Dzisiaj jest: 16 Listopad 2018        Imieniny: Maria, Edmund, Marek
Antypolski sojusz

Antypolski sojusz

/ Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto oświadczył, że Ukraina nieustannie łamie podstawowe normy i wartości, a także narusza zobowiązania międzynarodowe. Węgiersko-ukraiński konflikt związany z dyskryminacją mniejszości węgierskiej na Ukrainie…

Readmore..

Listopadowy numer KSI Nr.  11/2018 (90) wydany

Listopadowy numer KSI Nr. 11/2018 (90) wydany

W listopadowej gazecie m.in: Uroczystości ponownego pochówku gen. Bronisława Pierackiego w Nowym Sączu Nasza redakcja otrzymała notatkę - „14 października w Nowym Sączu miały miejsce uroczystości ponownego pochówku generała Bronisława…

Readmore..

Żydobanderyzm ukraiński - Żydowska Rada Ukrainy.

Żydobanderyzm ukraiński - Żydowska Rada Ukrainy.

Żydzi chazarscy, Żydzi wschodnioeuropejscy, Żydzi ruscy – wyznawcy judaizmu rabinicznego mieszkający początkowo w państwie Chazarów, od IX-X wieku obecni na Rusi Kijowskiej, a od XII wieku osiedlający się na stałe…

Readmore..

TYLKO WE LWOWIE

TYLKO WE LWOWIE

/ Jerzy Janicki. By FTW - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27506454 Jerzy Janicki żalił się w swoich słynnych „Krakidałach”, iż bałak umiera, a szmonces już nie żyje. Z Jerzym…

Readmore..

RELACJE  PARTYZANTÓW KMICICA, ŁUPASZKI, RONINA ARMII KRAJOWEJ  NA WILEŃSZCZYŹNIE  III.1943 – VII.1944. Część 8

RELACJE PARTYZANTÓW KMICICA, ŁUPASZKI, RONINA ARMII KRAJOWEJ NA WILEŃSZCZYŹNIE III.1943 – VII.1944. Część 8

/ Wizerunek "Zawiszy" Wacława Szewielińskiego ukaże się na znaczkach ZAWISZA - Szewieliński Waclaw Ledwie zaklimatyzowałem się w V Brygadzie, a już 12.IX.43 r. brałem udział z plutonem „Maksa” w ataku…

Readmore..

Moje Kresy.  - Józef Wesołowski cz. 2

Moje Kresy. - Józef Wesołowski cz. 2

/ 1934r.Wacowice - rodzeństwo taty,siedzą od lewej babcia Felicja,od prawej stryj Antoni Tato po zakończeniu działań wojennych przedostał się w rzeszowskie do rodziny mamy i tam czasowo przebywał. Nie wiedział…

Readmore..

Marian Markiewicz  – żołnierz AK z Wilna

Marian Markiewicz – żołnierz AK z Wilna

 / Bracia Marian i Henryk Markiewiczowie, 1927 r. „Żegnaj Wilno, miłe miasto me rodzinnetakie piękne no i inne niż setki innych miast.Tu ma radość i niewinna moja miłośćkwitła tak jak…

Readmore..

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska,  „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska, „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Co za urocza książka, co za uroczy pamiętnik, co za urocza Autorka! „Powrót do Żmudzi” Magdaleny z Nałęcz-Gorskich Komorowskiej przenosi nas w utracony świat dawnej szlacheckiej Żmudzi i polskiego tam…

Readmore..

Obcy w domu

Obcy w domu

/ Karol Hubert Rostworowski. Źródło - https://dziennikpolski24.pl/karol-hubert-rostworowski-slawny-za-zycia-zapomniany-po-smierci/ar/11989583 Niech ten hołd pośmiertny wobec wielkiego polskiego pisarza, wielkiego człowieka teatru i wielkiego chrześcijanina będzie jakimś spłaceniem długu, który przez powojenne pokolenie w…

Readmore..

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Krzysztof Bulzacki w liście do pisma „Nasza Polska” z 22 lipca 2008 stwierdza: „Już na pierwszym spotkaniu polsko-ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7…

Readmore..

Legenda o Wileńskich  Zagończykach i Pułku  Jazdy Tatarskiej

Legenda o Wileńskich Zagończykach i Pułku Jazdy Tatarskiej

/ Grupa żołnierzy pułku (1919) Zdjęcia: Wiki 27 września, czwartek, 12.00, w Warszawie na ul., Pawlikowskiego 2, w Klubie Kultury Seniora na Gocławiu. Tomasz Kuba Kozłowski i Dom Spotkań z…

Readmore..

Brzozdowce.  Pamięć Kresów  wiecznie żywa

Brzozdowce. Pamięć Kresów wiecznie żywa

Nakładem krakowskiego Wydawnictwa Salwator ukazała się książka „Historia i losy miasteczka Brzozdowce”, której autorem jest Stanisław Horyń. Brzozdowce to mała miejscowość położona w dolinie Dniestru, w powiecie bóbreckim w województwie…

Readmore..

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Krzysztof Bulzacki w liście do pisma „Nasza Polska” z 22 lipca 2008 stwierdza: „Już na pierwszym spotkaniu polsko-ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7 – 9 czerwca 1994 roku liczba ofiar ludobójstwa stała się przetargiem. Zaczęto dla zmniejszenia tej liczby rozpatrywać tylko zbrodnie na Wołyniu, który miał stosunkowo niewielkie zaludnienie. Na zakończenie spotkania został wydany „Komunikat”, stronę polską reprezentowali również Ukraińcy mieszkający w Polsce. W komunikacie podano liczbę ofiar ludobójstwa na Wołyniu 50 000. Komunikat ze strony polskiej podpisało 11 osób na prawie 50 biorących udział w spotkaniu. Wśród podpisujących był Władysław Siemaszko. Zapytałem jego, dlaczego podpisuje ten kłamliwy komunikat. Przecież razem z Józefem Turowskim przez cały czas od zakończenia wojny zbierali materiały z archiwum 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, przesłuchiwali świadków zbrodni i ustalili, że można określić szacunkowo liczbę ofiar zbrodni ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Wołyniu na 60.000 do 80.000. Władysław Siemaszko odpowiedział mi krotko: „Liczby są nieważne, ważne jest to, że Ukraińcy przyznali się do popełnienia zbrodni ludobójstwa.”.

