Dzisiaj jest: 16 Listopad 2018        Imieniny: Maria, Edmund, Marek
Antypolski sojusz

Antypolski sojusz

/ Minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto oświadczył, że Ukraina nieustannie łamie podstawowe normy i wartości, a także narusza zobowiązania międzynarodowe. Węgiersko-ukraiński konflikt związany z dyskryminacją mniejszości węgierskiej na Ukrainie…

Readmore..

Listopadowy numer KSI Nr.  11/2018 (90) wydany

Listopadowy numer KSI Nr. 11/2018 (90) wydany

W listopadowej gazecie m.in: Uroczystości ponownego pochówku gen. Bronisława Pierackiego w Nowym Sączu Nasza redakcja otrzymała notatkę - „14 października w Nowym Sączu miały miejsce uroczystości ponownego pochówku generała Bronisława…

Readmore..

Żydobanderyzm ukraiński - Żydowska Rada Ukrainy.

Żydobanderyzm ukraiński - Żydowska Rada Ukrainy.

Żydzi chazarscy, Żydzi wschodnioeuropejscy, Żydzi ruscy – wyznawcy judaizmu rabinicznego mieszkający początkowo w państwie Chazarów, od IX-X wieku obecni na Rusi Kijowskiej, a od XII wieku osiedlający się na stałe…

Readmore..

TYLKO WE LWOWIE

TYLKO WE LWOWIE

/ Jerzy Janicki. By FTW - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=27506454 Jerzy Janicki żalił się w swoich słynnych „Krakidałach”, iż bałak umiera, a szmonces już nie żyje. Z Jerzym…

Readmore..

RELACJE  PARTYZANTÓW KMICICA, ŁUPASZKI, RONINA ARMII KRAJOWEJ  NA WILEŃSZCZYŹNIE  III.1943 – VII.1944. Część 8

RELACJE PARTYZANTÓW KMICICA, ŁUPASZKI, RONINA ARMII KRAJOWEJ NA WILEŃSZCZYŹNIE III.1943 – VII.1944. Część 8

/ Wizerunek "Zawiszy" Wacława Szewielińskiego ukaże się na znaczkach ZAWISZA - Szewieliński Waclaw Ledwie zaklimatyzowałem się w V Brygadzie, a już 12.IX.43 r. brałem udział z plutonem „Maksa” w ataku…

Readmore..

Moje Kresy.  - Józef Wesołowski cz. 2

Moje Kresy. - Józef Wesołowski cz. 2

/ 1934r.Wacowice - rodzeństwo taty,siedzą od lewej babcia Felicja,od prawej stryj Antoni Tato po zakończeniu działań wojennych przedostał się w rzeszowskie do rodziny mamy i tam czasowo przebywał. Nie wiedział…

Readmore..

Marian Markiewicz  – żołnierz AK z Wilna

Marian Markiewicz – żołnierz AK z Wilna

 / Bracia Marian i Henryk Markiewiczowie, 1927 r. „Żegnaj Wilno, miłe miasto me rodzinnetakie piękne no i inne niż setki innych miast.Tu ma radość i niewinna moja miłośćkwitła tak jak…

Readmore..

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska,  „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Magdalena z Nałęcz-Gorskich Komorowska, „Powrót do Żmudzi” (wspomnienia z Kresów)

Co za urocza książka, co za uroczy pamiętnik, co za urocza Autorka! „Powrót do Żmudzi” Magdaleny z Nałęcz-Gorskich Komorowskiej przenosi nas w utracony świat dawnej szlacheckiej Żmudzi i polskiego tam…

Readmore..

Obcy w domu

Obcy w domu

/ Karol Hubert Rostworowski. Źródło - https://dziennikpolski24.pl/karol-hubert-rostworowski-slawny-za-zycia-zapomniany-po-smierci/ar/11989583 Niech ten hołd pośmiertny wobec wielkiego polskiego pisarza, wielkiego człowieka teatru i wielkiego chrześcijanina będzie jakimś spłaceniem długu, który przez powojenne pokolenie w…

Readmore..

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Manipulacje dotyczące liczby ofiar ludobójstwa.

Krzysztof Bulzacki w liście do pisma „Nasza Polska” z 22 lipca 2008 stwierdza: „Już na pierwszym spotkaniu polsko-ukraińskim zorganizowanym w Podkowie Leśnej pod Warszawą przez Ośrodek „Karta” w dniach 7…

Readmore..

Legenda o Wileńskich  Zagończykach i Pułku  Jazdy Tatarskiej

Legenda o Wileńskich Zagończykach i Pułku Jazdy Tatarskiej

/ Grupa żołnierzy pułku (1919) Zdjęcia: Wiki 27 września, czwartek, 12.00, w Warszawie na ul., Pawlikowskiego 2, w Klubie Kultury Seniora na Gocławiu. Tomasz Kuba Kozłowski i Dom Spotkań z…

Readmore..

