Dzisiaj jest: 23 Kwiecień 2019        Imieniny: Jerzy, Wojciech
Kto odwiedzi Generała ?

Kto odwiedzi Generała ?

 18 kwietnia bieżącego roku przypada 75 rocznica śmierci dowódcy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, walczącej na froncie wschodnim z wojskami niemieckimi. Do dziś niestety nie udało się badaczom wyjaśnić czy…

Readmore..

Pomnik upamiętniający  pomordowanych rodaków  na Kresach, stanie  również  w Zielonej Górze

Pomnik upamiętniający pomordowanych rodaków na Kresach, stanie również w Zielonej Górze

Z przyjemnością informujemy o inicjatywie jaka narodziła się w Zielonej górze. 9 marca 2019 r. „Gazeta Lubuska” która Kresami zajmuje się od lat opublikowała niżej prezentowany materiał;Uczestnicy spotkania inaugurującego działalność…

Readmore..

Nasza kompania otrzymała zadanie na kierunlu: Włodzimierz - Uściług

Nasza kompania otrzymała zadanie na kierunlu: Włodzimierz - Uściług

Wieczorem otrzymujemy rozkaz spakowania się. Około drugiej w nocy zarządzono alarm z zachowaniem zupełnej ciszy. Składamy plecaki na wozy taborowe, a sami idziemy na miejsce zbiórki. Odbywa się normalny rytuał…

Readmore..

„Wojna polsko-ukraińska” na Wołyniu w zeznaniach banderowców.

„Wojna polsko-ukraińska” na Wołyniu w zeznaniach banderowców.

„W czerwcu 1943 roku przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN „KŁYM SAWUR” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów…

Readmore..

GENERAŁ LEOPOLD OKULICKI „NIEDŹWIADEK” 1898 - 1946 OSTATNI DOWÓDCA AK, OBOŃCA LWOWA

GENERAŁ LEOPOLD OKULICKI „NIEDŹWIADEK” 1898 - 1946 OSTATNI DOWÓDCA AK, OBOŃCA LWOWA

/ Płk Leopold Okulicki na tarasie budynku Dowództwa Armii Polskiej w ZSRR. Foto https://okulicki.ipn.gov.pl/oku/galeria-1/19411944/2075,1941-1944.html Leopold Okulicki, ps. „Niedźwiadek”, „Biedronka”, „Bronka”, „Jan”, „Jan Mrówka”, „Jan Ogór”, „Kobra”, „Konrad”, „Kula”, „Miller”, „Mrówka”,…

Readmore..

MIESZKAĆ NA KRESACH

MIESZKAĆ NA KRESACH

/ Kresowiacy w Wielkopolsce, w Garkach. Zdjęcie z końca lat 50-tych rodziny Drzewieckich. W centrum Jadwiga ( siostra mojej babci Marii Walkow z domu Szozda, obok jej mąż Jan i…

Readmore..

To nie są pasjonaci- to są ofiary zbrodni ludobójstwa

To nie są pasjonaci- to są ofiary zbrodni ludobójstwa

/ W Hucie Pieniackiej uczczono pamięć pomordowanych Polaków – 24 lutego 2019 W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele IPN, którzy upamiętnili kilkuset mieszkańców miejscowości zamordowanych przez żołnierzy ukraińskiej dywizji SS „Galizien” i…

Readmore..

Kresy. Ostatni świadkowie.  Potrzebna jest Wasza pomoc, aby powstała druga część filmu. O kontynuację prosili nas Kresowiacy.

Kresy. Ostatni świadkowie. Potrzebna jest Wasza pomoc, aby powstała druga część filmu. O kontynuację prosili nas Kresowiacy.

„Gazeta Lubuska” Kresami zajmuje się od lat, bo i jako dziennik ukazujący się na ziemiach zwanych odzyskanymi na ten temat byliśmy skazani. Teraz rozpoczęliśmy kolejny etap archwizowania historii, bo każdego…

Readmore..

Zmarł więzień Auschwitz. Jan Kobylański (1923-2019)

Zmarł więzień Auschwitz. Jan Kobylański (1923-2019)

W dniu 27 marca 2019 roku zmarł Jan Kobylański, pomysłodawca i wieloletni prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej. Miał 95 lat.Jan Kobylański urodził się w Równem na Wołyniu…

Readmore..