Bulzacki podaje tez przykład ciągłego uzupełniania przez świadków liczby napadów i ofiar polskich, oraz konkluduje: „W świetle tego można śmiało powiedzieć, że żadna szacunkowa liczba nie będzie odpowiadać rzeczywistym stratom, biorąc pod uwagę zmarłych już świadków przez sześćdziesiąt lat, nawet 200 tysięcy ofiar to będzie liczba zaniżona. Jedynym sposobem określenia liczby strat będzie praca naukowa obejmująca badania demograficzne. Jednak prawdziwa liczba ofiar ludobójstwa jest bardzo niekorzystna dla propagandy ukraińskich nacjonalistów.”
Dzięki wysiłkowi grupki Kresowian zebrane zostały materiały, opracowane i wydane monografie obejmujące cztery województwa kresowe oraz Lubelszczyznę, dokumentujące zbrodnie ukraińskie dokonane na ludności polskiej. Tak fundamentalną sprawą dla historii Polski nie zajął się żaden wydział historii polskich uniwersytetów ani jakakolwiek inna instytucja państwowa. IPN prowadził kilkaset śledztw, kontynuowanych jest jeszcze około trzydziestu, reszta zakończyła się umorzeniem spraw. Zapewne zakończą się także umorzeniami. Swoistym kuriozum jest fakt, że efekty tych prac nie są upublicznione. Wydane zostały setki książek wokół tej tematyki i widać wyraźnie, że ich narrację narzuciła strona ukraińska, np. 5-tomowa publikacja „Polska i Ukraina w latach trzydziestych-czterdziestych XX wieku”, gdzie tom 5 przeznaczony został na tzw. Akcję „Wisła”, chociaż IPN powinien wiedzieć, że była to wojskowa Operacja „Wisła”.
Władysław i Ewa Siemaszko w 2-tomowej monografii „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945” (Warszawa 2000) z zebranych danych obejmujących 1721 miejscowości oszacowali liczbę zamordowanych Polaków na 50 – 60 tysięcy osób. Nie zdołali dotrzeć do żadnych informacji dotyczących losów Polaków zamieszkujących w dalszych 1787 miejscowościach. Można wnioskować, że albo nie ocalał tam żaden Polak albo nieliczni, którzy ocaleli nie złożyli udokumentowanych relacji – a jak wiemy, przez ponad czterdzieści lat nie tylko nikt tych relacji nie zbierał, ale wręcz zbieranie ich było zakazane. Ci, co przeżyli tę tragedię, w większości poumierali zabierając jej obraz do grobu. Nie mieli komu „dać świadectwa”. Bywało też, że nie chcieli wracać do tych niezwykle traumatycznych wspomnień. Wielu świadków nadal żyło w porażającym strachu przed zemstą banderowców. Tym bardziej, że wielu z tych zbrodniarzy zajęło eksponowane stanowiska w strukturach „władzy ludowej”, w tym w resorcie „polskiej” bezpieki.
Dr Ewa Siemaszko w artykule „Bilans zbrodni” liczbę polskich ofiar OUN-UPA na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ocenia na 130 tysięcy osób („Biuletyn IPN, nr 7 – 8 z 2010 r.). Pisze też:: ”Do całości strat spowodowanych zbrodniami OUN-UPA należy jeszcze dodać liczbę, wstępnie określoną na ok. 3 tys., Polaków zamordowanych na Lubelszczyźnie i nieznaną liczbę ofiar z południowych powiatów woj. poleskiego, graniczących z Wołyniem”. Ewa Siemaszko swoje obliczenia oparła o dane zamieszczone w opracowaniach Szczepana Siekierki i jego współpracowników. Jednakże w przypadku woj tarnopolskiego stwierdza: „Szacowana liczba zamordowanych Polaków dla wszystkich powiatów woj. tarnopolskiego Borszczów, Brody, Brzeżany, Czortków, Kamionka Strumiłowa, Kopyczyńce, Radziechów, Złoczów według: H. Komański, S. Siekierka, op. cit., s. 58, 99, 137, 200, 225, 251, 329, 517. Dla pozostałych powiatów szacunki nie zostały podane”.Brak więc w jej opracowaniu liczb polskich ofiar OUN-UPA z powiatów:: Buczacz, Podhajce, Przemyślany, Skałat, Tarnopol, Trembowla, Zaleszczyki, Zbaraż, Zborów.                                                                                                                                                                                                                                                                                                 W kolejnej publikacji „Straty ludności polskiej w wyniku zbrodni ludobójstwa dokonanych
w latach czterdziestych XX wieku przez nacjonalistów ukraińskich. Aktualny stan badań”  zamieszczonej w: WOŁYŃ 1943 – ROZLICZENIE Materiały przeglądowej konferencji naukowej „W 65. rocznicę eksterminacji ludności polskiej na Kresach Wschodnich dokonanej przez nacjonalistów ukraińskich,Warszawa 10 lipca 2008 ( IPN Warszawa 2010), podaje: „W rezultacie kontynuowania badań nad wołyńskim genocydem liczba ofiar zidentyfikowanych wzrosła do 22 113–22 135. Powiększyła się także z 1721 do 1865 liczba miejscowości na Wołyniu,w których stwierdzono mordy ukraińskich nacjonalistów na Polakach  Przybyło 145 miejscowości, co do których wcześniej nie było informacji o dokonywanych tam zbrodniach, a dla 372 miejscowości zostały stwierdzone po 2000 r. dodatkowe ofiary, co wzmacnia wcześniejsze twierdzenia o totalnym wyniszczaniu ludności polskiej na Wołyniu przez OUN-UPA. Ujawnianie nieznanych zbrodni po ponad 60 latach od zaistnienia ludobójstwa świadczy o istnieniu niewyczerpanego dotąd zasobu informacji, znajdującego się w pamięci ludzkiej oraz utrwalonego na piśmie w rożnych miejscach, co zobowiązuje do kontynuowania badań nad wołyńskim genocydem.”  Dalej E. Siemaszko stwierdza, że wyniki badań ludobójstwa na terenie Małopolski Wschodniej prowadzonych przez Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu, wykazują następujące liczby świadczące o rozmiarach zbrodni: w woj. lwowskim ukraińscy nacjonaliści zamordowali co najmniej 15 417 Polaków w 1007 miejscowościach, w woj. stanisławowskim – co najmniej 11 709 Polaków w 422 miejscowościach i w woj. tarnopolskim – co najmniej 23 032 Polaków w 850 miejscowościach.  Łączna udokumentowana liczba Polaków zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów (w określonych miejscach i okolicznościach) dla trzech małopolskich województw wynosi 50 158 osób. Tu istotna uwaga: liczba ta jest niższa niż suma strat ludności polskiej dla poszczególnych województw (55 183) podanych w pracach Stowarzyszenia, w której znajdują się Polacy polegli w walkach, ofiary zbrodni niemiecko-ukraińskich, przedstawiciele innych narodowości oraz błędy rachunkowe spowodowane ogromem danych i liczeniem tradycyjnymi metodami, w których łatwo o pomyłki. Prawdopodobne straty ludności polskiej w wyniku ludobójczych działań OUN-UPA i innych ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, będące sumą liczb ofiar udokumentowanych i szacowanych dla pięciu województw, wynoszą co najmniej 133 800 Polaków. Wykazane straty ludności polskiej nie obejmują zamordowanych na terenie południowych powiatów województwa poleskiego, ta część obszaru mordowania Polaków przez nacjonalistów ukraińskich nie została bowiem jeszcze dostatecznie przebadana.
Prokurator IPN Piotr Zając prowadzący śledztwo stwierdza: „Szacunkowo na Wołyniu zostało zamordowanych 60 do 80 tysięcy osób narodowości polskiej. Dziesiątki tysięcy, którym udało się przeżyć genocyd, zostało zmuszonych do ucieczki, pozostawienia dorobku całego życia, a nawet pokoleń. Duża część tych osób trafiła następnie na roboty do Niemiec. Akcja nacjonalistów ukraińskich objęła setki miejscowości, wsi, kolonii na terenie województwa wołyńskiego, nie licząc miejsc i obszarów niezamieszkanych, gdzie również dokonano licznych mordów. Niejednokrotnie takich napaści nie przeżyła ani jedna osoba, ani jeden świadek, który mógłby złożyć zeznania, co więcej, zniknęły z map i zostały zapomniane całe osady, gdyż nie znalazł się nikt, kto mógłby złożyć świadectwo prawdy o ich istnieniu i tragicznym końcu.” (Piotr Zając: Kwalifikacja prawna tzw. akcji antypolskiej na Kresach Wschodnich w latach czterdziestych XX wieku jako ludobójstwa /koreferat/. W: WOŁYŃ 1943 – ROZLICZENIE..., jw).  
Henryk Komański i Szczepan Siekierka w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1945 (Wrocław 2004) udokumentowali, że na tym terenie śmierć poniosło 40 – 50 tysięcy Polaków. Na 1148 miejscowości relacje świadków, aczkolwiek niepełne, pochodzą z 788 miejscowości, brak jest relacji z 360 miejscowości.
Szczepan Siekierka, Henryk Komański i Krzysztof Bulzacki w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 - 1947 (Wrocław 2006) udokumentowali zbrodnię na ponad 40 tysiącach Polaków. Na 2237 miejscowości relacje świadków pochodzą z 1015 miejscowości, brak jest relacji z 1004 miejscowości. Przygotowując książkę „UPA w Bieszczadach” stwierdziłem, że autorzy nie dotarli do wszystkich relacji dotyczących mordowania ludności polskiej. Nie wymieniają chociażby największego mordu dokonanego w Bieszczadach na ludności polskiej we wsi Muczne (ówczesny powiat Turka, obecnie powiat Ustrzyki Dolne), gdzie 16 sierpnia 1944 roku „powstańcy ukraińscy’ wymordowali 74 Polaków, w większości kobiety i dzieci, uciekinierów zza wschodniego brzegu Sanu (Andrzej Potocki: Bieszczadzkie losy; Rzeszów – Krosno 2000; oraz: Stanisław Żurek: UPA w Bieszczadach; Wrocław 2010, wyd. II).
Szczepan Siekierka, Henryk Komański, Eugeniusz Różański w książce Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946 (Wrocław, bez daty wydania, ukazała się w 2008 roku) udokumentowali zbrodnię popełnioną na ponad 22 tysiącach Polaków. Na 878 miejscowości relacje świadków zebrano z 430 miejscowości, brak jest relacji z 449 miejscowości.
Stanisław Jastrzębski w książce Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947 (Wrocław 2007) oszacował straty ludności polskiej na 14 – 15 tysięcy ofiar. Jednakże część tych ofiar ujęta jest w pracy dotyczącej woj. lwowskiego i liczbę tę należy zweryfikować.  
Brak jest opracowań strat ludności polskiej w województwie poleskim, podczas Powstania Warszawskiego i na innych terenach Polski, głownie w województwie kieleckim, krakowskim i na Mazowszu, gdzie ludność polską mordowały różne ukraińskie formacje zbrojne będące na służbie niemieckiej, w tym podczas pacyfikacji wsi. Trudno także jest oszacować, ilu Polaków zginęło z rąk ukraińskich strażników w niemieckich obozach zagłady.
Przybliżoną liczbę Polaków zamordowanych przez Ukraińców w latach 1939 – 1948 przedstawia poniższa tabela.