Brzozdowce.  Pamięć Kresów  wiecznie żywa

Brzozdowce. Pamięć Kresów wiecznie żywa

Nakładem krakowskiego Wydawnictwa Salwator ukazała się książka „Historia i losy miasteczka Brzozdowce”, której autorem jest Stanisław Horyń. Brzozdowce to mała miejscowość położona w dolinie Dniestru, w powiecie bóbreckim w województwie…

Readmore..

RELACJE PARTYZANTÓW KMICICA, ŁUPASZKI, RONINA ARMII KRAJOWEJ NA WILEŃSZCZYŹNIE III.1943 – VII.1944. Część 8

/ Wizerunek "Zawiszy" Wacława Szewielińskiego ukaże się na znaczkach

ZAWISZA - Szewieliński Waclaw
Ledwie zaklimatyzowałem się w V Brygadzie, a już 12.IX.43 r. brałem udział z plutonem „Maksa” w ataku na oddział partyzantów sowieckich rabujących wieś Chojeckowszczyznę. Oddział ten dosłownie ograbił wieś z żywności, którą załadowali na furmanki. Nasz atak zaskoczył ich wtedy, gdy szykowali się do odjazdu. Sowieci zostali rozbici. My bez strat własnych musieliśmy się oddalić z braku amunicji. Sam d-ca  „Maks” strzelał z erkaemu. Podczas inspekcji  V Brygady gen. „Wilk” osobiście odznaczył „Krzyżem Walecznych” kilku naszych żołnierzy: „Maksa”, „Akację”, „Groma”, „Gryfa”, „Lisa”, „Dzięcioła” i mnie  „Zawiszę”. Dnia 3. lub 4.XI.43 r. V Brygada maszerowała w godzinach rannych poprzez las sosnowo-brzozowy, pełny chóralnego śpiewu ptaków. Było to pomiędzy wsiami Bibki i Pracuty, gdy nagle natknęliśmy się na oddział partyzantów sowieckich, który choć zaatakował naszą Brygadę, to jednak został rozbity. Część Sowietów rozproszona wycofała się w poszycie leśne, a my zdobyliśmy broń,  żywność bez jakichkolwiek strat. Po zakończonej walce maszerowaliśmy dalej drogą polną w wyzna¬czonym kierunku tak, jakby nic specjalnego się nie wydarzyło, a przecież była przed chwilę walka na śmierć i  życie.

