Dzisiaj jest: 4 Grudzień 2021        Imieniny: Barbara, Bernard, Krystian
Gdzie jesteś Polsko...???

Gdzie jesteś Polsko...???

/ Petro Fedorowycz Olijnyk Петро Федорович Олійник Enej, Według wspomnień świadków „Enej” był znany z bezwzględności i okrucieństwa; m.in. własnoręcznie odrąbywał głowy swoim ofiarom. W listopadzie pojawiło się w internecie…

Readmore..

Kalendarium ludobójstwa - GRUDZIEŃ 1946 oraz W ROKU 1946

Kalendarium ludobójstwa - GRUDZIEŃ 1946 oraz W ROKU 1946

W nocy z 1 na 2 grudnia: We wsi Wołkowyja pow. Lesko UPA zamordowała 15 Polaków, w większości kobiety i dzieci. 3 grudnia: We wsi Bezmiechowa Górna pow. Lesko UPA…

Readmore..

Grudniowy numer KSI (12/2021) wydany

Grudniowy numer KSI (12/2021) wydany

W gazecie m.in: Ordynarna prowokacja. Osadczy usuniętyMonument ten Fundacji Bramy Pojednania oraz Stowarzyszenia Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Kresów o wysokości 20 m ma przyćmić pomnik Andrzeja Pityńskiego, ...strona 7Nie będzie…

Readmore..

Światowej sławy

Światowej sławy "Furman"- Polski tenor rodem ze Lwowa

Pamiętam "Hej wio, wista wio...", myślę, że wiele osób z mego pokolenia zapamiętało zarówno tą piosenkę jak i wykonawcę. Piosenkę zatytułowaną „Furman” śpiewał Stanisław Jopek od pierwszych dni pracy w …

Readmore..

Czy wiesz, że na wieży bydgoskiej fary wiszą  kamienieckie dzwony ?

Czy wiesz, że na wieży bydgoskiej fary wiszą kamienieckie dzwony ?

/ Na fotografiach Wejście do Katedry Św. Marcina. Fot. Krzysztof Golik. W Bydgoskiej Katedrze znajduje się dzwon uwieczniony na kartach powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wołodyjowski”.Właśnie ten dzwon bił na trwogę…

Readmore..

 Muzyka w Barwy Kresów  wpisana - Karłowicz

Muzyka w Barwy Kresów wpisana - Karłowicz

/ Mieczysław Karłowicz - Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76894277 W Kolejnej odsłonie muzyków w „Barw Kresów wpisanej” przypomnimy postać Mieczysława Karłowicza herbu Ostoja ur. 11 grudnia 1876 w Wiszniewie na historycznej Litwie.…

Readmore..

NA „WESOŁEJ LWOWSKIEJ FALI”

NA „WESOŁEJ LWOWSKIEJ FALI”

 Pierwszą stałą, cotygodniową, półgodzinną audycję rozrywkową lwowska rozgłośnia Polskiego Radia nadała w dniu 16 lipca 1933 roku. I to właśnie były narodziny ogromnie później popularnej „Wesołej Lwowskiej Fali", regularnie słuchanej…

Readmore..

Weźcie garść ziemi polskiej

Weźcie garść ziemi polskiej

/ Ludwik Wrodarczyk (ur. 25 sierpnia 1907 w Radzionkowie, zm. 6 grudnia 1943 w Karpiłówce) – polski zakonnik, męczennik, katecheta, administrator parafii św. Jana Chrzciciela w Okopach (diecezja łucka w…

Readmore..

Szlakiem krzyży wołyńskich - Obórki Trusiewiczowskie  w gminie kołki

Szlakiem krzyży wołyńskich - Obórki Trusiewiczowskie w gminie kołki

Obórki Trusiewiczowskie w gminie Kołki gromada Rudniki, gmina Kołki, powiat Łuck, woj. wołyńskie Niemcy prowadzący wojnę na wielkich obszarach Europy potrzebowali sojuszników. Nacjonaliści ukraińscy wrogo nastawieni do Polski stali się…

Readmore..

Rozwój ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Utworzenie Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Rozwój ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Utworzenie Ukraińskiej Powstańczej Armii.

Ideologia i założenia programowe OUN-B Na przełomie XIX i XX wieku na Ukrainie istniały ruchy o zabarwieniu liberalnym lub socjalistycznym dążące do utworzenia państwa ukraińskiego na zasadach demokratycznych lub socjalistycznych.…

Readmore..

Związek Wyzwolenia Ziem Wschodnich -Z.W.Z.W.  Biała plama w historiografii  27 WDP AK

Związek Wyzwolenia Ziem Wschodnich -Z.W.Z.W. Biała plama w historiografii 27 WDP AK

/ Grupa oficerów 27 WDP AK. Autor nieznany. ( Archiwum Grzegorza Fijałki) 27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej, wcześniej biorąca udział, przez kilka miesięcy, w walkach frontowych na Wołyniu, w…

Readmore..

Mordowali nas  pod Włodzimierzem

Mordowali nas pod Włodzimierzem

Przepadło dziedzictwo VI wieków kultury polskiej na Wołyniu . Spalili wszystkie dwory, kościoły, zamordowali 7 księży. Książka, która wstrząśnie Polakami i pograniczem hrubieszowsko-tomaszowskim, horodelskim i tyszowieckim. Zbiórka przeznaczona na wydanie…

Readmore..

Prawda o partyzantce sowieckiej na Wołyniu podczas II wojny światowej

/ Generał-lejtnant Pantelejmon Ponomarienko 

Nadszedł wreszcie czas, że w naszym kraju, zaczęto mówić prawdę o tzw. "wyzwoleniu".  W czwartek (28. 11. 2019 r.) ówczesny prezes IPN Jarosław Szarek  w Białymstoku,  powiedział: "Wkraczając do Polski armia sowiecka kończyła straszną, nieludzką okupację niemiecką, ale nie przynosiła wolności. Przynosiła kolejne zniewolenie. A jak wyglądało to "wyzwolenie", tu w Białymstoku pokazuje chociażby obława augustowska. Armia sowiecka, narzędzie w rękach Stalina, przychodziła po to, żeby odebrać Polsce niepodległość. Żeby zbudować Polskę pod rządami komunistycznymi". W ten sposób odniósł się do obecnego w debacie publicznej poglądu, że Armia Czerwona - pokonując w latach 1944-45 III Rzeszę Niemiecką - wyzwalała Polskę. W ocenie prezesa IPN Jarosława Szarka opinia, że armia sowiecka wyzwalała Polskę, nie odpowiada rzeczywistości i prawdzie. „To zdanie z głębi PRL-u” –powiedział PAP.  (https://dzieje.pl/aktualnosci/prezes-ipn-opinia-ze-armia-sowiecka-wyzwalala-polske-zdanie-z-prl-u )  Tyle tytułem wstępu do niżej zaprezentowanego tekstu, bo prawda wcześniej czy później, jak przysłowiowe "szydło wychodzi z worka".