Lp. Województwo Minimalna liczba ofiar Maksymalna liczba ofiar
1. Lubelskie 14.000 15.000
2. Lwowskie (ponad)   40.000 40.299
3. Poleskie 3.000 7.000
4. Stanisławowskie (ponad)   22.000 22.259
5. Tarnopolskie  40.000 50.000
6. Wołyńskie  60.000 100.000
      Razem (ponad)  179.000 234.558

Minimalna liczba ofiar ukraińskiego ludobójstwa wynosi ponad 179 tys. zamordowanych Polaków. Szacunkowo sięga ona liczby ponad 234 tysięcy Polaków. Około 20 tysięcy Polaków zostało rannych, nieoszacowana liczba w wyniku tych ran potem zmarła lub została  inwalidami na całe życie. Kilka tysięcy polskich dzieci zostało sierotami, które trafiły do Domów Dziecka (w tym sowieckich), tułały się bezdomne i głodne i wiele z nich zmarło. Świadkowie barbarzyńskich morderstw najbliższych członków rodziny i sąsiadów do końca swojego życia nosili głębokie urazy psychiczne. Z definicji ludobójstwa wyraźnie wynikam że są to także ofiary tej zbrodni przeciwko ludzkości  - a które nigdy nie zostały i już chyba nie zostaną policzone. Zgodnie z prawdą należy przyjąć, że w latach 1939 - 1948 ofiarą ukraińskiego ludobójstwa padło około 250 tysięcy ludności polskiej. Do tej liczby ofiar ukraińskich nacjonalistów spod znaku SB-OUN-UPA oraz esesmanów i policjantów ukraińskich trzeba dodać, zgodnie z wyliczeniem dr Wiktora Poliszczuka, około 80 tysięcy wymordowanych przez nich swoich rodaków, Ukraińców.
 