jpg/2018/szewielinski.jpg        26.XI  43 r. odbywały się w Sauguciewie spotkania   z partyzantami sowieckimi w celu rozgraniczenia terenów  działań. W rozmowach tych brał udział „Łupaszko” i delegacja partyzantów sowieckich, a pluton „Maksa” stał w pogotowiu  w pobliżu miejsca prowadzonych rozmów. Natomiast pod koniec listopada‚ odbyło się w  Syrowatkach pod osłonę V „Brygady” spotkanie gen. Wilka z sowieckim d-cą  Monachinem. Sergiusz Sprudin filmował wtedy wjazd partyzantów sowieckich. W czasie spotkania omówiono podstępne rozbrojenie Brygady „Kmicica”, upomniano się także o zwrot zabranej wtedy broni. Gen.”Wi1k” poruszył także sprawę granic Polski na wschodzie. Manochin zaproponował zawieszenie broni i współpracę, ale gen. „Wilk” nie zgodził się na współpracę i na dalsze spotka¬nia na terenie partyzantów sowieckich, pomny na tragiczne doświadczenia Brygady „Kmicica”. Omówiono również zakaz rabo-wania ludności polskiej oraz rozgraniczono strefy działania obu partyzantek. Około 15.I.44 r. V Brygada jadąca drogą polną saniami jakby podczas wycieczki kuligiem została ostrzelana z szosy koło Żodziszek przez Niemców. Strzelali z broni maszynowej i działka, ale nie wytrzymali silnego kontrataku V Brygady. Zginęło 14 żołnierzy niemieckich, a pozostali uciekli samochodem opancerzonym. Zdobyte działko  zostało znisz¬czone, a 6 erkaemów i amunicja zabrane. Spalono także niemiecki samochód ciężarowy, a V Brygada po udanej akcji odskoczyła do najbliższego lasu. W drugiej połowie stycznia 1944 r. pluton „Maksa” został wysłany na polecenie „Łupaszki” na teren działania partyzantów sowiec¬kich aż za Miadzioł w celu okazania siły żołnierzy AK I V Brygady. Partyzanci sowieccy nie atakowali i po kilku dniach pluton powrócił do Niodroszli bez strat.
Dnia 31.I.44 r. wieś Worziany została wyznaczona przez „Łupaszkę” na miejsce koncentracji V Brygady. Tego dnia o świcie „Haller” odwiózł mnie na miejsce spotkania, a w drodze powrotnej do domu do Antensor spotkał żołnierzy niemiec¬kich we wsi  Strypiszki k. Worzian. Zatrzymali go trzej oficerowie, a po poboczach drogi dalej maszerowało wojsko. Pytali, czy we Wsi są partyzanci oświadczył, że tak  około 1000 ludzi. Oficerowie tak bardzo się ucieszyli, że nawet nie skontrolowali „Hallera” sani i jego pasażera, którym był chory partyzant AK. W saniach przewoził petardę i pistolet. Kiedy minęli Niemców chciał zaalarmować strzałem czujkę, stojącą przy pierwszym budynku we Worzianach:  „Sokoła”, „Ćwiartkę” i „Dzięcioła”. Żegnał się przecież z nimi niedawno. Jednak ludność wsi Strypiszki nie pozwoliła na oddanie strzału z oba¬wy o sankcje, jakie Niemcy mogli zastosować względem mieszkań¬ców. Tak się złożyło, że  „Haller” spotkał tutaj swojego znajo¬mego Wacława Baturo, który wiózł furmankę 3 erkaemy, amunicję i umundurowanie dla V Brygady. Miał je dostarczyć do Worzian na koncentrację. Nie skończyli jeszcze rozmowy, gdy dały się już słyszeć pierwsze strzały. Pasażer „Hallera”,  chory partyzant zaszył się we wsi Strypiszki. „Haller” broń schował, a Wacław Baturo pojechał w innym kierunku. Natomiast w Worzianach  wrzało, a ogień broni maszynowej świadczył o zażartej walce. Kiedy zaczęła się strzelanina byłem wraz z „Maksem” na odprawie u „Łupaszki”. „Kitek” przy¬niósł wiadomość, że we wsi są Niemcy. Na odprawie, poza szta¬bem i d-cami plutonów był również mjr „Węgielny” Inspektor Obwodu „B” i „C” „Łupaszko” zarządził alarm i wszyscy ruszyli do swoich oddzia¬łów. „Maks” i ja dołączyliśmy do 3-go plutonu, który już pędził z Sosnówki na pole walki „, prowadził go „Akacja” z-ca „Maksa”. Niemcy wyparci. ze wsi umocnili się na cmentarzu. Trzeci pluton „Maksa” przystąpił do ataku na cmentarz. Wałka rozgorzała i sięgała zenitu. Niemcy byli doskonale uzbrojeni, mieli w karabiny maszynowe, ponadto groby na cmentarzu stanowiły dla nich idealne osłony. My natomiast musieliśmy przebiec otwarte pola, na którym ginęło najwięcej żołnierzy. Oddział niemiecki w sile 200 ludzi był specjalnie wyszkolony do walki z partyzantami, ale mimo to został rozbity. Zginęło 85 Niemców, a pozostali uciekli w popłochu. Naszych zginęło 20, a wśród nich moi. serdeczni koledzy ze Święcian „Sokół” Stanisław Tomaszewski i „Czarny” Roman Brycki. Podczas