Muszę zacząć od kampanii reklamowej książki Piotra Zychowicza "Wołyń zdradzony", a była bardzo intensywna. Nawiasem mówiąc, tytuł bardzo dobry, ale niewłaściwe wnioski: kto zawiódł a kto zdradził, ale to już inna sprawa. W tą kampanię wpisał się Jan Engelgard publikując w "Myśli polskiej" artykuł; " Wołyń – czarna karta historii AK? ".( http://www.mysl-polska.pl/1967). Zbulwersowało mnie właściwie ostatnie zdanie zawarte w niżej prezentowanym wstępie; " Nowa książka Zychowicza podejmuje temat pozostawienia samej sobie polskiej ludności na Wołyniu przez Delegaturę Rządu i AK. Autor, jak to autor, nieraz pisze w swoim stylu, ale całość jest w zasadzie słuszna. Musiał przyznać, że na Wołyniu jedynym realnym obrońcą Polaków przez UPA była sowiecka partyzantka, co u nas wielu nie chce przyjąć do wiadomości." Oczywiście w tym miejscu muszę powiedzieć otwarcie, że zaliczam się do grona tych "wielu co nie chcą przyjąć do wiadomości"   poglądu „ z głębi PRL-u”, jak wyraził się dr Szarek. Dociekając skąd ów pogląd wziął się u pana Engelgarda, doszedłem do jego  " naukowej pracy" : "Partyzantka sowiecka wobec zagłady ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku ". (1) Przeczytałem, nawet kilka razy, i niestety nie znalazłem niczego co uzasadniało by takie twierdzenie. Jako, że byłem nieraz świadkiem w czasach PRL-u, wielu wystąpień prelegentów z PZPR-u, stwierdzam, że jest to zwyczajna "agitka" nadająca się co najwyżej na zebranie TPPR-u. Tak na marginesie zastanawiam się, dlaczego, autor tekstów historycznych w specjalistycznym kwartalniku „Niepodległość i Pamięć" takie "dzieło" spłodził? Aby pisać o partyzantce sowieckiej na Wołyniu nie można czynić tego zapominając o jej działaniu na całych Kresach II RP. Dlatego od tego zacznę nim powrócę do w/w tekstu. Waldemar Handke w artykule :" A więc wojna … Wokół pracy Zygmunta Boradyna „Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943-1944” " (2) napisał: " Trzeba było wielu lat i pracy historyków, którzy z uporem gromadzili, zbierali, opisywali i komentowali kolejne fakty, a zwłaszcza nowe dokumenty, które budowały prawdziwy obraz sytuacji na polskich Kresach. Szczególne miejsce w tym opisie zajmowały polskie ziemie północno-wschodnie – Wileńszczyzna i Nowogródczyzna." Otóż to, ja mimo poszukiwań nie znalazłem podobnego opracowania poświęconego stosunkom między partyzantką sowiecką a AK, na Wołyniu. Tak czy inaczej nie można pisać o Wołyniu, bez zaprezentowania sytuacji na całych Kresach, ponieważ są sprawy które mimo pozorów, były wspólne dla całości. Kresy Wschodnie II RP, 52 proc. terytorium przedwojennej Polski,  najpierw więc w latach 1939-1941 znalazły się  pod  pierwszą okupacją sowiecką – co było konsekwencją sowiecko-niemieckiego paktu Ribbentrop-Mołotow, a po 22 czerwca 1941 r. znalazły się pod okupację niemiecka. Należy zwrócić uwagę na fakt, że już wtedy sowieci, na początku wspierani również przez Litwinów i Ukraińców, rozpoczęli proces czystki etnicznej na ziemiach „włączonych do wielkiej rodziny narodów Związku Sowieckiego”. Ziemie Rzeczypospolitej Polskiej, zagarnięte przez Związek Sowiecki, zostały uznane za część „czerwonego imperium”. Już 5 grudnia 1939 r. sowiecki rząd podjął decyzję o wysiedleniu – wraz z całymi rodzinami – osadników wojskowych, a nieco później także osób zatrudnionych w służbie leśnej. . Akcję przeprowadzono 10 lutego 1940 r., wysiedlając ok. 140 tys. osób (z Białorusi – ok. 51 tys., z Ukrainy – ok. 89 tys.), wśród których aż 81,7 proc. stanowili Polacy. Po wywózce na samym Wołyniu znikło ponad 100 osad wojskowych. Druga deportacja została przeprowadzona 13 kwietnia 1940 r. NKWD miało pełne ręce roboty. Równolegle z wywózkami intensywnie rozpracowywało polskie i ukraińskie organizacje konspiracyjne, do których udało się wprowadzić agentów. Wiosną i latem 1940 r.  aresztowano kierownictwo ZWZ we wszystkich ważniejszych ośrodkach kresowych, od Lwowa i Stanisławowa po Nowogródczyznę. Trzecia deportacja miała miejsce 29 czerwca 1940 r. i trwała przez blisko miesiąc. 14 maja 1941 r. władze sowieckie podjęły decyzję o przeprowadzeniu kolejnej deportacji. Szacuje się, że pośród deportowanych było ok. 34–38 tys. osób zamieszkałych w granicach II Rzeczpospolitej, w tym nie więcej niż 30 tys. Polaków. Według najskromniejszych rachunków  w ramach czterech deportacji wywieziono z Kresów ponad 300 tys. osób, z czego  ok. 190–200 tys. stanowili Polacy. Ponadto NKWD aresztowało ogółem ok. 110 tys. obywateli polskich (40 proc. stanowili Polacy, 23 proc. – Ukraińcy, 22 proc. – Żydzi, 8 proc. – Białorusini). Tylko część aresztowanych (ok. 40 tys.) zdążono skazać i zesłać do łagrów. Liczba pomordowanych, poza rozstrzelanymi w ramach zbrodni katyńskiej, jest niemożliwa do ustalenia.  Polacy  mimo, że nie stanowili większości, to przede wszystkim oni byli represjonowani przez system sowiecki. (4)   22 czerwca 1941 r.  na  Kresach pojawił się nowy okupant, Niemcy. Tempo w jakim postępowała armia niemiecka w głąb  Rosji spowodowało, że już 29 czerwca Stalin podpisał dyrektywę nr P509, wzywającą wszystkie przyfrontowe struktury państwowo-partyjne do tworzenia grup partyzanckich i sabotażowych. Natomiast 3 lipca 1941 roku w przemówieniu radiowym wezwał naród sowiecki do podjęcia bezpardonowej wojny partyzanckiej: "Dla wzniecenia wszędzie wojny partyzanckiej ( ...) należy tworzyć oddziały partyzanckie, konne i piesze, organizować grupy dywersyjne do walki z formacjami wrogiej armii. (...) ". Oczywiście była to reakcja na katastrofalną sytuację na froncie.  Armia Czerwona znajdowała się w rozsypce, ponosząc dotkliwe straty. Już 2 lipca 1941 roku Pantelejmon Ponomarienko, I sekretarz Komunistycznej Partii Białorusi donosił: "na Białorusi rozwinął się ruch partyzancki, na przykład w obwodzie poleskim każda wieś i każdy kołchoz ma swój oddział partyzancki". W dziesięć dni później Ponomarienko stwierdzał, że na okupowanych terenach pozostawiono 3 tysiące partyzantów. Tak na prawdę to:  Pierwsze oddziały partyzanckie powstały dopiero kilkaset kilometrów na wschód od ówczesnej granicy sowiecko-niemieckiej nieco późnej. Dopiero we wrześniu 1941 roku niemiecka strona odnotowywała akcje partyzanckie, które jednak nie spowodowały większych szkód i strat. Większość jednostek, słabo uzbrojonych i prawie w ogóle nieprzeszkolonych, uległa rozbiciu lub rozproszeniu. Na początku 1942 roku, jak podają dokumenty sowieckie, było 248 oddziałów i grup liczących 34 468 partyzantów. Większość z nich istniała jedynie na papierze lub nie prowadziła poważniejszych działań bojowych. W pierwszym roku wojny nie istniało centralne dowództwo ruchu partyzanckiego. Początkowo kluczową rolę odgrywał aparat NKWD. Jednak 31 maja 1942 roku utworzono Centralny Sztab Ruchu Partyzanckiego, a jego szefem został Ponomarienko. Przy czym ruch partyzancki był centralnie zarządzany z Moskwy. Moskwa liczyła na jak największe zaangażowanie ludności cywilnej w pomoc partyzantom. To, że Niemcy stosują odpowiedzialność zbiorową i na obszarach, gdzie zauważą działania partyzanckie, palą całe wsie i mordują ludność cywilną, nie miało dla politycznych dysponentów radzieckiej partyzantki większego znaczenia. A nawet było pożądane, gdy dotykało ludność rdzennie polską.

 Do listopada 1942 roku liczba partyzantów wzrosła do 94484, w styczniu 1943 roku do 110 899, aby rok później osiągnąć prawie 190 000. Większość oddziałów -ponad 50 proc. - działała na terenie Białorusi.  Duże obszary, szczególnie na Białorusi, znalazły się pod kontrolą partyzantów lub wręcz zostały przez nich opanowane. Partyzanci sowieccy brutalnie obchodzili się z miejscową ludnością, terroryzowali całe obszary, palili wsie, a nawet miasta, przeprowadzali brutalne akcje odwetowe. Ludność na okupowanych przez Niemców terenach znalazła się między młotem a kowadłem. Zdarzało się, że niektóre miejscowości były kolejno pacyfikowane przez partyzantów i Niemców, jak np. kresowe miasteczko Naliboki leżące 70 km na południowy wschód od Nowogródka.    8 maja 1943 roku sowieccy partyzanci z brygady "Stalina" zaatakowali tamtejszy, mający chronić ludność przed uciążliwymi napadami rabunkowymi, punkt samoobrony obsadzony przez Polaków. Rozwścieczeni niepowodzeniem i stratami, jakie ponieśli, wymordowali wszystkich młodych mężczyzn w Nalibokach, których udało im się tej nocy złapać, w tym także co najmniej jedną kobietę (razem 127 ofiar). Dwa miesiące później, to z kolei niemiecka ekspedycja karna obróciła całą miejscowość w zgliszcza. Jak podają różne źródła: partyzanci w czasie akcji zaopatrzeniowych nazywanych w żargonie partyzanckim  " bombiożki" nierzadko zachowywali się jak zwykli rabusie. Wiele oddziałów przeprowadzało niewiele akcji zbrojnych lub wcale ich nie podejmowało, choćby dlatego, że brakowało im broni i amunicji. Niedostateczne uzbrojenie  partyzantów nie przeszkadzało jednak w przeprowadzaniu "operacji zaopatrzeniowych". Niektóre oddziały paliły naraz po kilka miejscowości, jak np. komisarz Frołow ze swoimi partyzantami, działający w okręgu witebskim. W kwietniu 1943 roku puścił z dymem wiele wsi i rozstrzeliwał "cywilnych mieszkańców i innych partyzantów".