  W liczbie tej nie ma:
ofiar kolaboracji Ukraińców z Sowietami w latach 1939 - 1941, w wyniku czego około dwóch milionów Polaków zostało:
aresztowanych i większość z nich została zamordowana przez Sowietów
deportowanych na Syberię, do Kazachstanu, itp. i tam kilkaset tysięcy z nich zmarło z głodu, mrozu i wycieńczenia;
ofiar kolaboracji Ukraińców z Niemcami, w wyniku czego pewna liczba Polaków została:
aresztowana i zamordowana przez Niemców, oraz przez gestapowców ukraińskich
zesłana do obozów koncentracyjnych i obozów pracy i tam poniosła śmierć – czasami z rąk strażników ukraińskich
wywieziona na przymusowe roboty do III Rzeszy (decydowali o tym sołtysi – Ukraińcy) i tam zginęła;
polskich ofiar poniesionych z rąk rożnych formacji ukraińskich będących na usługach niemieckiego okupanta, a działających poza terenem Kresów Wschodnich, w tym na terenach obecnej Białorusi i Litwy (np. w Warszawie, na Mazowszu, w woj. kieleckim i krakowskim);
polskich ofiar spośród uciekinierów przez tzw. „zieloną granicę” na Słowację, Węgry i Rumunię, zamordowanych przez ukraińskich chłopów lub przekazanych policji ukraińskiej, co kończyło się okrutnym śledztwem, rozstrzelaniem lub zsyłką na Syberię (na terenie okupowanym przez ZSRR), czy do obozów koncentracyjnych (na terenie okupowanym przez Niemcy). Działo się tak w całym paśmie granicznym od Beskidu Niskiego, przez Bieszczady (Zachodnie i Wschodnie), Gorgany i Czarnohorę – czyli od Krynicy do Zaleszczyk. Część Legionu Ukraińskich Nacjonalistów (sotnia pod dowództwem por. Jewhena Noryn-Hutowyna) pod koniec września 1939 roku Niemcy skierowali do wsi Wołkowyja i Cisna, pow. Lesko, aby „oczyszczać Łemkowszczyznę od niedobitków polskiej armii i pojedynczych jej żołnierzy, którzy skrycie przedzierają się lasami na Węgry i do Rumuni”. Przy pomocy wieśniaków Hutowyn zorganizował ukraińską straż chłopską, która przeczesywała Bieszczady i wyłapywała Polaków, którzy chcieli przedostać się przez granicę. Do połowy 1941 roku, gdy oddział ten skierowany został do Krynicy, aby utworzyć na jego bazie batalion „Roland”, pojmali oni w tym rejonie 1564 osoby, z których co najmniej 450 zostało zamordowanych. Około 100 Polaków – uciekinierów w Bieszczadach Zachodnich zamordowali chłopi ukraińscy (Andrzej Brygidyn: Kryptonim „San”; Sanok 1992; Stanisław Żurek; UPA w Bieszczadach; Wrocław 2010, s. 12);
ofiar ludności Warszawy, w tym Czerniakowa, gdzie dwie sotnie Wołyńskiego Legionu Samoobrony pod dowództwem Petro Diaczenki (za „zasługi” otrzymał on od Hitlera Krzyż Żelazny), w nomenklaturze niemieckiej występujące jako 31 batalion SD – Sicherheitsdienst, mordowały ludność cywilną. W wydawanej podczas Powstania Warszawskiego gazecie „Walka Śródmieścia”, z dnia 17 sierpnia 1944, w artykule Hajdamaczyzna w Warszawie pisano: „Codzienne komunikaty z walk na ulicach Warszawy, zawierają pewną stalą informację, notowaną przez prasę jakby mimochodem, bez komentarza, - choć krzyczy ona wprost o to, by się nią bliżej zająć. Chodzi o „owocną” kolaborację ukraińców z niemcami (tak jest napisane w oryginale! – przyp. S. Ż.) w walce Polaków o prawo do własnego narodowego życia, chodzi o codziennie dokonywane przez „braci słowian” ohydne mordy na bezbronnej ludności polskiej, grabieże i podpalenia, - chodzi wreszcie o specyficzne rozbestwienie ponurego hajdamaki z karabinem w ręku, a nożem za cholewą. Mimo woli nasuwa się pytanie niezorientowanemu: Skąd ta nienawiść? Czego chce „rezun’ spod Stanisławowa w Warszawie ?”   Jarosław W. Gdański w książce „Zapomniani żołnierze Hitlera” (Warszawa 2005) podaje, że w różnych formacjach niemieckich podczas II wojny światowej służyło 310 tys. Ukraińców. W Warszawie podczas powstania różne formacje ukraińskie zamordowały od 3270 do 16 350 Polaków. „Kazimierz Podlaski (Bohdan Skaradziński) w swej książce „Białorusini, Litwini, Ukraińcy” (wyd. 3, Londyn 1985), tak kończy swój proukraiński wywód: „Ukraińcy stanowili 1,5% garnizonu (niemieckiego w Warszawie), więc o ich roli pacyfikatorów Powstania nie będzie można poważnie mówić”. 1,5% w wypadku Powstania Warszawskiego oznaczało to 270 zabitych i 75 ciężko rannych powstańców, 3000 zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 156 budynków („Encyklopedia Warszawy”, Warszawa 1994, s. 687). A przecież Ukraińcy stanowili dużo, dużo większy odsetek żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, liczącego 31 lipca 1944 ok. 20 000 ludzi (Władysław Bartoszewski „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego” Londyn 1984), a później przeciętnie 25 000 ludzi. Jeśli było Ukraińców tylko 7,5% wśród żołnierzy garnizonu niemieckiego w Warszawie, to wówczas ci żołdacy mają na swoim sumieniu 1350 zabitych i 375 ciężko rannych powstańców, 15 000 - zamordowanych cywilów i zniszczonych całkowicie 780 budynków” (Marian Kałuski: „Udział Ukraińców w zdławieniu Powstania Warszawskiego”; 2004-08-06; Wirtualna Polonia);
