Dzisiaj jest: 22 Październik 2018        Imieniny: Halki, Filipa, Przybysława
Moje Kresy.  - Józef Wesołowski cz. 2

Moje Kresy. - Józef Wesołowski cz. 2

/ 1934r.Wacowice - rodzeństwo taty,siedzą od lewej babcia Felicja,od prawej stryj Antoni Tato po zakończeniu działań wojennych przedostał się w rzeszowskie do rodziny mamy i tam czasowo przebywał. Nie wiedział…

Readmore..

Marian Markiewicz  – żołnierz AK z Wilna

Marian Markiewicz – żołnierz AK z Wilna

 / Bracia Marian i Henryk Markiewiczowie, 1927 r. „Żegnaj Wilno, miłe miasto me rodzinnetakie piękne no i inne niż setki innych miast.Tu ma radość i niewinna moja miłośćkwitła tak jak…

Readmore..

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska,  „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska, „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Co za urocza książka, co za uroczy pamiętnik, co za urocza Autorka! „Powrót do Żmudzi” Magdaleny z Nałęcz-Gorskich Komorowskiej przenosi nas w utracony świat dawnej szlacheckiej Żmudzi i polskiego tam…

Readmore..

Obcy w domu

Obcy w domu

/ Karol Hubert Rostworowski. Źródło - https://dziennikpolski24.pl/karol-hubert-rostworowski-slawny-za-zycia-zapomniany-po-smierci/ar/11989583 Niech ten hołd pośmiertny wobec wielkiego polskiego pisarza, wielkiego człowieka teatru i wielkiego chrześcijanina będzie jakimś spłaceniem długu, który przez powojenne pokolenie w…

Readmore..

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Krzysztof Bulzacki w liście do pisma „Nasza Polska” z 22 lipca 2008 stwierdza: „Już na pierwszym spotkaniu polsko-ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7…

Readmore..

Legenda o Wileńskich  Zagończykach i Pułku  Jazdy Tatarskiej

Legenda o Wileńskich Zagończykach i Pułku Jazdy Tatarskiej

/ Grupa żołnierzy pułku (1919) Zdjęcia: Wiki 27 września, czwartek, 12.00, w Warszawie na ul., Pawlikowskiego 2, w Klubie Kultury Seniora na Gocławiu. Tomasz Kuba Kozłowski i Dom Spotkań z…

Readmore..

Brzozdowce.  Pamięć Kresów  wiecznie żywa

Brzozdowce. Pamięć Kresów wiecznie żywa

Nakładem krakowskiego Wydawnictwa Salwator ukazała się książka „Historia i losy miasteczka Brzozdowce”, której autorem jest Stanisław Horyń. Brzozdowce to mała miejscowość położona w dolinie Dniestru, w powiecie bóbreckim w województwie…

Readmore..

75.rocznica ludobójstwa:  Październik 1943

75.rocznica ludobójstwa: Październik 1943

/Kwiat lnu. - Symbol pamięci o ludobójstwie na Wołyniu. Rozpowszechniany na Marszu Pamięci organizowanym w Warszawie przez RS Porozumienie Pokoleń Kresowych. 1 października 1943 roku: We wsi Babin pow. Równe…

Readmore..

Październik 1918 r.- kalendarium  „Ku  Niepodległości”

Październik 1918 r.- kalendarium „Ku Niepodległości”

/ Armia polska we Francji- objęcie dowództwa przez generała Józefa Hallera ( Narodowe Archiwum Cyfrowe) W październiku 1918 roku, na mocy umowy Komitetu Narodowego Polskiego z rządem francuskim, powstałe po…

Readmore..

Banderowsko-żydowska Ukraina

Banderowsko-żydowska Ukraina

Wołodymyr Hrojsman, Przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy, wzywa Poroszenkę i Jaceniuka, żeby przyznali się oficjalnie do bycia Żydami.”Ukraińcy również muszą uznać przodującą rolę żydowskiej nacji rozwoju państwa narodowego !!!! I co…

Readmore..