/ Armia sekretarza Ponomarienki

Jeszcze bardziej bezwzględnie partyzanci postępowali z ludnością polską, gdyż Polacy generalnie byli uważani za nastawionych nieprzychylnie lub wrogo wobec ZSRR. Sowieci mordowali całe rodziny polskie, palili ich domy, gdy tylko padło podejrzenie, że pomagają polskiemu ruchowi podziemnemu. Wielu Polaków w panice opuszczało swoje wsie i uciekało do miast. Sowieccy partyzanci przeprowadzali "akcje zaopatrzeniowe" szczególnie chętnie u polskich chłopów. Część zbrodni trzeba jednak zapisać na konto naczelnego dowództwa sowieckiej partyzantki. Latem 1943 roku sowieccy partyzanci sprowokowali na obszarze dzisiejszej zachodniej Białorusi lokalną wojnę partyzancką z Armią Krajową. Wcześniej strona polska wysunęła propozycję wspólnej walki przeciwko niemieckiemu okupantowi, bandom przestępczym i grabieżcom, gnębiącym ludność cywilną. Doszło nawet do pierwszych rozmów. W czerwcu 1943 roku Ponomarienko rozkazał jednak zerwać rozmowy i niepostrzeżenie zlikwidować lub zadenuncjować Niemcom dowódców polskiej konspiracji. Jak sam twierdził: "Niemcy nie będą się wahali przed rozstrzelaniem tych osób, jeśli się tylko dowiedzą, że są to przywódcy polskiego podziemia lub innej polskiej organizacji zbrojnej (...). Przy wyborze środków nie możecie mieć żadnych skrupułów. Musi to być akcja zakrojona na szeroką skalę i tak zorganizowana, aby wszystko poszło gładko". W sierpniu 1943 roku doszło do pierwszych poważniejszych akcji przeciwko polskim partyzantom. Sowieccy partyzanci zaprosili dowództwo polskiego oddziału "Kmicica" na rozmowy i uwięzili je. Partyzantów zaskoczono w ich bazie i rozbrojono. Dowódca i 80 ludzi zostało rozstrzelanych, a pozostałych wcielono siłą do sowieckich oddziałów lub rozbrojono i puszczono wolno. Po tym wydarzeniu konflikt przerodził się w polsko-sowiecką wojnę partyzancką. Niektóre oddziały polskie, szczególnie zagrożone przez Sowietów, zaprzestały walki z okupantem niemieckim, a nawet zaopatrywały się u niego w broń i amunicję, inne walczyły natomiast na dwa fronty.(4) Polacy walczący w szeregach AK byli przez sowiecką propagandę określani mianem „białopolaków”, „kontrrewolucjonistów”, „polskich nacjonalistów”, „imperialistów”. Sowieci, w swej propagandzie nie widzieli miejsca na niepodległościowe dążenia Polaków, uznając że istnieje stan prawny ukształtowany w wyniku paktów sowiecko-niemieckich z 1939 roku. Według sowietów nie było miejsca dla polskich interesów, na terenach, które ich zdaniem należały do sowieckiego imperium. Polacy byli skazani przez Sowietów na zagładę. Potwierdziły to zdobyte dokumenty podczas rozbijania przez sowietów; 1 grudnia 1943 roku batalionu stołpeckiego AK.  Oddział kawalerii chor. Zdzisława Nurkiewicza ps. „Noc”, któremu udało się uniknąć zagłady, wziął do niewoli jednego z oficerów sowieckich z brygady im. Stalina, zdobył oryginał  „Rozporządzenia bojowego”. Co zawierał? Warto się zapoznać. W celu wykonania rozkazu szefa Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego przy Kwaterze Głównego Dowództwa Armii Czerwonej generała-lejtnanta Ponomarienko i pełnomocnika Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego przy Kwaterze Głównego Dowództwa i KC KP(b)B na obwód baranowicki generała-majora Płatona, 1 grudnia 1943 roku, punktualnie o godzinie 7 rano we wszystkich miejscowościach rejonów przystąpić do rozbrajania polskich legionistów >>partyzantów<>partyzantów<< – rozstrzeliwać na miejscu”. Tutaj warto dodać, że zdobyty egzemplarz „Rozporządzenia bojowego”, powędrował drogą służbową do Komendy Okręgu „Nów”, następnie do KG AK w Warszawie, a stamtąd do Naczelnego Wodza i rządu Rzeczypospolitej w Londynie . W kontekście przedstawionych powyżej faktów, nie ma najmniejszych wątpliwości, że była to wojna sowiecko-polska, w której decyzje o jej rozpoczęciu przez Sowietów, zapadły na najwyższym szczeblu. O ile na Nowogródczyźnie i na Wileńszczyźnie na przełomie 1943 i 1944 roku rozgorzała  wręcz wojna partyzancka sowietów z Polakami, to na  Wołyniu sytuacja była nieco inna. Pytanie dlaczego? Czyżby sowieci tu bardziej lubili Polaków?     

 

/ Generał -lejtnant Tymofij Strokacz     

Po  powstaniu Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego 31 maja 1942 roku, w kilka dni później powstał: Ukraiński Sztab Partyzancki dowodzony przez Tymofija Strokacza,  sowiecki ruch partyzancki rozpoczął  się również  na Wołyniu. Aleksandr Siergiejewicz Gogun (5) – rosyjski historyk, badacz II wojny światowej i sowieckiej historii ery stalinowskiej podaje: " Początkowo oddziały partyzanckie były tworzone głównie przez organa NKWD i KP(b)U. Dlatego też znajdowali się w nich milicjanci, czekiści (funkcjonariusze NKWD), przedstawiciele nomenklatury partyjnej, a także dobrani przez nich ludzie: członkowie partii komunistycznej i komsomolcy, jak również bezpartyjni robotnicy, urzędnicy i inteligencja, którzy najczęściej wcześniej odbyli wstępne przeszkolenie wojskowe w Armii Czerwonej albo w batalionach pościgowych (istriebitielnych) NKWD, które miały walczyć z sabotażem i dywersją na tyłach wojsk sowieckich. Reasumując, większość oddziałów tworzona była na rozkaz partii i rządu, a nabór prowadzono znanym mieszkańcom krajów socjalistycznych sposobem „przymusowych ochotników”, często pod groźbą rozstrzelania. Ogromna większość grup partyzanckich utworzonych w ciągu pierwszego roku wojny nie przetrwała, utrzymała się jedynie niewielka część partyzantów z „pierwszego poboru”. Później skład kadrowy ruchu partyzanckiego uzupełniany był z następujących źródeł:

– spośród żołnierzy, którzy wydostali się z okrążenia, i zbiegłych jeńców sowieckich;
– z osób zwerbowanych przez partyzantów i ochotników spośród ludności miejscowej;
– spośród dezerterów, którzy służyli w niemieckich formacjach pomocniczych;
– z kadr wysyłanych spoza linii frontu (radiotelegrafistów,  oficerów,  dywersantów, personelu medycznego, funkcjonariuszy partyjnych itd.), w wielu przypadkach – całych oddziałów (np. grupy NKWD ZSRS i GRU).

Jak się wydaje, większość, a być może absolutna większość czerwonych partyzantów na Ukrainie wywodziła się z chłopów zwerbowanych przemocą. Największy wzrost oddziałów odnotowuje się w 1943 r., a właśnie tego roku werbunki sowieckie (przeprowadzane zresztą zarówno przed, jak i po 1943 r.)  najczęściej podkreślane są w dokumentach przeciwników i zwolenników partyzantów sowieckich. Przykładowo, jak podawano w sprawozdaniu SD z 26 lutego 1943 r. (Archiwum Federalne w Berlinie): „W okręgu Stolin w chwili obecnej panują intensywne działania band. Mieszkańcy wielu wsi są wybierani, przechodzą badania lekarskie i w razie przydatności wcielani są do band”.

 Polski działacz podziemny na przełomie lata i jesieni 1943 r. (Archiwum Akt Nowych )

 informował, iż północnymi rejonami Polesia zawładnęli partyzanci sowieccy, którzy prowadzą tam formalny pobór przy pomocy komisji lekarsko-mobilizacyjnych, a kiedy to konieczne, terroryzują miejscową ludność nie gorzej niż Niemcy.

 W ten oto sposób pod koniec 1943 r. swoisty szkielet z najwytrwalszych i walecznych elementów, biorących udział w wojnie od 1941 r., obudowano masą chłopską. Informacje na temat składu osobowego oddziałów podlegających GRU Armii  Czerwonej i Zarządowi IV NKWD ZSRS znajdują się niestety w niedostępnych archiwach i zespołach archiwalnych.

Jawne są natomiast dane o oddziałach partyzanckich podległych Ukraińskiemu Sztabowi Ruchu Partyzanckiego (USzPD) NKWD USRS, a więc najliczniejszych. (...)  .. , , przez które w latach 1941–1944 przewinęło się ponad 3000 osób.  (...)"

 Na Zachodniej Ukrainie działać zaczęły partyzanckie grupy podporządkowane GRU (Główny Zarząd Wywiadowczy, czyli radziecki wywiad wojskowy) i NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych). Oddziały te jednak miały zadania rozpoznawcze i wywiadowcze, nie szukały początkowo zwady z nacjonalistami ukraińskimi. Sowieci zrzucali grupy spadochroniarzy, mające tworzyć trzon nowych oddziałów partyzanckich. Jednak nie spodziewali się, że oprócz Niemców, polować na nich będą również Ukraińcy, członkowie OUN. Jeden z takich zrzutów został zlikwidowany w listopadzie 1942 r. pod Rokitnem. Jedną z pierwszych radzieckich grup partyzanckich, był działający na Wołyniu oddział pułkownika NKWD Dmitrija Miedwiediewa. Inną była przybyła z terenów Białorusi, grupa pułkownika Anatolija Brińskiego ps. "Diadia Pietja" z GRU. Sowieci dość szybko zorientowali się, że oprócz Niemców, mają jeszcze przeciwnika w nacjonalistach ukraińskich. Dość długo wierzyli, że są w stanie przeciągnąć na swoją stronę ukraińskich nacjonalistów, niestety nie udało się. Jak podaje Józef Sobiesiak ( dowódca  komunistycznego oddziału partyzanckiego "Maks"): "..  do rozmów na tematy polityczne doszło na początku marca 1943 roku w okolicach Łucka. Oficjalnie delegacja ukraińska reprezentowała Ukraińską Główną Radę Wyzwoleńczą. Podczas spotkania jej przedstawiciele stwierdzili, że ich głównym zadaniem jest budowa Samostijnej Ukrainy i likwidacja Polaków. Ostrzegli stronę sowiecką, żeby nie kierowała swoich oddziałów na tereny Ukrainy Zachodniej." Mniejszość polska pozbawiona inteligencji ( w tym kadry oficerskiej) podczas pierwszej okupacji, może stanowić wsparcie chociażby w walce z OUN. Bez wątpienia partyzantów sowieckich zaskoczyła "rzeź" jaką zgotowała Polakom OUN-UPA (zresztą nie tylko Polakom). Od wiosny 1943 roku coraz więcej oddziałów partyzantki radzieckiej ze wschodniej i centralnej Ukrainy (m.in. Partyzanckie Zgrupowanie Obwodu Sumskiego Sidora Kowpaka i inne) przenikało na Wołyń. Trwająca tam już rzeź Polaków, dokonywana przez OUN-B i UPA oraz sprzyjające ideologii banderowskiej chłopstwo ukraińskie, zaskoczyła partyzantów radzieckich. „Rozpoczęła się straszliwa rzeź, we wszystkich wsiach, rejonach polska ludność jest mordowana ze zwierzęcym okrucieństwem, mordowane i męczone są także dzieci, kobiety i starcy, a wszystkie zabudowania palone. Jest pewne, że niemieckie służby w tej nacjonalistycznej rzezi odgrywają główną rolę” – pisał 5 lipca 1943 roku w swoim dzienniku jeden z bardziej znanych dowódców partyzanckich, Siemion Rudniew ( Zr zgrupowania Kowpaka). Taka sytuacja na Wołyniu wymusiła na stronie sowieckiej nieco inne stanowisko wobec tamtejszych Polaków niż pierwotnie zakładano. Okazało się bowiem, że oparciem dla partyzantki radzieckiej jest tylko część ludności ukraińskiej, a reszta sprzyja banderowcom i UPA. Natomiast polskie wsie, zagrożone atakami OUN -UPA, mimo groźby pacyfikacji ze strony niemieckiej  jednak przyjmowały oddziały partyzantów sowieckich.

