Dzisiaj jest: 27 Maj 2024        Imieniny: Juliusz, Magdalena, Jan
Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

/ Mieczysław Pimpicki, student Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, październik 1933 rok, kopia ze zbiorów Litewskiego Centralnego Archiwum Państwowego Powiat oszmiański za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów był największym…

Readmore..

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

Wspomnienie o księdzu Tadeuszu. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wzywał, by opamiętać się w ślepym poparciu dla Ukraińców. Rozmowa z Andrzejem Zwolińskim Jeżeli Ukraina zostanie okrojona przez Putina ze wschodnich i południowych…

Readmore..

Obchody Dnia Ponarskiego

Obchody Dnia Ponarskiego

/ Foto: materiały archiwalne KSI STOWARZYSZENIE RODZINA PONARSKA ma zaszczyt zaprosić * Członków i Sympatyków Stowarzyszenia Rodzina Ponarska * Wszystkich pamiętających o Ofiarach Zbrodni w Ponarach pod Wilnem z udziałem…

Readmore..

Moje Kresy. Rozalia   Machowska cz.2

Moje Kresy. Rozalia Machowska cz.2

W rodzinie Stanisława i Rozalii Wilgosiewicz pierworodnym był mój ojciec – Jan. Tato miał jeszcze czworo rodzeństwa. Starsza z sióstr Hania wyszła za mąż za Siubę – pracownika tartaku Sielec…

Readmore..

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

Dlaczego w 1921 roku Ukraińcy chcieli zamordować Józefa Piłsudskiego? Wrogość Ukraińców w stosunku do Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego nieustannie narastała od 1918 roku. Po I Wojnie światowej większość Polaków…

Readmore..

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej,  polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej, polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

/ Foto: symbol męczeństwa polskiej ludności Bieszczadów, obelisk i krzyż w miejscu ludobójczego mordu OUN-UPA. W tym miejscu w nocy z 15 na 16 sierpnia 1944 roku we wsi Muczne…

Readmore..

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie Tygodnik Szczytno: Panie Tomaszu, jest Pan organizatorem społecznego apelu:…

Readmore..

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

To już kolejny rok jak Fundacja "Wołyń Pamiętamy" wspiera Warszawskie społeczne obchody 11 lipca. W roku bieżącym, Fundacja ma zamiar wynająć w lipcu kilka billboardów przy autostradzie A4 a nie…

Readmore..

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Przygotowując się do akcji oczyszczania Wołynia z Pola­ków, „Kłym Sawur” przeprowadził akcję zniszczenia swo­ich konkurentów. W pierwszej kolejności kazał zlikwidować zbrojne formacje Tarasa Borowcia „Bulby”, które ze względu na totalitarny…

Readmore..

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Zadaniem szkolnictwa powszechnego nie jest wychowanie i wykształcenie abstrakcyjnego człowieka, czy abstrakcyjnego obywatela jakiegokolwiek państwa, lecz obywatela państwa polskiego, państwa będącego prawną organizacją bytu niezależnego zbiorowej osobowości i woli narodu…

Readmore..

”Ścigałem Iwana  Groźnego”  Demianiuka”

”Ścigałem Iwana Groźnego” Demianiuka”

Drugie wydanie książki Ścigałem Iwana „Groźnego” Demianiuka, poprawione i rozszerzone, ukazuje się w przeddzień zapowiedzianego, drugiego procesu w Monachium. Świadkowie i zgromadzone materiały źródłowe wskazują, że esesman Iwan Demianiuk był…

Readmore..

Mamy zgodę Zelenskiego  na strzelanie?! Czy to  kolejna próba wciągnięcia nas w wojnę?

Mamy zgodę Zelenskiego na strzelanie?! Czy to kolejna próba wciągnięcia nas w wojnę?

Włodzimierz Zełenski - aktualnie prezydent Ukrainy- ma dla Polski fuchę. Jakbyśmy tak zaczęli strącać rosyjskie rakiety lecące nad Ukrainą to on nie ma nic przeciwko temu. Możemy sobie postrzelać. Dobre…

Readmore..

Krwawe Święta Wielkanocne na Kresach

Wielkanoc jest najważniejszym świętem chrześcijańskim upamiętniającym zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Poprzedzający ją tydzień nazywany jest Wielkim Tygodniem. Ostatnie trzy doby tego tygodnia  zwane są  Triduum Paschalne. Istotą Triduum Paschalnego (z łac. triduum - Święte Trzy Dni) jest celebracja Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa. W Wielki Czwartek msza Wieczerzy Pańskiej przypomina Ostatnią Wieczerzę, w czasie której Chrystus ofiarował Bogu Ojcu pod postaciami chleba i wina swoje Ciało i swoją Krew, a następnie dał Apostołom do spożycia oraz nakazał im i ich następcom w kapłaństwie, aby je ofiarowali. Nawiązuje do ustanowionego przez Chrystusa w czasie ostatniej wieczerzy sakramentu kapłaństwa. Zachował się zwyczaj obmywania przez kapłanów nóg dwunastu mężczyznom, na pamiątkę tego, jak Chrystus mył nogi swoim uczniom. Na zakończenie mszy w uroczystej procesji Najświętszy Sakrament przenosi się do kaplicy przechowywania (ciemnicy), która ma przypomnieć uwięzienie Chrystusa po zdradzie Judasza. Po mszy na znak zdrady i opuszczenia Jezusa usuwa się obrus z ołtarza. Od hymnu "Gloria"(Chwała na wysokości), podczas którego biją wszystkie znajdujące się w kościele dzwony, aż do tego samego hymnu Wigilii Paschalnej milkną organy, dzwony i wszelkie instrumenty muzyczne. Wolno używać jedynie drewnianych kołatek. W Wielki Piątek nie odprawia się mszy. Jest to dzień powagi, skupienia i postu, w którym szczególnie czci się drzewo krzyża. Odbywa się Liturgia na cześć Męki Pańskiej, pod koniec której następuje adoracja Krzyża, po czym przenosi się Najświętszy Sakrament do Grobu Pańskiego. W Wielką Sobotę przy Grobie Pańskim rozważa się Mękę i Śmierć Chrystusa oraz  oczekuje na Jego Zmartwychwstanie. Święci się pokarmy, które znajdą się później na stole wielkanocnym. Zwyczaj ten nawiązuje do wieczerzy paschalnej, którą spożywał Chrystus w Wielki Czwartek. Figurka baranka symbolizuje baranka paschalnego, wędliny - mięso baranka; chrzan (pieprz) - gorzkie zioła, sól - słoną wodę, chleb - przaśny chleb paschalny. Jajka oznaczają nowe życie. Wieczorem odprawia się Mszę Wigilii Paschalnej. Przed kościołem ksiądz święci ogień i wodę. Na świecy paschalnej kapłan rysuje krzyż i litery: Α (alfa) i Ω (omega). Jest to symbol oznaczający, że na początku był Bóg i on też przyjdzie na końcu jako miłosierny Sędzia.
Niedziela Wielkanocna jest dniem świętowania zmartwychwstania Chrystusa. Wielka Niedziela rozpoczyna się poranną mszą, rezurekcją (resurrectio łac. oznacza zmartwychwstanie), którą zapowiada uroczyste bicie w dzwony, głoszące, że Chrystus zmartwychwstał. Mszę poprzedza uroczysta procesja z Najświętszym Sakramentem. Rozpoczyna się przy Grobie Pańskim, przy którym ksiądz śpiewem oznajmia zmartwychwstanie Chrystusa. Następnie, niosąc monstrancję z Hostią, kapłan prowadzi procesję dookoła kościoła. Na początku mszy wznoszony jest okrzyk radości Alleluja (Chwalcie Boga).
Poniżej przykłady zbrodni z pominięciem kilkunastu ofiar pojedynczych.
 
13 kwietnia 1941 roku we wsi Skorodyńce pow. Czortków: Stanisława Czarnecka (z domu Szatkowska) wspomina: „Pierwsze morderstwo w naszej miejscowości miało miejsce w nocy z pierwszego na drugi dzień Świąt Wielkanocnych 1941 r., dokonali go miejscowi banderowcy. Maria Wałkówna - polska nauczycielka pochodziła z Czortkowa, a pracowała w szkole w Skorodyńcach. Wróciła z domu do wsi przed wieczorem pierwszego świątecznego dnia. Wyszłam z koleżankami na jej powitanie zupełnie przypadkowo. Wyznała nam wówczas, że jej przedwczesny powrót spowodował zły sen z ostatniej nocy. Śniło jej się mianowicie, że bandyci ze wszystkiego ją ograbili. Po powrocie do wynajmowanego we wsi pokoju udała się na spoczynek. Późnym wieczorem ktoś zaczął dobijać się do jej okna. Zaniepokojona przeszła do mieszkania Andrzeja Sawickiego (u którego mieszkała), aby powiedzieć mu o tym. Tak mówił mi on sam po jej śmierci. Kiedy nauczycielka była u Sawickiego, weszli do niego banderowcy. Poczęstowała ich wtedy słodyczami i papierosami, z czego byli bardzo zadowoleni. Pod koniec spotkania zapewnili ją, że może spać spokojnie, bo oni pełnią wartę i nic złego się nie wydarzy. Gdy wyszła z mieszkania Sawickiego, banderowcy zadrutowali jego drzwi, weszli do pokoju nauczycielki i dokonali morderstwa. Słychać było jej rozpaczliwy krzyk. Sawicki nie mógł otworzyć swoich drzwi, więc otworzył okno, krzyczał i prosił o ratunek. Sąsiedzi przybiegli i pozostali do rana na podwórku. Ale było już za późno. Mordercami byli: Mykoła Hapij i i Anton Szewciw. Ci sami, którzy zapewniali nauczycielkę, że nic złego jej się nie stanie. Wczesnym rankiem pojawiła się sowiecka policja. Wraz z innymi ludźmi weszłam do pokoju nauczycielki. Zamordowana leżała na łóżku. Ciosy zadane były nożem: w szyję, piersi i inne części ciała. Krew trysnęła aż na sufit. Zbryzgane były też ściany. Nauczycielka Maria Wałkówna cieszyła się w naszej miejscowości autorytetem. Środowisko bardzo ją lubiło. Była życzliwa i miła dla otoczenia szkolnego i dla wszystkich mieszkańców wsi. To zabójstwo było ciężkim przeżyciem dla nas wszystkich – Polaków. Postanowiliśmy wziąć udział w pogrzebie. Pochowana została w Czortkowie, w rodzinnym grobowcu Kotowiczów. W moim domu wykonaliśmy wieniec, a w Czortkowie kupiliśmy szarfę z napisem “Ostatnie pożegnanie”. Na pogrzebie było nas 24 osoby młodych Polaków ze Skorodyniec. Od początku przygotowań do pogrzebu byliśmy obserwowani bacznie przez banderowców. Dali nam później odczuć swoje niezadowolenie. (www.pnikut.net › teksty › Biuletyn )13.04.41 r. zamordowana została w Skorodyńcach nauczycielka (pochodząca z Czortkowa) – Wałkówna Maria (c. Stanisława), a w lesie zastrzelono Polaka – Soleckiego Franciszka, który powracał z pracy do domu”. (Władysław Kubów: Terroryzm na Podolu, Warszawa 2003).
 
4 kwietnia 1942 roku w Wielką Sobotę we wsi Hleszczawa pow. Trembowla Ukraińcy uprowadzili polskiego nauczyciela Jana Nogę. Jego zwłoki odnalezione w studni miały wydłubane oczy, odcięte genitalia, na szyi zaciśnięty sznur.
 
21 kwietnia 1943 roku (Wielka Środa): We wsi Hawczyce pow. Łuck miejscowi młodzi upowcy zamordowali 7 Polaków: rodzinę 5-osobową z 3 dzieci oraz 2 braci. W kol. Majdan Komorowski pow. Łuck upowcy udusili dwie 20-letnie Polki: Zofię Kułakowską i Ewelinę Florkiewicz. We wsi Sielec pow. Włodzimierz Wołyński zamordowali małżeństwo Szczurowskich z 9-letnim synem
22 kwietnia 1943 roku (Wielki Czwartek): We wsi Białogródka pow. Dubno upowcy zamordowali 19 Polaków (w tym całe rodziny) oraz 3 Czechów. We wsi Dźwinogród pow. Borszczów uprowadzili 3-osobową rodzinę polską Sypnickich oraz ich sąsiada. Sąsiad zaczął uciekać i został zastrzelony. Rodzinę wprowadzili do młyna. „Tam na oczach rodziców oprawcy zgwałcili ich 17-letnią córkę Janinę, a następnie całą trójkę zamordowali”. (Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004, s. 35). We wsi Jabłonka Duża pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę Lipińskich: ojca, 17-letniego syna Tadeusza, 19-letnią córkę Stanisławę i 26-letnią córkę Ewelinę; “zwłoki miały usta zakneblowane kołkami, podziurawione głowy i sznury na szyjach” (Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000, s. 570). W kol. Józefówka pow. Równe zamordowali 6 Polaków. We wsi Kisorycze pow. Sarny zamordowali przez uduszenie sznurkiem 3-osobową polską rodzinę gajowego Żołnowskiego (z żoną i dzieckiem) i wrzucili do studni.  „Żołnowski Ludwik, żona Zofia, synek Mariusz, - mieszkańcy futoru pomiędzy Dołhanią a Kisoryczami. Dnia 22.04.1943 r. wszystkich uduszono w domu i ciała wrzucono do studni. Prawdopodobnie, sprawcami byli chłopi z Kisorycz. (http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-d/dolhan-09.html ) We wsi Moszczenica Nowa pow. Zdołbunów zamordowali 56-letniego Jana Naumowicza. We wsi Moszczenica Stara pow. Zdołbunów zamordowali 42-letniego Mieczysława Sajpla. W nadleśnictwie Odłapy pow. Kowel zamordowali uprowadzonego ze wsi Myślina Antoniego Opałkę: “Znaleziono jego zwłoki bez nóg i rąk, miał wyrwany język i wypalone oczy” (Siemaszko..., s. 367).
 
22 kwietnia 1943 roku dowódca Okręgu AK Wołyń płk Kazimierz Bąbiński „Luboń” wydał rozkaz skierowany do tworzących się samoobron polskich: “Od paru tygodni ludność polska na Wołyniu stoi w obliczu barbarzyńskich mordów, dokonywanych na całych rodzinach przez rezunów ukraińskich. Jest mi znana ręka, która pcha ludność ukraińską do samobójczej walki ze współobywatelami polskiej narodowości wspólnej rodzinnej ziemi wołyńskiej. /.../ Zakazuję stosowania metod, jakie stosują ukraińskie rezuny. Nie będziemy w odwecie palili ukraińskich zagród lub zabijali ukraińskich kobiet i dzieci. Samoobrona ma bronić się przed napastnikami lub atakować napastników, pozostawiając ludność i jej dobytek w spokoju”.
 