ofiar kolaboracji Ukraińców z Sowietami i polskimi komunistami w latach 1944 – 1956, w wyniku czego pewna ilość Polaków została:
aresztowana i zamordowana w katowniach NKWD i UB (głównie żołnierze AK, NSZ, WiN i przedstawiciele delegatury Rządu),
aresztowana i internowana w ZSRR i tam zginęła,
zamordowana w obławach i po aresztowaniu przez Ukraińców – funkcjonariuszy MO i UB.  
Tomasz Bereza ostatnio powiedział: „Znajdujemy naprawdę ciekawe przypadki. Na tej konferencji, która odbyła się 6 lipca w IPN w Warszawie, pokazywałem takie właśnie znalezisko. To dokument dotyczący zbrodni w Janowej Dolinie. Doszło do niej w Wielkim Tygodniu, 24 kwietnia 1943 roku. Państwo Siemaszkowie, bazując na relacjach i szacunkach, podali, że zabito tam ok. 600 osób. Tymczasem, w trakcie kwerend w Polsce, znaleźliśmy dokument, w którym świadek mówi, że w Janowej Dolinie tego jednego dnia zginęły 973 osoby. To bardzo intrygujące, ponieważ świadkowie zazwyczaj nie podawali dokładnej liczby. Jeżeli ktoś ją podaje, to znaczy, że był bezpośrednim świadkiem liczenia bądź pochówku ofiar. Tak więc, nie bagatelizowałbym znaczenia polskich archiwów. Odnajdujemy tam także dokumenty niemieckie. Jest ich całkiem sporo. Kiedy skończymy kwerendy w Polsce, podejmiemy kwerendy za granicą. Nawet, jeśli będą utrudnienia ze strony ukraińskiej w udostępnianiu materiałów, zawsze jest jakieś wyjście, a materiały ukraińskie można zastąpić równie wartościowymi z innych państw.” (75. rocznica rzezi wołyńskiej. Czego nie wiemy? Co ustalono? Z Tomaszem Berezą, historykiem Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, rozmawia Alina Bosak; 11-07-2018; w: http://www.biznesistyl.pl/ludzie/wywiady/7150_.html ).
Według szacunków Kurii Biskupiej w Łucku z rąk UPA zginęło około 100 tys. katolików, w tym 21 księży, 4 księży zostało ciężko rannych. Z rąk Sowietów zginęło 13 księży diecezji łuckiej, z rąk Niemców 17 księży. (Leon Popek; w: Kościół rzymskokatolicki na Wołyniu w latach 1918 – 1997. Lublin 1999; s. 41 – 43). Szacunkowa liczba 100 tys. katolików obejmuje nie tylko ofiary polskie, katolikami byli Czesi, Ormianie, część Ukraińców oraz rodziny mieszane.
Prof. zw. dr hab. Czesław Partacz podaje: „Tylko na ziemiach Wołynia zostało zamordowanych ponad 60 000 Polaków w 1 865 miejscowościach. Skalę barbarzyństwa na samym tyko Wołyniu obrazuje los polskich chłopów. W latach 1942-1945 na funkcjonujących 26 742 gospodarstwach polskich chłopów, 23 309, czyli 87,2% zniszczyli Ukraińcy. Niemcy spalili 880 , czyli 3,3% a przetrwało 2 553 zagrody, czyli 9,5%.  /.../  Liczbę zamordowanych Polaków na ziemiach trzech województw Małopolski Wschodniej ustalono na 71 000. W sumie badania określają liczbę zamordowanych Polaków na Kresach, przez zbrodniczą UPA na 134 000-200 000. Do liczby poszkodowanych należy doliczyć wiele set tysięcy wypędzonych z rodzinnej ziemi. Mordy były dokonywane w wyjątkowo okrutny sposób.”  (Prof. zw. dr hab. Czesław Partacz: Zbrodnie ludobójstwa OUN -UP A na Kresach południowo-wschodnich II RP a ideologia melnykowsko-banderowskiego nazizmu . W: KRESY trudne sąsiedztwo. Materiały z konferencji zorganizowanej 9 lipca 2016 roku. Warszawa 2017).  
Lucyna Kulińska: „O ile zbrodnie popełnione w czasie wojny przez Rosjan – komunistów i Niemców – hitlerowców zostały stosunkowo dobrze rozpoznane i opisane przez historyków i politologów, o tyle badanie przestępstw popełnianych przez członków mniejszości narodowych zamieszkujących Rzeczpospolitą idzie opornie. Trudno się z tym pogodzić, gdyż popełnione przez ukraińskich nacjonalistów z OUN–UPA przy pomocy ukraińskich chłopów na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej zbrodnie pochłonęły w czasie okupacji ok. 200 tys. osób narodowości polskiej, ormiańskiej, czeskiej, a ludobójstwo Polaków poprzedził straszny mord na kresowych Żydach”.  (Lucyna Kulińska: Zapomnij o Kresach. Za: portalwiedzy.onet.pl/4869,68489,1597484,1,czasopisma.html ). „Sprawcy mordów stosowali ścisłą segregację rasistowską i etniczną – zabijali swe ofiary dlatego, że były Polakami. Zdecydowaną większość ofiar, których liczba ustalana  w kolejnych badaniach historyków zbliża się do 200 tysięcy, stanowili polscy chłopi, najczęściej wielodzietne rodziny. Nie oszczędzano kobiet (nawet brzemiennych), dzieci i starców. Dla morderców nie miało znaczenia, jaki był status społeczny czy majątkowy ofiar. Nieistotne było, jaki wykonywali zawód i jakiego byli wyznania. Zabijano zarówno Polaków wyznania rzymskokatolickiego, greckokatolickiego, jak i prawosławnego od pokoleń, na równi z tymi, którzy mieli nadzieję, że dzięki zmianie wiary i złożeniu deklaracji wierności państwu ukraińskiemu ocalą życie. Mordowano także polsko-ukraińskie rodziny mieszane. Nacjonaliści ukraińscy uważali, bowiem, że przez tego typu związek małżeński krew została „skażona”. (Lucyna Kulińska: Przemilczane ludobójstwo). „W czasie II wojny światowej na Kresach nacjonaliści ukraińscy z OUN, a potem UPA we współpracy z Niemcami, a czasem i z Rosjanami zamordowali co najmniej 200 000 polskich cywilnych mieszkańców. W sumie straty były o wiele większe. Należy bowiem brać pod uwagę również ofiary późniejsze: zgony będące bezpośrednim skutkiem brutalnego wypędzenia, obrażeń odniesionych w ludobójczych akcjach, traumatycznego rozstroju nerwowego, głodu, chorób i wywózek do obozów koncentracyjnych dla uchodźców (np. Bakończyce k. Przemyśla, gdzie szalały epidemie i głód), czy na roboty do niemieckich fabryk.” (Lucyna Kulińska:  Przebieg eksterminacji ludności polskiej Kresów południowo- wschodnich w latach czterdziestych XX wieku. 