Aleksander Gogun wskazuje cele, zadania i działalność czerwonych partyzantów: " Podobnie jak na pozostałych terenach okupowanych ZSRS, czerwoni partyzanci na Ukrainie mieli trzy podstawowe cele: działania zbrojne przeciwko wojskom nieprzyjaciela na tyłach, ataki na szlaki komunikacyjne i wywiad. (...)   Pod koniec 1942 r. centrala, zamiast na aktywności zbrojnej, w większym stopniu poleciła skupić się na działalności dywersyjnej, np. wysadzaniu pociągów. We wskazówkach dla USzPD tendencja ta dominowała właściwie do końca wojny na Ukrainie. Według statystyki USzPD, opartej na doniesieniach partyzantów, w latach 1941–1944 na Ukrainie wysadzono 5294 pociągi nieprzyjaciela, co dla Wehrmachtu stanowiło odczuwalną stratę. [W maju i czerwcu 1943 roku tylko na liniach Kowel–Sarny–Kijów oraz Kowel–Równe–Kijów dokonano — odpowiednio — 282 i 229 działań dywersyjnych.] Dane te zostały potwierdzone nie tylko przez ustalenia dokonane przez stronę sowiecką, ale i przez badania historyków niemieckich, prowadzone na podstawie informacji otrzymanych od niemieckich kolejarzy. W 1943 r. partyzanci sowieccy na Ukrainie wysadzili mniej więcej tyle samo pociągów co ich o wiele liczniejsi koledzy na Białorusi. Związane to było przede wszystkim z faktem, że formacje partyzanckie USzPD, które dzięki opiece Chruszczowa cieszyły się pewną autonomią, miały możliwość nie stosować się do bezsensownych wskazówek szefa CSzPD Ponomarienki nakazujących wysadzanie torów i starały się wysadzać nie – szybko naprawiane – tory, lecz przejeżdżające po nich pociągi. (...)  Większość Polaków mieszkała w zachodnich obwodach USRS, gdzie w latach 1941–1942 właściwie nie istniał ruch partyzancki. W latach 1943–1944 udzielali oni maksymalnej pomocy czerwonym partyzantom, ponieważ walczyli oni przeciwko UPA i okupantom. Jednocześnie Polacy z Wołynia sami niechętnie zaciągali się do sowieckich oddziałów partyzanckich, gdyż znajdowali się pod wpływem antysowieckiej Armii Krajowej. Szef USzPD Tymofij Strokacz sabotował skierowane przeciwko AK rozkazy szefa  CSzPD Pantelejmona Ponomarienki i nie wydawał rozkazów o działaniach zbrojnych przeciwko „armii nacjonalistów polskich” czy o rozbijaniu i rozbrajaniu jej oddziałów. Sojusznicze stosunki i wspólne operacje AK i partyzantów sowieckich uzupełniane były dokładnym wzajemnym szpiegowaniem. Doprowadziło to do bardzo głębokiej agenturalnej infiltracji dwóch ruchów partyzanckich – polskich nacjonalistów (AK) i ukraińskich komunistów, co ułatwiało władzy sowieckiej rozbicie struktur AK po wojnie."

Sowieci, szukając sojuszników w walce z Niemcami, nawiązywali  kontakty z Polakami. Nie mniej zgodnie z wytycznymi z góry; uważali za swoich wrogów zarówno polskich, jak i ukraińskich,  „nacjonalistów”. Dlatego partyzantka sowiecka, z myślą o późniejszym ich wykorzystaniu przez NKWD, sporządzała na przykład spisy osób wspierających Niemców lub narodowe organizacje podziemne. ( Tak UPA jak i AK) Sowieckie oddziały partyzanckie na Wołyniu, były to dobrze uzbrojone i liczne, mogły sobie pozwolić na walkę zarówno z Niemcami jak i Ukraińcami. Działania radzieckich partyzantów, powodowały niemieckie odwety za wykolejone pociągi czy zlikwidowane posterunki. Niemcy dokonywali pacyfikacji wsi ukraińskich oraz rozstrzeliwali zakładników, także członków OUN. Mimo to, sotnie czy kurenie UPA unikały otwartych bitew z partyzantami radzieckimi. Wystrzegały się długotrwałych i uciążliwych starć. Dzięki znajomości terenu, sieci wywiadowczej ich działania polegały na likwidacji mniejszych grup partyzanckich. W meldunkach przesyłanych przez radzieckich dowódców do "Wielkiej Ziemi", było wiele skarg na działalność nacjonalistów, wymierzoną szczególnie w radzieckie oddziały rozpoznawcze, które zamiast wykonywać powierzone im zadania, musiały odpierać ataki UPA. W kwietniu 1943 r. Nikita Chruszczow, szef partii bolszewickiej na Ukrainie wydał rozkaz, którego wykonanie przez partyzantów, miało przynajmniej spróbować zdyskredytować OUN i UPA na Zachodniej Ukrainie. Organizacje te miały być przedstawiane jako wroga narodu ukraińskiego i agentów III Rzeszy. (6)

