zachodniej oraz wypędzając za Dniepr kulturę rosyjską, nie mają nic własnego z walorów rzetelnie kulturalnych na czym oprzeć by się mogła ich siła etyczna i rozwojowo-twórcza. Te masy mają poza sobą, jako swoją własność – wyłącznie tylko krwawe wspomnienia buntów hajdamackich i wojen swych pradziadów kozaków, bezładnych bojów i napadów, które zdaniem jednego z największych ukraińskich pisarzy Pantelemona Kulisza, były objawem dzikości i barbarzyństwa, walczącego z kulturą, organizacją i pracą cywilizacyjną, bo samo kozactwo reprezentowało, zdaniem jego, żywioł ruiny i dezorganizacji18.

Te same cechy chaosu i przemocy powszechnie ujawniały się w czasie wojny polsko-ukraińskiej w Galicji Wschodniej, naznaczonej ludobójczymi zbrodniami będącymi zapowiedzią „wołyńskiego piekła”19. Wobec szerzącej się fali niespotykanej przemocy głos zabrać musieli duchowni rzymskokatoliccy. Osobny raport w tej sprawie wysłał do Stolicy Apostolskiej św. abp Józef Bilczewski, metropolita lwowski.

Wobec ogromu spustoszenia i ewidentnych przykładów nieludzkiego barbarzyństwa działacze ukraińscy zaczęli lansować tezę o prawach wojny i pojedynczych ekscesach zdarzających się w czasie bratobójczej walki po obu stronach frontu. Dokładnie ta sama teza została nagłośniona przez banderowskich ideologów jeszcze w czasie trwających ludobójczych mordów. Obecnie teza o „porównywalnej odpowiedzialności” oraz „wojnie polsko-ukraińskiej” stała się na Ukrainie oficjalną narracją, która nawet przez uczciwych ukraińskich badaczy traktowana jest jako „zmodyfikowana interpretacja [...], którą stworzyła jeszcze propaganda OUN-owska”20.

Na głębsze podwaliny cywilizacyjne dehumanizacji społeczeństwa ukraińskiego w czasie wojny zwracał uwagę św. Józef Bilczewski:

„Ukraińcy” chcą niecne barbarzyństwa, jakie się działy podczas ich inwazji, przypisać „konieczności wojennej”. Rad bym i ja dopatrzeć się w gwałtach „ukraińskich” tych okoliczności łagodzących. Niestety nie mogę. Gdyby te straszne nadużycia były sporadyczne, byłbym skłonny przyznać słuszność tłumaczeniu ruskiemu. Skoro się jednak zważy, że gwałty te, to nie jakieś fakta odosobnione, wypadki nader rzadkie, ale powszechne, mające miejsce na całym terytorium zajętym przez Rusinów, jeśli się zważy, że autorami tych gwałtów był rząd „ukraiński”, wojsko i ludność cywilna „ukraińska”, musi się przyjść do przekonania, że gwałty te były dziełem pewnego iście szatańskiego systemu, który na wskroś przesiąkł duszę „ukraińską”. W duszy tego narodu musiała być już przedtem zaszczepiona skrajna nienawiść do latynizmu i polskości, a inwazja „ukraińska” nastręczyła tylko sposobności do wyładowania się tej nienawiści na zewnątrz21.

Będący świadkami zdziczenia w czasie wojny, zdziczenia usprawiedliwianego koniecznością zdobycia własnego państwa, życzliwi dla „braci Rusinów” Polacy, w ciągu wieków tworzący wspólne społeczeństwo, pielęgnujący mrzonkę o polsko-ukraińskim sojuszu czy też jakiejś formie federacji, rozpaczliwie wołali:

„nie tędy droga”, polityką mordów, pożogi, niszczenia cudzej kultury, zamachem na cudzą własność nie osiągnie się własnego państwa, gdyż państwo, które na takich podstawach stanie, runie prędzej czy później, jak runęły te zaborcze państwa, które urosły z cudzej krzywdy, i jak pasożyty żyły cudzy-mi sokami. Jak powiada Sienkiewicz „zło jak fala odbija się od brzegu, ale ze zwiększoną siłą o ten sam brzeg trąca i podmula go”. Runie ta sztuczna budowa, brak jej bowiem podwalin; a na tych, na których stawiać ją chcą, trwale nie stanie i musi się rozpaść. Zło, kłamstwo, fałsz, obłuda, mord polityczny, zamach na cudzą własność, dobytek, kulturę oto glina, z której chcą lepić własną chatę. Z takiego materiału stawiana, tak prędko się rozpadnie, jak prędko ją stawiano22.

Warto, by ci, którzy w tych wypowiedziach widzą jedynie polskie uprzedzenie wobec ukraińskiego ruchu narodowego, wrogość spowodowaną konfliktem, wsłuchali się w słowa ukraińskiego biskupa, greckokatolickiego ordynariusza stanisławowskie-go, bł. Grzegorza Chomyszyna, który dostrzegał, jako patriota ukraiński, poważne wypaczenia etyczne w ukraińskich zrywach niepodległościowych, naznaczonych anarchią i brakiem powagi. W tym kontekście w swym dziele Dwa Królestwa jako metaforę biskup przywołał postać biblijnego wielkoluda Nimroda, będącego symbolem buntu, uzurpacji władzy i despotyzmu. Określenia nim rodyzm używał dla oddania charakteru ukraińskich walk o niepodległość. Ze smutkiem i sarkazmem pisał: „Całą tę historię ukraińskiego nimrodyzmu, jeżeli nie miałaby tak tragicznych skutków, można by nazwać operetką teatralną. Bo kto znał tych «wodzów» narodu? Czym się oni właściwie wsławili i przysłużyli dla dobra wspólnego narodu?”23. W tej sytuacji – jak zauważał bp Chomyszyn – w życiu politycznym „do głosu doszły demagogie, zdominowały elementy destrukcyjne, które, mimo że nie powstało własne państwo, wypowiedziały wojnę Bogu! I ziściły się słowa Prawdy wiekuistej o tym, że jeżeli Bóg nie zbuduje domu, nadaremno trudzą się budowniczowie”24. Ukraiński biskup pisał do swych rodaków:

Żeby uczynek był dobry, musi być dobry sam w sobie, użyte środki dozwolone moralnie i cel szlachetny. Jeżeli zabraknie jednego z tych składników, uczynek jest grzeszny, zły pod względem moralnym. Nawet jeżeli cel jest najlepszy, ale środki czy też sam uczynek sam w sobie grzeszny, wtedy cała sprawa jest zła pod względem moralnym i pociąga za sobą złe, a czasem na-wet bardzo złe konsekwencje25.

Bł. bp Chomyszyn całą winę za wynaturzenie etyczne i klęski w zrywach niepodległościowych przeradzających się w rzezie i ruinę upatrywał w duchu cywilizacji bizantyńskiej, wrogości w stosunku do Kościoła katolickiego oraz wobec ładu i po-rządku społecznego opartego na jego nauce.

KULTURA NIENAWIŚCI I RZEZI

Okrutne doświadczenia dziejowe kumulowały się w pamięci ludu ukraińskiego na ziemiach przeważnie wschodnich, właściwych ukraińskich, związanych z Kozaczyzną, tam, gdzie prawo państwowe oraz karność docierały sporadycznie, a kultura kształtowała się w duchu chaosu i sprzeciwu wobec jakiegokolwiek przymusu. Tam powstały głęboko zakodowane w charakterze ludu dumki ukraińskie – pieśni ludowe śpiewane przez lirników-kobziarzy podczas odpustów i różnych zgromadzeń ludowych. Edukowały one ciemiężonych chłopów, ukazując im jako wzorce z przeszłości obrazy dawnych bitew i krwawych zajść. Przypominały liczne starcia między Koza-kami a Tatarami, Turkami, wyzysk Żydów i stałą nienawiść do Lachów-Polaków. O ile potyczki z Turkami i Tatarami miały charakter doraźny, bardziej egzotyczny, należą-cy do przeszłości, o tyle wrogość do Lachów była stałym, bazowym elementem tego rodzaju poezji ludowej. Opisując najazdy na „lackie obwody”, z których przywożono zdobycze i łupy, nieznani autorzy ludowi przypominali „Laszkom”, że Kozacy, dopóki będą żywi, nie zapomną ich: „choć po dziesięciu latach do was przybędziemy”26. Opisy krwawych rzezi połączone z obietnicą zemsty kształtowały wrażliwość historyczną na Małej Rusi, ale docierały także do ziem zamieszkanych przez ludność ruską na Podolu, Wołyniu i Rusi Czerwonej.

Próbując zgłębić fenomen dumek ukraińskich, polscy badacze fascynujący się na początku XIX wieku ludową poezją ukraińską podkreślali, że mimo przyjęcia ze względu na trzechsetletnie panowanie na tych terenach Polski i Litwy pewnych cech zewnętrznych, widocznych na przykład w ubraniu, w ludzie ruskim daje się poznać: „dawnego Russa zmieszanego z dzikim Azjatykiem, z Połowcem, Czerkiesem, Czarnym kołpakiem”27. Mając wrodzone zamiłowanie do przeszłości, chłop ruski łączył je z uczuciem bezustannej krzywdy, „stawiającym go wiecznie w stosunku nienawiści względem dworu i dziedzica”28. Te uczucia – ukształtowane na wzorcach kulturowych zakorzenionych w pewnych prawidłowościach cywilizacyjnych stepu – wytworzyły potężną i barwną ukraińską kulturę ludową, która wraz z atrakcyjną szatą zewnętrzną przekazywała ducha chaosu, nienawiści i gloryfikacji rzezi. Żywioł agresji i „sprawiedliwej zemsty” obecny w kulturze ludowej często był wykorzystywany do celów politycznych w czasach zaogniających się relacji np. rosyjsko-polskich. Mikołaj Gogol, klasyk literatury rosyjskiej wywodzący się ze szlachty małoruskiej, do tej estetyki na-wiązał i wykorzystał ją w najokrutniejszych epizodach swego kultowego dzieła Taras Bulba. Powieść, która ukazała się po stłumieniu powstania listopadowego w 1835 roku, upijała czytelnika scenami przemocy i diabelskiego okrucieństwa, tak dobrze znanymi z kronik przeszłości i relacji świadków wydarzeń, które nastąpią za sto lat. Opisując zemstę Kozaków na Polakach, Gogol rysował krwawe obrazy:

Nie szanowali Kozacy ani panienek o czarnych brwiach, ani dziewczyn o białych piersiach i jasnych licach; przy samych ołtarzach nie mogły one się poratować, palił je Taras [pułkownik kozacki – W.O.] wraz z ołtarzami. Nie jedne białe jak śnieg ręce podnosiły się do niebios z płomieni ognia, towarzyszyły im wołania o litość, które poruszyłyby ziemię i pochyliłyby w dół stepowe trawy z litości. Lecz nie przejmowali się tym płaczem Kozacy, podnosili na ulicach na włóczniach ich niemowlęta i rzucali do niech w ogień29.