W nocy z 22 na 23 kwietnia 1943 roku (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek):  W osadzie Janowa Dolina pow. Kostopol upowcy oraz okoliczni Ukraińcy dokonali rzezi około 600 Polaków (prawdopodobnie dwu-trzykrotnie więcej), spalili około 100 domów i kaplicę pw. Chrystusa Zbawiciela. Mordów dokonywali siekierami, widłami, przywiązywali do drzew i podpalali, palili żywcem w domach itp. Świadek zbrodni Janina Orłowska-Łasek pisze we wspomnieniach „Krótka historia i zagłada Janowej Doliny”, zamieszczonych „Biuletynie Informacyjnym 27 DWAK”, nr 3/1996 r.: „O północy, ze wszystkich lasów okalających osiedle i zabudowania kamieniołomów, rozpoczęła się kanonada strzałów z broni ręcznej i maszynowej. Ukraińcy otoczyli całe osiedle i posuwając się systematycznie, podlewali każdy budynek naftą czy benzyną, podpalając go następnie smolnymi łuczywami od strony wejścia. Oknami wrzucali granaty, do uciekających strzelali, kogo złapali, tego zabijali siekierami lub widłami. Napastników było bardzo wielu – obliczono później, że na każdy dom przypadało 8 – 10, w tym i dziewcząt ukraińskich. Zapanowała niesłychana groza, krzyki i tumult. /.../ Mieszkańcy, którym nie udało się opuścić swoich domów, w skrajnym przerażeniu chowali się wraz z dobytkiem w piwnicach, mając nadzieję, że ogień nie przedostanie się do podmurówek. Z tych ludzi nie ocalał prawie nikt. Żar i dym były tak wielkie, że zostali oni uduszeni, spaleni na węgiel, bądź upieczeni. Rozpoczęły się wręcz dantejskie sceny. Gdy ogień rozgorzał, nie tyle widziało się, co słyszało krzyki i jęki ludzi, wycie palącego się bydła, huk płomieni i strzelaninę – wszystko wprost nie do opisania. /.../ Stan oblężenia i masakra trwały do świtu. Około godziny czwartej nad ranem nadleciały niemieckie samoloty zwiadowcze i krążyły nad płonącym osiedlem. Być może samoloty te spłoszyły napastników, zaczęli oni się wycofywać, ustała strzelanina. Kto się uchował, wychodził z ukrycia. Ludzie ci, nie mając do czego wracać, zaczęli gromadzić się przy kilkunastu ocalałych domach. Wielu z nich było tylko w nocnej bieliźnie. Brudni, przerażeni, pokaleczeni i poparzeni. Dobierano im różne ubrania, by ich jakoś przyodziać. Dzielono się również żywnością, by nie byli głodni. /.../ Wokół roztaczał się tragiczny widok. Dopalały się domy i drzewa, unosiła dusząca woń spalenizny i odór podpalonych ciał ludzkich i zwierzęcych.”  Inny świadek, Janina Pietrasiewicz-Chudy opisuje: “Mój ojciec jako, że znał język niemiecki, jak również ukraiński (prowadząc budowle, zatrudniał Ukraińców, był nawet przez nich lubiany, bywał na ślubach, chrzcinach swoich pracowników) był tłumaczem, ja trzymałam się jego spodni i te największe tragedie widziałam. Pamiętam małe dzieci nadziane na pale na Alei Spacerowej. Całe rodziny z nożami w plecach leżące w krzakach, spalone moje koleżanki. /.../ Gdy ucichły strzały w pierwszej kolejności zajęto się rannymi, których umieszczono w Bloku. Widok był przerażający: jedni czarni, poparzeni, inni pokaleczeni, cali zbryzgani krwią, leżeli jeden przy drugim na gołej podłodze, jęcząc z bólu, błagając o pomoc lub łyk wody. Pozostała przy życiu jedna pielęgniarka była bezradna wobec tylu rannych, braku leków, chociażby tych, które uśmierzają ból. Pomoc ograniczała się do podawania wody. Nie wiem, czy to "dobre" serce Niemców, czy może strach przed Bogiem, a może jeszcze coś zupełnie innego było powodem, że ranni tego samego dnia zostali odwiezieni samochodami wojskowymi do Kostopola. Byłam w jednym z tych samochodów. Pamiętam, jak ukryci za drzewami bandyci strzelali do nas, mimo że samochody były oznaczone czerwonym krzyżem. Lęk dzieciństwa to tylko dwa słowa, ale do dnia dzisiejszego nie opuszczają mnie. Gdy jadę nocą samochodem, to nie wiem, kiedy z siedzenia zsuwam się na podłogę i nadsłuchuję, czy gdzieś nie słychać świstu kul. Ci, co pozostali przy życiu, wykopali jeden bardzo długi grób, gdzie stał krzyż. Było to miejsce przeznaczone na budowę przyszłego kościoła. Pamiętam ten grób. Tę straszną "kupę" ludzkich ciał, popalonych, pomordowanych, wśród których były kobiety i dzieci. Według różnych źródeł dostępnej mi literatury, podawana jest liczba pomordowanych od 900 do 2000 ludzi.” (Janina Pietrasiewicz-Chudy: Rzeź wołyńska: Krwawa zbrodnia UPA w Janowej Dolinie. "Dzieci nabijano na pale"; 20 września 2016; w: http://www.gp24.pl/magazyn/art/4327171,rzez-wolynska-krwawa-zbrodnia-upa-w-janowej-dolinie-dzieci-nabijano-na-pale,id,t.html). Janowa Dolina obecnie nosi nazwę Bazaltowoje (mieściła się tutaj kopalnia bazaltu). Wanda Wasilewska wspomina: Stryjek zebrał wszystkich i uciekli do lasu. Chowali się w okopach, które zostały jeszcze po pierwszej wojnie. Przez las wracali Ukraińcy. Jeden z nich zaczepił o tarninę i się potknął. Zobaczył ukrywających się i zaczął wołać kompanów. Stryjek krzyknął: - Ratuj się, kto może! Złapał Henrykę i Janka, dwójkę starszych dzieci i uciekał w stronę pobliskich szuwarów. Ciocia Aniela miała wtedy ośmiomiesięczną córkę Alicję przy piersi. Krystyna złapała ciocię za spódnicę i zaczęły uciekać. Daleko nie dobiegły. Dopadli je. Jeden z nich złapał Alicję za nóżki i roztrzaskał dziecko o sosnę. Wszystko to obserwowali, ukryci w szuwarach, Władysław z dwójką pozostałych dzieci. Proszę sobie wyobrazić! Oni to widzieli i nie mogli nic zrobić! Jedyne, co im zostało, to powstrzymywanie się od krzyku. Krystynę dopadli zaraz po tym. Rozpłatali jej siekierą głowę na pół, a ciocię dźgnęli bagnetem w serce i tak na oczach wujka powoli dochodziła do śmierci. Rodzina drugiej cioci, siostry ciotecznej mojej mamy, spłonęła żywcem w swoim domu. Uratowało się tylko dwoje z szóstki dzieci. Uciekły w kartoflisko. Leżeli tam schowani i słuchali krzyków i pisków płonącej rodziny. Naszych sąsiadów wrzucano żywcem do studni. Widziałam ciało sąsiadki z odciętymi piersiami. A my, kiedy trzeba było uciekać, schowaliśmy się całą rodziną w pobliskim stawie. Staliśmy w tej wodzie i pamiętam słowa mamy. Powiedziała, że jak będzie trzeba, to nas potopi, bo nie pozwoli, żeby ci zbrodniarze kroili jej dzieci żywcem”. ( Marcin Jaszak:  Sagi Lubelszczyzny: Do dziś pamiętam smak tortu, który jadłam u Marianny, córki oficera SS; w: „Kurier Lubelski z 22 listopada 2013; za: http://www.kurierlubelski.pl/artykul/1048564,sagi-lubelszczyzny-do-dzis-pamietam-smak-tortu-ktory-jadlam-u-marianny-corki-oficera-ss,id,t.html ). „Zginęło tu przeszło półtora tysiąca Polaków.”  („Relacja policjanta” w „Karta” nr 24/1998. Podali do druku Grzegorz Motyka i Marek Wierzbicki). „Państwo Siemaszkowie, bazując na relacjach i szacunkach, podali, że zabito tam ok. 600 osób. Tymczasem, w trakcie kwerend w Polsce, znaleźliśmy dokument, w którym świadek mówi, że w Janowej Dolinie tego jednego dnia zginęły 973 osoby. To bardzo intrygujące, ponieważ świadkowie zazwyczaj nie podawali dokładnej liczby. Jeżeli ktoś ją podaje, to znaczy, że był bezpośrednim świadkiem liczenia bądź pochówku ofiar.”  (Czego nie wiemy? Co ustalono? Z Tomaszem Berezą, historykiem Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie, rozmawia Alina Bosak. W: http://www.biznesistyl.pl/ludzie/wywiady/7150_.html; 11-07-2018). Napadem na Janową Dolinę kierował Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”, który po rzezi złożył raport o „wykonaniu zadania”, zrealizował więc rozkaz kierownictwa OUN. Ludność ukraińską do rozpoczęcia rzezi Polaków w Wielkim Tygodniu przygotowano propagandowo. Rozpuszczano różnego rodzaju przepowiednie i „wyrocznie”. W okolicach Janowej Doliny Ukraińcy mówili o „jajach wielkanocnych malowanych krwią Polaków”. Na kartkach przepisywano przepowiednię: „W kwietniu będzie niebo z ognistą łuną, w maju słońce ma zachodzić czerwono, a w czerwcu i lipcu woda w rzekach spłynie krwią”. Jan Engelgard w artykule „Skandal w Janowej Dolinie”, zamieszczonym w „Biuletynie Informacyjnym 27 DWAK” nr 3/1998 r. pisał: „Staraniem środowisk kresowych i Polaków zamieszkałych na Rówieńsczyźnie – w miejscu tragedii odsłonięto 18 czerwca 1998 roku ponad 5 metrowy krzyż – obelisk. W ostatniej chwili ukraiński wykonawca pomnika usunął, bez wiedzy strony polskiej, datę 23 kwietnia 1943 roku, pozostawiając tylko napis: „Pamięci Polaków z Janowej Doliny”. W trakcie poświęcania pomnika około 50 aktywistów organizacji „Ruch” demonstrowało, trzymając w ręku transparenty z napisem: „Won polscy policjanci” i „Won SS-owskie sługusy”. Wydawany przez nacjonalistów tygodnik „Wołyń” (19 czerwca 1998 r.) triumfalnie doniósł” „W czwartek 18 czerwca w pobliżu wsi Bazaltowoje (Janowa Dolina, kostopolski rejon) ukraińscy patrioci nie pozwolili polskim szowinistom przeprowadzić uroczystości poświęconej odsłonięciu pomnika ku czci niemieckich policjantów polskiego pochodzenia zniszczonych przez oddziały UPA „Piwnicz” w 1943 roku”. W „samostijnej Ukrainie”, na jej terenach uświęconych krwią męczeńską polskiej ludności, do głosu znów doszli starzy rizuni oraz ich dzieci i wnuczęta. Tego dnia we wsi Zabara pow. Krzemieniec wymordowali za pomocą siekier, noży, wideł oraz paląc żywcem około 70 Polaków, obrabowali i spalili ich gospodarstwa. ((BI 27DWAK nr 1 z 1995 roku, s. 68).  
 
23 kwietnia 1943 roku (Wielki Piątek):
W kol. Augustów pow. Horochów „ukraińscy partyzanci” zarąbali siekierami rodzinę młynarza liczącą 10 osób: 55-letniego Jana Romanowskiego, jego 18-letniego syna Aleksandra, 16-letnią córkę Leokadię, 13-letnią córkę Aleksandrę, 10-letnią córkę Krystynę, 8-letnią córkę Jadwigę, zamężną 30-letnią córkę Annę Dziadurę i jej 3-letnią córkę Ewę; 80-letnią Annę Romanowską, matkę Jana oraz 17-letnią kuzynkę Feliksę Kicuń. „Córki młynarza przed zamordowaniem były zgwałcone” (Siemaszko...., s.149). Młyn i dom spalili. Ocalała żona młynarza, z pochodzenia Niemka, która z ukrycia obserwowała rzeź całej rodziny i rozpoznała 2 zabójców, po pożarze uciekła do Włodzimierza Wołyńskiego. We wsi Baszkowce pow. Krzemieniec wymordowali Polaków i spalili ich gospodarstwa, liczba ofiar nie została ustalona, zapewne kilkanaście polskich rodzin. We wsi Buderaż pow. Zdołbunów zamordowali 3 Polaków; 2 kobiety i 19-letniego syna jednej z nich. We wsi Huta Majdańska pow. Zdołbunów: "Jeszcze do niedawna w Hucie Majdańskiej mieszkały trzy polskie rodziny. - Nie bójcie się niczego, nie uciekajcie, my was nie pozwolimy ruszyć, powtarzali ich ukraińscy sąsiedzi. Jednak niektórzy szeptali miedzy sobą: - Tej Wielkanocy jaja świąteczne będą farbowane polską krwią! W Wielki Piątek przed Wielkanocą wszystkie trzy polskie rodziny z Huty Majdańskiej zostały wyrżnięte, poczynając od niemowląt, poprzez kobiety i dzieci, młodzież, ludzi w sile wieku, po starców, a ich drewniane domy i inne zabudowania zostały spalone, dobytek zrabowany i rozgrabiony pomiędzy sąsiadów.” (http://www.publixo.com/text/0/t/14006/title/Hurby ). We wsi Kazimierka pow. Kostopol zamordowali 6 Polaków oraz wysadzili w powietrze kościół pw. św. Kazimierza z 1670 roku, słynący z odpustów w święto Wniebowzięcia NMP (15 sierpnia). Po 314 latach parafia przestała istnieć. W miasteczku Kuty pow. Kosów Huculski: „Mój kuzyn Wiesław Świderski szuka miejsca pochowku swojego ojca Stanisława Dominika, widział go zamordowanego w Kutach ul Zielona 3-5. 23 kwietnia 1943r.” (www.stankiewicze.com/ludobójstwo.pl ). We wsi Pobużany pw. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali leśniczego Władysława Janiszewskiego z rodziną: „Dziadek Władysław leśniczy w Grabowej zamordowany 1943 r. Pobużany – babcia Józefa z d. Jaśkiewicz zamordowana Pobużany 1943r. - ich dzieci; Bronisław, Stanisława, Adam urodzeni w Grabowej, zamordowani w Pobużanach 1943r.” /.../ „Bardzo proszę o wpisanie do listy pomordowanych w Województwie Tarnopolskim Moich przodków. Według przekazu ustnego stryja Władysława Janiszewskiego 23-04-1943r. w południe na podwórko domu naszego w Pobużanach wtargnęła grupa uzbrojonych Ukraińców. Zostaliśmy zapędzeni do dużej izby. Następnie kazali mamie przygotować jedzenie, ponieważ byłem mały (10 lat) pozwolili i mnie pójść do kuchni, kiedy zostaliśmy sami uciekłem prze okno do lasu. Ukryłem się w zaroślach na wzgórku obserwując dom. Wieczorem widziałem jak wyprowadzają rodziców i rodzeństwo. Mieli związane ręce i nogi, cali we krwi. Na szyjach mieli sznury z palikami na końcu. Widziałem jak ich dusili skręcając sznur, następnie wbijali im paliki przez krtań do ziemi. Ostatni został zabity tata. Odjeżdżając furmankami z dobytkiem z Naszego domu został on podpalony. Nie pamiętam co się później działo, rano znaleźli mnie sąsiedzi, ocucili i kazali uciekać. Dostałem bochen chleba. Po kilku dniach dostałem się do Lwowa do cioci Michaliny, u której byłem do 1945r, kiedy to pierwszym transportem repatriacyjnym wyjechałem do Polski. Zamordowani: Władysław Janiszewski ur.1889 r w Grabowej, leśniczy nadleśnictwo Grabowa (tata);  Józefa Janiszewska z domu Jaśkiewicz (mama); Bronisław Janiszewski ur. w leśniczówce w Grabowej 1922r.; Adam Janiszewski ur. w leśniczówce w Grabowej 1926r.; Stanisława Janiszewska ur. w leśniczówce w Grabowej 1929r. W 1941r Niemcy wysiedlili nas z leśniczówki w Grabowej w której mieszkaliśmy, zamieszkaliśmy w Pobużanach. Z poważaniem Tadeusz Jan Janiszewski, wnuk Władysława i Józefy” (http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/czytelnicy_2.html; 16.06.2015 r.). We wsi Firlejów pow. Rohatyn: „Zostaliśmy tam skierowani do usunięcia przerwy telefonicznej. Ostatnią noc przespałem w polskiej rodzinie. 23 kwietnia 1943 byłem na słupie znajdującym się przy ostatnich domach w Firlejowie i zobaczyłem pożar w pobliskim budynku a dym dochodził aż do mnie. Zsunąłem się więc ze słupa na ziemię. Przed palącym się domem zgromadzili się ludzie i nikt nie ratować płonącego budynku. Nagle z domu wyszedł staruszek i zatrzymał się na ulicy. Kilku młodych mężczyzn z ukraińskim policjantem złapało go i brutalnie wrzuciło z powrotem do ognia. Coś potwornego. Koło mnie przechodziły kobiety rozmawiając po ukraińsku, więc spytałem je, kim był ten staruszek. Jedna odpowiedziała mi, że to był przeklęty Polak.” (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 53 - 54 ) W futorze Trzy Kopce pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 65-letnią Marię Stankiewicz. We wsi Tumin pow. Horochów zamordowali 63-letniego Jana Bartosza.
 
Pomiędzy 19 a 24 kwietnia (Wielki Tydzień 1943 roku) we wsi Mikołajówka pow. Dubno w czasie napadów bojówek ukraińskich zamordowanych zostało około 25 Polaków, w tym wrzucanych żywcem do podpalonych domów.  „W tym samym czasie spalono wszystkie gospodarstwa polskie w Mikołajówce i pobliskich futorach i wymordowano prawie wszystkich Polaków.” (1943, czerwiec – Opracowanie dotyczące napadów na Polaków dokonywanych w powiecie krzemienieckim i dubieńskim. W: B. Ossol., 16722/2, s. 323-325).
 
24 kwietnia 1943 roku (Wielka Sobota): W futorze Huta Antonowiecka pow. Krzemieniec Ukraińcy wymordowali około 50 Polaków, siekierami, nożami, palili żywcem itp. W kol. Kamieniucha pow. Łuck pijani miejscowi upowcy wymordowali co najmniej 56 Polaków, w tym całe rodziny. W osadzie Wola Wilsona (Kniażyna) pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 19-letniego Franciszka Rogulskiego; ofiara miała obcięte uszy, wydłubane oczy i połamane ręce; jego sandały własnej roboty nosił potem Ukrainiec w Wiśniowcu.
 
Od 19 do 25 kwietnia (Wielki Tydzień 1943 roku) do wsi Kołodno Lisowszczyzna pow. Krzemieniec upowcy przywlekli ze wsi Witkowce na cmentarz przywiązanych do wozu konnego 3 Polaków, zarąbali ich i zakopali w dole. W kol. Pasieka pow. Kostopol schwytali 2 Polki idące do kościoła, kazali im wykopać sobie doły, do których je wsadzili, zakopali do połowy, od góry tułowia rozebrali i darli skórę pasami aż do uśmiercenia.
W nocy z 24 na 25 kwietnia 1943 roku (z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę): We wsi Nosowica Nowa pow. Dubno Ukraińcy zamordowali około 50 Polaków, głownie kobiety i dzieci, które pokłute bagnetami wrzucili do studni. W kol. 5 Kwartał pow. Dubno zamordowali 7 Polaków (w tym 1 mężczyznę): 3-osobową rodzinę Dulskich zakłuli bagnetami i nożami, matkę z 2 córkami (lat 17 i 20) skatowali i wrzucili do głębokiej studni, a 10-letni syn zmarł poparzony.
 