pobytu w Święcianach odwiedziłem matkę „Sokoła”, która dała mi list dla niego. Nie zdążyłem go doręczyć przed atakiem, chociaż list miałem w  kieszeni, ale nie było czasu o tym myśleć. „Sokół” zginął na skutek podstępu żołnierza niemieckiego. Usłyszał bowiem, że ranny Niemiec woła o pomoc, zbliżył się więc do niego ale zbyt blisko, co tamten wykorzystał natychmiast. Strzał był tak celny, że „Sokół” zginął na miejscu. Pamiętam, że podczas walki na cmentarzu ktokolwiek się podniósł, a był na linii obstrzału,  ginął od kul niemieckich. Kiedy w pewnym momencie przesunąłem się w bok nagle seria tra¬fiła w moje, już puste miejsce. Cudem uniknąłem śmierci! Wszystkich swoich poległych pochowaliśmy tymczasowo w dołach i przykrytych gałęziami  sosny i  zasypaliśmy ziemią. Musieliśmy natychmiast opuścić pole bitwy, gdyż możliwy był odwet. Rannych zabraliśmy ze sobą na furmankach. Dopiero po kilku dniach V Brygada powróciła z trumnami do swoich poległych, których pochowano na wolnym placu po bitwie. W ten sposób powstał cmentarz żołnierzy AK, istniejący do dziś.
Z Worzian udaliśmy się w kierunku Żukojni  Brygada zatrzymała się w Radziuszach Łozowych, na wschodnim brzegu rzeki Straczanki. Na drugi dzień w południe V Brygada została zaatakowana z kilku stron zmasowanym ogniem partyzantów sowieckich. Byliśmy okrążeni I spychani do rzeki, lecz cała V Brygada walczyła na śmierć i życie ze zdradziec¬kim sojusznikiem. Rannych przewożono na drugi brzeg pod opiekę sanitariuszki „Aldony”. Przeprawę osłaniał „Pawlik”. Pluton „Kitka” walczył do końca tak długo, że tylko sam „Kitek” pozostał przy ciężkim karabinie maszynowym. Wycofał się dopiero wtedy, gdy mu zabrakło amunicji a drogę ku rzece i przeprawie utorował sobie bagnetem. Nasz III pluton prowadził ogień flankowy najdłużej, dzięki wzmocnieniu nas ogniem erkaemów IV plutonu „Bohuna”. Po wyczerpaniu się amunicji cała V Brygada wycofała się. Na znak odwrotu wystrzelona została rakieta oznaczając jednocześnie koniec naszej walki. Okazało się jednak ku naszemu zdumieniu, że strzelanina trwała nadał. Walczyli. teraz ze sobą już tylko partyzanci sowieccy, dla których rakieta była po prostu umówionym znakiem do przystąpienia do ataku. Strzelali prawdopodobnie tylko do siebie, bo nikogo z naszej V Brygady już tam nie było. Dowództwo partyzantki radzieckiej liczyło na łatwe rozbicie V Brygady, wiedząc dobrze o krwawej bitwie z Niemcami w dniu 31.I.44 r. pod Worzianami. Zdołaliśmy jednak odeprzeć i tego przeciwnika, mimo trzaskającego mrozu, który powodował, że mokre ubrania pękały na partyzantach. I tak V Brygada korzystając z nocnych ciemności odskoczyła. najpierw do wsi Borejszycha, a na drugi dzień do wsi Biała Woda.   „Łupaszko” wysłał następnego dnia rano pluton „Maksa” na miejsce wczorajszej bitwy w celu dokonania rozeznania. Po drodze w Suproniętach doszło znowu do wałki z oddziałem sowieckim, który został rozbity. Według obliczeń miejscowej ludności sowiecki napastnik po bitwie w Radiuszach miał ok.250 rannych i zabitych , gdy tymczasem w naszej Brygadzie straty wyniosły 2 żołnierzy, z których jeden utonął w rzece.    
       29.II.44 r.  pluton „Maksa”  wraz z majorem „Sulimą” dotarł na teren Litwy w okolice Malaty i  jeziora Gołona, w celu dozbroje¬nia nowo utworzonej Brygady „Narocz” i zademonstrowania siły AK na Wileńszczyźnie. W czasie potyczki z „Litwinami” mjr „Sulima” został ciężko ranny. Musieliśmy szybko wracać. Wyprawa tym razem się nie udała, bowiem wprawdzie strat nie poniesiono, ale nie zdobyto również broni. Wróciliśmy w komplecie na miejsce koncentracji. Na początku marca 44 r. przystąpiono do reorganizacji V    Brygady i tworzenia 4  pułku ułanów zaniemeńskich. Powstały trzy szwadrony: d-cą 1-go był „Bąk”, 2-gi y był jedynym szwadronem kawalerii pod dow. „Tatara”, 3-ci „Maksa”. Kompanią szturmowa dowodził „Rakoczy” (cichociemny), a jej plutonów 1-go „Zyga”, 2-go „Kitek”, 4-go „Mścisław”. Wprowadzono stopnie dla podoficerów. Ja jednak nie nosiłem oznak, ponieważ moje umundurowanie było nie regulaminowe.   W pierwszej połowie marca 44 r. w porozumieniu z „Podlotkiem”, bratankiem „Hallera” zamieszkałym w Łakciach [?Łokciunach] koło Geladni, zorganizowałem zatrzymanie drużyny kolejowej jadącej drezyną z wypłatą dla kolejarzy pracujących w Geladni. W akcji brali udział: „Haller”, „Ketling” „Groch”, „Ryszard” i „Bartosz”. Zdobyli 36.000  RM bez strzału, jedynie rozbra¬jając obstawę. Pieniądze przekazano do kasy V Brygady. Podczas akcji najwięcej kłopotu sprawił wilk, który właśnie w chwili, gdy nadjeżdżała drezyna przechodził przez tory. Wcale się nie bał akowców i nie chciał odejść, a oni nie mogli przegonić go strzałami, by nie zniweczyć planów.        