/ Nikita Chruszczow

Sowieci robili swoje, obserwując spontaniczny ruch tworzenia się samoobron polskich wsi.  Pierwsze skuteczne samoobrony powstały w marcu 1943 r. w Rybczy  pow. Krzemieniec i Przebrażu pow. Łuck. Jednak nie wszędzie to było możliwe, albo nie było woli walki w obronie życia , przy dużym poczuciu zagrożenia Polacy opuszczali swoje gospodarstwa i przenosili się do większych polskich osiedli lub miast, a także do polskich miejscowości, które zdołały zorganizować obronę, lub czynili  jak: cztery polskie kolonie z północnej części powiatu sarneńskiego (Jaźwinki, Lado, Perestaniec, Tatynne) około pół roku wędrowały taborami po lasach, wioskach i futorach województwa poleskiego, gdzie terror OUN-UPA nie był tak odczuwany i gdzie wędrujące kolonie okresami korzystały z ochrony sowieckiego oddziału partyzanckiego.  Samoobrony powstawały dzięki takim ludziom jak, nauczyciele, księża proboszczowie, podoficerowie rezerwy WP, lub inni lokalni przywódcy posiadający zaufanie społeczne. W tym miejscu warto oddać głos świadkowi: Zygmunt Bukowski wspomina:  "Po wymordowaniu przez Ukraińców mieszkańców kol. Parośla I, Polacy w wielu okolicznych miejscowościach samorzutnie przystąpili do organizowania samoobrony przed grożącymi dalszymi napadami Ukraińców. Polegało to na tym, że starszyzna danej wsi na swoim zebraniu postanawiała bronić się w razie napadu. W tym celu: obierano spośród siebie komendanta (dowódcę) (...)". W tej sytuacji  w kwietniu 1943 r. Komendant Okręgu AK Wołyń płk Kazimierz Bąbiński "Luboń" nakazał między innymi:    a) Tworząca się samorzutnie wołyńska samoobrona na terenach zagrożonych uniemożliwia lub co najmniej utrudnia dalsze napady rezunów. Na dowódców wszystkich szczebli kładę obowiązek wzięcia w swoje ręce inicjatywy w organizowaniu samoobrony, nie dekonspirując swoich związków organizacyjnych. Na nas jako kadrę dowódczą spadł obowiązek i odpowiedzialność za obronę Polaków na Wołyniu, gdyż już się krew polska nie z naszej winy polała.  b)  (...). "Luboń" zakazywał współpracy w ramach samoobrony z Niemcami (w tym wstępowania do policji niemieckiej) i partyzantką sowiecką. Zapewne to ostatnie ( a sowiecki wywiad doniósł) nie spodobało się sowieckiemu dowództwu. Jan Engelgard w swoim opracowaniu cytuje między innymi fragment referatu wygłoszonego podczas międzynarodowej konferencji w Warszawie w dniu 17 maja 2008., przez ; Oksanę Petrusewicz: " W kwietniu 1943 r. specjalna dyrektywa KC WKP(b) i CSRP nakazała dowódcom radzieckich zgrupowań partyzanckich okazywanie Polakom wszelkiej pomocy przy organizacji oddziałów i wyposażaniu ich w broń i amunicję. W ten sposób rozpoczęto formowanie proradzieckiego polskiego ruchu partyzanckiego oraz przekształcanie niewielkich oddziałów, złożonych z Polaków, w samodzielne polskie zgrupowanie „Jeszcze Polska nie zginęła".  (s. 197) Nie wiem kim ta pani jest i  nie bardzo rozumiem czemu przytoczony fragment miał służyć? Przecież każdy kto potrafi czytać widzi, że stoi  "czarne na białym", sowieci pod propagandowym płaszczykiem pomocy zmierzali do utworzenia "komunistycznych" oddziałów polskich podporządkowanych Moskwie. Byli przekonani, że społeczność polska pozbawiona kadry wojskowej, w łatwy sposób będzie można wykorzystać do realizacji nowego komunistycznego porządku. Dalej pan Engelgard pisze: " Dowódcy partyzantki na Wołyniu byli oczywiście zainteresowani pozyskiwaniem w swoje szeregi Polaków, dążąc do rozbudowy czysto polskich oddziałów.[Autor tylko zapomniał dodać, że były to komunistyczne oddziały]  Ich dowódcy (Józef Sobiesiak, Robert Satanowski i Mikołaj Kunicki) byli ubrani w polskie mundury wojskowe. [ Wymienieni dowódcy; komuniści, mieli owszem polskie mundury, ale z orzełkami bez korony. Przy okazji warto dodać, że nie zbyt często je brudzili w obronie polskich wsi i osiedli.]         Z czasem kontakt z tymi formacjami nawiązał Związek Patriotów Polskich (ZPP), przygotowując je do wstąpienia do formującego się w ZSRR wojska polskiego (początkowo złożonego tylko z 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki). W roku 1943 oddziały te podlegały jeszcze dowództwu w Moskwie i Kijowie. [ Tego nawet komentować nie trzeba]  Niewątpliwie ich obecność ułatwiała kontakt z polską ludnością, która po okresie nieufności wobec ZSRR, po doświadczeniach terroru z lat 1939–1941 oraz po informacjach o zerwaniu stosunków dyplomatycznych między ZSRR i RP, a także po nagłośnieniu przez Niemców informacji o odnalezieniu w Katyniu grobów polskich oficerów – przekonała się, że tak naprawdę jedyną siłą zewnętrzną chroniącą przed groźbą zagłady ze strony UPA jest partyzantka sowiecka. [Tekst rodem z PRL-u. W mojej rodzinie i wśród znajomych sprawa "Katynia", zarówno wtedy jak i później została przyjęta jednoznacznie. Nie było rówwnież wątpliwości wobec "przechrztów" ( tak nazywano w/w "przebierańców") i intencji partyzantki sowieckiej] Część Polaków decydowała się od razu na wstąpienie do polskich oddziałów Sobiesiaka, Satanowskiego i Kunickiego. Inni podejmowali czynną współpracę z partyzantami.[Tam gdzie nie było polskiej partyzantki, wstępowali do ich oddziałów, widząc w tym jedyną szansę na przeżycie, zwłaszcza ci, którzy utracili swoje rodziny. Jednak z chwilą pojawienia się oddziałów AK, często zdarzały się ucieczki, które sowieci traktowali jako dezercję. U Satanowskiego do połowy 1943 roku nie można się było doliczyć więcej, niż 44 partyzantów. Dopiero na jesieni 1943 r., z wielu różnych przyczyn, o czym później, stan się powiększał.] Czyniły to także polskie samoobrony, które powstawały na terenach zagrożonych przez UPA.[Poza dwoma przykładami; Przebraże i Stara Huta, jakoś więcej brak przykładów.]  Ich status był delikatny – musiały „udawać”, że nie mają kontaktu ani ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego, jak również z partyzantami sowieckimi. Musiały za to utrzymywać kontakty z Niemcami i polską policją w służbie niemieckiej." Doszedłem wreszcie, wydawało mi się, do sedna tematu. Pan Engelgard postawił interesujące mnie bardzo pytanie: "Jaki był zakres współpracy Polaków z partyzantką sowiecką na Wołyniu w 1943 roku?  [ Liczyłem, że znajdę wreszcie odpowiedź na to pytanie.]  W rejonach północnego i wschodniego Wołynia, gdzie było największe nasycenie oddziałów partyzanckich, ta współpraca miała szeroki zakres. [ Tyle w tym treści co w powiedzeniu;  " bardzo różnie, czyli poprzecznie i podłużnie ", czyli brak konkretów.] Według najnowszych ustaleń na 142 polskie samoobrony 7 współpracowało z partyzantką sowiecką. Były to: w powiecie Kostopol: Huta Stara (współpraca ze zgrupowaniem kpt. Iwana Szytowa), Peresieki, Rudnia Potasznia, Rudnia Stryj, Huta Stepańska. W powiecie Łuck: Przebraże (współpraca z oddziałami Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki). W powiecie Sarny: Staryk. Liczba 7 samoobron na 142 nie oddaje jednak znaczenia tej współpracy. .[ Stwierdzenie , że 7 współpracowało z partyzantką sowiecką w tekście nie ma pokrycia.]   Jeśli bowiem uświadomimy sobie, że większość samoobron liczyła 20–30 obrońców, a tylko dwie samoobrony współpracujące z sowiecką partyzantką, czyli Huta Stepańska i Przebraże, miały razem ok. 1 000 obrońców i broniły ok. 15 000 ludności, ocena musi być inna. Wszystkie samoobrony współpracujące z partyzantami sowieckimi, prócz Huty Stepańskiej, przetrwały, w tym największa na Wołyniu w Przebrażu. [ Jakie "wszystkie" (brak potwierdzenia)? Dwie ,o  których autor pisze. Gwoli prawdy to nie samoobrona Huty Stepańskiej współpracowała z partyzantką sowiecką, a Huta Stara, a dokładniej to oddział "Bomby"( kpt. Władysława Kochańskiego)- największy oddział partyzancki AK na Wołyniu. Twierdzenie, że wszystkie samoobrony współpracujące z partyzantami sowieckimi, prócz Huty Stepańskiej, przetrwały obejmuje więc: Hutę Starą i Przebraże. ] (...)  Czesław Piotrowski, mieszkaniec Huty Stepańskiej, w opublikowanych w 1990 roku wspomnieniach ujął to tak: Kręciło się w tym czasie w naszej okolicy coraz więcej oddziałów partyzanckich pod ogólnym dowództwem radzieckim, w których działali Polacy i Ukraińcy. Przedstawiciele tych oddziałów również próbowali namówić naszych mieszkańców, abyśmy opuścili swoje osiedla i pod ich osłoną przegrupowali się do rejonu lasów na północ od linii kolejowej Sarny-Kowel wraz z całym ruchomym dobytkiem. Mowa była o rejonie lasów, gdzieś na północy koło m. Kuchecka Wola, odległej o 70 km od Huty. Tam miało być bezpiecznie. Propozycja ta była nie do przyjęcia z powodów zasadniczych, gdyż przede wszystkim nie mieliśmy jeszcze nadal zamiaru opuszczać naszych stron. Ponadto pisze, że nie przypomina sobie pobytu Sobiesiaka w Hucie Stepańskiej i że „jednymi z aktywniejszych emisariuszy partyzantki radzieckiej w tym okresie byli Polacy Stanisław Łabędzki i Wincenty Ruszkowski, którzy próbowali przekonać młodych chłopaków od nas do wstąpienia w szeregi nowego oddziału im. Tadeusza Kościuszki na Polesiu oraz namawiali niektórych mieszkańców do opuszczenia Hu]ty”. [ No i Piotrowski napisał prawdę, jak wyglądała pomoc ze strony partyzantki sowieckiej. ] (...) . Największym sukcesem zakończyła się współpraca polskiej samoobrony z partyzantami sowieckimi we wsi Przebraże (pow. Łuck). Było w niej zgromadzonych ok. 10 500 uchodźców i miejscowej ludności (są dane mówiące nawet o 20 000 uchodźców). Od samego początku z dowództwem obrony Przebraża współpracowały trzy radzieckie oddziały partyzanckie: Nikołaja Prokopiuka, Dmitrija Miedwiediewa i Kowalenki.[ Bez wątpienia obrona Przebraża była sukcesem, ale co było po wkroczeniu Armii Czerwonej, to już inna bajka, o czym później]  (...) Prokopiuk zaatakował atakujących nacjonalistów ukraińskich od tyłu mając do dyspozycji 150 ludzi i 60 konnych. W tym samym czasie Polacy uderzyli na upowców idąc na spotkanie partyzantom Prokopiuka. Bitwa zakończyła się całkowitym pogromem UPA. Od tej pory nie podjęto już ataku na Przebraże. Jesienią 1943 roku obrońcy Przebraża, na propozycję innego oddziału partyzantki sowieckiej dowodzonego przez Kowalenkę wzięli udział w likwidacji upowskiej wsi Omelno.  Ostatnią dużą samoobroną uratowaną dzięki współpracy z partyzantką sowiecką była Huta Stara. W dniu 18 listopada 1943 r. zaatakowało ją duże zgrupowanie UPA.  ( pomoc gen. Szytow). [ Gwoli ścisłości, nie ostatnią a zaledwie drugą, bo nie słyszałem o innych, a autor chyba również skoro o tym nie pisze. ]Należy podkreślić, że współpraca samoobron polskich z partyzantką sowiecką odbywała się wbrew oficjalnym dyrektywom Delegatury Rządu RP i dowództwa Armii Krajowej. [Fakt, sądzę, że znali sowieckie plany przyszłościowe. ] Od samego początku służby informacyjne Komendy Głównej AK oskarżały partyzantkę sowiecką o inspirowanie i prowokowanie konfliktu polsko-ukraińskiego na Wołyniu. [ To trzeba przyznać było przesadą, albo celową propagandą. Logicznie myśląc jest to oskarżenie nieuzasadnione.] Jednak na Wołyniu silniejsze od AK były polskie oddziały partyzanckie podporządkowane dowództwu sowieckiemu. Szanowny autor jednak nie pisze dlaczego? Wbrew propagandzie sowieckiej, którą autor tak chętnie przytacza, samoobrony i oddziały partyzanckie AK, same musiały zdobyć, kupić, odkopać broń potrzebną do obrony. Zdarzało się również, że to Niemcy dostarczali jakieś złomowane karabiny, albo pomoc przychodziła ze strony Węgrów. De facto to te słabo uzbrojone samoobrony broniły polskich mieszkańców Wołynia i powstałe po 20 lipca 1943 r. polskie oddziały partyzanckie AK.  Tak dla przykładu OP. ( oddział partyzancki AK) "Jastrzębia" ( por. W. Czermiński) , OP. "Sokoła" ( por. M. Fijałka), OP. "Grońskiego" (pchor. T. Korona) plus samoobrony Zasmyk, Janówki, Radola, Lublatyna, Dąbrowy, Kupiczowa, broniły "Rzeczypospolitej Zasmyckiej" w pow. kowelskim. Takich  dużych oddziałów na Wołyniu, było  9,  współdziałających z ośrodkami (bazami) samoobrony, które przyczyniły się do ich przetrwania do 1944 r. Były to oddziały: „Łuna” – pod dowództwem ppor. Jana Rerutko („Drzazga”), od 10 listopada 1943 oddziałem dowodził por. Zygmunt Kulczycki („Olgierd”). Oddział „Łuna” liczył 107 partyzantów. „Jastrząb” – pod dowództwem por. Władysława Czermińskiego („Jastrząb”) liczący około 150 partyzantów. „Bomba” – pod dowództwem kpt. Władysława Kochańskiego („Bomba”, „Wujek”). Oddział liczył około 500 partyzantów. „Strzemię” – pod dowództwem por. Zenona Blachowskiego („Strzemię”). Oddział liczył około 100 partyzantów. „Gzyms” – pod dowództwem por. Franciszka Pukackiego („Gzyms”) liczący około 80 partyzantów. „Ryszard” – dowodzony przez por. Ryszarda Walczaka („Ryszard”). Oddział liczył około 80 partyzantów. „Sokół” – dowodzony przez por. Michała Fijałkę („Sokół”), liczący około 120 partyzantów. „Kord” – dowodzony przez por. Kazimierza Filipowicza („Kord”). Oddział liczył około 80 partyzantów. „Piotruś” – dowodzony przez ppor. Władysława Cieślińskiego („Piotruś”), liczący około 80 partyzantów.  Oprócz tego działały również małe jednostki partyzanckie (30-40-osobowe), które w drugiej połowie 1943 r. do stycznia 1944 r. chroniły ludność polską kilku małych osiedli, tj. w okolicy Lubomirki oddział partyzancki AK Ryszarda Walczaka "Ryszarda" i oddział partyzancki sierż. Włodzimierza Kopijkowskiego, oraz koło kolonii Osty (gm. Niemowicze, pow. sarneński) oddział, którego dowódca nie udało się ustalić. Nie można zapomnieć, że np. Rybcza w pow. krzemienieckim samodzielnie broniła się do czasu wkroczenia Armii Czerwonej. Krzysztof Zwoliński  ( 7) słusznie zauważa, że " Wspólne akcje AK i partyzantki radzieckiej przeciw Niemcom zdarzały się, ale jako wyjątek od reguły. Sowieccy leśni byli instruowani z Moskwy, że działają na terenie ZSRR i to właśnie AK ma się im podporządkować, a najlepiej rozwiązać swoje oddziały zwarte. Oficerów należy potem wysłać do Moskwy samolotem na śledztwo albo rozstrzelać na miejscu, a masy żołnierskie odpowiednie klasowo, czyli rokujące podatność na propagandę komunistyczną wcielić do oddziałów radzieckich. Z kilkoma oddziałami tak się rzeczywiście stało w 1943  (...)"  Jan Engelgard pisząc swój "tekst pochwalny" o sowieckiej partyzantce, tego faktu nie dostrzegł, podobnie jak wielu innych. Dlatego przypomnę, że pomimo wyraźnego zakazu ze strony komendanta AK OW, zaistniały przypadki współpracy polskich partyzantów z sowieckimi.  W tamtych warunkach dowódcy polskich oddziałów partyzanckich wyznawali wojenną zasadę, że "wróg mojego wroga, może być sprzymierzeńcem". Oczywiście zapominając, że jednak nie jest to przyjaciel, czego  uparcie nie może zrozumieć pan Engelgard . W swoim opracowaniu pisząc dużo o obronie Przebraża, jednak nie wspomina o OP." Łuna" dowodzonym przez ppor. Jana Rerutko ps. "Drzazga". Pozwolę sobie przypomnieć co  na ten temat napisał   Henryk Cybulski ps. "Harry" (8);   "Oddział partyzancki „Łuna” powstał latem 1943r. z inicjatywy inspektoratu AK w Łucku. Dowódcą został ppor. „Drzazga” Jan Rerutko, który pomimo młodego wieku cechował się rozwagą i stanowczością. Pod koniec października liczył już stu sześćdziesięciu ludzi i doskonałe uzbrojenie w tym zwiad konny. (.) Swą bazę miał w opuszczonej leśniczówce w okolicy Hynina, położonej ok.8 km od Przebraża. W pobliżu przebiegała linia kolejowa Kiwerce-Równe. Zalety tego dogodnego miejsca docenił wkrótce płk Prokopiuk, którego oddział stał się sąsiadem oddziału „Drzazgi”. (.) W tym czasie oddział przystąpił do wykonywania swoich zadań: dywersji na torach kolejowych i obrony ludności cywilnej. Nawiązano ścisłą łączność z Przebrażem, Rafałówką, a przede wszystkim z partyzantami Prokopiuka. Do listopada 1943 wspólnie z oddziałem radzieckim „Drzazga” przeprowadził wiele istotnych i efektywnych akcji dywersyjnych; wspólnie też nękali oddziały UPA podchodzące w okolice Przebraża. Podczas oblężenia naszego obozu oddział „Drzazgi” stanowił siłę obwodową.  Z czasem „Adam” (Inspektor z Łucka -red.) postanowił przesunąć ten oddział na zachodnią stronę Styru. Początkowo miał on zostać skierowany do Zasmyk, w rejon koncentracji 27 dywizji AK, później zmieniono decyzję i ustalono, że jego miejsce postoju będzie się znajdowało na północny wschód od Włodzimierza. Przed odmarszem na zachód „Drzazga” pojechał na ostatnie spotkanie z dowódcami radzieckimi, dla omówienia wspólnej akcji wysadzania mostów kolejowych na Styrze koło Rożyszcz. W drodze został jednak zamordowany wraz z dwoma kolegami: ”Piątym” - lekarzem oddziału i „Słoniem”.(.) W pobliżu Hermanówki na skraju lasu spoczywały zwłoki trzech ludzi (.) zginęli od strzałów w plecy, oddanych z bliskiej odległości. Działo się to 6 listopada 1943r.. Pochowano ich na cmentarzu w Przebrażu..."