24 maja 2012. W: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/4534/kulinska-przebieg-eksterminacji-ludnosci-polskiej-kresow-pol).   
„Przewodniczący Stowarzyszenia Upamiętniania Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Szczepan Siekierka podał, że organizacja ta dysponuje już ponad 20 tys. relacjami świadków, którzy przeżyli tę kaźń. Stowarzyszenie udokumentowało dotychczas zamordowanie tam przeszło 200 tys. Polaków” (Marek Zygmunt: „Skrawek piekła na Podolu” bez cenzury; w: „Nasz Dziennik” z 1 czerwca 2009).
Ukrainiec Mikołaj Siwicki w książce Dzieje konfliktów polsko-ukraińskich (tom 2, Warszawa 1992) pisze: bilans ofiar strony polskiej na Wołyniu i w Galicji sięga 30 tysięcy. Pewna ilość padła jeszcze nad Bugiem, tam jednak była sytuacja odwrotna – rzeź Ukraińców”.  Eugeniusz Misiło (Jewhen Misyło) podaje w Gazecie Wyborczej z dnia 26.X. 1995 roku, że rzeczywiste straty polskie nie przekraczają „zapewne 20 – 30 tys.”. Czy publikacje takich „historyków” można traktować poważnie? Tymczasem Misiło jest kreowany na autorytet w sprawie „konfliktu polsko-ukraińskiego 1939 – 1947”. Inny ukraiński „historyk”, J. Daszkewycz twierdzi, że „liczba polskich i ukraińskich ofiar na Chełmszczyźnie i Zachodnim Wołyniu jest w przybliżeniu jednakowa  –  i wynosi ona po 70 – 80 tysięcy osób”. To kłamstwo nie tak trudno jest udowodnić poprzez przeprowadzenie ekshumacji. „Nawet w świetle maksymalnych ocen ukraińskich na Chełmszczyźnie do połowy 1944 r. nie przekroczyły 3 tys. zabitych”  (A. L. Sowa). Wszystkie ofiary po stronie ukraińskiej poniesione z rąk polskich wyniosły około 7 tysięcy osób, w tym było około 2,5 tysiąca ludności cywilnej, ofiar zarówno akcji odwetowych jak i przypadkowych, podczas walk z UPA.  
Ukraiński historyk Jarosław Hrycak w książce „Historia Ukrainy” (Lublin 2000) rzeź ludności polskiej dokonaną przez Ukraińców w latach 1943 – 1946 nazywa „wzajemną i krwawą czystką etniczną”, „walką bratobójczą”, „konfliktem”, a nawet „starciem dwóch nacjonalizmów, posiadających długą listę wzajemnych krzywd i nienawiści”.  
W podejściu do ludobójczej zbrodni dokonanej na Polakach strona ukraińska posługuje się różnego rodzaju manipulacjami. Pierwszej dokonują na płaszczyźnie semantycznej. Zdaniem nacjonalistów ukraińskich nie było to „ludobójstwo”, ale „konflikt”, „tragedia”, „walka” itp. Na Wołyniu i w „Galicji Wschodniej” Polacy „zginęli tragicznie”. I na umieszczenie tylko takiego napisu na mogiłach zgadzają się władze ukraińskie. Tymczasem w Polsce, w Sahryniu, widnieje na pomniku napis: „Ubici przez AK” (Ukraińcy pominęli nawet w tym prewencyjnym ataku udział oddziałów BCh!).   
Warto zwrócić uwagę, że strona ukraińska nie rozróżnia swoich strat na  poniesione z rąk samoobrony polskiej, AK czy BCh  i osobno na poniesione z rąk KBW i LWP (często pod sowieckim dowództwem, w tym narodowości ukraińskiej i z udziałem żołnierzy narodowości ukraińskiej) oraz UB i MO – chociaż te formacje mordowały także polskich partyzantów niepodległościowych i dokonywały pacyfikacji polskich wsi.  Na tej zasadzie strona polska mogłaby doliczyć chociażby ofiary poniesione z rąk Armii Czerwonej – wszak w jej szeregach znajdowali się także Ukraińcy.
22 września 1944 r. kierownik Resortu Bezpieczeństwa Publicznego PKWN, mjr Roman Romkowski (właściwe: Natan Grunspan) pisał w rozkazie do kierownika WUBP w Lublinie Teodora (Fieodora) Dudy (narodowości ukraińskiej): „Czerwona Armia wyraźnie popiera Ukraińców i trzyma z reguły ich stronę przeciwko Polakom. Komendant wojskowy miasta Chełma, pułkownik sowiecki, nakazał kategorycznie zastępcy komendanta powiatowego Milicji Obywatelskiej przyjąć do posterunku MO w Chełmie 20 Ukraińców. Przetrzymywanych za przestępczość Ukraińców komendant każe zwolnić. Ukraińców w powiecie jest 10%. Sowieccy komendanci rejonów wiejskich organizują na własną rękę Milicję Obywatelską z Ukraińców, obok oficjalnych posterunków Milicji Obywatelskiej” („Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Lubelszczyźnie [lipiec 1944 – czerwiec 1945], Warszawa 2004, s. 66).  Ze sprawozdania PUBP w Tomaszowie Lubelskim wynika, że do 31 grudnia 1945 r. aresztowanych zostało 253 członków AK, 15 członków BCh oraz 17 „bulb owców” (Rok pierwszy..., s. 157).  