Przed 25 kwietnia 1943 roku (przed Wielkanocą): 
We wsi Iwankowce pow. Dubno upowcy spalili polskie gospodarstwa, ilość ofiar nie jest znana (kilka – kilkanaście rodzin?). We wsi Mosty pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 14 Polaków. „Wieś Mosty położona wśród skalistych wzgórz i wertepów, trudno dostępna, przeżyła napad banderowców przed Świętem Wielkanocnym. Zginęło 11 osób, przeważnie starych ludzi. Część ludności schroniła się w Kątach, a około 35 osób z małymi dziećmi przechowywało się jeszcze kilka dni na miejscu. Nastąpił drugi napad na Mosty, zginęły trzy osoby. Zaraz po drugim napadzie, ocaleni zamyślili uciekać do miasta Krzemieńca, prostą drogą obok wymordowanej Antonowieckiej Huty, przez wieś Stożek. W środku wsi Stożek stoi wysoka góra, swym kształtem podobna do olbrzymiego stogu siana. U stóp tej góry, tylko od strony południowej, jest niewielkie wzniesienie, a z trzech pozostałych stron jest równina pokryta lasem. Były tam dwie drogi omijające górę, ale za górą schodzące się w jedną. Z Mostów ruszyły trzy furmanki, na których usadowili się ludzie starzy i dzieci. Młodzi szli piechotą. Przed Stożkiem spotkali samochód z pięcioma Niemcami i znajomym gajowym. Jadący proponowali, ażeby uciekinierzy zaczekali na nich, a oni powracając przeprowadzą ich przez wieś Stożek. Czekanie w tej okolicy było niebezpieczne, więc ruszyli dalej. Furmanki pojechały południową drogą, a piesi omijali górę drogą północną. Gdy furmanki wjechały na wieś, Ukraińcy otworzyli ogień z karabinów, następnie podeszli do wozów, jeszcze żywym dali łopaty, by kopali doły. Do wykopanych dołów wrzucali martwych i rannych, a zdrowych wpędzali też do dołów. Ale coś się stało. Bandyci zniknęli. Zdrowi i ranni wyszli z dołu. Przyczyną zniknięcia bandytów było to, że żandarmi powracając zostali ostrzelani, a mając nadajnik radiowy zawiadomili swą komendę w Krzemieńcu. Oddział żandarmerii z Krzemieńca natychmiast wyruszył samochodem do Stożka, na ratunek dla napadniętych. Ale było już za późno. Banderowcy zastrzelili Niemców i gajowego. Żandarmi zaczęli palić wieś Stożek i strzelać do wszystkich kogo znaleźli. W ten sposób zmuszono bandytów do ucieczki. Ci, którzy szli prawą drogą, wszyscy ocaleli. Kilka osób będących już w dole też ocalało. Za pomocą Niemców dobrnęli do Krzemieńca. Rozpacz matek i ojców, których dzieci zostały zabite, nie miała granic. Listowscy Weronika i Wojciech stracili dwoje dzieci i matkę. Z tych, którzy jechali, zginęły 22 osoby, przeważnie dzieci”. (Feliks Jasiński: „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945”. Wpisany przez Bogusław Szarwiło 01 lipca 2013; w:  http://27wdpak.btx.pl/samoobrona/417-samoobrona-w-ktach-pow-krzemieniec ).
 
25 kwietnia 1943 roku (Wielkanoc):
We wsi Budy Ossowskie pow. Kowel:. „W pierwszy dzień świąt Wielkanocnych 43 roku nacjonaliści UPA z Wołczaka otoczyli dom Stanisława Uleryka w Budach Ossowskich. Uciekającego ranili strzałem z karabinów, rannego już uprowadzili do sztabu UPA na Wołczak. Tam został zamęczony w słynnej kaźni w stodole pod lasem. Staszek Uleryk do 39 roku był komendantem młodzieżowej organizacji „Strzelec”, a więc był już niebezpieczny dla OUN-UPA.” (Henryk Kata: "Wojenne Wichry"; Urząd Miasta Otwock; 2001 r.. nakład 200 egz., w: http://27wdpak.btx.pl/publikacje/435-woy-przed-qburzq ). We wsi Buszcza pow. Zdołbunów UPA zamordowała 4-osobową rodzinę. Leśniczy Cyryl Kochmański zamordowany został w sadzie, jego żona i dwójka dzieci w domu (Edward Orłowski; w: http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+ ). W futorze Dębina koło wsi Wesołówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Kazimierza Śliwińskiego, jego żonę Petronelę i ich 5-letnią córkę Helenę. We wsi Hrymanówka (kolonia Gregorówka /Hryhorówka) pow. Łuck: Na Wielkanoc tego roku do Hrymanówki na rezurekcję poszło ze dwudziestu chłopaków. Żaden z nich nie wrócił. Zaczęliśmy ich szukać. Szybko się okazało, że wszyscy zostali pomordowani i to w okrutny sposób. Najstarszy z nich miał tylko głowę przekręconą w druga stronę. Młodszych Ukraińcy męczyli jednak w bardziej wyrafinowany sposób. Mieli obcięte języki, genitalia, obdzierano ich ze skóry. My młodzi byliśmy tym bardzo wstrząśnięci. Zebraliśmy wszystkich zamordowanych do Przebraża i położyliśmy ich zmasakrowane zwłoki pod szkołą, żeby wszyscy mogli zobaczyć, do czego zdolni są Ukraińcy.”  (Marek A. Koprowski: Wyprawa do Kołek; 04 marca 2011. Relacja Adama Kownackiego; w: https://kresy.pl/kresopedia/wyprawa-do-kolek).W nadleśnictwie Joanów pow. Łuck upowcy wymordowali 36 Polaków w okrutny sposób, np. Józef Senda został upieczony w gorącej szlace. „Wielkanoc 1943 spędziliśmy w Kiwercach u państwa Rykowskich, którzy tylko co przeprowadzili się tam z Johanowa. Jak dalece ich decyzja o ucieczce stamtąd była słuszna, przekonaliśmy się już w Wielką Niedzielę. Zasiadaliśmy właśnie do stołu świątecznego, kiedy przyszedł ich dawny gajowy i powiedział, że od Wielkiej Soboty Johanów jest zajęty przez duże zgrupowania banderowców. Pewnie przyszli wyprawić, po swojemu, święta, mieszkającym tam Polakom. Choć żal nam było plądrowanego, a może i palonego, właśnie Johanowa, cieszyliśmy się wszyscy, że państwo Rykowscy i pozostali Polacy zdążyli w porę wyjechać. Dopiero po powrocie do domu dowiedzieliśmy się przerażeni, że raniutko w Wielką Niedzielę trzech chłopów z Armatniowa wybrało się do Johanowa po pozostawione tam przez znajomych bez opieki, króliki. Mijał dzień za dniem, a chłopcy nie wracali. Nadzieja, że w ostatniej chwili zmienili plany i balują gdzieś w sąsiedniej wsi, rozwiała się ostatecznie, kiedy junacy z Baudienstu znaleźli w lesie niebieską opaskę Adasia, jako pracownika kolei. Było już pewne, że byli w Johanowie, a jeśli do tej pory nie wrócili, to znaczy, że nie żyją. Teraz na wpół oszalałym z rozpaczy rodzinom chodziło tylko o odnalezienie ciał i godne ich pochowanie. Z pomocą przyszedł p. Zielke, szef Baudienstu, Niemiec z poznańskiego, bardzo Polakom życzliwy i uczynny. Pod wzmocnioną ochroną pracujący przy zwózce drewna junacy pojechali do Johanowa. W pałacu hr. Jezierskiego znaleźli zakrwawione dokumenty dziewięciu Polaków – w tym także poszukiwanych mężczyzn z Armatniowa. Dokumenty były w dziewięciu różnych pokojach, co oznaczało, że każdy z zamordowanych był torturowany oddzielnie przez osobną grupę. Poszukiwania trwały, czas mijał, a ciał nie było. W końcu jeden z junaków zauważył, że w nieczynnej przedtem smolarni tli się ogień. Zaintrygowany dźgnął bagnetem w dymiące wysypisko węgla drzewnego i tak ich znaleźli – wszystkich dziewięciu.  Ciała przywieziono furmanką zaprzężoną w dwa konie. Od lasu szedł, trzymając się luśni wozu, kompletnie osiwiały w tych dniach pan Mrozicki, ojciec Adasia. Widząc nas obie z mamą wybiegające ze szkoły, powiedział: „Nie ma już Adasia, pani kierowniczko”. Zaniósł się płaczem, a my płakałyśmy razem z nim. Pan Mrozicki miał trzy córki, Adaś był jego jedynym synem, lubiliśmy go wszyscy, miał tylko 17 lat, był zdrowy i zginął tak bestialsko zamęczony.  Wieczorem w domu Edka, gdzie w stodole leżeli obaj, okrutnie przed śmiercią okaleczeni chłopcy, zebrali się wszyscy Polacy, aby zgodnie z obyczajem odmówić różaniec w intencji zmarłych.” (Barbara Krawczyk: Gorzki kraj lat dziecinnych.. Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 1999). We wsi Mikulicze pow. Włodzimierz Wołyński upowcy wrzucili do studni 55-letniego Władysława Gałatę. W uroczysku Turobińsk (Futor Trubińskich) pow. Kostopol zastrzelony został Jan Żygadło, ur. 1926 r. (http://www.wolyn.freehost.pl/miejsca-t/turobinsk-03.htm ). We wsi Wesołówka pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 6 Polaków: ojca z 12-letnią córką , starsze małżeństwo z ich zamężną córką o nazwisku Żurek i 12-letnią wnuczką Czesławą Żurek. 
 
We wsi Swojczów pow. Włodzimierz Wołyński: „W pierwszy dzień Wielkanocy 1943 r., udałem się rano z moją rodziną do naszego Kościoła na uroczysta Mszę Świętą. Nabożeństwo rozpoczęło się tradycyjnie o godzinie 6.00 i jak zwykle przybyło bardzo dużo ludzi pięknie i odświętnie ubranych. Do dziś pamiętam, jak radośnie biły dzwony oraz niezwykle piękną procesję dookoła naszej świątyni, w której oczywiście wziąłem czynny udział. Po wejściu do Kościoła udałem się na górę na nasz chór i tam uczestniczyłem z innymi w modlitwie. Na chórze bywałem często, bowiem podobało mi się to miejsce i naprawdę pięknie tam śpiewali. Nagle podczas Mszy Świętej zauważyłem na dole, wśród wiernych jakieś poruszenie. Ludzie zachowywali się dziwnie i niespokojnie, oglądali się do tyłu i coś sobie szeptali zamiast skupić się na modlitwie. Jednak ksiądz Franciszek Jaworski, nasz proboszcz nie przerywał modlitwy. Tymczasem po chwili i ja na własne oczy zobaczyłem, że do naszego Kościoła przyszła około 15 uzbrojonych w karabiny Ukraińców. Ubrani byli w cywilne łachy, ale na plecach mieli ostrą broń. Pomimo, że trwało właśnie najbardziej uroczyste nabożeństwo w całym roku, Ukraińcy prowokacyjnie zaczęli chodzić pomiędzy ludźmi, po całym kościele. Przeszkadzali w ten sposób w spokojnej modlitwie, nikogo jednak nie zaczepiali i z nikim nie rozmawiali. Trwało to przynajmniej 10 minut, w końcu wyszli ze świątyni, powsiadali na furmanki i odjechali gdzieś w kierunku Kisielina” (Eugeniusz Świstowski; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ; wspomnienia spisane przez Sławomira Rocha).
 
W nocy z 25 na 26 kwietnia 19443 roku (z Wielkiej Niedzieli na Poniedziałek Wielkanocny): We wsi Budy pow. Dubno miejscowi Ukraińcy wymordowali 22 Polaków. W futorze Medwedówka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 8 Polaków: 6-osobową rodzinę Józefa Gajewskiego z żoną i 4 dzieci, Stanisława Gajewskiego (został pocięty), 86-letnią Agnieszkę Szyk spalili żywcem z domem. We wsi Michałówka pow. Krzemieniec zamordowali 28-letnią Antoninę Kulikową z 2 dzieci. We wsi Moszków pow. Dubno zmasakrowali siekierami  i nożami 3-osobową rodzinę: Jana Sokołowskiego z żoną i 21-letnią pasierbicą . We wsi Peremiłówka pow. Dubno zamordowali 4-osobową rodzinę Sokołowskich z 2 dzieci. We wsi Radoszówka pow. Krzemieniec dokonali rzezi około 50 Polaków, w tym całe rodziny, siekierami, bagnetami, nożami itp.
26 kwietnia 1943 roku (Poniedziałek Wielkanocny): W kol. Pokosy pow. Równe Ukraińcy w dzień przyszli złożyć życzenia kowalowi Stanisławowi Potapskiemu, który mieszkał w kuźni po spaleniu jego domu podczas niemieckiej pacyfikacji, a następnie w nocy przyszli z siekierami. Najpierw odrąbali ręce broniącemu się 20-letniemu synowi kowala, który stał na warcie, potem porąbali na kawałki całą rodzinę: Stanisława Potapskiego, jego żonę Marię z Sienkiewiczów, ich 20-letniego syna Władysława, dzieci Sienkiewiczów: 17-letnią Leokadię i 15-letniego Feliksa, oraz dzieci małżeństwa Barańskich z kolonii Olchówka: 16-letnią Janinę i 10-letnią Kazimierę. Ponadto zarąbali dwie dziewczyny Czeszki, koleżanki Leokadii, które nocowały u rodziny kowala. Zbrodni dokonali Ukraińcy z sąsiedniej wsi Nowosiółki. We wsi Zahorce pow. Krzemieniec upowcy wymordowali 10 polskich rodzin.
 