Pułkownik kozacki ze swymi mołojcami, mszcząc się na Lachach, spalił osiemnaście miast, koło czterdziestu kościołów. Zbliżał się już do samego Krakowa...  Kozaczyzna z barbarzyńskim okrucieństwem chętnie wykorzystywana była przez carat jako argument w sporze cywilizacyjnym z Polakami po kolejnych przesileniach historycznych. Dla uczczenia milenium państwa rosyjskiego w 1888 roku w Kijowie stanął pomnik kozackiego hetmana Bohdana Chmielnickiego, rebelianta przeciw-ko Rzeczypospolitej i „jednoczyciela Rusi”. Pomnik dla ruskiego patrioty miał być symbolem jedności Ziem Zabranych z Rosją, zwycięstwa ruskiego ducha nad latynizmem. Nad powstaniem pomnika czuwał sam car, który hojnie wsparł ten monument z własnej szkatuły. Jednak nawet autokratora wszechrosyjskiego przeraziła krwawa wymowa projektu pomnika, który w zamierzeniu autora miał przedstawiać hetmana kozackiego na koniu, który swymi kopytami miażdżył Lacha z szablą i flagą z orłem, Żyda łapczywie zagarniającego naczynia cerkiewne i podstępnego jezuitę z różańcem w ręku. Car nie zgodził się, aby symbole chrześcijańskie umieszczono pod kopytami konia30.

Wyrastająca z masy ludowej kultura ukraińska kształtowała się pod przemożnym wpływem twórczości ludowego wieszcza Tarasa Szewczenki, poety i pisarza bezpośrednio nawiązującego estetyką swych utworów do dumek kozackich. Ten wykupiony z niewoli chłop pańszczyźniany w dojrzałym wieku zawarł w swych utworach cały żal, smutek i niedole ludu, a nawiązując do krwawej przeszłości, opiewał rzezie i powstania. W odróżnieniu od wieszczów i poetów epoki nie podawał wzorców, nie czynił głębokich przemyśleń, tylko nawoływał, by „ostrzyć siekierę”, przy pomocy której należy zdobywać upragnioną wolność. Zbroczone krwią wody Dniepru toczące się do Czarnego Morza były w jego poezji zwiastunem wolności. Chaos i bunt w poezji Szewczenki stanowił wartość najwyższą. Zemsta i burzenie ładu, który był kojarzony z niesprawiedliwością społeczną, uzasadniały wszelką przemoc, nawet tę godzącą w samą istotę ludzkości – dzieciobójstwo. Poetycki kształt nadał on scenie zarzynania swych dzieci przez watażkę kozackiego Iwana Gontę w poemacie Hajdamacy. Przysięga złożona wobec niszczącej wszelkie ślady cywilizacji hałastry stała się wartością wyższą niż uczucia rodzicielskie. Bohater zarzyna nożem swe dzieci za to, że zostały przez matkę ochrzczone po katolicku. A był to najgorszy występek względem „swoich”, którzy musieli wyrzynać Lachów:

„Dzieci moje – katolicy...

 By nie było zdrady,

 By nie było gadaniny,

 Panowie gromada,

 Jam przysięgał rżnąć ich wszystkich,

 Biorąc nóż ten w ręce...

 Syny moje! Syny moje!

 Czemu wy maleńcy?

 Czemu Lacha wy nie rżniecie?...”

 – „Będziemy rżnąć tatku!”

 – „Nie będziecie, nie będziecie! Przeklęta też matko –

 O, przeklęta katoliczko, Coś ich porodziła!

 Lepiej byś przed wschodem słońca Potopiła była!

 Mniej by grzechu, zmarlibyście Nie katolikami:

 A dziś, a dziś ... syny moje!

 Biada mi dziś z wami!

 Pocałujcie mnie dziateczki,

 Nie ja was zabiję,

 A przysięga”. Machnął nożem

– I dziatki nie żyją.

 Popadały krwią oblane:

„Ojcze” bełkotały, „Ojcze,

 ojcze my nie Lachy!”

„My...” i zamilczały.

 „Trza pochować?”

 – „Nie potrzeba!”

 Oni odszczepieńcy,

Syny moje, syny moje!

Czemu wy maleńcy!

Czemu wroga wy nie rżnęli?

Matki nie zabili,

Tej przeklętej katoliczki,

Co Was porodziła?31

Istnie diabelska estetyka poetycka łączyła się u poety z nihilizmem religijnym. Przestrzegał przed kultem Szewczenki unicki biskup ze Stanisławowa Grzegorz Chomyszyn, dokonując dogłębnej analizy wypaczeń moralnych ludu ukraińskiego w okresie międzywojennym. Zapaść społeczno-polityczna ukraińskiego społeczeństwa – zdaniem hierarchy – tkwiła głęboko w kulturalnej zapaści, do której sprowadzili go fałszywi prorocy. Troszcząc się o losy swego ludu, Szewczenko nie skierował swych uczuć ani przemyśleń w kierunku pozytywnym, nie osadził ich na wartościowych fundamentach.

W swych poezjach poeta zaszczepił liberalny racjonalizm i to dość płytki. Rzucił zniewagę na dostojeństwo najwyższe Najświętszej Maryi Panny jako Matki Bożej. Wyśmiał Kościół w ogóle, a zwłaszcza Kościół katolicki. Poddał gloryfikacji hajdamaczyznę, jak również nienawiść do przeciwników narodowych do tego stopnia, że bohaterem jest u niego ojciec, który zabija swe dzieci tylko dlatego, że były wychowankami konwiktu katolickich zakonników, gdzie on sam je wcześniej umieścił [...] Dlatego nacjonalizm Szewczenki jest obcy zdrowym zasadom wiary i moralności32.

Głos biskupa, mimo że wybrzmiewał jako obrazoburczy i antynarodowy, nie był całkowicie odosobniony. Pozostające co prawda na marginesie życia kościelno-narodowego konserwatywne środowiska w Cerkwi greckokatolickiej podejmowały problem niebezpieczeństwa kultu Szewczenki, którego zaliczano do „fałszywych proroków”33. Głos ten został jednak zakrzyczany i całkowicie wyciszył się pod natarciem piewców buntu i chaosu, pozyskujących w Galicji rzesze zwolenników wśród chłopstwa. W czasie wojny polsko-ukraińskiej w latach 1918-1919 te wzorce kulturowo-edukacyjne zebrały krwawe żniwo. Relacjonowano o tym podczas krwawych zajść:

To bestialstwo, to fenomen szczególny. Jest ono owocem systemu szkolnego, który jako ideał dla młodzieży przedstawiał hajdamaków (kozaków ukraińskich) w typie opiewanym przez Tarasa Szewczenkę, poetę ukraińskiego. Jeden z bohaterów tegoż poety, chwytając za nóż umoczony w krwi Polaka i pobłogosławiony w czasie święta prawosławnego, podcina gardła wszystkim mającym w żyłach choć odrobinę polskiej krwi. Nie oszczędza nawet swej żony Polki ani własnych dzieci zrodzonych z „Laszki”. Tak właśnie uczynił Gonta, postać historyczna, opiewana przez Szewczenkę w poemacie „Hajdamacy”. Łzy ciekną mu po policzkach, ale podcina gardła swym dzieciom. Młodzież ukraińska karmiona podobną literaturą, a z tej młodzieży rekrutują się niedokształceni „półinteligenci”, ma tylko jeden ideał – wytępić Polaków34.

 Choć wspominano również ludzkie odruchy i obronę swych polskich sąsiadów przed eksterminacją, to jednocześnie zaznaczano, że najgorszymi oprawcami byli ci, którzy unarodowili się i wyedukowali pod wpływem pewnych wzorców kulturowych. „Byli to zwłaszcza nauczyciele. Najbardziej zapalczywi kaci, to najczęściej nauczyciele i żandarmi”35.

 Po upadku ukraińskich zrywów niepodległościowych ideologia nienawiści prze-kształciła się w ruch nacjonalistyczny wyrastający z etyki neopogańskiej. Podsycał on nienawiść i wrogość do Polski, szerzącą się pod przerażającą postacią literacką. Oczywiście, w warunkach państwa polskiego nie było możliwe, by w sposób jawny siać nienawiść i podżegać do zbrodni. Natomiast takie nastroje bez skrępowania ujawniały się w wydawnictwach emigracyjnych, skąd docierały oczywiście i do kraju. Nie sposób nie przytoczyć tutaj poezji, która ukazała się w Kanadzie w okresie mię-dzywojennym pod wymownym tytułem Marsz na Warszawę. Ukraińska Marsylianka:

Ogniem płonie Ukraina,

W Dniestrze płynie niewinna krew:

I woła nas srogo do boju,

Do broni woła surma znów!

Już nie zatrzymamy się w Zamościu!

Nie ucieknie Lach od zemsty!

Od bram Krakowa aż do Warszawy,

Wyścielimy lackim trupem szlak!

Do broni, Kozacy,

Wścieka się gniewny Lach!

Od bram Krakowa aż do Warszawy.

Wyścielimy Lachami szlak!

Już dość nam Lachy cięli rany

Palą się one i budzą gniew,

Już rychło spadnie zemsty grzmot

Na Łódź, Warszawę i Kraków!

Za to że kości rozrzucali

Lachy z grobów siczowców,

Do szczętu zniszczymy Wawel

I Łódź, Warszawę i Kraków!

Do broni, Kozacy,

Wścieka się gniewny Lach!

Od bram Krakowa aż do Warszawy.

Wyścielimy Lachami szlak!