/ Ppor. Jana Rerutko ps. "Drzazga"  

/ Płk  NKWD Nikołaj Prokopiuk

Olgierd Kowalski ps. "Czarny" z oddziału AK " Łuna" (9) ; " Niebawem dowódca radzieckiego oddziału partyzanckiego płk. Prokopiuk, zaprosił por. "Drzazgę" na uroczystości z okazji 26 rocznicy Rewolucji Październikowej. Por. "Drzazga" zaproszenie przyjął. Podczas przyjęcia oficer polityczny oddziału Prokopiuka zaproponował por. "Drzazdze" podporządkowanie się partyzantce radzieckiej. Por. "Drzazga" odmówił i w drodze powrotnej zginął wraz z towarzyszącymi mu partyzantami. W oddziale nastąpiło duże rozprężenie. Prawie połowa żołnierzy opuściła oddział. Skierowany tam przez Dowództwo Okręgu por. "Olgierd" po zakończeniu dochodzenia w sprawie śmierci por. "Drzazgi", przeprowadził uszczuplony oddział na placówkę w Pańskiej Dolinie".        Roman Kucharski ps. "Wrzos" z oddziału AK "Łuna" (10); " Według późniejszych relacji "Sowy" (Apolinary Oliwa - dowódca placówki w Hermanówce), który uczestniczył w tej uroczystości, atmosfera była serdeczna i przyjacielska. Wznoszono toasty za przyjaźń, za powodzenie wspólnej walki przeciwko faszyzmowi. "Drzazga" uczestniczył w toastach tylko symbolicznie, unosząc kubek z herbatą, ponieważ dla zasady nie pił alkoholu. W pewnym momencie pułkownik Miedwiediew powiedział do "Drzazgi", że powinien podporządkować się wraz z całym oddziałem jego rozkazom, na co zagadnięty odpowiedział, że jest oficerem Wojska Polskiego, że składał przysięgę na wierność Narodowi Polskiemu, że jego Wódz jest w Londynie i w tej sytuacji nie będzie się poporządkowywał pod niczyje rozkazy. Miedwiediew usiłował swoje propozycje obrócić w żart, co mu się nie udało i nieprzyjemny zgrzyt zawisł w powietrzu nad stołem. Równie serdeczne i przyjacielskie było pożegnanie.(...) Zdziwienie naszych partyzantów wywołało pojawienie się rankiem dnia następnego zaprzęgu, którym wczoraj odjechał "Drzazga". Konie wróciły same. W wozie znajdowała się wymieniona z Rosjanami broń. Nic poza tym. Żadnych śladów..."  Ewidentnej odpowiedzi udziela również na str.217  prof. Władysław Filar w swojej książce >> "Burza" na Wołyniu<<, wyjaśniając przy okazji kto zamordował por. Osieckiego w lipcu 1943 r. Oczywiście Sowieci, kto nie chciał się podporządkować gospodarzom Wołynia, bo za takich zdecydowanie się uważali, sam wydawał na siebie wyrok! Podobny los mógł spotkać również Henryka Cybulskiego, komendanta samoobrony Przebraża, po ponownym wkroczeniu sowietów na Wołyń. Musiał się ukrywać, nawet w Brygadzie "Grunwald' Sobiesiaka nie był bezpieczny, a przecież współpracował z partyzantką sowiecką.

/ Kpt. Władysław Kochański ps. "Bomba"