Wielkanoc 1944
5 kwietnia 1944 roku (Wielka Środa) :  We wsi Czereszczuki i Pawlikówka pow. Kałusz: „Dnia 5 IV1944 okręgowa bojówka oraz grupa „Hajdamaków” w liczbie 36 ludzi przeprowadziły antypolską akcję na polskich koloniach Pawlikówka i Czereszczuki. Akcję rozpoczęto o godz. 22. Zlikwidowano 15 osób (stawiały czynny opór) oraz spalono 130 gospodarstw”. (Protokoły podziemia ukraińskiego z 12 kwietnia 1944 r.; w : http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=137 ). We wsi Jabłonka oraz we wsi Porohy pow. Nadwórna dokument ukraiński podaje: „W dniu 5.04.44. rejonowa grupa Zalizniaka przeprowadziła akcję w Porogach i Jabłonce. Spalono 6 budynków, zniszczono 16 Polaków. Przyczyną była współpraca Polaków z Grenzschutzem. Reszta Polaków odeszła do Bytkowa. Łys.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8; w: .http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_dowody-zbrodni-i-zakamania/?). We wsi Jarczów pow. Tomaszów Lubelski banderowcy zamordowali 18 Polaków, natomiast w walce z UPA poległo 50 partyzantów AK (w tym dwaj ciężko ranni dowódcy „Zawisza” i „Malik” popełnili samobójstwo nie chcąc dostać się w ręce ukraińskie).  „Dnia 5.4 44 nasze oddziały „Hałajdy” i „Tyhry” przeprowadziły akcję likwidacyjną głównie przeciwko koloniom: Gubynok, Łubcze, Poledów i Żerniki. W ten sposób oczyściły sobie prawe skrzydło, żeby móc uderzyć na główne gniazda: Posadów i Steniatyn. Oddziały „Hałajdy” i „Tyhry” weszły najpierw do kolonii Łubcze. Polacy nie spodziewali się i wzięli ich za swoich. Dopiero gdy „Tyhry” podpaliły sąsiednią kolonię Gubynok, zorientowali się i zaczęli przeciwdziałać, okrążając nasz oddział. Rozpoczęła się walka. Polaków zmuszono, by uciekali do Żernik. Wtedy zdobyto 1 ciężki karabin maszynowy, kilka karabinów i dużo amunicji. W Poledowie nasze oddziały przegrupowały się i uderzyły na Żerniki. Nieprzyjaciel w liczbie 100 osób zajął pozycje za folwarkiem obok stert. Po półgodzinnej strzelaninie zmuszono Polaków do dalszej ucieczki. Na polu bitwy wróg zostawił zabitych, wśród nich dowódcę „Zawiszę” (wynikało to ze znalezionych przy nim notatek) i przegrupował się w kierunku lasu posadowskiego. /.../ W akcji z 5.4.44 zniszczone zostały więc kolonie Gubynok, Poledów, Łubcze i Rokitno. Zdobyto: 1 ciężki karabin maszynowy, karabiny, oporządzenie, archiwum i amunicję. Poza tym oddział samoobrony „Łysa” zniszczył kolonie Marysin i Radków, a oddział „Orła” polskie kolonie w Rzeplinie. Zginęło kilkudziesięciu polskich wojaków i dużo cywilnej ludności. Własne straty: 11 zabitych (w tym 3 sanitariuszki) i 14 rannych.” (PA SBU, F. 13, spr. 376, t. 34, k. 264–266. Za: Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Warszawa – Kijów 2005). We wsi Łubcze pow. Tomaszów Lubelski banderowcy zamordowali 115 osób. „5 kwietnia 1944 w nad ranem miał miejsce niespodziewany atak UPA. Mieszkańców zegnano w miejsce zwane Doliną i rozstrzelano. Strzelano ze skarpy ziemnej do zgromadzonej poniżej ludności. Zginęło tego poranka  115 osób, o czym informuje tablica pamiątkowa przy pomniku na Dolinie w Łubczu” (Szymon Biały, 25.03.2014, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). We wsi Pniatyń pow. Przemyślany: „Dnia 5 IV 44 r. we wsi Pniatyn zabito 5 Polaków.  (Protokół ukraińskiego podziemia z 12 maja 1944 r. w sprawie akcji antypolskich. W: Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Warszawa – Kijów 2005). We wsi Przewoziec pow. Kałusz: „05.04.44 r. zostali zamordowani: 1-3. Kochmanowa i.n.; Duszyńscy 2 osoby.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). Koło wsi Rokitna pow. Tomaszów Lubelski: „05.04.1944 r. polegli w walce pod Rokitnem: Kardasz Tomasz żołnierz AK z hrubieszowskiego, Wajda Jan syn Antoniego l. 17, żołnierz AK, Wajda Jan syn Jakuba l. 22. żołnierz AK. /.../ Machlar i.n. l. 20, poległ 05.04.44 r. pod Rokitną.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Rzeplin pow. Tomaszów Lubelski: W archiwum w Kijowie znaleźliśmy relację nacjonalistki ukraińskiej o mordowaniu polskich dzieci poprzez wbijanie ich na sztachety płotów we wsi Rzeplin w dniu 5 kwietnia 1944 roku. Ustaliliśmy w sposób niepodważalny, na podstawie dokumentów wytworzonych przez OUN-UPA, że dzieci zamordowane w tak barbarzyński sposób w Rzeplinie były narodowości polskiej i zostały zamordowane przez oddział UPA Mykoły Olijnyka „Orła”. Dowiedzieliśmy się, że ukraińska nacjonalistka widząc te dzieci nie czuła żalu, tylko nienawiść, i to się nie zmieniło przez 40 lat. Przy okazji udało się zburzyć kłamstwo Wiatrowycza o rozstrzelaniu banderowskiego specjalisty od nabijania polskich dzieci na sztachety "Orła", jakoby został rozstrzelany za porozumienie z Niemcami. W rzeczywistości sotnia "Orła", taka bojowa wobec dzieci, stchórzyła w obliczu uzbrojonej Armii Krajowej, poszła w rozsypkę, dowódcy UPA szukali jej po lasach od rana do godziny 15:00, a bitwa pod Posadowem skończyła się o godzinie 16:00. Za to i tylko za to "Oreł" został rozstrzelany, a jego sotnia za tchórzostwo została rozwiązana.(Wiesław Tokarczuk; w: http://suozun.org/warto-obejr ; 24 październik 2019) We wsi Sasów pow. Złoczów banderowcy zamordowali 10-letniego chłopca polskiego Ludwika Żmijewskiego, następnie uprowadzili do lasu i zamordowali Polaka i jego teścia, Ukraińca. We wsi Seredne pow. Kałusz: 05.04.44 r. zostali zamordowani: Ciszek i.n. 2 osoby; Świantkiewicz i.n. 2 osoby.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Zalesie pow. Kałusz: „05.04.1944 r. zostało zamordowanych 7 osób NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Żerniki gm. Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski: „05.04.1944 r. podczas napadu oddziału UPA zostało zamordowanych 10 Polaków: 1-2. Dominik i.n. i jej córka Lucyna, 3. Korecki Jan, 4. Krzotowski Kacper, 5. Księżyk Jakub, 6. Płocidym i.n. (mężczyzna), 7. Sieńka Tekla, 8. Szczygieł Julian, 9-10. Dwie osoby NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8).
W nocy z 5 na 6 kwietnia 1944 roku (z Wielkiej Środy na Wielki Czwartek):  We wsi Dołha Wojniłowska – Ziemianka pow. Kałusz podczas kolejnego napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. „Jadwiga Marek i jej córka Iśka zostały w kilka dni potem (po napadzie w nocy z 1 na kwietnia – przypis S. Ż.) również zamordowane, a przed śmiercią zbiorowo zgwałcone”. (Emilia Cytkowicz; w: Siekierka..., s. 193). Łącznie w kwietniu w tej wsi zamordowali 133 Polaków. We wsi Siemiginów pow. Stryj obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 35 Polaków. „4.IV. Siemiginów spalenie wsi, 35 zabitych, poza tym 10 żywcem spalonych. Inwentarz żywy spalony.” (1944, kwiecień – Notatka opisana w RGO w Krakowie na podstawie informacji z terenu. Dotyczy wzmagającej się fali mordów i napadów na Polaków. W: B. Ossol. 16722/2, s. 145-150). We wsi Żulin pow. Stryj zamordowali ks. proboszcza Franciszka Będkowskiego oraz 12 osób z 4 rodzin. Inni: 100 Polaków. „5.IV. Żulin napad na polskich mieszkańców, ok. 100 osób zabitych; inwentarz żywy spalony.” (1944, kwiecień – Notatka opisana w RGO w Krakowie na podstawie informacji z terenu. Dotyczy wzmagającej się fali mordów i napadów na Polaków. W: B. Ossol. 16722/2, s. 145-150). „W nocy z Wielkiej Środy na Czwartek 1944 bestialsko zamordowany na plebani przez ukraińskich nacjonalistów z ludobójczej organizacji OUN'UPA – połamano mu ręce i nogi i spalono z plebanią. Zamordowana została też krewna księdza.”(http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr0106.htm ). „W parafii Żulin spalili plebanię, torturowali ks. proboszcza, któremu obcięli uszy, język, ręce i nogi, wydłubali oczy”. (Stanisław Frączek; w: Siekierka..., s. 592).
6 kwietnia 1944 oku (Wielki Czwartek):  We wsi Dąbrowa należącej do miasta Przemyślany woj. tarnopolskie: „Nacjonaliści ukraińscy z sąsiednich miejscowości rankiem napadli jednocześnie na domy Ignacego Nieckarza (lat 60) i Marii Kamys (lat 45), w których ci mieszkańcy zostali w okrutny sposób zamordowani. Jak opowiadał mi o tym mąż Marii, który cudem uciekł spod noża banderowców, to włosy jeżyły mi się na głowie. Nikt nie znał powodów takiego znęcania się nad tymi ludźmi.” (Jan Burban; w: Józef  Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lublin 2009, s 65). We wsi Mołodycz pow. Jarosław zamordowani zostali Ewa Rokosz i Władysław Rokosz. W mieście Przemyślany woj. tarnopolskie zostali zamordowani przez Ukraińców: „Dziadyga Maria, zabita w Jasewie. Dziadyga i.n., synowa Marii Dziadygi. Dziadyga Nadia, lat ok. 10, wnuczka Marii. Dziadyga Władysław, lat ok. 10, wnuk Marii. Szul Maria,  siostra ks. Jana Szula.” (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018). We wsi Rosulna pow. Nadwórna według dokumentu ukraińskiego: „W dniu 6.04.44. grupa Zalizniaka zlikwidowała we wsi Rosilna 14 osób i 6 gospodarstw. Łys.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8; w: .http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_dowody-zbrodni-i-zakamania/?). W miasteczku Sołotwina pow. Nadwórna banderowcy nocą obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali co najmniej 38 Polaków. We wsi Strychanka pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 5 Polaków: 3 kobiety uprowadzili (w tym nauczycielkę Wandę Kozłowską, lat 44) i ślad po nich zaginął; zastrzelili nauczyciela Jana Kozłowskiego – męża ww. Wandy oraz studenta Uniwersytetu Warszawskiego Wojciecha Hubnera. We wsi Worochta pow. Sokal upowcy oraz miejscowi Ukraińcy (m. in. Saneckyj i Kruk) zamordowali 46 Polaków od 1 roku życia do 82 lat - dwa doły z ich zwłokami znajdują się kilkanaście metrów od granicy polsko-ukraińskiej po stronie ukraińskiej, obok słupa granicznego Nr 747.  „W Wielki Piątek 6 kwietnia 1944 r. grupa ukraińskich nacjonalistów napadła na wieś Worochta. W miejscowym folwarku zastrzelonych zostało co najmniej 30 Polaków. Po egzekucji ich ciała zepchnięte zostały do przygotowanego wcześniej dołu. W kilka miesięcy później ich mogiła znalazła się w pasie granicznym. Zdaniem świadków najmłodsza ofiara miała zaledwie roczek. Część ofiar pochowano też w pobliskim Tarnoszynie (w czasie wojny mordów w tej wsi dokonywali funkcjonariuszy ukraińskiej policji i członkowie UPA). Jak ustalił IPN, za współudział w dokonaniu zbrodni w Tarnoszynie skazany został w październiku 1978 r. przez zamojski sąd na karę śmierci Iwan M. vel Jan M.  Śledztwo w sprawie zbrodni w Worochcie prowadzi pion śledczy IPN. „W toku śledztwa zgromadzono materiał dowodowy dotyczący pacyfikacji wsi Worochta, która miała miejsce w dniu 6 kwietnia 1944 roku. Sprawcy zbrodni między innymi zastrzelili kilkadziesiąt osób, których ciała wrzucano do uprzednio przygotowanego dołu" – opisuje nam Dorota Cebrat, naczelnik pionu śledczego wrocławskiego oddziału IPN” .(Marek Kozubal: Doły śmierci na polskiej granicy; 27.02.2016; w: http://www.rp.pl/Historia/302279988-Doly smierci-na-polskiej-granicy.html#ap-1).  „Ukraińcy spędzili wszystkich do jednego domu – opowiada Helena Górnicka, rocznik '38, była mieszkanka Worochty, która obecnie mieszka w Machnówku. - Nam w ostatniej chwili udało się uciec. Tego szczęścia nie mieli jej dziadkowie Franciszka i Eliasz Skopik. UPA zamordowała także czworo ich dzieci. - Moi wujkowie i ciocie. Władysław, Michał, Katarzyna, Anna – wylicza pani Helena. - Niektórych żywcem pogrzebali, bo ziemia przez trzy dni się ruszała... /.../ Są dwie mogiły. - Młodych zabili niedaleko folwarku, starszych przy fosie, gdzie wcześniej zakopywano zdechłe zwierzęta – opowiada pani Helena.” (Leszek Wójtowicz: „Worochta”; w: „Dziennik Wschodni” z 13 listopada 2009).    
 
6 kwietnia 1944 roku Myrosław Onyszkewycz „Orest” wydał rozkaz: „Rozkazuję Wam niezwłoczne przeprowadzenie czystki swojego rejonu z elementu polskiego oraz agentów ukraińsko-bolszewickich. Czystkę należy przeprowadzić w stanicach słabo zaludnionych przez Polaków. W tym celu stworzyć przy rejonie bojówkę, złożoną z naszych członków, której zadaniem byłaby likwidacja wyżej wymienionych. Większe nasze stanice będą oczyszczone z tego elementu przez nasze oddziały wojackie nawet w biały dzień. /.../ Oczyszczenie terenu musi być zakończone jeszcze przed naszą Wielkanocą, żebyśmy świętowali ją już bez Polaków. /.../ Prowadźcie z nimi twardą, bezpardonową walkę. Nikogo nie oszczędzać, nawet w przypadku małżeństw mieszanych wyciągać z domów Lachów, ale Ukraińców i dzieci w tych domach nie likwidować. /../ Wydobyć broń. Śmierć Polakom. Postój, 6 kwietnia 1944 roku. Sława herojom! Orest, Karat (-)” Rozkaz ten znajduje się w aktach śledztwa przeciwko Myrosławowi Onyszkewyczowi. 
 
Od  5 do 7 kwietnia 1944 roku (Wielki Tydzień): We wsi Pawlikówka pow. Kałusz banderowcy oraz miejscowi Ukraińcy obrabowali i spalili około 100 gospodarstw polskich oraz zamordowali 124 Polaków. W nocy z 5 na 6 kwietnia 1944 roku Pawlikówkę zajął oddział UPA. Ukraińcy podpalali polskie domostwa i strzelali do napotkanych osób. Ludność polska kryła się w piwnicach, ziemiankach i schronach, pozostali ukrywali się w zabudowaniach ukraińskich bądź uciekali w kierunku pobliskiego lasu. Wśród napastników rozpoznano kilku Ukraińców z Pawlikówki, zajmowali się oni także grabieżą mienia Polaków oraz wykrywaniem schronów. Do środka wrzucano granaty. Nachodzono także domy ukraińskie szukając ukrywających się Polaków. Oddział UPA opuścił Pawlikówkę następnego dnia po południu. Następnej nocy UPA powtórzyła napad paląc ocalałe polskie domy i mordując kolejnych Polaków. „W tym miejscu, gdzie stał nasz dom, stoi inny, nowy dom ukraiński. Z tego domu wyszła córka „Kasunia” nieżyjącego już Hrynia Baziuka, mordercy mojego ojca. Ona teraz tam mieszka, na naszym gospodarstwie zagrabionym w sposób brutalny i okrutny. Straciłam dobra materialne, ale zabrałam ze sobą straszliwe przeżycia tej tragicznej nocy, okrutną śmierć mego ojca, ciągły strach i obawę o życie, jęki i wrzaski mordowanych ludzi, ryk i kwik palącego się bydła i świń w stajniach, łuny pożarów palących się wokół budynków, spanie w lesie i w różnych kryjówkach w mroźne noce i ta ciągła modlitwa o lekką śmierć sprawiały, że mój system nerwowy stał się chory. Dość często zdarza mi się, że podczas snu ciągle uciekam przed Ukraińcami – banderowcami i ogarnięta strachem budzę się i stwierdzam, że to tylko sen. Moim marzeniem jest dokończenie uporządkowania i upamiętnienie zbiorowej mogiły pomordowanych przez banderowców 99 Polaków – mieszkańców wsi Pawlikówki w 1944 r. Spoczywają w niej: mój ojciec, krewni, sąsiedzi, znajomi, dorośli i dzieci, w tym również całe rodziny. W tej sprawie zwracałam się do Rady Ochrony Walk i Męczeństwa w Warszawie, skąd otrzymałam pismo informacyjne w 1996 r. Ostatnie pismo przysłane mi do wiadomości dostałam w 1998 r., jako odpowiedź na pismo skierowane do Konsula o wystąpienie do odpowiednich władz ukraińskich, aby wyraziły zgodę na uporządkowanie zbiorowej mogiły. Do dnia dzisiejszego takiego zezwolenia nie dostałam, ani też żadnej konkretnej odpowiedzi” (Stefania Ambroziak; w: Siekierka..., s. 170 – 172). We wsi Baranówka pow. Brzeżany banderowcy zamordowali co najmniej 5 Polaków: 3 kobiety i 2 dzieci. „Kiedy wyszedłem z ukrycia poszedłem do sąsiedniej wsi, do Baranówki. U nas w Pawlikówce było mniej Polaków, a w Baranówce, było więcej Polaków. Tam mieszkała moja dziewczyna Hania. W domu została tylko jej matka, którą od śmierci uratowała sąsiadka Ukrainka krzycząc do banderowców, aby jej nie zabijali, bo ona kiedyś uratowała jej życie. Ale jej córki: Hanię i jej dwie siostry, które już miały swoje dzieciaczki… wszystkich pomordowali.” (Jan Cichowski: „Jaśko to Ty żyjesz?”; w: http://powiatowy.pl/2011/11/jasko-to-ty-zyjesz/ ).
 