Gniewem płonie Ukraina

Od gór karpackich i do rzeki Don,

I duch zemsty podnosi flagę,

Zbliża się nasz Napoleon!

To kłamstwo „kultura” i „Europa”!

Czcze przechwalanie się nowych katów!

My po „barbarzyńsku” zburzymy do szczętu

I Łódź, Warszawę i Kraków!36

W duchu bolszewizmu i nazizmu tworzyły się podwaliny „barbarzyństwa”, mającego zmieść z oblicza ziemi ustrój i ład kojarzony z cywilizacją europejską. Dwa systemy totalitarne uwiarygadniały przybierającą odrażającą postać antykulturę „cywilizacji Siczy”, karmioną od wielu wieków duchem niszczenia i rzezi. Przeczucie zbliżających się zmian politycznych torowało drogę dla haseł niszczenia i zemsty, które można było głosić bez skrępowania. Wpisywały się one w narzucane standardy wypaczonych reżymów, szykujących się do tworzenia nowego światowego porządku. Przed gminnym barbarzyństwem, ukrytym pod płaszczykiem kultury, otwierały się nowe horyzonty wielkiego zniszczenia, burzenia dawnego ładu, chaosu i niewyobrażalnego dotąd rozlewu krwi. Szykowano się do celebrowania rzezi. Pisał o tym jeden ideologów nacjonalizmu ukraińskiego:

Trzeba uwzględnić, że powstanie na Ukrainie będzie się toczyć wśród szczególnie przerażającego zniszczenia. Ukraińskie powstanie nacjonalistyczne ma zniszczyć dwa wrogie imperializmy, które posiadamy, które posiadają długowieczną tradycję zniewolenia Ukrainy. [...] Kiedy sobie wyobrazimy, jak okrutne będzie nasze powstanie i z jakimi wrogami będziemy mieć do czynienia, stanie się jasne, że w instrukcjach dotyczących naszego powstania nie ma miejsca na takie puste kwestie, jak ochrona dworów polskich ziemian czy też magazynów zbudowanych przez rząd moskiewsko-bolszewicki. [...] Musi-my podbić ziemie ukraińskie, jeżeli nie pozostanie tu kamień na kamieniu. [...] Aby dokonać takiego zniszczenia, trzeba wypracować odpowiedni rytuał, żeby wszedł on później do historii, podobnie jak zdobycie Bastylii w Paryżu37.

KOŚCIÓŁ BEZ BOGA

Patrząc przez pryzmat historii narodów, można zauważyć, że w dziejach zdarzały się momenty, gdy dziki szał opanowywał różne społeczności. Wobec przemocy stosowanej przez jedną stronę inna – w ramach odwetu – odpowiadała symetrycznie, po-przez krwawe i wyrafinowane pod względem zadawania cierpienia kary, które miały zniechęcić do powtórnej rebelii. Takie cechy nosiły słynne pacyfikacje kniazia Jaremy Wiśniowieckiego w czasie powstania kozackiego na Ukrainie, takim przerażającym karom poddani zostali hajdamacy po stłumieniu ich buntu. W czasach, gdy przemoc i niesprawiedliwość zachęcały do wymierzania „sprawiedliwości” na własną rękę, a okrucieństwo oprawców miało usprawiedliwiać wszelkie metody, to Kościół był tym czynnikiem, który nie pozwalał zatracić człowieczeństwa i odwoływał się do wartości zupełnie niepopularnych, odrzucanych przez rozwścieczone tłumy, ale będących podstawą ładu i cywilizacji wyrosłej z tradycji chrześcijańskiej. Mimo krwawych zajść w czasie wojen religijnych, jakie przetaczały się przez Europę po wystąpieniu Lutra, z czasem następował pokój odwołujący się do ładu chrześcijańskiego. Po rozbiorach Polski, kiedy powstańczy szał opanowywał umysły rzeszy patriotów, głos Kościoła próbował nie dopuścić do przemocy – jak się wydawało – ze wszech miar słusznej i sprawiedliwej. Pamiętamy św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, który w czasie powstania styczniowego potrafił przeciwstawić się zarówno zaborcom, jak i rewolucyjnej „ulicy”38. W podobnym duchu wstrzemięźliwości wobec niebezpieczeństwa rozlewu krwi zwracał się z apelem do rodaków ks. Hieronim Kajsiewicz z Rzymu, zmartwychwstaniec, jeden z płomiennych mówców i nauczycieli narodu. Przestrzegał on przeciw „grzesznemu spiskowaniu” i nieroztropnemu postępowaniu, przypominał, że „naród rozpalony jak kruszec w stanie płynnym gotów przyjąć, wlać się we wszelką formę, którą mu podstawią”39. Aby wyciszać żar emocji, episkopat łaciński w Galicji w czasie nasilenia się nastrojów rewolucyjnych zabronił śpiewać w kościołach pieśni patriotyczne: Boże coś Polskę i Z dymem pożarów40. Z Kościoła greckokatolickiego taki głos rozsądku z całą stanowczością i zdecydowaniem dochodził w czasie narodowych uniesień jedynie od bp. Grzegorza Chomyszyna.

Natomiast wobec wzbierających od czasu do czasu fal nienawiści „Cerkiew ruska”

– czy to w wydaniu prawosławnym, czy unickim – albo w lepszej sytuacji zachowywała milczenie, albo kapłani wręcz podżegali do rzezi czy w nich bezpośrednio uczestniczyli. Przyczyna takiego wypaczenia tkwi, według jednych badaczy, w powierzchownym, czysto obrzędowym charakterze chrystianizacji Rusi. Sugestię, że Rosja, mimo prawie tysiącletniej historii chrześcijaństwa, nie przyjęła nowej wiary, a zachowywała jedynie praktyki zewnętrzne41, można rozciągnąć na całą Ruś, której Cerkiew tworzyła wspólną przestrzeń cywilizacyjną. Kościół wschodni nie przeorał głęboko dusz nawróconych na chrześcijaństwo pogan. Narzucił święte obrzędy na ludność na wskroś pogańską i zabobonną. Synkretyzm pogańsko-chrześcijański w postaci tzw. dwójwiary, łączącej oba systemy światopoglądowo-etyczne, trwał przez długie wieki. Zamiast pogańskich bożków zaczęto czcić w formalnie chrześcijańskim społeczeństwie „wiarę ruską”, „wolność kozacką”, „naród”, „Ukrainę nieszczęśliwą” itd.

 Dogmaty wynikające z nauki Kościoła, twarde zasady moralne przekładające się na sposób życia codziennego, były rzeczą wtórną czy też zupełnie nieznaną. W starciu z tradycją łacińską, katolicką należało przede wszystkim bronić swojskiej ruskości, błahoczestia, nieskalanego przez obce wpływy. Dlatego, wszczynając swe krwawe bunty, Kozacy chętnie wykorzystali hasła obrony wiary, a największym zgorszeniem była unia i księża łacińscy.

 Gdy rozpętały się ludobójcze pogromy kozacko-chłopskie, Cerkiew ruska nie wstawiła się za ofiarami rzezi. Ich sprawcami byli przecież obrońcy błahoczestia strzegący przed latynizmem. Zarówno dla Kozaków, jak i dla duchowieństwa ruskiego sprawy wiary, moralności i ładu nie miały najmniejszego znaczenia. Mówiąc o poziomie religijności Kozaczyzny, badacze epoki wskazywali: „w Rzeczpospolitej wątpliwa, czy była druga klasa, co by stała na niższym stopniu moralnego i społecznego rozwoju: chyba tylko wyższa hierarchia Cerkwi małoruskiej przed unią religijną mogła iść w zawody z kozactwem w zdziczeniu!”42. Po wyniesieniu przez Kozaków na sztandary haseł religijnych, antyunickich, mających nadać antypaństwowym zrywom powagę obrony wiary, nieprzejednane duchowieństwo prawosławne łączyło się z Kozaczyzną w jej „politycznych” dążeniach. Wszystkie rozejmy zawierane między Rzecząpospolitą a wojskiem kozackim przewidywały szczególne przywileje dla „religii greckiej”. Wraz z Kozaczyzną Cerkiew poddała się zwierzchności Moskwy i mimo krótkich zawirowań, chętnie weszła w struktury rodzącej się machiny państwowej imperium rosyjskiego. Elity kijowskie stały się fundamentem rodzącej się potęgi tyranii Piotra Wielkiego.

W Rzeczypospolitej Cerkiew stopniowo znalazła się pod zwierzchnością biskupów unickich, co nie od razu odbiło się na jej poziomie cywilizacyjnym i moralnym. Poprzez prawosławie Rosja usiłowała zaburzyć ład chylącej się ku upadkowi Rzeczypospolitej, zaś Kościół unicki nie stanowił siły w sposób istotny chrystianizującej lud. Wiemy, że bezpośrednimi podżegaczami do okrutnych rozlewów krwi byli duchowni ruscy, sterowani przez rosyjskich mocodawców. Za to, że krwawe żniwo osiągnęło tak przerażające rozmiary, odpowiedzialność ponosiło duchowieństwo, na którym spoczywał obowiązek chrystianizacji, a co się z tym wiąże – humanizacji ludu. Na ziemiach kresowych skutki chrystianizacji były znikome. Jak pisał doskonały znawca dziejów i relacji społecznych na tych terenach Franciszek Rawita-Gawroński:

 w każdym społeczeństwie stopień oświaty umysłowej i moralnej duchowieństwa daje skalę porównawczą do oceniania umysłowości i moralności całego społeczeństwa. Stykając się ustawicznie z ludem, przelewa w niego te same myśli i uczucia, jakimi jest ożywione, daje mu taki pokarm duchowy, jakim odżywia się samo. Umysły jaśniejsze, niezrażone duchem nietolerancji, wi-działy, że dla prostoty ruskich plebanów, oba obrządki, zarówno rzymski jak i ruski, do wzgardy u pospólstwa przychodzą. Lud wiejski swoich plebanów ani się boi, ani szanuje, w cerkwiach na mszy nie bywa, nauk duchownych nie słucha – leżeniem i próżniactwem najczęściej się bawi43.