Pomoc kościołowi w Ikaźni

Pomoc kościołowi w Ikaźni

Nazywam się Jolanta Iskra. Mieszkam w Olsztynie.Moja Rodzina przyjechała na Warmię z Kresów Północnowschodnich, z okolicy dawnego miasteczka Ikaźń w powiecie brasławskim województwa wileńskiego.Ikaźń to obecnie dość duża wies na…

Readmore..

Oświęcim Wielkanocne jajko.

Oświęcim Wielkanocne jajko.

Szanowni Państwo!W NIEDZIELĘ PRZEWODNIĄ tj 28 kwietnia 2019 roku o godz. 16.00 w Hotelu „Kamieniec” ul. Zajazdowa 2 w Oświęcimiu spotkajmy się w gronie Kresowian i sympatyków Kresów Wschodnich na…

Readmore..

SŁUŻYLI BOGU, LUDZIOM I OJCZYŹNIE.  RZECZ O DUCHOWIEŃSTWIE KATOLICKIM NA WOŁYNIU W GODZINIE PRÓBY

SŁUŻYLI BOGU, LUDZIOM I OJCZYŹNIE. RZECZ O DUCHOWIEŃSTWIE KATOLICKIM NA WOŁYNIU W GODZINIE PRÓBY

O duchowieństwie rzymskokatolickim na Kresach Wschodnich, w tym na Wołyniu w czasach II Rzeczypospolitej i po wybuchu II wojny światowej można mówi w kilku aspektach. Oczywiście najważniejszy z nich -…

Readmore..

Moje Kresy -Ludwika Józefkiewicz cz. 3

/ Kobiety z Prus podczas prac w majątku ziemskim Krzeczunowiczów (1934r.)

Enkawudziści wchodzą do domu, Где ваши гости – pyta starszyna. Nie ma – pada odpowiedź. Podwórko zostaje otoczone, a po świeżych jeszcze śladach ucieczki Marcin zostaje odnaleziony i wyciągnięty z kryjówki. Tato, tato – wrzeszczał wniebogłosy syn Kazik, nie puścili go. Krzyku małego dziecka i tego momentu aresztowania nie zapomnę do końca życia – mówi pani Helena, bezpośredni świadek całego tragicznego zajścia. W ostatniej chwili podbiega do Marcina brat Bronisław i wkłada mu do ręki różaniec. Za to otrzymuje potężny cios w głowę i po kopnięciu policyjnym butem w tyłek, upada na ziemię. Wywożą Marcina na tylnym siedzeniu w „towarzystwie” dwóch oprawców w niebieskich czapkach z czerwonym otokiem NKWD. Zabrali go do aresztu śledczego w Jaryczowie Nowym. Po jakimś czasie osadzono w więzieniu na Zamarstynowie we Lwowie. Nigdy więcej nie ujrzeliśmy Marcina Kowalkowskiego żywego, ani jego zwłok. Pan Bóg sprawiedliwy, zły los dosięga jednak obu szubrawców. Pierwszy ginie od sowieckiej bomby w czasie nalotu w 1944 roku, drugi zostaje zamordowany przez banderowców w swojej rodzinnej wsi w 1945 roku.