W nocy z 6 na 7 kwietnia 1944 roku  (z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek): We wsi Komarów pow. Sokal upowcy zamordowali 17 Polaków, w tym całe rodziny. We wsi Lisko pow. Kamionka Strumiłowa zamordowali 18 Polaków, w większości kobiety, w tym lat 17, 20, 20, 30, 32. We wsi Moosberg pow. Jaworów wymordowali ponad 30 rodzin polskich liczących około 160 osób oraz uprowadzili 25 osób, po których ślad zaginął. “6 kwietnia 1944 roku, w Wielki Czwartek, poszedłem spać do swojej kryjówki na strychu, a żona z dziećmi i młodszymi siostrami pozostała w mieszkaniu. Od dłuższego czasu do mojego domu przychodził dość często policjant ukraiński z miejscowego posterunku. Wizyty miały charakter towarzyski, a nawet przyjacielski. Polubiłem go, uwierzyłem w jego przyjacielski stosunek do mnie. Łączyły nas wspólne zainteresowania. Gdy zapadła owa tragiczna noc czwartkowa, ktoś nagle energicznie zapukał do drzwi wejściowych. Moja żona podeszła do drzwi i zapytała: „kto puka?”. Usłyszała znajomy głos tego policjanta. Otworzyła mu bez wahania i zapytała co się stało, że tak późno przychodzi. W odpowiedzi otrzymała uderzenie kolbą karabinu i upadła zemdlona. Potem policjant dobił ją strzałem z karabinu. Mój 5-letni syn przestraszony tym widokiem schował się niepostrzeżenie za tapczan i on był świadkiem tej krwawej sceny. Policjant, za którym weszło do mieszkania dwóch lub trzech morderców, rozkazał pozostałym osobom, to jest Marii, Krystynie i dwójce dzieci ustawić się w rzędzie. Mój trzyletni syn zwrócił się do policjanta: „Jeśli pan chce pieniędzy, to ja panu je dam” i wyjął z kieszeni złotówkę. Wówczas jeden z oprawców porwał dziecko za nogi i roztrzaskał mu główkę o ścianę. Następnie inni zastrzelili obie młodsze siostry mojej żony i moją 6-letnią córeczkę. Po zabójstwie mordercy dokonali w mieszkaniu rabunku. Po jakimś czasie moja córeczka oprzytomniała po otrzymanym postrzale i zaczęła płakać prosząc o picie. Wtedy wpadł do pokoju ów policjant i widząc, że dziecko żyje, dobił je bagnetem” (Józef Korostyński; w: Siekierka..., s. 358 – 359). „W nocy z 6 na 7 kwietnia br. wielka banda, wśród której przypuszczalnie byli zbiegli Ukraińscy policjanci, otoczyła przysiółek Mosberg gmina Bruchnal [Jaworów], po czym uprowadzono, jak dotąd nam wiadomo, około 25 osób. Nazwiska uprowadzonych nie są dotychczas znane.” (1944, 14 kwietnia – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące mordów i uprowadzeń Polaków przez bandy ukraińskie w rejonie Jaworowa. W: B. Ossol. 16721/1, s. 251).
7 kwietnia 1944 roku (Wielki Piątek):  We wsi Budki Nieznanowskie pow. Kamionka Strumiłowa Ukraińcy zamordowali 10 Polaków a za 2 dni dalszych 11 Polaków (http://www.brzeg24.pl/moje-kresy/6280-moje-kresy-emilia-kulinska). Mój dziadek był leśniczym. Knecht Zygmunt, żona Bronisława zd. Rupental, syn Adaś Knecht - 4 lata. Tej strasznej nocy byli z nimi jeszcze inni członkowie rodziny, o których niestety nie wiem nic. Gospodarstwo zostało spalone.” (Janina Hiszczyńska, 11.04.2015, w: http://www.nawolyniu.pl/listy.htm ). We wsi Buszcze pow. Brzeżany:. „Po drugim, marcowym ataku na Polaków ukrywających się w buszczeckim kościele przyszedł kolejny atak. Tym razem w Wielki Piątek, 7 kwietnia 1944 roku. Tego dnia podpalono wszystkie polskie zabudowania Buszcza. Podpalano także wszystkie żywe zwierzęta. Ich przerażający krzyk słychać było w najdalszych zakątkach miejscowości. Wtedy w Buszczu musiało pozostać już niewielu Polaków. W sobotę 8 kwietnia kolejny raz podpalono kościół oraz plebanię. Spalił się drewniany dach kościoła, dwie wieże, a ogień stopił dwa dzwony. Przetrwały tylko potężne mury mające około 2 metry grubości. Później okazało się, że cudem ocalał znajdujący się nadal w środku obraz Matki Boskiej. Świadkowie, którzy widzieli kościół po tym, jak ten został podpalony wspominają, że ogień dotarł w miejsce, w którym wisiał cudowny obraz. Nadpalona została jego rama, ale wizerunek Matki Boskiej dziwnym trafem pozostał nienaruszony.”   (Stanisław Stadnicki:  Mordy dokonane na ludności polskiej zamieszkującej w okolicy miejscowości Buszcze; w: http://raclawice.net/raclawice_slaskie artykuly_historyczne9-.ordy_dokonane_na_ludnosci_polskiej). Bartłomiej Taran 21.01.2012 na stronie internetowej www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl  podaje: „Piszę do państwa zwracając się równocześnie o pomoc w ustaleniu faktów dotyczących rzezi w wiosce mojego dziadka Mieczysława Dudzińskiego. Pochodził on z miejscowości Buszcze w dawnym województwie Tarnopolskim. W tej chwili dziadziu nie żyje 16 lat. Opieram się na przekazie babci i mojej mamy, którym on opowiadał co się tam działo. Z tego przekazu wynika, że pradziadkowie Michał Dudziński i Anna Dudzińska z domu Bartek, posiadali duże gospodarstwo rolne. Dziadek miał dwóch braci: starszy brat Józef (miał żonę - która zginęła w pogromach) oraz nieznanego z imienia najmłodszego brata (zamordowany przez UPA w trakcie czystki, przebito go bagnetami gdy się ukrywał). Wraz z bratem Józefem w trakcie ucieczki rozdzielili się i nigdy więcej się nie spotkali, a próby odszukania przez różne instytucje spełzły na niczym... Pradziadkowie wraz z większością Polaków zamieszkujących wioskę zostali zaprowadzeni do miejscowego kościoła, gdzie spłonęli po podpaleniu tegoż kościoła. Z posiadanych wiadomości dokładam fakt, że dziadziu był artylerzystą w trakcie obrony Lwowa (1939 rok). Bartłomiej Taran Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.We wsi Chatki pow. Podhajce esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zamordowali 22 Polaków. We wsi Dobrowody pow. Podhajce esesmani ukraińscy z SS „Galizien - Hałyczyna” spalili około 200 gospodarstw polskich oraz zamordowali 21 Polaków i Ukraińca, męża Polki. We wsi Dźwiniacz pow. Nadwórna dokument ukraiński podaje: „W dniu 7.04.44. grupa Zalizniaka zlikwidowała w Dzweniaczi 5 Polaków, i spaliła 2 baraki za to, że Polacy znęcali się nas ukraińskimi robotnikami w kopalni. Łys.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8). We wsi Osowce pow. Buczacz zamordowali poprzez ucinanie siekierami głów 8 Polaków, chłopca niemowlę wyciągnęli z kołyski, roztrzaskali mu głowę a zwłoki wyrzucili na podwórze. We wsi Peresołowice pow. Hrubieszów zamordowali 2 Polaków: małżeństwo lat 75 i 80.We wsi Salówka pow. Czortków esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna’ zgwałcili i zamordowali Polkę Marię Górską, żonę podoficera WP. We wsi Tuczna pow. Przemyślany: „Drugi napad, jak mówiła mama, miał miejsce w Wielki Piątek, kiedy polskie rodziny przygotowywały się do świąt wielkanocnych, i rosło ciasto w blaszkach. Nagle wieczorem rodzice usłyszeli strzały, krzyki, lament ludzi, wycie psów i zobaczyli łuny i unoszące się dymy z palących się domów. Pozostawili wszystko w domu, zabierając tylko trójkę małych dzieci (od 8 lat do roku). Zdążyli się jakoś ukryć i szczęśliwie przeczekali bandycki napad. Od tego czasu zaczęła się mordęga życia, która trwała 3 miesiące: nie spali w domu, musieli się ukrywać po różnych zaroślach i ruinach, byli głodni i niewyspani, a najgorsze, że nie wiedzieli, co ich czeka, czy przeżyją do następnego dnia. Kiedy banderowcy zamordowali troje rodzeństwa mamy, rodzice stracili nadzieję życia. Byli zbyt słabi, aby codziennie dźwigać swoje dzieci i czuwać każdej nocy nad ich i swoim bezpieczeństwem.”  (K. W.; w: Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 130 – 131). We wsi Usicze pow. Łuck upowcy zastrzelili Polaka i jego śpiące córki lat 11 i 12; ranna żona uciekła z płonącego domu z 2-letnim dzieckiem (zasłoniła je własnym ciałem, gdy do nich strzelali). We wsi Wolica Komarowa pow. Sokal zamordowali 60 Polaków.
W nocy z 7 na 8 kwietnia 1944 roku (z Wielkiego Piątku na Wielką Sobotę): We wsi Pyszówka pow. Jaworów banderowcy oraz chłopi ukraińscy z okolicznych wsi obrabowali i spalili 40 gospodarstw polskich i plebanie oraz  zamordowali ponad 100 Polaków i 7 ukrywanych przez nich Żydów. „Referent organizacji inspekcyjnej w Sądowej Wiszni [Jaworów] zawiadomił nas o następujących wypadkach terroru ukraińskiego. Dnia 7 kwietnia 1944 około godziny 21 uzbrojona banda ukraińska złożona z kilku tysięcy ludzi otoczyła gromadę polską Pyszówkę (7 km od Krakowca) i podpaliła ją granatami ręcznymi. Uciekających z płonących domów strzelano przy użyciu broni automatycznej. Z ogólnej liczby 300 osób, zamieszkujących Pyszówkę zginęło około 100, reszta zdołała zbiec do Krakowca i po uzyskaniu przepustek kolejowych wyjechała za San w okolice Przeworska – Rozwadowa.”  (1944, 26 kwietnia – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące akcji terrorystycznych band ukraińskich skierowanych przeciw ludności polskiej. W: B. Ossol. 16721/1, s. 255). „7.IV. Pyszówka k. Krakowca wielki napad na wioskę polską. Z ok. 300 mieszkańców tylko około 80 miało ujść z życiem, resztę miano wymordować.” (1944, kwiecień – Notatka opisana w RGO w Krakowie na podstawie informacji z terenu. W: B. Ossol. 16722/2, s. 145-150). „6 kwietnia 1944 r. w Wielki Czwartek, do naszego kościoła w Pyszówce przyjechał ksiądz Władysław Kokoszka z Krakowa, w celu odprawienia mszy świętej i odbycia spowiedzi wielkanocnej. Spowiadał bardzo długo, ponieważ było dużo ludzi, we wsi była napięta atmosfera wynikająca z grożącego niebezpieczeństwa ze strony Ukraińców, którzy w tym czasie dokonali szeregu napadów i mordów w okolicy. Tego dnia, jakiś znajomy Ukrainiec powiadomił Józefa Heleniaka o przygotowywanym napadzie na naszą wieś. Nasi rodzice, pomni ostrzeżenia, całą naszą trójkę rodzeństwa (mnie Marię wówczas 12-letnią i braci Franka 9 lat, Janka 8 lat, i Stasia 2 lata) ułożyli do snu w murowanej komorze. Zamknęłam dobrze drzwi i zasnęliśmy. Obudziły nas strzały i błyski ognia. Po krótkiej chwili usłyszeliśmy krzyki i łomotanie do drzwi naszej komory. Siedzieliśmy cicho, skuleni i przytuleni do siebie. Potem nastąpiła cisza. Za chwilę poczuliśmy ostry swąd dymu, który wciskał się do naszej komory. Sytuacja stawała się coraz groźniejsza, dym gryzł nas w oczy i dusił, nie mogliśmy już wytrzymać. Z trudem otworzyłam drzwi. Wyskoczyliśmy z zadymionej komory na podwórze. Stodoła już runęła i dopalała się. Nasz budynek z komorą, murowany, był cały w ogniu. Wokół nie było nikogo. Stałam bezradna z gromadką dzieci nie wiedząc co mam robić. Postanowiłam pójść do naszego sąsiada Ukraińca do Mielnik, nazywał się Iwan Hradowy. Wzięłam na ręce najmłodszego Stasia i boso w koszulach poszliśmy tam przez pola. U niego jakaś kobieta dała nam zupy, ale bałam się, że może być zatruta. Kiedy było już jasno, do domu wrócił Hradowy. Powiedział mi: „Twoja mama już nie żyje”.  Wróciliśmy na nasze podwórze, sufit naszej komory po pożarze zawalił się, od kilku godzin czekał na nas ojciec.” (Byłam świadkiem – Maria Tyma z domu Heleniak. („Na Rubieży” nr 17/1996). „W latach dziewięćdziesiątych stwierdzono, że z Pyszkowki nie pozostał żaden ślad. Nie ma żadnego znaku w miejscu, gdzie pochowano około 60 ofiar mordu, mieszkańców wsi, pomordowanych w kwietniu 1944 roku. Ofiary czekają na swój pogrzeb i znak krzyża na miejscu wiecznego spoczynku”  (Siekierka..., s. 358; lwowskie). We wsi Wełdzirz pow. Dolina upowcy zamordowali co najmniej 26 Polaków, w tym całe rodziny.  
8 kwietnia 1944 roku (Wielka Sobota): We wsi Chrusno Stare pow. Lwów zamordowali 5 Polaków. W Wielką Sobotę, 8 kwietnia 1944 roku w Chruśnie Starym zamordowano Piotra i Pawła Majewskich, nauczycielkę Wandę Filipowicz wraz ze służącą oraz Karola Czajkę.” (http://www.znaczacy.com/akcja-ss-galizien-t831083 ). „W Chruśnie Starym, pomimo zapewnień ukraińskich sąsiadów, że nic im nie grozi, zginęli Anastazja, Kazimierz i Józef Bednarscy, Anastazja i Franciszka Wojciechowskie, Jan Głowaczewski, Antoni Szachnowski, Józef Zatorski z synem i córką, rodzina Żółkiewiczów z przysiółka Derewacz. Nie oszczędzano Ukraińców sprzyjających Polakom. Takim był niejaki Uhryn, którego zamordowali ich ukraińscy współbracia zabijając jednocześnie jego żonę Annę, synów Stanisława i Romana oraz córki Helenę i Krystynę. Zginęli także Piotr Boruta, Pelagia Dzika i młody chłopiec o nieznanym nazwisku.”  (http://www.znaczacy.com/akcja-ss-galizien-t831083 ). We wsi Łachodów pow. Przemyślany banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 30 Polaków, w tym matkę z 3 córkami. We wsi Łachowce pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy z UNS rozstrzelali 28 Polaków. We wsi Majdan pow. Nadwórna dokument ukraiński podaje: „W dniu 8.04.44. rój [drużyna] Iskry zniszczyła we wsi Majdan koło Rosilnej 15 Polaków i spaliła jeden barak. Reszta uciekła do Bytkowa i Nadwórnej. Łys.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8; w: .http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_dowody-zbrodni-i-zakamania/?). We wsi Niegowce pow. Kałusz banderowcy zamordowali 2 Polaków: ojca z 13-letnim synem oraz zrabowali ich furmankę z dobytkiem. We wsi Pomorzany pow. Brzeżany: „w biały dzień banda ukraińska zamordowała 47 Polaków” (AAN, DR, sygn. 202/III/121, k. 287 – 290).
W nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 roku (z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę):  We wsi Jazienica Polska pow. Kamionka Strumiłowa obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 16 Polaków. We wsi Krechów pow. Żydaczów banderowcy z pobliskiej wsi ukraińskiej Sulatycze obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 15 Polaków a trzech ciężko poranili. M.in. małżeństwo Józefa i Franciszkę Błażejewiczów spalili żywcem w stogu słomy. Jana Ginina dwaj banderowcy zakłuli nożami. Bronisławie Kostyszyn będącej w ósmym miesiącu ciąży nożami rozpruli brzuch, a jej troje dzieci spalili żywcem. Zamordowali Marię Otwinowską w zaawansowanej ciąży. Janowi Śliwie wycięli język i genitalia oraz zamordowali Kazimierza Śliwę i jego żonę. Ponadto we wsi Krechów (i  należącej do niej kol. Krechówka ): „8/9.04.44 r. zostali zamordowani: Kolano Michał; Otwinowski Piotr i Julia i ich krewna; Zajda i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.; Seria – tom 8). We wsi Machliniec pow. Żydaczów banderowcy z pobliskiej wsi Sulatycze obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 20 Polaków. We wsi Wiązowa pow. Żółkiew wyłapali 24 Polaków, zamknęli ich w stodole i żywcem spalili, w tym dwie matki mające po 3 dzieci i jedną matkę z 2 dzieci. We wsi Wołczkowce pow. Śniatyn obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 15 Polaków. 
 
W Wielkim Tygodniu : „Od 2 do 9 kwietnia 1944 r. oddziały UPA, wspierane przez jednostki SS-Galizien, uderzyły na wschodni odcinek polskiej linii obrony, którego dowódcą był por. Zenon Jachymek, „Wiktor”. Celem działań oddziałów ukraińskich było opanowanie gmin Jarczów, Tarnoszyn, Telatyn oraz częściowo Łaszczów i Tyszowce, a tym samym zepchnięcie oddziałów AK za Huczwę. Do najcięższych walk doszło 5 i 9 kwietnia 1944 r., czyli w Wielką Środę i Wielką Niedzielę. 5 kwietnia Ukraińcy zaatakowali m.in. Rokitno, Żerniki, Jarczów, Łubcze i Szlatyn. Po polskiej stronie było wielu zabitych i rannych.. 9 kwietnia walki toczyły się pod Telatynem, Steniatynem, Rokitnem i Żulicami, a Kol. Posadów przechodziła z rąk do rąk. /.../ Odgłosy walk zaalarmowały Niemców ze stacjonującej w Łaszczowie kompanii Wehrmachtu, którzy obsadzili drogi, zatrzymując m.in. transport 17 rannych polskich partyzantów wraz z sanitariuszkami, lekarzem i woźnicami. Rannych wieziono do szpitali polowych w Pukarzowie i Wólce Pukarzowskiej. Jeńcy zostali przekazani gestapo, a kilka dni później rozstrzelani na zamojskiej Rotundzie. W walce zginęło wielu polskich partyzantów, ale po drugiej stronie również nie brakowało zabitych. Oddziały nieprzyjaciela spaliły wsie Rzeplin, Łachowce, Radków i Marysin (polscy mieszkańcy tych wiosek zostali wcześniej ewakuowani). Bitwa nie przyniosła jednak Ukraińcom spodziewanego sukcesu. Polscy partyzanci nie pozwolili zepchnąć się za Huczwę”.(http://kultura.laszczow.pl/index.php?art=241 ). „Upowcy opanowali Żerniki, oraz zabili stu mieszkańców wsi Łubcze. Generalny atak na skupiska ludności polskiej zaplanowany został na Wielkanoc z 9 na 10 kwietnia 1944 roku. Całkowicie zaskoczone oddziały AK zostały po całodziennej walce wyparte ze wsi Pasadów zajmując pozycję wzdłuż rzeki Huczwy. Był to duży sukces UPA w tym rejonie, gdyż wraz polskimi partyzantami uciekła także ludność cywilna.” (Walki polsko-ukraińskie na Lubelszczyźnie w latach 1943-1944; www.kresy.pl; 22 lutego 2012 ). Dokument ukraiński podaje: „Walki z 5.4. wykazały, że główne siły wroga znajdują się w koloniach Posadów i Steniatyn. Ich likwidację wyznaczono na polską Wielkanoc. Dnia 9.4. o godz. 2 w nocy nasze oddziały wyszły ze wsi Ulhówek w kierunku Rzeplina, skąd uciekła ludność cywilna, i tu zakwaterował się sztab. O godz. 5.45 oddział UPA rozpoczął walkę za posadowskim lasem. Jednocześnie oddział „Hałajdy” zaatakował wieś Posadów, wyparł wroga ze wsi oraz folwarku i połączył się z UPA. Polacy uciekli do Żulic, zostawiając zabitych. Następnie doszło do ofensywy na wieś Steniatyn. Prawe skrzydło UPA podeszło do żulińskiego lasu, gdzie nastąpiła koncentracja wroga, jednak nie opanowało wzgórza z północnej strony Telatyna. Zza tego wzgórza wysunął się nieprzyjaciel tyralierą, grożąc okrążeniem. UPA wycofała się, zostawiając Posadów, który przeszedł w ręce wroga. W tym czasie w lesie, gdzie operowały „Tyhry”, wróg rozpoczął zaciekłą walkę. „Tyhry” domagały się pomocy. Około godz. 13 inspektor Wadym utworzył z jednego roju oddziału „Orła” i z maruderów z formacji UPA oddział [mający iść na] pomoc „Tyhrom”. Oni mocno trzymali się w lesie aż do godz. 15 i zlikwidowali wielu wrogów. Tymczasem dowódca Jewszan, zauważywszy, że UPA opuściła Posadów, wydał rozkaz swojemu oddziałowi, by z powrotem opanował folwark i nie dopuścił wroga do wsi. Kiedy nieprzyjaciel zbliżył się na odległość 150–300 m, otworzono ogień z broni maszynowej, granatników i karabinów. Wróg uciekł w panice, zostawiając wiele trupów. Około godz. 16 bitwa się skończyła, tabor ze zdobytym mieniem wyruszył ze wsi Posadów, podpalając folwark. Straty wroga: Zniszczone kolonie Telatyn, Posadów, część Steniatyna, reszta kolonii Rokitno, folwark i kolonia Łagiwci. Ponad 100 polskich bandytów zostało zabitych (w samym tylko lesie posadowskim 70), wielu rannych. Zdobyto RKM, sporo karabinów, pistolety, lornety, magazyny (trzy wozy słoniny, cukier, mąka, odzież), aptekę, tabor konny, bydło itp. Straty własne: 4 zabitych i 13 rannych. Szacuje się, że nieprzyjaciel rzucił do akcji około 300 ludzi.” (PA SBU, F. 13, spr. 376, t. 34, k. 264–266. Za: Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Warszawa – Kijów 2005).
 