Ich rozdział został pominięty w oficjalnych książkach wszelkich stron

Ich rozdział został pominięty w oficjalnych książkach wszelkich stron

Do Warszawy w 1945 roku dociera informacja, iż na Dolnym Śląsku w miejscowości Adelin, w pomieszczeniach wielkiego majątku hrabiów, zmagazynowany został pokaźny zbiór książek. Nie zdołali wywieźć ich Niemcy a…

Readmore..

W 78. rocznicę przewiezienia   rtm. Witolda Pileckiego do  niemieckiego obozu śmierci Auschwitz

W 78. rocznicę przewiezienia rtm. Witolda Pileckiego do niemieckiego obozu śmierci Auschwitz

Na dziedzińcu Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Oświęcimiu, której patronem jest rotmistrz Witold Pilecki odbyła się uroczystość odsłonięcia pomnika tego bohatera. Zofia Pilecka-Optułowicz, córka rotmistrza, która odsłoniła pomnik, powiedziała PAP,…

Readmore..

Czy w Polsce czczeni będą ukraińscy faszyści?

Maciej Pieczyński w wywiadzie z Wołodymyrem Wjatrowyczem, przewodniczącym Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej, pt. „Z banderowcami walczyli czekiści”, zamieszczonym w tygodniku Do Rzeczy (nr 47.2017) nie zapytał go – jako podobno najwybitniejszego ukraińskiego historyka -  o wymienienie tychże oddziałów czekistów. Bez polemiki przyjął też charakterystyczną obecnie na Ukrainie narrację historyczną gloryfikatorów faszystowsko-nazistowskich formacji OUN-UPA.  

Gdy Wiatrowycz stwierdza: „akurat na terenach, które dziś należą do Polski, większość ofiar UPA to byli żołnierze różnych oddziałów komunistycznej bezpieki. Wśród wymienionych na tablicach miejsc walk są Bircza, gdzie oprócz polskich żołnierzy z Ukraińcami walczyło również NKWD, czy też inne miejscowości, w których po stronie polskiej ginęli żołnierze wspomagających NKWD „istriebitielnych batalionów”, nie śmie dopytać o owe „tereny, które dziś należą do Polski”, ani o to z kim i dlaczego walczyli żołnierze istriebitielnych batalionów.