Wraz z ucieczką przed nacierającymi hitlerowcami Sowieci rozpoczynają we lwowskich więzieniach rzeź osadzonych. W więzieniu zamarstynowskim nie potrafiono wykorzystać krótkiego okresu, gdy we wtorek 24 czerwca 1941 roku pozostało ono całkowicie niestrzeżone na wskutek chaosu wojennego i próbą wywołania przez Ukraińców powstania i przejęcia władzy przed nadejściem Niemców. W czwartek 26 czerwca wszystkie cele zamknięto, więźniom kazano ułożyć się na podłodze, nie pozwalając się podnosić, a następnie zaczęto wywoływać po trzech, czterech i rozstrzeliwać z sąsiednich celach przy warkocie zapuszczonych silników samochodowych. W jednej celi zostałam tylko sama – wspomina Wanda Ossowska, kurierka ppłk. Macielińskiego. „Czekałam miotając się po celi, niezdolna do myślenia, do skupienia się na modlitwę. Nic tylko obłędny strach i chaos. Tak upłynęła godzina, może dwie. Słyszałam w oddali stłumione głosy wielu ludzi, zdawałam sobie sprawę, że ten tłum więźniów czeka na samochody, czy może ustawiają ich w grupy i prowadzą na dworzec kolejowy. Ale nagle ten gwar ludzi przerwał szum motorów, a więc jadą, już się pewno ładują, stłoczeni pod brezentem wozów, obstawieni strażą. I nagle w szum motorów wdziera się krzyk. Ten krzyk goni detonacja, strzelają. Boże znów strzelają. Całą noc słyszę ten hałas. Zmieszane dźwięki motorów, krzyków, strzałów. Czasem ponad ten gwar wyrywa się krzyk rozpaczy, strachu, bólu. Już świt, gwar przycicha”. W całym więzieniu pozostało wśród żywych 5 kobiet i 65 mężczyzn. W sobotę, 28 czerwca w południe przybyli do więzienia ludzie z miasta, opuszczonego już przez Armię Czerwoną i pomagali więźniom wydostać się na zewnątrz. Także w następne dni, począwszy już od niedzieli do wszystkich lwowskich więzień ciągnęły rodziny, którzy wśród zamordowanych poszukiwali swoich bliskich, starając się ich rozpoznać. Często było to niemożliwe, bo w upalną pogodę zwłoki gwałtownie rozkładały się. Potworny zaduch pochodzący z trupów był wyczuwalny na setki metrów. Podczas kilkakrotnych przeszukiwań cel więziennych przez ojca Józefa Kowalkowskiego (prezesa Kasy Stefczyka w Prusach) i przyrodniego brata Bronisława, wśród stosu pomordowanych w zamarstynowskim więzieniu, nie odnaleziono ciała Marcina. Prawdopodobnie, jak opowiadał jeden z ocalałych więźniów, któremu udało się przeżyć i przez jakiś czas przebywał w jednej celi razem z osadzonym Marcinem, czterech więźniów żołnierze wyprowadzili do sąsiedniej celi i tam ich od razu zastrzelono. Stos ciał leżał w tym miejscu prawie po sufit. Czterech następnych wyprowadzono na dziedziniec i prawdopodobnie wywieziono na Wschód i tam stracono. Mówi o tym dokument otrzymany z ZG PCK w Warszawie z dnia 22.06.1977 roku, ale czy to wiarygodna wiadomość?. „W odpowiedzi na zgłoszone poszukiwania – Marcina Kowalkowskiego s. Józefa i Rozalii, urodzonego w 1911 roku w Prusach, powiat Lwów – z przykrością zawiadamiamy, że według informacji Radzieckiego Czerwonego Krzyża w Moskwie – Kowalkowski Marcin zmarł w dniu 26.VI.1941 roku”.  

/ Prusy. Rodzina Alojzego Serwadczka (w środku na dole Ludwika)

Mama wciąż była przygotowana na to, że nas także wywiozą na Sybir, za przedwojenną działalność ojca, jak i przez powiązania rodzinne z Kowalkowskimi. Już po wojnie, mieszkając w Dobrzyniu dowiedzieliśmy się, że rzeczywiście tak było. Jak ojca informowała jedna z byłych pracownic gminy w Prusach tzw. Silrady, od początku byliśmy na liście wywozowej na Syberię. Sowieci po prostu nie zdążyli, od 22 czerwca musieli uciekać na Wschód przed nacierającymi wojskami hitlerowskimi. Do szkoły powszechnej w Prusach zdążyłam uczęszczać tylko przez 8 miesięcy, od września 1944 roku do kwietnia 1945, gdyż 9 czerwca wywieziono nas na tzw. Ziemie Odzyskane. Mam jeszcze takie zaświadczenie wydane przez szkołę. Kierownictwo szkoły powszechnej w Prusach, powiat Lwów zaświadcza, iż uczennica Ludwika Serwadczak chodziła do I klasy, uczyła się bardzo dobrze, pieczątka i podpis kierownika szkoły.  Uczyła nas pani Rozalia Herman, siostra organisty Tomasza Bobry. Nie wiem czemu, ale mówili o niej Konikowa. Po wojnie pani Rozalia przez wiele lat uczyła i była kierownikiem szkoły w Ligocie Książęcej, powiat Namysłów. Pamiętam dobrze, że na dzień 7 listopada 1944 roku, czyli dzień rocznicy wybuchu Rewolucji Październikowej, szkoła nasza dostała nakaz uczestniczenia nauczycieli i dzieci w obchodach tej rocznicy w pobliskim Jaryczowie. Listopad, było już dość chłodno i deszczowo, jechaliśmy furmankami ciągnionymi przez konie. Gdyby to było lato, to byłaby niezwykła podróż, a tak opatuleni rożnymi kocami i chustami, nie widzieliśmy nawet drogi którą poruszaliśmy się w kierunku północno – wschodnim od Prus. Podczas tamtej uroczystości, jako pierwszak tańczyłam w ładnym stroju krakowianki z partnerem do pary – Stanisławem Rawskim. Przepiękny gorset z blaszek – cekinów wyszyła mi siostra Stanisława, która śpiewała w chórze prowadzonym przez organistę Tomasza. Na kursie kroju i szycia uczyła staruszka, nauczycielka Zarzycka, ta sama która uczyła jeszcze moją mamę, gdy była dzieckiem. Ten śliczny gorset, jako pamiątkę rodzinną przechowujemy do dzisiaj i niekiedy służy nam do pokazania się w nim jakiemuś dziecku na szkolnej lub kościelnej uroczystości. Jako dzieciaki bardzo lubiliśmy naszą panią Rozalię, bo była kochana, miała dobre podejście do dzieci. Wiele i ciekawie opowiadała o dzieciach walczących w 1918 roku o Lwów. To ona opowiadała nam po raz pierwszy o Orlętach Lwowskich i nauczyła nas piosenki „Tylko mi Ciebie mamo” skomponowanej do słów wiersza pn.”Orlątko” pisarza Artura Opmmana, który obecnie przytoczę.

