Dzisiaj jest: 27 Maj 2024        Imieniny: Juliusz, Magdalena, Jan

Deprecated: Required parameter $module follows optional parameter $dimensions in /home/bartexpo/public_html/ksiBTX/libraries/xef/utility.php on line 223
Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

Oszmiańskie historie – Mieczysław Pimpicki – lekarz, sportowiec, żołnierz Armii Krajowej, łagiernik, od 1995 roku honorowy obywatel Olsztyna

/ Mieczysław Pimpicki, student Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, październik 1933 rok, kopia ze zbiorów Litewskiego Centralnego Archiwum Państwowego Powiat oszmiański za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów był największym…

Readmore..

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

„SŁAWA UKRAINIE” JAK „SIEG HEIL”

Wspomnienie o księdzu Tadeuszu. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski wzywał, by opamiętać się w ślepym poparciu dla Ukraińców. Rozmowa z Andrzejem Zwolińskim Jeżeli Ukraina zostanie okrojona przez Putina ze wschodnich i południowych…

Readmore..

Obchody Dnia Ponarskiego

Obchody Dnia Ponarskiego

/ Foto: materiały archiwalne KSI STOWARZYSZENIE RODZINA PONARSKA ma zaszczyt zaprosić * Członków i Sympatyków Stowarzyszenia Rodzina Ponarska * Wszystkich pamiętających o Ofiarach Zbrodni w Ponarach pod Wilnem z udziałem…

Readmore..

Moje Kresy. Rozalia   Machowska cz.2

Moje Kresy. Rozalia Machowska cz.2

W rodzinie Stanisława i Rozalii Wilgosiewicz pierworodnym był mój ojciec – Jan. Tato miał jeszcze czworo rodzeństwa. Starsza z sióstr Hania wyszła za mąż za Siubę – pracownika tartaku Sielec…

Readmore..

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

PLAN UKRAIŃCÓW. ZAMORDOWAĆ JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO.

Dlaczego w 1921 roku Ukraińcy chcieli zamordować Józefa Piłsudskiego? Wrogość Ukraińców w stosunku do Pierwszego Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego nieustannie narastała od 1918 roku. Po I Wojnie światowej większość Polaków…

Readmore..

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej,  polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

Nie dożyliśmy jeszcze do pełnej, polskiej niepodległości – pisał Edward Prus 30 lat temu.

/ Foto: symbol męczeństwa polskiej ludności Bieszczadów, obelisk i krzyż w miejscu ludobójczego mordu OUN-UPA. W tym miejscu w nocy z 15 na 16 sierpnia 1944 roku we wsi Muczne…

Readmore..

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie

Rozmowa z Tomaszem Kiejdo o potrzebie ochrony polskich archiwaliów z okresu międzywojennego, które po wojnie pozostały na Litwie, Białorusi i Ukrainie Tygodnik Szczytno: Panie Tomaszu, jest Pan organizatorem społecznego apelu:…

Readmore..

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

Akcja billboardowa Fundacji Wołyń Pamiętamy.

To już kolejny rok jak Fundacja "Wołyń Pamiętamy" wspiera Warszawskie społeczne obchody 11 lipca. W roku bieżącym, Fundacja ma zamiar wynająć w lipcu kilka billboardów przy autostradzie A4 a nie…

Readmore..

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Kaci Wołynia. Marek A. Koprowski

Przygotowując się do akcji oczyszczania Wołynia z Pola­ków, „Kłym Sawur” przeprowadził akcję zniszczenia swo­ich konkurentów. W pierwszej kolejności kazał zlikwidować zbrojne formacje Tarasa Borowcia „Bulby”, które ze względu na totalitarny…

Readmore..

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Szkoła państwowa w państwie polskim musi wychowywać młodzież, zarówno niepolską jak polską na dobrych obywateli polskich

Zadaniem szkolnictwa powszechnego nie jest wychowanie i wykształcenie abstrakcyjnego człowieka, czy abstrakcyjnego obywatela jakiegokolwiek państwa, lecz obywatela państwa polskiego, państwa będącego prawną organizacją bytu niezależnego zbiorowej osobowości i woli narodu…

Readmore..

”Ścigałem Iwana  Groźnego”  Demianiuka”

”Ścigałem Iwana Groźnego” Demianiuka”

Drugie wydanie książki Ścigałem Iwana „Groźnego” Demianiuka, poprawione i rozszerzone, ukazuje się w przeddzień zapowiedzianego, drugiego procesu w Monachium. Świadkowie i zgromadzone materiały źródłowe wskazują, że esesman Iwan Demianiuk był…

Readmore..

Mamy zgodę Zelenskiego  na strzelanie?! Czy to  kolejna próba wciągnięcia nas w wojnę?

Mamy zgodę Zelenskiego na strzelanie?! Czy to kolejna próba wciągnięcia nas w wojnę?

Włodzimierz Zełenski - aktualnie prezydent Ukrainy- ma dla Polski fuchę. Jakbyśmy tak zaczęli strącać rosyjskie rakiety lecące nad Ukrainą to on nie ma nic przeciwko temu. Możemy sobie postrzelać. Dobre…

Readmore..

Kalendarz ludobójstwa: Czerwiec - lata 1943-1947

/ Wstęp od redakcji. Prezentujemy obszerny materiał historyczny Stanisława Żurka dotyczący ukraińskiego ludobójstwa w czerwcu lat 1943-1947. Materiał jest tak obszerny, że nie mieści się w standardzie gazetowym czerwcowego wydania Kresowego Serwisu Informacyjnego dlatego całość prezentujemy w naszym serwisie. A.Ł.

  1. CZERWIEC, I półrocze
     1 czerwca 
 
- 1943 roku:  
We wsi Bodaki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.
We wsi Huta Stara pow. Buczacz policja ukraińska zamordowała Wesołowskiego Ignacego l. 30 (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez Komańskiego i Siekierkę dla województwa tarnopolskiego, 2004; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 7, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2015; w:  http://www.kresykedzierzynkozle.home.pl/attachments/File/2__Ksi____ka_tom_7.pdf ).
We wsi Podłuże pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, księgowego i młynarza.
We wsi Sochy pow. Zamość esesmani ukraińscy z Niemcami wymordowali około 200 Polaków, w tym 30 dzieci w wieku od 3 miesięcy do 15 lat, 55 kobiet i 98 mężczyzn  (podawane są liczby ofiar od 183 do 364 osób).  Zbrodnie tę opisał jej naoczny świadek Jan Socha: „Z obu krańców wsi posuwały się duże kolumny do środka, z których sypały się kule oraz podpalano budynki. W kolumnach tych byli Niemcy i Ukraińcy wszyscy w mundurach. […] Uciec ze wsi nie było można, gdyż  była otoczona i każdego uciekającego zabijali żandarmi stojący na czatach. Akcja trwała od godziny 6 do godziny 10, po czym na sygnał Niemcy wyszli z palącej się wsi. Nadleciało wtedy 9 samolotów, które na środek wsi rzucały bomby, a latając nisko strzelały z karabinów maszynowych. Niemców i Ukraińców w czasie tej pacyfikacji mogło być około 200 albo i więcej. Byli także: żandarmeria oraz SS niemiecka i ukraińskie jednostki. Zastrzelono wówczas około 200 do 250 osób, głównie mężczyzn, choć nikomu życia nie darowali. Wieś została spalona, z wyjątkiem 3 budynków. Spłonęło całe mienie mieszkańców.” (Jastrzębski..., s. 220, lubelskie).  „Do niezwykle krwawych przykładów zaliczyć należy pacyfikację wsi Sochy w gminie Terespol 1 czerwca 1943 r. dokonaną przez gestapo, Schutzpolizei i oddziały szkoleniowe policjantów ukraińskich z Trawnik. Wówczas zamordowano 183 osoby, w tym 53 kobiety i 24 dzieci.” (Prof. dr hab.Czesław Partacz Czy prawdziwy jest zarzut ukraińskich historyków, że to Polacy rozpoczęli ludobójstwo?Rzecz o lubelszczyźnie z lat 1941-1943; w:  Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, Kędzierzyn Koźle 2014). Władysław Sitkowski w książce pt. „Sochy dawniej i dziś” wyliczył, że podczas pacyfikacji zginęły 194 osoby.
 
- 1944 roku: 
We wsi Chlewiska pow. Lubaczów banderowcy zamordowali 1 Polaka.
We wsi Dąbrowa pow. Tomaszów Lubelski zamordowali 2 Polki: lat 30 i 45 oraz dwoje małoletnich dzieci.
We wsi Korczyn pow. Stryj zamordowali 1 Polkę. „Korczyn [Stryj]. 1 czerwca zastrzelono Helenę Korczyńską – zwłoki usunięto. Pytano o męża, który był w lesie.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
We wsi Nikłowice pow. Lwów: „01.06.44 r. zostali zamordowani: 1-2. Chudy Józef; Pietraszkiewicz Franciszek.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /.../. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian … ).   
We wsi Nowa Grobla pow. Jarosław zamordowali Marię Misztal lat 35. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
We wsi Radelicz pow. Drohobycz uprowadzili i bestialsko zamordowali nad Dniestrem 4 Polaków, w tym małżeństwo z małym dzieckiem oraz 1 Ukrainkę. „1.VI. w Radeliczu (powiat Drohobycz) z Liegenschaftu bandyci uprowadzili 5 osób, a mianowicie Polaka Władysława Wojtowicza, jego żonę i dziecko, Polaka Błażkowa i 1 Ukrainkę. Ciała porwanych Polaków znaleziono w dwa dni później w okolicy Radelicza, w błotach naddniestrzańskich, pomordowanych w bestialski sposób.” (1944, 7 czerwca – Pismo PolKO w Drohobyczu do Delegata RGO we Lwowie zawierające sprawozdanie o mordach na ludności polskiej. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim za czas od 21.IV. do 1.VI.1944 . W: B. Ossol. 16722/1, s. 365, 361-363).
We wsi Stara Wieś pow. Tomaszów Lubelski: „Humer Eugenia l. 45 ukrywała się w lesie i tam zam. 01.06.1944 r.”; oraz: Biełuszko Waleria l.30 ukrywała się w lesie, zam. 01.06.1944 r.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Szpanów pow. Równe: „1 czerwca na cmentarzu w Szpanowie pochowano mjr WP Szymona Stanisława, s. Ludwika z Warszawy, którego spotkała śmierć tragiczna”. (Dr hab Andrzej Wawryniuk: Służyli Bogu, ludziom i ojczyźnie. Rzecz o duchowieństwie katolickim na Wołyniu w godzinie próby. W: https://kresy.pl/kresopedia/sluzyli-bogu-ludziom-i-ojczyznie-rzecz-o-duchowienstwie-katolickim-na-wolyniu-w-godzinie-proby/ ; 22 marca 2019 ).
 
- 1945 roku:
We wsi Kobylany pow. Krosno Ukraińcy zamordowali zięcia Władysława Rogali.
We wsi Iskań pow. Przemyśl SB OUN zabiła Anielę Czurę za rzekome donosicielstwo do NKWD i współpracę z AK. Następnego dnia, 2 czerwca, zamordowano jej córkę Marię Marczak i zięcia, Polaka, Michała Marczaka. Natłok zarzutów oraz ich konstrukcja sugerują, że część z nich lub wszystkie zostały zmyślone. Wieś Iskań znajdowała się na terenie III rejonu, a referentem SB był tam Włodzimierz Choma. Przypuszczalnie niektóre oskarżenia były świadomie fabrykowane przez kuszczowych wywiadowców po to, by użyć SB do prywatnych porachunków. (Artur Brożyniak: Uwagi o pracy Służby Bezpieczeństwa Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów w świetle sprawozdania referenta I okręgu OUN za maj–czerwiec 1945 roku; w: http://www.polska1918-89.pl/pdf/uwagi-o-pracy-sluzby-bezpieczenstwa-organizacji-ukrainskich-nacjonalis,4014.pdf ). 
 
- 1946 roku:  
We wsi Basznia Dolna – Kapliszcze pow. Lubaczów UPA zabiła 12 żołnierzy WP o nieustalonych nazwiskach, którzy wpadli w zasadzkę. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Hermanowice pow. Przemyśl upowcy obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 7 Polaków.
We wsi Iskań pow. Przemyśl obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 1 Polkę.
 
- 1947 roku:
W pobliżu miasteczka Cieszanów pow. Lubaczów upowcy zamordowali szer. WP Włodzimierza Baranowskiego lat 24. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Koniusza pow. Przemyśl: „1 czerwca w rejonie Koniuszy, w pościgu za oddziałami UPA biorącymi udział w walce w dniu 31 maja, pododdziały 8dp i 9DP okrążyły banderowców. Straty upowców wyniosły 18 (lub 46) zabitych i 4 wziętych do niewoli. Po stronie polskiej odnotowano 16 zabitych. Wg innych źródeł oddział 28pp został ostrzelany z bliskiej odległości. Zginęło 2 żołnierzy a 6 zostało rannych, w tym jeden oficer i ta wersja jest bardziej prawdopodobna”. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 195).
W mieście Przemyśl na cmentarzu ma grób Kołodziej Eugeniusz ur. 1925 , który zginął z rąk UPA 1 VI 1947.
 
W nocy z 1 na 2 czerwca:
 
- 1944 roku:
W miasteczku Stara Sól pow. Sambor:„Zaledwie przebrzmiały echa mordu dokonanego na małżonkach Lisikiewiczach, zamieszkałych w przysiółku Wały ad Starasól w nocy z 29 na 30 maja br., a już noc z 1 na 2 czerwca br. staje się widownią świeżego mordu i grabieży. Nocy bowiem krytycznej napadło dwóch uzbrojonych w karabiny osobników na osiedle niejakiego Czarnika, zamieszkałego w Wałach ad Starasól. Po sterroryzowaniu mieszkańców zażądali bandyci wydania im zboża. Ponieważ zboże znajdowało się na strychu wezwali napastnicy Czarnika, by im wskazał miejsce na strychu, gdzie złożono zboże. Idąc za tym wezwaniem udał się Czarnik na strych, a za nim owi bandyci. Po chwili rozległ się na strychu strzał, od którego, jak się później przekonała żona Czarnika, padł Czarnik. Po zamordowaniu Czarnika zabrali napastnicy zboże i odjechali w nieznanym kierunku. Czy prócz owych dwóch osobników, było ich więcej i skąd oni pochodzili, nie zdołano ustalić. Przypuszczać należy, że sprawcami musieli być Ukraińcy, którzy z zemsty zamordowali Czarnika. Czarnik bowiem był religii grecko-katolickiej, jednak zawsze zaznaczał swą przynależność do narodu polskiego. Miał on żonę Polkę i wszystkie swoje troje dzieci ochrzcił wg obrządku rzymsko-katolickiego.” (1944, 5 czerwca – Odpis pisma przewodniczącego Delegatury PolKO w Samborze Jana Biłyka do PolKO w Drohobyczu (przesłane następnie do Delegata RGO we Lwowie) dotyczące mordów na ludności polskiej dokonywanych przez bandy ukraińskie. W: B. Ossol. 16721/1, s. 165-166).
 
     2 czerwca 
 
- 1941 roku:
We wsi Poruczyn pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Polak, Maślej Józef l. 43 (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
We wsi Posuchów pow. Brzeżany: „Wieś prawie cała ukraińska i wybitnie wrogo nastawiona do Polaków. Członkowie UWO brali udział w morderstwach na drodze potutorskiej. W Posuchowie zamordowano w roku 1941 skrytobójczo następujących miejscowych Polaków: 1. Maślaj Józef ur. 1898 – zamordowany 2 VI 1941, uprowadzono go w nocy z domu i zamordowano – znikł bez śladu.”  (dr. Lucyna Kulińska: Preludium zbrodni. Nacjonalizm ukraiński na Brzeżańszczyźnie w latach 1922-1941.; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich  Dawne Kresy Południowo Wschodnie W Optyce Historycznej i Współczesnej Seria Pod redakcją Witolda Listowskiego Kędzierzyn-Koźle 2012 ).  
 
- 1943 roku:  
We wsi Hurby pow. Zdołbunów upowcy oraz  chłopi ukraińscy z sąsiednich wsi otoczyli wieś i ze szczególnym okrucieństwem dokonali rzezi około 250 Polaków. Bandytów było około tysiąca. Mordowali za pomocą siekier i noży. Zabijanych poddawano nieludzkim torturom, kobiety gwałcono przed zamordowaniem. Uratowanym świadkiem zbrodni jest Irena Gajowczyk, wówczas sześcioletnia Irenka Ostaszewska, która po latach odważyła się o niej opowiedzieć: „Uszliśmy może ze 150 metrów, kiedy Mama zauważyła kilku młodych mężczyzn wychodzących z lasu. Każdy miał w ręku siekierę. Mama zaczęła krzyczeć przeraźliwie, abyśmy się chowali. Rozbiegliśmy się wszyscy w zboże na tyle już duże, że pozwalało nam ukryć się. Brat Marcel z siostrą Stasią odbiegł od nas, siostrę Lodzię pociągnęła za sobą jedna z naszych sąsiadek, a ja zostałam z Mamą. Rozpoczęła się rzeź. Banderowcy uderzali na oślep siekierami i nożami kogo dopadli. Kilku z nich nadjechało na koniach i tratując w poszukiwaniu ofiar zboże - mordowali znalezionych. Kilku banderowców podbiegło do mojej mamy i jeden z nich uderzył ją w głowę siekierą. Mama upadła i wypuściła z rąk brata Tadzia, a ja z przerażenia krzyczałam. Na całym polu był ogromny wrzask i lament, ludzie błagali swoich oprawców o darowanie życia, no bo przecież ich znali. Oprawcy byli jednak bezwzględni. Mama czołgając się, przygarnęła do siebie płaczącego Tadzia i zakrwawionemu dała pierś. Po niedługiej chwili banderowcy ponownie dobiegli do mojej Mamy i podcięli jej gardło. Jeszcze żyła kiedy zdarli z niej szaty i poodcinali piersi. Ja leżałam przytulona do ziemi, chyba ze strachu nawet nie oddychałam. Mama i Tadzio strasznie się męczyli, Mama powyrywała sobie długie włosy z głowy, była strasznie zmieniona, bałam się jej, prosiła o wodę. Jak trochę się uspokoiło pobiegłam na nasz ogród i na listku kapusty przyniosłam trochę wody, ale nie podałam bo już nie jęczała i bałam się jej. W pewnym momencie zobaczyłam straszny ogień i wycie zwierząt, to paliły się nasze zabudowania, bydło i konie chodziły po ogrodzie, a trzoda i drób paliły się razem z budynkami. Przerażona przesiedziałam do rana przy zwłokach Mamy i brata. Zobaczyłam też inne trupy, bardzo się bałam, było mi zimno, byłam tylko w koszulce. /.../ Ojciec pogrzebał Mamę, dwóch braci i sąsiada w naszym ogrodzie. Mężczyźni połapali swoje konie, było tez kilka wozów i bryczek, które się nie spaliły i zaczęliśmy się szykować do ucieczki, do Mizocza. Na naszym dużym wozie jechał Ojciec, Lodzia, opatulona ranna Stasia, oraz sąsiadka Wasylkowska z dziećmi. Wyjechało kilka furmanek w godzinach wczesnego popołudnia. Ojciec ciągle nas uspokajał, abyśmy nie płakały bo w lesie mogą być banderowcy. Po przebyciu przez nas kilku kilometrów, leśną drogę zastąpili banderowcy krzycząc: "Siuda jidut Lachy". Padły strzały, Tatuś krzyknął abyśmy uciekały, lecz sam nie mógł zejść z wozu, był chyba ranny. Wszyscy rozbiegli się po lesie, ja też usiłowałam biec za siostrą Lodzią i innymi ludźmi, ciągle płacząc i potykając się o gałęzie, które były zbyt duże (a może ja byłam zbyt mała), aby podołać w przerażeniu walce o ocalenie. Zgubiłam uciekających ale w zasięgu moich oczu były wozy z końmi, do których zbiegli się banderowcy, i ja pobiegłam do Tatusia i widziałam, jak go strasznie bili, a ja stałam przy krzaku i niemiłosiernie krzyczałam. Widziałam jak naszej sąsiadce Wasylkowskiej odrąbywali na pieńku głowę. Mój krzyk był tak przerażający, że jeden z banderowców podbiegł do mnie i z rozmachem wbił mi nóż troszeczkę poniżej gardła, a ja dalej krzyczałam i ze strachu nie mogłam się ruszyć z miejsca. Banderowcy byli zajęci mężczyznami i dobytkiem, krzyczeli po imieniu do Ojca, Ojciec też po imieniu błagał Iwana, aby darował mu życie. Ja też znałam tego Iwana, bo ciągle przychodził do naszego Tatusia jako przyjaciel. Ojca bili po głowie i twarzy, zdarli z niego ubranie, a kiedy mnie po raz drugi ujrzeli, postanowili skończyć ze mną raniąc prawą dłoń nożem i przebijając ją na wylot, a lewą rękę raniąc przed łokciem dwa razy. Upadłam. Jeden z banderowców chwycił mnie za skórę na plecach, tak jak się łapie kota, i tyle ile miał w garści odciął nożem, potem jeszcze dwa razy ugodził mnie nożem w łopatki i wrzucił w ogromny kopiec mrówek. Chyba straciłam przytomność, jak się ocknęłam był dzień, bardzo byłam obolała, a mrówki tak mnie pogryzły, że byłam bardzo opuchnięta a mrówki były w buzi, w nosie i w tych okropnych ranach. Wyczołgałam się z tego mrowiska, chciało mi się pić. Czołgając się zrywałam zielone jeszcze jagody i tak doczołgałam się do drogi i z przerażeniem zobaczyłam obdartego ze skóry, przywiązanego do drzewa człowieka, a to był mój Ojciec. Odrąbana, i leżąca obok głowa sąsiadki Wasylkowskiej pokryta była mrówkami. Po jakimś czasie usłyszałam nadjeżdżające furmanki, bałam się, ale nie miałam siły aby się ukryć. Leżałam przy drodze. Pamiętam jak podniósł mnie żołnierz (niemiecki) a ja prosiłam, żeby mnie nie zabijał. Coś mówił, ale nie rozumiałam. Po chwili zobaczyłam przy mnie mojego wujka Aleksandra Warnawskiego, który tłumaczył Niemcom, że mnie zna, bo wcześniej poznali na drzewie mojego Ojca. Niemcy zaopiekowali się mną układając na wozie i pojąc bardzo słodką kawą, której smak będę pamiętać zawsze. Opowiadano mi, że mieszkańcy którzy się uratowali, uciekli do Mizocza i po trzech dniach wraz z wojskiem niemieckim, postanowili pojechać do Hurby aby zobaczyć co tam się stało. Tak więc się okazało, że przeleżałam w lesie trzy doby. Na miejscu w Hurbach odnalazła się moja siostra Lodzia, której udało się uciec z lasu. Muszę dodać, że nikt nie zabierał pomordowanych, nie było jak i nie było czasu. Niemcy wyznaczyli bardzo mało czasu na pobyt w naszej wiosce w obawie przed banderowcami. Zwłoki wielu mieszkańców Hurbów były przez Ukraińców ponownie wygrzebane i porozrzucane po polach i ogrodach. Wujek Aleksander Warnawski był mężem siostry mojego Ojca. Mnie i siostrę Lodzię wzięli na wychowanie, ja trafiłam do niemieckiego szpitala w Mizoczu. Długo się leczyłam, rany bardzo ropiały. Mam siedem blizn na ciele, które z biegiem lat przestały mi przeszkadzać, jednak okaleczona psychika daje mi znać o sobie przez całe życie.” (Irena Gajowczyk z d. Ostaszewska; w: "Głos Kresowian" - nr 11, maj-czerwiec 2003; za: http://www.nawolyniu.pl/wspomnienia/ocalic.htm ). „Na 3 dzień (5 czerwca 1943 r. ) po dokonaniu morderstwa przez Ukraińców byłem w tej wsi. Już 6 km przed Hurbami, we wsi Czerniawa (gm. Buderaż) natrafiliśmy na rannego Wereszczyńskiego – przestrzelona klatka piersiowa (wyleczony, zamordowany potem w Mizoczu). Dalej, 4 km przed Hurbami, na początku lasu, pośrodku drogi leżał zamordowany Jan Ostaszewski – połamane ręce, połamane kości klatki piersiowej, obok kilkanaście metrów w lesie w mrowisku córka Jana Ostaszewskiego, 6-letnia Irka – 7 ran kłutych, na plecach wycięty kawałek skóry – żyje, mieszka na Śląsku. Jak się później okazało, Ostaszewscy jechali wozem, i na wozie była młodsza córka Stasia poraniona w czasie napadu na Hurby – miała obciętą skórę na brzuszku, jelita były na wierzchu – bandyci zabrali ją razem z dobytkiem, prawdopodobnie nie wiedząc, że znajduje się na wozie. W lesie było pomordowanych kilkanaście osób, przeważnie poderżnięte gardła, poprzykrywane gałęziami. Doszliśmy na miejsce: widok okropny, wieś częściowo spalona, bardzo dużo pomordowanych w najokropniejszy sposób, kobiety w pozycjach, które wskazywały, że gwałcono je przed zamordowaniem. Widziałem mężczyznę z rozrąbaną głową na dwie części, z której pies wyjadał zawartość, widziałem młodego chłopca z odciętą głową od strony karku, trzymała się tułowia na nie odciętym gardle. Widziałem dziecko 2-, 3-letnie na wznak, przybite widłami do ziemi, widziałem mężczyznę w sile wieku, który na skutek ran przy konaniu wygryzł z własnej ręki powyżej łokcia ciało aż do kości (usta zapchane ciałem). Petronela Popławska, około 70 lat – obcięte piersi, poderżnięte gardło; widziałem dzieci – głębokie rany na stopach, rozbite głowy. Dużo ludzi spalonych razem z budynkami, brat mojego ojca jeszcze żył (wkrótce skonał), rodzina jego wymordowana. Nie wszystko widziałem – wieś była rozległa, nie udało się wszystkich przykryć ziemią, brak było łopat, wszystko zrabowane. W tym czasie nie wiedziałem, że w nocy z 25 na 26 sierpnia 1943 r. stracę całą rodzinę: zostali żywcem spaleni w Mizoczu (Jan Filarowski; w: Siemaszko....., s. 1243). . „O zmierzchu 2 czerwca roku 1943 od poszczególnych wsi otaczających Hurby odrywały się grupki po kilkunastu i więcej, zazwyczaj młodych i w sile wieku ludzi, nawykłych do pieszych, wielokilometrowych marszów. Tylko pieszo, wierzchowcem, wozem konnym i rzadko rowerem pokonywano przestrzenie. Nie było autobusów, do kolei też było daleko. Ruszyła jedna sotnia UPA z kurenia Dunaja czy Doksa pod prowidem Zahrawy. A do pomocy sotni zawodowych żołnierzy, stojących podziemnym obozem w lesie pod Antonowcami, dołączyło kilkuset ochotników stanowiących samobronni kuszczowi widdiły z Majdanu, Buderaża, Wielkiej Moszczanicy, Stupna, Bondar, Majdańkiej Huty, Buszczy. Otoczone lasami, jakby schowane w ich ciszy Hurby tylko od południa były odsłonięte przez otaczające je pola, na których rozrzucone były pojedynczo zabudowania. Było tych ochotników prawie tysiąc osób, w tym kilkadziesiąt kobiet, uzbrojonych podobnie jak mężczyźni w widły, siekiery i noże. Strilci UPA oprócz noży i siekier mieli broń palną, ochotnicy tylko siekiery, noże i widły, niektórzy wzięli cepy. Większość szła pieszo, część jechała wierzchem na koniach i furmankami, na które będą ładować zrabowany dobytek, aby przewieźć go jako zdobycz do swoich zagród. Podchodząc skrycie lasami, parowami i zagajnikami, coraz bliżej otaczali wieś z wszystkich stron, czekali przyczajeni wśród krzaków na znak, sygnał do ataku. Ci, którzy otaczali wieś od północy, wschodu i zachodu, przyczaili się w leśnym poszyciu, natomiast ci, którzy otaczali wieś od południa rozłożyli się w wysokim zbożu. Wszyscy czekali na sygnał do ataku. Każda grupka upatrzyła sobie jedną lub dwie zagrody ciemniejące na tle nocnego nieba. Znali tych, na których mieli za chwilę napaść, spotykali się z nimi w sklepach, na zabawach, w gminie w Buderażu, w Dubnie, w Szumsku na targach, w sklepie w Mizoczu albo Majdanie, w lasach podczas wyrębu drzew czy zbierania jagód i grzybów. Słuchali odgłosów porykiwania krów, szczekania psów, wyciągania wody ze studni, zamykania drzwi obór i stodół, gdakania kur, beczenia owiec. Zapalały się nikłe światła w oknach. Oni grupkami wybierali sobie zagrody, rozdzielali półgłosem między siebie domy, na które przyjdzie im ruszyć niebawem, starając się podejść jak najciszej i zaskoczyć mieszkańców jak zwierzynę na polowaniu, najlepiej podczas snu. Na każdą grupę ochotników zbrojnych w narzędzia ręcznego mordu przypadał strilec uzbrojony w broń palną. Słuchali odgłosów życia dobiegających z zagród sąsiadów i napawali się myślą, że oto za chwilę będą mogli napoić się mohoryczą nienawiści, ale także słodyczą zwykłego rabunku. Podzielili się na trzy kręgi stanowiące jakby trzy rzuty. Pierwszy wkraczał do poszczególnych zabudowań, gospodarstw, wyciągając z nich zaskoczonych mieszkańców i mordując. Drugi rzut czekał w zaroślach na skraju lasu lub w polu, przyczajony w rowach, pod miedzami, w wysokim zbożu, czając się na niedobitków ocalałych w czasie rozpoczętej rzezi. Trzeci z wozami konnymi był gotowy do rabunku i wywożenia zdobyczy. Najpierw zabijali wszystkich, których zdołały dosięgnąć ich siekiery, widły i noże.  A zanim podpalili zabudowania, by spalić je z ciałami ofiar, najpierw je grabili z wszystkich cenniejszych rzeczy. Zapadał cichy wieczór, nikt nie spodziewał się, że się zamieni w koszmarną noc. Tylko cerkiew i kościół ich różniły. Bo nawet język jednych i drugich upodabniał się do siebie przez setki lat sąsiedzkiego bytowania. Polscy wieśniacy wymawiali wiele słów po rusińsku, czy jak kto woli po ukraińsku, a Ukraińcy przyjęli do swojej mowy wiele słów polskich. /.../ Nagle tamci grupkami cichaczem ruszają. Każda grupka ma już upatrzony dom, zagrodę, Jest ich około tysiąca, poczynając od kilkunastoletnich chłopców, nawet trzynasto i czternastoletnich. Każdą grupką dowodzi strilec który wydaje polecenia. Nie znosi sprzeciwu. Za sprzeciw może być kula w łeb. Jedni wdzierają się do domów. Każą kłaść się na podłogach. Tych, którzy nie słuchają rozkazu, by się kłaść na podłodze, uderzają siekierami i powalają na ziemię. Inni podpalają stodoły. W świetle pożaru można poznać ich twarze. Ofiary rozpoznają swoich oprawców. Błagają o litość. Te błagania rozlegają się w kilkudziesięciu domach niemal w jednym czasie. Może to tylko straszny żart albo złowrogi sen? Przecież to sąsiedzi, a nie jakieś straszne, krwiożercze diabły! Każdy dom umiera nieco inaczej, jeden w sposób straszniejszy od drugiego. Pierwsze napadnięte domy zostały tak zaskoczone, że z nich nikt się nie ratuje. Z tych, co zostały napadnięte nieco później, ratuje się pewna ilość osób. Jakiś ojciec każe żonie i dzieciom uciekać, a sam chce coś zabrać z domu na drogę. Zabrać cokolwiek do jedzenia. Coś cennego uratować. Zaprząc konie. Jak straszne to musiało być, skoro Niemcy, ich odwieczni wrogowie, musieli być ich wybawicielami. Rano przyjechał oddział niemiecki z Mizocza, by zabrać kilku rannych którzy przeżyli i osłaniać pochowanie martwych. Napastnicy, którzy po popełnionej zbrodni pochowali się po swoich norach, cieszyli się ze swojego zbójeckiego łupu, gdyż Hurby to była bogata wieś. Obrączki ślubne i pierścionki zaręczynowe, złote sygnety, złote bransolety, złote ruble, zegarki, srebrne misy i łyżki, noże, widelce, narzędzia rolnicze, wozy, bele płótna, długie buty robione na zamówienie u szewca w Dubnie lub Szumsku, zwłaszcza tak zwane oficerki. Rozmaite meble, obrazy, makatki, dzieże i niecki, stolnice, konie, krowy, świnie. Wszystko, co miało jakąś wartość, zabrali jak nagrodę za swój zbójecki trud oddany w imię Samistijnoj. /.../ Ktoś zbierał siano już skoszone przez zabitego. Ktoś zbierał potem w sierpniu zboże zasiane przez zabitego. Ktoś zbierał te ziemniaki posadzone przez zabitego. Nie ci, co sieli, tylko ci, co mordowali, zbierali plony tej ziemi. Wielkie fury zwozili. Nastał dostatek, jakiego dawno nie było w ich zagrodach. Powoli niektóre szczegóły się zamazują, ale nadal pozostaje coś, co sprawia, że nawet dzisiaj, po sześćdziesięciu kilku latach, Polak, czyli Lach słyszy coś, co pomimo tego, że przeżył tu wiele strasznych rzeczy, to to co słyszy, wywołuje w nim spore zaskoczenie, jak to się przydarzyło niedawno panom Wereszczyńskiemu i Jastrzębskiemu, którzy przyjeżdżają tutaj po to, by zapalić świeczki swoim zamordowanym wtedy krewnym. W pewnej chwili usłyszeli: - Lepiej tutaj nie przyjeżdżajcie./.../ Czy można pogodzić się z coraz bardziej lub mniej zakamuflowanymi próbami narzucenia na Ukrainie, ale także i w Polsce poglądu, że Polacy na Kresach jakoby zasłużyli na wszystko najgorsze, co ich spotkało, zasłużyli na to, aby ich sąsiedzi mordowali. Jednym słowem Polacy zasłużyli na to, aby dokonano na nich ludobójstwa. A wtedy na Wołyniu były takie czasy, że każdy kto był Polakiem, miał być zamordowany. Dlaczego próbuje się i w Polsce i na Ukrainie zamykać usta tym, którzy przypominają o banderowskich zbrodniach ? W imię jakich racji?
W roku 1944 Sowieci zlikwidowali pod Hurbami duży oddział UPA. Na pewno było w nim wielu oprawców Polaków sprzed roku. Co za ironia losu! Nie Polacy dokonali aktu zemsty nad niewinną wsią Hurby, lecz ci sami moskiewscy sołdaci, którzy w roku 1939 zadali Polsce i Polakom morderczy cios w plecy! Dziś w tym lesie pod Antonowcami zrekonstruowano i odsłonięto pomnik niedawnej historii, autentyczny obóz powstańców UPA z podziemnymi schronami, szpitalem polowym, szkołą podoficerską, magazynami, rusznikarnią.” (http://www.publixo.com/text/0/t/14006/title/Hurby ).
We wsi Liniów pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 4 rodziny polskie, tj. 17 Polaków: rodzinę Odźgów i w tej rodzinie Bronisławę Kawarską, lat 17, siostrzenicę Marii Odźgowej; rodzinę Maćkowiaków spalili żywcem; Sawicką z dziećmi i bratanicą jej męża wrzucili do studni; Helena Tarnawska, żona Dominika,  otrzymała 12 ciosów ostrym narzędziem i została wrzucona do studni razem z 3 ich dzieci, w tym z dwoma żywymi: Władysławem lat 12 i Edwardem lat 6 oraz 3-letnim Eugeniuszem, któremu roztrzaskali głowę o ścianę domu. Rannego Dominika Tarnowskiego do szpitala do Łokacz odwiózł miejscowy Ukrainiec  (Siemaszko..., s. 190 -  191). Zamordowana Helena Tarnawska lat 32 była w 8 miesiącu ciąży (http://wolyn.ovh.org/opisy/linjow-02.html ). „Sabina miała wtedy 8 lat, mieszkała z rodzicami w Koszowie, pow. Łuck, koło Torczyna. Do domu rodziców przyszedł Ukrainiec z Linowa i powiedział, że zamordowano rodzinę ich syna. Udali się więc wozem do Linowa. Zobaczyli tam spalone domy i zabitych ludzi. Bratowa autorki miała 12 kłutych ran, jej ciało wrzucono do studni. Trójkę ich dzieci też wrzucono do studni. Brat się uratował i został zawieziony przez sąsiada Ukraińca do szpitala w Łokaczach. Rodzice wyłowili ciała zabitych członków rodziny i zabrali do domu. Umyli zwłoki i pochowali na cmentarzu w Torczynie. Potem pojechali do szpitala, gdzie znaleźli rannego syna. Miał przestrzelona nogę i połamane żebra. Gdy się wyleczył, wstąpił do niemieckiej żandarmerii. Po jakimś czasie przyjechał po nich i zabrał ich do Łokacz, gdzie było sporo Polaków, którzy uciekli przed bandytami. Tam również Ukraińcy robili napady, ale Niemcy dali Polakom broń, by mogli się bronić. Potem Niemcy wywieźli ich do Włodzimierza. Mężczyźni uciekli z bronią do polskiej partyzantki. Następnie Niemcy zorganizowali transport, ale udało im się uciec i przeczekać, aż przyjdą Sowieci. Autorka opisuje jeszcze inne przypadki mordowania jej krewnych przez Ukraińców, ale też, że zdarzali się Ukraińcy, którzy pomagali Polakom. Niektórzy z nich ponosili za to słoną karę.” (Królikowska Sabina: Wspomnienie wołyńskie. Wysłane przez akalata w ndz., 01/10/2016; w: http://baza.archiwumkobiet.pl/publikacja/wspomnienie-wolynskie ). Rzeź kolejnych około 70 Polaków miała miejsce 11 lipca 1943 roku. 
W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 13 Polaków, 9 osób z 2 rodzin Piwowarskich wiązali po troje drutem kolczastym i przecinali ciała ofiar piłami. (Siemaszko..., s. 573).
We wsi Tiutkiewicze pow. Równe Ukraińcy w szpitalu zabili 46-letniego Andrzeja Komornickiego.
W pobliżu Włodzimierza Wołyńskiego zamordowali 27-letnią Annę Zajączkównę.
W osadzie Żytyń pow. Równe spalili żywcem 51-letnią Annę Warżałową w jej domu.
 