       Około 15.III.44 r. wędrując utartym szlakiem w celu zebrania informacji w terenie, wstąpiłem do rodziny „Podlotka” w Łakciach koło Geladni. Podczas rozmowy  zauważyłem za oknem niemieckich żandarmów, którzy urządzili łapankę i rekwizycję żywności. Matka „Podlotka” i jego siostra Weronika szybko podjęły decyzję  i tak, jak stałem, czyli w ubraniu i. uzbroje-niu, zostałem ułożony w łóżku od strony ściany. Przykryto mnie pościelą, kapą i poduszkami, które ułożono dekoracyjnie. Właściwie to byłem bardzo chory i miałem wysoką gorączkę, ale wiedziałem, że mimo tak silnego przeziębienia nie wolno mi zakaszleć, choć płuca nie raz rozsadzał kolejny, silny atak kaszlu. Kiedy weszli Niemcy rozpoczęła się rewizja. Pytali także o nieobecnych mężczyzn, ale w końcu opuścili mieszkania, a z budynku gospodarczego zabrali wieprza i kury. Po wyjściu Niemców wyciągnięto mnie z ukrycia, dzięki któremu znów uszedłem śmierci. Musiałem jednak odejść  mimo choroby i szukać nowego noclegu i schronienia. Znalazłem je w domu „Hallera” w Antesorach.  Również w marcu 44 r. wykryto rozpowszechnianie się wśród żołnierzy V  Brygady częstego picia samogonu. W związku z tym „Łupaszko” rozkazał likwidację znanych bimbrowni. 3-ci pluton likwidował wielką bimbrownię w miejscowości Ciemnucha u gospodarza Adamowicza. Wszystkie napełnione konwie, a było ich około 10, zostały opróżnione, a bimber wylany do rowu. Ostatniego pojemnika bimbrownik nie chciał oddać, ale w czasie szamotaniny konwi się otworzyła, a samogon zalał podłogę. Zdesperowany gospo¬darz zgarniał samogon i pił tak długo, aż się upił. Likwidacja bimbrowni miała doprowadzić do zapanowania trzeźwości w V Brygadzie, gdyż pijany żołnierz nie tylko, że jest niesprawny i nieskuteczny, ale przede wszystkim przeszkadza podczas akcji, jest zawalidrogą. Picie samogonu było bardzo tępione w Brygadzie.
Pod koniec marca 44 r. podczas postoju w miejscowości Bujki warta  zatrzymała dwie niewiasty, które przyprowadzono do mnie w celu wyjaśnienia. Zatrzymanymi kobietami okazały się dwie matki: Emilia  matka „Zawiszy” i „Konstancja” – matka „Hallera”. Jechały furmanką na cmentarz w Worzianach, by odszukać nasze groby. Słyszały o bitwie z Niemcami, o zabitych, o grobach pochowanych tam akowców i chciały tam koniecznie dotrzeć. Było to bardzo serdeczne i pełne łez radości spotkanie, a d-ca „Maks” udzielił nam urlopu i dał przepustkę z poleceniem dopro¬wadzenia naszych matek wraz z furmanką w bezpieczne miejsce. Udało się naszym matkom bezpiecznie wrócić do domu, a serca ich przepełnione były szczęściem po spotkaniu z żywymi sy¬nami. Dnia 31.III.44 r. 3 szwadron „Maksa” zlikwidował  Strunojciach koło Święcian posterunek litewsko-niemiecki, będący postrachem dla ludności polskiej. Zdobytą żywność przeznaczono na zbliżające się święta Wielkiej Nocy (2.IV.44). Akcją tą  dowodził „Maks”.  Na początku kwietnia Litwini aresztowali w Wilnie „Łupaszkę”, którego przekazali do Gestapo z siedzibą na ulicy Ofiarnej. Dowództwo nad V Brygadą przejął w zastępstwie „Rakoczy”, który wspólnie z IV Brygadą „Ronina” przystąpili do natychmias¬towej akcji zatrzymywania zakładników zgodnie z poleceniem inspektora mjr „Węgielnego”. 3-ci pluton obstawił część trasy Świr – Michaliszki i  był tak ukryty, że stanowił osłonę dla „Bartosza”, któremu „Haller” zapewniał obstawę. Tak współdziałając te trzy plutony zatrzymały samochód wiozący niemieckiego starostę miasta Świra, którego wprowadzono do lasu, a następnie na miejsce zgrupowania wszystkich zakładników. Starostę wraz z kierowcą zatrzymano na dłuższy czas. Podczas nieobecności Łupaszki dowodzenie na całością przejął mjr „Węgielny”. Zakładnicy, których było już około 10 wraz z komendantem żandarmerii w Świrze, pisali listy, dawali fotografie, które przesyłano do Komendy Okręgu AK i stamtąd do Gestapo. Listy pisali zatrzymani zarówno litewscy jak i niemieccy  dygnitarze, a połączone Brygady przystąpiły do uszkadzania torów kolejowych i stacji oraz zatrzymywania pociągów. Wysyłane były również do Gestapo listy z pogróżkami pisane przez podziemną organizację z zapowiedzią odwetu za areszto¬wanie „Łupaszki”.