 Nie tylko brak opieki duszpasterskiej, ale i zły przykład ze strony duchowieństwa oddziaływały demoralizująco na lud. „Z rejestru złoczyńców grodu sanockiego wie-my, że duchowieństwo ruskie brało czynny udział w zbójnictwie, w podmawianiu do zbrodni, w kradzieży bydła i koni – nie tylko osobiście, ale także przy współudziale własnych rodzin”44. W czasie hajdamackich wystąpień na Ukrainie duchowieństwo ruskie było bardzo zaangażowane w działania. Źródła donoszą, że mnisi z kijowskich monasterów – Michajłowskiego i Sofijskiego – brali aktywny udział w formowaniu watah hajdamackich, pili z nimi, brali na przechowanie rzeczy zrabowane, „na których może jeszcze ślady krwi nie skrzepły, a nawet dzielili się zrabowanymi pieniędzmi”45. Nie było mowy o tym, by edukować religijnie hajdamaków i przestrzegać ich przed zbrodnią. Wzajemne relacje sprowadzały się do współudziału w rabunkach, ukryciu śladów zbrodni i przechowywaniu łupów. Jeden z poszkodowanych wniósł skargę do sądu przeciwko mnichom Sofijskiego monasteru:

 mimo prawa boskie i świeckie postępując, ludzi swawolnych, rozpustnych na wszystko złe wyuzdanych hajdamaków, pod pokrywką i kolorem niby na dewocji, jednych w monasterze, drugich po futorach i wsiach trzymają; żadnej z exesantów sprawiedliwości nie czynioną, ale dla zysku hajdamakom protekcję dają46.

  Monastery prawosławne stały się bezpośrednimi ośrodkami buntów hajdamackich, przeradzających się w rabunki i rzezie. Do monasterów Mosznohorskiego i Motroneńskiego na ziemiach Rzeczypospolitej przybywali z Ukrainy rosyjskiej agitatorzy, Kozacy zaporoscy i urządzali w nich punkty agitacji ludności. Hasła rabunkowe zostały ujęte w religijne szaty „obrony prawosławia”. Duchowieństwo prawosławne sterowane przez Rosję wykorzystywało ciemny lud do swych celów, podżegając do przemocy i rzezi. Na czele prawosławnych carskich propagandzistów stanął ihumen Motroneńskiego monasteru Melchizedek Znaczko-Jaworski, który wzmacniając antyunickie nastroje, usiłował prowokować tłumy do buntów. Powołując się na wolę imperatorowej Katarzyny II i dobro Cerkwi, podjudzał hajdamaków do „powstania zbrojnego i krwawej pomsty na Lachach, Unitach i Żydach”47. Stąd też, jak wcześniej wspomniano, znaczyli hajdamacy swe ślady zawieszanymi na drzewach zwłokami szlachcica, mnicha, Żyda i psa...

 Podjudzani przez prawosławnych agitatorów hajdamacy dokonywali totalnej dechrystianizacji olbrzymich połaci, gdyż uniccy parochowie ruscy również byli skazani na zagładę. Opuszczone parafie natychmiast były oddawane przybyłym zza Dniepru popom. Wspominano, że „nieraz podobno święcił biskup Gerwazy [prawo-sławny biskup perejasławski – przyp. W.O.] na kapłanów hajdamaków, którzy dopiero co w krwi niewinnego ludu bezbożne ręce umaczali, i powierzał im pasterstwo dusz w cerkwiach unickich”48.

 Przeświadczeni o działaniu w imię świętej sprawy oprawcy sami dokonywali weryfikacji prawdziwej wiary, która była podstawą do pozostawienia przy życiu bezbronnych ofiar rzezi. Pojmawszy gromadkę dzieci, przed wykonaniem egzekucji żądali od nich zaśpiewania pieśni cerkiewnej Preczystaja Diwa Maty Ruskoho Kraju. Znając tę pieśń, uratował się przed hajdamackimi nożami nieletni Romuald Rylski, dziadek późniejszego poety ukraińskiego Maksyma Rylskiego49.

 Kościół unicki, eksterminowany w czasach powstań kozackich i hajdamackich jako „obcy”, „polski”, w czasach austriackich w Galicji sam stał się narzędziem prymitywnej walki z „polskością” i latynizmem. Biurokracja wiedeńska doskonale potrafiła wykorzystać drzemiące w środowiskach cerkiewnych ładunki nienawiści oraz dawnych kompleksów względem Polski i wszczepić ferment nieustannie towarzyszący tej konfesji na ziemiach galicyjskich. Ukształtowane w duchu cywilizacji łacińskiej i kultury polskiej duchowieństwo unickie musiało się „unarodowić”, wyzbywając się swego właściwego środowiska i przyjmując wzorce ludowe zasilone przez literaturę docierającą od twórców ukraińskich, gloryfikujących, na falach nurtów romantycznych, żywioły stepów i krwawe dzieje. Kryterium patriotyzmu – jak wspominał jeden z duchownych ruskich XIX wieku – była nienawiść do Polaków. Wraz z unaradawianiem się postępowały laicyzacja i zobojętnienie na kwestie moralne oraz światopoglądowe. Mając na myśli jedynie wrogość wobec Polaków, duchowni uniccy chętnie popierali liberalne, antykatolickie ustawodawstwo austriackie, jeżeli mogło ono w jakiś sposób podważyć polski stan posiadania w Galicji50. W czasie globalnych starć światopoglądowo-ideowych formalnie „katoliccy” kapłani dla racji „patriotycznych” odstępowali od istoty wiary zarówno w wymiarze duchowym, jak i formalnym. Zjawisko to było nagminne i powszechne w sprzyjających okolicznościach. Dość wymienić masową apostazję unickich kapłanów z Galicji, którzy na zawołanie rządu rosyjskiego tłumnie udali się, by niszczyć polskość w diecezji chełmskiej, gdzie na skutek rusyfikacyjnej akcji caratu wiarę katolicką porzucili wszyscy duchowni uniccy przybyli w liczbie 50 osób z Galicji (poza ks. Emilianem Piaseckim) oraz wszyscy pozostający przy życiu alumni zrekrutowani z diecezji galicyjskich, w liczbie 58 osób51. Zdradzając wiarę, włączyli się oni w akcję prześladowań i nagonek wobec wiernych katolicyzmowi, opornych kapłanów unickich, którzy zespolili się z katolicyzmem jako swoim naturalnym środowiskiem religijno-cywilizacyjnym i woleli śmierć niż zdradę. Św. Józef Sebastian Pelczar, historyk Kościoła i późniejszy łaciński biskup przemyski, pisał o nich: „Hańba wieczna tym judaszom, krew i łzy prześladowanych unitów przekleństwem spadną na ich głowy”52. Obserwując wynaturzenie i podstępność działań unickich przybyszy z Galicji, brzydzili się i pogardzali nimi sami duchowni prawosławni, nazywając ich nie inaczej, jak „przeklęta swołocz halicka”53.

 Mimo wysiłków hierarchii greckokatolickiej i prób wyciszania radykalnych nastrojów wśród kleru, ładunek wrogości nieustannie powiększał się i szukał ujścia. W czasie zaognienia antagonizmów polsko-ukraińskich na początku XX wieku w Galicji, a w szczególności w czasie wojny polsko-ukraińskiej, duchowieństwo unickie wykazało się szczególnym radykalizmem i zaangażowaniem w sprawy narodowe. Z przerażeniem pisał św. abp Józef Bilczewski, łaciński metropolita lwowski, że wroga agitacja kleru ruskiego przeciw Polakom wystąpiła w skrajnej formie, że lud ruski, szczuty przez kler greckokatolicki, odnosi się wrogo do ludu polskiego, grozi mu nawet gwałtem. Odtąd wroga agitacja duchowieństwa „ukraińskiego” ciągle tylko wzrastała:

Spod piór kapłanów „ukraińskich” wychodziły publiczne odezwy podjudzające lud ruski przeciw Polakom, nawołując ten lud wprost do barbarzyńskich gwałtów [...] Trybunami agitacyjnymi dla duszpasterzy „ukraińskich” były z reguły cerkiewne ambony. Z ambony nawoływał do bicia Lachów nawet „kułakami” dygnitarz cerkiewny, bo wikariusz generalny metropolity [...] Domów Bożych, cerkwi, używano jako miejsca na odbywanie wieców, na których nie szczędzono obelg i drwin pod adresem Polaków54.

 Donoszono, że z ambon kapłani greckokatoliccy nawoływali do walki z „najhirszym worohom ukrainskoho naroda”, a prywatnie dopytywano się wojskowych: „koły budem Polakiw rizaty?”55.  Sytuację tę podsumował po doświadczeniach wojny polsko-ukraińskiej lat 1918-1919 św. abp Józef Bilczewski, łaciński metropolita lwowski:

Z boleścią przychodzi mi wyznać, że nienawiść „Ukraińców” do Polaków we wschodniej Małopolsce to w znacznej mierze owoce pracy przeważnej części duchowieństwa ruskiego, które w swej pracy kroczyło i kroczy właśnie drogą skrajnej nienawiści do obrządku łacińskiego i bratniej narodowości polskiej56.

Czas ludobójstwa banderowskiego był jednocześnie okresem milczenia Cerkwi. Nie tylko milczenia, ale i – niestety – współudziału w zbrodni. Przy odgórnym milczeniu duchowieństwo greckokatolickie masowo poparło banderowskie zbrodnie, niejednokrotnie bezpośrednio biorąc w nich udział. Jak zaznaczała jedna z najbardziej znanych badaczek ludobójstwa na Kresach Ewa Siemaszko, „stwierdzono setki dowodów na to, że księża uniccy publicznie nawoływali do planowego wymordowania wszystkiej ludności polskiej, że poświęcali noże, siekiery i broń palną, przeznaczoną do rzezi”57. Na Podkarpaciu – jak wspomina A. Zapałowski – przykłady zaangażowania duchowieństwa greckokatolickiego w zbrodniczą działalność ludobójczą były dość powszechne. Odbywały się procesje przeciwko państwu polskiemu, z symbolicznymi wieńcami cierniowymi i śpiewami, a także antypolskimi kazaniami. Towarzyszyły im „nabożeństwa” w cerkwiach. Siostra Kachniarz nadmieniała, że „bardzo dużo zawiniło pod tym względem [mordów na Polakach] duchowieństwo greckokatolickie oraz inteligencja wywodząca się z ich rodzin”. Przerażający jest przykład „rozgrzeszenia” dla uczestników planowanych mordów, udzielanego przez greckokatolickiego proboszcza Birczy ks. Iwana Łebedowycza, o którym również wspomina siostra Kachniarz:

Gdy Niemcy dali pewne swobody i przywileje Ukraińcom, ks. greckokatolicki, dziekan z Birczy, który bywał w naszej szkole jako wizytator religii grecko-katolickiej, zwołał w pewną niedzielę zebranie swoich parafian i powiada: słuchajcie parafianie, nadszedł czas rizaty Lachiw. Zapanowało milczenie. Wreszcie się odezwał pewien starszy człowiek i powiada: słuchajcie ojcze duchowny, ale to jest grzech. Na to ks. dziekan – grzech, bo grzech, ale będziemy Matkę Bożą prosić i jakoś będzie. Informację tę przekazał obecny na spotkaniu grekokatolik Franciszek Sidor z Nowosielec Kozickich58.