W dniach od 3 do 9 kwietnia 1944 roku (Wielki Tydzień):  We wsi Kutkowce pow. Tarnopol banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 53 Polaków. We wsi Łachodów pow. Przemyślany zamordowali około 30 Polaków. W powiecie Nadwórna banderowcy i chłopi ukraińscy wymordowali ludność polska we wsiach: Limanowa – 46 Polaków. Majdan – 10 Polaków, Pasieczna – 107 Polaków, Rafajłowa – 20 Polaków,  Weleśnica – 17 Polaków (Sowa, s. 236).
 
9 kwietnia 1944 roku (Wielkanoc): We wsi Białe pow. Przemyślany zamordowani zostali: Szczur Katarzyna , lat 25, porwana i zgwałcona; Terlecki Karol, lat 50; Terlecki Józef, lat 15, s. Karola; Proszlak Michał, lat 34, Ukrainiec, spalony żywcem; Proszlak, Ukrainka, żona Proszlaka Michała; oaz 3 ich dzieci. „Przed świętami Wielkanocnymi 1944 r. banderowcy porwali z domu w Białym Katarzynę Szczur, młodą dziewczynę, i zaprowadzili na pastwisko. Przez całą drogę dziewczyna głośno błagała o pozostawienie jej przy życiu. Na pastwisku bandyci zastrzelili ją, a ciało przykryli gałęziami. Zwłoki Kasi zostały odnalezione dopiero gdy stajał śnieg. Nie jest wykluczone, że przed śmiercią została zgwałcona przez banderowców.” (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 170). We wsi Boków pow. Podhajce: „W czasie drugiego napadu OUN-UPA we Wielkanoc 1944 r. zamordowano około 40 Polaków NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). We wsi Budki Nieznanowskie pow. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali 11 Polaków: „W czasie wielkanocnego napadu banderowców na naszą wieś zginęło dalszych 11 mieszkańców m.in. państwo Żołyńscy, którzy osierocili pięcioro dzieci oraz ojciec mojego taty, czyli mój dziadek, Karol Demski” (http://www.brzeg24.pl/moje-kresy/6280-moje-kresy-emilia-kulinska). We wsiach Budynin, Łachowce, Radków woj. lubelskie: „Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa dokonanych w kwietniu 1944 r. w miejscowości Łachowce i innych miejscowościach województwa lubelskiego, polegającej na zabójstwie około 60 osób, przez nacjonalistów ukraińskich, którzy dopuszczając się tych czynów działali w celu wyniszczenia polskiej grupy narodowościowej ( S.81/08/Zi ). W toku prowadzonego postępowania przygotowawczego przeprowadzono czynności, które pozwoliły na ustalenie, iż w okresie pomiędzy 04 a 09 kwietnia 1944 r. w Radkowie ukraińscy nacjonaliści, w nieustalony bliżej sposób, najprawdopodobniej poprzez oddanie do pokrzywdzonych śmiertelnych strzałów lub przy użyciu bagnetów bądź innych ostrych narzędzi zabili około 20 cywilnych osób narodowości polskiej. Stwierdzono, iż w tych okolicznościach śmierć ponieśli: Katarzyna i Marcin małżonkowie Ś., Wacław K., Justyna K., Jan Sz. z żoną i ich córką Heleną, nadto osoby o nazwisku G., Cz. i Sz., Stanisław K. z córką, Władysława N. z matką, Zofia N. Nadto w dniu 09 kwietnia 1944 r. i w dniach następnych w miejscowości Łachowce i Budynin napastnicy w podobny sposób zamordowali około 40 osób, w tym Julię J., Stefana J., Wiktorię B., Jadwigę B., Stanisława C., Franciszkę C., Łukasza C., Mariannę K., Katarzynę W., Franciszka Ś., Mariana Ś., Stanisława N., Franciszka N., Franciszka K., Katarzynę K., Władysława K., Władysława G., kobietę o imieniu Stefania, Franciszkę K., Ksenię K., Tadeusza K., Mariannę G., Irenę G., Katarzynę S., Janinę K., Bernadetę C., Mariannę H., Irenę H., Jana G. i Katarzynę G. Materiał dowodowy nie pozwolił na wskazanie odpowiedzialności konkretnych osób, co spowodowało konieczność umorzenia śledztwa w sprawie wszystkich czynów wobec niewykrycia sprawców.”  We wsi Czabarówka pow. Kopyczyńce został zarąbany siekierą na łące koło swojego domu Mikołaj Turek, lat około 45. We wsi Daszów pow. Stryj: „9 kwietnia 1944 r., w pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych pod kościół w Daszowie (pow. Stryj) przywieziono na drabiniastym wozie popalone zwłoki czterech ludzi. Widok był straszny. Ruszyło to nawet Niemców. Oficer niemiecki w asyście dwóch żołnierzy poszli do cerkwi i przyprowadzili popa. Strasznie na niego krzyczeli. Oficer patykiem odgarnął słomę, którą były przykryte ciała i krzyczał na popa jak on wychowuje swych ludzi, że dopuszczają się takich zbrodni. Pop łapał się za głowę i wołał: „ja ni czo ne winowaty”. Zajście to obserwowałem z odległości 20 metrów. Były to zwłoki Polaków ze wsi Krychówka, która tej nocy została spalona przez UPA” (Edward Hutyra; w: Siekierka..., s. 601). W miasteczku Gliniany pow. Przemyślany zostało zamordowanych 6 Polaków NN. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 115). We wsi Hanaczówka pow. Przemyślany:9 kwietnia 1944 r. przybiegł do ich domu około 12-letni syn Ukraińca o polskim nazwisku Dąbrowski (który bardzo lubił dziadka Sokaluka) i krzycząc głośno próbował ich ostrzec: - „Panie, idą was mordować!”. Prapradziadek Stefan nie chciał uwierzyć w to, żeby sąsiedzi, z którymi dobrze żył, którzy wybudowali mu dom, a on płacił im za to bardzo dobre pensje, mogliby posunąć się do takich czynów... Pozostał w domu. Jego córka z mężem Janem i dziećmi nie chcieli ryzykować i schronili się w pobliskim kościele (w Hanaczowie), a Stefan Sokaluk pozostał w domu. Na drugi dzień Jan Komorowski (jego zięć) wraz córką Stefą (moją babcią), poszli do Hanaczówki, aby sprawdzić, co dzieje się z dziadkiem i ewentualnie, żeby zabrać go do kościoła, gdzie ukryła się większość Polaków z obu wiosek. Niestety, obraz, jaki zastali, był makabryczny... Stefan Sokaluk leżał na podwórku - pomiędzy rogiem domu a schowkiem, który był przygotowany do schronienia się w razie napadu Ukraińców. Miał rozerwany nożem żołądek i wbity w skroń nóż... Prawdopodobnie nie zdążył dobiec do tego schowka. Po chwili przybiegł jakiś chłopiec, aby ostrzec Jana i jego córkę, że zbliżają się Ukraińcy i będą chcieli także ich zamordować, więc Komorowscy z powrotem uciekli do Hanaczowa, nie zdążywszy pochować Stefana Sokaluka. Ale dziadek miał dozorcę domu, który zabrał jego ciało i po kryjomu pochował w rogu cmentarza w Hanaczowie. Jednak został za to ukarany - banderowcy zabili dozorcę, wbijając w niego nóż z kartką „Za to, żeś dobrze panów pilnował”. Został zamordowany za to, że służył Polakom...” (Katarzyna Sobiecka-Tomporowska; w: Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 220). We wsi Hołyń pow. Kałusz obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 21 Polaków, w większości kobiety, dzieci i starców, 75-letniego byłego nauczyciela wrzucili żywcem do płonącej stodoły. Inni: „09.04.1944 r. zamordowano: Grzymkowski Piotr z rodziną - 5 osób; Izbińska Maria - 2 osoby; Jankowski i.n.; Paradowska i.n.; Oleksiak Szymon - 3 osoby; Paradowski Zygmunt; Rybakieza Jan - 5 osób; Rybakieza Witalis - 2 osoby; Strypa Bazyli - 4 osoby; Szczepańska Maria; Wolanin Wojciech.  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). „Jankowski i Paradowska , 2 osoby żywcem spalone”  (1944, kwiecień/maj – Pismo PolKO Kałusz do Delegata RGO we Lwowie zawierające dwadzieścia pięć imiennych wykazów mieszkańców Landskomissariatu kałuskiego, poszkodowanych przez napady ukraińskie. W:  B. Ossol. 16221/1, s. 201-277, 281). We wsi Huta woj. tarnopolskie: „Wieś Huta – w samą Wielkanoc spalono  i wymordowano 20 osób”  (Zbigniew Rusiński: Tryptyk brzeżański; Wrocław 1998, s. 39). We wsi Łahodów pow. Przemyślany zamordowani zostali: Florko Maria, lat 45; Florko Michał, lat 16; Kunicka Maria, lat ok. 45; Kunicki Michał, lat ok. 20; Nowogrodzka Katarzyna, lat 21; Nowogrodzka i jej czworo dzieci; Ptaszek i jej dwie córki; Śnieżek Jan, lat ok. 50; 2 mężczyzn NN. ( Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 226). „9 kwietnia 1944 r. została zamordowana w Łahodowie rodzina Ptaszków. Bestialskiego czynu dokonano w nocy w zagrodzie przy pomocy siekier. Córka małżeństwa to 10-letnia Stefania”. (SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 145)  We wsi Łachowce pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali 53 Polaków, do uciekających strzelali, złapanych torturowali aż do zgonu. We wsi Ostrówek gmina Ciechanki pow. Lublin policjanci ukraińscy spalili wieś oraz zamordowali 24 Polaków, w tym 6 kobiet oraz dzieci lat: 2, 3, 6, 8, 10, 15. We wsi Posadów pow. Tomaszów Lubelski upowcy obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 21 Polaków i 2 Rosjan. “Tym razem zaatakowali Wiszniów, Franusin, Posadów. Do przeciwuderzenia na Franusin użyto między innymi naszego plutonu. Przerażający i odrażający był widok po ataku UPA na tę wieś. W mieszkaniach, na podwórzach i oborach, nawet w stodołach leżały zwłoki pomordowanych Polaków, mężczyzn, kobiet, staruszków i dzieci. Zabijano ich strzałami z broni palnej, ale i widłami oraz motykami dla zadania większych cierpień. W jednej ze stodół trafiliśmy na zwłoki mężczyzny, któremu ręce obcięto na sieczkarni, a potem dobito strzałem w tył głowy. Wszędzie pełno krwi i zakrwawionych ubrań, bo napad miał miejsce w godzinach rannych, gdy mieszkańcy wsi jeszcze spali. Z całej wsi ocalało jedynie kilkanaście osób, które wcześniej przygotowały sobie odpowiednie kryjówki. Całe szczęście, że nie podpalono zabudowań, bo ci ukryci w różnych schowkach zginęliby w płomieniach. Oddział UPA na widok zbliżającej się tyraliery, w pośpiechu opuścił wieś w kierunku Poturzyna.”  (Edward Sochan z samoobrony we wsi Grabowica; w: http://jbbs.salon24.pl/207857,walki-z-upa-wspomnienia ). We wsiach: Posadów, Steniatyn, Telatyn pow. Tomaszów Lubelski w walkach z UPA poległo 40 partyzantów AK a ponad 100 zostało rannych. We wsi Rekliniec pow. Żółkiew zamordowali 26 Polaków, głównie kobiety i dzieci oraz 2 Ukraińców. We wsi Rzeplin pow. Tomaszów Lubelski zamordowali co najmniej 20 Polaków. We wsi Sokołów pow. Stryj:  W dniu 9 kwietnia została spalona i zrabowano miejscowość Sokołów [Stryj], gdzie padło ofiarą bestialstwa 4 osoby i 2 ranne.”  (1944, 15 kwietnia – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie dotyczące tragicznej sytuacji ludności polskiej na terenie powiatu stryjskiego na skutek masowych mordów band ukraińskich. W: B. Ossol 16721/2, s. 27-28). We wsi Telatyn pow. Tomaszów Lubelski: „09.04.1944 r. podczas napadu UPA polegli lub zostali zamordowani: Buczko Stanisław l. 21 żołn. AK (poległ), Lizak Tadeusz, Pająk Maria l. ok. 60,  Skardasz Aniela – spalona, Szczygieł Tadeusz żołn. AK (poległ), Ślęzak Jan l. 20, żołn. AK (poległ), [oraz] 18 osób NN zamordowanych w tym napadzie.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Tomaszowce pow. Kałusz sotnia UPA “Hajdamaki” oraz chłopi ukraińscy z tej wsi oraz okolicznych w sile 2 – 3 tysięcy napastników spalili 470 gospodarstw polskich, szkołę i kościół oraz zamordowali 107 Polaków, w większości kobiety i dzieci. „W możliwość masowej akcji nikt w Tomaszowcach szczerze nie wierzył, ponieważ Ukraińcy stale zapewniali ludność polską, że żadna krzywda im się nie stanie, a nawet oburzali się, że Polacy z dobytkiem wyjeżdżali do Kałusza. Kiedy jednak spalono i częściowo wymordowano ludność polską w Dąbrowej, Dubowicy, Pawlikówce i Dołsze Wojniłowskiej, tomaszowiacy ostatecznie przestali się łudzić. Samego napadu dokonano w nocy z dnia 9 na 10 kwietnia, w Święta Wielkanocne o godz. 9. Już od południa zauważono duży ruch między Ukraińcami. Wieczorem na dany znak tłumy rzuciły się do domów polskich, słychać było okrzyki bandytów w języku polskim: bij, pal, Kuba, Wojtek itp., na rękawach mieli białe opaski. Napastnicy byli w mundurach wojskowych niemieckich, policji ukraińskiej, ale większość to cywile. Młodzieży około 14 lat było bardzo dużo. Równocześnie wybuchły pożary ze wszystkich stron. Płonęło około 470 gospodarstw, prócz tego podpalono w tym samym czasie sąsiednią parafię polską Pniaki. Na przestrzeni 7 x 6 km widoczne było jedno morze ognia. Napadniętych mordowano w okrutny sposób, palono w ogniu, kto nie uciekł, zginął. /.../ Wśród morderców poznano posterunkowego ukraińskiej policji z Tomaszowiec Horbowego, który zastrzelił Paćkowskiego Antoniego l. 53. Mielniczuka Michała s. Hrynia, który zarąbał Tarnawskiego Michała l. 56. Łabaciej Sławko zastrzelił Kwaśnika Jana l. 52. Poznano też Michajluka Wasyla, Łukowego Michała, Litwinica, Czereśnija, Sztudra i innych. /.../ Kościół w Tomaszowcach został obrabowany i częściowo spalony, jak również spalone zostały trzy polskie szkoły powszechne.” (1944, kwiecień – Informacja PolKO Kałusz dotycząca napadów na ludność polską powiatu kałuskiego przez bandy ukraińskie. W:  B. Ossol. 16722/1, s. 199).  “Moi rodzice: ojciec Antoni i mama Rozalia Krasuccy oraz Waleria Stefanko z d. Krasucka, bratanica mego ojca, zostali zamordowani na terenie swoich zabudowań, na gnojniku. Umierali w straszliwych męczarniach, za życia obcięto im kończyny nóg i rąk, piersi i genitalia, duszono ich i bito tępymi narzędziami. /.../ Kilka godzin konali w męczarniach, po śmierci zakopani pod obornikiem. /.../ Dufrat Wincenty, lat 55, (rozcięto mu brzuch, do wnętrza nasypano soli i tak pozostawiono go w męczarniach aż do skonania). /.../ Krasucki Tomasz, lat 76 (uprowadzony z domu, przywiązany do konia i wleczony po ziemi aż do skonania), /.../ Majdańska Stanisława, córka Wincentego, lat 20 (zamordowana na drodze, powracająca z Kałusza po żywność do swego domu). Ryman Stanislawa, lat 20 (spalona żywcem w swoim domu). Pikuła Wojciech, lat 45 i córka Genowefa, lat 18 (podczas ucieczki do Kałusza na drodze zostali zamordowani, zwłok nie odnaleziono)” (Leon Krasucki; w: Siekierka..., s. 202 – 203). Już po tym ataku na konwój Polaków ewakuujących się z Tomaszowiec, Dąbrowy i Niegowców do Kałusza, ochraniany przez żołnierzy węgierskich i niemieckich, napadła banda ukraińskich nacjonalistów. Pomimo obrony, napastnikom udało się zabić kilku-kilkunastu Polaków, zniszczyć kilka wozów i zabrać przewożone mienie. Także w Kałuszu uchodźcy nie byli bezpieczni – podczas ataku UPA na przedmieścia zginęło 18 osób. We wsi Wasylów Wielki pow. Tomaszów Lubelski wyłapali na terenie gminy i zamordowali 89 Polaków. We wsi Żulice pow. Tomaszów Lubelski: „09.04.1944 r. podczas napadu sotni Żeleźniaka zostało zam. 12 Polaków NN.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Żuraki oraz Manasterczany pow. Nadwórna dokument ukraiński podaje: „W dniu 9.04.44. grupa Zalizniaka spaliła 5 gospodarstw i zniszczyła 5 Polaków w wioskach Żuraki i Monastyrycze. Łys.” (IPN BU 1554/177, k. 4-8).
 
W dniach 9 i 10 kwietnia 1944 roku (Wielka Niedziela i Poniedziałek Wielkanocny): We wsi Gliniany pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali rodzinę polską, uciekinierów z Wołynia; co najmniej 3 osoby. We wsi Lubienie pow. Jaworów banderowcy obrabowali i spalili wieś oraz zamordowali 240 Polaków. We wsi Ruda Kochanowska pow. Jaworów zamordowali młodą Polkę Annę Białowąs. We wsi Tourów pow. Brzeżany zamordowali 4-osobową rodzinę Czubów.   
 