       Przed wymarszem na akcję do Pohulanki zatrzymaliśmy się w moich Wojckunach, gdzie się urodziłem i spędziłem naj¬piękniejsze lata dzieciństwa. Mieszkał tutaj mój serdeczny kolega Stanisław Kieżun‚ z którym. chodziłem do szkoły powszechnej w Święcianach i mieszkałem w jednym pokoju u starej babci na ul. Przykościelnej. Po ukończeniu tej szkoły ja kontynuowałem naukę w Szkole Budowlanej w Wilnie. Staszek jako ochotnik w Szkole Wojskowej w Śremie. W 1939 r. dostał się do niewoli sowieckiej i z gen. Andersem przeszedł cały szlak poprzez Monte Cassino aż do Londynu. Do kraju wrócił w 1946 r. został aresztowany. Pisał mi, że przechodzi “pranie mózgu” lub “przywracanie pamięci”, a jeśli nie wytrzyma – targnie się na życie. Po powrocie z więzienia już więcej do mnie nie napi¬sał. Do dzisiaj nie wiem, co stało się ze Staszkiem. Spośród mieszkańców Wojćkun, poza Staszkiem. zawsze dobrze będę wspominać pp. Czepułkowskich, Gumowskich, Rudzińskich i wielu innych bardzo zacnych Polaków, którzy nigdy mi nie odmówili pomocy w trudnych chwilach okupacji.  W nocy 24.XV.44 r. połączone Brygady IV i V. przy pomocy siatki wywiadowczej z Podbrodzia, zatrzymały w Pohulance urlopowy pociąg z żołnierzami niemieckimi, wracającymi na front wschodni. Doszło do walki wręcz, część Niemców rozbrojono a kilku zabito. Po wykonaniu zadania Brygady się wycofały. Zginął „Jastrząb”, a dwóch żołnierzy było rannych. Pociąg był tak silnie oświetlony przy pomocy reflektorów, że wycofując się po skarpie mogłem dostrzec właściwie każdy listek, tak było jasno. Ponieważ znałem Pohulankę, bo mieszkałem w niej od 1928 do 1935 r. więc pamiętam, że pociąg został zatrzymany przy budynku PKP toromistrza Szymanisa i mojej ciotki Stanisławy Skinder. Akcją w Pohulance dowodził mjr “Węgielny” przy pomocy “Ronina” i „Rakoczego”.
    Przechodzące przez wieś Bołosza IV i V Brygada natknęły się 26.IV.44 r. na niemiecki oddział rekwirujący ludności żywność. Chociaż Niemców było około 150, zostali zaatakowani z okrążenia. Część Niemców rozbito, a pozostali podczas wycofywania natknęli się na zasadzkę „Maksa”. Doszło do ostrej walki, która jednak bardzo się przedłużała. W tym czasie, ja i   „Wilk” z naszymi żołnierzami byliśmy w odwodzie, ale słyszeliśmy co dzieje się u „Maksa”. Postanowiłem pójść na pomoc „Maksowi”. Krzyknąłem do żołnierzy:  “W imię Boże, za mną!” i poszliśmy. Zjawiliśmy się w najbardziej ważnym momencie, a ponieważ droga była ostrzeliwana przez Niemców z ckm-ów, musieliśmy ją sforsować pojedynczymi skokami i natychmiast przypuściliśmy atak na ukrytych żołnierzy niemieckich. Zginęło 21 Niemców, u nas tylko „Rekin”, a „Grom” był ranny. Zdobyto dużo broni i amunicji, w tym 1 ckm i 3 erkaemy. Spalono 4 samochody, a bydło i zboże zwrócono gospodarzom. Wytropiono i zastrzelono Niemców ukrytych na drzewach tzw. “gołębiarzy” , byli oni najbardziej niebezpieczni. Podczas tej walki dolna część mojego płaszcza była w kilku miejscach przestrzelona, a czapka wprawdzie tylko z 1 dziurę ale zapaliła się na mojej głowie.    Na święto 3. Maja zwolniono wreszcie „Łupaszkę”. Spotkanie   Powiewiórce. Uroczystą mszę polową celebrował ksiądz „Ignacy”. Akademię z okazji 3 Maja zorganizowano w  Żukojniach.  Tu muszę dodać, że nasz pluton zawsze  brał czynny udział w chóralnym śpiewie w kościołach przy każdej swojej bytności i podczas marszu przez polskie wsie. Wtedy były to piosenki żołnierskie, legionowe i partyzanckie. Po uroczystościach święta 3 Maja “Łupaszko” spotkał się z zakładnikami i powiedział do nich: Pomogliście mi się uwolnić więc i ja was zwalniam, a „Maksowi” polecił odprowadzić ich na dworzec do pociągu.  