Obok sprawowania bluźnierczych obrzędów i demoralizacji ludności znane są fakty bezpośredniego udziału greckokatolickich duchownych w zbrojnych akcjach przeciwko polskiej ludności cywilnej. Zagładą podolskiego Korościatyna w powiecie buczackim w lutym 1944 roku kierował greckokatolicki duchowny Pałabicki wraz ze swoją córką59. We wspominanym powiecie przemyskim w zbrojnych akcjach uczestniczyli ks. Wasyl Szewczuk, o. Andrij Hoza z Kłokowic czy też ks. Mychajło Huk z Iskani. Księża Huk i Szewczuk przed wojną byli proboszczami w Pawłokomie, w której zaszczepili nienawiść do Polaków. Trzej synowie ks. Huka działali w podziemiu banderowskim, a syn Mirosław-Taras był okręgowym prowidnykiem OUN60. Z kolei na Podolu Iwan Osadca, syn greckokatolickiego księdza Osadcy z Litwinowa, na czele bandy ukraińskiej wymordował około 80 rodzin polskich we wsi Szumlany w powiecie Podhajce i spalił ich gospodarstwa. Zwłoki pomordowanych odarto z odzieży do naga i złożono w stos61.

Druzgocącą ocenę tej sytuacji podają bezpośredni świadkowie zagłady, wprost wskazując na zbrodniczą postawę duchowieństwa ukraińskiego. Stanisław Leszczyński z Podola pisał:

Wielu duchownych greckokatolickiej Cerkwi w Galicji uległo magii złych słów domorosłych polityków. I nie znalazł się pośród nich nikt, żeby się za-stanowić nad rzeczywistością. Metropolita Andrzej Szeptycki, który nawet zasiadywał w austriackim parlamencie i był najwyższym autorytetem dla młodych i porywczych – nie usiadł z nimi do wspólnego stołu dla poradzenia i pohamowania. Nie męczono rozpalonych głów zastanawianiem się nad sensem zamiarów i realiami. Wielkim hałasem i aktami terroru pędzono donikąd. Powracam w tym miejscu do roli popa Iwana Wołoszyna i jego zięcia Nestora [Słobodiana], a poprzez nich dochodzę aż do arcypasterza ukraińskiej Cerkwi, Andrzeja Szeptyckiego. Osobiście to na nich zrzucam odpowiedzialność. A wielcy badaczy i pismacy, usprawiedliwiacze i gloryfikatorzy niech bajają, co im łgarze podsuną. Bo gdyby cerkiewnych duchownych chcieć jakoś tłumaczyć, to zawsze pozostaje bez odpowiedzi otwarte pytania: Czy i jak przeciwstawiali się tym bestialstwom? Przecież działo się to co najmniej obok nich, gdy lament mordowanych ludzi docierał do ich uszu – zarówno Metropolity Szeptyckiego, jak i naszego Wołoszyna. A przecież Metropolita Szeptycki już pod koniec czerwca, a później w lipcu 1941 r. był świadkiem preludium tych strasznych zbrodni. Czyż nie słyszał, czyż nie widział z okien pałacu żydowskiej ludności pędzonej przez dziką ukraińską tłuszczę Lwowa? Wszak parę godzin, parę dni wcześniej – tłuszczy tej błogosławił. Nigdzie nie napotkałem najmniejszej wzmianki, żeby cerkiewni duchowni wyszli ze świętym krzyżem, stanęli naprzeciw i zakrzyknęli: „Stójcie!”. Od wsi do wsi, od powiatu do powiatu, dojdziemy do pałacu na wzgórzu św. Jura we Lwowie. To na tej przestrzeni od dziesięcioleci rozlega się w przestworzach jęk moich zbiorowo gwałconych i mordowanych koleżanek oraz krzyk rozpaczy Hegerowej. Za co i po co zamordowali młodziutkich Gondków i ich dobrą dla ludzi matkę? Za co i po co zgładzili mojego ojca?! Czy chociaż o cal przybliżyło im to niepodległość Ukrainy?! Jakiś głupiec wmawiał, że po trupach Holików, Gondków i tysięcy innych Polaków dojdzie się samostijnej Ukrainy. Oni nie chcieli nas stamtąd wypędzać. Myśmy mieli tam zostać – w ziemi. Żeby nie było komu zaświadczyć. Nie zdążyli wszystkich wybić. Zostały niedobitki. I aż do dziś nie przyszło na wielu z nich opamiętanie62.

 Po powstaniu na gruzach ZSRR państwa ukraińskiego w roli szermierzy ideologii nacjonalizmu ukraińskiego oraz gloryfikatorów zbrodniczych formacji powszechnie występowali duchowni greckokatoliccy i częściowo prawosławni. Typowe stały się widoki świątyń na Ukrainie z rozwijającymi się flagami OUN, podobnie jak udział księży w uroczystościach poświęconych uczczeniu „bohaterów” winnych okrutnych zbrodni ludobójstwa. Kult nacjonalizmu i liderów organizacji nacjonalistycznych przejawia się nie tylko w populistycznych wypowiedziach kleru greckokatolickiego, ale szerzony jest przez hierarchię, a także autorytety moralne związane z tym Kościołem. Głośnym echem odbiło się kazanie lwowskiego metropolity greckokatolickiego, abp. Ihora Woźniaka, wygłoszone przy pomniku Bandery we Lwowie w kolejną rocznicę urodzin przywódcy OUN. Wyróżnieniem dla grekokatolików miało być to, że Bandera wywodził się z rodziny kapłana unickiego. Hierarcha podkreślał: „Syn księdza greckokatolickiego, który się urodził w Starym Uhrynowie na Iwanofrankowszczyźnie [Stanisławowszczyzna – przyp. W.O.], stał się symbolem narodu, nieugiętym wojownikiem o lepszy los dla swego narodu”. W prosty sposób katolicki pasterz Lwowa zwracał się do rodaków zgromadzonych przy pomniku Bandery 1 stycznia 2011 roku, w dniu, kiedy cały Kościół świętuje Światowy Dzień Pokoju:

Wielkie zadanie spoczywa na każdym świadomym Ukraińcu, żeby kochać swój naród, zmierzać do poszanowania swych bohaterów, nie bać się presji żadnych rządów wewnętrznych czy zewnętrznych, które się sprzeciwiają naszemu narodowi i Ukrainie. Ten oto człowiek, Bandera, kochał swój naród, bronił jego godności, życzył mu dobra, jak potrafił wywalczał lepszą przyszłość dla swej Ojczyzny, w której on się urodził i dla której poświęcił swe życie63.

 Z podobnym entuzjazmem lwowski władyka wyrażał się o przywódcy UPA, nacjonalistycznym dowódcy Romanie Szuchewyczu. W związku z odsłonięciem po-święconej mu tablicy pamiątkowej (notabene na gmachu szkoły polskiej we Lwowie) 1 grudnia 2012 roku abp Woźniak porównał osobę odpowiedzialną za masowe rzezie Polaków na Wołyniu do biblijnego króla Dawida i Judyty. Jako akt sprawiedliwości dziejowej hierarcha oceniał uhonorowanie banderowskiego dowódcy przez prezydenta Juszczenkę mianem „Bohatera Ukrainy”. Arcybiskup zwracał się do swych wiernych:

 Dlaczego miałby nie być dla nas Bohaterem Generał Szuchewycz Roman, który walczył o wolność swego ludu, za jego niepodległe państwo, za lepszy los, żeby być gospodarzem na swej ziemi? Komuś to się nie podoba, bo on walczył przeciwko bolszewickim czy też innym wojskom, które stały się zaborcami naszego kraju, gnębili naród w ciągu dziesięcioleci i wieków (sic!). Dlaczego nazywają bohaterami tych, którzy bronili rząd radziecki, który głodem, znęcaniem, więzieniami, sybirskim zimnem, wywózkami w dalekie przestworza Rosji sięgające północy i wybrzeża Pacyfiku doprowadzili do śmierci dziesiątków milionów cywili. Zaborcy mogą mianować najeźdźców swymi bohaterami, a my Ukraińcy mamy milczeć o tym, że nasi synowie i córki ziemi ojczystej po bohatersku bronili honoru swego narodu!? Dzięki Bogu, że obecny Prezydent zamianował bohaterem Szuchewycza Romana 64.