Przykład kolaboracji ukraińskiej ludności cywilnej opisał m.in. Józef Geresz w książce „Z dziejów Sosnowicy i okolic” (Sosnowica 2003), podając, że z organami NKWD aktywnie współpracowali informatorzy ze wsi Górki i Zienki. Zaopatrzeni w broń przez Sowietów, brali udział w obławach i aresztowaniach członków AK. „Do UB wstąpiło wielu mieszkańców gminy Czajki o pochodzeniu ukraińskim albo działaczy komunistycznych – ci ludzie stanowili bezwzględną większość w tych organach. Szefem powiatowego UB w Krasnymstawie był człowiek o nazwisku Piec, a jego zastępcą Ukrainiec ze Starej Wsi koło Kraśniczyna – Wasyl Dzida. Porucznik Wasyl Dzida, z wykształceniem trzech klas szkoły powszechnej, samym swoim wyglądem budził postrach i dobrze dał się we znaki mieszkańcom swojej gminy jak i mieszkańcom całego powiatu Krasnystaw. /.../ Do Izbicy ta władza często zajeżdżała, robiąc podobne wrażenie, jak kiedyś SS w łapankach. Na rynek zajeżdżały samochody pełne uzbrojonych „mołojców”, niemal wszyscy pochodzili z terenu gminy Czajki. Szefowie paradowali po Izbicy z pistoletami gotowymi do strzału zatkniętymi za pas munduru. Następnie ci „utrwalacze” władzy ludowej wyjeżdżali do pobliskich wsi, gdzie poszukiwali broni i ukrywających się ludzi” (Ryszard Adamczyk: Izbicy dni powszednie, wojna i okupacja. Lublin 2007, s. 268 – 269).
W obozie zagłady w Treblince zginęło około 20 tysięcy Polaków i 800 tysięcy Żydów. Obsadę „polskiej” części obozu stanowiło 10 Niemców i 60 Ukraińców. Obsadę „żydowskiej” części obozu stanowiło 50 Niemców i 125 Ukraińców (Katarzyna Pregowska: Zapomniany heroizm; w: „Nasza Polska” z 2 lipca 2002). W obozie w Sobiborze obsadę stanowiło 30 Niemców i 150 Ukraińców. Obsadę obozu w Bełżcu stanowiło 30 Niemców i 100 Ukraińców (Czesław Madajczyk: Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce). Szkołę Ukrainische SS Wachmanschaft w Trawnikach pod Lublinem ukończyło około 5 tysięcy młodych ukraińskich esesmanów.
Podczas rozmowy gubernatora Wächtera z polskim politykiem Władysławem Studnickim, szef SS i Policji podał, że do połowy 1944 r. z rąk Ukraińców zginęło 100 tys. Polaków, natomiast Studnicki utrzymywał, że 200 tysięcy.
Zygmunt Drażan w artykule „Losy Polaków zamieszkałych we wsi Mokwin, gmina Berezne, pow. Kostopol (Wołyń)” zamieszczonym w „Biuletynie informacyjnym 27 DWAK” (nr 4/1994) ujawnia, że upowiec Włodzimierz Syczyk ze wsi Mokwin, morderca Polaków, w latach stalinowskich, co najmniej do 1956 roku, był m.in. pełnomocnikiem rządu PRL w Korei, gdzie pilnował polskich inżynierów rozbudowujących ten kraj, posługując się stalinowskimi metodami terroru. Z organizowanych wystaw IPN „Twarze bezpieki” można zorientować się, jak liczna grupa ubowskich oprawców miała pochodzenie ukraińskie. W 1944 roku na Zamojszczyźnie posterunki MO obsadzane były przez banderowców, z wyraźną pomocą władz sowieckich. Z wielką zaciętością polowali oni na żołnierzy AK, co zresztą Sowieci z góry zakładali.
Interesujące byłoby porównanie wysokości strat Polaków z danymi zamieszczonymi w sprawozdaniach i meldunkach OUN-UPA. Np. w Hanaczowie, pow. Przemyślany Polacy ocenili swoje straty na 63 zamordowane osoby (w tym 33 kobiety i dzieci), natomiast strona ukraińska meldowała: „zabito ponad 180 Lachów, zraniono około 200, a reszta spaliła się w ogniu” (Motyka.... s. 382; Ukraińska partyzantka). Wynikałoby, że Polacy zaniżyli co najmniej trzykrotnie liczbę swoich ofiar! Być może źródła ukraińskie dokumentują tę „nierealną” liczbę pół miliona polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa podaną przez prof. Edwarda Prusa, a liczbę tę potwierdził pierwszy prezydent niepodległej Ukrainy Leonid Krawczuk.   
Mieszkanka Włodzimierza Wołyńskiego, Polka, Franciszka Prus, która od wielu lat wyszukiwała polskie mogiły i stawiała na nich metalowe krzyże, w „Dzienniku Lubelskim’ z 25 października 2005 roku podała, że we wsi Soroczyn pow. Włodzimierz Wołyński znajduje się mogiła około 300 Polaków zamordowanych przez UPA oraz w Kolonii Montówka zginęło tyle samo Polaków. W. i E. Siemaszko podają, że we wsi Soroczyn zamordowanych zostało około 140 Polaków. Nie wymieniają oni Kolonii Montowka, jest za to kol. Matoszówka (Mataszówka) pow. Łuck, gdzie udokumentowali mord na 6 Polakach (Siemaszko..., s. 564).
Polacy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, którzy znaleźli się pod okupacją sowiecką twierdzili, że była to okupacja sowiecko-ukraińska, natomiast na Lubelszczyźnie oraz na Podkarpaciu, że była to okupacja niemiecko-ukraińska. Cała mieszkająca tutaj ludność polska poddana była różnego rodzaju terrorowi administracji ukraińskiej, milicji lub policji ukraińskiej, duchownych cerkwi prawosławnej i greckokatolickiej oraz różnego rodzaju organizacjom społecznym, strukturom militarnym i grupom zbrojnym będącym na służbie sowieckiej i niemieckiej (agentury NKWD, ukraińskiej milicji i policji - zarówno pomocniczej jak i kryminalnej, ukraińskich gestapowców i esesmanów itp.). Ukraiński terror dotknął w różny sposób ponad 3 miliony Polaków.
Lucyna Kulińska w artykule „Zapomnij o Kresach” pisze m.in.: „Nacjonaliści ukraińscy starali się niszczyć ślady polskiej kultury już od roku 1939. Oprócz fizycznie unicestwianych Polaków ofiarą ich terrorystycznych akcji padły dziesiątki polskich kościołów, setki kaplic, dworów i innych obiektów, które rabowano, palono, burzono lub dewastowano. Banderowcy nie oszczędzali nawet cmentarzy i kaplic grobowych. Przykładem współdziałania nacjonalistów z formacjami niemieckimi może być napad i zniszczenie wspaniałego i bogatego sanktuarium w Podkamieniu. Był to klasztor zasobny i porównywalny jedynie z częstochowską Jasną Górą. Po wymordowaniu we wnętrzach klasztoru kilkuset Polaków, którzy schronili się w tym świętym miejscu, lokalni banderowcy współpracujący z SS Galizien przez kilka dni ograbiali zniszczony klasztor – jeden z najzasobniejszych w precjoza i skarby sztuki na całych Kresach. Według ocalałych z pogromu kapłanów wartość zrabowanych skarbów klasztornych sięgała kilku milionów dolarów. Czy jest jakaś szansa na odzyskanie choćby części opisywanych dóbr? Niestety niewielka. Nie ma determinacji, nie ma woli politycznej, pomijając fakt, że do tej pory nie odzyskaliśmy dużej części dóbr jeszcze w traktacie ryskim przewidzianych do zwrotu przez Rosję i Ukrainę. Nie zwrócono nam zagrabionej Biblioteki Krzemienieckiej, wywiezionej po powstaniu listopadowym, ani biblioteki i galerii Stanisława Augusta (która do dziś znajduje się w Kijowie). Bardzo bolesny jest dla Polaków problem zbiorów lwowskich. Pozostały tam bowiem polonica, nie ucrainica. Wspomniane wcześniej obrazy Malczewskiego ze zbiorów