- 1944 roku:
We wsi Dąbrowa pow. Tomaszów Lubelski na skraju lasu znaleziono zmasakrowane ciała 4 Polaków: 2 kobiet i 2 dzieci.  „W głębi lasu znajdowały się dalsze zwłoki pomordowanych ludzi” (Konieczny..., s. 215).
We wsiach: Dąbrowa, Rzeczyca, Rzepin pow. Tomaszów Lubelski w walkach z UPA poległo ponad 100 partyzantów AK. Inni: We wsiach Ulhówek, Rzeczyca i Posadów pow. Tomaszów Lubelski w walkach z UPA poległo 71 partyzantów AK a około 100 zostało rannych. „Pod koniec maja 1944 r. wywiad obwodu AK Tomaszów doniósł o przygotowywanym przez UPA decydującym natarciu na wschodnią linię polskich oddziałów na odcinku Tyszowce-Łaszczów-Jarczów. Wobec zbliżającego się frontu wschodniego była to dla Ukraińców ostatnia okazja do masowej likwidacji polskiej ludności. W tamtym rejonie dowództwo UPA dysponowało dwoma kureniami z zagonu im. Bohuna. W gotowości były też kureń Mirosława Onyszkiewicza, „Oresta”, składający się z czterech sotni („Bradziahi”, „Hałajdy”, „Jastruna” i „Korsaka”), kureń „Czernika” w sile trzech sotni („Karpy”, „Bahrianyja” i „Wowki”), sotnie „Jahody” i „Zaliźniaka”.1 czerwca, w godzinach popołudniowych, oddziały polskie zaczęły zajmować pozycje wyjściowe do natarcia. Jakie były ustalenia? Jak czytamy w książce „Partyzancki kraj” Jerzego Markiewicza, polskie oddziały miały rozwinąć od strony Huczwy natarcie na przestrzeni ok. 50 km – od Tyszowiec po Jarczów. Główne uderzenie miało być skierowane na Ulhówek. Znajdowały się tam duże i dobrze wyposażone siły nieprzyjaciela, jak również sztab ukraińskiego zgrupowania. Zdobycie Ulhówka byłoby równoznaczne z przełamaniem pozycji banderowców, co stwarzało możliwość rozbicia wielu oddziałów UPA i odrzucenia ich na wschód. Do bitwy doszło 2 czerwca. Najcięższe walki stoczono w rejonie Ulhówka, Rzeczycy i Posadowa. UPA miała zdecydowaną przewagę, dodatkowo Ukraińcom pomagali Niemcy, bombardując oddziały polskie wzdłuż linii toczących się walk. Po stronie polskiej poległo 71 żołnierzy, a około 100 odniosło rany. I choć polskim partyzantom nie udało się przełamać linii zajmowanych przez kurenie UPA i odrzucić oddziałów nieprzyjaciela na wschód, to uderzenie na Ulhówek, Rzeczycę i Posadów sparaliżowało przygotowania ofensywne Ukraińców. Już do końca okupacji kurenie UPA nie podjęły działań i operacji ofensywnych o dużym zasięgu. Ten krwawy bój udaremnił UPA wdarcie się w głąb Zamojszczyzny." (http://kultura.laszczow.pl/index.php?art=241 ). Lotnictwo niemieckie zbombardowało szpitale polowe w lesie Bukowiec, w Pawłówce, Kolonii Muratyn i folwarku Paszkiewicza. Całodzienna, krwawa bitwa zakończyła się około godziny 16. W czasie jej trwania spłonęły wsie: Posadów, Szlatyn, Łubcze, Żerniki, Rzeczyca, Podlodów i w części Ulhówek, a w czasie wycofywania się oddziałów wieś Zimno. W godzinach wieczornych wszystkie zgrupowania rozpoczęły odwrót, wycofując się na linię rzeki Huczwy.
Na terenie powiatu Tomaszów Lubelski: „Polegli w walce z UPA żołnierze AK: Guzowski Zygmunt poległ 02.06.1944 pod Rzeczycą, Nowak Ryszard poległ w walce z policją ukraińską w Telatynie, Ochman Jan żołn. AK poległ pod Dąbrową, Tatarka Jerzy żołn. AK poległ pod Dąbrową. We wsi Krzywostok „02.06.1944 r. polegli w walce z UPA w rejonie wsi Rzeczyca żołnierze AK: Kot i.n. i Kurzępa Hipolit l. 32.” We wsi i kolonii Księżostany: „02,06.1944 r. w walce z UPA polegli koło wsi Rzeczyca żołnierze AK: Miller Bogdan l. 31, ps. „Bocheński” i Nawrocki Stanisław-Bogdan l. 20, ps. „Szczygieł”. We wsi Podhucie gm. Tarnawatka: „02.06.1944 r. poległ w walce z UPA koło Rzeczycy żołnierz AK: Szary i.n. l. 29, chorąży zawodowy WP.” We wsi Przewale gm. Tyszowce: „02.06.1944 r. poległ partyzant z oddziału Jana Ochmana: NN, ps. „Herman”. We wsi Telatyn: „02.06.44 r. polegli w walce z UPA żołnierze AK: Modrzejewski Józef l. 19 koło wsi Rzeczyca, Modrzejewski Marian l. 21 koło wsi Rzeczyca, Kość Karol koło wsi Rzepin.” We wsi Tyszowce: „02.06.1944 r. poległ w walce z UPA koło wsi Dąbrowa pow. Hrubieszów żołnierz AK: Bojarski Bronisław l. 30.” We wsi Werechanie gm. Rachanie: „02.06.1944 r. polegli w walce z UPA koło wsi Rzeczyca żołnierze AK: 1. Czarnecki Ryszard, 2. Ligęża Jerzy.” We wsi Witków gm. Poturzyn: „02.06.44 r. polegli w walce z UPA pod Rzeczycą dwaj żołnierze AK, obaj z kompanii Telatyn: Dębiński Antoni, ps. „Chmura”, Sapa Stanisław.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.
W mieście Stryj woj. stanisławowskie zamordowali 4-osobową rodzinę polską, uciekinierów ze wsi Dorżów pow. Żydaczów.  Oraz: „Stryj, 2 czerwca o godz. 20.30 zamordowano urzędnika skarbowego Ferdynanda Mazuraka i jego żonę Emilię. Pozostały dzieci w wieku 5 lat i 5 miesięcy.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
We wsi Wołczyszczowice pow. Lwów: „02.06.44 r. zamordowano następujące osoby: Grzybiak Piotr l. 22; Szczerba Józef l. 45; Szumny Antoni.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
 
- 1945 roku: 
We wsi Buszcze pow. Brzeżany: „W 1945 r. zostali zamordowani: Chamuga (?) Piotr l. 35, (zam. 02.06.45 r.); Zamojska Maria córka Ignacego, l. 54 (zam. 02.06.1945 r.); Popiel Mikołaj l. 65; Popiel Anastazja l. 60.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
We wsi Iskań pow. Przemyśl upowcy w bestialski sposób zamordowali rodzinę nauczycieli: Polaka, jego żonę Ukrainkę (Marię i Michała Marczaków), jej matkę (teściową Polaka) powiesili głową do dołu „za zdradę narodu ukraińskiego”; ponadto zamordowali jeszcze 1 Polaka; łącznie 2 Polaków i 2 Ukrainki; prawdopodobnie mordu dokonali synowie księdza unickiego Michajło Huka.
We wsi Lisowce pow. Zaleszczyki: „02.06.1945 r. został zam. Polak NN, który przyjechał po paszę dla bydła.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
 
- 1946 roku:
We wsi Hermanowice pow. Przemyśl bojówka UPA, w liczbie ok. 7 banderowców, zastrzeliła Andrzeja Ścielonego, l. 47. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.170).
 
     W nocy z 2 na 3 czerwca 
 
- 1944 roku:
We wsi Brzeziec pow. Rudki banderowcy spalili 12 gospodarstw polskich i zamordowali 10 Polaków.
We wsi Rumno pow. Rudki Ukraińcy z OUN-UPA z sąsiednich wsi obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz za pomocą siekier, noży i bagnetów zamordowali 40 Polaków i 1 Żyda.  „Drapała Zofia, lat 25, torturowana, obcięto jej język i piersi. Tak samo Wandycz Anna, lat 23. Wandycz Zofia, lat 25, miała zmasakrowane piersi. Maria Wandycz, lat 9, wycięli serce i położyli obok ciała. Pater Józefa, 21 lat, postrzelona, oblana benzyną i żywcem spalona. Puńczyszyn Maria, 6 lat, rozpruto brzuszek nożem, skonała w męczarniach.  Kasprzyczak Katarzyna, 30 lat, zarąbana siekierą. Kasprzyczak Antoni, 2 lata, syn Katarzyny, obuchem siekiery roztrzaskano mu głowę. Dżugaj Maria, 57 lat, ogłuszona obuchem siekiery i wrzucona do ognia spłonęła żywcem” (Siekierka..., s. 831, 844; lwowskie). „Leżeli w kole, wydeptanym końskimi kopytami, zakrwawieni i ubłoceni, zmasakrowani. Byli to: Katarzyna Wandycz, moja ciotka, ze zmasakrowaną twarzą, ze zwisającym z ust wyciętym językiem, zakrwawioną głową; Marysia Wandycz, jej córka, w piersiach miała wielką dziurę, a obok leżało wyrwane z jej piersi, serce. Anna Wandycz, druga córka (23 lata), z rozpołowioną głową, z rozbryzganymi kawałkami bielącego się mózgu i dużą ilością krwi na całym ciele; następnie córka, Zofia Drapała z d. Wandycz, miała bardzo zmasakrowane piersi i dziury w brzuchu. Michał Wandycz, starszy ode mnie o 2 lata, miał zmiażdżoną głowę, z dwoma dziurami w skroniach” (Antoni Gąsior; w: Siekierka..., s. 844 – 845; lwowskie). „Marysia (lat 4) z rozprutym brzuszkiem – przez kilka godzin przywoływała pomoc mamy, która już nie żyła, dwuletni Antoś, przeszyty bagnetem do łóżka, konając, kwilił jak jaskółcze pisklę. Stojąc, płakaliśmy razem z innymi” (Siekierka..., s. 883; lwowskie). „Do Polaków docierały wieści, że centrum dowodzenia UPA terenowej organizacji banderowskiej była miejscowa cerkiew grekokatolicka. Kazania ukraińskiego popa były wyraźnie antypolskie. Nawoływał on: „już czas rozprawić się z Polaczkami. Już czas wziąć w ręce topory i wyciąć w pień wszystkich tych, którzy są wrogami samostijnej Ukrainy!”. Słowa ukraińskiego popa trafiały na podatny grunt, którym była głownie młodzież ukraińska” (Tadeusz Pańczyszyn; w: Siekierka..., s. 866; lwowskie). „Wedle doniesienia natomiast Delegatury naszej w Komarnie dnia 3 czerwca br. ukraińska banda terrorystyczna napadła na gromadę Rumno [Rudki], spaliła 60 gospodarstw polskich, zamordowała 27 osób oraz zraniła 11 osób. Cała ludność polska gromady Rumno uciekła i przeniosła się do pobliskiej polskiej gromady Chłopy”. (1944, 8 czerwca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów i mordów dokonywanych na ludności polskiej w Gromadzie Miedziaki i Rudno. W: B. Ossol. 16721/1, s. 261).
 
     3 czerwca 
 
- 1943 roku:
We wsi Tynne pow. Równe Ukraińcy zamordowali 77-letniego Franciszka Szewczyka, wdowca.
 
- 1944 roku: 
We wsi Pianowice pow. Sambor banderowcy zamordowali 1 Polaka. „Świeży wypadek mordu, który się wydarzył w biały dzień, dnia 3 czerwca br. na przysiółku Tyrawa ad Pianowice (gmina zbiorowa Chlewiska) świadczy dobitnie o bezgranicznej zawiści ludności ukraińskiej. Około godziny 10 rano zastrzelono przy pracy w polu niejakiego Józefa Kempińskiego syna Jana, lat około 26 liczącego, Polaka, żonatego, ojca jednego dziecka, zamieszkałego na przysiółku Tyrawa gromady Pianowice. Denat otrzymał postrzał w jedną skroń, a kula przebiwszy czaszkę, wyszła drugą skronią. Kto był sprawcą mordu nie wiadomo. To tylko stwierdzić się udało, że nie posiadał denat żadnych osobistych wrogów.” (1944, 5 czerwca – Odpis pisma przewodniczącego Delegatury PolKO w Samborze Jana Biłyka do PolKO w Drohobyczu (przesłane następnie do Delegata RGO we Lwowie) dotyczące mordów na ludności polskiej dokonywanych przez bandy ukraińskie. W: B. Ossol. 16721/1, s. 165-166).
 
- 1945 roku:
We wsi Humniska pow. Kamionka Strumiłowa: „W dniu 3 czerwca 1945 roku, Kupiak ze swoją bandą i oddziałem UPA Iwana Diżaka „Czarnoty” dokonał napadu na wieś Humniska koło Buska. Zamordowano tam Teodora Jaśków, jego żonę Katarzynę, Marię Łukasiewicz i Annę Hołotę, kierowniczkę mlecznej zlewni, którą uduszono i wrzucono do studni. Zeznania poszkodowanej Anny Moskwy, matki uduszonej: „Z moim mężem zobaczyliśmy zwłoki naszej córki Anny koło studni. Na czole była wielka rana, na szyi ślady po pętli, a na całym ciele ślady ciężkiego pobicia”. Zeznania świadka Falińskiej Susabowskiej; „Kupiak opowiadał mi, że latem 1945 roku ze swoją bojówką we wsi Humniska zabił małżeństwo Jaśkowych. Powodem tego zabójstwa było to, że Teodor Jaśków pracował w rejonowym finansowym oddziale miasta Busk i Kupiak obawiał się, że ten codziennie jeżdżący do pracy człowiek, może informować władzę o sytuacji w rejonie jego działania”. (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ).
Między wsią Nakło i Stubno pow. Przemyśl: „3 czerwca na granicy Nakła i Stubna oddział UPA zaatakował powracający ze służby dwuosobowy patrol MO z jadącym na wozie z woźnicą. Ostrzelanie patrolu nastąpiło ze strony rosnącego w pobliżu zboża. W czasie walki zginęli funkcjonariusze ze służby pomocniczej milicji szer. Józef Zwierkowski i Jakub Hajduk. Zaalarmowana strzałami załoga Posterunku MO w Stubnie natychmiast udała się z pomocą, lecz po przybyciu na miejsce, znaleziono w przydrożnym rowie zwłoki milicjantów, które były odarte z odzieży i obuwia. Obydwaj milicjanci zostali zastrzeleni z bliska, gdyż w głowach i tułowiu mieli duże dziury po pociskach. Według innych źródeł w patrolu brał udział także milicjant Władysław Nowiński, któremu udało się uciec”. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 119 - 120). Siekierka na s. 719 napad datuje na 3 kwietnia 1945.
 
     4 czerwca 
 
- 1943 roku:
We wsi Hurby pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 33-letnią Zofię Krasicką ocalałą z rzezi 2 czerwca.
W miasteczku Kołki pow. Łuck zastrzelili Stanisława Ulanowicza, nauczyciela.
We wsi Sosnówka pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polaków: Salomeę Kucharską z 9-letnim synem oraz ich furmana, Ukraińca.
We wsi Suraż pow. Krzemieniec miejscowi Ukraińcy zamordowali 22-letnią żonę Antoniego Podgórskiego, którego z kolei zamordowali w lipcu tego roku. 
 
- 1944 roku:
We wsi Biłka Królewska pow. Lwów policjanci ukraińscy zamordowali Antoniego Karpa, sołtysa.
We wsi Komarniki pow. Turka banderowcy spalili 6 gospodarstw polskich i zamordowali 11 Polaków, w tym 8 młodych chłopców spalili w stodole (Siekierka..., s. 1102, lwowskie). Inne źródło: „4.6. Banda ukraińska napadła w nocy na wieś Komarniki (powiat Sambor, obecnie Drohobycz), spaliła 5 zagród oraz zamordowała 2 Polaków Wysoczańskiego Zbigniewa i Emila, po czym trupy wrzuciła do ognia, a zraniła Wysoczańskiego Michała.” (1944, 11 lipca – Pismo PolKO w Drohobyczu do RGO w Krakowie (wraz ze sprawozdaniem) w sprawie tragicznego położenia ludności polskiej tego powiatu. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim na czas od 1.6. do 11.7.1944. W: B. Ossol. 16722/1, s. 157-159, 381).  
We wsi Lisie Jamy pow. Lubaczów zamordowali nieznanego imienia mężczyznę o nazwisku Cencora, który powrócił do żony zza Sanu, zamordowali kobietę o nazwisku Kopciuch, oraz Ukraińca Mikołaja Giełysza. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).  
We wsi Nowe Sioło – Zalesie pow. Lubaczów zamordowali Józefa Balawendera lat 23.   
We wsi Sulmice pow. Zamość Ukraińcy z Niemcami zastrzelili kilku Polaków oraz kilkunastu aresztowali i ślad po nich zaginął.
 
- 1945 roku:
W miasteczku Cieszanów pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Juliana Szajowskiego lat 45. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.). 
 