/ Gen. major Michaił Naumow

Drugi przykład wiąże się z największym oddziałem partyzanckim AK na Wołyniu i jego bazą w Hucie Starej. Kpt.  Władysław Kochański  (Cichociemny) ps. „Bomba”, „Bryś”, „Duży Władek”, „Wujek”, (11) który pomimo poniesionych ran w czasie walk z UPA w Hucie Stepańskiej, postanowił na bazie członków samoobrony Huty Stepańskiej stworzyć nowy, duży oddział partyzancki. W bardzo krótkim czasie oddział osiągnął liczbę ponad pięciuset dobrze uzbrojonych partyzantów, z którymi „Bomba” wyruszył w pole w celu ochrony ludności polskiej przed nacjonalistami ukraińskimi. Stoczył szereg bojów z UPA i hitlerowskim okupantem. Huta Stara stała się ośrodek samoobrony z zapleczem sanitarnym, szwalnią mundurów, systemem aprowizacji. Wybudowano szereg bunkrów, rowów strzeleckich, tworząc system ochronny wspomagany przez zwiad konny oraz czujki rozstawione we wszystkich kierunkach. Aby zwiększyć szanse w walce z UPA oraz Niemcami, nawiązał współpracę z operującym w okolicy oddziałem partyzantki sowieckiej. Zdarzyła się sytuacja , że kpt. „Bomba” znalazł się poza ośrodkiem samoobrony. Banderowcy 16 listopada 1943 r. przeprowadzili atak na Hutę Starą. Kiedy obrona prawie już się załamała, do wsi powrócił oddział partyzancki, wsparty przez zgrupowanie partyzantów radzieckich Szytowa. Zaskoczeni Ukraińcy ponieśli sromotną klęskę tracąc kilkudziesięciu zabitych, rannych i wziętych do niewoli. Niestety, Kochańskiemu współpraca z sowiecką partyzantką nie wyszła na dobre.  20 grudnia 1943 przyjął zaproszenie na rozmowy oraz „na czaj” od gen. Michaiła Naumowa, do wsi Bronisławka, udając się tam w grupie 4 oficerów oraz sekcji zwiadowców. Wieczorem Polaków zaproszono na poczęstunek do pobliskiej Kol Zawołocze, w jego trakcie żołnierze AK zostali napadnięci, zastrzelono siedzącego przy stole plut. Zygmunta Kopija, obezwładniono i związano pozostałych. Następnego dnia sowieci zamordowali kolejnych zwiadowców: Stanisława Żygadło, Antoniego Szajewskiego, Jankowskiego, Henryka Chomicza, Jana Jankiewicza, Pawła Kurjatę. Natomiast: kpt. Władysława Kochańskiego, ks. por. Leona Śpiewaka, por. Zenona Blachowskiego, pchopr. Zbigniewa Klimowskiego, Witolda Witkowskiego, Januszczaka, Lucjana Paczewskiego przetransportowano przez linię frontu do Kijowa. Uprowadzonych samolotem dostarczono do Moskwy oraz osadzono w więzieniu NKWD na Łubiance. Kochański nie zgodził się na współpracę z NKWD i był sądzony w pokazowym procesie, został skazany na dziesięć lat ciężkich robót za działalność agenturalną oraz szpiegowską przeciwko ZSRR. Cichociemny spróbował ucieczki, za co dostał dodatkowy wyrok piętnastu lat więzienia. Wysłano go do kopalni na Kołymie, na kole podbiegunowym. Tadeusz Wolak  ps. "Rawicz" (12) we wspomnieniach napisał: " (...) Naradzano się gorączkowo. Wieść, że „Bomba” nie wrócił, rozniosła się wśród wojska. Nastąpiło ogromne zamieszanie. Wojsko nie wiedziało co robić. Część żołnierzy opuściła oddział, szczególnie miejscowi. Inni, niespokojni o losy oddziału, dopytywali się o dalsze decyzje. W tym ogólnym rozgardiaszu, wieczorem 22 grudnia 1943 roku, podporucznik „Słucki” (Feliks Szczepaniak) zarządził zbiórkę oddziału i oświadczył, że obejmuje dowództwo i ma zamiar zrealizować pomysł „Bomby”, a więc maszerować w rejon Kowla. Oświadczył także, że żołnierze, którzy nie czują się na siłach podjąć dalszych trudów, mogą pozostać w Starej Hucie i wzmocnić tamtejszą samoobronę. Około południa z kilkuset osób pozostało w oddziale około stu osiemdziesięciu." Te dwa przykłady wyraźnie wykazują, w jakim celu przybyły i działały oddziały partyzantki sowieckiej. Niestety nie dostrzega tego Jan Engelgard, pisząc na podsumowanie: "Oceny historyków i świadków wydarzeń tego epizodu II wojny światowej, jakim była polsko-sowiecka współpraca na Wołyniu w 1943 roku są raczej zgodne, choć między poszczególnymi autorami występują pewne różnice. Członek AK i żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji AK, Wincenty Romanowski, dał taką całościową ocenę: Tam, gdzie działała partyzantka radziecka, ludność polska miała z jej strony ochronę przed bandami banderowców. Bezpieczeństwo to było jednak znikome i krótkotrwałe. Oddziały radzieckie, prowadząc walkę podjazdową, unikały spotkań z większymi siłami pacyfikacyjnymi i wygrywały z nieprzyjacielem dzięki wielkiej ruchliwości. Wsie polskie nie mogły liczyć na stałą współpracę ze swoimi naturalnymi sprzymierzeńcami (…) Oddziały radzieckie, w ciężkich dla siebie warunkach, korzystały z każdego sprzymierzeńca, nie mogły więc nie doceniać istnienia polskich placówek samoobrony czy też późniejszych oddziałów Armii Krajowej. [ Wbrew temu co próbuje nam zasugerować Jan Engelgard, ocena  Wincentego Romanowskiego, nie wpisuje się w "tekst pochwalny" o partyzantce sowieckiej. A widać to gołym okiem, w dalszej części tekstu.]  Była jednak granica, gdzie kończyło się szczere żołnierskie i ludzkie współdziałanie w ciężkiej doli, a decydującą rolę zaczynała odgrywać polityczna racja stanu, reprezentowana przez wyższych dowódców. Dwa razy doszło do tragicznych wydarzeń w gminie Ludwipol (Osiecki, Lisiecki i Bagiński oraz aresztowanie „Bomby” z jego sztabem – likwidacja patrolu ochrony) i raz w powiecie łuckim („Drzazga”, „Sławek” i „Słoń”). Ernest Komoński pisze, że udzielając Polakom pomocy na Wołyniu realizowali także swoje cele polityczne, co jest niewątpliwie prawdą.  Jednak jego stwierdzenie, że sytuacja na Wołyniu była dla nich korzystna, bo „powodowała pożądaną dla nich depolonizację” i osłabiała militarne zdolności Polaków i Ukraińców jest nieco naciągana.   [ Nic nie jest naciągane, dowodem jest późniejsza tzw. "repatriacja", czyli ostateczna depolonizacja Wołynia.] Muszę jeszcze zwrócić uwagę, że w tekście Jana Engelgarda, nie ma żadnej próby odpowiedzi, dlaczego doszło do zamordowania w/w oficerów AK , czy fakt porwania "Bomby"? Proste bo nie ma słowa o w/w  „Rozporządzeniu bojowym"  Centralnego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, zdobytym przez oddział kawalerii chor. Zdzisława Nurkiewicza ps. „Noc” z batalionu stołpeckiego AK , który wziął do niewoli jednego z oficerów sowieckich z brygady im. Stalina. Anna Dąbrowska (13) pisze: ".. po zerwaniu przez ZSRR stosunków dyplomatycznych z polskim rządem na uchodźstwie (w związku z odkryciem zbrodni katyńskiej). 1 grudnia 1943 roku Sowieci zaprosili dowództwo batalionu [stołpeckiego AK-red] na naradę, podczas której aresztowali polskich oficerów. Kilku rozstrzelano, a pięciu wywieziono do Moskwy. Jednocześnie rozbito i rozbrojono polskich żołnierzy. Część z nich wcielono do sowieckich oddziałów, a część zamordowano." Działo się to również na Kresach, co prawda na terenach Nowogródczyzny, ale jak znajomy jest scenariusz w porównaniu do wydarzeń z 1943 r. na Wołyniu. W wyniku zarówno zamordowania "Drzazgi" jak i porwania  "Bomby", oba oddziały nie tylko straciły dowódców, ale uległy rozproszeniu. Pierwszy stracił ok. połowy stanu osobowego, a drugi zamiast 500 żołnierzy na koncentracje przyprowadził 180-ciu. Część rozbitków z tych oddziałów, jak i rozproszonej przy przejściu przez tory pod Jagodzinem, 27 WDP AK trafiła do oddziału R. Satanowskiego, co było efektem działań sowietów.        