Lanckorońskich, prawie 7 tysięcy kodeksów rękopiśmiennych, kilkutysięczna kolekcja autografów wybitnych polskich osobistości, jedyny, dziś niszczejący komplet prasy polskiej od XVIII wieku, 9 tysięcy archiwaliów muzycznych, licząca 11,5 tysiąca sztuk kolekcja map, 55 tysięcy rycin, zbiory grafik polskich od XVI wieku ze wspomnianej już kolekcji Pawlikowskich, zbrojownia książąt Lubomirskich, porcelana, przedmioty rzemiosła artystycznego, galeria obrazów, biblioteka i zbiory muzeum Baworowskich, różne zbiory archiwalne – rodowe, prywatne i klasztorne, i oczywiście lwia część do dziś nieodzyskanych zbiorów Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. /.../ Lata fałszowania prawdy o ludobójstwie kresowym i grabieży zrobiły swoje. Kto nie wywodził się z rodziny dotkniętej tą tragedią, nie miał w zasadzie szans na uzyskanie rzetelnych informacji na ten temat. Same ofiary milczały długo, bo w czasach komunizmu już samo wspomnienie, że ich ziemia czy pomordowane rodziny pozostały na Wschodzie, stanowiło zagrożenie. Rosjanie sami popełnili na Kresach wiele zbrodni, nie mówiąc o masowych wywózkach Polaków na Wschód, byli więc na tym punkcie nadwrażliwi. Wypędzeni, wykorzenieni Kresowianie, pełni koszmarnych wspomnień, musieli walczyć o przetrwanie w trudnych powojennych latach i woleli nie mówić o swych krzywdach. Co gorsza, zdawali sobie sprawę z tego, że za nimi podążyła na Ziemie Zachodnie spora grupa morderców, posługujących się prawdziwymi lub zrabowanymi ofiarom dokumentami. Część nacjonalistów stosunkowo szybko, z własnej woli lub nie, zaoferowała swe usługi komunistycznej władzy, szczególnie UB i Informacji Wojskowej, i stała się pożądanymi współpracownikami ustroju. Tym postępowaniem znowu zyskiwali przewagę nad swoimi ofiarami.”.
To nie była „depolonizacja”, to była „dehumanizacja” Wołynia i Małopolski Wschodniej. Była to najbardziej barbarzyńska i totalna Zagłada Polskich Kresów od czasów najazdów tatarskich oraz hajdamackiej rzezi Humania i okolic prawobrzeżnego Dniepru w 1768 roku, zwanej „Koliszczyzną”. Tym razem „dziką ordą” byli Ukraińcy, sąsiedzi Polaków, także Słowianie i także chrześcijanie.
Warto zwrócić uwagę, jaką liczbę ofiar podają polscy dziennikarze. Kilka ostatnich przykładów.  
„Roman Szuchewycz, ps. Taras Czuprynka, był działaczem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. W latach 1934-1937 więziono go za organizację zamachów na przedstawicieli polskich władz. Od 1943 roku był dowódcą Ukraińskiej Powstańczej Armii, która do 1945 roku dokonała masowych mordów na ok. 100 tys. Polaków z Wołynia i Galicji Wschodniej.” ak/PAP  ( Haniebny marsz przeciwko Polsce! Ukraińscy nacjonaliści upamiętnili dowódcę UPA: „Pokazujemy, że Lwów jest miastem banderowskim”. 4 marca 2018. W:  https://wpolityce.pl/swiat/384398-haniebny-marsz-przeciwko-polsce-ukrainscy-nacjonalisci-upamietnili-dowodce-upa-pokazujemy-ze-lwow-jest-miastem-banderowskim ).
„Zbrodni dokonano w latach 1943–1945. Jej sprawcy - Organizacja Nacjonalistów Ukraińskich frakcja Stepana Bandery (OUN-B) oraz jej zbrojne ramię Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) we własnych dokumentach planową eksterminację ludności polskiej określali mianem „akcji antypolskiej”. Według szacunków polskich historyków ukraińscy nacjonaliści zamordowali w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ok. 100 tys. Polaków. 40-60 tys. zginęło na Wołyniu, 20-40 tys. w Galicji Wschodniej, co najmniej 4 tys. na terenie dzisiejszej Polski. Kulminacja tych wydarzeń, określanych mianem zbrodni wołyńskiej, nastąpiła 11 lipca 1943 r., gdy oddziały UPA zaatakowały ok. 150 polskich miejscowości. Jak podaje polski Instytut Pamięci Narodowej, na skutek polskich akcji odwetowych do wiosny 1945 roku zginęło prawdopodobnie 10–12 tys. Ukraińców. „Niektóre z polskich akcji odwetowych były zbrodniami wojennymi. Jednak zdaniem polskich historyków nie można stawiać znaku równości między nimi a zorganizowaną, antypolską akcją OUN-UPA” - czytamy na stronie zbrodniawolynska.pl redagowanej przez IPN”. wkt/PAP  (Prezydent oddał hołd ofiarom rzezi wołyńskiej. Złożył wieniec na cmentarzu w Ołyce i terenie nieistniejącej polskiej wsi. W:  https://wpolityce.pl/polityka/402974-prezydent-duda-oddal-hold-ofiarom-rzezi-wolynskiej ).          
„IPN obecnie prowadzi ok. 30 postępowań dotyczących zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, w wyniku której członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA) w latach 1943-1945 zamordowali na Wołyniu i we wschodniej Galicji - według szacunków Instytutu - ok. 100 tys. Polaków - mężczyzn, kobiet i dzieci. W największym śledztwie w tej sprawie, które prowadzi pion śledczy IPN w Lublinie, przyjęto kwalifikację tej zbrodni jako ludobójstwa. /.../ Szacunkowo zamordowanych na Wołyniu zostało około 60, a nawet 80 tysięcy osób narodowości polskiej - stwierdza IPN, przypominając też, że akcja nacjonalistów ukraińskich objęła setki miejscowości, wsi, kolonii na terenie województwa wołyńskiego, nie licząc miejsc i obszarów nie zamieszkanych, gdzie również dokonano licznych mordów. Należy pamiętać, że poza terenem dawnego województwa wołyńskiego członkowie UPA mordowali Polaków również w Galicji Wschodniej: w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim, a także w części Lubelszczyzny i Polesia - stąd szacunki IPN, że w sumie w zbrodni wołyńsko-galicyjskiej zginęło ok. 100 tys. Polaków (przez niektórych historyków podawane są także wyższe liczby, które sięgają nawet do ok. 130 tys. śmiertelnych ofiar). Dziesiątki tysięcy Polaków, którym udało się przeżyć masakrę, zostało zmuszonych do ucieczki pozostawiając cały dorobek nie tylko swojego życia, ale także poprzednich pokoleń; duża część tych osób trafiła następnie na roboty do Niemiec. /.../  W odpowiedzi na zbrodnie dokonywane na polskiej ludności cywilnej polskie podziemie zbrojne podjęło akcje odwetowe. Strona ukraińska ocenia swoje straty na 10-12, a nawet 20 tys. ofiar, przy czym należy pamiętać, że część ofiar zginęła z rąk UPA, za pomoc udzielaną Polakom lub odmowę przyłączenia się do sprawców rzezi”. wkt/PAP (Oskarżenie sprawców rzezi wołyńskiej jest możliwe? IPN: To prawdopodobne. Działanie na rozkaz nie zwalnia od odpowiedzialności. W: https://wpolityce.pl/historia/402947-oskarzenie-sprawcow-rzezi-wolynskiej-jest-mozliwe ).
Jak widać więc, o ile polskie ofiary są ponad dwukrotnie zaniżane, o tyle ukraińskie ponad dwukrotnie zawyżane. Polscy dziennikarze swoją edukację prawdopodobnie ograniczyli do książki Grzegorza Motyki „Ukraińska partyzantka 1942 – 1960” wydanej w  2006 roku. To niechby chociaż uczciwie podawali źródło swojej wiedzy.
Stanisław Żurek