Nie pyta w ogóle o to, co robiła UPA i OUN na terenie Polski w 1946 i 1947 roku. A gdyby Wiatrowycz powtórzył znaną mantrę faszystów ukraińskich, że broniły ludności ukraińskiej, to mógłby zapytać o mordy chociażby w Seredniem Małym, Baligrodzie, Mucznem, czy też o to, co z tą obroną miały trzykrotne ataki na Birczę i zabójstwa cywilnej ludności polskiej.  
Gdy Wiatrowycz mówi: „Oczywiście Polacy mają prawo czcić pamięć swoich obrońców z AK i spontanicznie tworzonych oddziałów, ale upamiętnianie komunistów to już przekroczenie granic.”, gdyby Pieczyński był rzetelnym dziennikarzem, powinien zapytać, czy gloryfikowanie formacji ludobójczych OUN i UPA „to już przekroczenie granic”, czy jeszcze nie? A żądanie ich gloryfikowania i stawianie im pomników w ojczyźnie ich ofiar, nie jest „przekraczaniem granic”?  
Także, gdy Wiatrowycz mówi, że nie chodzi tylko o pomnik w Hruszowicach, ale, że takich zniszczonych pomników było 15, i „nie wszystkie te pomniki były poświęcone UPA”, aż prosiło się, aby zechciał je wymienić i wykazać, że postawione były po uzyskaniu zgody polskich władz i zgodnie z polskim prawem. Ale konkrety redaktora „Do Rzeczy” nie interesowały. Zapewne nie wie też, że nawet po uzyskaniu zgody strony polskiej strona ukraińska łamie zapisane uzgodnienia, jak ma to miejsce chociażby w Sahryniu. Łamie bezkarnie i panuje nad tym cisza.
Wiatrowycz twierdzi, że „banderowcy szturmowali kościoły nie dlatego, że byli zaciekłymi wrogami katolicyzmu, ale dlatego, że to były jedyne umocnione punkty, w których chowali się Polacy”. I to niesamowite kłamstwo reaktor Pieczyński przyjmuje bez refleksji. Nie zna historii ponad 50-ciu polskich kościołów rzymskokatolickich, w których mordowana była ludność polska zgromadzona na nabożeństwach? Przed kim i przed czym „chowali się Polacy”  mając daremną nadzieję, że ich „bracia chrześcijanie” nie popełnią zbrodni i nie sprofanują miejsca świętego, „domu Boga”.  Także ich Boga.    
Wywiad ten ukazał się także na stronie internetowej „Do Rzeczy”. Przy okazji tak zmanipulowanych publikacjach jedno jest pocieszające: są to opinie zwykłych internautów. Warto je czytać, bo poza zwykłymi głosami oburzenia, często są to uwagi bardzo trafne, ujawniające dużą wiedzę historyczną i umiejętność wyciągania z niej wniosków.  Np internauta o nicku „Fgrty” pisze: Droga redakcjo, moim zdaniem publikowanie wywiadu z Wjatrowyczem to już przesada. Rozumiem, że chcecie pokazać zdanie dwóch stron sporu, ale naprawdę nie tędy droga. Ten człowiek to ideolog, a nie naukowiec i jego rewelacje mają niewielką wartość merytoryczną, co wytknęli mu nie tylko polscy ale i zagraniczni naukowcy. Natomiast w Polsce rozmawiają z nim poważne media i historycy, tym samym niechcący legitymizując jego wątpliwej wartości rewelacje. Zdajmy sobie sprawę, że Polacy już ulegają tej fałszywej wizji historycznej i zaczynają twierdzić, że rzeczywiście nasz kraj okupował Ukrainę przez setki lat (!), chociaż przed pierwszą wojną światową raczej nikt nie słyszał nawet o efemerycznym państwie zwanym Ukraina, a Polska była długie lata pod rozbiorami. Po wojnie nacjonalistyczni i niepodległościowi działacze ukraińscy mieli problem z pozyskaniem szerokich mas ludowych utożsamiających się z ukraińskością, żeby stworzyć chociażby zręby własnej państwowości. Polacy przepraszają za brutalne przesiedlenia w ramach Akcji Wisła, ale nikt nie wspomina o tym, że w tym czasie przybywali do powojennej Polski straumatyzowani przesiedleńcy z ukraińskich Kresów, którzy przyjeżdżali w straszliwych warunkach w wagonach bydlęcych, straciwszy cały dobytek pokoleń, a niejednokrotnie i rodzinę w wyniku działań tej „pokrzywdzonej” UPA. Poza