Logo

Szlakiem KRZYŻY WOŁYŃSKICH - OMELANKA

/ Szczepan Horoszkiewicz na miejscu swojego domu  w Omelance

KLIMOWE SIEDLISKO HOROSZKIEWICZÓW

Dom Dziadka Ludwika, nowo wybudowany w 1937 r. stał na wzgórku uroczyska Klimowe, tuż przy Lasach Rządowych. Oddalony był kilka kilometrów od wsi Omelanka, przy drodze z Huty Stepańskiej do Tchorów. Dalej droga prowadziła do Żydowskiej Osowy, gdzie rozchodziła się w kierunku na Stepań, Derażne, Czartorysk i Kołki. W dolinie od niepamiętnych czasów chylił się do upadku stary dom, już za mojego pra pra dziadka Symforiana był stary. To nasza kolebka, „urodzonych” Horoszkiewiczów, zawsze wiernej, wiekowej szlachty zagrodowej.

Przy drodze koło nowego domu była studnia, a koło niej stało wielkie koryto, dla zwierząt.

Na gwoździach wiszące garnuszki, zapraszały podróżnych do zatrzymania i zaspokojenia pragnienia. Przechodnie, którzy szli do kościoła w Hucie Stepańskiej, pędzili krowy na wypas do lasów, jechali w kierunku Kołek na rynek, szli na odpust do Chołoniewicz i po zakupy do żydowskiej Osowy – wszyscy pili wodę z naszej studni.

/ Cegły z pieca domu Ludwika Horoszkiewicza w Omelance

PADŁY W LESIE STRZAŁY

Wybuch wojny, niezrozumiały dla mojego Taty, wtedy dziecka, kojarzył się z lecącym samolotem, rozmowami dorosłych i płaczem kobiet. Kiedy miał iść do szkoły wybuchła nowa wojna, równie niezrozumiała. Najpierw jedni uciekali, potem drudzy ciągnęli działa, mama mówiła mu, że to Niemcy. Wszystkie dzieci stały i przyglądały się idącym żołnierzom, a żołnierze bosym dzieciom.

Ulubioną zabawą Taty było wbijanie siekierki w pniak. Słyszał, bowiem o cieśli, który czynił to dla popisów i zysku toporem, wbijał go pomiędzy palce nogi. Aż jednego razu, zarozumiały cieśla rozciął sobie duży palec na pół. Kiedy to samo wydarzyło się mojemu Tatowi, nie czekając, powiedział „to Władzio mi zrobił”. Brat o rok młodszy, bo z 1935 r. został za karę dobrze wybity. Niedługo po tym zmarł, przy kolejnym nawrocie epidemii „czerwonki” w 1942 r. Starszemu bratu zostały nigdy niewyjaśnione dziecięce wyrzuty sumienia, chciał się przyznać, ale nie było mu to dane. A może brat umarł przez niego? Wtedy właśnie rozpoczęło się pasmo nieszczęść.

Omelankę spalili banderowcy Krwawą Noc z 16 na 17 lipca 1943 r., domu dziadka jednak nie widzieli, stał oddalony kilka kilometrów od wsi. Rodzina ukrywała się w lesie, od tamtego czasu Tata wszystko dokładnie już zapamiętał, kończyło się jego dzieciństwo, a zaczynała walka o przeżycie. Babcia, Bronia doiła krowy pod domem, był 22 lipca, wtedy padły w lesie strzały. Ciągnął swoją Mamę, żeby szybko uciekała, ledwie zdążyli. Przyjechało 11 banderowców na koniach. Oni nie pili wody, nie weszli do domu, tylko wołali „polskie świnie, wychodzić” i zaczęli strzelać zapalającymi kulami. Po chwili dom zaczął płonąć. Domownicy ukryci w pobliskich krzakach obserwowali podpalenie. Wcześniej wszystko, co było w domu dziadek zakopał w beczkach.

/ Sad Ludwika Horoszkiewicza w Omelance, dziś w środku lasu

/ Stawiamy krzyż na miejscu domu Ludwika Horoszkiewicza w Omelance

/ Poświęcenie krzyża na miejscu domu Ludwika Horoszkiewicza w Omelance

Kiedy po 70- ciu latach pojechaliśmy, wiezieni wozem konnym, przez Pastora Piotra Jurczuka na miejsce domu. Wszystko się zgadzało. Pokazał mi gdzie, co było, w najdrobniejszych szczegółach. Tu był duży pokój, tu komora gdzie stał karabin, tu sień. Tu są zakopane beczki, w których są naczynia i zegar „kukułka”, a tu piwnica „stepka” na ziemniaki, gdzie siedział w zimie zamknięty przed mrozem pies. I wtedy ruszył przez gęste krzaki, prosto do studni, o której opowiadał mi od dziecka, była bardzo ważna w jego opowieściach. Znalazł ją bez żadnego trudu. Taka wielka w opowieściach, tyle wody z niej ludzie wypili, a tu dołek ledwie widoczny obrośnięty krzakami.