Kult Bandery stał się we współczesnym Ukraińskim Kościele Greckokatolickim powszechnym i, można powiedzieć, obowiązującym rytuałem, „celebrowanym” przez duchowieństwo, w tym także hierarchów, 1 stycznia – w dniu urodzin lidera OUN. Obchodzony w całym katolickim świecie pierwszy dzień nowego roku – dla greko-katolików na Ukrainie jest dniem gloryfikacji watażki organizacji winnej zbrodni ludobójstwa. Kult przybiera formy poniekąd groteskowo-patetyczne. Ordynariusz diecezji kołomyjskiej bp Wasyl Iwasiuk w mowie wygłoszonej na panachidzie z okazji urodzin Bandery, 1 stycznia 2018 roku, nazwał przywódcę nacjonalistów „biblijnym Mojżeszem dla Ukrainy”. Kilka treści z homilii katolickiego hierarchy nie może nie wzbudzić zainteresowania tych, którzy dążą do poznania kondycji Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego. Otóż hierarcha katolicki, podporządkowany papieżowi i wyznający z założenia naukę moralną Kościoła, z obrazu watażki nacjonalistów tworzy swego rodzaju metaforyczne kryterium patriotyzmu. Obwieszcza, że: „Stepan Bandera może być porównany do barometru świadomości narodowej. Ten, kto ko-cha Ukrainę, ten podziela poglądy Stepana Bandery. Ukraińskie zmagania narodowe wymagają od nas świadomości idei Wielkiego patrioty, oddania sprawie narodowej”. Według biskupa katolickiego – choć i obrządku greckiego vel bizantyńsko-ukraińskie-go – nieprzyjmowanie ideologii Bandery, banderyzmu, jest tożsame z zaprzaństwem, zdradą narodową. Podobnie jak zaprzańcy szemrzący przeciwko Mojżeszowi, tak i przeciwnicy Bandery muszą powymierać, żeby ziścił się plan Boży – oswobodzenie Izraela. Biskup w swej nauce uświadamiał wiernych:

Tylko po śmierci wrogów Mojżesza, prorok został uznany przez swój naród, co mu się należało według sprawiedliwości (por. Lb 16). Podobnie też było ze Stepanem Banderą. Naród się podzielił na banderowców i tych, którzy za-wzięcie nienawidzili wszystko ukraińskie i narodowe. Ostatnich nie sposób było przekonać w słuszności i efektywności drogi, wskazanej przez Banderę. A więc głównymi wrogami i przeciwnikami byli ci ludzie, którzy nienawidzi-li wszystko ukraińskie i narodowe. Lecz kiedy ziemia pochłonęła ich w swe wnętrzności dopiero wówczas Stepan Bandera sprawiedliwie został uznany przez cały naród ukraiński [...] Urodziny przywódcy narodu powinny wywołać u nas entuzjazm, żeby nasza Ojczyzna nie była przez nikogo zniewolona. Wzywamy naszą młodzież do ofiarnej pracy na rzecz utrwalania i rozkwitu państwa, któremu na imię Ukraina65.

Upowszechnieniu kultu Bandery służyć mają także rozpoczęte w 2009 roku starania Centrum Kanonizacji Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej o beatyfikację ks. Andrija Bandery, ojca przywódcy nacjonalistów, męczennika, który poniósł śmierć z rąk bolszewików. Tego rodzaju zabieg – choć mało prawdopodobne, by był skutecznie sfinalizowany – miałby ocieplić wizerunek terrorysty i lidera ludobójczej formacji w świetle medialnych informacji o chrześcijańskim heroizmie jego ojca66.

Fascynacja nacjonalizmem i jego liderami jest charakterystyczna nie tylko dla środowiska duchownych, którzy pobierali formację w podziemiu i nie mieli dostępu do wyższych studiów67, ale i wśród elit kościelnych przybyłych z emigracji. Zwierzchnik grekokatolików w latach 2001-2011, kard. Lubomyr Huzar, przybył na Ukrainę z emigracji. Reprezentował elitarne grono kleru emigracyjnego z solidnym dorobkiem naukowym i doświadczeniem pracy na rzymskim Urbanianum. Na Ukrainie, tak w czasie pełnienia urzędu głowy Kościoła, jak i po rezygnacji, uważał się za autorytet moralny, do którego odwołują się narodowo-patriotyczne środowiska. W 2001 roku, w czasie wizyty papieża Jana Pawła II we Lwowie, w imieniu swego Kościoła przeprosił za zło, które wyrządzili niektórzy „synowie i córki Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego [...] swym bliźnim z własnego narodu i innych narodów”68. W 2006 roku kardynał Kościoła rzymskiego, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, przekazał słowa gratulacji uczestnikom XVII Wielkiego Zebrania Ukraińskich Nacjonalistów. Zwrócił uwagę m.in. na „wysoki osobisty poziom moralności członków [OUN]”69. Dalej kontynuował:

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów – to nie tylko przeszłość, nie tylko historia. Jest to współczesność, w której trzeba nie mniej niż kiedykolwiek walczyć o realizację szczytnych ideałów. Jest to przyszłość, którą w oparciu o najlepsze tradycje chcemy budować70.

Przywieziona z emigracji nacjonalistyczna ideologia, której zwolennikami są przedstawiciele hierarchii i kleru Kościoła greckokatolickiego, jest skutecznie krzewiona wśród wychowanków seminariów. Rok 2013 – rok 70. rocznicy Zbrodni Wołyńskiej był obchodzony w Kościele katolickim jako „Rok Wiary”. Na oficjalnej stronie Lwowskiego Seminarium Duchownego św. Ducha nauki wiary greckokatolickim alumnom udzielał Stepan Bandera w artykule Stepan Bandera o potrzebie wiary71.

Jeszcze bardziej skandaliczna sytuacja zaistniała w greckokatolickim lubelskim seminarium duchownym, którego oficjalna strona stała się miejscem kpin i szyderstw z tragedii wołyńskiej. Prześmiewcze wpisy umieszczał prefekt tego seminarium greckokatolickiego w przededniu obchodów uczczenia ofiar ludobójstwa72. Dopiero po interwencji u arcybiskupa lubelskiego Stanisława Budzika naganne teksty (paszkwile pt. Wodewil i happening. Rzecz o pojednaniu oraz Wołyń. Ludobójstwo jako Nobel za cierpienie) zostały usunięte, a sam hierarcha stwierdził, że „miejscem takiej polemiki nie powinna być strona seminarium greckokatolickiego w Lublinie”73.

BEZDROŻA BLUŹNIERCZEGO „POJEDNANIA”

Po kilku dekadach tzw. polsko-ukraińskiego dialogu historycznego kryzys w relacjach obu społeczeństw tylko się pogłębia. Mimo tryumfalnych relacji polityków obwieszczających rozliczne zdobycze polsko-ukraińskiej współpracy w kolejnych obszarach74 -jak ongiś w niesławnym okresie imitacji ponadczasowej przyjaźni polsko-radzieckiej- kryzys daje się zauważyć bez trudu.

Ustały próby pozornego pojednania na płaszczyźnie kościelnej. Dziesięcioletnią imitację tych nieudolnych, karykaturalnych wysiłków – gdy jedna ze stron tzw. dialogu uporczywie występuje jako adwokat ludobójców i zbrodniczej ideologii – abp Mieczyław Mokrzycki nazwał „pustymi frazesami”75. Szkoda, że Kościół katolicki, będący od wieków ofiarą ludobójczych zbrodni, dał się wciągnąć w tak nieuczciwe rozgrywki, tracąc na powadze i podważając swój autorytet.

Tracą sens i wyciszają się głośne kiedyś polsko-ukraińskie fora i konferencje. Ich imitacje podtrzymują jeszcze czynniki rządowe, które próbują udawać poszukiwania i prace tam, gdzie w zasadzie nie ma przestrzeni do spotkań i rozmów. Natomiast argumenty stosowane przez „sojuszników strategicznych” – którzy nawet jeśli już uznają niezaprzeczalny fakt ludobójstwa, to próbują „uzasadniać” go tym, że choć nacjonaliści ukraińscy eksterminowali Polaków, czynili to jednak na „swych etnicznych ziemiach” i mieli do tego prawo – przestają być brane pod uwagę nawet przez najbardziej „wyrozumiałych” polskich rozmówców.

Wszelkie próby dialogu w sytuacji, gdy jedna ze stron utożsamia się z mordercami, ideologię ludobójstwa wychwala jako szczyt myśli niepodległościowej, wznosi pomniki oprawcom i stawia warunki dla pochówku szczątków dziesiątków tysięcy pomordowanych, są szyderstwem i bluźnierstwem przeciwko ofiarom i rodzinom ofiar ludobójstwa. Trzeba stanowczo i jednoznacznie stwierdzić, że znajdujemy się na styku dwóch cywilizacji, dwóch kodów kulturowych, których pogodzić się nie da. Kompromis między nimi może być tylko kompromisem między prawdą a kłamstwem, między dobrem a złem. Każde „porozumienie” w takich układach będzie porażką prawdy i dobra.

Czy znaczy to zatem, że polsko-ukraiński dialog historyczny jest skazany na porażkę? Że nie ma sensu i nie powinien być realizowany? Oczywiście, że nie! Dialog prowadzący do porozumienia powinien być realizowany w przestrzeni wspólnych wartości, wyrastających ze wspólnoty kulturowej i cywilizacyjnej. Mimo ogromu zła i spustoszeń dało się dojść do historycznego pojednania polsko-niemieckiego. Uczynili to biskupi, odwołując się do ponadczasowej prawdy Ewangelii, będącej wspólnym podłożem kulturowo-cywilizacyjnym obu narodów w ciągu wieków. Brak trwałych struktur narodowo-państwowych na Ukrainie, brak tradycji niezawisłego bytu politycznego, głębokie kompleksy zakorzenione w zaszłościach historycznych i uproszczonych interpretacjach przeszłości znacznie utrudniają ten dialog. Jednak obecność małej, zwalczanej i prawie niedostrzeganej platformy intelektualno-kulturowej po stronie ukraińskiej, reprezentowanej przez bł. bp. Grzegorza Chomyszyna, daje nadzieję, że można i trzeba rozmawiać. Bp Chomyszyn reprezentował w myśli ukraińskiej postawę prawdziwie europejską, cywilizacyjnie łacińską – mimo greckiej formy obrzędu kościelnego. Łączy się ona z tradycją „Rusi katolickiej” niszczonej z zawziętością przez „cywilizację Siczy”. Mimo krótkości swego żywota wydała ona piękne wzorce i godne naśladowania postacie – jak św. Jozafat Kuncewicz, błogosławieni Męczennicy Chełmscy, nieznane rzesze prześladowanych unitów z czasów carskich i komunistycznych, którzy w jedności z tradycją łacińską, we wspólnocie losów historycznych z Polską widzieli przyszłość swoją i swego kraju. Zgodnie z Prawdą, która jest samowystarczająca i nie potrzebuje uzasadnienia, tzw. strona polska powinna pomóc osądzić zbrodnie ludobójstwa w społeczeństwie ukraińskim, powinna wesprzeć dokonanie prawdziwego – a nie tylko pozorowanego – wyboru cywilizacyjne-go, polegającego m.in. na radykalnym zerwaniu z barbarzyńską, zdziczałą turańską cywilizacją destrukcji i odzyskaniu ładu w oparciu o odwieczne fundamenty kultury chrześcijańskiej.