- 1946 roku:
W mieście powiatowym Lubaczów 4 czerwca 1946 r. zamordowali Juliana Szajowskiego i trzy inne nieznane osoby. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
 
      5 czerwca
 
- 1943 roku: 
W pobliżu wsi Bryków pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Polaka Mosiewicza idącego z młyna.
We wsi Chiniówka pow. Zdołbunów upowcy zaatakowali  o 3 rano i w bestialski sposób wymordowali ponad 100 Polaków. Konno i pieszo ścigali uciekających i torturowali przed śmiercią. Krzyki ofiar słychać było w sąsiednich wsiach. Pierś zamordowanej Rozalii Adaszyńskiej ssało jej jedyne ocalałe 3-miesięczne dziecko. „ Mój wujek Piotr Wierzbicki mieszkał w Chiniówce pod lasem. Do niego pierwszego bandyci wpadli i zaraz wołali o pieniądze. Oddał im wszystko co miał, a na dodatek srebrny kieszonkowy zegarek. Wujenka miała duże złote kolczyki. Wyrwali je z uszu i kazali wujence położyć się na podłodze. Była u nich w tym czasie moja Matka. Wujenka powiedziała do Mamy: Kumo, te gady już nas zamordują. Wtedy jeden ze zbirów uderzył ja kolbą w twarz, a gdy upadła, dostała jeszcze pięć pchnięć nożem. Moja Matka otrzymała osiem ciosów nożem, który przeszedł przez piersi na wylot. Wujek nie chciał położyć się na podłodze, więc banderowiec wbił mu nóż pod piersi, i pociągnąwszy ku dołowi rozpruł brzuch, i tak go pozostawiono. Mówiąc: Win i tak zdochne poszli dalej. W tej bandzie starsi wiekiem banderowcy mieli karabiny, a młodzi noże i siekiery. Młodszy syn wujostwa Wacław, próbował uciec; postrzelili go w nogę, a potem raz koło razu dźgali nożami. Starszy syn Marian widział bandytów w lesie i chciał rodziców uprzedzić, ale gdy przyszedł było już po wszystkim. Moja i jego matka jeszcze żyły, ale życie już w nich dogorywało, ojciec natomiast wył po prostu z bólu. To on opowiedział synowi o wszystkim ze szczegółami. Marian obwiązał ojca ręcznikami i wszystkie ciała pościągał do dołu po kartoflach, a sam uciekł do lasu. Bandyci buszowali jeszcze we wsi do północy. Skoro świt zaczęli ludzie wychodzić ze swoich kryjówek. Gdy zobaczyli tyle trupów i ogólne spustoszenie, podniósł się straszny lament.” (Co pozostało w mojej pamięci z Wołynia. Anastazja Paszkowska - Sulechów, 2000 r.; w; http://wolyn.republika.pl/opisy/chiniowka-11.html„Moją mamę, wujaszka, wujenkę i ich dwóch synów to nożami zamordowali. Takimi długimi nożami. Wie pani, tu na targu ja kiedyś kupiła taki długi mocny nóż - na pamiątkę, że takim moją mamę zamordowali. Moja mama nazywała się Rozalia Wierzbicka -  dostała 8 noży w plecy. Kazali wszystkim się położyć i tak ich mordowali nożami. Wuj Piotr nie chciał się położyć to mu brzuch rozpruli i męczył się, bo mu kiszki wypłynęły. Jego syn Wacek lat 15 zaczął uciekać, został postrzelony w nogi, upadł, doskoczyli do niego i podziobali nożami raz przy razie. Drugi syn Jan 12 lat pasł krowy, został złapany razem z czwórką innych dzieci – miały poprzebijane piersi bagnetami i powiązali ich drutami kolczastymi. Najstarszy syn Marian przybiegł do domu, chciał ostrzec, żeby się chowali ale już było za późno. Krwi było po kostki.  Moja mama i jego mama jeszcze się trzepały i charchotały, a ojciec ryczał z bólu i opowiadał jak to było. Żądali pieniędzy i zegarki, potem kazali się kłaść na podłodze i zadawali ciosy. Potem on ich wszystkich pozaciągał i wrzucił do jamy. Była taka głęboka jama co kartofle na zimę my składali - tam ich wrzucił jak do grobu. Tylko przykrył jamę prześcieradłem  Mojego wujaszka to pociągnęli nożem brzuch tak od góry do samego dołu, że mu kiszki wypłynęły.  Ale wujaszek jeszcze żył do niedzieli. To on go zabandażował i na wóz - do Mizocza chciał zawieźć.  Ale wujaszek umarł po drodze. To on z powrotem do Chiniówki i tam gdzie moja mama, jego mama i rodzina to tam, do tego dołu go wrzucił, żeby byli razem. Nawet nie zasypywał, tak zostawił i sam uciekł do Mizocza.”  (Anastazja Paszkowska; w: http://www.kresowianie.info/artykuly,n324,koniec_chiniowki___ostatnia_czesc_wspomnien_anastazji_z_kresow.html  ).  „Banderowcy napadli na naszą Chiniówkę o godz. 3-ciej popołudniu. Gdy wracaliśmy od teściów do domu, spotkaliśmy trzy osoby z sąsiedniej wioski, które nam powiedziały: Zawracajcie, bo Chiniówki już nie ma. Została spalona i dużo ludzi wymordowano. Więc zaraz zawróciliśmy, a ja po paru dniach pojechałam do Mizocza, gdzie schronili się ci, co się z Chiniówki uratowali. I dopiero od nich dowiedziałam się o wszystkim i kogo zamordowano. To co zapamiętałam:
- z drugiej rodziny Wierzbickich - Piotra, on Stanisław i 2 dzieci,
- Władysława Wojciechowskiego z synem,
- Stanisława Wysockiego porąbali siekierą,
- całą rodzinę Hrynowieckich: […] (sprostowanie z marca 2008 r. Anety Kaczmarek na podstawie wywiadu ze swoim dziadkiem Ludwikiem Hranowickim (dawniej Hrynowiecki): Zamordowani zostali Władysław i dwoje dzieci: Wacław i Stasia, natomiast Franciszka z synem Ludwikiem uciekli, a Marysię przygarnęła Ukrainka, która podawała ją za swoją córkę).
- Adama Przewłockiego porąbali,
- jego brata Józefa Przewłockiego z żoną i 3 dzieci,
- Elizę Przewłocką torturowali, potem powiesili.
Zamordowano dużo osób z rodzin Czechowskich:
- Stanisława, jego syna, synów i 2 dzieci,
- dwie jego rodzone córki, Leontynę i Bronisławę, które były żonami Ukraińców. Bronisława była żoną należącego do bandy Petra Przewłockiego, którego dziadek był Polakiem. Na koniec przywieziono ich do ukraińskiej wioski Mosty i tam mordowano. Ona zginęła, a on podobno odzyskał zdrowie i po wojnie dużo ludzi widziało go w Polsce (pod zmienionym nazwiskiem).
- z drugiej rodziny Czechowskich, Janina i jej dzieci.
Dużo też osób zginęło z rodziny Adaszyńskich.
- Wiem, że zamordowana została Rozalia Adaszyńska (żona Romana) i jej 3 dzieci, także inni, ale nie wiem kto.
- W rodzinie Szpakowskich zginęli: mąż, żona, syn i córka.
Z rodziny Naumowiczów:
- Zygfryd zastrzelony został przez Petra Przewłockiego; sama widziałam, jak prowadził Zygfryda pod karabinem koło mego domu do lasu. (Tam gdzie droga prowadziła do wsi Kudry). Potem usłyszałam strzały, a po kilku minutach Petro wracał już sam. Wstąpił do mego domu, poprosił o wodę do picia i zapytał po ukraińsku o męża: de czołowik? Znałam go dobrze, zawsze mówił po polsku, był nawet kilka razy u mnie w domu, a później stał się bandziorem.
- Florian, s. Aurelego,
- Mieczysław z żoną i dziećmi, oraz
- Bolesław Jarmoliński (s. Pawła i Heleny).
Dowiedziałam się wtedy od ludzi, że ciała wymienionych tu osób były porżnięte i porąbane siekierami. Chciałabym jeszcze dodać kilka informacji o członkach mojej rodziny, którzy zginęli z rąk banderowców.
- Julian Lewicki z
Komaszówki, pow. Dubno, ojciec mego ciotecznego brata, pojechał z kuzynem Józefem Markowskim po drzewo do lasu i ślad po nich zaginął. Ani koni, ani wozu, ani ludzi. Znaleziono tylko czapkę i chustkę do nosa. Marian Wierzbicki, (który był naocznym świadkiem konania w męczarniach swego ojca Piotra, Matki Franciszki i mojej Matki Rozalii Wierzbickiej) uciekł z Chiniówki, zabierając żonę, dwoje dzieci i najmłodszego brata, 13-letniego Janka. Wyjechał z nimi do Mizocza. Tu Janek Wierzbicki i jeszcze czworo innych dzieci, pognali za miasto krowy na pastwisko. Złapali ich banderowcy, przebili dzieciom nożami brzuchy, nanizali na kolczasty drut i owinęli wokół telegraficznego słupa. A na koniec podziobali jeszcze te biedne dzieci nożami. Konały w strasznej męce. Mam już 87 lat, jestem starym człowiekiem i dziękuję Panu Bogu, że daje mi jeszcze trochę sił, a przede wszystkim pamięć, bo ci młodzi nic nie wiedzą i nie mogą powiedzieć o tym co się wydarzyło. A dużo świadków banderowskich zbrodni już odeszło w zaświaty, albo są chorzy i głusi, i nic już nie napiszą.” („Co pozostało w mojej pamięci z Wołynia”. Anastazja Paszkowska - Sulechów, 2000 r.; w: http://wolyn.ovh.org/opisy/chiniowka-11.html ).
We wsi Kopytków pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali Jana Sakowicza, stróża w mleczarni.
W mieście powiatowym Krzemieniec woj. wołyńskie zamordowali 2 Polaków: Walerego Sobczewskiego i inż. Góreckiego. 
We wsi Omelno pow. Łuck zamordowali Polaka Łozowickiego.
We wsi Wigurzyce pow. Łuck uprowadzili Jana Szadurskiego, inwalidę szewca i zamordowali go. 
 
- 1944 roku: 
We wsi Borchów pow. Lubaczów Polak Piotr Mazurkiewicz odwiedził swoją żonę Ukrainkę i przy jej sprawstwie został zamordowany.
W przysiółku Misztale pow. Jarosław upowcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Młodów pow. Lubaczów zamordowali Józefa Antonika „Wróbel” lat 65 i Andrzeja Antonika lat 33. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
 
- 1945 roku:  
We wsi Dobra pow. Jarosław zamordowali Annę Nakonieczną, ur. 18.05.1927 r.
We wsi Poraż pow. Sanok został zamordowany przez UPA gajowy Wojciech Solon, zwłok nie odnaleziono. 
We wsi Sokole pow. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali 16 Polaków z rodzin polsko-ukraińskich. „5 czerwca 1945 we wsi Sokole zamordowani zostali: Bakun Helena, Bakun Teofila, Dusan Julia, jej córka Anastazja, Kucak Marta, Pociłujko Helena jej córka Maria, Sacharewicz Andrzej, jego żona Maria oraz dzieci: Jan i Anastazja, Wołoszyn Jakub. jego żona Anastazja i syn Jan (lista ofiar niepełna)” (Kubów..., jw.).  „Dnia 5 czerwca 1945 roku, Kupiak na czele swej bandy i bandy UPA Diżaka „Czarnoty” dokonał napadu na wieś Sokole, w pow. Kamionka Strumiłowa. W czasie napadu zostali zamordowani: radna rejonowej Rady w Busku, Julia Dusan, Marta Kucak i jej córki, Maria Kucak, Olena Bakun i Teofila Bakun (mężowie Oleny i Teofili służyli w sowieckiej armii), Anastazja Dusan i jej córka Anastazja, Anastazja Wołoszyn i jej syn Iwan, Andrzej Sacharewicz, jego żona Maria i ich dzieci, Iwan i Anastazja oraz Jakub Wołoszyn. W sumie 16 osób. Majątek pomordowanych zagrabiono. Relacja świadka Anastazji Sacharewicz: „We wsi Sokole mieszkam od urodzenia. W 1944 roku mieszkałam w sąsiedztwie rodziny Andrzeja Wołoszyna, który był moim krewnym. Gdy latem 1944 roku przechodził tędy front, całe gospodarstwo Wołoszyna spłonęło. Jego rodzina zamieszkała u mnie. Niedługo potem Wołoszyna powołano do sowieckiej armii. Na początku czerwca 1945 roku, późno wieczorem, kiedy my tj. ja, żona Andrzeja Anastazja i ich córka w wieku trzynastu-czternastu lat, przygotowywałyśmy się do snu (syn Iwan Wołoszyn lat 15 spał w stodole), niespodziewanie do chałupy wtargnęło kilku uzbrojonych bandytów. Jeden z nich zwrócił się do żony Wołoszyna Anastazji, że ma do załatwienia z nią pewną sprawę. Zaprowadził ją w towarzystwie innych bandytów do drugiego pokoju i zamknął drzwi. Po chwili usłyszałam strzał. Zrozumiałam, że ją zamordowali. Dziewczynka, Ola zaczęła płakać. Ubłagałam bandytów, by ją wypuścili z chałupy. Obie wybiegłyśmy i ukryłyśmy się w sadzie. Widziałam jak bandyci weszli do stodoły, znaleźli tam syna Iwana, przyprowadzili do pokoju, gdzie leżała martwa matka i tam go zamordowali. Rano weszłam do chałupy i zobaczyłam, że martwa Anastazja siedziała na podłodze oparta o piec, strzelili jej w twarz. Obok leżał trup jej syna, w ustach miał pełno ziemi, co by oznaczało, że przed śmiercią go torturowali. Matkę i syna zabili za to, że jej mąż a jego ojciec służył w sowieckiej armii.” Relacja poszkodowanego Wasyla Sacharewicza: „Kiedyś mego ojca, Andrzeja, spotkali bandyci watażki Kupiaka i kazali mu zdejmować buty, które niedawno sobie kupił. Ojciec posprzeczał się z nimi i w końcu im powiedział, że cudzymi butami nie wywojują swojej samostijnej Ukrainy. Bandyci to zapamiętali, ponieważ po kilku dniach przyszli i zabili ojca, matkę, brata Iwana i siostrę Anastazję.” (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ). 
We wsi Turżańsk pow. Sanok został  powieszony przez bojówkę UPA gajowy Mikołaj Pieczko. „Mieszkał w gajówce blisko wsi Prełuki nad potokiem Kołodzialnym. Od 1944 r. pracował w NP Komańcza. Po wcześniejszym ograbieniu domostwa i zabraniu krowy przez bojówkę UPA, został przez nich powieszony.” (https://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/33416974/Cz.+III+Martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+Podkarpacia+1938-49.pdf )   
 
- 1946 roku
W mieście Jarosław ma grób Tomasz Berlak ur. 1924, który zginął z rąk UPA 5 VI 1946 r.
We wsi Kobylnica Wołoska pow. Jaworów upowcy zamordowali Stefana Paszowskiego, sołtysa.
 
     6 czerwca 
 
- 1943 roku: 
W kol. Grabina pow. Łuck upowcy zamordowali Polaka Buczyńskiego.
We wsi Konopne gm,. Werbkowice pow. Hrubieszów Ukraińcy zamordowali gospodarza Władysława Prystupę wraz z dwoma synami Tadeuszem i Bronisławem. (Szymon Solak: Prześladowania ludności Ziemi Hrubieszowskiej przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939 – 1947 ze szczególnym uwzględnieniem ich współpracy z okupantem hitlerowskim; w: Ludobójstwo OUN - UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, pod red W. Listowskiego, t. 4, Kędzierzyn-Koźle 2014) 
We wsi Omelno pow. Łuck zamordowali w bestialski sposób 7-osobową rodzinę polską Władysława Szpryngela (Siemaszko..., s. 575). „W ukraińskiej wsi Omelno zamordowali całą, polską rodzinę 6-8 osób, dokładnie nie pamiętam. Siostra moja była na pogrzebie, ponieważ znała ich synów ze szkoły. Widziała zmasakrowane ciała. Dzieci miały zmiażdżone palce”. (Anna Kownacka Góral: Przeżyłam w Przebrażu; w: KSI nr 7 z 2013 r.).
We wsi Wólka Sadowska pow. Horochów zamordowali Władysława Sokołowskiego.
 
- 1944 roku:
W mieście Drohobycz woj. lwowskie Niemcy na rynku rozstrzelali 19 Polaków, w tym kobiety, w wyniku oskarżenia przez Ukraińców o przynależność do organizacji podziemnej.
W miasteczku Lesko: „Jadwiga Janina Łaszkiewicz 30 lat. Zamordowana przez ludobójców z OUN-UPA 06.06.1944 r. Razem z nią zostali spaleni matka Anna Filemona, siostra Maria Wiktoria 42 lata z synem Jerzym 2 lat i innymi dwoma chłopcami.” (http://www.stowarzyszenieuozun.wroclaw.pl/lwowskie/Lesko_15.jpg;
We wsi Machnówek pow. Sokal banderowcy zamordowali 3 Polaków.
 
- 1945 roku:
We wsi Kolinki woj. stanisławowskie: „06.06.1945 r. zostali zamordowani: 1. Guła Eudokia c. Jana (1894); 2. Guła Maria (1928); 3. Guła Paraska (1924); 4. Dobrowolska Maria (1919); 5. Dobrowolska Paraska c. Ignacego (1920); 6. Łozowska Hanna (1930); 7. Łozowska Hanna (1931); 8. Łozowska Michalina (1921); 9. Jaszczuk Hanna c. Mikołaja (1901); 10. Jaszczuk Maria c. Mikołaja (1921); 11. Jaszczuk Michał s. Józefa (1897); 12. Jaszczuk Mykoła s. Kazimierza 1896); 13 Jaszczuk Pelagia c.Jana (1923); 14. Łucyk Kazimierz s. Józefa (1880).  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 
W pobliżu miasta Przemyśl woj. rzeszowskie banderowcy zamordowali 3 chłopców polskich: dwóch 16-letnich i 17-letniego. Byli to: Baryk Zbigniew ur. 15 III 1929, Otwinowski Jerzy ur. 7 IV 1929,.Pieron Zbigniew ur. 17 VII 1929.
 
- 1946 roku:  
W mieście powiatowym Lubaczów zamordowali braci Mikołaja Gudza i Józefa Gudza. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Ropa pow. Gorlice upowcy obrabowali gospodarstwa polskie oraz uprowadzili i zamordowali nadleśniczego Jana Urbanka.
 
     7 czerwca 
 
- 1943 roku:  
We wsi Kamienna Góra pow. Zdołbunów upowcy zamordowali co najmniej 10 Polaków.
W kol. Taraż pow. Łuck były komendant policji ukraińskiej z Kołek Saczkowski zastrzelił 3 Polaków, w tym 2 po lat 21.
We Włodzimierzu Wołyńskim na cmentarz zwieziono liczne zwłoki pomordowanych w okolicy Polaków, np. kobiety z obciętymi piersiami i rozciętymi brzuchami, mężczyzn poprzecinanych na pół.  
 
- 1944 roku:
We wsi Kołbajowice pow. Rudki Ukraińcy uprowadzili Polaka, który zaginął. 
We wsi Krościenko pow. Dobromil w przysiółku Połanki miejscowi policjanci ukraińscy oraz chłopi ukraińscy z SKW  zamordowali 2 rodziny polskie Krawców i Łaszkiewiczów liczące 10 osób. „Szczątki pomordowanych i spalonych zebrano do jednej trumny i pochowano w nieznanym mi miejscu. Tak więc członkowie „bohaterskiej UPA” w bestialski sposób wymordowali „wrogów narodu ukraińskiego”. Tymi wrogami była moja rodzina – moja babcia sparaliżowana staruszka, leżąca od dwóch lat w łóżku, pięcioro dzieci w wieku od 2 do 14 lat, trzy kobiety i wiejski cieśla”. (Tadeusz Łaszkiewicz; w: Siekierka..., s. 160 – 161; lwowskie).„W pierwszych dniach czerwca zginęło w Krościenku dalszych dwunastu Polaków – wobec grozy sytuacji Delegatura Polskiego Komitetu Opiekuńczego w Krościenku została zlikwidowana.” (1944, czerwiec – Notatka PolKO w Przemyślu zawierająca informację o mordach i uprowadzeniach dokonywanych na ludności polskiej w powiecie przemyskim. W: B. Ossol. 16722/1, s. 165).
We wsi Machnówek pow. Hrubieszów upowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie, kościół i plebanię oraz po bestialskich torturach zamordowali 49 Polaków, głównie kobiety i dzieci. „Dnia 7 czerwca 1944 roku bandyci z UPA dokonali kolejnego napadu na wieś. Tym razem zamordowali większą liczbę mieszkańców. Byli to: Eufemia Białosowska (lat 49), Anna Brzozowska (lat 16), Maria Brzozowska (lat 54), Jacek Fujara (lat 55), Katarzyna Fujara (lat 31), Katarzyna Fujara (lat 5), Mikołaj Fujara (lat 66), Pelagia Fujara (lat 38), Agnieszka Galant (lat 31), Piotr Galant (lat 32), Aniela Gornicka (lat 20), Michał Kochan (lat 24), Gabriel Lorek (lat 64), Jan Lorek (lat 24), Likieria Lorek (lat 25), Stanisław Lorek (lat 43), Julia Noworol (lat 63), Michał Noworol (lat 47), Stanisław Nowrol (lat 18), Władysław Noworol (lat 37), Władysław Noworol (lat 14), Zenon Noworol (lat 63), Zofia Noworol (lat 5), Marcin Owsicki (lat 69), Michał Owsicki (lat 72), Katarzyna Owsicka (lat 19), Katarzyna Owsicka (lat 16), Maria Owsicka (lat 35), Franciszek Owsicki (lat ok. 20), Zbigniew Owsicki (lat 9), Anna Woźniak (lat 24), Jan Woźniak (lat 54), Józef Woźniak (lat 25). Łącznie z napadem z 11 marca zginęły 53 osoby, z liczby tej ustalono 46, pozostałych 7 osób, które zostały spalone z domami, nie zdołano zidentyfikować. Przed akcją ludobójczą tak 11 marca, jak też 7 czerwca napastnicy ograbili wszystkie polskie gospodarstwa, nie wyłączając plebanii i kościoła, ze wszystkiego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Ponadto większość osób przed zamordowaniem przez ludobójców poddana została potwornym torturom. Np. Błażej Mucha przed zamordowaniem poddany został niewyobrażalnym męczarniom. Zaczęto od obcięcia kończyn górnych, następnie ucięto pępek z ciałem. Tak był bity, aż wszystkie wnętrzności wyszły na zewnątrz. Inni zostali zarąbani siekierami lub innymi narzędziami.” (Jastrzębski..., s. 101 – 102; lubelskie).
We wsi Nowosiółki pow. Złoczów: „Około 07.06 1944 r. zamordowano 3 Polaków: Zabłockiego i.n. l. 70, jego córkę Gułaj Teresę l. 40 i wnuczkę Marię l. 7.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
We wsi Wólka Pełkińska pow. Jarosław upowcy zamordowali Michała Srokę.
 
- 1945 roku:
We wsi Nowosiółki pow. Lesko zginął na posesji swojego domu po eksplozji granatu rzuconego na podwórze przez członka bojówki ukraińskiej leśniczy Wojciech Janas lat 43 wraz z synem Janem, który tego dnia kończył 14 lat. (https://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/33416974/Cz.+III+Martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+Podkarpacia+1938-49.pdf )  Ich grób znajduje się na cmentarzu we wsi Hoczew.  
We wsi Szczerbanówka gmina Wola Michowa pow. Lesko zamordowani zostali przez UPA Marcin Kozicki oraz gajowy Piotr Fesio (Feś) z pochodzenia Rusin, zamordowany za lojalność wobec Polaków (https://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/33416974/Cz.+III+Martyrologium+le%)
 
- 1947 roku:   
We wsi Dubiecko pow. Przemyśl upowcy uprowadzili w nocy 7 Polaków -  wartowników i zamordowali ich w lesie. „Oddział „Burłaki” 7.06.1947 roku schwytał siedmiu Polaków z lokalnej samoobrony Dubiecka. Po odnalezieniu ich ciał zobaczono rany zadane podczas bestialskich tortur. Męczeńską śmiercią zginęli: Kazimierz Sowa, ur. 14.07.1914, Adam Kaszycki, ur. 13.09.1909, Michał Dararz, ur. 10.07.1893, Jan Szramowicz, ur. 29.08.1893, Stanisław Szramowicz, ur. 29.08.1925, Franciszek Kolano, ur. 10.10.1922, Jan Jasieński, ur. 15.07.1914, Roman Martowicz, ur. 26.01.1927”. (http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_upa-nie-byla-armia-to-byla-banda-mordujaca-bezbronne-i-niewinne-ofiary-w-tym-takze-ukraincow/ ).    
We wsi Śliwnica pow. Przemyśl banderowcy zamordowali 8 Polaków. „Daraż Michał ur. 1893 r. leśniczy L Śliwnica N Kańczuga pow. Przeworsk 7 VI 1947 Członek ruchu oporu i przewodnik oddziału partyzan., po dostaniu się do niewoli UPA zamordowany w czasie zbiorowego zabójstwa, jego imię nosi Szkoła Podstawowa w Śliwnicy” (https://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/33416974/Cz.+III+Martyrologium+le )
 
     8 czerwca 
 
- 1943 roku:
W kol. Czerteż  pow. Równe upowcy zamordowali 3 Polaków, rodzeństwo Bronowickich: siostry lat 18 (Władysława) i 15 (Helena) oraz ich brata lat 12 (Henryk), gdy ich rodzice byli nieobecni w domu.
We wsi Firlej pow. Lubartów policjanci ukraińscy z Niemcami zastrzelili 5 Polaków, w tym kobietę.
W kol. Polesie pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 75-letnią Mariannę Larchową i 78-letniego Andrzeja Łarzeka. Starsi Polacy często nie chcieli opuścić swoich gospodarstw, ponieważ z Ukraińcami żyli w zgodzie. Sądzili więc, że z ich strony nic im nie grozi.
W kol. Reczyszcze pow. Dubno zamordowali 3 Polaków: 2 kobiety i 8-letniego chłopca.
We wsi Zwierzyniec woj, rzeszowskie: „Gestapo przy udziale ukraińskiego oddziału SS-Galizien otoczyło wczesnym rankiem wieś Zwierzyniec. W czasie łapanki zastrzelili 10 osób, po śledztwie jeszcze 9, strzałami w tył głowy.” ( http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/ss/ss.html ).  
 
- 1944 roku (Boże Ciało):
W miasteczku Firlej, powiat Biłgoraj: „Dnia 8 czerwca 1944 roku miejscowy oddział SS i żandarmerii oraz policji ukraińskiej zastrzelili kobietę i 4 mężczyzn, jako podejrzanych o działalność polityczną. Zwłoki zastrzelonych zostały pochowane na miejscowym cmentarzu.” (Jastrzębski..., s.59, lubelskie).
We wsi Podmichale pow. Kałusz zamordowali 30 Polaków.  „Banderowcy po dokonaniu tego mordu spędzili sąsiadów Ukraińców i kazali im załadować na furmanki zwłoki pomordowanych i wywieźli do pobliskiego lasu zwanego Huciska i tam wrzucili do głębokiego leju po pocisku artyleryjskim, przykrywając go gałęziami. Ten ostatni niesamowity kondukt ze zwłokami pomordowanych banderowcy „upiększyli” sobie dodatkowym makabrycznym widowiskiem. Do jednego z wozów przywiązali za ręce postronkami Stefanię Klim, żonę Franciszka, i kazali jej iść boso kilka kilometrów za wozem, na którym leżał jej mąż i dwóch małoletnich synów. Po przybyciu na miejsce pochówku ofiar, zamordowano ją i wrzucono na wierzch stosu trupów” ( Michał Starczewski; w: Siekierka..., s. 219; stanisławowskie).
We wsi Tołszczów pow. Lwów: „8 czerwca 1944 roku do Tołszczowa zmierzali dwaj Polacy, pod lasem obok Dawidowa zostali napadnięci przez 3 ukraińskich bandytów. Jeden został zabity, drugi uciekł.” (Na podstawie raportu AK;  http://dawidow-lwow.blogspot.com/search/label/Czerepin). 
 
- 1945 roku:
We wsi Biały Potok pow. Czortków banderowcy zastrzelili 3 Polaków: Zofię Andrzejczuk lat 70, Antoniego Parobczaka oraz Dominika Zatylnego lat 17. „8 czerwca 1945r. przygotowywano w Domu Ludowym aparaturę objazdowego kina. W sali oczekiwali liczni widzowie, przede wszystkim młodzież. Czas upływał, a operator nie mógł uruchomić silnika z prądnicą. Zniecierpliwieni ludzie porozchodzili się do domów. Wkrótce rozległa się we wsi strzelanina i pojawiły się pożary. Wieś została okrążona przez banderowców, którzy systematycznie podpalali domostwa Polaków, dom po domu. Nie pominęli nawet Domu Ludowego, ale dzięki awarii silnika nie doszło tam do masakry. W poszukiwaniu ofiar buszowali banderowcy we wsi do świtu. Ranili ciężko w głowę Dominika Zatylnego, który w momencie napadu przebywał w domu kolegi - Ukraińca. Żył tylko kilka godzin, zmarł w drodze do szpitala. Śmiertelnie raniono także Antoniego Parobczaka w chwili, gdy opuszczał płonącą chatę.(Władysław Zatylny; w: Głos Podolan, nr 7 z 2005 roku).
We wsi Stubno pow. Przemyśl: „8 czerwca w Stubnie został zastrzelony milicjant pomocniczy Feliks Wojnarowicz.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 121).
 
- 1946 roku:
We wsi Huwniki pow. Dobromil upowcy spalili wieś i zamordowali 10 Polaków, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.
W miasteczku Lubaczów woj. rzeszowskie zamordowali 2 Polaków, braci.
 