O mamo, otrzyj oczy,
Z uśmiechem do mnie mów -
Ta krew, co z piersi broczy,
Ta krew - to za nasz Lwów!
Ja biłem się tak samo
Jak starsi - mamo, chwal! ...
Tylko mi ciebie, mamo,
Tylko mi Lwowa żal! ...
Z prawdziwym karabinem
U pierwszych stałem czat ...
O, nie płacz nad swym synem,
Że za Ojczyznę padł ! ...

Z krwawą na kurtce plamą
Odchodzę dumny w dal ...
Tylko mi ciebie, mamo,
Tylko mi Lwowa żal! ...

Mamo, czy jesteś ze mną ?
Nie słyszę twoich słów ...
W oczach mi trochę ciemno ...
Obroniliśmy Lwów! ...
Zostaniesz biedna samą ...
Baczność za Lwów! Cel! Pal!
Tylko mi Ciebie, Mamo,
Tylko mi Polski żal...
Artur Oppman / OR-OT /

 Należy też wspomnieć o tradycjach świątecznych i świętach spędzanych w Prusach, Bożym Narodzeniu i Wielkanocy. Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia zaczynały się już po 8 grudnia, czyli po święcie Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Był to okres Adwentu, a zatem i postu. Pościliśmy aż do Wigilii. Ludzie w Prusach znani byli ze swego przywiązania do kościoła. Niemała w tym zasługa ówczesnego księdza proboszcza Pawła Penara. Ściśle przestrzegano nakazane przez kościół posty, a w niedziele i święta tłumnie podążano do naszego kościoła. W Adwencie i w czasie Wielkiego Postu nie używaliśmy w ogóle tłuszczy zwierzęcych, podstawową „omastą” był olej konopny. Olej na święta mieliśmy swój, bardzo zdrowy. Konopie rodzicie siali na Błocie, potem z siemienia tłoczono na zimno olej w Pikułowicach u jednego z gospodarzy, który się tym zajmował mając prasę do wyciskania oleju.