 

1. Pol, Pieśń o ziemi naszej, Kraków 1888, s. 32.

2. Schall, Dzieje Żydów na ziemiach polskich, Lwów 1926, s. 46.

3. Bałaban, Historia i literatura żydowska ze szczególnym uwzględnieniem historii Żydów w Polsce, t. III, Lwów–Warszawa–Kraków 1925, s. 262.

4. Latopisiec albo Kroniczka Joachima Jerlicza, z rękopisu wydał K. Wł. Wójcicki, t. I, Warszawa 1853, s. 97.

5. Wieliczka-Szarkowa, Czarna księga Kresów, Kraków 2011, s. 55.

6. Rawita-Gawroński, Kozaczyzna ukrainna w Rzeczypospolitej Polskiej do końca XVIII wieku. Zarys polityczno-historyczny z 26 ilustracjami i 2 mapami, Warszawa–Kraków–Lublin i in. [1922], s. 230.

7. Likowski, Dzieje Kościoła unickiego na Litwie i Rusi w XVIII i XIX wieku uważane głównie ze względu na przyczyny jego upadku, Warszawa 1906, s. 138.

8. Cyt. za: W. W., Żywot bł. Andrzeja Boboli S. J. w krótkości podany, Kraków 1853, s. 18.

9. Kielar-Czapla, Ojciec Ludwik Wrodarczyk OMI. Portret duchowy, Biały Dunajec – Ostróg 2012, s. 39-40.

10. Kulińska, Cz. Partacz, Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945. Ludobójstwo niepotępione, Warszawa 2015, s. 187-191.

11. „Поляки”, ulotka w j. ukraińskim Korpusu Obrony Wołynia, w posiadaniu autora.

12. Rawita-Gawroński, op. cit., s. 91.

13. Teodorowicz, Obecny moment Kwestyi polsko-ruskiej, Kraków 1907, s. 6.

14. Tokarzewski, Straż przednia (ze wspomnień i notatek), Warszawa [1925], s. 230.

15. Kossak-Szczucka, Pożoga. Wspomnienia z Wołynia 1917-1919, Kraków 1923, s. 154.

16. Paszkowski, Zawierucha ukraińska, Warszawa 1919, s. 57.

17. Ibidem, s. 57-58.

18. Dokładnie na ten temat w artykule zamieszczonym w niniejszym tomie: Marcin Skalski, Zbrodnie na Polakach w czasie wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919. Preludium Rzezi Wołyńskiej.

19. Portnow, Ukraińska (nie)pamięć o Wołyniu, [w:] Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943, red. A. Zinczuk, Lublin 2012, s. 30.

20. Portnow, Ukraińska (nie)pamięć o Wołyniu, [w:] Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943, red. A. Zinczuk, Lublin 2012, s. 30.

21. Polska według świętych i wielkich ludzi Kościoła, oprac. J. P. Laskowski, Kraków 2018, s. 304-305.

22. W. Orski, W zachodniej „republice” Ukraińskiej od 1 listopada 1918 do 22 maja 1919, Lwów 1919, s. 19

23. Błogosławiony Męczennik Grzegorz Chomyszyn, Dwa Królestwa, red. I. Pełechatyj, W. Osadczy, Kra-ków 2017, s. 85.

24. Пастирський лист Григорія Хомишина епископа станиславівського до людей доброї волі про політичне положенє українського народу в польській державі, Станиславів 1931, s. 4-5.

25. Ibidem, s. 7.

26. Козацькі часи в нарoдній пісни, з замітками В. Будзиновского, Львів [b.r.w.], s. 154.

27. Literatura i krytyka. Pisma Michała Grabowskiego, Wilno 1837, s. 32.

28. Zawadzki, Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869, s. 42.

29. Сочинения Н. В. Гоголя, т. 2, С-Петербургъ 1894, s. 398.

30. Osadczy, „Ogniem i mieczem”. Fakty i mity. Antyukraińskość Sienkiewicza znowu pod lupą, „Nowe Kontrasty” 1999, nr 6 (69), s. 22.

31. Szewczenko, Hajdamacy, przeł. L. Sowiński, Lwów [b.r.w.], s. 137-138.

32. Українська прoблєма, написав для духовної і світської інтелігенції українського народу Григорій Хомишин Станиславівський епископ, Станиславів [b.r.w.], s. 14.

33. Osadczy, Kościół i Cerkiew na wspólnej drodze. Concordia 1863, Lublin 1999, s. 209.

34. Kościół rzymskokatolicki i Polacy w Małopolsce Wschodniej podczas wojny ukraińsko-polskiej 1918-1919. Źródła, t. I, oprac., wstęp, przypisy, indeksy i wybór fotografii J. Wołczański, Lwów–Kraków 2012, s. 745.

35. Ibidem, s. 746.

36. О. Івах, Бойова сурма України, Вінніпег 1931, s. 1-2.

37. Kołodziński, Doktryna wojskowa ukraińskich nacjonalistów, 1938, [w:] A. Diukow, Dlaczego walczy-my z Polakami. Antypolski program OUN w kluczowych dokumentach, Warszawa 2017, s. 112.

38. A. Zelga, Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński 1822-1895, Biały Dunajec – Ostróg 2015, s. 46.

39. Pisma X. Hieronima Kajsiewicza, t. III: Rozprawy, listy z podróży, pamiętnik o zgromadzeniu, Berlin–Kra-ków 1862, s. 89.

40. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 97.

41. Załęski, Państwo carów i Rosjanie, ich religia przez Anatola Leroy Beaulieu, Kraków 1890, s. 4.

42. Jabłonowski, Historia Rusi Południowej do upadku Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków 1912, s. 217.

43. Rawita-Gawroński, op. cit., s. 210.

44. Ibidem, s. 212.

45. Ibidem, s. 212.

46. Ibidem.

47. Likowski, op. cit., s. 136.

48. Ibidem, s. 139.

49. С. Беляков, Тень Мазепы. Украинская нация в эпоху Гоголя, Москва 2016, s. 58.

50. Zob.: W. Osadczy, Kościół i Cerkiew na wspólnej drodze..., s. 207.

51. Dylągowa, Dzieje unii brzeskiej (1596-1918), Warszawa–Olsztyn 1996, s. 115.

52. S. Pelczar, Pius IX i Jego Pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Przemyśl 1908, s. 231.

53. Dylągowa, op. cit., s. 152.

54. Relacja abp. Józefa Bilczewskiego na temat stosunków polsko-ukraińskich w latach 1918-1919 w Małopolsce Wschodniej przeznaczona dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych, [w:] Nieznana korespondencja arcybiskupów metropolitów lwowskich Józefa Bilczewskiego z Andrzejem Szeptyckim w czasie wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, red. J. Wołczański, Lwów–Kraków 1997, s. 165-166.

55. W. Orski, op. cit., s. 13.

56. Polska według świętych..., s. 305.

57. Siemaszko, Święcenie narzędzi banderowskiej zbrodni, „Biuletyn IPN” 2017, nr 1-2 (134-135), s. 90.

58. Zapałowski, Akcje odwetowe polskiego podziemia na ludności ukraińskiej w powiecie przemyskim na początku 1945 r., [w:] Dawne Kresy Południowo-Wschodnie w optyce historycznej i współczesnej, seria: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, t. 9, red. W. Listowski, Kędzierzyn-Koźle

59. Isakowicz-Zaleski, Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008, s. 89.

60. Zapałowski, op. cit., s. 56.

61. Wołczański, Eksterminacja narodu polskiego i Kościoła rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945. Materiały źródłowe, cz. II, Kraków 2006, s. 431.

62. Leszczyński, Uwikłanie. Wspomnienia z Podola 1939-1945, wprowadzenie, redakcja naukowa i aneks T. Bereza, Rzeszów 2016, s. 198-199.

63. Син українського священика став символом нації, - Архиєпископ Ігор Возьняк про Бандеру, http://com.ua/print/8091.html

64. Слово Владики Ігоря на посвячені таблиці Роману Шухевичу, www.ugcc.lviv.ua/index2php?option=-com_content&task=view&id=846&ltemid=418pop=1&page=0

65. Слово владики Василія (Івасюка) на панахиді з нагоди 109-ї річниці від дня народження Степана Бандери, http://diocese.ko.if.ua/preaching/458.html (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML)).

66. Kałuski, Sprawy kresowe poza cenzurą, Toruń–Melbourne 2017, s. 203-204.

67. Jak na ironię losu, abp Woźniak, działając w podziemiu, uczestniczył w duszpasterstwie rzymskokatolickim. Zob.: Abp Woźniak administratorem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, http://ekai.pl/ wydarzenia/swiat/x38381/abp-wozniak-administratorem-ukrainskiego-kosciola-greckokatolickiego/ (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML)).

68. Słowa te znalazły się we wspólnej deklaracji biskupów i stały się wyrazem przeprosin za „zbrodnie popełnione w 1943 r.”. Zob.: Deklaracja, „Wołanie z Wołynia” 4 (113), lipiec-sierpień 2013, s. 44.

69. Wart przypomnienia w tym miejscu jest fakt, że kodeks moralny nacjonalistów, tzw. Dekalog, nawoływał do zemsty, podstępu, zbrodni morderstwa. Nie uznawał Boga osobowego, ale odwoływał się do „Ducha odwiecznego żywiołu” w nietzscheańskim rozumieniu. Aktywni członkowie OUN ni-czym pacierz odmawiali „przykazanie” Dekalogu. Obserwujący tę „religijność” nacjonalistów ksiądz greckokatolicki, który znalazł się wraz z nimi w warszawskim więzieniu, przed wojną tak opisywał swe doświadczenie: „Był to styl życia, praktyczny przejaw «metafizycznego» światopoglądu, a razem z tym praktyczna profanacja elementu kultu religijnego – modlitwy”. В. Поліщук, Гірка правда. Злочинність ОУН-УПА (сповідь українця), Торонто–Варшава–Київ 1995, s. 370-371, 380.

70. „Українське Слово” 33 (3285), 16-22 серпня 2006, s. 2.