tym, może mówiąc o tej niesprawiedliwej polonizacji ludności ukraińskiej w II RP wspomnimy o brutalnym wynarodowieniu, któremu podlegali Polacy na Lubelszczyźnie podczas wojny? A to tylko pierwsze z brzegu przykłady, bo jest ich dużo więcej. Polacy słabo znają historię, zwłaszcza stosunków polsko-ukraińskich, więc działalność banderowskich ideologów historycznych będzie padać i pada na podatny grunt. Wystarczy wspomnieć o tym, jakim powodzeniem wśród Polaków cieszy się porównywanie endecji z nacjonalistami ukraińskimi. Padają nawet kuriozalne porównania Józefa Piłsudskiego do Bandery. Nie dajmy sobie tego zrobić.”
Jak podały Kresy.pl podczas spotkania Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów RP i Ukrainy w Krakowie strona polska obiecała Ukraińcom odbudowę zniszczonych pomników UPA w Polsce. Portal powołał się na informację zastępcy szefa kancelarii prezydenta Ukrainy Konstiantyna Jelisejewa, przewodniczącego  ukraińskiej delegacji podczas rozmów w Krakowie. Wypowiedź Jelisejewa ukazała się w niedzielę w audycji „Fakty tygodnia” ukraińskiej stacji telewizyjnej ICTV.
– Polska strona zapewniła nas, że będzie pracować nad tym, aby te miejsca pamięci [zniszczone pomniki UPA – red.] były odnowione i do momentu ich legalizacji pozostaje status quo – powiedział Jelisejew cytowany przez portal Kresy.pl. Jak informuje ukraińska telewizja, odbudowa pomników rezunów to cena za zgodę na wznowienie polskich prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na Ukrainie.  
Buro Prasowe Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy zaprzeczyło tym informacjom. „Kancelaria Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej uprzejmie informuje, że wszystkie wspólne ustalenia jakie zostały poczynione w trakcie spotkania Ministrów Krzysztofa Szczerskiego i Kostiantyna Jelisejewa jakie miało miejsce w Krakowie w dniu 17 listopada br. wyszczególnione zostały w komunikacie prasowym znajdującym się na oficjalnej stronie Prezydenta RP. Nie było żadnych innych uzgodnień” napisał przedstawiciel rzecznika prasowego Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy w odpowiedzi na zapytanie portalu Prawy.pl w tej sprawie.
Strony wspólnie uzgodniły, że zakaz poszukiwań i ekshumacji na terytorium Ukrainy winien zostać zniesiony, a wspólne prace ekshumacyjne na terytorium Ukrainy powinny zostać wznowione. W tym kontekście strony zgodziły się, aby rekomendować swoim rządom, aby w najbliższym czasie odbyło się w tym celu spotkanie pomiędzy Wicepremierem Piotrem Glińskim a Wicepremierem Pawło Rozenko.
Strony uznały potrzebę kontynuacji prac dwustronnej międzyrządowej komisji ds. ochrony i przywrócenia dziedzictwa kulturowego. Strony uzgodniły, że podejmą współpracę z odpowiednimi władzami lokalnymi na rzecz realizacji wspólnego interesu. (http://prawy.pl/61334-kancelaria-prezydenta-zaprzecza-jakoby-zobowiazala-sie-w-imieniu-polski-do-odbudowy-pomnikow-upa/ ).   
Jak dotychczas ukraińscy faszyści czczeni są na Ukrainie, aczkolwiek próba zainstalowania ich kultu także w Polsce trwa od początku lat 90.tych minionego już wieku. Służy temu m.in. ponad 150 pomników postawionych przez Ukraińców w Polsce, w większości nielegalnie, w tym „herojom OPA” walczącym o samostijną Ukrainę „na Zakierzonii”.
Naprawdę strona polska zgodziła się na czczenie ukraińskich faszystów w Polsce w formie oficjalnie postawionych im panteonów?
17 listopada br. prof. Waldemar Rezmer zrezygnował z funkcji wiceprzewodniczącego Polsko-Ukraińskiego Forum Historyków powołanego w maju 2015 r. na mocy uzgodnień Instytutu Pamięci Narodowej - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu oraz Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Zrezygnował również z przewodniczenia polskiemu zespołowi historyków, które zostało mu powierzone 28 lipca 2015 r., oraz z dalszego udziału w tym gremium. W rozmowie z Aleksandrem Szychtem uzasadnił swoją decyzję.