     9 czerwca 
 
- 1943 roku:
W kolonii Mydzka pow. Horochów banderowcy zamordowali 25 Polaków przesiedlonych tutaj przez Sowietów ze wsi Bartkówka pow. Brzozów: „Kolonia Mydzka podobnie jak Kol. Stydyńska, zamieszkana była przez Niemców których wysiedlono do Rzeszy w styczniu 1940 r. Cała kolonia została zasiedlona wysiedleńcami z rejonu Dynowa nad rz. San, tak Polakami jak i Ukraińcami. Po wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej kilka rodzin zdecydował się na powrót do Bartkówki, większość jednak pozostała gdyż wieści z samej Bartkówki nie sprzyjały powrotowi, nie było ich domów które rozebrano. Tak wysiedleńcy  dotrwali do 9 VI 1943 r. W ten dzień do Kol. Mydzkiej i Kol. Stydyńskiej przybyła samoobrona z Huty Stepańskiej w celu zabrania do Huty St. wszystkich Polaków. Banderowcy jednak bez większego trudu rozbili około 30 osobowy oddział Hucian w Kol. Stydyńskiej, zmuszając go do odwrotu, gdzie banderowcy podpalili kilka domów. W tym czasie Polacy z Kol. Mydzkiej zaczęli opuszczać domy udając się przez Mydzk Wielki w kierunku Huty Stepańskiej, w Mydzku W. zostali zatrzymani i rozpoczęły się dantejskie sceny polowania na Polaków i ich wyłapywania. Polacy wspierani przez miejscowych Ukraińców, którzy byli im życzliwi zostali zawróceni do domów, banderowcy w zdecydowanej większości obcy, wspierani przez wysiedlonych z nad Sanu Ukraińców ze wsi Pałchowa rozpoczęli jednak wyłapywanie Polaków. Tak Ukrainiec z Pałchowej nazwiskiem Wojaczka IN złapał i wsadził na wóz małżeństwo Tomasza i Rozalię Hadam, a następnie sam Ich zastrzelił. Wszystkich złapanych Polaków, posadzono na wozy i wywieziono na miejscowy cmentarz ewangelicki koło Kol. Stydyńskiej gdzie Ich rozstrzelano. Podobny los spotkał Polaków z Kol. Stydyńskiej. O przebiegu egzekucji dokładną relację zdała, żyjąca jeszcze Ukrainka z Mydzka Wielkiego, która była wtedy narzeczoną jednego z wysiedlonych z Bartkówki ( nazwiska w mojej wiadomości ). Polacy w swoich relacjach podkreślają że najbardziej aktywnymi katami byli Ukraińcy z Pałchowej k. Dubiecka, których wywieziono razem z Polakami. Żyją do dziś ich potomkowie w okolicy Mydzka i Stydynia. Miejscowi Ukraińcy starali się ratować sąsiadów Polaków, kiedy np. Stanisław Hadam s. Tomasza wmieszał się w grupę Ukraińców, nikt go nie wydał i zdołał uciec. Listę wszystkich zamordowanych sporządził Kazimierz Edmund Pantoł z Bartkówki ur. 1 XI 1923 r. s. Walentego i Jadwigi z d. Hadam. W kościele w Bartkówce znajduje się tablica pamiątkowa wymieniająca wszystkich zamordowanych na Wołyniu mieszkańców tejże wsi (dziś ul. Dynowa) jest ich 122 osoby, w tym 48 mężczyzn, 36 kobiety i 38 dzieci”  (http://wolyn.freehost.pl/ogloszenia/mydzka.pdf
W miasteczku Płazów pow. Lubaczów banderowcy zamordowali: Andrzeja Bandurę, Jana Bandurę, Władysława Kostrzyckiego, Edwarda Krzyszycha, Józefa Krzyszycha, Jana Kukiełkę, Z. Kukiełkę, Andrzeja Litkowca, Władysława Muła i Sylwestra Obirka. (IPN Opole , 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa). Siekierka..., na s. 496 wymienia 3 Polaków: Mieczysława Gorzelnika, Mieczysława Kudybę i Ludwika Kustrzyckiego, zamordowanych w czerwcu 1944 roku .
W mieście powiatowym Równe woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 35-letniego Polaka.
 
- 1944 roku:  
We wsi Baczyna pow. Sambor upowcy obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 4 Polaków.
We wsi  Bereżanka pow. Borszczów: ”Natrafiłem w internecie na stronę p.Stankiewicza (www.stankiewicze.pl/ludobojstwo/tarnopolskie) z zamieszczonymi spisami ofiar banderowskiego ludobójstwa w tej części Podola oraz mapką Pani autorstwa z zaznaczonymi miejscowościami województwa tarnopolskiego, z których brak jest danych na ten temat. Jako osoba urodzona w m. Bereżanka (nad Zbruczem) pow. Borszczów (01.02.1944), zaintrygowało mnie, że moja miejscowość figuruje na tej mapce jako „biała plama”. Poczuwam się więc do obowiązku, aby w miarę możności plamę te wypełnić. Z opowiadań mojej mamy wiem, że oboje chroniliśmy się często na noc w odległym o 3 km miasteczku Skała, gdzie była placówka wojskowa niemiecka a później sowiecka i z tego powodu było tam trochę bezpieczniej. Ojciec w tym czasie był na wojnie. Otóż z relacji moich rodziców Anny i Michała Tokar, stałych mieszkańców ówczesnej Bereżanki , którzy obecnie mimo sędziwego wieku (ojciec lat 94, matka 88), dzięki Bogu cieszą się jeszcze stosunkowo niezłym zdrowiem fizycznym i dobrą pamięcią, przytoczę nazwiska tak Polaków jak i Ukraińców zabitych przez ukraińskich nacjonalistów. Są to:
1. Żołyńska Anna (żona Albina) lat 40 – 29 wrzesień 1944 - Bereżanka
2. Żołyński Bronisław (szwagier Anny) lat ok. 38 - 9 czerwiec 1944 – Bereżanka
3. Harasym Mikołaj (Ukrainiec, pracownik silrady) lat ok.40 – rok 1945 – Bereżanka
4. N.N. (Ukrainka - Hucułka, sekretarka silrady) – 9 czerwiec 1944 - Bereżanka
Więcej ofiar w Bereżance nie było, przynajmniej do lipca 1945 tj. do czasu naszego wyjazdu stamtąd”
(Jan Tokar, Wrocław; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ;  H. Komański, Sz. Siekierka..., nie odnotowują żadnej relacji ze wsi Bereżanka pow. Borszczów). 
We wsi Huziejów pow. Dolina banderowcy zamordowali 6-osobową rodzinę polską o nazwisku Teleśnicki z 4 dzieci.  
We wsi Nowostawy pow. Przemyśl: „09.06.44 r. zostali zamordowani: 1-3. Grabowski i.n., kierownik stawów; NN rachmistrz stawów; NN praktykant rybacki.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Płuchów pow. Złoczów: „09.06 1944 r. został zastrzelony Szutiak Roman l. 26.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Tarczynowice pow. Sambor: „9.6. Ta sama banda (co we wsi Baczyna – przypis S.Ż) zamordowała w Torczynowicach Polaka nieznanego nazwiska, który pracował w firmie wydobywającej szuter.”  (1944, 11 lipca – Pismo PolKO w Drohobyczu do RGO w Krakowie (wraz ze sprawozdaniem) w sprawie tragicznego położenia ludności polskiej tego powiatu. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim na czas od 1.6. do 11.7.1944. W: B. Ossol. 16722/1, s. 157-159, 381). 
 
- 1946 roku:
We wsi Horyniec pow. Lubaczów zamordowali żołnierza WP Henryka Bronikowskiego lat 21. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Janówka pow. Włodawa upowcy uprowadzili Mikołaja Chotyńca i zamordowali w pobliskim lesie.
 
    W nocy z 9 na 10 czerwca 
 
- 1943 roku:   
We wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński banderowcy zamordowali 1 Polkę i spalili 9 polskich gospodarstw Siekierka...,. 10, lwowskie). Inni:  W przysiółku Wola Bartatowska należącym do wsi Bartatów pow. Gródek Jagielloński: „Wedle ustnej relacji Delegata naszego z Mszany dnia 9 na 10 czerwca banda terrorystyczna napadła na przysiółek Bartatowa tzw. Wola Bartatowska [Gródek], w której spalono 9 gospodarstw polskich i zastrzelono 1 kobietę”. (1944, 13 czerwca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów na ludność polską w powiecie lwowskim. W: B. Ossol. 16721/1, s. 263-264). 
 
     10 czerwca 
 
- 1943 roku:
We wsi Chorostów pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 16-letniego Tadeusza Cecha.
W kol. Pustomyty pow. Horochów zamordowali Władysława Filipiaka.
 
- 1944 roku:
We wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany UPA zamordowała 2 Polaków. Byli to: Rura Szczepan, lat 45, oraz jego córka Janina, lat 16. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 267).
We wsi Czerepin pow. Lwów banderowcy zamordowali 30-letniego gospodarza Polaka Bilickiego.  „Tego samego dnia (czyli 10 czerwca 1944 roku – przypis S.Ż.) w Czerepinie zamordowano polskiego chłopa Bieleckiego, ożenionego z Ukrainką.” (Na podstawie raportu AK;  http://dawidow-lwow.blogspot.com/search/label/Czerepin ).
W mieście Drohobycz woj. lwowskie uprowadzili 2 Polaków, którzy zaginęli bez wieści. „10.6. Dwaj elektromonterzy z PAST w Drohobyczu, a mianowicie Koch Adam, lat 38 i Buczko Władysław lat 23, którzy udali się do pracy w stronę Polminu, przepadli bez wieści.” (1944, 11 lipca – Pismo PolKO w Drohobyczu do RGO w Krakowie (wraz ze sprawozdaniem) w sprawie tragicznego położenia ludności polskiej tego powiatu. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim na czas od 1.6. do 11.7.1944. W: B. Ossol. 16722/1, s. 157-159, 381).  
We wsi Hucisko pow. Brzeżany: „10.06.1944 r. Niemcy za podpuszczeniem nacjonalistów ukraińskich zabili dwóch Polaków NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Staszic pow. Hrubieszów: „10.06.1944 r. zostali zam. m.in. Okoń Antoni i Walczuk Stanisław l. 27.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Tołszczów pow. Lwów Ukraińcy zamordowali Polaka, który przyszedł do swojego domu. „10 czerwca w Tołszczowie zabito Polaka, niejakiego Huzara, który uciekłszy już z Tołszczowa do Dawidowa wrócił do swego domu po zostawione rzeczy.” (Na podstawie raportu AK;  http://dawidow-lwow.blogspot.com/search/label/Czerepin ).
We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki zamordowali Jana Hanusiewicza z Zaleszczyk.
We wsi Zbadyń (Kutenberg) pow. Gródek Jagielloński banderowcy zamordowali 30 Polaków.
 
- 1945 roku: 
W kol. Staszic pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 47 Polaków.
 
     W nocy z 10 na 11 czerwca 
 
- 1944  roku:
We wsi Dmytrowice pow. Mościska banderowcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską, rodziców z córką. „Wedle otrzymanej wiadomości w nocy z dnia 10 czerwca na 11 w Dmytrowicach [Chościska] zamordowano 3 osoby narodowości polskiej, a to gospodarza Łokietkę, żonę jego i córkę”. (1944, 13 czerwca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów na ludność polską w powiecie lwowskim. W: B. Ossol. 16721/1, s. 263-264).
We wsi Obroszyn pow. Gródek Jagielloński obrabowali 2 gospodarstwa polskie i zamordowali 2 Polaków. 
 
     11 czerwca 
 
- 1943 roku: 
We wsi Rewuszki pow. Kowel upowcy zabrali Antoniego Traczyńskiego na podwody i zaginął bez wieści.
We wsi Stawki pow. Równe zamordowali Ludwika Wierzbickiego z synem Edwardem.
 
- 1944 roku:  
We wsi Bereść w folwarku Obliczyn pow. Hrubieszów upowcy zamordowali 5-osobową rodzinę polską właścicieli. Siekierami, bagnetami i nożami zamordowani zostali: Kozłowski Wojciech lat 45 ojciec rodziny, Kozłowska Katarzyna lat 44 matka,  Kozłowska Janina lat 20 córka, Kozłowska Genowefa lat 17 córka, Kozłowska Wanda lat 14 córka. Tylko dwa ciała zachowały jako taką tożsamość pozwalającą na zidentyfikowanie, pozostałe były szczątkami poszczególnych części ciała ludzkiego. Naoczny świadek tej zbrodni Władysław Ważny „Włoch”: „Zamieszkiwała ten folwark polska rodzina Kozłowskich składająca się z 5-osób. Została uśmiercona w straszliwy sposób siekierami i bagnetami. Po splądrowaniu mieszkania i zabudowań i ich podpaleniu rizuni zabierali się do odwrotu […] wracając do spalonego folwarku polskiego w Obliczynie ofiarami mordu ukraińskiego byli: Kozłowski (lat 45) ojciec rodziny, Kozłowska (lat 44) matka, Kozłowska Janina (lat 20) córka, Kozłowska Genowefa (lat 17) córka, Kozłowska Wanda (lat 14) córka. Tylko dwa ciała zachowały, jako taką tożsamość pozwalająca na zidentyfikowanie, pozostałe były tylko szczątkami poszczególnych części ciała ludzkiego. […] Na polu walki rizuni zostawili kilku zabitych oraz furmankę ze zrabowanym mieniem pomordowanych”. (Relacja Władysława Ważnego „Włoch”, Napad Ukraińców na Obliczyn, w: Jaroszyński W., Kłembukowski B., Tokarczuk E., Łuny nad Huczwą i Bugiem, Walki oddziałów AK i BCh w obwodzie Hrubieszowskim w latach 1939-1944, Zamość 1992, s. 127).
We wsi Budomierz pow. Jaworów zamordowali Antoniego Szczepańskiego.
We wsi Byszów pow. Stanisławów zamordowali 24 Polaków, w tym matkę z 6 dzieci, matkę z 3 dzieci oraz dwie matki z 2 dzieci. „Donosimy, że w czasie napadu na wieś Byszów powiat Halicz [Podhajce] dnia 11. czerwca br. zostali zamordowani: 1. Cajzner Karolina, z domu Wierzbicka, ur. 1871 w Byszowie; 2. Cajzner Maria, z domu Borkowska, ur. 1911 w Delejowie; 3. Cajzner Janina, ur. 1931 w Byszowie; 4. Cajzner Kazimierz, ur. 1934 w Byszowie; 5. Cajzner Jan, ur. 1938 w Byszowie; 6. Rodzina Rogowskiego Jana, tj. żona i 6 dzieci - Rogowski żyje; 7. Rodzina Wierzbickiego Michała, - żona i 2 córki, ojciec żyje; 8. Sługocki Feliks; 9. Rogowski Stanisław, - razem 17 osób. Możliwe, że liczba osób pomordowanych jest większa, na razie uzyskaliśmy powyższe informacje. Część sprawców napadu jest znana, a to: 1. Iwankiw Ołeksa z Byszowa; 2. Iwankiw Genowefa z Byszowa; 3. Cewka Nykoła ‘’; 4. Szahan Mychajło; 5. Szahan Zacharko - obecnie w Dywizji SS; 6. Ciwka Mychajło z Byszowa; 7. Lewickyj Michajło ‘’ i 5 obcych. Do organizacji bojowej mają należeć: 1. Myszluk Mychajło wójt z Byszowa; 2. Burzynskyj Mychajło; 3. Werhowskyj Stefan z Delejowa; 4. Kositiuk Stefan z Delejowa; 5. Saganowskyj Stefan syn Stefana z Delejowa.” (1944, 10 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające wykaz Polaków zamordowanych w napadzie na wieś Byszów i sprawców tej zbrodni. W: B. Ossol. 16721/1, s. 343-344).
We wsi Świrz pow. Przemyślany upowcy porwali 2 Polaków, po których ślad zaginął. „Szczerbaty Stanisław (lat 23) porwany w Świrzu (Ług) w dniu 11.06.1944 r. Szuter Antoni (lat 15) porwany w Świrzu (Ług) w dniu 11.06.1944 r.” (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 292). 
 
- 1945 roku: 
We wsi Duńkowiczki pow. Przemyśl miejscowi Ukraińcy zamordowali Katarzynę Wilczek.
We wsi Ruska Wieś pow. Przemyśl upowcy zamordowali Antoniego Kurasza.
We wsi Wola Obszańska pow. Biłgoraj zamordowali Andrzeja Bielańskiego.
 
     W dniach od 8 do 12 czerwca 
 
- 1944 roku:
We wsi Czerepin pow. Lwów banderowcy wyłapali na drogach i zamordowali 7 Polaków oraz zrabowali 2 furmanki.
 
     12 czerwca  
 
- 1943 roku: 
We wsi Jarocin pow. Nisko Niemcy z policjantami ukraińskimi zamordowali 15 Polaków, w tym proboszcza ks. Marcina Kędzierskiego, który był maltretowany, pchnięty nożem i wepchnięty do podpalonej plebanii. „Nad ranem 12 czerwca, mniej więcej koło godziny 6, kiedy już ogień objął wszystko i dym buchał wszystkimi otworami wepchnięto ks. Kanonika w ogień gorejącej plebanii i sztyletem pchnięto go w plecy. To samo uczyniono z domownikami ks. Kanonika, w skład których wchodziła staruszka gospodyni Aniela Jędruch i ze wsi dwie staruszki, przytulone do plebanii z litości tylko ks. Kanonika: Katarzyna Gagat i Anna Pawłowska. Wszystkie trzy kobiety podzieliły los swego duszpasterza". W tym samym czasie podpalono pobliskie zabudowania Józefa Paska. W domu żywcem spalono żonę Paska - Karolinę i ich trzyletniego synka Kazimierza. Józef Pasek uciekał, ale Niemcy go postrzelili i rannego wrzucili do płonącego domu” (http://gosc.pl/files/old/gosc.pl/zalaczniki/2006/03/13/1142246491/1142246506.pdf ). Następnie po torturach zamordowali kolejnych 8 Polaków, byli to: Stanisław Pęk, któremu wybili oko i przebili na wylot bagnetem lewy bok, Jan Rusinek,  Kazimierz Bielak, Andrzej Dziechciarz, Andrzej Pierścionek, Bronisław Szabat, Marcin Żuraw oraz Jan Pęk - ojciec Stanisława. 
W okolicach wsi Kiwerce pow. Łuck w ciągu jednej nocy upowcy zamordowali 150 Polaków z okolicznych kolonii.
We wsi Oleksiniec Nowy pow. Zborów: „12.VI.1943. Oleksiniec Nowy pow. Zborów. Banda ukr. Zamordowała Polaka, sekretarza gminy zbiorowej wraz z całą rodziną. Służący Ukrainiec na przesłuchaniu stwierdził, że w bandzie byli Ukraińcy z pobliskich wsi” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka opisując woj. tarnopolskie nie wymieniają tej wsi a więc i tej zbrodni.
W miasteczku Ostróg nad Horyniem pow. Zdołbunów od pocisku-pułapki umieszczonego na furmance zginął Stanisław Ostaszewski. 
We wsi Rewuszki pow. Kowel Ukraińcy zamordowali 8 Polaków z 2 rodzin braci Traczyńskich (2 mężczyzn, 1 kobieta i 5 dzieci do lat 15).  
We wsi Witkowce pow. Krzemieniec: ”W jednym z zeszytów ks. Tadeusz Chrobak  zapisuje: Pomordowani 20.V.1943 w Witkowcach koło Kołodna: 1.Berbeć Piotr, 2.Błaszczyszyn Marcin , 3.Borcz Władysław, 4. Kazimirów Marcin +12.VI.1943” (Iwona Kopańska – Konon;  w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora).   
 
- 1944  roku:
We wsi Huta Nowa pow. Buczacz: „12.06.1944 r. zabito 5 Polaków NN.”  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
W miasteczku Korytnica pow. Włodzimierz Wołyński w walce z UPA został ranny i zmarł 1 partyzant 27 DWAK.
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów upowcy zamordowali Stanisława Kobiernika lat 17 i Franciszka Mazura.
We wsi Tołszczów pow. Lwów na drodze uprowadzili 3 Polaków, starszego mężczyznę i 2 młode dziewczyny, którzy zaginęli bez wieści. „Dnia 12 czerwca br. na drodze z Dawidowa do Tołszczowa [Lwów] zostali uprowadzeni uchodźcy z Tołszczowa, jeden starszy gospodarz wraz z 2-ma młodymi dziewczętami, dwóch chłopców uciekło. Za uprowadzonymi ślad zaginął”.  (1944, 13 czerwca – Pismo PolKO Lwów-powiat do Delegata RGO we Lwowie dotyczące napadów na ludność polską w powiecie lwowskim. W: B. Ossol. 16721/1, s. 263-264).
We wsi Urycz pow. Stryj uprowadzili 3 Polaków, braci, którzy zaginęli. „12.6. Z kopalni w Uryczu (powiat Drohobycz) banda ukraińska uprowadziła trzech braci Albinów, Polaków.” (1944, 11 lipca – Pismo PolKO w Drohobyczu do RGO w Krakowie (wraz ze sprawozdaniem) w sprawie tragicznego położenia ludności polskiej tego powiatu. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim na czas od 1.6. do 11.7.1944. W: B. Ossol. 16722/1, s. 157-159, 381).  
 
- 1945 roku:
W miasteczku Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu ma grób Laszkiewicz Edward ur.1916, który zginął z rąk UPA 12 VI 1945 r. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).    
We wsi Bruchnal pow. Jaworów banderowcy zamordowali 2 Polaków.
 
- 1946 roku:
W kolonii Darowicka pow. Przemyśl: Dnia 12.06.46 r. w m. KOLONIA DAROWICKA zabrani do niewoli przez bandy UPA st. strz. Kondraciuk Jan i strz. Szroma Jan ze Strażnicy 160 podczas patrolowania granicy. O nich jako zaginionych do dnia dzisiejszego nie ma żadnych wiadomości.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 304).
 
     12 i 13 czerwca 
 
- 1944 roku: 
We wsi Momoty Górne pow. Janów Lubelski esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” razem z Niemcami spalili 29 gospodarstw polskich i zamordowali 19 Polaków.
 
     W nocy z 12 na 13 czerwca
 
- 1944 roku:
W miasteczku Gołogóry pow. Złoczów: „12/13.06.1944 r. został zam. Krąpiec Michał l.25 i Turczyn Michał l.30”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
 
     13 czerwca 
 
- 1942 roku:  
We wsi Majdan Sopocki pow. Biłgoraj Niemcy z Ukraińcami rozstrzelali 8 Polaków.
 