71. Степан Бандера про необхідність віри, www.lds.lviv.ua/Статті/Степан-Бандера-про-необхідність--віри (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwow-skiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML), teczka „Wołyń 70”).

72. Zob.: M. Walaszczyk, Nobel za szyderstwa, „Nasz Dziennik” 18 lipca 2013, http://www.naszdziennik.pl/polska-kraj/48411,nobel-za-szyderstwa.html (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Ba-dań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML), teczka „Wołyń 70”).

73. Isakowicz-Zaleski, Nie będzie pojednania bez prawdy, http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/ ks-tadeusz-isakowicz-zaleski-nie-bedzie-pojednania-bez-prawdy/ (wydruk komputerowy w: Archi-wum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwo-wie (AOBHTML), teczka „Wołyń 70”).

74. Przykładem takich nikczemnych, zakłamanych deklaracji może być wypowiedź marszałka Senatu RP Karczewskiego o tym, że relacje polsko-ukraińskie jeszcze nigdy nie były tak dobre, jak w czasie upaństwowienia ideologii banderyzmu na Ukrainie i licznych antypolskich akcji, o których regular-nie – mimo cenzuralnych ograniczeń – pojawiają się informacje w mediach. Zob.: Karczewski: relacje polsko-ukraińskie nigdy nie były tak dobre jak dziś, https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/litwa/karczew-ski-relacje-polsko-ukrainskie-nigdy-nie-byly-tak-dobre-jak-dzis/

75. K. Czawaga, Puste słowa zamiast czynów, „Kurier Galicyjski”, 16-29 czerwca 2015.

 

LITERATURA

Abp Woźniak administratorem Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, http://ekai.pl/ wydarzenia/swiat/x38381/abp-wozniak-administratorem-ukrainskiego-koscio-la-greckokatolickiego/ (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie).

Bałaban M., Historia i literatura żydowska ze szczególnym uwzględnieniem historii Ży-dów w Polsce, t. III, Lwów–Warszawa–Kraków 1925.

Błogosławiony Męczennik Grzegorz Chomyszyn, Dwa Królestwa, red. I. Pełechatyj, W. Osadczy, Kraków 2017.

Czawa K., Puste słowa zamiast czynów, „Kurier Galicyjski”, 16-29 czerwca 2015.

Deklaracja, „Wołanie z Wołynia” 4 (113), lipiec-sierpień 2013.

Dylągowa H., Dzieje Unii Brzeskiej (1596-1918), Warszawa–Olsztyn 1996. Isakowicz-Zaleski T., Nie będzie pojednania bez prawdy, http://www.klubinteligencjipolskiej.pl/2015/08/ks-tadeusz-isakowicz-zaleski-nie-bedzie-pojednania-bez--prawdy/ (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML), teczka „Wołyń 70”)

Isakowicz-Zaleski T., Przemilczane ludobójstwo na Kresach, Kraków 2008. Jabłonowski A., Historia Rusi Południowej do upadku Rzeczypospolitej Polskiej, Kraków 1912.

Kałuski M., Sprawy kresowe poza cenzurą, Toruń–Melbourne 2017.

Karczewski: relacje polsko-ukraińskie nigdy nie były tak dobre jak dziś, https://kresy.pl/ wydarzenia/regiony/litwa/karczewski-relacje-polsko-ukrainskie-nigdy-nie-byly--tak-dobre-jak-dzis/.

Kielar-Czapla M., Ojciec Ludwik Wrodarczyk OMI. Portret duchowy, Biały Dunajec – Ostróg 2012.

Kołodziński M., Doktryna wojskowa ukraińskich nacjonalistów, 1938, [w:] A. Diukow, Dlaczego walczymy z Polakami. Antypolski program OUN w kluczowych dokumentach, Warszawa 2017.

Kossak-Szczucka Z., Pożoga. Wspomnienia z Wołynia 1917-1919, Kraków 1923. Kościół rzymskokatolicki i Polacy w Małopolsce Wschodniej podczas wojny ukraińsko- -polskiej 1918-1919. Źródła, t. I, oprac., wstęp, przypisy, indeksy i wybór fotografii J. Wołczański, Lwów–Kraków 2012.

Kulińska L., Partacz Cz., Zbrodnie nacjonalistów ukraińskich na Polakach w latach 1939-1945. Ludobójstwo niepotępione, Warszawa 2015.

Latopisiec albo Kroniczka Joachima Jerlicza, z rękopismu wydał K. Wł. Wójcicki, t. I, Warszawa 1853.

Leszczyński S., Uwikłanie. Wspomnienia z Podola 1939-1945, Wprowadzenie, red. nauk. i aneks T. Bereza, Rzeszów 2016.

Likowski E., Dzieje Kościoła unickiego na Litwie i Rusi w XVIII i XIX wieku uważane głównie ze względu na przyczyny jego upadku, Warszawa 1906.

Literatura i krytyka. Pisma Michała Grabowskiego, Wilno 1837.

Nieznana korespondencja arcybiskupów metropolitów lwowskich Józefa Bilczewskiego z Andrzejem Szeptyckim w czasie wojny polsko-ukraińskiej 1918-1919, red. J. Woł-czański, Lwów–Kraków 1997.

Orski S. W., W zachodniej „republice” Ukraińskiej od 1 listopada 1918 do 22 maja 1919, Lwów 1919.

Osadczy W., Kościół i Cerkiew na wspólnej drodze. Concordia 1863, Lublin 1999. Osadczy W., „Ogniem i mieczem”. Fakty i mity. Antyukraińskość Sienkiewicza znowu pod lupą, „Nowe Kontrasty” 1999, nr 6 (69).

Paszkowski E., Zawierucha ukraińska, Warszawa 1919.

Pelczar J., Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914.

Pelczar J. S., Pius IX i Jego Pontyfikat na tle dziejów Kościoła w XIX wieku, Przemyśl 1908.

Pisma X. Hieronima Kajsiewicza, t. III: Rozprawy, listy z podróży, pamiętnik o zgroma-dzeniu, Berlin–Kraków 1862.

Pol W., Pieśń o ziemi naszej, Kraków 1888.

Polska według świętych i wielkich ludzi Kościoła, oprac. J. P. Laskowski, Kraków 2018. Portnov A., Ukraińska (nie)pamięć o Wołyniu, [w:] Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943, red. A. Zinczuk, Lublin 2012.

Rawita-Gawroński F., Kozaczyzna Ukrainna w Rzeczpospolitej Polskiej do końca XVIII wieku. Zarys polityczno-historyczny z 26 ilustracjami i 2 mapami, Warszawa–Kra-ków–Lublin i in. [1922].

Schall J., Dzieje Żydów na ziemiach polskich, Lwów 1926.

Siemaszko E., Święcenie narzędzi banderowskiej zbrodni, „Biuletyn IPN” 2017, nr 1-2 (134-135).

Szewczenko T., Hajdamacy, przeł. L. Sowiński, Lwów [b.r.w.].

Teodorowicz J., Obecny moment Kwestyi polsko-ruskiej, Kraków 1908.

Tokarzewski M., Straż przednia (ze wspomnień i notatek), Warszawa [1925].W., Żywot bł. Andrzeja Boboli S. J. w krótkości podany, Kraków 1853.

Walaszczyk M., Nobel za szyderstwa, „Nasz Dziennik” 18 lipca 2013, http://www.nasz-dziennik.pl/polska-kraj/48411,nobel-za-szyderstwa.html (wydruk komputerowy

Wieliczka-Szarkowa J., Czarna księga Kresów, Kraków 2011.

Wołczański J., Eksterminacja narodu polskiego i Kościoła rzymskokatolickiego przez ukraińskich nacjonalistów w Małopolsce Wschodniej w latach 1939-1945. Materiały źródłowe, cz. II, Kraków 2006.

Załęski S., Państwo carów i Rosjanie, ich religia przez Anatola Leroy Beaulieu, Kraków 1890.

Zapałowski A., Akcje odwetowe polskiego podziemia na ludności ukraińskiej w powiecie przemyskim na początku 1945 r., [w:] Dawne Kresy Południowo-Wschodnie w optyce historycznej i współczesnej, seria: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południo-wo-Wschodnich, red. W. Listowski, Kędzierzyn-Koźle 2017.

Zawadzki W., Obrazy Rusi Czerwonej, Poznań 1869.

Zelga A., Arcybiskup Zygmunt Szczęsny Feliński 1822-1895, Biały Dunajec – Ostróg 2015.

Беляков С., Тень Мазепы. Украинская нация в эпоху Гоголя, Москва 2016.

Козацкі часи в нардній пісни, з замітками В. Будзиновского, Львів [b.r.w.].

Пастирський лист Григорія Хомишина епископа станиславівського до людей доброї волі про політичне положенє українського народу в польській державі, Станиславів 1931.

Поліщук В., Гірка правда. Злочинність ОУН-УПА (сповідь українця), Торонто– Варшава–Київ 1995.

Поляки, ulotka w j. ukraińskim Korpusu Obrony Wołynia, w posiadaniu autora. Син українського священика став символом нації, - Архиєпископ Ігор Возьняк про

Бандеру, http://galinfo.com.ua/print/8091.html.

Слово Владики Ігоря на посвячені таблиці Роману Шухевичу, www.ugcc.lviv.ua/ index2php?option=com_content&task=view&id=846&ltemid=418pop=1&page=0.

Слово владики Василія (Івасюка) на панахиді з нагоди 109-ї річниці від дня народження Степана Бандери, http://diocese.ko.if.ua/preaching/458.html.

Сочинения Н. В. Гоголя, т. 2, С-Петербургъ 1894.

Степан Бандера про необхідність віри, www.lds.lviv.ua/Статті/Степан-Бандера--про-необхідність-віри (wydruk komputerowy w: Archiwum Ośrodka Badań nad Historią i Tradycją Metropolii Lwowskiej Obrządku Łacińskiego we Lwowie (AOBHTML), teczka „Wołyń 70”).

Українська прoблєма, написав для духовної і світської інтелігенції українського народу Григорій Хомишин Станиславівський епископ, Станиславів [b.r.w.].

«Українське Слово» 33 (3285), 16-22 серпня 2006.

Artykuł zaprezentowany na Konferencji naukowej: "Wołyń ’43: Walka o Pamięć – Walka o Polskę " Lublin, 22-23 czerwca 2018 r.