W połowie maja 1944 r. we wsi Żukojnie wizytowali V, IV i XIII Brygady gen.”Wilk” i jego zastępca „Ludwik”. Przyznano kilka awansów oficerskich i podoficerskich. a po uroczystościach odbyła się defilada. Dla szeregowego partyzanta AK, pobyt komendanta Okręgu wśród żołnierzy w oddziale miał duże znacze¬nie psychologiczne. Bliskość dowódcy wpływała na wytworzenie się specyficznych więzów i poczucia jedności, a ponadto umacniała przekonanie o sensie walki i wiarę w zwycięstwo. Gen. Krzyżanowski „Wilk” wyjaśniał podczas inspekcji wiele zagadnień dotyczących bieżącej i najbliższej działalności AK na Wileńszczyźnie. Oddziały AK często spotykały się z okoliczną ludnością, dla której widok umundurowanych i uzbrojonych pol¬skich partyzantów był przyczyno wielu wzruszeń i satysfakcji. Szczególnego rodzaju manifestacją było uczestnictwo oddziałów partyzanckich w niedzielnych nabożeństwach, celebrowanych na terenach wyzwolonych przez kapelanów oddziałów AK. Właśnie podczas obecności gen. „Wilka” nastąpił przydział Brygad do nowych zgrupowań. V Brygada „Łupaszki” została  przesunięta do zgrupowania Nr 1 Inspektora mjra Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, a w związku ze zbliżeniem się frontu sowieckiego uzyskała rozkaz wycofania się na zachód. także z uwagi na nasilającą się walkę z partyzantami sowieckimi. Za miejsce nowego postoju V Brygady obrano rejon jezior Sużańskich, czyli okolicę: Podbrzezie - Malaty -  Sużany - Żyngi  - Suderwa.
Od maja do końca czerwca 44 r. V i IV Brygady nadal współpracowały ze sobą. W drugiej połowie maja 44 r. obie Brygady rozbijają litewski garnizon w Janiszkach. Stało się to dzięki szarży kawalerii na bunkry i jednoczesne spowodowanie gęstej kurzawy, która ułatwiła ostateczny atak kompanii szturmowej. Większość Litwinów poddała się, z wyjątkiem grupy znajdującej się na wieży kościelnej. Pod koniec maja Łotysze powiadomili obie Brygady o nadcią¬gającej w kierunku Święcian obławie żołnierzy niemieckich. Na tę wieść „Łupaszko” powędrował aż pod Żodziszki na Białoruś, aby tam przeczekać kilka dni. Powrót w rejon jezior Sużańskich nastąpił po zakończeniu obławy. W drodze powrotnej z Żodziszek 3. szwadron „Maksa” zatrzymał się w Białym Dworze. Podczas    inspekcji rozstawionych wart okazało się, że zostały zatrzymane moje dwie ciotki z Pohulanki: Stanisława Skinder i Wiktoria Adamowicz. Szły pieszo po zakupy do Podbrodzia. Zostały zwol¬nione, gdy obiecały d-cy „Maksowi”, że dochowają pełnej tajem¬nicy o naszym postoju, ale cały szwadron i tak pozostał w pełnej gotowości bojowej. Około 20.VI  Brygada wciągnęły Litwinów w za¬sadzkę, podczas wałki zginął „Leliwa”. Silnie umocniony garnizon litewsko-niemiecki z  Podbrzezia nie przybył jednak z pomocą Litwinom tego dnia. Dopiero nazajutrz zjawił się silny oddział litewski i przy pomocy formacji niemieckiej zmasakrował ludność polską w  Glinciszkach. W odwecie Komenda  AK nakazała marsz pacyfikacyjny na Litwę oraz likwidację funkcjo¬nariuszy i policjantów litewskich. W dniach 25-27.VI   Brygady pomaszerowały na Inturki na Litwie. Litwini po tej odwetowej akcji zaprzestali wszelkich działań represyjnych wobec ludności polskiej i żołnierzy AK.  
Na początku lipca 44 r. V steczko Suderwa, likwidując stację nasłuchową niemieckiego lotnictwa. Zdobyła wprawdzie kompletny sprzęt radiowy, ale nie zostaje on uruchomiony z powodu u braku radiotelegrafisty. W miasteczku tym zatrzymaliśmy się kilka dni. Nie braliśmy  jednak udziału w walkach o wyzwolenie Wilna, ponieważ „Łupaszko” nie zamierzał w żaden sposób współdziałać z Sowietami, pomna śmierci „Kmicica” i jego żołnierzy na Naroczą w 1943 roku oraz później¬szych częstych ataków i walk na śmierć i życie już pod dowódz¬twem „Łupaszki”.   Po kilku dniach V Brygada przenosi się do majątku Ponary nad Wilią, gdzie mija ją fala frontu. W nocy przeprawiliśmy się  przez rzekę i poszliśmy w kierunku: Oliwa - Troki - Butrymańce. Po drodze V Brygada likwiduje i rozbraja maruderów niemieckich. Podczas swojej wędrówki, w obawie prze spotkaniem z Armię Czerwoną (ponieważ Sowieci nadal tropili V Brygadę)  zamienia swoją nazwę na „Brygada spod Warszawy”, pseudonim „Łupaszko” na „Żelazny”, a „Maks” na „Skalny”. Około 20.VII. Brygada zatrzymała się w lesie w pobliżu  majątku nad jeziorem koło Olity. Wkoło było wielu żołnierzy Armii Czerwonej. Nagle zjawił się w brygadzie oficer sowiecki i zaprosił nasze dowództwo na rozmowę. „Łupaszko” wysłał tam bryczką „Maksa” i „Bohuna”. Powoził nią „Mrok”, a obstawy stanowiła kawaleria pod dowództwem “Lisa”. Podczas rozmowy sowiecki generał zaproponował wspólną na Niemców. Kiedy dowiedział się, jakie jest wyposażenie „Brygady” polecił, by czekano na jego rozkaz do godziny 8.00 rano.  