- 1943 roku: (Zielone Świątki):   
We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, braci.
We wsi Chołoniów pow. Horochów upowcy zamordowali jadącego wozem konnym Antoniego Witkowa, młynarza; miał liczne rany kłute, jeden z upowców chodził w jego ubraniu i jeździł jego końmi. 
W kol. Głuboczanka (Hłuboczanka) pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali głównie siekierami, nożami i bagnetami 32 Polaków oraz 1 Ukrainkę. M.in.: 35-letnia Zofia Chmielewska oraz jej córki: 14-letnia Lucyna i 10-letnia Juliana zostały zmasakrowane siekierami; 70-letnia Bronisława Murawska została zatłuczona kolbami karabinów; 9-letni Adam Murawski został zatłuczony pałkami a jego 2-letnia siostra zakłuta bagnetem. 9-letnią Aleksandrę Murawską oraz jej 7-letnią siostrę Irenę ukraińscy „heroje” także zatłukli na śmierć (Siemaszko..., s. 251 – 252). „Mój ojciec Antoni Murawski był rolnikiem, posiadał małe gospodarstwo rolne we wsi Głuboczanka,  gmina Ludwipol, powiat kostopolski na Wołyniu./.../ Byliśmy wszyscy w domu - ojciec Antoni, brat Marian - lat 16, brat Adam - lat 9, siostra Barbara - lat 2. Mama Antonina w tym czasie wyszła do sąsiada, brata ojca - Aleksandra Murawskiego. Bandyci spotkali ojca na podwórku, wprowadzili go do kuchni i kazali położyć się na podłodze. Pamiętani wyraźnie bladą twarz ojca. Powiedział cicho do nas: "Kładziemy się dzieci, oni będą teraz nas rabować". W tej sekundzie słyszałam straszliwy huk wystrzału karabinowego - trzymałam na ręku małą Basię. Skaczę w jednej chwili do uchylonego okna, Basia wypadła mi z rąk, słyszę za sobą dalej kilka wystrzałów karabinowych. Wybiegam na podwórze, wpadam w zboże. Uciekam, nie wiem w jakim kierunku, ale byle dalej od bandytów. Za mną skoczył do okna brat Marian. Trafiły go jednak dwie kule bandytów - jedna w plecy obok łopatki, druga rozpryskowa urwała mu dolną lewą żuchwę. Padł do tyłu z powrotem do wewnątrz i zawisł na kołysce, na biegunach, stojącej tuż przy oknie. Marian zapamiętał tylko dwa słowa bandyty, który w tym momencie podszedł do kołyski i złapawszy go za włosy zwisającej w dół głowy, powiedział "Konać Lachu"! Nieprzytomna ze strachu parłam przed siebie zupełnie na ślepo aż do zupełnego wyczerpania sił. W bezpiecznej, jak mi się wydawało odległości od zagrody, gdzie grasowali banderowskie zbiry, usiadłam straszliwie zmęczona, pełna najgorszych przeczuć i myśli o pozostałych członkach rodziny. Po pewnej chwili zauważyłam zdążającego w moim kierunku znajomego Ukraińca, byt to Misza Uniszczuk. Rozdygotanym głosem zawiadomiłam go o mojej tragedii rodzinnej. Stał obok mnie i współczująco patrzał, słuchając, co mówię o wybiciu całej mojej rodziny. Miał on dla mnie nową informację, twierdząc że widział brata Mariana rannego, leżącego pod krzakiem leszczyny, tuż nad rowem koło naszego domu. Nie pamiętam już ile czasu upłynęło, zanim wróciłam na podwórze. Przed progiem w kałuży krwi leżał ojciec, dalej zmasakrowany młodszy brat Adam. Basia w kuchni była przebita kilkakrotnie bagnetami i wyrzucona przez okno na podwórze. W pobliżu, w zagrodzie stryja Aleksandra, leżała zabita mama, miała głowę rozciętą, nieżywa [też] babcia Bronisława, ojca matka. Dalej leżały zwłoki całej rodziny stryja Aleksandra i on sam, w ilości trzech osób. W głowie czuję zamęt, ogarnia mnie zupełna niemoc, oglądając straszliwą masakrę najbliższych mi ludzi. Ocaleni mieszkańcy wsi, klucząc w zbożu i krzakach, powoli zbliżają się do centrum [kolonii]. Wzajemnie, jeden drugiego cichym głosem, informują o zabitych. Podbiegam pod krzak, gdzie leży brat Marian. Widzę okropną ranę na twarzy, urwana dolna żuchwa, a z piersi bucha spieniona krew. Daje znaki ręką, by podać coś do pisania i papier, gdyż nic może zupełnie mówić. Pisze na podstawionej kartce, abym szybko uciekała stąd i ratowała swoje życie, gdyż on wnet umrze. Garstka ocalonych ludzi w straszliwej trwodze szuka swych bliskich na polach i podwórkach. Zbliża się mrok. Przygarnia mnie do siebie rodzina Jadowskich. Nocujemy w zbożu bez nadziei, że uda się nam wyrwać z tego piekła. Starsi mają zamiar przedostać się do dużej wsi ukraińskiej nad Stuczą w kierunku północnym - do Bystrzyc. /.../ Wkrótce nadjechali Niemcy. Przeglądnęli straszliwe ofiary mordu, po czym kazali się pośpieszyć z grzebaniem rozkładających się już ciał. Obawiali się najpewniej epidemii jakiejś choroby. /…/ Prosiłam dowódcę hitlerowskiego oddziału, by ponownie zabrał brata do jakiegoś lekarza. Ten oglądnął pobieżnie rannego i kazał żołnierzom zwolnić jedną podwodę, na którą złożono półprzytomnego chłopca. /.../ W Bystrzycach pozostałam sama. Brat leżał w szpitalu w Bereźnem pod opieką lekarzy i pielęgniarek. Nie miałam dosłownie żadnych środków do życia. Byłam w jednej sukience. Bez butów. Ogarniała mnie ogromna rozpacz. Tego nie da się opisać. To trzeba doświadczyć na własnej skórze, na samym sobie. To było nad moje siły. Na głowie pojawiły się siwe włosy, a miałam przecież dopiero jedynie 15 lat.  W tych tak trudnych dla mnie dniach, i dla moich znajomych i krewnych z Głuboczanki, spotkałam jednak wielu szlachetnych ludzi, którzy rozumieli mój los. Wkrótce dowiedziałam się od życzliwych ludzi, że mój brat żyje w szpitalu”. (Relacja Bronisławy Murawskiej - Zygadło, byłej mieszkanki kolonii Głuboczanka, datowana 6 października 1993 r.; w: Kresowy Serwis Informacyjny nr 6/2012).
We wsi Jadwipol pow. Równe Ukraińcy zamordowali 43-letnią Annę Wicińską
W lesie za Jeziercami pow. Kostpol upowcy z sotni Wiktora Rudyka zamordowali Tomasza Kuriatę z Rudni Pogorełowskiej jadącego na nabożeństwo polowe do Janówki, ochrzcić dziecko. Ofiara była trzymana za ręce i kłuta bagnetami po całym ciele, żona z dzieckiem ukryta w lesie ocalała. (http://kresowe.fm.interia.pl/jezierce.html).
W osadzie Kiwerce pow. Łuck Niemcy nakazali Polakom pochować 150 Polaków zamordowanych przez Ukraińców w okolicach osady.
W miasteczku Kołki pow. Łuck Ukraińcy zamordowali kilku Polaków i ciała wrzucili do studni, w tym niemowlę. „O świcie, 5 czerwca wyruszył z Kołek konwój uciekinierów ochraniany przez 200 ochotników z Przebraża. Kawalkada wozów załadowanych cząstką dobytku i żywnością po drodze rozrosła się. /.../  Nie wszyscy w Kołkach zdążyli zabrać się z konwojem, albo nie mogli. Nieubłaganie zbliżała się ostateczna rzeź Polaków w miasteczku. Napięcie wzrastało z każdą dniem. Ukraińcy nie czekając na wyjazd Niemców ogłaszali publicznie: Pryhotowlajsia na smert. Widro na krow, taj meszok na kosty. (Przygotowujcie się na śmierć. Wiadro na krew i worek na kości). Odroczeniem wyroku mogła być tylko ucieczka wraz z konwojem garnizonu. Komendant, zakuty aryjczyk, uważający wszystkich oprócz Niemców za podludzi, zgodził się nader chętnie. Można mniemać, że nie pod wpływem nagłego przypływu sympatii do Polaków. Widok cywilów na odkrytych samochodach transportowych mógł go uchronić od ataku partyzantów. Czas naglił. Iwan nie mógł już dłużej czekać. Dzień przed 13 czerwca, trzymanym dotąd w tajemnicy terminem wyjazdu Niemców, o zmroku zaszedł dom Urbańskich od tyłu. Upewniwszy się, że nikt nie widzi, przelazł przez płot i zapukał do drzwi. Na nic zdały się i jego ostrzeżenia. Paulina była nieprzejednana. Wrócił do domu zrezygnowany, ale i z uczuciem ulgi. Zrobił swoje, Maryna nie będzie mogła już ciosać mu kołki na głowie. Jeszcze nie zdążyła zniknąć na horyzoncie kolumna niemieckich samochodów, gdy ukraińskie prowodyry zwołały wiec koło kościoła. Miasto obwołano “republiką kołkowską”. Czas skończyć z Lachami – wołano - tak samo jak z Żydami. Ani jedna noga zajmańciw (okupantów) ukraińskiej ziemi tu nie pozostanie. A pozostała zaledwie garstka: w szpitalu miejskim ciężko chorzy, niedołężni staruszkowie, kilka osób z rodzin ukraińsko-polskich i ci, którzy zdecydowali się „umierać na swoim”. Na początek rozhisteryzowany tłum wrzucił do studni kilka osób, w tym niemowlaka i zasypał niegaszonym wapnem. Inne grupy zgromadziły około 40 Polaków w drewnianym kościele. UPO-wcy wysadzili dynamitem pobliski pomnik zasłużonego proboszcza parafii, księdza Zajączkowskiego i podpalili kościół. Spalono też większość domów ofiar. Zginęli między innymi: szanowany powszechnie felczer, Ukrainiec Buczek, jego żona Helena z Urbańskich – siostra mojej mamy i dobry znajomy dziadka, leśniczy Moroz. Uratowali się moi kuzyni, synowie Buczyków - Tadeusz i Jurek. Tego dnia byli poza miastem i gdy wracali do domu ktoś ich ostrzegł na drodze. Dom ich był już spalony. W panice uciekli do lasu. Jakie były ich koleje losu aż do końca wojny - nie wiadomo. W czasie, gdy mordowano bezbronnych staruszków w drugiej części miasta w domu dziadków Urbańskich nic jeszcze nie wiedziano. Rozmawiali z panem Leonem (nazwisko zatarło mi się już w pamięci), byłym podoficerem wojska polskiego. Po kampanii anty-bolszewickiej w 1920 r. pracował w służbie leśnej któregoś majątku w gminie. W czasie napadu nocnego wyrwał się oprawcom i przedzierając się przez bagna i pola dotarł do miasta. Jego ciężko chora żona leżała w tym czasie w szpitalu miejskim w Kołkach. Pan Leon przyszedł z prośbą o tymczasowe przygarnięcie, aż żona stanie na nogi o własnych siłach. Zajęci rozmową nie zauważyli, że przed dom zajechała furmanka. Nie było wątpliwości, że to byli strilcy. (Strzelcy w formacjach nacjonalistów). Dwóch miało karabiny, trzeci bez broni. To był najbliższy sąsiad – Iwan. W całkowitym zaskoczeniu, jedynie Leon nie stracił przytomności. Niezauważony zdążył wcisnąć się we wnękę koło pieca na drewno, skąd zerkając śledził dalszy ciąg błyskawicznie następujących wypadków. Dwóch oprawców doskoczyło do dziadka. Wykręcono mu ręce, związano i opasano w pasie drutem kolczastym. Na krzyk Pauliny, uderzona w twarz, upadła na podłogę. Nie przestawała wykrzykiwać:
- Precz z mego domu łotry!, Mordercy mego wnuka!, Niech was święta ziemia pochłonie!
- Tichaj babo bo tebe ubiju – banderowiec próbował ją bezskutecznie uciszyć. (Cicho babo, bo cię zabiję)
- Biery babe, niechaj ide z namy.(Bierz babę niechaj idzie z nami)
- Nigdzie nie pójdę, sobaczy synu, poszli won do czorta!
- Pujdesz, pujdesz, my tobi pomożemy. (Pójdziesz, my tobie pomożemy).
Leżącej długim sznurem skrępowano ręce. Wyniesiono na zewnątrz. Drugi koniec postronka przymocowano do wozu. Paulina nie przestawała złorzeczyć. Jeden z bandytów robiący wrażenie prowodyra skinął na drugiego. Ten wiedział już, co czynić. Wyciągnął z pod derki na wozie siekierę. Po jednym głuchym uderzeniu krzyk urwał się w pół słowa, co wywołało głośny rechot oprawców.
Leon zagryzał palce żeby nie krzyczeć. Wychylając się z wnęki, przez na oścież otwarte drzwi kuchni zobaczył, że tymczasem Iwan popychał dziadka w kierunku furtki ogrodowej, jakby chciał zejść z oczu łotrów mordujących Paulinę.
- Iwan puść, przecież byłeś u nas jak swój - prosił dziadek.
- Ne mohu, Ne mohu. Ja ne winowaty. Prowidnyk Saczko-Saczkowski prykazał tebe zaryzać. On Teper komendant, sobaka proklaty! (Nie mogę, to nie moja wina. Komendant Saczko-Saczkowski kazał ciebie zarżnąć. Teraz on tu komendantem, przeklęty pies).
- Przecież to mój dobry znajomy.
- Teper druhije czasy. On prykazał ryzać tebe po szmatoku, a ja tebe zarezu lehsze. Ne poczujesz. Ja ne winowaty. (On rozkazał ciąć ciebie po kawałku. Ale ja poderżnę cię lżej tak, że nie poczujesz. Nie jestem winny).
Puścił Franciszka przodem. Z tyłu, nagłym ruchem złapał go jedną ręką za czoło, przechylił głowę. Drugą ręką wyostrzonym nożem przeciągnął po gardle. Franciszek osunął się na ziemię. Bluznęła krew. Z głęboko przeciętej krtani wydobywało się rzężenie. Ciałem wstrząsały konwulsje. Nadszedł ten, który przewodził grupie.
- Iwan ty zabył szto on był moj? (Zapomniałeś, że on był mój?)
- Ne znał, on szcze żyw. Możesz ryzać! (Nie wiedziałem, on jeszcze żyje możesz go dorznąć) –
Mówiąc to sięgnął po karabin UPO–wca i zanim ten się spostrzegł, zarepetował, przyłożył lufę do głowy leżącego i wypalił. Czaszka rozprysła się jak gliniany garnek. Krew Franciszka wsiąkała w ziemię, na której od pradziada żył ród Urbańskich. Pozostanie tam do sądnego dnia.
-Ty szto zduryw? Taj szkoda puli na takoho parszyweho Lacha! Ja tebe szcze pobaczu! (Zgłupiałeś? Szkoda kuli na takiego parszywego Polaka! My się jeszcze policzymy!).
Teraz odkryją mnie plądrując dom - pomyślał pan Leon. Postanowił walczyć. Miał szczęście. Napastnikom musiało się śpieszyć, bo wsiedli na wóz. Podcięli konie ciągnąc za sobą przywiązane zwłoki babci Pauliny.
Nie wiadomo i nie ma kogo zapytać gdzie ich pochowano. Dopóki w mieście byli jeszcze Polacy grzebali ofiary na cmentarzu miejskim, często z narażeniem życia, gdy trzeba było jechać po zwłoki poza miasto. Najprawdopodobniej Ukraińcy wrzucili ciała do wspólnego dołu. Nie wiedział też pan Leon, jedyny świadek mordu. O zmroku odnalazł w szpitalu żonę pokłutą widłami. Zwłoki pogrzebał pośpiesznie w płytkim grobie. Przedzierał się nocami sobie znanymi ścieżkami do Skierniewic. W dzień, w mniej znanych okolicach zaszywał się w buszu. Ze Skierniewic, gdzie przebiegała linia kolejowa, na buforach towarowych wagonów, z przerwami dotarł do nas, do Równego. W tamtym czasie dobiegał czterdziestki. Jakie były jego dalsze losy - nie wiadomo”. (Edward Kamiński: Porzućcie wszelkie nadzieje; w:  http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html ).
W kol. Ludwipol pow. Kostopol: „13 czerwca zginęła z rąk Ukraińców Anna Wicińska z Kuczerów, c. Wacława i Franciszki, lat 43”.(https://pl-pl.facebook.com/wolynpamietam/posts/278548328931317).
W kol. Polany, gmina Berezne, pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków uciekających furmanką z Polan do Bereznego, w tym Franciszkę Chodorowską z córką Apolonią.
Za wsią Romanów pow. Łuck, koło lasu, „ukraińscy partyzanci” ze wsi Chorłupy dopędzili i zamordowali uciekających do Łucka z Chorłup 4 Polaków: 40-letnią żonę kowala Rogalską, z 10-letnią córką i 12-letnim synem oraz 27-letnią Aleksandrę Kamińską. Ofiarom wyjęli oczy, obcięli języki i piersi oraz rozpruli brzuchy (Siemaszko...., s. 591).
W kol. Stachówka pow. Sarny w kolejnym napadzie upowcy zamordowali 22 Polaków i kolonię spalili, natomiast wg sprawozdania UPA podczas tego napadu zabito 60 Polaków, ale pod datą 16 czerwca 1943 r. (Siemaszko..., s. 804).  „Polska kolonia Stachówka liczyła 72 zagrody. Wobec coraz to groźniejszych zapowiedzi, ludność polska z kolonii: Brzezina, Czajków, Karczemka, Mosty (wszystkie w gm. Włodzimierzec), i wsi: Jezioro, Kanonicze (obie w gm. Włodzimierzec) zjechała do Stachówki już przed Zielonymi Świętami. 13 czerwca 1943 r. (Zielone Święta) podczas trzeciego napadu ukraińskiego na Stachówkę. kolonia zaalarmowała samoobronę w kolonii Poroda (gm. Włodzimierzec), z której natychmiast przybyły posiłki w liczbie 30 ludzi. Cała kolonia była otoczona przez upowców, którzy z dwóch karabinów maszynowych prowadzili po kolonii ogień. Jeden karabin maszynowy był umieszczony na drzewie, drugi na wyschniętej studni. Równocześnie Ukraińcy atakowali przy pomocy bagnetów osadzonych na kijach, siekierami i widłami. Miejscowa samoobrona odpierała ataki. Cała wieś płonęła. Przybyła pomoc z Porody zlikwidowała oba stanowiska karabinów maszynowych i zaskakując napastników od tyłu, ujęła pięciu oraz kilku zastrzeliła. Rano do Stachówki przyjechały z Włodzimierca wozy pancerne z wojskiem niemieckim, co spowodowało paniczną ucieczkę napastników. Ujętych przez samoobronę pięciu napastników Niemcy rozstrzelali, przy czym trzem z nich, którzy nic chcieli przyznać się do udziału w napadzie, obcięli wcześniej palce. Kolonia spłonęła całkowicie. Zginęły 22 osoby, które ludność pochowała we wspólnej mogile. Według sprawozdania za czerwiec 1943 r. „pierwszej grupy" UPA Okręgu Wojskowego „Zahrawa" podczas tego napadu zabito 60 Polaków, a straty ukraińskie wynosiły 17 poległych i 5 rannych. Również inna jest data napadu, tj. 16 czerwca. Po trzech tygodniach nękania napadami, spaleniu domostw, wobec tego, że siły malały i amunicja się skończyła, zdecydowano się opuścić Stachówkę. 50 rodzin przeniosło się do kolonii Wydymer i Parośla II (obie w gm. Antonówka), część do Porody, Prurwy (obie w gm. Włodzimierzec) i do Włodzimierca. Po drodze poniesiono jeszcze znaczne ofiary w zabitych i rannych (liczba nie ustalona). Następnie ludność Stachówki ewakuowała się do Sam”. (Zygmunt Bukowski: „Poroda”;  Wrocław 2008 r., nakład własny. Za: „Przedsionek piekła – czerwiec 1943 roku na Wołyniu”, w: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/854-przedsionek-pieka-czerwiec-1943-roku-na-woyniu.html ).
Po ucieczce z Czajkowa mieszkaliśmy niecały miesiąc w Stachówce. Moja rodzina schroniła się tu w nadziei, że będzie bezpieczniej. Niestety, los tak pokierował, że po napadzie band UPA na Stachówkę, część naszej rodziny, cudem ocalona, została zmuszona do dalszej ucieczki.13 czerwca 1943 r. przeżyłem napad band UPA na Stachówkę. Pamiętam jak upowcy uzbrojeni w broń maszynową i karabiny okrążyli całą kolonię ze wszystkich stron. Razem z nimi było wielu Ukraińców z okolicznych wsi, uzbrojonych w widły i siekiery. Napastników było kilkuset. Najpierw ostrzelali wieś z broni maszynowej i karabinów, niektóre zabudowania zaczęły płonąć od zapalających kul. Nieliczna i słabo uzbrojona polska samoobrona próbowała stawiać opór. Upowcy z wrzaskiem „hurrra" i krzykiem „rizat' Lachiw" wtargnęli w trzech miejscach między domy kolonii. Mordowali każdego kogo napotkali, przy użyciu wideł, siekier i bagnetów. Do uciekających strzelali. Jedni mordowali, drudzy rabowali dobytek i podpalali budynki. Podczas tego napadu została zamordowana moja mama Franciszka Redzik (40 lat). Zmarła od ran kłutych bagnetem po całym ciele. Mój stryjeczny brat Henryk Redzik (22 lata) został zamordowany w okrutny sposób. Najpierw wyłamano mu ręce z ramion. Słyszałem jak on głośno krzyczał z bólu. Leżałem w łóżku kilka metrów od niego. Po chwili usłyszałem strzał, którym banderowiec zakończył jego życie. W zbożu banderowiec odnalazł mnie, ale żałował dla mnie kuli, zostałem zdzielony kolbą karabinu i szczęśliwie przeżyłem. Zginęły wówczas 22 osoby. Liczba ofiar prawdopodobnie byłaby znacznie większa, gdyby nie pomoc żołnierzy niemieckich z garnizonu we Włodzimiercu, którzy z zaskoczenia ostrzelali z broni maszynowej upowców, zabijając lub raniąc kilkunastu. Nasza samoobrona schwytała z bronią w ręku 16 upowców, z których 10 na rozkaz Niemców rozstrzelała, a 6 Niemcy powiesili na rynku we Włodzimiercu. Pod ich ochroną pochowano zamordowanych mieszkańców Stachówki. (Henryk Redzik: Byłem świadkiem”, Jelenia Góra 2002 r. http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/zygmunt_bukowski_poroda6-7.html ) Łącznie w Stachówce zginęło 85 osób, w tym 78 zamordowanych oraz 7 poległych w walce. Podczas walk zginęło także około 21 Ukraińców.
W futorze Zarudzie pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali kilku Polaków jadących furmanką, w tym rodzinę Konopnickich, Stanisława Misiąga oraz woźnicę, Ukraińca. „Janina Szymańska-Misiąg-Pociej (moja mama). Najmłodsza z sióstr, urodzona w 1914 r. wyszła za mąż w wieku 22 lat za Stanisława Misiąga. W wieku 27 lat w Wiśniowcu, owdowiała w dramatycznych okolicznościach. 13 czerwca 1943 r. o świcie Stanisław Misiąg, miał wyruszyć z ciężarną żoną Janiną i małą córeczką Bogusią (moją nieżyjącą już siostrą), oraz z częścią naszej, rodziną Konopnickich do Tarnopola. Wyjazd miał się odbyć wynajętą furmanką, którą powoził zaprzyjaźniony Ukrainiec i miał na celu ewakuację rodziny z niebezpiecznego miejsca jakim stał się już Wiśniowiec. W ostatniej chwili Janina z powodu złego samopoczucia zrezygnowała z wyjazdu i wraz z córeczką została przy rodzicach. Stanisław wraz z pozostałymi, po przebyciu kilku kilometrów w miejscowości Zarudzie, został zamordowany przez banderowców. Zabity został również woźnica Ukrainiec. Oprawcami tego mordu okazał się niejaki Hryń, jego syn i kilku innych bandytów. W odwecie Antoni, brat Janiny wraz z kilkoma zebranymi szybko Polakami, członkami samoobrony, zorganizował akcję na wykonawcach tego mordu, którzy właśnie świętowali przy libacji alkoholowej „swój sukces” (mieli na sobie część ubrań z zabitych ofiar i w ten sposób zostali rozpoznani). Nie mogli oni jednak zostać bezpośrednio zastrzeleni przez Antoniego, ponieważ w sąsiedztwie był posterunek niemiecki. Winni tej zbrodni w odwecie zostali zakatowani prawie na śmierć, co odbyło się na oczach Niemców, którzy się temu tylko przyglądali. Po tej akcji, ciężko pobitych upowców Niemcy zabrali do szpitala w Krzemieńcu.” ( Leszek Pociej, Dzieje rodziny Szymańskich; w:  http://jaroslawskaksiegakresowian.pl/leszek-pociej-dzieje-rodziny-szymanskich/ ).
We wsi Żeleźnica pow. Równe Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Józefa Bałdygowskiego z synem Bolesławem pobili i zastrzelili, 7-letnią córkę Halinę zakłuli 12 ciosami noża. 
 
We wsi Tuligłowy pow. Rudki: „W 1943 roku, w miejscowej cerkwi grekokatolickiej, w Zielone Święta, bazylianin o. Zajić w swych kazaniach rozbudzał nienawiść do Polaków i podawał najprostsze rozwiązania problemu polskiego: „wyrżnąć Polaków do nogi” (Siekierka..., s. 832; lwowskie).
 
- 1944 roku:
We wsi Andryjanów pow. Rudki upowcy spalili pozostałe gospodarstwa polskie i zamordowali 7 Polaków.
We wsi Biłka Szlachecka pow. Lwów w wyniku prowokacji OUN Niemcy zastrzelili 3 Polaków.
We wsi Hoszany pow. Rudki upowcy spalili 45 polskich budynków i zamordowali 28 Polaków.
We wsi Jasień pow. Lesko zamordowali 2 Polaków.
W mieście Dolina woj. stanisławowskie zamordowali 1 Polaka.
W miasteczku Łokacze pow. Horochów zamordowali ponad 20 Polaków.
W miasteczku Niżankowice pow. Przemyśl zamordowany został przez dwóch policjantów ukraińskich Wojciech Budyń, student Politechniki Lwowskiej. 
We wsi Rumno pow. Rudki Ukraińcy zamordowali 32 Polaków.
We wsi Skomorochy Duże pow. Zamość: „13 czerwca 1944 roku miał miejsce kolejny napad na wieś. Tym razem zostali zamordowani w Skomorochach mieszkańcy wsi Grabiec: Franciszek Chodziaż, Leokadia Macioch, Jan Rożański, Janina Suma, Stefania Wołomin ze wsi Czechówek.”. (Jastrzębski..., s. 116; lubelskie). 
We wsi Ujście pow. Janów Lubelski Ukraińcy z Niemcami spalili wiele gospodarstw polskich i zabili 28 Polaków. „Dnia 13 czerwca 1944 roku Niemcy wspólnie z nacjonalistami ukraińskimi, pozostającymi w służbie niemieckiej, dokonali pacyfikacji wsi. W czasie tej akcji zabili 28 Polaków i spalili kilkanaście gospodarstw. Ustalono następujące nazwiska pomordowanych: Kazimierz Derylak (lat 45), Janina Flis (lat 34), Józef Flis (lat 21), Stanisław Flis (lat 26), Andrzej Garbacz (lat 28), Ludwik Garbacz (lat 26), Roman Garbacz (lat 21), Antoni Kiszka (lat 40), Józef Kiszka (lat 21), Marcin Kiszka (lat 45), Wojciech Kiszka (lat 45), Andrzej Małek (lat 24), Wojciech Małek (lat 23), Władysław Małek (lat 22), Józef Pawlos (lat 21), drugi Józef Pawlos (lat 55), Kazimierz Pawlos (lat 36), Tomasz Pawlos (lat 60), Agnieszka Startek (lat 45), Bronisław Startek (lat 16), Jan Startek (lat 50), Jan Startek (lat 51), Katarzyna Startek (lat 7), Stefan Startek (lat 28), Stefania Startek (lat 23), Leon Szczepaniak (lat 18), Jan Szewc (lat 38), Ignacy Szwedo (lat 50).  Zwłoki ofiar pochowane zostały na miejscowym cmentarzu”. (Jastrzębski..., s. 144 – 145; lubelskie).
W mieście Ustrzyki Dolne upowcy zamordowali 4 Polaków.
 
- 1945 roku:
We wsi Futory pow. Lubaczów 13 czerwca 1945 r. zamordowali Jana Kozieja ur. 1908 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
 
- 1947 roku:
W mieście Jarosław ma grób Fiatkowski Józef ur.1921, który zginął z rąk UPA  13 VI 1947 (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).  
 
     W nocy z 13 na 14 czerwca 
 
- 1944 roku („Noc. Św. Antoniego”):  
We wsi Chłopy pow. Rudki w czasie napadu upowców  w walce zginęło 4 Polaków.
We wsi Hnizdyczów pow. Żydaczów banderowcy zamordowali 2 rodziny polskie, tj. 12 Polaków. „Hnizdyczów [Żydaczów] 13/14 czerwca zostały zamordowane 2 rodziny Ferensa i Jelińskich, składające się z 12 osób. Ciała zabrano, w kołysce znaleziono część ręki niemowlęcia.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
We wsi Katarynice pow. Rudki spalili 210 budynków i zamordowali 35 Polaków.  Adam Borecki (40 lat) został oblany benzyną i spalony żywcem.
We wsi Komarno pow. Rudki zamordowali 50 Polaków; „Białoszczyński Antoni, 80 lat, obcięto mu ręce i przebito bagnetem piersi”. (Siekierka..., s. 822; lwowskie). 
We wsi Lipie pow. Rudki zamordowali 7 Polaków.
 
     12 lub 14 czerwca 
 
- 1943 roku: 
We wsi Woronczyn pow. Horochów:  „Chciałabym przekazać do Pańskich opracowań informację o zamordowanych w Woronczynie 12 lub 14 czerwca 1943 roku członkach rodziny mojej teściowej Haliny Kaliszewskiej z domu Kusik. Zamordowane przez Ukraińców zostały trzy kobiety: Rozalia Kostecka z domu Pawelczuk oraz jej dwie dorosłe córki: Bronisława Kostecka i Jozefa Kusik, z d. Kostecka, której córką jest Halina Kaliszewska. Halina Kaliszewska miała wówczas 2 latka i została oszczędzona przez Ukraińców. Domyślamy się, ze wobec tego musiała być córką Ukraińca Grzegorza Kusika”. (dr Sylwia Burnicka - Kaliszewska 21.06.2011: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). 
 
     14 czerwca 
 
- 1943 roku:
We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 30-letniego Pawła Witkowskiego.
We wsi Bystrzyce pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Bronowickich zakłuli bagnetami.
We wsi Kamienna Góra pow. Zdołbunów wymordowali ostatnich 5 Polaków, w tym Adolfa Krasickiego z żoną i 2 dzieci.
W okolicach wsi Łanowce pow. Krzemieniec zamordowali uprowadzoną ze wsi Białozorka emerytowaną nauczycielkę Stanisławę Mazewską.
W osadzie Żytyń pow. Równe zamordowali 57-letnią Marię Chmarową. 
 
- 1944 roku: 
We wsi Gaik pow. Brzeżany: „14.06.1944 r. został zam. Laskowski i.n. l. 14 w czasie pracy na polu.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
W mieście powiatowym Jaworów: „14.06.44 r. zamordowano Emila Szemczuka, pracownika Delegatury Polskiego Komitetu Opiekuńczego na drodze z Klonic do Jaworowa.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski oddziały UPA zaatakowały część wsi zwaną Podhajce. Na pomoc palonej wsi pośpieszyły oddziały polskie stacjonujące w Kolonii Nadolce w sile ok. 120 ludzi. Niebawem w największym pośpiechu ściągać zaczęły oddziały z okolicznych miejscowości i samorzutnie włączały się do walki. Pod koniec walki przybyła również kompania „Żelazna”. Ukraińcy pod naporem oddziałów polskich wycofali się, lecz Podhajce spłonęły. Straty ludności nie są znane.
We wsi Trzeszczany pow. Hrubieszów esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna’ razem z Niemcami zabili 2 Polaków, w tym sanitariuszkę Marię Małysz oraz aresztowali 10 Polaków, z których 7 zostało zamordowanych w więzieniu na zamku w Lublinie.
We wsi Świrz pow. Przemyślany: „14.06.1944 r. Potyczka partyzantów polskich i napastników ukraińskich. Napastnicy zostali wciągnięci w zasadzkę zginęło ich 12 osób a polskich partyzantów dwóch”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie...,jw., tom 7).
 
- 1945 roku:
We wsi Babice pow. Biłgoraj: „14.06.45 r. został uprowadzony i zamordowany koło Woli Obszańskiej:
Bielański Andrzej l. 32. (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). 
 
- 1946 roku:
We wsi Kopysno pow. Przemyśl: „W połowie czerwca 1946 r. według zeznań Ochoty - "Ostapa" - dowódcy 3 czoty "Burłaka", podczas sianokosów w Kopysnie, pododdział (24 podchorążych) z Oficerskiej Szkoły Saperów 9 DP pomimo ubezpieczenia ze strony karabinów maszynowych został pojmany przez 1 i 3 czotę - sotni "Burłaka". Żołnierzy rozbrojono, zdjęto z nich mundury, a po wręczeniu ulotek propagandowych wszystkich zwolniono. Według wersji ujętej w źródłach UPA miało to miejsce 14 czerwca 1946 r., kiedy czota złapała i rozbroiła 23 żołnierzy Wojska Polskiego (w tym – 1 podporucznik, 5 podoficerów i 17 szeregowych), którzy przybyli do wsi Koniusza ze wsi Kopysno, gdzie przyjechali z grupą kosić trawę. Dowódca sotni dał rozkaz czotom 510 i 511 rozbrojenia całej grupy 23 podchorążych. W tym celu dwie czoty, wykorzystując dogodne położenie, okrążyły całą grupę na polanie pomiędzy wsiami Kopysno i Koniusza, niespodziewanie uderzając na nią tak, że wszyscy żołnierze bez jednego wystrzału poddali się. Wszystkich żołnierzy rozbrojono i „rozmundurowano”, a po odpowiednio przeprowadzonej z nimi rozmowie, w porozumieniu ze Służbą Bezpieczeństwa, wypuszczono. Wątpliwości budzi liczba pojmanych żołnierzy (23 czy 24?) oraz miejsce akcji (z mapy wg źródeł UPA wynika, że pojmania dokonano w Kopysnie a nie w Koniuszy lub pomiędzy tymi wsiami.” (http://kopysno.pl/historia.html ).
 
   13 – 15 czerwca 
 
- 1943 roku: 
W kol. Poznanka pow. Łuck w lesie Ukraińcy zamordowali 11 Polaków (5 kobiet i 6 mężczyzn) obcinając ofiarom różne części ciała (Siemaszko... s. 602).
 
     W nocy z 14 na 15 czerwca 
 
- 1944 roku: 
We wsi Honiatyczki pow. Hrubieszów Ukraińcy na służbie niemieckiej spalili 100 gospodarstw polskich i zabili 3 Polaków. Inni: We wsi Honiatycze (Honiatyczki) pow. Hrubieszów: „14/15.06.1944 r. Miejscowość została spacyfikowana za ukrywanie partyzantów i jeńców radzieckich.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
 
     15 czerwca 
 
- 1943 roku:  
We wsi Kisorycze pow. Sarny upowcy zamordowali jadących furmanką 3 Polaków:  45-letnią nauczycielkę Felicję Masojadę, jej 80-letnią służącą Elżbietę Jeż oraz furmana Kaspra Kozińskiego. Nauczycielkę, która pomagała Ukraińcom i ich leczyła, żywcem powiesili za nogi na drzewie, odcięli piersi, wydłubali oczy, wyciągnęli wnętrzności. Podobnie zginęła służąca i furman (Siemaszko..., s. 764 – 765). Inni podają, że z Felicją Masojadą jechał jako woźnica Kacper Koziński, jego żona Hanka będąca Ukrainką, i ich córka. Hankę z córką upowcy odesłali do domu, a Masojadę i woźnicę Kacpra Kozińskiego uprowadzili do lasu, powiesili na drzewie do góry nogami i dokonali bestialskiego morderstwa. Oprawcami byli upowcy z sotni Hryćko Kaszkieciuka, z Janem Kulpaczem „Tryzubem”, Janem Szelukiem, Janem Wołoszynem oraz Konstantym i Semenem Kowalczukiem. Jak podaje syn Felicji, Edmund, nie jechała z nimi była służąca Elżbieta Jeż „Citka”. „Citka” – Elżbieta Jeż była staruszką ok. 70 – 75 letnią i nie była już ani gosposią, ani piastunką . Te określenia mogły się odnosić do wcześniejszego okresu, kiedy była służąca. Z rodziną Masojadów była związana od wczesnej młodości, kiedy miała 15 lat i była sierotą mieszkającą w nie ogrzewanej komórce, głodującą i marznącą. Była piastunką wszystkich dzieci Masojadów od 1898 roku, aż do emerytury. Faktycznie była na starość szanowanym członkiem rodziny. Nie została zamordowana razem z Felicją Masojada i Kacprem Kozińskim, tylko gdzieś po drodze, została pewnie zatłuczona i wrzucona do studni koło spalonej polskiej zagrody. Wracała na gorące prośby przywiązanego do niej Edmunda, z Rokitna, gdzie była „na przechowaniu: u polskich przyjaciół Stanisława i Aurelii Dudów”. (Uzupełnienie syna: Edmund W. Masajada; w:  http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/budki_borowskie_wspomnienia-09.html ).
We wsi Kopytków pow. Zdołbunów został zamordowany przez Ukraińców Polak Jan Sakowicz (http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).
We wsi Żołobki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali jadących furmanką 2 Polaków 18-20-letnich: Jana Rybę i Bronisława Kukurowskiego oraz zabrali furmankę z końmi.  
 