W nocy z 9 na 10 kwietnia 1944 roku (z Wielkanocy na Poniedziałek Wielkanocny): We wsi Dublany pow. Sambor miejscowi banderowcy oraz ze wsi Horodyszcze i Stopnica Ruska napadli na przysiółek Oleksięta obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali za pomocą siekier, noży, wideł, bagnetów, lub spalili żywcem 30 Polaków a 12 poranili. "Jednym z pierwszych zamordowanych był Roman Cybulski, człowiek bardzo lubiany we wsi. Wrócił z Francji, gdzie pracował zarobkowo. Został w bestialski sposób zamordowany przez banderowców Szadego. Wyprowadzono go z chałupy i na podwórzu roztrzaskano mu siekierą głowę, tak aż mózg wypłynął. Pozostawił malutką córeczkę Emilkę. Żona, Karolina z Pakosów długo opłakiwała stratę męża."  (Edward Dzedzej; w: https://www.facebook.com/oleksieta/ ). We wsi Pniaki pow. Kałusz upowcy zamordowali „szereg osób” (Motyka...., s. 386; Ukraińska...). We wsi Sokołów pow. Stryj spalili połowę domów we wsi i zabili 5 Polaków. We wsi Wicyń pow. Złoczów w walce z UPA poległo 19 Polaków z samoobrony.
10 kwietnia 1944 roku (Poniedziałek Wielkanocny): We wsiach Busieniec, Buśno i Putnowice Kolonia pow. Chełm: „Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa, dokonanych w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Busieniec, Buśno, i Putnowice Kolonia, powiat Chełm, województwa lubelskiego, polegających na zabójstwie Józefa Sz., rodziny o nazwisku W. i innych osób spośród ludności cywilnej zamieszkałej w tych miejscowościach, w nieustalony bliżej sposób, przez nacjonalistów ukraińskich, którzy dopuszczając się tych czynów działali w celu wyniszczenia polskiej grupy narodowościowej. ( S. 13/10/Zi ). W toku prowadzonego postępowania przygotowawczego wyjaśniano wszystkie okoliczności faktyczne czynów, których dopuścili się nacjonaliści ukraińscy współdziałający z niemieckimi okupantami na polskiej ludności cywilnej zamieszkującej wsie powiatu hrubieszowskiego, w tym czyny polegające na: zabójstwie Józefa Sz., do którego doszło w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Busieniec; zabójstwach Jana i Tacjany, małżonków W. oraz ich dzieci: Stanisława, Stefanii, Mariana i Anieli oraz Wacława B., do których doszło w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Busieniec; zabójstwach Stanisława Z., Wiktora B., Antoniego O., Stanisława T. i Stanisława Ch., do których doszło w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Kolonia Putnowice; zabójstwie pochodzącego z miejscowości Grabowiec Bronisława R., do którego doszło w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Kolonia Putnowice; zabójstwach Stanisława i Anastazji małżonków F., Kazimierza i Leokadii małżonków Ł., ich syna Bogdana oraz Marii Z. i Zbigniewa N.; zabójstwie Jana P., do którego doszło w dniu 10 lub 14 kwietnia 1944 r. w miejscowości Buśno lub Kurmanów; zabójstwach nieustalonej bliżej liczbie osób, najprawdopodobniej 5 lub 6, do których doszło w dniu 10 kwietnia 1944 r. w miejscowości Maziarnia.” ( IPN Lublin; S. 13/10/Zi ). We wsi Ćwierć koło Narajowa pow. Brzeżany: „Władysław Nowakowski był bratem mej babci Katarzyny z domu Nowakowska. Z informacji uzyskanych od rodziny wiem ,że śmierć Władysława nastąpiła dokładnie w 2-gi dzień Wielkanocy 1944 r. tj.10/o4/1944. Został on zabrany przez dwóch Ukraińców (na jednego z nich mówiono Tatar), z domu w Ćwierciach /obecnie część Narajowa) w dniu 09/04/1944 r. - następnego dnia został znaleziony w sadzie swego ojca. Musiał bardzo cierpieć przed śmiercią ,bo miał pogryzione palce rąk a paznokcie pełne ziemi. Nie wiem ,gdzie jest pochowany” (Lucyna 22.03.2011; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). We wsi Dębina, gmina Tomaszowce, pow. Kałusz: „10.04.44 r. zostali zamordowani: 1-6. Chołoda i.n.; Ekiert i.n.; Jata i.n.; (2 osoby); Małek i.n.; Marek i.n.; 7-12. Oskroba i.n.; Paczkowski i.n.; Pityjski i.n.; Pityjski (inna osoba) i.n.; Wiącek i.n., 12. Wilk i.n.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Hanaczów pow. Przemyślany upowcy zabili 66 Polaków, z czego 26 w Hanaczowie, a pozostałych w przysiółkach. Bagnetami zakłuli matkę z 5 dzieci od roku do 7 lat a ojca ciężko poranili. Zamordowani zostali m.in.:: „Bednarz Józef, lat 17; Bednarz Michał, lat 30; Bohonos Michał, lat 51, zakłuty bagnetem; Chańko Piotr; Chmielowska Zofia, lat 60; Chmielowski Jan, lat 65; Dąbrowski Benedykt, lat 71; Figurska Katarzyna, lat 31, zamordowana toporem ; Fronczak Mikołaj, lat 34; Hajzakiw Józef; Ilków, lat 67; Kunicki Stanisław, lat 60; Łęgowy Kazimierz, lat 33; Łęgowy Maria, lat 27, zamordowana siekierą ; Michaliszyn Michał, lat 51; Nieckarz Aniela, lat 32; Słabiniak Franciszka, lat 35, zamordowana toporem; Słabiniak Agnieszka, lat 7, d. Fr. Słabiniak; Słabiniak Katarzyna, lat  5, d. Fr. Słabiniak; Słabiniak, lat  3, dziecko Fr. Słabiniak; Świerk Franciszek, lat 50; Tybińska Anna, lat 60, zamordowany toporem; Tybiński Józef,  lat 18, zamordowany toporem; Tymkowski Michał, lat 32; Tymkowska Anna; Węgrzyn Agnieszka, lat 72; Węgrzyn Andrzej; Węgrzyn Maria, lat 51, zakłuta bagnetem; Węgrzyn, lat 75; Węgrzyn Wanda, lat 75; Wojtowicz Marcin, lat 75; Wojtowicz Zofia, lat 36, zamordowana toporem.” (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 216 – 219). Oraz: Bielecka Helena, lat 30; Bielecka, lat 6; Karpyszyn Karolina, lat 42. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 280). „Atak rozpoczął się między godziną 23 a 24. Według ówczesnych meldunków wzięły w nim udział odziały UPA liczące około 1500 ludzi. Napastnicy w pierwszym momencie podpalili te budynki we wschodniej części wsi poza trójkątem obronnym, które ocalały po pierwszym napadzie. Morze płomieni ogarnęło redutę obronną, a z kilku stron odezwały się karabiny maszynowe UPA. Natarcie przeprowadzono z sześciu punktów wyjściowych, ale główny atak poszedł od strony wschodniej doliną i sadami pod osłoną pojedynczych domów. Między tymi domami a centrum wsi leżała szeroka łąka z głębokim rowem. Tutaj Gruzin sam poprowadził atak. Gdy główne siły atakujących znalazły się na łące, obrona otwarła ogień z rkm-ów. Napastnicy zaczęli się wahać, lecz poderwani do kontynuowania ataku pobiegli dalej. W środku łąki dostali ogień z boku. To wachm.”Głóg” przedarł się z grupą żołnierzy między palącymi się budynkami i uderzył z boku i z tyłu na banderowców. Napastnicy zaczęli się w panice cofać, zginęło tu około 15 banderowców, w tym dowódca Gruzin. Brak dowódcy spowodował zamieszanie. Na innych odcinkach ataki UPA odpierano łatwiej. W kościele schroniło się wiele matek z dziećmi. Ład i porządek utrzymywał tu o. Wiktor (Franciszek Błaż). Polecił on. aby wszyscy udali się na sklepienie kościoła i tam poukładali się za osłoną podmurówki dachu. Ale i tu powstała panika, gdy kule zaczęły trafiać w dach kryty blachą. Znów trzeba było wszystkich sprowadzać na dół. O. Wiktor podtrzymywał na duchu i udzielał Komunii świętej. Nad ranem, po bezskutecznym oczekiwaniu na zrzut, wracał por. Strzała. Doszli do wsi i chcąc przyjść z pomocą obrońcom, musieli najpierw sami odeprzeć atak grupy UPA. Zbliżała się 5-ta rano, dym z dopalających się budynków osłonił redutę obronną, zmniejszając widoczność. Dowództwo nad obroną po rannym wachm. ”Głogu” przejął plutonowy Józef Chruściel”Ryś”. Napastnicy przypuścili jeszcze jeden atak - od zachodu, również odparty. Około godziny 6-rano zauważono pewne zamieszanie wśród atakujących, zabieranie rannych i wycofywanie się. Na górze Dąbrowa między Hanaczowem a Siedliskami ckm-y UPA osłaniały odwrót. Wycofujący się niszczyli i zabierali mienie pozostałe po pożarze. Jeszcze raz około godziny 7.30 oddziały UPA próbowały dostać się do wsi, uderzył na nich por. Strzała z przydzielonym plutonem z rezerwy dowództwa i grupą żydowską. Nastąpiło zamieszanie w szeregach wroga, a potem ucieczka. Kapral Tadeusz Lipski „Puchacz” gonił uciekających z rkm-em. Tuż obok niego padł jeden z partyzantów żydowskich, Siunio Lichtenberg z Przemyślan. O godzinie 9 rano całkowicie zaprzestano walki. Banderowcy wycofali się na Romanów. Ciała zabitych wleczono - przywiązanych za ręce i nogi - końmi Zabitym, których nie mogli zabrać obcinano głowy dla uniknięcia rozpoznania. Zabitych banderowców oceniono na 120 ludzi, ilu było rannych nie udało się ustalić. W samym Hanaczowie straty były stosunkowo niewielkie: 26 osób, w tym pięciu obrońców Hanaczowa - Michał Bednarz ”Piotruś’, trzej nieznani ochotnicy ze Lwowa z oddziału por. Strzały i wspomniany partyzant żydowski. Zginęli poza tym ci, którzy lekkomyślnie nie opuścili domów. Szczególnie tragiczna była śmierć rodziny Michała Nieckarza zwanego Nagabów. Wpadło tam sześciu napastników. Bagnetami zamordowali żonę, a jego samego ciężko ranili. Następnie z łóżek wywlekli pięcioro dzieci w wieku od jednego roku do siedmiu lat, zakłuli bagnetami i martwe ułożyli jedno koło drugiego. Pozostałe ofiary stanowili mieszkańcy Hanaczówki oraz przysiółków Zagóra i Podkamienna, które ominął pierwszy napad a ich mieszkańcy zlekceważyli następny. Centrum Hanaczowa co prawda obroniło się i uratowała się ludność, która tam się schroniła, ale w spalonych przysiółkach i w ograbionych domach nie można było mieszkać. Trzeba było opuszczać wieś. Zaraz po pogrzebie pomordowanych, wyruszyła ze wsi drogą do Kurowic kolumna furmanek z ich skromnym dobytkiem. Gdy tylko wyjechali na grzbiet Zawory, około kilometr od wsi, zostali ostrzelani od strony lasu na górze Kamienna. Nie mając broni zawrócili. W trzy dni później ponowiono próbę wydostania się, tym razem w kierunku na szosę przemyślańską. Gdy kolumna zbliżała się do lasu zwanego franciszkańskim, została ostrzelana; zginęło 9 do 12 osób jadących na furmankach, m.in. sołtys Marcin Dyl i trzy osoby z jego rodziny. Na odgłos strzałów przyszła odsiecz ze wsi i sprowadziła zaatakowanych z powrotem do wsi. /.../ Piotr Niedzielski wspomina: Byłem w Hanaczowie z ojca bratem, końmi. Pojechaliśmy po tamtejszych ludzi po napadzie ukraińców. To był kawał drogi. Widziałem tam pomordowanych ludzi, popalone bydło, psy, popalone domy. Kościół stał cały i szkoła murowana. Wieś była zniszczona w osiemdziesięciu procentach. Widziałem kobietę w ciąży z rozprutym brzuchem, jedna panna miała obcięte piersi.” (Hanaczów przestał istnieć; w: http://piotrp50.blog.onet.pl/2006/04/10/hanaczow). We wsi Hanaczówka oraz w przysiółkach Zagórze i Podkamienna pow. Przemyślany: „Około godziny 9 rano ustały walki w Hanaczowie a wycofujące się odziały UPA podpaliły zabudowania w przysiółku Zagóra i Podkamienna oraz w Hanaczówce mordując 25 Polaków.” (http://piotrp50.republika.pl/2obronahanaczowa.html ) „Bojówka czoty UPA otoczyła dom, w którym znajdowała się rodzina składająca się z z 18-letniej córki, jej matki i dziadka. Dziewczyna skłoniła dziadka, by ukrył się w kuchni, w piecu chlebowym, sama zaś z matką ukryła się na strychu. Mołojcy z Ukraińskiej Powstańczej Armii dopadli je na strychu, zwlekli do kuchni, zdarli z nich odzienie, przybili dłonie matki do futryny drzwi i na jej oczach kolejno gwałcili jej córkę. Następnie obcinali członki ciała dziewczyny i rozwieszali je na ścianach, na świętych obrazach. Krwią z ofiary napisali na ścianie „śmierć Lachom”. Po zamordowaniu dziewczyny zabrali się do umęczenia jej matki, zadali jej, jak później stwierdzono 66 pchnięć nożem, tak aby długo cierpiała. Obecności dziadka w piecu chlebowym nie odkryli, stąd ta szczegółowa relacja.” (Edward Prus: Legenda Kresów; Wrocław 1995, s. 59 oraz „Gazeta Robotnicza” z 7.IX.1992). We wsi Jasna pow. Przemyślany „Dn. 10 kwietnia zamordowano we wsi Jasna 3 osoby” („Wiadomości z Ziem Wschodnich” nr 6, w: http://koris.com.ua/other/14728/index. html?page=185). We wsi Kimirz pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 3 Polaków. We wsi Kopań pow. Przemyślany zamordowali 3 Polaków, w tym 6-letnią dziewczynkę. We wsi Popielany pow. Lwów: „W Poniedziałek Wielkanocny 10 kwietnia 1944 roku, zginął we wsi Popielany Michał Duszczak z Łanów a w lesie na Piaskach pod Dobrzanami Maria Pianko z Godowskich, wraz ze swym ukraińskim mężem, rozpaczającym na widok mordowanej żony.” (http://www.znaczacy.com/akcja-ss-galizien-t831083 ). We wsi Sławna pow. Zborów zamordowali 14 Polaków z 3 rodzin. We wsi Stołpin pow. Radziechów zamordowali w okrutny sposób 4-osobową rodzinę polską:  44-letnią Marię Chrzan, jej 2-letnią córkę Romanę, 4-letnią córkę Kazimierę oraz 8-letniego syna Jana. Jej męża, 43-letniego Mikołaja, wraz z innym Polakiem, zamordowali 7 kwietnia 1944 r. W drugiej połowie kwietnia zamordowali tutaj matkę o nazwisku Dziadura oraz jej 6-cioro dzieci. 
 
Około Wielkanocy 1944 roku w miejscowości Olesk pow. Złoczów: „Klasztor w Olesku spalony, zakonnicy wymordowani, z Żydów, których tam umieściliśmy ubiegłej jesieni, uratował się zaledwie jeden” (Franciszek Sikorski: Iwa zielona;  s. 237); „(...) a potem jak zobaczyłem na wpół zwęglonych ojców, wuja Micheasza, ciotecznego brata Aarona, którego powiesili w kruchcie na krzyżu, gwoździami przybili ręce i nogi, a bok przedziurawili, klęczącego furtiana, podpartego z przodu i z tyłu ławkami i trzymającego w złożonych jak do modlitwy pacierza rękach własną głowę, Dawida bez rąk i nóg” (jw., s. 239); „(...) to hiwisi wspólnie z wyrostkami z Zatorzec, wśród których był syn popa, spalili klasztor. Podobno pop wyklął syna i przypłacił to życiem. Hiwisi powiesili go w ogrodzie” (jw., s. 243).
 
W nocy z 10 na 11 kwietnia 1944 roku (z Poniedziałku Wielkanocnego na wtorek) w przysiółku Zady należącym do wsi Wołoszcza  pow. Drohobycz bojówkarze OUN spalili wszystkie 52 gospodarstwa polskie, szkołę, urząd wiejski i zamordowali 35 Polaków oraz „nieznana liczba mężczyzn spaliła się w ogniu”  (Motyka..., s. 387; Ukraińska…). Komański i Siekierka podają liczbę 40 zamordowanych Polaków (we wsi Wołoszcza). „Napad rozpoczął się o godz. 12-tej w nocy. Z kierunku wsi Dorożów, polną drożyną wśród rozległych pastwisk naddniestrzańskich przyjechało 37-50 furmanek i około 20 ludzi na osiodłanych koniach, po lewym brzegu Bystrzycy, aż pod wieś Tynów do przysiółka Zady, gdzie wymordowano 26 osób (w tym 25 Polaków, 1 Ukrainiec zastrzelony przez omyłkę, ponieważ uciekał) i spalono 36 zagród włościan polskich. Napad trwał do godz. 3.30, po czym bandyci wrócili tą samą drogą. Przeprowadzili oni ponadto gruntowny rabunek rzeczy, zastrzelili i zabrali 16 świń i uprowadzili kilkanaście koni. Wielu mieszkańców uciekło wprost z łóżek, niektórzy nawet bez ubrań i butów. Sprawcami są nacjonaliści ukraińscy.”. (1944, 18 kwietnia – Pismo PolKO z Drohobycza do RGO w Krakowie wraz z załącznikami dotyczące położenia ludności polskiej w powiecie drohobyckim w związku z napadami nacjonalistów ukraińskich i bierną postawą władz niemieckich wobec zagrożenia życia i mienia ludności polskiej. W: B. Ossol. 16722/1, s. 141-142, 343-344, 347-356). „18-letnią Eugenię Badecką, piękną dziewczynę, córkę kierownika szkoły w Zadach spalono żywcem w jej domu, tam tez spłonęli staruszkowie Franciszek i Marcela Badeccy. Nie byli to dziadkowie Eugenii. Z opowiadań wiem, że banderowcy żywcem ukrzyżowali na ścianie domu 14-15-letniego Ludwika Gabrysza, a następnie podpalili budynek” (Franciszek Rygiel; w: Siekierka..., s. 200). „Ciotka opowiadała, że zaraz po mordzie w Zadach, w Majniczu został zamordowany jej syn. Było to tak, że w nocy do domu ciotki przyszło kilku banderowców i kazali jej synowi Franciszkowi Badeckiemu wstać z łóżka i pokazać drogę. Wyprowadzili go z domu a jego ciało zostało znalezione na drugi dzień zatopione w torfowisku. Ciało miało skręcone drutem kolczastym ręce do tyłu i także usta miały przebite wargi i skręcone drutem kolczastym” (Grzegorz Nieczypor; w: Siekierka..., s. 197). „Druga część tragedii rozegrała się z Marią Badecką i jej synkiem. Przyszli banderowcy i oboje zabrali. Zgwałcili ją, obcięli piersi i zastrzelili, a dziecko przywiązali do dwóch ugiętych drzew, które prostując się, rozerwały je. Scenę tę oglądał z ukrycia parobek” (Jadwiga Badecka; w: Siekierka..., s. 188).
 