     Jednak rozkaz nie nadszedł do wyznaczonego momentu, wobec tego „Łupaszko” podejrzewając zdradę lub podstęp, zarządził ostry marsz na południowy wschód. Marsz odbywał się leśnymi drogami koło Oran i trwał kilka dni. Zatrzymano się w pobliżu Porzecza.. O 6 rano 22 lub 23.VII.44. przybyło znów 2 oficerów sowieckich i .zażądali, aby Brygada udała się zaraz z nimi do Jelnik, gdzie miała być włączona do Armii Berlinga. „Łupaszko” oświadczył, że najpierw ma pospieszyć kawaleria, a za nią uda się reszta Brygady. Przedtem wydał rozkaz dowódcy kawalerii “Tatarowi”, by przy pierwszej okazji pozostawili konie i uciekali do Puszczy Augustowskiej. Po odejściu „Tatara” z kawalerią Łupaszko” zarządził zniszczenie broni ciężkiej, zapasów i archiwum. Zebrał celę pozostałą z nim Brygadę i oznajmił, że podejrzewa okrążenie, którego w dużej grupie nie przejdziemy. Zalecił przedzieranie się małymi grupami przez rzekę Niemen w kierunku Puszczy Augustowskiej tym, którzy chcą iść dalej, natomiast tym,  którzy woleliby wracać do domów nie stawiał przeszkód.  Razem z „Hallerem” i „Podlotkiem” i „Wyrwą” w liczbie około 10 żołnierzy wyruszyliśmy w kierunku Niemna. Okazało się. że „Łupaszko” miał dobre przeczucie, ponieważ Sowieci rozpoczęli ostrzał z armatek i czołgów w kierunku naszego miejsca postoju. Jeszcze nie wszyscy stamtąd odeszli, ale ostrzał przyśpieszył wymarsz i spowodował rozproszenie się żołnierzy tak, że z naszej dziesięcioosobowej grupy do Niemna dotarło troje. Kiedy przybyliśmy nad rzekę okazało się, że jest obstawiona z naszej strony przez żołnierzy sowieckich. Ja  posiadałem jedynie mapę turystyczną i kompas, ale nie mieliśmy ani przewodnika, ani map wojskowych. Badaliśmy możliwości prze¬prawy przez wrzucanie kamieni do wody, ale każdorazowo odzywały się  ckm-y wojsk nam wrogich. Postanowiliśmy wracać do domu z bronię. Po kilkudniowym marszu „Podlotek” pozbył się erkaemu. Pozostały nam tylko granaty i broń krótka. Pewnego dnia „Podlotek” powiedział, że odchodzi tylko na chwile, ale już do nas nie wrócił. Szkoda, że nie powiedział nam o swoich planach samotnej wędrówki, ponieważ szukaliśmy go po okolicy aż do nocy. Według późniejszej relacji “Podlotek” postanowił zmienić umundurowanie na ubranie cywilno, a broń ukryć. Kiedy bez obawy wyszedł na drogę, zabrał go samochód i po 3 dniach był już u siebie w domu w Łakciach. Wiosną  45 r. wstąpił do Armii Berlinga.
         Ja z „Hallerem”  maszerowałem 11 dni z bronią w ręku. Był to marsz o chłodzie i głodzie,  gdyż zdobycie żywności uje należało do rzeczy prostych. Musieliśmy omijać wsie i miasta, by unikać spotkania z Sowietami. odzież i obuwie bardzo się zużyły, a w chłodne noce nie mieliśmy się czym przykryć. Pewnego dnia spotkaliśmy w lecie na trasie marszu rozbity  oddział rannych żołnierzy niemieckich. Byli głodni i wymęczeni tak samo jak my. Chociaż posiadaliśmy broń, to jednak nie użyliśmy jej. Niemcy chwalili żołnierzy AK i życzyli nam szyb¬kiego powrotu do domu. Byli przekonani, że już niedługo Sowieci wezmę ich do niewoli. Kiedy zbliżaliśmy się do kresu naszej wędrówki  natknęliśmy się w miejscowości Podmierańce na partol Armii Czerwonej. Gdy padły słowa „ręce do góry” „Haller” wykorzystał okazje i skoczył w owies. Posypały się strzały, ale zdążył umknąć. Ja nie miałem możliwości ucieczki, gdyż z mojej strony był budynek i ogrodzenie. Zatrzymano mnie i zrewidowano. Znaleziony pistolet zabrano mi, a na moim różańcem dowódca patrolu długo się zastanawiał i w końcu po uzgodnieniu z pozostałymi żołnierzami  rzekł, oddając różaniec: „Idź dalej i módl się, to ciebie zbawiło”. Odchodząc nie wierzyłem, że nie padnie strzał w plecy, ale Sowieci zaraz odjechali. Swoje życie zawdzięczam Matce Boskiej Różańcowej, a ten różaniec posiadam do dziś i ciągle liczę jego „paciorki”. Okazało się, że „Haller” kręcił się w pobliżu i po chwili odnalazł mnie. Poszliśmy dalej do jego domu  w kierunku wsi Antesory.