- 1944 roku:
W miasteczku Komarno pow. Rudki: „Na cmentarzu tym znajduje się także zbiorowa mogiła rodziny, która 15 czerwca 1944 roku została bestialsko zamordowana przez banderowców (opowiadała nam o tym p. Wanda Smalec). Banderowcy owinęli cały dom drutem kolczastym, aby nikt nie mógł z niego uciec i podpalili go. Żywcem spłonęło 7 osób. /.../ W mieście jest kościół rzymskokatolicki, który ok. 20 lat temu został zabrany Polakom. W trakcie Mszy Św. Grekokatolicy wtargnęli do kościoła i wypędzili Polaków. Od tamtego czasu Msze Św. odbywają się w grobowcu – kaplicy księdza Władysława Frydela, który znajduje się na cmentarzu. Msze odprawia ksiądz z kościoła p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej z Lubienia Wielkiego. Kilkanaście lat temu ówczesny mer Komarna zakazał pochówku, a na cmentarzu chciał wybudować budynek dla pracowników. Na szczęście nie doszło do tego.” (Prace porządkowe na cmentarzach w Komarnie i Tuligłowach; 08.08.2016; w: http://www.studiowschod.pl/prace-porzadkowe-na-cmentarzach-w-komarnie-i-tuliglowach/).  
We wsi Kurowice pow. Przemyślany: „Około 15.06.1944 r. zamordowano Władysława Kociołka l. 20”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Niedzieliska pow. Przemyślany zostali zamordowani przez UPA: Tereszczyn Tekla, lat 50; Tereszczyn Maria, lat 15; Tereszczyn Stanisław, lat 3. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 283).
W miasteczku Oleszyce pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Jana Srokę.
We wsi Ostrówek pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy oraz gestapowcy rozstrzelali 15 Polaków przywiezionych z Hrubieszowa. „Ustalono jedynie 10 nazwisk: Franciszek Czajka ze wsi Zawałowa, Jan Gajewski (lat 24), Henryk Jędruszczak (lat 20), Władysław Kamiński (lat 21) ze wsi Trzeszczany, Edward Krzyżanowski, Tadeusz Pomiankiewicz, Józef Pupeć, Stanisław Rutkowski, Czesław Sobczuk, Stanisław Żarek” (Jastrzębski..., s. 110; lubelskie).
We wsi Turkocin pow. Przemyślany zostali zamordowani przez UPA : Łasiak Michał i Matias Michał. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 192).
 
- 1946 roku:
We wsi Darowice pow. Przemyśl została zamordowana przez banderowców, strzałem w tył głowy Polka H. Wańczowska. Wg innych źródeł kobieta została uprowadzona 14 czerwca i zastrzelona w dniu następnym na terenie jej ogrodu. Helena Wańczowska, c. Jana i Pauliny, ur. 28 XII 1924 r. w Kniażycach. Zamieszkała w Darowicach. Uprowadzona przez banderowców 14 VI 1946 r. Zastrzelona przed domem w Darowicach 15 VI 1946 r. (rana głowy). Zlikwidowana przez SB OUN jako domniemana informatorka agentka UBP. Za zabójstwo odpowiedzialny referent SB Nadrejonu „Chołodny Jar”, Wasyl Capiak, ps. „Potap”. Później zamordowano również jej rodziców: Jana (zastrzelony 9 XII 1946 r. w Przemyślu) i Paulinę (torturowana, następnie powieszona 8 VIII 1946 r. przed domem)”. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.172).
We wsi Hureczko pow. Przemyśl zamordowali Anastazję Wojtko. 
We wsi Kniażyce pow. Przemyśl nieznani sprawcy zastrzelili Polkę. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.172).
We wsi Nienowice pow. Jarosław w walce z UPA został ciężko ranny i zmarł po kilku dniach Jan Jędrejko, ur. w 1924 r., milicjant ze wsi Ostrów.   
 
- 1947 roku:
We wsi Horyniec pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Józefa Grenia ur. 1906 r.
We wsi Wierzbica pow. Tomaszów Lubelski upowcy zamordowali żołnierza WP. „Tuż przed północą 15 czerwca, dowództwo batalionu dowiedziało się, że kapral Puto został w Wierzbicy zabity lub ciężko ranny. Zameldował o tym jego kolega, który towarzyszył mu w wieczornej „wyprawie” do tej wsi, na umówioną randkę z dziewczyną. Powiedział, że gdy kapral rozmawiał z dziewczyną, on siedział w pewnej odległości pod jabłonią, gdzie zasnął. Obudził go krzyk dziewczyny - „nie, o Boże, nie!”. Chwycił za broń, ale kapral już leżał na ziemi, a dwóch napastników ciągnęło dziewczynę do zabudowań. Było za późno i niebezpiecznie więc wycofał się. Przed północą dotarł do Uhnowa i zameldował o wszystkim dowódcy plutonu. 16 czerwca 1947 r.- zgodnie z rozkazem, pododdziały wojska okrążyły wieś i zaległy. Tuż przed świtem, od strony wsi do mostu na Sołokiji zbliżyła się grupa mężczyzn. Dowódca patrolu ochraniający most zapytał: „Stój. Kto idzie?” Przystanęli, a jeden z nich oddał serię z pistoletu maszynowego. Żołnierze odpowiedzieli serią z rkm. Jeden z grupy upadł, pozostali rozbiegli się i wycofali do wsi. Od strony granicy rosyjscy pogranicznicy zaczęli oświetlać rakietami swój teren. Po upływie około pół godziny, rozległa się kanonada  i trwała długo. Nierozpoznany oddział UPA starał się wydostać z okrążenia, po przeciwnej  stronie wsi ale musiał zawrócić pod ostrzałem żołnierzy. Żołnierze nie mogli jednak podążyć w pogoni bo teren otwarty, brak osłony, a od strony wsi strzelano zza budynków, opłotków i innych osłon; z wieży cerkiewnej strzelano z broni maszynowej. Po pewnym czasie żołnierze WP unieszkodliwili punkt ogniowy na tej wieży. W trakcie tej wymiany strzałów pojawił się dym i płomienie, które gwałtownie się rozprzestrzeniały po krytej słomą zabudowie. Mieszkańcy wybiegali z domów ratując mienie. Dowodzący WP wydał rozkaz aby przerwać ostrzał; Wierzbicę trawił pożar. Po około trzech godzinach, wyznaczone plutony WP weszły do wsi. Przeszukania domostw i ich obejść oraz oględziny zgliszcz nie dały rezultatu – broni nie znaleziono, osób podejrzanych i ofiar strzelaniny też nie. Zgromadzono mieszkańców - osobno kobiety z dziećmi i oddzielnie mężczyzn. Na pytania, kto strzelał, wszyscy milczeli, tylko jeden z mężczyzn w podeszłym wieku powiedział: „Nie wiecie kto? - przeklęci  partyzanci”. Wieczór – 16 czerwca 1947 r., wojsko wyszło z Wierzbicy ale nie opuściło terenu. Następnego dnia przyjechał dowódca pułku i żądał dowodów: gdzie banderowcy, gdzie broń? Zagroził dowódcy batalionu że jeśli nie przedstawi dowodu, iż we wsi byli „upowcy” to odda go pod sąd za spalenie Wierzbicy. Żołnierze podjęli bardziej szczegółowe przeszukiwania. Nagle, jeden z żołnierzy zauważył zmianę i wskazując ręką powiedział do kolegi: „wczoraj było tu pogorzelisko po stodole, a dziś jest dół, leć po dowódcę plutonu”. Po usunięciu spopielałej warstwy ukazały się zwęglone belki stropu bunkra, w którym znaleziono, dwudziestu dwóch, nie dających oznak życia, uzbrojonych mężczyzn. Wkrótce znaleziono jeszcze dwa takie schrony, a w każdym z nich trupy mężczyzn z bronią. W ostatnim, wśród zwłok uzbrojonych mężczyzn, odkryto zwłoki w polskim mundurze - był to kapral Puto; miał głowę rozbitą siekierą. Nie znam przyczyny śmierci 62 (wg innej wersji 72) uzbrojonych mężczyzn, których zwłoki znaleziono w trzech bunkrach Wierzbicy. W Uhnowie mówiono różnie: że ukryli się pod presją mieszkańców aby uniknąć zagłady wsi, inni, że pożar odciął im drogę wyjścia z bunkrów, jeszcze inni, że popełnili zbiorowe samobójstwo? O ofiarach wśród ludności nie mówiono, bo ich nie było. Kapral Puto został pochowany na cmentarzu w Uhnowie. Uczestniczyłem w tym pogrzebie wraz z innymi uczniami mojej i innych klas „uhnowskiej” Szkoły Podstawowej.” (Tadeusz Wolczyk: „Fałszowanie historii w audycji TVP Lublin, przy udziale przedstawicieli IPN”; w: „Kresowy Serwis Informacyjny” nr 1 z 2013 r.). 
 
     W połowie czerwca 
 
- 1940 roku
W mieście Dydnia pow. Brzozów został  aresztowany przez gestapo na skutek donosu Ukraińca Michała Nestora proboszcz kanonik ks. Kazimierz Lach i wywieziony do Oświęcimia, a następnie do Dachau, gdzie zmarł zamęczony 5 kwietnia 1941 r.”  (http://www.gminadydnia.pl/ng/Nasza_Gmina_IV_2004.pdf).
 
- 1941 roku: 
W miejscowości Chyrów pow. Dobromil w wyniku donosu Ukraińców NKWD aresztowało 4 miejscowych polskich nauczycieli i po kilku dniach rozstrzelało ich, w tym dyrektora szkoły Lenarta. 
 
- 1943 roku:
We wsi Bór pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 35-letniego Polaka Marcinkowskiego.
 
- 1944 roku:
W miasteczku Bohorodczany pow. Stanisławów banderowcy uprowadzili 3 rodziny polskie liczące 12 osób i wymordowali je w lesie, ich zagrody obrabowali miejscowi Ukraińcy i spalili.
W miasteczku Halicz pow. Stanisławów uprowadzili i zamordowali 4-osobową rodzinę polską.
 
-  1945 roku:
We wsi Słobódka Muszkatowiecka pow. Borszczów: „W połowie czerwca 1945r. we wsi Słobódka Muszkatowiecka (w parafii borszczowskiej – 2 km od miasta) była miejscem likwidacji bezbronnej ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów. Jednej nocy zamordowano w niej ze szczególnym okrucieństwem  28 osób.” (Józefa Choina- Drabkowska:  Moja droga repatriacyjna; „Głos Podolan” nr 6 z 2004 r., s. 66 – 67)
 
     W nocy z 15 na 16 czerwca   
 
- 1944 roku:  
We wsi Korczyn pow. Stryj banderowcy uprowadzili 62-letnią Jadwigę Bielską, żonę emerytowanego pułkownika WP, i ślad po niej zaginął.
 
     16 czerwca 
 
- 1943 roku:
W futorze Brzezina Policka pow. Sarny upowcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Dermanka pow. Kostopol UPA wymordowała głównie za pomocą różnych narzędzi ponad 100 Polaków.
Dermanka, rodzinna miejscowość Antoniny Woźniak, leżała na lewym brzegu rzeki Słucz, 3 km od granicy polsko-sowieckiej. Przed wojną była dużą, dostatnią wsią. Funkcjonowała tutaj kopalnia glinki kaolinowej i fabryka porcelany, dochodziła kolej wąskotorowa, działała szkoła podstawowa. Na miejscu był też kościół pw. św. Izydora Oracza pobudowany w 1932 r. Gospodarstwo Marianny i Michała Paszkowskich usytuowane było w południowej części wsi. Antonina urodzona w 1926 r. miała dwoje starszego rodzeństwa: Antoniego (ur. 1920) i Zofię (1922) oraz młodszego brata Bronisława (1938). „Dermanka zamieszkana była przez żyjących w zgodzie Polaków i Ukraińców, były też trzy domy żydowskie - wspomina pani Antonina z uwagą, że z punktu widzenia dziecka narodowość nie dzieliła ludzi. - Do Ukraińca na religię przychodził pop, a do nas ksiądz. Ale jak do popa mówiliśmy „pochwalony”, odpowiadał „na wieki wieków”. I odwrotnie, jak do księdza ktoś zwrócił się z pozdrowieniem „sława Bohu”, odpowiadał „na wieki sława”. Z Ukraińcami rozmawiało się po ukraińsku, a kiedy przychodzili do nas - mówili po polsku. Nasze domy sąsiadowały ze sobą. Polacy i Ukraińcy przyjaźnili się, pomagali sobie. Nie było podziałów. Kiedy obchodziliśmy nasze katolickie święta, zapraszaliśmy ich do nas, na święta prawosławne gościli nas u siebie. Nikt nawet nie pomyślał: ten Ukrainiec, a ten Polak. Tacy sami, normalni ludzie.  /.../ - Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało - A. Woźniak wraca pamięcią do 30 czerwca 1943 r. Wspomnienia nie pozwalają mówić. Paszkowscy wrócili z kościoła do domu i zasiedli do obiadu, kiedy we wsi podniósł się straszny krzyk. Bandy banderowców wdarły się do wsi od północy. Idąc od domu do domu, bestialsko mordowały całe rodziny, niszcząc i paląc obejścia. Zginęło wtedy ok. 50 osób. Kiedy doszli do połowy Dermanki, nadjechali partyzanci pod wodzą Kołpakowa (Kowpaka - SB). Przeprawiali się przez Słucz z Polesia na Wołyń, od strony kolonii, gdzie stał dom Paszkowskich. Kiedy zaczęli strzelać, banderowcy rozproszyli się. Mieszkańcy ratowali się ucieczką. Paszkowscy byli w grupie kilkunastu rodzin, które ruszyły na wschód: wozami i pieszo. - Zaczęła się przeprawa przez Słucz, było kilka łodzi. Ale wtedy zobaczyliśmy, że w naszą stronę jadą banderowcy - w dół wzniesienia, prosto na rzekę. Ich białe koszule aż błyszczały z daleka. Wtedy wszystko ruszyło do wody. Podniósł się taki krzyk, że - Boże - chyba w niebie było słychać - opowiada rwącym się głosem./.../ Świadek Antonina Woźniak z Dermanki dopiero na koniec rozmowy, decyduje się dać swoje świadectwo o bestialskich mordach w Dermance, wskutek których 18 osób z najbliższej rodziny straciło życie. „- Jak jeszcze byliśmy w domu, mama powtarzała: „Daj Boże, żeby nas Niemcy zabili, nie Ukraińcy” - wspomina. - Najgorzej ludzie się bali tego noża. Ukraińcy nikogo kulą nie zabili, tylko rżnęli. Serca wyciągali, brzuchy rozcinali. Kobiecie w ciąży wyjęli dziecko i zaszyli jej w brzuchu kota. Mojej stryjence język i uszy odcięli, oczy wydłubali, w przyrodzenie wbili kołek. Wujowi z górnej kolonii odrąbali stopy, ręce, przyrodzenie i rzucili na bok. Żona innego z wujków próbując uciekać, dziecko wyrzuciła przez okno, ją samą banderowcy przybili przewieszoną przez okno, a dom podpalili - opowiada z trudem. /.../ Bratowa męża mojej siostry była Ukrainką, a wyszła za Chicewicza, Polaka. Najpierw zamordowali jego: głowę położyli na kamieniu, a drugim zmiażdżyli głowę. Zanim zamordowali żonę, na jej oczach poćwiartowali pięcioletnią córeczkę. Wykrzykiwali, że za to, że wyszła za Polaka. Mścili się okrutnie na takich mieszanych małżeństwach.” („Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało”, w: http://wolyn.org/index.php/informacje/972-jak-nasza-wies-mordowali-to-bylo-boze-cialo . Art.Czasem dumam nad moim Wołyniem” wyszukał i wstawił: B. Szarwiło. Za: Echo Katolickie 13/2016; w: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/echo201604-wolyn.html?no_header=1&no=1 ). „Opowiadał mi Baltazar Trybulski, że wraz z bratem czuwał w nocy przy zabudowaniach (…). Nie zauważyli jednak grupy upowców, którzy wtargnęli na podwórko, a później do chałupy. (…) Z przerażeniem patrzyli, jak upowcy wyciągnęli z domu jego żonę i dwóch synków. Najpierw o ściany domów porozbijali głowy chłopczyków. Później przystąpiono do zarzynania żony Trybulskiego. By nie krzyczała, przewiązano jej usta drutem kolczastym.” (https://historia.plportal.pl/artykuly/publicystyka/mysmy-sie-nie-bali-smierci-balismy-sie-sposobu-w-jaki-umrzemy-szokujace  ). Zamordowano trzech synów, nie wymieniony jest Antoni, 3-tygodniowy noworodek. (http://wolyn.freehost.pl/miejsca-d/dermanka-07.html  ). Drzewiecki-Zarzeczny Grzegorz napisał; 10.07.2019: Baltazar Trybulski był moim dziadkiem. Choć nie łączyły nas więzi krwi, ale był On drugim mężem mojej babci, Elżbiety, wdowy po Henryku Drzewieckim, który zginął na Wołyniu. Znam tę relację z nocy kiedy zostali zamordowani jego najbliżsi - żona i trzech małych synów. Kochałem Baltazara, tak jak wnuk kocha dziadka. Był moim jedynym dziadkiem. Dopiero jako dorosły poznałem dalsze szczegóły tej dramatycznej nocy i to co się potem wydarzyło. Jestem w kontakcie z panią Janiną, z domu Borecką, którą mój dziadek Baltazar Trybulski uratował tej tragicznej nocy, kiedy banderowcy napadli na Dermankę. Jestem Wołyniakiem z dziada pradziada.” (https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/07/09/mysmy-sie-nie-bali-smierci-balismy-sie-sposobu-w-jaki-umrzemy-szokujace-relacje-ocalalych-z-rzezi-wolynskiej-18/ ). Inni: „Nazywam się Barbara Krupa z domu Załomska. Moja rodzina od strony mamy i taty wywodzi się znad nadsłuczańskiej Dermanki. /.../ 30 czerwca 1943 roku banderowcy idący od Marynina kolejno mordowali mieszkańców Dermanki - wśród nich moich dziadków. Dziadkowi odcięto głowę kosą, babci zaś odcięto piersi i zamordowano. Razem ich wrzucono do studni wraz z resztą rodziny. Mama uciekła do lasu z kilkumiesięczną córką Józefą i tylko tak ocalała. Wieczorem, brat mamy Marian z rodzeństwem pochował dziadka i babcię na podwórku”. (Barbara Krupa z domu Zamolska : "Jestem wdzięczna Bogu" - nadsłuczańska Dermanka. W: https://www.kresowianie.info/artykuly,n491,jestem_wdzieczna_bogu__nadsluczanska_dermanka.html ).  „W jakimś dniu po Bożym Ciele ujrzeliśmy nad Dermanką łunę. Nieliczni, którym udało się ujść opowiadali: we wiosce zjawił się oddział z czerwonymi kokardkami. Kazali ludziom iść do pracy i obiecali bronić przed banderą. Potem pomordowali spokojnie pracujących w polu. Wioskę i plebanię spalili, ale kościół rozebrali i znaleźli zakopane rzeczy.”  (Hieronim Warachim: "Włóczęga Boży" [Ojciec Serafin Kaszuba]. Książka wydana przez Krakowską Prowincję Braci Mniejszych Kapucynów, Łódź 1996).
W kol. Granne pow. Kostopol zamordowali około 15 Polaków.
W kol. Kadyszcze pow. Łuck zamordowali Kazimierza Juśkiewicza.
W miasteczku Kołki pow. Łuck: „Po opuszczeniu Kołek przez Niemców, wyłapano pozostałych Polaków, zamknięto Ich w kościele, a potem podpalono razem z kościołem. Działo się to 16 VI 1943 r. spalono ponad 40 osób, lub więcej. Co zrobiono ze zwęglonymi ciałami, nie udało mi się dowiedzieć, ale jeszcze będę pytał. Zatelefonowałem pisząc o Kołkach do P. Stefana Żołędziewskiego ur. 1929 r. w Koszyszczach. Pan Stefan powiedział jak było: Dziadek Stefana, Jan Twardowski z Milaszewa k. Kołek, miał cztery córki i syna. Marianna wyszła za Ukraińca NN ( P. Stefan zapomniał) z Kołek, o imieniu Roman, mieli troje dzieci IN. Kiedy Polacy uciekali z Kołek do Przebraża, Ona powiedziała że nie będą uciekać. Bohaterscy banderowcy, zamknęli Ich razem z innymi w kościele i spalili. Kiedy przyszli Sowieci, mama Stefana, Antonina pojechała do Kołek pytać się o rodzinę siostry, miejscowi opowiedzieli Jej, że Roman był nakłaniany do zabicia żony i córki, a sam z synami byłby wypuszczony. Ten szlachetny człowiek nie uczynił tego, wszystkich spalili w kościele”. (Janusz Horoszkiewicz; w: http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-kolki-nad-styrem/ ). W. i E. Siemaszko podają datę zbrodni 14 lub 15 czerwca 1943 roku, gdy to „ukraińscy partyzanci” zgromadzili w drewnianym kościele p.w. Wniebowzięcia NMP około 40 Polaków oraz 1 Ukraińca, męża Polki, i spalili ich żywcem razem z kościołem (Siemaszko..., s. 571).
We wsi Kołodenka pow. Równe zostały zamordowane przez upowców 2 osoby: Polak, Edmund Klewaniec lat 20 i Czech, Bolesław Musil lat 40. 
W kol. Zamostyczcze pow. Kostopol: „Dnia 16 czerwca 1943 r. o godz. 15, Jan Reszetyło z ojcem Andrzejem jadąc furmanką drogą polno-leśną z Zamostyszcz w kierunku Berezna, gdzie rodzina prowadziła sprzedaż mięsa i wędlin, natknęli się na grupę Ukraińców. Mężczyźni natychmiast wyskoczyli z furmanki, każdy w swoją stronę. Starszy zeskoczył i pobiegł w kierunku rosnącego przy drodze zboża, młodszy w najbliższe krzaki, gdzie niestety, natknął się na inną, przyczajoną tu grupę Ukraińców. Został na miejscu zasztyletowany, czego świadkiem był ojciec, który przeżył i wrócił do domu.” (http://wolyn.ovh.org/opisy/zamostyszcze-03.html ).  
 
- 1944  roku:
We wsi Podhorodce pow. Stryj w nocy upowcy zamordowali 2 Polaków. „Podhorodce [Stryj]. 16 czerwca zabito Edmunda Selnera i Józefa Kowaczyka. W tym samym czasie uprowadzono z Urycza trzech Ajbinów.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34)
We wsi Stronna pow. Drohobycz zamordowali 1 Polkę. „16.6. W Stronnej z gajówki Lewków banda ukraińska złożona z 46 osób napadła na dom Karola Chytrego, uprowadziła go, a żonę jego Katarzynę zamordowała. Dnia następnego wojsko niemieckie napadło na obóz tej bandy i uwolniło Karola Chytrego.”  (1944, 11 lipca – Pismo PolKO w Drohobyczu do RGO w Krakowie (wraz ze sprawozdaniem) w sprawie tragicznego położenia ludności polskiej tego powiatu. Sprawozdanie  z sytuacji w powiecie drohobyckim na czas od 1.6. do 11.7.1944. W: B. Ossol. 16722/1, s. 157-159, 381).
We wsi Urycz pow. Stryj: „Podhorodce [Stryj]. 16 czerwca zabito Edmunda Selnera i Józefa Kowaczyka. W tym samym czasie uprowadzono z Urycza trzech Ajbinów.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34). Właściwe nazwisko: Albin.
We wsi Zatylce pow. Tomaszów Lubelski upowcy z sotni „Jahody” zatrzymali pociąg osobowy na trasie Bełżec – Lubycza Królewska – Rawa Ruska i w bestialski sposób wymordowali 73 Polaków; wśród morderców byli Ukraińcy ze wsi Poddębce. Zidentyfikowano nazwiska 43 osób, w tym 14 kobiet (m.in. lat 19, 20, 22, 23) oraz 5 dzieci (lat 1, 3, 4, 13 i 16). Wśród zamordowanych była 19-letnia kurierka AK Janina Chmielowiec. Jest to jedna z nielicznych zbrodni, jaka została udokumentowana fotograficznie, co zdążył zrobić przed przybyciem Niemców por. AK Tadeusz Żelechowski (Siekierka..., s. 754 – 756; lwowskie; zdjęcia zamieszczone są na s. 808 – 811). Być  może jednak autorem zdjęć był Wojciech Iwulski: „Ta historia zaczyna się od dużej koperty schowanej w tapczanie. Nie wiadomo jak długo tam leży. Pożółkłą i zakurzoną znajduje przypadkiem Jacek Iwulski, najmłodszy syn Wojciecha. Wysypuje na stół jej zawartość. Wypadają negatywy, jakieś dokumenty, kilka zapisanych odręcznie kartek. I tak, po dwudziestu pięciu latach od śmierci Wojciecha Iwulskiego, znanego braniewskiego fotografa, jego syn odkrywa zupełnie nieznane fakty z życia swojego ojca. Jacek Iwulski: „Negatywów w domu ojca było bardzo dużo. Wciąż odnajduję nowe. Szczególnie cenne okazały się te ukryte przez tatę w kopercie. Są jeszcze z czasów okupacji, kiedy ojciec mieszkał w Bełżcu. /.../  Skanowałem te negatywy. Zdjęcia są makabryczne, tam są też dzieci. Martwe, skłębione ciała dorosłych i dzieci leżące na trawie w lesie. Na kilku innych negatywach rodzina zamordowana w swoim domu. Zostali zaskoczeni. Mężczyzn ciosy, kule dosięgnęły w drzwiach. W pokoju na ścianie dostrzegamy krew, na tapczanie obok maszyny do szycia wykrzywione z bólu twarze trzech kobiet, w innych izbach pomordowane dzieci. Trzydzieści negatywów z koperty. Fotografie na rozkaz AK zrobił Iwulski. Dotarł tam, zanim pojawili się Niemcy. Dokumentują one bestialskie mordy, jakich dopuszczało się UPA w powiecie tomaszowskim w ’44. Ludzie leżący na trawie w lesie, to pasażerowie pociągu relacji Bełżec – Lwów. 16 czerwca 1944 r. ukraiński maszynista Zachariasz Procyk zatrzymał pociąg kilkanaście kilometrów za Bełżcem, w odludnym, ustalonym miejscu. Niedaleko Zatyla. Do wagonów wtargnęli ukraińscy nacjonaliści i wymordowali wszystkich Polaków. Pięćdziesiąt osób. W Szaleniku, wsi niedaleko Bełżca, zimą ’44 w taki sam sposób banderowcy brutalnie zamordowali polską rodzinę – dwanaście osób, w tym pięcioro dzieci. Rzezi dokonywanych przez oddziały UPA na tych terenach było znacznie więcej. Ale jedynie fotografie z tych dwóch mordów ocalały”. (Magdalena Zagała: Unikatowe zdjęcia odnalezione po latach; w: http://wiadomosci.onet.pl/kraj/unikatowe-zdjecia-odnalezione-po-latach/1fqcd3  ).
 
- 1945 roku:
We wsi Hurko pow. Przemyśl został zamordowany przez banderowców Jan Matylak. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 147).
We wsi Nienowice pow. Jarosław: „16 czerwca w Nienowicach poległ milicjant Jan Jędrzejko”. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 121).
 
- 1946 roku:
We wsi Darowice pow. Przemyśl banderowcy uprowadzili 18-letnią Polkę Helenę Wańczoskę i po nocy następnego dnia przyprowadzili ją pod jej dom i tutaj zastrzelili.
We wsi Łodzinka Górna pow. Dobromil obrabowali gospodarstwa polskie, spalili 8 budynków i zamordowali 2 Polaków: nauczyciela i jego matkę; oraz 2 Polaków poranili.
We wsi Mchawa pow. Lesko zamordowali Katarzynę Kochan, lat 42.
 