Tadeusz Gasztold , autor opracowania; " Armia Krajowa i ludność cywilna na Kresach Północno-Wschodnich w świetle sowieckich dokumentów (w latach 1941-1944)", podczas wykonywania kwerendy w Archiwum Narodowym Białorusi dawniej Archiwum Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Białorusi w Mińsku, ustalił, że w ślad za powstaniem Centralnego Sztabu Ruchu Partzanckiego powołano sztaby Białoruskiego, Ukraińskiego, Litewskiego, Łotewskiego i Estońskiego Ruchu Partyzanckiego. Po zapoznaniu się z dokumentami pisze miedzy innymi; " Obok organizowania i nadzoru działalności partyzanckiej na zapleczu frontu miały one o wiele ważniejsze zadania z punktu widzenia państwa sowieckiego. Władze sowieckie poważnie obawiały się narodów Europy wschodniej, gdzie pod okupacją niemiecką wzmogły się ruchy niepodległościowe. Dotyczyło to przede wszystkim państw bałtyckich, Białorusi i Ukrainy. Tam, gdzie nie sięgała władza partii komunistycznej na terenach okupowanych przez Niemców jej funkcję zastąpił ruch partyzancki. Był więc ruchem przede wszystkim politycznym zdominowanym przez organy Narodowego Komitetu Spraw Wewnętrznych (NKWD). (...) Białoruski Sztab Ruchu Partyzanckiego zajmował się działalnością partyzancką na podstawie tajnych dokumentów jego działania wykraczały daleko poza sprawy partyzanckie. Można powiedzieć, że problematyka partyzancka była tu zagadnieniem drugorzędnym, dogodną formą realizacji innych spraw. Na pierwszym miejscu znajdowała się strategia i taktyka ZSRR wobec ziem wschodnich II Rzeczypospolitej oraz rozpracowanie polityczne, wojskowe i gospodarcze Polski jako przyszłego państwa satelickiego pod hegemonią rosyjską. Realizując wymienione cele wszystkimi dostępnymi środkami Rosjanie prowadzili politykę totalnej likwidacji działaczy Polskiego Państwa Podziemnego oraz jego siły zbrojnej Armii Krajowej.  Jest więc oczywiste, że dokumenty takiej instytucji jak Białoruski Sztab Ruchu Partyzanckiego mają istotną wagę dla studiowania stosunków polsko-radzieckich w latach drugiej wojny światowej. "  Niestety pan Engelgard pisząc swój "pean" na cześć partyzantki sowieckiej nie dotarł do tych materiałów, a z materiałów które sam zaprezentował wyciągnął (może celowo?) niewłaściwe wnioski. Rosyjski badacz Aleksander Gogun pisze: ".... czerwoni, w odróżnieniu od UPA czy AK, niezmiernie rzadko usiłowali chronić ludność cywilną przed planowym rabunkiem i represjami przeciwnika – czy był to terror okupantów, mordowanie Polaków przez UPA, Ukraińców przez AK, czy eksterminacja Żydów i Cyganów. Akcje obrony mieszkańców czy operacje odwetowe były przeprowadzane rzadko, z inicjatywy niektórych lokalnych dowódców, a nie centrali, która była zainteresowana wyłącznie liczbą wykolejonych pociągów, zabitych okupantów, policjantów i nacjonalistów czy jakością informacji wywiadowczych. (...) Partyzanci czerwoni nie zwracali szczególnej uwagi na fakt, iż naziści palą i niszczą ludność cywilną. Do centrali w latach 1941–1944 docierały bardzo liczne informacje, że okupanci urządzają orgie morderstw w odpowiedzi na aktywność partyzantów, jednak do chwili obecnej nie znaleziono ani jednego rozkazu centrali (naczelnego dowództwa, NKWD, sztabów ruchu partyzanckiego), który w jakikolwiek sposób sugerowałby zmianę aktywności czerwonych partyzantów, aby zmniejszyć cierpienia ludności, która znalazła się pod okupacją. Co więcej, istnieją pośrednie dowody na to, iż centrala świadomie dążyła do prowokowania terroru okupantów, aby z jednej strony nie dopuścić do pogodzenia się mieszkańców z przeciwnikiem, a z drugiej, żeby zachęcić ludność do oporu. " Ewa Siemaszko (16) podaje natomiast przykłady: " Za kontakty z partyzantką sowiecką (prowadzącą dywersję najpierw na Wołyniu, a od 1943 r. również w Małopolsce Wschodniej), organizowanie polskiej konspiracji i oddziałów partyzanckich oraz przechowywanie Żydów Niemcy zastosowali drastyczne pacyfikacje (z udziałem policji ukraińskiej lub oddziałów ukraińskiej ochotniczej  Dywizji SS-Galizien) wobec wielu wsi na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, w których dokonano masowych egzekucji oraz palenia Polaków w zabudowaniach. Największe zbrodnie popełniono w następujących wsiach:  na Polesiu – Budki Wojtkiewickie (800 ofiar); na Wołyniu – Jezierce (469), Rudnia Łęczyńska (200),  Ludwikówka (172), Borszczówka (160), Koszyszcze (145), Lidawka (104), Obórki (51); w Małopolsce Wschodniej - Chodaczków Wielki (862), Mierów (123)." Partyzantka sowiecka miała na uwadze przede wszystkim te zadania które zleciła  góra czyli Moskwa. Adam Rafał Kaczyński (17) pisze o nich: " Odtwarzanie organów bezpieczeństwa na Wołyniu opierało się w znacznej mierze na doświadczeniach z okresu 1939‑1941. Odpowiednie struktury oraz kadry kierownicze Zarządów Obwodowych NKWD i NKGB były przygotowywane do działania na długo przed zajęciem danych terenów przez Armię Czerwoną. Identycznie postąpiono wwypadku Wołynia, gdzie czekiści przystąpili do pracy od razu po zajęciu Łucka i Równego. "   Jednoznacznie w temacie wypowiedział się; dr Paweł Naleźniak, IPN Kraków ( 18) w wywiadzie udzielonym Arturowi Wróblewskiemu z Interii, :  " Przypomnijmy, że według polskich dyrektyw nie można było współpracować z Niemcami i sowiecką partyzantką. Tymczasem w sytuacji śmiertelnego zagrożenia, Polacy wzięliby pomoc nawet i od diabła, byle się tylko uratować. Problem polega na tym, że Niemcy Polakom zbytnio pomagać nie chcieli, niechętnie przekazywali na przykład broń. Na 142 samoobrony Wołynia, 16 dozbroili albo uzbroili Niemcy, a w jednym przypadku kierowali utworzeniem samoobrony. (...) Sowiecka partyzantka była dla Polaków sprzymierzeńcem, ponieważ zwalczała ukraińskich nacjonalistów. Natomiast ten sojusznik miał dalekosiężne plany. Było to przygotowanie ziem Wołynia pod przyszłe sowieckie panowanie. Polacy mieli też ograniczone możliwości we współpracy z Sowietami, bo co oni mogli im dać? Żywność, schronienie, ubrania, pomoc w leczeniu rannych... Czego żądano? Broni. Tymczasem Sowieci nie chcieli przekazywać broni Polakom. Woleli, żeby Polacy wstępowali do sowieckich oddziałów.(...)  Samoobrona w Przebrażu nigdy by nie przetrwała, gdyby nie pomoc Armii Krajowej.(...)  . . . biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności oraz siły i możliwości, którymi okręg Armii Krajowej dysponował, to w moim odczuciu zrobiono bardzo wiele, a nawet można powiedzieć, że wszystko. Zastrzeżenie można mieć do tego, w jaki sposób dowództwo Armii Krajowej postrzegało problem ukraiński." Warto jeszcze na koniec  przypomnieć  wypowiedź  dr hab. Rafała Wnuka (19) :" Czy oddziały AK na Wołyniu można było sformować szybciej, tak by mogły obronić przed UPA więcej Polaków? Być może. Jednak gdy już powstały, to skutecznie wywiązały się ze swojego zadania. Nie wolno nam zapomnieć o tym, że to właśnie AK uratowała 2/3 Polaków z Wołynia ." Reasumując  p/w muszę powiedzieć, że trzeba mieć niezły  tupet by pisać, " że na Wołyniu jedynym realnym obrońcą Polaków przez UPA była sowiecka partyzantka. "

Źródła:

1) Jan Engelgard  "Partyzantka sowiecka wobec zagłady ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku "  https://bazhum.muzhp.pl/media/files/Niepodleglosc_i_Pamiec/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)-s183-212/Niepodleglosc_i_Pamiec-r2013-t20-n3_4_(43_44)-s183-212.pdf
 2) Waldemar Handke" A więc wojna … Wokół pracy Zygmunta Boradyna „Niemen rzeka niezgody. Polsko-sowiecka wojna partyzancka na Nowogródczyźnie 1943-1944” "
http://symbolae.tu.koszalin.pl/dokumenty/NR9/SE9_A17.pdf
3) Kamil Stepan: " II wojna światowa na Kresach"    https://www.polityka.pl/pomocnikhistoryczny/1612051,1,ii-wojna-swiatowa-na-kresach.read
4) " Armia sekretarza Ponomarienki " Dominika Matusiak, Bogdan Musiał. Biuro Edukacji Publicznej IPN. Źródło: Rzeczpospolita. https://www.rp.pl/historia/art8510401-armia-sekretarza-ponomarienki
5) Aleksander Gogun " Stalinowska wojna partyzancka na Ukrainie 1941-1944"    https://docplayer.pl/7504328-Stalinowska-wojna-partyzancka-na-ukrainie-1941-1944-czesc-2.html
 Krzysztof Zwoliński  " Powiesić sołtysa. Ograbić chłopów. Wystawić polskie podziemie Niemcom. Radziecka partyzantka na Kresach "  https://tygodnik.tvp.pl/38541715/powiesic-soltysa-ograbic-chlopow-wystawic-polskie-podziemie-niemcom-radziecka-partyzantka-na-kresach
6) Jacek Ostrowski " OUN – UPA A RADZIECKA PARTYZANTKA NA ZACHODNIEJ UKRAINIE W LATACH 1942-44 (ZARYS) "  http://www.nowastrategia.org.pl/oun-upa-radziecka-partyzantka-zachodniej-ukrainie/
7) Krzysztof Zwoliński  " Powiesić sołtysa. Ograbić chłopów. Wystawić polskie podziemie Niemcom. Radziecka partyzantka na Kresach "  https://tygodnik.tvp.pl/38541715/powiesic-soltysa-ograbic-chlopow-wystawic-polskie-podziemie-niemcom-radziecka-partyzantka-na-kresach
8) Henryk Cybulski:  „Czerwone noce” ( 1964r )
9) Olgierd Kowalski z Biografii http://www.akowcy.de/
10) Roman Kucharski ; "Krwawa Łuna"
11) Kpt. Właddysław Kochański; http://elitadywersji.org/wladyslaw-kochanski-cichociemny/
Wojciech Königsberg:  "Cichociemny Władysław Kochański, bohater Wołynia"
12) Tadeusz Wolak " Wspomnienia żołnierza 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej z lat 1943-1944"
13) Anna Dąbrowska ; "Jak Polacy obronili Kamień Stołpecki " http://www.polska-zbrojna.pl/home/articleshow/28285?t=Jak-Polacy-obronili-Kamien-Stolpecki#
14) Tadeusz Gasztold: " Armia Krajowa i ludność cywilna na Kresach Północno-Wschodnich w świetle sowieckich dokumentów (w latach 1941-1944)" https://bazhum.muzhp.pl/media//files/Slupskie_Studia_Historyczne/Slupskie_Studia_Historyczne-r1993-t2/Slupskie_Studia_Historyczne-r1993-t2-s55-74/Slupskie_Studia_Historyczne-r1993-t2-s55-74.pdf
15) Bogusław Szarwiło; " Rzecz o powstaniu i walkach Polskiej Samoobrony na Wołyniu   1943 -1945 "    http://27wdpak.btx.pl/index.php/samoobrona/573-rzecz-o-powstaniu-i-walkach-polskiej-samoobrony-na-wolyniu-1943-1945 
16) Ewa Siemaszko "Wieś na kresach południowo–wschodnich pod dwiema okupacjami" https://martyrologiawsipolskich.pl/mws/edukacja/baza-wi/53992,Wies-na-kresach-poludniowowschodnich-pod-dwiema-okupacjami.html
17) Adam Rafał Kaczyński "Sowieckie organy bezpieczeństwa na Wołyniu w latach 1944‑1947"  https://rcin.org.pl/Content/41758/WA303_59161_A453-SzDR-R-47_Kaczynski.pdf
18) Interia : "Najlepszy sposób na przetrwanie Polaków na Wołyniu? Ucieczka"
 https://historia.interia.pl/aktualnosci/news-najlepszy-sposob-na-przetrwanie-polakow-na-wolyniu-ucieczka,nId,3078100#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome
19)  Dr hab. Rafał Wnuk: " AK uratowała 2/3 Polaków na Wołyniu "  https://opinie.wp.pl/dr-hab-rafal-wnuk-ak-uratowala-2-3-polakow-na-wolyniu-6126040617617537a