W JEGO OCZACH BYŁY ŁZY

Stał na miejscu swojego domu, modlił się, a w Jego oczach były łzy. Przy zarośniętym pogorzelisku kwitły narcyzy, a nieco dalej jakby drzewo karłowate rósł wielki krzak bzu. Wszystko to obudziło wspomnienia. Potem poprowadził mnie do sadu, sad owocowy w lesie, to przygnębiający widok. Rzędy drzew, których prawie nie brakuje, pochylone i powyginane w poszukiwaniu słońca, rodziły obficie, mimo zdziczenia drzew owoce dalej były słodkie i bliskie sercu.

/  Narcyzy z ogródka Bronisławy Horoszkiewicz, tyle lat i wciąż kwitną

Dzień się chylił ku końcowi, wracając mijaliśmy inne pogorzeliska, których czas nie zniszczył i inne sady. Do domu przywieźliśmy ofiarowane nam kompoty z naszych gruszek i bez wyrwany z cmentarza w Hucie Stepańskiej. A do słoika, nabrał ziemi na swój grób. Beczki mieliśmy odkopać następnym razem. Tata dostał udar mózgu i już nie pojedzie więcej. Mówi gdzie są zakopane, a ja nie potrafię w lesie znaleźć miejsca, przekonuje, że to takie proste. Od domu w kierunku studni, za „stepką” z tyłu po prawej stronie, dziesięć metrów w kierunku Lasu Rządowego?

Będąc półsierotą, stał się ofiarą tamtych czasów, jak wiele Dzieci Wołyńskich. Przeżył okrutny mord na starszym bracie Staszku w 1942 r., atak na Hutę Stepańską. Kilkakrotnie Cudem Bożym ocalał z banderowskiej zaczystki ( obławy ). Był w wyprowadzonej 26 lipca, przez Niemców, ze śmiertelnej pułapki licznej grupy Polaków. Kolumna przeszła prze spalone wsie: Omelanka, Huta Stepańska, Siedlisko i Wyrkę. Zbezczeszczone i rozkładające się zwłoki, potworny trupi zapach, to ostatni zapamiętany obraz, dzieciństwa z rodzinnych stron. Doprowadzeni do stacji w Rafałówce, wyjechali na roboty do Niemiec, trafili do Schkopau, tam zostali skierowani do pracy w fabryce. Głód to najlepsze określenie, czasu pobytu w Niemczech.

ZAGINĘLI BEZ WIEŚCI

Kiedy przyszło wyzwolenie znaleźli się w amerykańskiej strefie okupacyjnej. Nie zdecydowali się jednak wyjechać za ocean, czekali na dziadka Ludwika i brata Kazika, którzy zaginęli bez wieści. Kazik odnalazł się dopiero w 1956 r., a Dziadek nigdy. Po przesunięciu granicy stref, znaleźli się w radzieckiej.

Babcia Bronisława zajęła najgorsze gospodarstwo w Jabłonowie k. Żagania, dom wprawdzie murowany, ale kryty słomą. Lepsze gospodarstwa zajmowali zdemobilizowani wojskowi i silni, a z wdową nikt się nie liczył. Przez dwa lata mieszkali jeszcze z właścicielami Niemcami, zanim ich nie wywieźli. Nie wiadomo czyje co, kto ma siać, a kto będzie zbierał. Bieda nie opuszczała rodziny, dzieci dopiero podrastały, niemiał kto w polu pracować, sama rozpacz. Tata poszedł nawet do szkoły, ale niedługo chodził, musiał zostawić nauczanie i iść paść krowy w zamian za starą słoninę od "Kułaka".

 Całe Jego życie przepełnione było ciężką pracą i tęsknotą do huciańskiej ziemi, Ziemi Obiecanej. Był i jest dla mnie największym autorytetem, od Niego przejąłem tęsknotę do utraconej krainy dzieciństwa, krwawego Wołynia.

Losy rodziny były tak burzliwe jak i czasy, w których żyli. Wojna przyniosła nam kilkanaście ofiar, ginęli i umierali w różnych okolicznościach, grobu nikt z Nich nie ma. Ocaloną część, kiedyś wielkiej rodziny wichry historii rozwiały po całym świecie, nie wiemy do dziś gdzie są i co się z nimi dzieje. Czy w ogóle przeżyli wojnę?

Janusz Horoszkiewicz

 --

Książka ukaże się w serii Epopeja Kresów jako tom IV na przełomie  2021 / 2022
nakładem Wydawnictwa Scriba,  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

By: Agencja Reklamowa BARTEXPO