     17 czerwca 
 
- 1943 roku:
W kol. Frankopol pow. Kostopol  upowcy zamordowali ponad 20 Polaków: 4-osobową rodzinę sołtysa Franciszka Paszkowskiego (rodziców z córką i synem, uratowała się 12-letnia córka Genia z kilkunastoma ranami od ciosów nożem w plecy) oraz kilkunastu przy moście na rzece Korczyk („Kurier Galicyjski” z 24 kwietnia – 14 maja 2009). Z relacji Genowefy z d. Paszkowskiej: „Owego tragicznego dnia, u dziadka była także jego siostra Michalina. Najstarsza siostra Geni była już mężatką: wyszła za młodego nauczyciela Klemensa Bodusa. Ponieważ była w ciąży, a czasy niebezpieczne przeprowadzili się z Klemensem za Korczyk do Horodnicy. Jak się okazało ta decyzja uratowała im życie... 17 czerwca 1943 roku - tragiczna data. "System ostrzegania" alarmował: od strony Budek Ujściańskich jadą furmanki z banderowcami. Były to godziny wieczorne. Babcia Frania poleciła by dziadek i Kazik uciekali w zboże - "..nam kobietom nic nie zrobią..." Dziadek jednak postanowił- zostajemy razem... Najpierw zabili ujadającego na podwórku psa. "Gdzie wasze dobra" grzmieli oprawcy... Mordu dokonali przy studni, zabijając babcię Franię, Michalinę oraz ciężko raniąc (17 ran kłutych) małą 12 letnią Gienię. Lonia próbowała ich przechytrzyć:"...ja pokażę gdzie dobra ukryte." Kiedy za stodołą oprawcy zaczęli szukać, Lonia jak sarna zaczęła uciekać w stronę rzeczki... Było jednak zbyt głęboko.. Złapali ją i na podwórku zabili. Później Dziadka i Kazika znaleziono martwych w zbożu. Martwa, z grymasem bólu twarz (Franciszki) świadczyła że najpierw zabito jego syna Kazika. Gienia ciężko ranna usłyszała iż chcą zakopać ciała... dobijcie mnie! Poczuła jak ostrze po raz 17 wbija się w jej plecy... nastała ciemność i cisza. Chłód nocy obudził Genię. Dowlokła się do domu, do łóżka. Szklanka mleka - za ciężka by kolejny raz po nią sięgnąć... Tym, który powiadomił rodzinę sołtysa o niebezpieczeństwie był bratanek dziadka - również Franek. Zabrakło czasu na ucieczkę - furmanki już wjeżdżały na podwórko... Chłopiec przeskoczył płot i ukrył się w rosnących tam konopiach. Dopiero następnego dnia rano, słysząc znajome głosy - odważył się ujawnić. To właśnie Franek wiózł furmanką ranną Genię do Horodnicy do niemieckiego szpitala wojskowego.” (http://wolyn.ovh.org/opisy/frankopol-03.html ). 
W kol. Kołodeskie Budki pow. Łuck zamordowali rodzinę polską Jana Hrynowieckiego i spalili ich zabudowania.
We wsi Kopytków pow. Zdołbunów zamordowali 5 Polaków, w tym 4 kobiety.Okoliczni banderowcy zorientowali się, że Polacy w tym rejonie uciekli im spod noża, spowodowali prowokację we wsi Kopytków. W tej wiosce m.in. mieszkały trzy rodziny moich kuzynów ze strony matki: Kowalacy, Glińscy oraz Kralowie. W kilka dni po wyjeździe ich i innych Polaków do Zdołbunowa, banderowcy wywiesili odezwy do Polaków nawołujące do powrotu. Mówiono w nich, że tego rodzaju ekscesy były wielkim nieporozumieniem, że Polacy mogą wracać do swoich domostw, że nie grozi im ze strony Ukraińców żadne niebezpieczeństwo. Niektórzy dali się na tę akcję prowokacyjną nabrać, w tym również ciotka Glińska, jej dorosła córka z mężem i dwoje dzieci nieco młodszych ode mnie. Na szczęście głowa domu, wujek Kowalak i ich najstarsza córka Wikta pozostali u nas. Drugiej czy trzeciej nocy (17 czerwca 1943 -red) stało się nieszczęście. Wymordowano wszystkich powyżej lat 12, dlatego też moi najmłodsi kuzyni ocaleli. Z ich relacji znamy przebieg tej strasznej nocy. Późną nocą obudził domowników łoskot wyłamywanych drzwi. Banderowcy wdarłszy się do środka poprzykrywali czy też kazali się przykryć pierzynami. Dorosłych, tj. ciotkę i jej zamężną córkę, położyli na podłodze, po czym do leżących zaczęto strzelać. Należy nadmienić, że młoda mężatka była w ostatnim miesiącu ciąży. Po oddaniu strzałów zaczęto dobijać leżących bagnetami mówiąc przy tym „mech i ja umoczę bagnet w polskiej krwi”. Męża ciotecznej siostry usiłowano zamordować w nieco inny sposób. Morderca odwróciwszy go do siebie tyłem strzelił w kierunku głowy z najbliższej odległości. Na szczęście nie trafił dobrze, pocisk przeszedł rozrywając policzek powodując duże krwawienie, dawało to pozory strzału śmiertelnego. Wychodząc z domu mordercy podpalili domostwo. Cioteczny szwagier, o którym mowa, pomimo krwawienia nie stracił przytomności i wyczołgał się za strefę ognia. To samo zrobiły dzieci. Nie pamiętam, w jaki sposób dowiedzieliśmy się o tym, co się stało. W każdym razie przy pomocy wojsk węgierskich, chyba w tym samym czasie sprowadziliśmy do Zdołbunowa szczątki popalonych ofiar i zorganizowaliśmy im katolicki pogrzeb. […] W kilka dni po omawianym pogrzebie kuzyn z tej samej wsi Kopytków – Kazik Gliński, nie bacząc na grożące niebezpieczeństwo, wybrał się na wieś ze swoją koleżanką, bo coś im trzeba było przynieść ze wsi. Poszli i nie wrócili, wszelki ślad po nich zaginął. Do dzisiaj nie wiadomo w jakich okolicznościach zostali zamordowani. (Kazimierz Panów, Zdołbunowskie wspomnienia. Spowiedź bez konfesjonału . Fundacja Moje Wojenne Dzieciństwo, 2001, Tom 4, Za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/854-przedsionek-pieka-czerwiec-1943-roku-na-woyniu.html ). Inni:  zostało zamordowanych przez Ukraińców 4 Polaków: Józefa BIEGANIK, Stanisław KUBIAK, Wiktoria KUBIAK, Anna MACHOWSKA  (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).
We wsi Pożarki pow. Łuck zamordowali 4 Polaków: lat 19, 22, 25 i 27.
We wsi Sosolówka pow. Czortków zamordowali Józefę Lachowicz.
 
- 1944 roku:
We wsi Byków pow. Złoczów: „17.06.1944 r. została zam. rodzina Węglarzów: matka Karolina l. 40 i synowie Julian l. 15 i Franciszek l. 10”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Koniuszki  koło Rudek pow. Sambor: 17.06.44 r. zamordowano dwóch telefonistów NN przy pracy na drodze między Samborem a  Rudkami.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Momoty Dolne pow. Janów Lubelski policjanci ukraińscy z Niemcami zamordowali 15 Polaków. 
W miasteczku Monasterzyska pow. Buczacz: „17.06.1944 r. został zam. Frankowski Michał l. 28.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
 
- 1945 roku:   
We wsi Pogorzelec pow. Włodawa upowcy zamordowali na oczach całej rodziny Jana Zdolskiego. 
 
- 1946 roku:
We wsi Holeszów pow. Włodawa upowcy zamordowali Piotra Głowiaka, przesiedleńca z ZSRR.
 
     W nocy z 17 na 18 czerwca
 
- 1943 roku:
W osadzie Chrobrów pow. Łuck Ukraińcy zakłuli nożami 1 Polaka. „Wszystko zaczęło się 17-18 czerwca mówi Tadeusz Filipczak (urodzony w 1928 r. w miejscowości Czaruków pow. Łuck). Mieszkałem z rodzicami w kol. Chrobrów gmina Czaruków. Od wiosny 1943 r. wszyscy mieszkańcy naszej wsi nie spali już w swoich domach, ale po krzakach, w polu a niektórzy w wykonanych przez siebie schronach. Niepokojące wieści o mordach ukraińskich band dochodziły ze wszystkich stron. Wspomnianego czerwcowego dnia mordu dokonano i u nas. Napadnięty został Jan Michałek z dziewczyną. Jego zamordowano a ona zdołała uciec na stację kolejową w miejscowości Nieświt, gdzie znajdował się wojskowy posterunek niemiecki.” (Bogusław Szarwiło: Zamordowali również Ukraińca Siańko Klepca, bo uprzedził Polaków o napadzie; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/1201-zamordowali-rowniez-ukrainca-sianko-klepca-bo-uprzedzil-polakow-o-napadzie).  
 
     18 czerwca
 
- 1943 roku:
We wsi Budki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 26-letniego Stefana Sapka. 
W kol. Czerteż pow. Równe zamordowali 16-letniego Mieczysława Bronowickiego. 
We wsi Jarosławicze pow. Dubno wymordowali co najmniej 52 Polaków:  Inni podają datę zbrodni : 22 maja 1943 roku  i pod tą datą znajduje się jej opis.
W kol. Józefówka pow. Równe zamordowali 23-letniego Jana Woźnika.
We wsi Kopytków pow. Zdołbunów zamordowali 2 Polki, lat 23 i 42. Inni: „zostały zamordowane przez Ukraińców 2 Polki: Rozalia Kowalak, z domu Kral, ur. 18. X 1901; Antonina Masiewicz”  (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).
W kol. Kurdybań Warkowicki pow. Dubno zabili 5-letnią polską dziewczynkę Irenę Dobłogowską.
W kol. Marianówka pow. Łuck zamordowali 3 starszych Polaków: Józefowi Dąbrowskiemu obcięli rękę, jego żonie piersi, związali ich drutem kolczastym i powiesili w studni głowami w dół oraz innemu mężczyźnie wydłubali oczy, wycięli język i przywiązali do drzewa głową w dół. Złapaną 3-letnią Alfredę Szadurską uderzyli główką o drzewo i wrzucili do studni – nie wiadomo, kto ją stamtąd wydobył i odwiózł do sierocińca w Łucku (Siemaszko..., s. 543, 1196). 
We wsi Nowosiółki pow. Zdołbunów wymordowali 11 rodzin polskich oraz  Mariana Gajewskiego, ur. 1908, który  pozostawił żonę i 2 dzieci; razem co najmniej 45 Polaków.
We wsi Tajkury pow. Zdołbunów zamordowali 22-letnią Polkę Zofię Gajewską.
W kol. Wydumka pow. Łuck zamordowali 3 starszych Polaków. 
 
- 1944 roku:
We wsi Boniszyn pow. Złoczów: „18.06.1944 r. została zam. Golęba Albina l. 30”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
We wsi Kopań pow. Przemyślany zostali zamordowani Kral Franciszek, lat 30, i Sokulski, lat 18, partyzanci 40 pp. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 276).   
 
- 1945 roku:
We wsi Cewków - Buda Czerniakowa  pow. Lubaczów upowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety, lat 23, 26 (ich ciał nie odnaleziono) i lat 30. Oraz: zamordowali : Julię Tabor c. Wojciecha ur. 1919 r., Stefanię Tabor c. Wojciecha ur. 1922 r. oraz Kazimierza Bandera s. Michała ur. 1909 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Polchowa pow. Przemyśl 18 VI 1945 r. banderowcy zabili 2 Polki. (APP sygn. 80. Meldunek MO w Przemyślu z 19 VI 1945 r., k. 17; AIPN-Rz-051/217. Napady i akcje zbrojne sotni „Burłaka”, k.126).
We wsi Ruska Wieś pow. Przemyśl zamordowali 2 Polki, które powracały z Tarnawki.   
 
- 1946 roku:
We wsi Cewków pow. Lubaczów „podczas napadu bandy UPA zostali zamordowani: Bander Kazimierz, ur. 1909 r.; Kudła Zofia, c. Wojciecha, ur. 24.02.1915 r.; Tabor Julia, c. Wojciecha, ur. 1919 r.; Tabor Stefania, c. Wojciecha, ur. 3.03.1922 r.” (Siekierka..., s. 473, lwowskie). 
We wsi Laszki pow. Jarosław zamordowany został przez UPA szer. Mieczysław Ziółkowski, ur. w 1926 r., żołnierz WP.
 
- 1947 roku:
 W mieście Jarosław ma grób Gąsiecki Bolesław ur. 1925, który zginął z rąk UPA 18 VI 1947 (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html). 
 
   W dniach od 15 do 19 czerwca:
- 1943 roku:
W powiecie Zdołbunów we wsiach Tajkury, Kopytków, Nowosiółki i Stefanówka Ukraińcy zamordowali co najmniej 12 Polaków. „W 1943 roku Tajkury, Kopytków i okoliczne wioski stały się miejscem rzezi ludności polskiej (Kopytków – 15. VI, 17. VI, 18. VI; Nowosiółki – 18. VI; Stefanówka – 19. VI; Tajkury – 11. IV, 1. V, 18. VI i 28. VI). Według makularza księgi zgonów parafii Tajkury, prowadzonego przez ks. Waleriana Głowacza zginęły wówczas 29 osoby. /.../  Przy nazwiskach grzebanych parafian czynił dopiski: „zamordowany (-a) przez bandytów lub zamordowany (-a) przez Ukraińców”. W lipcu 1943 r. załamany i chory opuścił Tajkury udając się do Zdołbunowa. Później duszpasterzował w Nowogrodzie Wołyńskim. /.../ Listę tę opracowałem na początku lat. 90 XX w. na prośbę p. Romualda Wernika, który w zmienionej postaci opublikował ją w swej książce: Romuald Wernik, „Tajkury – wioska, która była miastem”, Londyn, 1997. Kopię raptularza księgi chrztów i zgonów parafii Tajkury z lat 1939-1943 otrzymał ks. prof. Waldemar Witold Żurek SDB, który zawarte w niej informacje opublikował w swej pomnikowej pracy pt. „Wykazy osób z akt parafialnych diecezji łuckiej do 1945 roku” (t. VI, Lublin 2010, s. 1105-1128). Uczyniono tak, by ułatwić dostęp do archiwalnej księgi, dokumentującej martyrologię narodu polskiego na Wołyniu. Wielokrotnie modliliśmy się za te ofiary w Zdołbunowie, Ostrogu i samych Tajkurach. W czasie nabożeństw żałobnych odczytywaliśmy listę zamordowanych w Tajkurach i okolicy. Do Tajkur w latach 90. XX wieku dwa razy organizowaliśmy też pielgrzymkę w dniu 10 sierpnia z Ostroga i Zdołbunowa. W pielgrzymkach tych brali udział m.in. klerycy z Krakowa: Piotr Janczy, Bolesław Karcz, Stanisław Molendys i Waldemar Szlachta. Było tak dopóki nie wtrąciła się SBU i Dziekan ks. Władysław Czajka z Równego, który sugerował by nie robić hałasu wokół Tajkur... Harcerze ze Zdołbunowa i młodzież z Polski zaczęli niedawno porządkować dawny cmentarz katolicki i sam kościół w Tajkurach. Ks. Andrzej Ścisłowicz z parafianami w Zdołbunowie pielęgnuje pamięć o niewinnych ludziach zamordowanych w Tajkurach i okolicy. A więc warto było jednak organizować te nie mile widziane pielgrzymki na początku lat 90. XX wieku… (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf ).
 
    W nocy z 18 na 19 czerwca
 
- 1943 roku:  
We wsi Uhrynów pow. Łuck upowcy oraz miejscowi chłopi ukraińscy wymordowali w majątku ziemskim co najmniej 20 Polaków oraz ranili 15 osób, z czego 2 zmarły; matce poderżnęli gardło i zadali wiele ran kłutych, jej 15-letniej córce rozpruli brzuch, żonie ogrodnika z majątku odcięli głowę. (Siemaszko..., s. 550).
 
- 1946 roku:
We wsi Bełżec pow. Tomaszów Lubelski: 18/19.06.1946 r. Banda UPA w sile 50 ludzi uprowadziła 3 Polaków i zabiła ich.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
 
   19 czerwca 
 
- 1943 roku:
We wsi Adamówka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Michała Staniszewskiego.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck zamordowali co najmniej 5 Polaków:  43-letniego Jana Mazurkiewicza i jego 40-letnią żonę Zofię wrzucili do studni i przygnietli pniakami oraz 3 kobiety lat: 74, 63 i 63.  Inni: “Wszystko zaczęło się 17-18 czerwca mówi Tadeusz Filipczak (urodzony w 1928 r. w miejscowości Czaruków pow. Łuck). Mieszkałem z rodzicami w kol. Chrobrów gmina Czaruków. /.../  Nie wiedzieliśmy, że napad na naszą miejscowość był przygotowany przez UPA na 19 czerwca. O tym fakcie powiadomił nas ukraiński sąsiad Siańko Klepiec w chwili kiedy paliły się już Jeziorany Szlacheckie. Tata w tym czasie był u Michałka pomagał przy wykonaniu trumny dla zamordowanego Janka. Nie było na co czekać, natychmiast z mamą uciekliśmy do stryja Edwarda Filipczaka skąd już razem z nim do Budek Osieckich, gdzie mieszkał brat stryjenki Bolesław Konopko. Stamtąd wszyscy razem uciekliśmy do Torczyna, gdzie stacjonowało wojsko niemieckie. W czasie napadu zamordowano 13 Polaków, jedną Czeszkę, 2 Rosjan i Ukraińca Siańko Klepca za to, że uprzedził Polaków o napadzie.” (Bogusław Szarwiło: Zamordowali również Ukraińca Siańko Klepca, bo uprzedził Polaków o napadzie; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/1201-zamordowali-rowniez-ukrainca-sianko-klepca-bo-uprzedzil-polakow-o-napadzie).
We wsi Darachów pow. Trembowla: „imię Rogowskiego Jan, był agentem pocztowym, został zam. 19.06.1943”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Dykta koło wsi Szyszkowce pow. Brody zostało zamordowane przez Ukraińców małżeństwo polskie: Jan Chyła i jego żona Weronika (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Jarosławicze pow. Dubno 19-letni Stanisław Żukowski oraz jego stryj 38-letni Bolesław, zostali zatłuczeni na śmierć polnymi kamieniami przez grupę wyrostków ukraińskich (Siemaszko..., s. 65).
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck upowcy oraz chłopi ukraińscy obrabowali i spalili polskie gospodarstwa oraz zamordowali co najmniej 49 Polaków. Starsze małżeństwo Michała i Franciszkę Omańskich przy muzyce i tańcach spalili w stogu siana; 59-letniemu Józefowi Butkiewiczowi wbili w czoło gwóźdź i pozostawili kartkę: Win mene chlibom kornyw, a ja joho za to ubyw. Zrobił to służący Ukrainiec, którego Polak traktował jak syna, m.in. wyprawił mu huczne wesele (Siemaszko... s. 539). „Po wyjeździe bandy Janka podczołgała się do leżącego na skraju lasu ojca, który jeszcze jęczał. Zobaczyła, że był ranny w prawe ramię, a w skroń miał wbity 8-calowy gwóźdź. Za chwilę zmarł. Następnie Janka podczołgała się do spalonej stodoły, gdzie leżały zwęglone zwłoki matki. Sądzić należy, że spłonęła żywcem, bo miała tylko przestrzelone nogi. /.../ W zabudowaniach rodziny Omańskich zobaczyła zamordowaną matkę i najmłodszą córkę (około 18 lat) splecione w uścisku. Miały zadane kilkanaście pchnięć nożem lub bagnetem” (Siemaszko..., s. 1188). Wspomnienia Franciszka Kułakowskiego. “Banda Ukraińskiej Powstańczej Armii w 1943 roku zabiła w Jeziorce Szlacheckiej Franciszkę i Michała Osmańskich. Ich ciała zbrodniarze wrzucili do płonącej stodoły. Po wojnie rodzina odnalazła tylko kilka kostek i złote zęby dziadka. “- Gdy ludzie zorientowali się, co się dzieje, zaczęły powstawać placówki Samoobrony - opowiada pan Franciszek. - Sam też znalazłem się w takiej grupie 19 czerwca 1943 roku w szkole w Maćkowcach. Tego dnia w banderowcy napadli jednak na Jeziorany Szlacheckie. Samoobrona nie zdążyła się zorganizować. Ukraińcy zamordowali wiele osób. W tym moich dziadków Osmańskich. Straciłem wtedy 18 osób z mojej rodziny”. Na szczęście jego mama z najmłodszym bratem wcześniej wyjechała do Łucka. Tam była bezpieczna, bo w miastach na Polaków nie napadano. Ojciec schronił się u znajomego Czecha w Jezioranach Szlacheckich. “- Tam był świadkiem, jak za dnia Ukraińcy zamordowali 11-osobową rodzinę młynarza. Po trzech miesiącach przedarł się do Łucka - mówi pan Franciszek”. /…/ “- Do tej pory pamiętam, jak spóźniliśmy się, gdy dotarł do nas sygnał, że w jednym z osiedli pozostała polska rodzina Dziarkowskich, jakieś 12 kilometrów od Przebraża - przypomina sobie pan Franciszek. - Na miejscu zastaliśmy ciało zarąbanego na progu gospodarza. W sieni odkryliśmy martwą kobietę z wyprutym płodem, w innych miejscach zmasakrowane ciała 10-letniej dziewczynki i 12-letniego chłopca. To był straszny widok”. (Zbigniew Marecki: Przeżył ukraińskie ludobójstwo; 23 maja 2008; w:  http://www.gp24.pl/magazyn/art/4346389,przezyl-ukrainskie-ludobojtwo,id,t.html ). „19 czerwca 1943 roku o godz. 9.00 rano Jeziorany Szlacheckie zostały zaatakowane przez liczną bandę ukraińską. W Jezioranach mieszkało 250 Polaków i 50 Ukraińców. Napad nastąpił na wieś od strony płn.-zach. i w tej części wsi wymordowano 50 Polaków. Samoobrona z nieliczną ilością broni nie chroniła wsi, tym bardziej że napad nastąpił rano po zdjęciu ubezpieczenia. Stanowił to wyjątek, bowiem wszystkie dotąd napady dokonywano nocą lub o świcie. Z mojej najbliższej rodziny zostali:zamordowani: 1. Omański Michał lat 85 mój dziadek 2. Omańska Franciszka lat 80 moja babcia 3. Omański Edward lat 60 mój wujek 4. Omański Michał lat 60 mój wujek 5. Omańska Janina lat 45 moja ciocia 6. Omańska Leokadia lat 40 moja kuzynka wraz z córką 15 lat 7. Omańska Elżbieta lat 70 moja kuzynka 8. Szadurski Tadeusz lat 60 mój kuzyn 9. SzadurskiJan lat 55 mój kuzyn 10. Sebastiański Marian lat 55 mój wujek 11. Sebastiańska Helena lat 30 moja kuzynka 12. Błędowski Adolf lat 20 mój cioteczny brat 13. Błędowska Weronika lat 17 moja cioteczna siostra 14. Czajkowska Maria lat 40 moja kuzynka Pozostali to moi znajomi mieszkańcy Jezioran Szlacheckich. Potworne żniwo śmierci i pożogi pozostałych przy życiu osób z Jezioran Szlacheckich i Jezioran Polskich była sygnałem do ewakuacji. W części uciekinierzy zgrupowali się na Kolonii Czeskiej, skąd rankiem 20 czerwca podjęto ewakuację tylko wozami konnymi do oddalonego o 20 km Łucka. Niestety po drodze w okolicy Połonki zgrupowany długi transport został przez bandy zaatakowany w wyniku czego mimo skromnej osłony ogniowej 4 osoby zostały zabite i 6 osób rannych. Trzy zaprzęgi konne z dobytkiem w popłochu pozostawiono - pozostali szczęśliwie dotarli do Łucka gdzie kto mógł ulokował się u krewnych i znajomych. Ojciec został u Czechów, nie dał się namówić na ewakuację i kiedy przyszedłem do niego z pomocą, ogromny szok mój i mojego ojca, nie był w stanie nawiązać z nim kontaktu. Na dziedzińcu u Czecha o nazwisku Kopecki, właściciela młyna zobaczyłem krwawe żniwo mordów dwóch rodzin Biernackich - Stanisława i Józefa, z Jezioran Szlacheckich. Do dziś czuję zapach świeżej krwi i straszny obraz pomordowanych. Do dziś nie umiem wyzwolić siebie ze strasznego widoku tej zbrodni. Ojciec w szoku, ukryty pod magazynem zbożowym, był cały czas naocznym świadkiem tragedii. Biernaccy, jedni z bogatszych mieszkańców Jezioran Szlacheckich chcieli uchronić swoje życie układem z Ukraińcami - oczywiście za pokaźna daninę - jednak to nie pomogło i wszystkich zgromadzili u Czechów, gdzie na dziedzińcu gospodarstwa Kopeckich nastąpił straszny, zbiorowy mord. Ojciec dokładnie opowiadał mi przebieg tragedii. Początkowo synowi Biernackiego - Franciszkowi (mój kolega szkolny) wręczyli karabin i jeśli zastrzeli swego ojca wszystkich puszczą wolno. Kiedy to się nie stało zaczęto zabijanie siekierami, nożami, bagnetami. Zgiełk i krzyki zabijanych roznosiły się po całej wsi, jednak mieszkańcy nie mogli wpłynąć na zaprzestanie zbrodni - pochowali się - paraliżował ich wielki strach. Ojciec w pamięci przechowuje słowa głównego dowodzącego mordem Ukraińca skierowane na wstępie: „Panie Biernacki, wy były dobryj czołowik - budemo was pomału rizaty". Słowa i opis tej zbrodni ojciec powtarzał wokół wszystkim do końca swoich dni, a towarzyszące mu emocje zawsze kończyły się rozstrojem nerwowym. Jeszcze tego popołudnia Ukraińcy wywieźli potwornie zmasakrowane szczątki pomordowanych i w niewiadomym dotąd miejscu zakopali 14 osób w zbiorowej mogile. Dla utożsamienia i utrwalenia tej zbrodni w mojej pamięci - wszyscy pomordowani byli, Ojcu i mnie bardzo dobrze znani, dlatego spoczywa na mnie obowiązek zachowania ich w zbiorowej pamięci. Oto Oni: Rodzina Biernackiego Stanisława: Biernacki Stanisław - ojciec lat ok. 60; Biernacka Maria - żona lat ok. 55; Biernacki Franciszek (mój przyjaciel) - syn lat ok. 17; Biernacka Stefania (moja koleżanka) - córka lat 15; Biernacka Halina - córka lat 16; Biernacka Bronisława - matka Biernackiego lat 80; Biernacka Jadwiga - kuzynka Biernackiego lat 70. Rodzina Biernackiego Józefa: Biernacki Józef - ojciec lat 65; Biernacka Marta - matka lat 60 ; Biernacka Stanisława - matka Marty lat 80; Biernacki Zbigniew - brat lat 60 ; Biernacki nn ;- brat lat 55 Budkiewicz Jan - kuzyn Józefa lat 50 ; Budkiewicz Marta  - żona Jana lat 50.  Łącznie 14 osób. Cień tej tragedii jako jeden z tysiąca epizodów ludobójstwa będzie snuć się przez pokolenia ale też niech zostanie w pamięci dla potomnych.” (Andrzej Obecny: WSPOMNIENIA FRANCISZKA KUŁAKOWSKIEGO; w: Słupscy Wołyniacy, Słupsk 2008; za  https://bibliotekacyfrowa.eu/Content/33896/230-0001.pdf )
W kol. Rafałówka pow. Sarny Ukraińcy zamordowali co najmniej 2 Polaków.
W kol. Stefanówka (Stepanówka) pow. Zdołbunów zamordowali 1 Polaka.  „We wsi Stefanówka został zamordowany przez Ukraińców Feliks CESAK, s. Jana i Małgorzaty; rolnik; pozostawił żonę Annę z Houratków i 3 dzieci: Genowefa, Stanisława i Apolonia; 19. VI 1943 Stefanówka; zamordowany przez Ukraińców” (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).
W kol. Szklin pow. Łuck zamordowali 10 Polaków 
 
- 1944 roku: 
We wsi Łahodów – Dobra pow. Brody: „19.06.1944 r. zostały zam. dwie rodziny polskie (10 osób)” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Łahodów pow. Przemyślany: „19.06.1944 r. zostali zamordowani: 1-2. Antoniak Antoni l. 55 i jego syn Mikołaj l. 29; 3. Kunicki Michał l. 35; 4. Nowogrodzka Maria l. 14”.  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). Oraz: „W czerwcu 1944 r. zamordowano 7 Polek z małżeństw mieszanych, NN.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Starzawa pow. Mościska banderowcy zamordowali 3 Polaków.
 
- 1945 roku:
Na drodze z miasteczka Bircza pow. Przemyśl do Przemyśla upowcy uprowadzili Katarzynę Szelewę, matkę 6-ga dzieci, która zaginęła bez wieści. Patrz niżej.
W miasteczku Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu ma grób Szelewa Katarzyna ur. 1892. która zginęła z rąk UPA 19 VI 1945 r.. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html)   
We wsi Zawój pow. Lesko upowcy zamordowali Jana Szczerbę, gajowego.
 
- 1946 roku:
We wsi Maćkowce pow. Przemyśl obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 6 Polaków.
We wsi Olszany pow. Przemyśl w nocy obrabowali i spalili wieś oraz zamordowali 12 Polaków.
We wsi Ujkowce pow. Przemyśl obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 9 Polaków.
 