Od 10 kwietnia (Poniedziałek Wielkanocny 1944 roku) do 13 kwietnia w mieście Kuty pow. Kosów Huculski upowcy wymordowali ponad 200 Polaków i Ormian  „Około 10 kwietnia 1944 r. do Kut wkroczył oddział żołnierzy sowieckich, który przez kilka dni stacjonował w mieście gwarantując bezpieczeństwo życia miejscowej ludności przed napadami band UPA. Po tygodniowym pobycie oddział ten nagle wyjechał z Kut na kilka dni zostawiając mieszkańców na łaskę band UPA. Okazało się później, że ten dowódca był Ukraińcem i dogadał się z banderowcami, dając im wolna rękę na kilka dni do rozprawienia się z Lachami. Przez trzy dni bojówki UPA bezkarnie mordowały Polaków i Ormian, mieszkańców Kut. Ograbiły i spaliły większość polskich domostw. Zamordowały co najmniej 200 osób. Części mieszkańców udało się ukryć lub uciec do Śnatynia. Zamordowanych zakopano w różnych dolach. Do dziś nie jest wiadomo, gdzie i w jakich miejscach zostali zakopani (Siekierka..., s. 285 – 287). W tym samym miesiącu w bestialski sposób zastała zamordowana cała rodzina naszego ojca. Jego brat Michał Chrzanowski z żoną Eugenią, oboje po 58 lat, dwóch synów: Tadeusz, lat 16 i Walenty, lat 11, oraz dwie córki: Wanda, lat 15 i Halina, lat 18, którą uprowadzono do lasu i po zbiorowym gwałcie zamordowano. Jej zwłoki znaleziono po kilku dniach powieszone na drzewie na skraju lasu” (Klara Augustynkiewica; w: Siekierka..., s. 319). „Dostaliśmy wiadomość, że została zamordowana w Kutach mojego ojca krewna. Wyprowadzili ją banderowcy z mieszkania i ukrzyżowali żywcem na ścianie. Przybili gwoździami ręce i nogi, odcięli piersi, wydłubali oczy, rozcięli usta od ucha do ucha i napisali obok Joanny: »Masz Polskę od morza do morza«.” (Wanda Jaskółowska: Co wieczór o zmroku opuszczaliśmy własny dom...  Fragmenty relacji znajdującej się w Ośrodku KARTA, sygn. AW II/157/ł. ).Relacja Wojciecha Migockiego: Okrucieństwo nie ominęło zacnej i patriotycznej rodziny Czajkowskich. Rozegrała się tu straszliwa tragedia. Do palącego się domu wtrącono pp. Czajkowskich, a następnie w płomieniach zastrzelono. Córki uprowadzono do lasu, zgwałcono i zamordowano”. „Relacja Hanny Wolf: Banderowcy nie oszczędzili nawet polsko-ukraińskiego małżeństwa. Ożeniony z Polką Włodzimierz Drebet (lat 34) został zabity ok. 40 ukłuciami bagnetem za odmowę własnoręcznego zabicia swojej żony i swojego dziecka. Jego żona, Helena z domu Łucka, została zamordowana przez poćwiartowanie. Ich 4-letni syn, Henryk został zarżnięty nożem.” (Relacje pochodzą z książki ks. Tadeusza Isakowicz-Zaleskiego pt. “Przemilczane ludobójstwo na Kresach”. Kraków 2008)). Siostry Czjkowskie lat 30 i 35 były nauczycielkami. Zakłuta nożami została nauczycielka Maria Janowicz lat 42 i jej 9-letnia córka. Zamordowany został także nauczyciel Jan Hanczarek lat 35.
 
Święta Wielkanocne 1945
28 marca (Wielka Środa) 1945 roku: We wsi Budomierz pow. Lubaczów upowcy zamordowali milicjanta Jana Janczurę lat 23. W nadleśnictwie Horyniec pow. Lubaczów został zamordowany przez UPA gajowy Wojciech Leńczuk. We wsi Łówcza pow. Lubaczów zamordowali Mieczysław Szałańskiego lat 31. We wsi Nowiny Horynieckie pow. Lubaczów zamordowali milicjanta Władysława Juzwę lat 24. We wsi Śliwnica koło Dubiecka pow. Przemyśl zamordowali 3-osobową rodzinę polską. We wsi Wierzblany pow. Kamionka Strumiłowa: „Kupiak ze swą bandą zatrzymał we wsi Wierzblany przewodniczącego wiejskiej Rady, Piotra Pałygę, zaprowadził do lasu i tam zamordował.” (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ). We wsi Żernica Wyżna pow. Lesko zamordowali Antoniego Wysockiego. 
W nocy z 28 na 29 marca 1945 roku (z Wielkiej Środy na Wielki Czwartek) we wsi Stare Sioło – Lipina pow. Lubaczów upowcy zamordowali 28 Polaków w wieku od 2 do 77 lat, całe rodziny, w tym po torturach i paląc żywcem. Oraz: We wsi Stare Sioło w nocy z 28 na 29 marca 1945 r. zamordowali ciężarną Rozalię Gancarz-Zawada (lub Garncarz-Zawada) c. Jana ur. 1910 r., Marcina Janiżka lat 75, Pelagię Jamniak lat 34 wraz z 10 letnim synem. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
29 marca 1945 roku (Wielki Czwartek): We wsi  Łówcza pow. Lubaczów zamordowali milicjanta Józefa Kończyło lat 25. We wsi Manasterz pow. Jarosław została zamordowana przez upowców Maria Bojarska. („Wiązownica pamięta”; w:http://www.mieczyslawgolba.pl/biuletyn.pdf). We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów zamordowali 17 nieznanych Polaków, w tym kilkoro dzieci. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
30 marca 1945 roku (Wielki Piątek): We wsi Kropiwnik Stary pow. Drohobycz banderowcy zastrzelili 22-letniego Tadeusza Łacnego.  We wsi Łuka Mała pow. Skałat: „Proszę o uzupełnienie listy ofiar pomordowanych na kresach o nazwisko mojego dziadka, który został zamordowany w bestialski sposób przez banderowców w Wielki Piątek w 1945 roku we wsi Łuka Mała powiat Skałat na kilka dni przed wyzwoleniem. Mój dziadek nazywał się Stefan Okoński, urodzony 1904 roku, mieszkał w Łuce Małej wraz z żoną Stefanią i trojgiem dzieci. W czasie wojny był partyzantem, należał do " Istriebitielnyj Batalion". Z opowieści nieżyjącej już Stefanii Okońskiej, żony Stefana a mojej babci wiem, że dziadek został powieszony do góry nogami i spalony żywcem. Sam nosił słomę na swoje podpalenie. Banderowiec który tego dokonał pochodził z tej samej wsi i krótko po tym został zgładzony przez polską partyzantkę. Babcia wraz z dziećmi ukrywała się w podziemnej kryjówce i była niemym świadkiem śmierci dziadka. Jej oraz dzieci również szukano celem zamordowania. W niedługim czasie udało Jej się wraz z dziećmi wyjechać do Polski. Po wojnie groby pomordowanych były przenoszone w różne miejsca. Ostatecznie najprawdopodobniej Stefan Okoński spoczywa bezimiennie w parku pod pomnikiem żołnierza z automatem w Grzymałowie -18 km od Łuki Małej.” (Elżbieta Gorączko-Krawiec z Nysy, 30.12.2010 r.; w: http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/tarnopolskie_k.html ). We wsi Mołodycz pow. Jarosław upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 3 kobiety oraz 3 braci. We wsi Radawa pow. Jarosław upowcy zamordowali 6 Polaków (3 mężczyzn i 3 kobiety).  We wsi Usiczne pow. Łuck w nocy do domu Siedleckich wdarli się upowcy i zastrzelili 3 Polaków: ojca oraz 2 jego śpiących synów - matka zasłoniła sobą 2-letnie dziecko i została ranna, a gdy upowcy podpalili dom wyskoczyła z dzieckiem przez okno i uratowali się. We wsi Wojtkówka pow. Sanok w lesie został zamordowany przez UPA nadleśniczy Józef Kunysz, lat 34. 
31 marca 1945 roku (Wielka Sobota) we wsi Jabłonica Ruska pow. Brzozów upowcy zamordowali 4 Polaków.
1 kwietnia 1945 roku (Niedziela Wielkanocna): We wsi Bałaje pow. Lubaczów w rejonie wsi upowcy zamordowali żołnierzy WP : szer. Jana Bazaka s. Jana lat 23 i szer. Kazimierza Króla s. Macieja lat 23. Między wsią Delawa a wsią Marcinopol pow. Drohobycz zamordowali na drodze 19-letniego Stanisława Chomicza. We wsi Kimirz pow. Przemyślany zabity został Szczepański Bronisław, lat 17. W nadleśnictwie Krasiczyn zamordowany został Józef Tomaszewski, stróż bindugi. We wsi Leszczyny pow. Dobromil: „1 kwietnia w Leszczynach banderowcy (SB-OUN) powiesili rolnika Wasyla Niewiadomskiego, umieszczając równocześnie na jego piersi kartkę z napisem „Za zdradę ukraińskiego narodu i donoszenie polskiej milicji”. Podczas tego napadu miano zamordować także 2 Polaków.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 214). We wsi Nozdrzec pow. Brzozów uprowadzili i zamordowali Władysława Cichockiego i jego syna Józefa. We wsi Świrz pow. Przemyślany zamordowany został Kowalów Kazimierz, lat 24.   
2 kwietnia 1945 roku (Poniedziałek Wielkanocny): We wsi Słobódka Burakowicka koło Burakówki pow. Zaleszczyki: „02.04.1945 r. zamordowano kilkanaście (15?) Polek, żon Ukraińców.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). We wsi Słobódka Koszylowiecka pow. Zaleszczyki: „02.04.1945 r. zostało zamordowanych 10 Polek, żon Ukraińców” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów miejscowi Ukraińcy zamordowali Jana Rokosza.  We wsi Wetlina pow. Lesko zamordowany został przez UPA gajowy Jan Sarnecki wraz z żoną i synem Romanem lat 14 oraz 2-letnią wnuczką nadzianą na sztachetę płotu. We wsi Zapałów koło Laszek pow. Jarosław upowcy obrabowali dom i zamordowali 6-osobową rodzinę polską gajowego Łukasza Serafina.
W nocy z 2 na 3 kwietnia 1945 roku: We wsi Trzcianiec pow. Dobromil  UPA zamordowała 5 osób, byli to: Teodor Bamburuk, Franciszek Harnik, Piotr Husejko, Stanisław Kwaśnicki oraz Maria Mielnik. 
 
Wielkanoc 1946 rok. 
17 kwietnia 1946 roku (Wielka Środa) : We wsi Czerwona Woda pow. Jarosław upowcy zamordowali 2 Polki, Marię Chodoń oraz NN. W miasteczku Jarosław woj. rzeszowskie zamordowali Marię Parzydło z 16-letnim synem Janem. We wsi Uhnów pow. Tomaszów Lubelski w zasadzce UPA zginęło 7 żołnierzy WP. 
18 kwietnia 1846 roku (Wielki Czwartek) :  Koło wsi Aksmanice pow. Przemyśl: „W rejonie Berenderowic SB-OUN przeprowadzała liczne przesłuchania, a następnie mordowała tam zatrzymane osoby. Tam prawdopodobnie zamordowano także zatrzymanych milicjantów z Krzywczy. 5 września właśnie w tym lesie, w rejonie Aksmanic, w bunkrze odnaleziono zwłoki 2 osób w zupełnym rozkładzie. Jeden z denatów miał na sobie mundur formacji Lasów Państwowych. W lesie zamordowano m.in. milicjantów Wiktora Majchra i Jana Feduniaka, których przejęła bojówka rejonu I OUN, kryp. „A–1”. 18 kwietnia 1946 r. J. Feduniak, był przesłuchiwany przez referenta SB rejonu I W. Harabacza, ps. „Oracz”. Zachował się protokół przesłuchania. Niestety nie udało się odnaleźć protokołu przesłuchania W. Majchra. Jego zamordowanie i J. Feduniaka nastąpiło prawdopodobnie 18 kwietnia 1946 r. w lesie koło Aksmanic. Wyrok śmierci wydał W. Harabacz, a wykonała go bojówka SB dowodzona przez N.N. „Sokiła”. Ciała ukryto w lesie.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 199). We wsi Lubycza Królewska pow. Tomaszów Lubelski UPA zamordowała 9 Polaków. We wsi Tarnoszyn pow. Tomaszów Lubelski: „18.04 1946 r. zostali zabici: Łoś Katarzyna i jej córka – niemowlę, Piękny Franciszek.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Uhnów pow. Tomaszów Lubelski: „Podczas moich odwiedzin u rodziców w Uhnowie 18 kwietnia 1946 r. zaatakowana została stacja kolejowa Zastawie na przedmieściu Uhnowa. Napastnicy – jak później ustalono, był to kureń Żeleżniak – obrabowali grupę przesiedleńców i zniszczyli składy pociągów. Banda ta, wspierana przez jednostki UPA z okolicznych wsi – w sumie ponad 150 ludzi bardzo dobrze uzbrojonych w broń automatyczną i maszynową – postanowiła także zaatakować miasto, mimo że stacjonował w nim niewielki garnizon wojska polskiego (w sile mniej więcej kompanii). Aby dojść z Zastawia do centrum, napastnicy musieli przejść przez most na rzece Sołokija. Znajdował się tam duży murowany młyn wodno-motorowy, który posłużył obrońcom jako skuteczny punkt oporu. Osadziła się w nim część wojska, milicji i członków tzw. obrony cywilnej. Napastników zdołano powstrzymać i odeprzeć. W akcji po stronie obrońców brało udział także kilkunastu juniorów – chłopców w wieku 16-18 lat, którzy ochoczo wykonywali zadania łączników między poszczególnymi placówkami obrony. Byłem jednym z nich. W wyniku napadu zabitych zostało ponad 30 osób (głównie wojskowych, ale też kilku cywilów), drugie tyle było rannych.” (Marian Kargol: Naoczny świadek; w: https://www.tygodnikprzeglad.pl/naoczny-swiadek/ ). We wsi Ulhówek pow. Rawa Ruska zostały zamordowane przez UPA Maria Piękna i Kunegunda Piękna. 
19 kwietnia 1946 toku (Wielki Piątek) w miejscowości Wiązownica pow. Jarosław zamordowany został Michał Zastawny.
20 kwietnia 1946 roku (Wielka Sobota) w przysiółku Brzozowiec należącym do wsi Czaszyn pow. Sanok Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: Olchowskiego, jego 2 synów, kobietę idącą z Tarnawy Dolnej i żołnierza WP.
21 kwietnia 1946 roku (Wielkanoc) na stacji kolejowej Uhnów pow. Tomaszów Lubelski upowcy spalili zabudowania stacji i zabili 2 żołnierzy WP.. Spośród ludności cywilnej zginęły dwie osoby. 
 
Wielkanoc 1947 rok.
2 kwietnia 1947 roku (Wielka Środa) we wsi Odrzechowa pow. Sanok upowcy zamordowali Stanisława Kindlarskiego, ur. 1927 r.
W nocy z 2 na 3 kwietnia 1947 roku we wsi Czarna pow. Gorlice został uprowadzony i powieszony Stefan Pichosza, mieszkaniec Grabi w powiecie jasielskim (AIPN Rz, 0057/99) 
5 kwietnia 1947 roku (Wielka Sobota) w miasteczku Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu ma grób żołnierz WP Bojanowski Zbigniew ur. 1926 r., który zginął z rąk UPA 5 IV 1947. W kolonii Kopytów pow. Biała Podlaska upowcy zamordowali Henryka Kulika. We wsi Zacharów pow. Parczew grupa SB-UPA „Wołodi” zamordowała 3 Polaków.  
6 kwietnia 1947 roku (Wielkanoc) we wsi Mosty pow. Parczew grupa SB-UPA „Wołodi” zamordowała 3 Polaków.
 
To najważniejsze chrześcijańskie święto świętokradczo zbezcześcili na Kresach nacjonaliści ukraińscy z ludobójczych formacji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Najczęściej nie tylko z zachętą, ale i błogosławieństwem popów prawosławnych i księży greckokatolickich. Chrześcijanie w bestialski sposób mordowali swoich braci w wierze w tego samego Boga, wyznawców Jezusa Chrystusa. W święto Jego ukrzyżowania i zmartwychwstania. Tylko dlatego, że byli oni Polakami i katolikami.
 
Stanisław Żurek