/ Orkiestra dęta w Prusach

Do najprzyjemniejszych powinności w okresie przedświątecznym należało przygotowanie ozdób i strojenie choinki. Brałam aktywny udział w przygotowaniach do świąt. Wspólnie z siostrami przygotowywałyśmy różne świecidełka na choinkę, kolorowe łańcuszki z żytniej słomy i bibułki, aniołki. Przepiękne łańcuchy w kombinacji słomka, jakiś koralik, słomka. Papierowe kwiatuszki, jeże z kolorowego papieru, kasztanów oraz łupin orzecha włoskiego. Wszechobecne rożki, ptaszki i oczywiście wydmuszki. Przychodziły do nas dzieci sąsiadów i wspólnie z wielką radością wszystko szykowaliśmy na świąteczne dekoracje. Moje starsze siostry pomagały mamie w przygotowaniu wypieków na wigilijny stół i na całe święta. W dniu wigilijnym wnoszono do izby dziaduch z prostej żytniej słomy, rozkładało się go na podłodze i po nim chodziło. Cóż to była za radość dla dzieci i pozostałych domowników. Wszystko to czyniono na pamiątkę Stajenki Betlejemskiej. Aby na wigilię mieć prostą żytnią słomę, omłoty żyta, jak zresztą i innych zbóż, dokonywano ręcznie za pomocą cepów. Niejednokrotnie już grudniu, tuż przed Wigilią, gdy na dworze był niekiedy siarczysty mróz i zboże bez problemu wyskakiwało z łusek po uderzeniu cepów. Omłotów dokonywano najczęściej w dwie osoby uderzając na zmianę. To była nie lada sztuka, liczyła się wprawa, by nie dać  sobie nawzajem po głowie. Kiedy na niebie pokazała się pierwsza gwiazdka, brat Kazik wraz ze mną wnosił mały snopek owsa i sianko na stół wigilijny. Kazik życzył wszystkim „na szczęście, na zdrowie z tymi świętami, żebyśmy te szczęśliwie odprowadzili, drugich lepszych doczekali”. Moim zadaniem było gdakanie z siankiem po to, by kury z naszego kurnika znosiły dużo jajek i by nigdy ich nie brakowało na naszym stole. Owies stał w kąciku i czekał tam aż do Nowego Roku, wówczas był wynoszony do obory i jego kłosami tato karmił bydło i jego ukochane konie, by przynieść szczęście i uchronić je przed chorobami, także za pomyślność w Nowym Roku – dla zwierzaków także. Część ziaren owsa przetrzymywano do wiosny, by potem wraz z nadejściem momentu siewu zboża jarego, z jego ziaren na najbliższym naszych zabudowań polu wysiać znak krzyża świętego. Ludność wiejska była wierna tradycjom i obyczajom swoich ojców, przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Pierwszą garść ziarna, jaką tato rzucał na ziemię w czasie siewu – robił to na kształt krzyża. Za każdym razem kiedy wyruszał do pracy w polu, przed naszymi końmi, także kreślił znak krzyża. Owies stojący w domu miał też inne zadanie. Przez cały okres świąt opłatek, który nie został w całości podzielony przy wigilijnym stole, oczekiwał na gości, którzy mogli do nas przybyć w odwiedziny.

/ Ukraiński dokument potwierdzający datę śmierci Marcina Kowalkowskiego

Snopek owsa był miejscem jego przechowywania. Opłatek był zawsze osadzany pomiędzy kłosami owsa. Część  opłatka przed rozpoczęciem wieczerzy wigilijnej była dzielona na mniejsze kawałeczki w zależności od ilości domowników i niespodziewanych gości. Tak jak pusty talerz i miejsce przy stole przygotowane na spóźnionych gości, także na nich oczekiwał opłatek. Każda cząstka opłatka smarowana była miodem, który babcia Serwadczakowa dostawała rokrocznie od swego szwagra Owsiaka, mającego dużą pasiekę w Prusach. Wieczerza wigilijna składała się z 12 potraw. Na końcu babcia podawała kutię. Kutia to ugotowana pszenica bez łuski, przyprawiona dobrze utartym makiem z cukrem i miodem, dodatkowo wzbogacana przysmakami w postaci fig i rodzynek. W czasie wieczerzy wigilijnej śpiewaliśmy kolędy i pastorałki, było bardzo radośnie i rodzinnie. Kto dobrze nie znał dalszych zwrotek popularnych kolęd korzystał z kantyczki, czyli zbioru pieśni, kolęd i pastorałek na okres świąt Bożego Narodzenia. Do chwili obecnej jestem w posiadaniu przedruku takiej kantyczki wydanej w Krakowie w roku 1910, którą sprowadził i przygotował do druku ks. prałat Kazimierz Makarski z Brzegu.

Cdn.
Wspomnień wysłuchał Eugeniusz Szewczuk

Osoby pragnące wymienić doświadczenia o życiu na Kresach, nabyć moją książkę pt. „Moje Kresy” ze słowem wstępnym prof. St. Niciei, proszone są o kontakt ze mną
tel. 607 565 427 lub
e-mail Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.