„Kiedy podejmowałem się przewodniczenia polskiemu zespołowi historyków i kierowania Forum (razem z prof. Jurijem Szapowałem), zakładałem, że będziemy w sposób uczciwy i rzeczowy dążyli do wyjaśniania najtrudniejszych kwestii relacji polsko-ukraińskich lat 1939–1947. Ocena tego okresu, często emocjonalna, wpływa bowiem bardzo mocno na współczesne postrzeganie Ukraińców i Ukrainy w Polsce, a Polaków i Polski na Ukrainie. Sądziłem, że dysponując doświadczeniem z wcześniejszych prac seminariów „Polska-Ukraina: trudne pytania”, drogą żmudnego, ale autentycznego naukowego dialogu, będę mógł pomóc w dochodzeniu do rzetelnych merytorycznych ustaleń. Zawsze problemem jest interpretacja faktów i tutaj nie musi być jednomyślności, ale dzięki profesjonalnemu podejściu do problemu, wykorzystując wszystkie dostępne źródła i warsztat historyczny, można ustalić, że było tak, a nie inaczej. Pierwsze dwa posiedzenia Forum dawały nadzieję, że tak będziemy pracować. Niestety, rok temu pojawiły się oznaki, że naszym partnerom nie zależy na ustaleniu podstawowych faktów, a na ich podstawie – odtworzeniu wszystkich aspektów tragedii Wołynia i Małopolski Wschodniej. Przypuszczam, że nasi partnerzy zorientowali się, iż historia nie jest ich sprzymierzeńcem. Przerazili się, że rezultaty badań prezentowanych na Forum, potwierdzone wynikami ekshumacji ofiar zbrodni, podważą mit UPA oraz jej członków jako szlachetnych rycerzy zrywu niepodległościowego. Być może dlatego kierownictwo ukraińskiego IPN podjęło działania, których celem jest eskalacja historycznego konfliktu, zamiast jego ograniczanie i niwelowanie. Moja rezygnacja jest konsekwencją zadziwiających zachowań naszych ukraińskich partnerów.
Rok temu omawialiśmy problem Wołynia, a konkretnie – krwawego lipca 1943 roku. Sztandarowym dziełem o tamtych wydarzeniach jest książka „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945” autorstwa Ewy i Władysława Siemaszków. Nasi partnerzy zaczęli kwestionować jej wartość, a także wiarygodność źródeł, na których została oparta. Aby sprawdzić podstawy merytoryczne tych zarzutów, zobowiązaliśmy zespół historyków pod kierownictwem Tomasza Berezy, żeby przeprowadził ponowne badania, ale na podstawie całkowicie innych źródeł, tych, których Siemaszkowie nie wykorzystywali. Na III Forum w Kijowie Bereza zreferował przebieg krwawej niedzieli 11 lipca 1943 r. w południowo-wschodnich powiatach Wołynia, m.in. szczegółowo przedstawił rzeź polskich mieszkańców Orzeszyna i okolicznych kolonii. Padły wtedy zarzuty, że także te nowe źródła są niewiarygodne. Zaproponowałem więc, by zgodnie z warsztatem naukowym empirycznie zweryfikować ustalenia historyków i przeprowadzić ekshumację ofiar zbrodni, które tam nadal leżą w wielkim dole. Polski IPN ma przecież wyśmienity, wyspecjalizowany w takich pracach zespół prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Otrzymaliśmy mętne wyjaśnienia, że spróbują, zobaczą. Jak to wygląda w praktyce, przekonaliśmy się kilka miesięcy temu.  /.../ Strona ukraińska, a precyzyjniej – Światosław Szeremeta, sekretarz Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych, odpowiadający za sprawy upamiętnień historycznych, zabronił polskiej ekipie dokonywania jakichkolwiek ekshumacji i poszukiwań. Mamy więc taką sytuację, że jeśli przedstawiamy swoje argumenty i źródła, są one kwestionowane. Jeżeli chcemy coś zweryfikować, natykamy się na zakaz. Dochodzi do tego polityka faktów dokonanych stosowana przez Ukraińców. Miesiąc temu, od 19 do 22 października, w Czerkasach obradowało V Forum Polsko-Ukraińskie. Otóż 3 dni przed naszym przyjazdem, 16 października, na Przełęczy Wereckiej w Karpatach zostało odsłonięte mauzoleum poświęcone strzelcom Siczy Karpackiej. Są tam tablice, na których zapisano: „Bohaterom Ukrainy Karpackiej rozstrzelanym przez polskich i węgierskich okupantów w marcu 1939 r.” oraz „18 marca 1939 roku na Przełęczy Wereckiej polscy pogranicznicy z Korpusu Ochrony Pogranicza rozstrzelali około 600 wziętych do niewoli strzelców Siczy Karpackiej”. Zwróciłem uwagę naszym partnerom, że przez dwa lata prac Forum ani razu nie podnosili kwestii członków Siczy Karpackiej z Przełęczy Wereckiej. Nie zaprezentowali też żadnego dowodu na poparcie tezy o masowej egzekucji członków tych struktur w marcu 1939 roku. Nie mieli jednak żadnych oporów, aby oskarżyć polskich żołnierzy o tę zbrodnię. Zadałem sobie pytanie: jak to jest? Spotykamy się, mamy wyjaśniać trudne problemy, zawężać obszar konfliktu, a nasi partnerzy w sposób wyjątkowo perfidny tworzą całkowicie nowe pola konfliktu. Najnowszym przykładem jest wypowiedź Światosława Szeremety, sekretarza ukraińskiej Państwowej Międzyresortowej Komisji zajmującej się kwestią upamiętnień, który 13 listopada oświadczył, że cmentarz w Bykowni, na którym spoczywają szczątki 3,5 tys. Polaków z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej, powstał i istnieje nielegalnie. Niestety, takich spraw jest coraz więcej. /.../  Wielokrotnie zwracałem uwagę Wołodymyrowi Wjatrowyczowi, prezesowi ukraińskiego IPN, oraz innym członkom ukraińskiego zespołu na fakt, że Polska nigdy nie okupowała Małopolski Wschodniej i Wołynia. Obszary, o których mówimy, wchodziły w skład Rzeczypospolitej na mocy prawa międzynarodowego. Jednak na moje uwagi i zastrzeżenia nie było żadnej reakcji. Zamiast dążyć do ustalenia i upowszechnienia czegoś, co określamy jako prawdę historyczną, ukraiński Instytut Pamięci Narodowej prowadzi działania, których nie mogę zaakceptować. Jest to zaprzeczenie idei, dla której powstało Forum. Nie widzę sensu uczestniczenia w posiedzeniach, na których zamiast zajmować się autentycznymi problemami, będziemy debatować o kolejnych przypadkach fałszowania i wypaczania historii. Nie chcę także moralnie odpowiadać za jakieś nieprzyjemne incydenty organizowane przez fanatyków.  /.../ Zauważyłem jednak coś gorszego. W trakcie ostatniego spotkania po użyciu przez dr. Wjatrowycza kolejny raz terminu „polska okupacja” i moim proteście niemal natychmiast zaczęli takiej terminologii używać prawie wszyscy historycy ukraińscy. Czyli polityczne tezy kierownictwa ukraińskiego IPN są natychmiast twórczo rozwijane. Autentycznie przestraszyłem się, że ukraińscy historycy są już zglajszachtowani. Przestają racjonalnie myśleć i mieć własne zdanie. Jest kierownik polityczny, który wyznacza kurs, a zadaniem reszty jest jedynie pilnować, żeby z tego kursu nie zejść. /.../  Sądzę, że ciągłe usprawiedliwianie niechęci naszych ukraińskich partnerów do autentycznego historycznego dialogu będzie miało fatalne skutki. Nadal z wpływowych kręgów politycznych i medialnych można usłyszeć, że powinniśmy wziąć pod uwagę wrażliwość ukraińskich kolegów, że nie mają jeszcze odpowiedniego poziomu wiedzy i warsztatu historycznego. Że to dziecięca choroba, że to minie, że jak będziemy cierpliwi, to się zmieni i będą pozytywne efekty. A ja mam całkowicie przeciwne zdanie. W kwestiach historycznych, tak jak we wszystkich innych, jest nieprzekraczalna „czerwona linia”. Trzeba ją jak najszybciej wytyczyć, publicznie zaprezentować, a później – w wypadku naruszenia – zdecydowanie reagować. /.../ Szokujące są również słowa ambasadora Deszczycy, że ustąpią w kwestiach upamiętnień i ekshumacji, gdy odbudujemy pomniki UPA w Polsce. Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy mielibyśmy stawiać symboliczne krzyże w miejscach zbrodni znajdujących się teraz na Ukrainie, a równocześnie zgadzać się na budowę, a później dbać o pomniki ich morderców w Polsce.” (Aleksander Szycht: Co dalej z polsko-ukraińskim dialogiem historycznym? W: http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/24148?t=Co-dalej-z-polsko-ukrainskim-dialogiem-historycznym- ; 22.11.2017).
Warto też przypomnieć, że hucpa związana z ekshumacjami wcale nie zaczęła się w 2017 roku od rozebrania nielegalnego panteonu ukraińskich  zbrodniarzy z UPA w Hruszowicach. W 2009 roku, gdy prezesem Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa był Andrzej Przewoźnik, strona ukraińska w zamian za umożliwienie polskim ekspertom udziału w planowanej ekshumacji ciał więźniów pomordowanych przez NKWD w Łucku w 1941 r. domagała się budowy w Polsce pomników Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).
- Osobiście nie mam nic przeciwko obecności polskich ekspertów. Wniosek pana Andrzeja Przewoźnika zostanie rozpatrzony, jak tylko do nas dotrze. Dodam tylko, że zgodnie z ukraińskim prawem na udzielenie odpowiedzi mamy 30 dni - poinformował sekretarz Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych w Kijowie Swiatosław Szeremet.  - Mam nadzieję, że wraz z wnioskiem Przewoźnik prześle odpowiedzi na osiem listów, które wystosowałem do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w sprawie ukraińskich upamiętnień w Polsce - dodał. Ukraińcy domagali się wówczas m.in. wzniesienia pomnika pochowanym w Łańcucie żołnierzom UPA oraz odnowienia zniszczonego pomnika UPA na bieszczadzkiej górze Chryszczata.  
W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Mieczysław Ryba, członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej, stwierdził: „Jest to próba pewnego kupczenia historią, a historia nie powinna mieć charakteru targu, tylko stanowić wyjaśnienie, jak się rzeczy miały.” Jak dodał, nie wolno dopuścić do sytuacji, w której w naszym kraju czciłoby się żołnierzy UPA i stawiało im pomniki. (Anna Wiejak: Ekshumacja za pomnik UPA ; w: „Nasz Dziennik” z 14-16 sierpnia 2009).  
Jak widać nacjonaliści ukraińscy konsekwentnie realizują Uchwałę Krajowego Prowidu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) podjętą 22.VI.1990 roku. Wszyscy zajmujący się relacjami polsko-ukraińskimi powinni ją znać... i wyciągać logiczne wnioski.
Zapewne też w grudniu pojedzie na Ukrainę prezydent Andrzej Duda i zaakceptuje żądania odnośnie gloryfikowania ukraińskich faszystów na terenie Polski. Co prawda deklarował, że w Polsce na faszyzm nie pozwoli, ale chodziło tutaj o  zbrodniczy „polski faszyzm”, gdyż ukraiński był  szlachetny, „narodowowyzwoleńczy”. Jego doradcą nie jest prof. Waldemar Rezmer, ani prof. Mieczysław Ryba. Ma innych doradców. Dlatego będzie tracił kolejne punkty poparcia swoich wyborców. Może liczy na poparcie opozycji? Cóż, nie każdego stać na taki kręgosłup moralny, jaki ma prof. Rezmer, który w cytowanym wyżej wywiadzie stwierdził: „Nie wyobrażam sobie sytuacji, gdy mielibyśmy stawiać symboliczne krzyże w miejscach zbrodni znajdujących się teraz na Ukrainie, a równocześnie zgadzać się na budowę, a później dbać o pomniki ich morderców w Polsce.”  Nie każdy musi kierować się zasadą etyki prof. Ryby, że „historia nie powinna mieć charakteru targu”.  Mam tylko coraz głębsze przekonanie, że wybierałem „nie tego” prezydenta Dudę.  
 Stanisław Żurek