- 1947 roku:
We wsi Turzańsk pow, Sanok w rejonie wsi UPA ostrzelała samolot wykonujący lot rozpoznawczy śmiertelnie raniąc nawigatora pokładowego. (Motyka, s. 435 – 436)
 
     W nocy z 19 na 20 czerwca 
 
- 1944 roku:
We wsi Łachodów pow. Przemyślany Ukraińcy zamordowali 7 Polaków, którzy po przejściu frontu wrócili na swoje gospodarstwa (Komański..., s. 295).
 
- 1946 roku:
We wsi Batycze pow. Przemyśl upowcy spalili wieś i zamordowali 1 Polaka.
We wsi Maćkowce pow. Przemyśl uprowadzili, zamordowali i spalili zwłoki w stodole na terenie wsi Orzechowce 2 Polaków.
We wsi Orzechowce pow. Przemyśl obrabowali i spalili wieś oraz zamordowali 15 Polaków, w tym kobiety.
 
     19 lub 20 czerwca
 
- 1942 roku: 
W mieście Włodzimierz Wołyński esesmani i ukraińscy policjanci rozstrzelali około 320 Polaków. „Byli to wszystko wojskowi, polscy oficerowie i podoficerowie. W komendanturze odebrano im wszystkie dokumenty, zaś w wiezieniu naczelnik Ob. Kryszczuk, Ukrainiec, odebrał nam zegarki, kosztowności, pieniądze oraz paski i szelki. Przeprowadzono także dokładne rewizje osobiste” – pisał dalej Bielaszewski. Zatrzymanych wyprowadzono na plac przed więzieniem. /.../ Później wraz z 20 innymi więźniami został zaprowadzony za bramę, gdzie czekały już dwie ciężarówki i dwa samochody osobowe. Konwojowali ich niemieccy żołnierze i ukraińscy milicjanci. Z relacji Bielaszewskiego wynika, że zostali zawiezieni na ul. Kowelską, gdzie kazano im wysiąść z ciężarówek. „Zaprowadzono nas w pole zarośnięte dość wysoką już pszenicą. W środku zboża spostrzegłem dwa duże leje od bomb. Wpędzono nas do jednego z lejów i kazano się rozbierać do bielizny. Lej ten był otoczony przez esesmanów i ukraińskich milicjantów”. /.../ Po egzekucji ostatniej czwórki zaczął padać ulewny deszcz. Auta odjechały po nowy transport, przy czym usłyszałem, jak milicjanci ukraińscy wołali, aby przywieźć szpadle do zakopania zwłok”. Ulewny deszcz, przed którym kaci schowali się do jednego auta, wykorzystał Franciszek Bielaszewski, który został tylko ranny, do ucieczki. O tej zbrodni Bielaszewski poinformował polską prokuraturę w 1945 roku, następnie w 1969 roku Główną Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Bezskutecznie. Zmarł w 2006 roku, a w roku następnym jego córka Teresa Wasiak złożyła spisaną dokładnie relację ojca do radomskiej delegatury IPN (Piotr Kutkowski: „Człowiek, który przeżył własną śmierć”; w: „Dziennik Wschodni” z 22 sierpnia 2008). W 2009 roku odkryto istnienie masowych grobów na peryferiach Włodzimierza Wołyńskiego, ale strona ukraińska nie dopuściła do prac przy ekshumacji polskich ekspertów. Zapewne aby wykazać, że były to ukraińskie ofiary niemieckiego terroru. „W 2009 roku archeolodzy ukraińscy, prowadząc wykopaliska na terenie Włodzimierza Wołyńskiego, natrafili na masowy grób, w którym odnaleźli polskie orzełki i guziki od mundurów. Stwierdzili, że są to ofiary mordów przeprowadzanych przez NKWD w 1941 w związku z "ewakuacją więzień" po czym zaprosili do współpracy polskich archeologów. Badacze polscy doszli do wniosku, że odnalezione szczątki to ofiary zbrodni nie radzieckiej, a niemieckiej - zamordowani w ramach Holokaustu Żydzi.”  (https://plus.gazetalubuska.pl/wojna-to-trzeba-po-prostu-przezyc-aby-wiedziec-czym-jest/ar/7472021 ). Żydzi mieli polskie orzełki i guziki od mundurów?  
 
     20 czerwca 
 
- 1942 roku:
We Lwowie: Sobański Jan, lat 39, zastrzelony ok. 20.06.1942 r. we Lwowie. (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany. w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018). 
 
- 1943 roku:
W majątku i wsi Chocin pow. Równe obrabowali i spalili polskie gospodarstwa, ilość ofiar nie jest znana, natomiast wiadomo, że zamordowali bestialsko na moście nad rzeką Horyń Mikołaja Szurowskiego z 11-letnim synem Wincentym z kolonii Pawłówka Stara wracających do domu z miasta Równe. 
W osadzie Chrobrów pow. Łuck został zamordowany przez Ukraińców mieszkaniec Chrobrowa o nazwisku Michałek; rozstrzelano go za stodołą własnego gospodarstwa. (Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. 2, oprac. L. Karłowicz i L. Popek, Lublin 1998, s. 261).
W kol. Dąbrowa pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: Anielę Rudnicką  z 3 jej dzieci oraz 17-letnią Wandę Stępień po dokonaniu zbiorowego gwałtu. (Siemaszko..., s. 568).
We wsi Hurby pow. Zdołbunów zamordowali 68-letnią wdowę Emilię Supronowicz ocalałą z rzezi 2 czerwca.
W kol. Koźle pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.
W kol. Ossa pow. Kowel zamordowali 4-osobową rodzinę Michała Gryniewieckiego (Hryniewieckiego).
W kol. Sosnowiec pow. Łuck zamordowali 3 Polaków.
W osadzie Szklińskie Budki pow. Łuck zamordowali 5 osób: zakłuli nożami pracowników młyna w Mychlinie: 40-letniego Wacława Podobińskiego, jego 38-letnią ciężarną żonę Zofię oraz mechanika z żoną Bułgarką. Uprowadzili 17-letnią Alicję Podobińską (córkę zamordowanego małżeństwa młynarza), po której ślad zaginął (Siemaszko..., s. 549).  
We wsi Szpikołosy pow. Hrubieszów: „NN pseudonim Grad z Moroczyna zginął w Szpikołosach 20.06.1943 r..”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
W majątku Zaborol pow. Łuck zamordowali Władysława Palenia.
 
- 1944 roku:
We wsi Borszów pow. Przemyślany: „20.06.1944 r. banda nacjonalistów ukraińskich z Borszowa porwała i zamordowała moją babcię, matkę mojego ojca, Pawlinę Wojtanowską (z domu Żerucha, 1°- Zabłocka), ur. 1872 r. w Plenikowie, pow. Przemyślany. Nie jest znane miejsce jej zamordowania ani pochówku. (Eugeniusz Zabłocki)”. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lublin 2009, s. 63 podaje: Wojtanowska Paulina 20.06.1944, lat 72).
W miasteczku Brzostek pow. Jasło: „Karna ekspedycja niemiecka korzystając z wykazu osób podejrzanych o przynależność do organizacji podziemnych, dostarczonego przez miejscowych konfidentów Gonerę i Szczendora dokonała aresztowania ponad 30 osób. Gestapowcy i policjanci ukraińscy w czasie trwania akcji zabili 10 mieszkańców. Ciężko ranny został Karol Ziarno ps. „SIKORA” wizytator tajnego nauczania i kierownik Okręgowego Biura Szkolnego w Krakowie, „SIKORA” zmarł na drugi dzień w szpitalu w Jaśle.” (Wiadomości Brzosteckie; NR 1/3, ROK II, STYCZEŃ-LUTY 1991 )
We wsi Kamienobród pow. Gródek Jagielloński podczas nocnego napadu banderowcy spalili wszystkie gospodarstwa polskie na osiedlu Granica i zamordowali 12 Polaków.
We Lwowie zamordowany został przez policjantów ukraińskich ks. o. Józef Kostuś (brat Rafał OC).
We wsi Łętownia pow. Przemyśl został  zamordowany przez UPA gajowy Rowiński Jan ur. 1912 r.   (Edward Orłowski, w:  http://www.krosno.lasy.gov.pl/documents/149008/17558056/martyrologium+le%C5%9Bnik%C3%B3w+2013.pdf ). Komendant „Strzelca”. Zamordowany (zarąbany) w Dobromilu przez UPA.  (Edward Orłowski..., jw.)
We wsi Marynka Polska pow. Przemyśl: „W Marynce Polskiej k. Medyki został zabity około 20 bm. gospodarz Groch.” (1944, czerwiec – Notatka PolKO w Przemyślu zawierająca informację o mordach i uprowadzeniach dokonywanych na ludności polskiej w powiecie przemyskim. W: B. Ossol. 16722/1, s. 165). 
 
- 1945 roku:
We wsi Batycze pow. Przemyśl Ukraińcy uprowadzili i zamordowali 3 Polaków: Annę i Jakuba Grendusa oraz Zofię Milczanowską ur. 22.05.1923 r.  
We wsi Stężyca pow. Lesko zamordowali furmana Michała Werbowicza.
 
- 1946 roku:
Koło miasteczka Bircza pow. Przemyśl został zamordowany przez UPA Andrzej Sroka, ur. 1912 r., milicjant.
W miasteczku Lesko woj. rzeszowskie Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
 
- 1947 roku:
W mieście Przemyśl na cmentarzu ma grób Kokot Józef ur. 1924, który zginął z rąk UPA  20 VI 1947 w Przemyślu. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html ).
 
     W nocy z 20 na 21 czerwca 
 
- 1944 roku: 
W miasteczku Halicz pow. Stanisławów banderowcy wrzucili dwa granaty do polskiego domu zabijając 4 Polaków.
 
     21  czerwca 
 
- 1943 roku:  
W kol. Antopol pow. Równe Ukraińcy zamordowali Ludwika Czarneckiego, dróżnika.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck zamordowali 1 Polaka.
We wsi Czudel pow. Sarny: „Wrzesiński Stefan +21.06.1943 (zamordowany w Czudlu)” (http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-k/klesow-09.html
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck zamordowali Zygmunta Marmurowskiego, uciekającego ze wsi.
W osadzie Orżew pow. Równe została zamordowana przez banderowców Charytyna Krzyszczak z d. Pawluk, c. Jakuba Pawluka. Pochowana została 22 czerwca 1943 roku na cmentarzu prawosławnym w Orżewie ze względu na brak cmentarza katolickiego. (Zaświadczenie wydane przez Diecezję Łucką dnia 16.I.1945 na podstawie zeznań świadków uczestniczących w pogrzebie: Marii Brzezińskiej, zam.  Równe ul. Dubieniecka 1 oraz Adolfa Ładzisza, zam. Równe ul. Dubieniecka 1, potwierdzone przez proboszcza parafii  Równe ks. Stanisława /nazwisko trudne do odczytania/ – skan dokumentu przesłany przez Elżbietę Dymiszkiewicz do Bogusława Szarwiło 4 sierpnia 2019 r.). Siemaszko..., na s. 689 nie wymieniają tego mordu; wymieniają mord 3 Polaków 16 września 1943 roku we wsi Orżew, którzy przyszli z osady Orżew na swoje pola zbierać zboże; oraz mord około 30 Polaków w nocy z 31 grudnia 1943 roku na 1 stycznia 1943 roku podczas ich  ucieczki z osady do stacji kolejowej Klewań. 
W kol. Płoszcza Łomanowska pow. Łuck na jadących wozami do Łucka uciekinierów ze wsi Sosnowiec napadli „ukraińscy partyzanci” i siekierami zarąbali 12 Polaków (Siemaszko..., s. 601).
W kol. Zamostyczcze pow. Kostopol, na drodze do Bereznego: Władysław Reszetyło syn Andrzeja, brat Jana zamordowanego 16 czerwca, „parę dni później 21 czerwca 1943 r. poprosił kierowcę ciężarówki udającego się w kierunku Berezna o podwiezienie. Było około godz. 10, Władysław jechał ciężarówką z innymi osobami (liczba nieznana) i zostali trafieni granatem. Świadkiem była nauczycielka, która jako jedyna, pomimo rozerwanej nogi przeżyła. Sprawcami byli Ukraińcy. Pogrzeb odbył się na cmentarzu katolickim w Bereznem (obecnie w tym miejscu park miejski). - Informacja przekazana  w 2003 r. przez Jana (syna Władysława) na podstawie relacji jego matki Herminy (żony zabitego Władysława), zamieszkałej po wojnie z rodziną w Wołowie. (http://wolyn.ovh.org/opisy/zamostyszcze-03.html ).
W kol. Zamostyczcze pow. Kostopol, na drodze do Bereznego: Władysław Reszetyło syn Andrzeja, brat Jana zamordowanego 16 czerwca, „parę dni później 21 czerwca 1943 r. poprosił kierowcę ciężarówki udającego się w kierunku Berezna o podwiezienie. Było około godz. 10, Władysław jechał ciężarówką z innymi osobami (liczba nieznana) i zostali trafieni granatem. Świadkiem była nauczycielka, która jako jedyna, pomimo rozerwanej nogi przeżyła. Sprawcami byli Ukraińcy. Pogrzeb odbył się na cmentarzu katolickim w Bereznem (obecnie w tym miejscu park miejski). - Informacja przekazana  w 2003 r. przez Jana (syna Władysława) na podstawie relacji jego matki Herminy (żony zabitego Władysława), zamieszkałej po wojnie z rodziną w Wołowie. (http://wolyn.ovh.org/opisy/zamostyszcze-03.html ).  
 
- 1945 roku:
We wsi Mokre pow. Sanok upowcy zastrzelili Adama Chotyniewskiego. "Banderowcy zastrzelili w kancelarii kopalni "Stefan" jej właściciela - Adama Chołoniewskiego. Przy wyciągu torowym na kopalni z zasadzki zabili kilku żołnierzy polskich z jej ochrony. Uprowadzili - pracujących tam - ojca i dwóch synów, którzy zaginęli bez wieści. Zaminowali budynek stacji kolejowej, a parowóz z cysterną wysadzili. W nocy zabrali ropę ze zbiorników i palili mosty oraz ścinali słupy telefoniczne." (Franciszek Wylota: "Wspomnienia naftowe")  „Do tragedii doszło w dniu 21 czerwca 1945 r. W tym dniu Adam Chołoniewski został zastrzelony przez UPA . Mordu dokonano przez okno jego domu w Porażu pod Zagórzem. Nafciarza pochowano na miejscowym cmentarzu w bezimiennej mogile. Niemym świadkiem tego miejsca był stojący od 77 lat krzyż, wykonany przez kopalnianego kowala z rurek wydobywczych. Mieszkańcy Poraża pamiętali jednak o tragedii z 1945 r. i miejsce pochówku. Wskazali je Stowarzyszeniu „Pro Memoria”. Ufundowało ono pamiątkową płytę nagrobną w miejscu pochówku zasłużonego naftowca.” (https://solina.naszemiasto.pl/stowarzyszenie-pro-memoria-odnalazlo-i-odnowilo-nagrobek/ar/c15-9122691  ; 7 grudnia 2022)
We wsi Wola Michowa pow. Sanok zamordowali Stefana Dundę.
 
     22 czerwca 
 
- 1941 roku:
We wsi Hnidawa pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka. „Śledztwo w sprawie zbrodni ludobójstwa nacjonalistów ukraińskich w celu całkowitego wyniszczenia ludności polskiej w latach 1939 - 1945 na terenie powiatów Zborów i Brody, woj. tarnopolskie”; sygn. akt S 83/09/Zi). Inni: „W końcu czerwca lub na początku lipca 1941 r. zostali zamordowani: 1. Olender Piotr; 2. Olender Piotr, syn Piotra.” (Komański..., s. 476). 
We wsi Liliatyn pow. Brzeżany został zamordowany ks. Józef Szady, ur. 1914 r., wikariusz parafii Liliatyn.
W miejscowości Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 30 Polaków oraz spalili ich gospodarstwa.
We wsi Wólka Krowicka pow. Lubaczów zamordowali 7 Polaków, w tym 7-letniego chłopca.
We wsi Załuże pow. Lubaczów w wyniku fałszywego donosu Ukraińców Wehrmacht zamordował 33 Polaków (w tym całe rodziny) i spalił ich gospodarstwa.
 
   22 czerwca 1941 Niemcy zaatakowały Związek Sowiecki.
   Czwarta deportacja Polaków na Sybir trwała na przełomie maja i czerwca 1941 r. Ze względu na trwającą w tym czasie ofensywę niemiecką znaczna część transportów nie dotarła na miejsce przeznaczenia padając łupem Luftwaffe.
 
- 1942 roku:
W mieście Stryj: Ks. Leon Chudy kpt. rez., kapelan wojskowy, brał udział w kampanii wrześniowej, trafił do Stryja i tam pozostał. Koło Stryja został zamordowany 22.06.1942 r., przez nacjonalistów ukraińskich.
 
- 1943 roku:
W kol. Adamówka pow. Dubno Ukraińcy okaleczyli i wrzucili żywcem do ognia małżeństwo Głębockich, lat 70 i 75.
We wsi Bakowce pow. Łuck ukraińscy sąsiedzi zamordowali małżeństwo Hipolita i Justynę Rodziewiczów, natomiast inni Ukraińcy i Czesi ukrywali ich syna Jana.
We wsi Basowy Kąt pow. Równe Ukraińcy zamordowali małżeństwo Włodzimierza Hawrysiuka, lat 33 i jego żonę Wiktorię, lat 25.
W kol. Budki Kudryńskie pow. Zdołbunów spalili 37-letnią Antoninę Kuleszę.
W kol. Czajków pow. Sarny upowcy otoczyli i podpalili domy polskie, uciekających mordowali siekierami i bagnetami – zginęło co najmniej 6 rodzin polskich, natomiast wg raportu partyzantów sowieckich cała ludność kolonii została wymordowana, w tym przybyła z Wydymeru.
We wsi Dobratyńskie Nowiny pow. Dubno zamordowali 2 Polaków.
We wsi Górka Połonka pow. Łuck napadli na kolumnę uciekinierów z Jezioran Szlacheckich i zamordowali co najmniej 12 Polaków, w tym 1 dorosłego mężczyznę, młode małżeństwo (Adolf Błędowski lat 24 i jego żona Zenobia lat 18), Weronika Błędowska (siostra Adolfa) lat 17, 3 dziewczyny i 2 chłopców.
We wsi Myślina pow. Kowel podstępnie za pomocą sąsiadów Ukraińców pojmali 2 Polaków: komendanta samoobrony Władysława Słowika  (zastrzelili go, gdy podjął ucieczkę) oraz jego zastępcę Antoniego Opałkę, którego zamęczyli w nadleśnictwie w Obłapach (znaleziono jego zwłoki  bez nóg i rąk, miał wyrwany język i wypalone oczy); w kilka dni później zamordowali jego żonę i siostrę, oraz młynarza.  
 
- 1944 roku:
W nadleśnictwie Ruda Różaniecka pow. Lubaczów zamordowany został przez UPA robotnik leśny Walenty Kudyba.
 
- 1945 roku:
We wsi Babica nad Sanem pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
W leśnictwie Duszatyn pow. Sanok został uprowadzony z domu 22 VI 1945 r. przez UPA i po torturach powieszony w lesie blisko drogi Duszatyn - Prełuki gajowy Filip Prokop zw. „Procio”, jego ciało odnaleziono 16 lipca 1945 r.  Niedługo śmierć poniósł także syn Wasyl za złamanie zakazu i pochowanie ojca na cmentarzu w Duszatyniu  (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Łubianki Wyższe pow. Zbaraż upowcy zamordowali Zofię Boczar-Lenkiewicz. „Uroczystość na skwerze przed kościołem w Zielonej Górze Łężycy, upamiętniająca ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach. Goście odsłaniają kolejne tablice. /.../ Do kolejnej granitowej tablicy podchodzi kobieta w asyście rodziny. Drżącymi palcami prawej dłoni ściąga biało-czerwoną szarfę. Chwilę później przed tablicą płonie znicz. Kobieta idzie w stronę mikrofonu. Widać, że targają nią nieprawdopodobne emocje. Zaczyna mówić, ale do oczu napływają łzy, a głos więźnie w gardle.. Kilkadziesiąt osób zgromadzonych na skwerze rzęsistymi brawami próbuje dodać jej otuchy. Kobieta jeszcze raz zbiera się w sobie, ale po kilku słowach znów szlocha. Przeprasza i odchodzi w kierunku ławki. „Pamięci Zofii Boczar-Lenkiewicz (l. 38) zamordowanej przez ukraińskich nacjonalistów 22 czerwca 1945 r. we wsi Lubianki Wyższe, pow. Zbaraż, woj. tarnopolskie” - taki napis widnieje na tablicy. A kobieta, która ją odsłaniała, to Maria Mazur, córka Zofii Boczar-Lenkiewicz. Dziś mieszka w Kadłubi pod Żarami. - Nie wiem, czy dam radę mówić. No, ale pomału... - pani Maria zaprasza mnie na ławeczkę. - Dzisiaj są moje urodziny. Mojej mamy w ogóle nie znałam. Miałam półtora roku, jak mama została zamordowana. Grobu mamy nie ma. Nie wiemy, gdzie jest. Znam to wszystko tylko z opowieści moich cioć, których mężowie na wojnie wtedy byli, a one zostały same. Ponoć mówili Ukraińcy do nich, że mama gdzieś tam w lesie wisi na drzewie. „Idźcie sobie ją weźcie”. No, ale któż tam poszedł? Ciocie nie wiedziały, czy to jest prawda, czy to po prostu Ukraińcy chcą, żeby one poszły i jeszcze je zamordują - relacjonuje pani Maria. (…) - Grobu mamy nie ma - powtarza pani Maria. - Dlaczego? Dlaczego zamordowali? Że była Polką? Mówiła po polsku? Tak mówili... Tak właśnie mówili...” (Szymon Kozica: Ocaleli, żeby przekazać nam tę historię; w: https://plus.gazetalubuska.pl/ocaleli-zeby-przekazac-nam-te-historie/ar/10739410 ).
 
- 1946 roku:
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów UPA ostrzelała samochód wojskowy zabijając 2 żołnierzy WP.
We wsi Maćkowce pow. Przemyśl upowcy zamordowali Jana Benedykta.
We wsi Polska Marynka pow. Przemyśl uprowadzili i zamordowali Polaka o nazwisku Groch, rolnika.
We wsi Zalesie pow. Przemyśl obrabowali gospodarstwa polskie oraz zamordowali 4 Polaków.
 
     23 czerwca
 
- 1941 roku: 
W osadzie wojskowej Grabina pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali oficera WP Jana Buwaja, który uratował się z masakry więźniów dokonanej przez NKWD 22 czerwca w więzieniu w Włodzimierzu Wołyńskim i powrócił do domu - był on aresztowany we wrześniu 1939 roku na skutek denuncjacji Ukraińców.
W osadzie wojskowej Podrudzie pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali osadnika wojskowego Józefa Bartosika, który od września 1939 roku do 22 czerwca 1941 roku przebywał w więzieniu NKWD w Włodzimierzu Wołyńskim i uniknął masakry więźniów 22 czerwca -  zamordowali go Ukraińcy, którzy zagarnęli jego gospodarstwo.
 
- 1943 roku:
W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck podczas obrony Ukraińcy zabili 1 Polaka.
W kol. Banasówka pow. Łuck zamordowali 2 Polaków.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck: „W dniu 23 czerwca mój ojciec jak zwykle poszedł rano do pracy. /.../ Nasza sąsiadka Łukaszewska, Ukrainka, przybiegła do nas krzycząc: „Kuriezka, Lachów reżut, wtikajte!”. Moja mama czekała na powrót ojca. Po pewnym czasie na podwórko wjechał na spienionym koniu Ukrainiec Siańko Klepiec, który powiedział, że jego narzeczona Pola (polska nauczycielka) została zamordowana. Ponaglał nas do ucieczki. Siańko nie zdążył dojechać do swojego domu – został zabity przez pobratymców. My z mamą schowaliśmy się w zboże.” (Relacja Mirosławy Pobochy z domu Kurek, emerytowanej nauczycielki, byłej mieszkanki Chrobrowa, pow. łucki, woj. wołyńskie. Źródło: Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. 2, oprac. L. Karłowicz i L. Popek, Lublin 1998, s. 261–262).  „Daniela Dogońskich przywieźli! – któregoś dnia dzieciaki rozbiegły się roznosząc po domach chrobrowiaków wieść o mężu zamordowanej wiosną ciężarnej Hanki. Wylegli wszyscy. Z nadzieją, że Daniel powiększy grono uciekinierów. Na ulicy Jagiellońskiej w Łucku stała wymoszczona słomą furmanka. Na niej leżało zakrwawione ciało, w którym z trudem tylko rozpoznać można było Daniela Dogońskiego, męża zamordowanej wiosną Hani. Puste oczodoły wypełnione były zakrzepłą krwią. Krew miał w ustach i na ubraniu. – Za ciężkie pieniądze oddali nam Ukraińcy ciało syna – powiedziała przez łzy matka Daniela. Ojciec Daniela stał obok furmanki i milcząc ugniatał w dłoniach lejce. Ulicę Jagiellońską w Łucku zaległa cisza.” (Ewa Kurek: Czysta jak szklanka wody Ukraina - Chrobrów 1939-1943 (III); 03 marca 2016; w: http://solidarni2010.pl/32809-ewa-kurek-czysta-jak-szklanka-wody-ukraina---chrobrow-1939-1943-iii.html ).
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck Ukraińcy z sąsiedniej wsi zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety.
We wsi Kozaki pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym 17-letniego.
W osadzie leśnej Małuszka pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym 13 i 15-letnich chłopców.
We wsi Pańska Dolina pow. Dubno po całonocnym boju samoobrona odparła atak UPA.  
W osadzie Sienkiewiczówka pow. Łuck samoobrona spodziewając się ataku UPA, podjęła decyzję o ewakuacji około 1000 uciekinierów i mieszkańców osady do Łucka. Trasa ewakuacji wynosiła ok. 40 km. Konwój był wielokrotnie atakowany przez grupki upowskie, odpierane przez siły samoobrony i... Niemców podległych Kreislandwirtowi Leopoldowi Hampelowi. Ten sudecki Niemiec w czasie I wojny światowej dostał się do niewoli rosyjskiej i po ucieczce otrzymał pomoc od Polaków. Znał język polski i wykazywał wobec Polaków wyjątkową przychylność. Hampel wydał pozwolenie na broń grupie Polaków, co pozwoliło utworzyć samoobronę w Sienkiewiczówce. Postawa Hampela wywołała skargi Ukraińców do jego zwierzchników, w wyniku których został przeniesiony karnie do Winnicy na Żytomierszczyźnie. (http://forum.gazeta.pl/forum/w,48782,99101520,113223968,Wolyn_maj_1943.html)
 
- 1944 roku:  
We wsi Frankamionka pow. Hrubieszów upowcy pojmali na drodze i zamordowali 19-letnią sanitariuszkę AK Wandę Cisek: przybili ją gwoździami do stodoły, skonała w męczarniach  (Konieczny..., s. 218; Stanisław Jastrzębski na s. 94 podaje datę 29 czerwca).
We wsi Karczunek pow. Stryj banderowcy spalili dwa polskie domy i zamordowali 3 Polaków, w tym 19-letnią dziewczynę i partyzanta AK. „Korczynek [Stryj]. 23 czerwca w biały dzień w mundurach niemieckich zabili bandyci 18-letnią kobietę i Burdzę lat około 50.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
 
- 1945 roku: 
We wsi Grabowo pow. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 8-letniego sierotę, oraz 2 osoby z rodziny polsko-ukraińskiej. Zginęli: Bałandiuk Edward (Paweł), Bałandiuk Paulina, Młot Jan, Sosnowska Katarzyna, Sosnowska Maria, Sosnowski Aleksy, Smaga Julia, Sobaszak Anna, chłopiec l. 8 sierota, Soroka Emilia, Soroka Jan. (Kubów..., jw.). „W dniu 23 czerwca 1945 roku, Kupiak na czele swojej bandy i leśnej bandy OUN-UPA „Sołowija” dokonał napadu na wieś Grabowa, gdzie wymordowano 4 rodziny. Zginęli z rąk oprawców: Maria Sosnowska i Katarzyna Domarecka, których mężowie służyli w szturmowym batalionie (istrebitelnym batalionie), Anna Sobaszek, mąż jej służył w sowieckiej armii, sześćdziesięcioletni Jan Młot, Julia Smaga, Oleksy Sosnowski, Paweł Bałandiuk, Emilia Soroka, Jan Soroka i ośmioletni chłopiec - sierota. W sumie 11 osób. Majątek ich wzbogacił konto bandytów”. (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ).
 
- 1946 roku 
W mieście powiatowym Lubaczów upowcy zamordowali Annę Nieckarz i powiesili Ukrainkę Annę Niebieścieniak za sprzyjanie Polakom. Oraz: 23 czerwca 1946 r. poranili Władysława Niechciarza i zamordowali jego żonę Annę Niechciarz oraz Annę Niebieśniak. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Radawa pow. Jarosław w zasadzce UPA na drodze do wsi Cetula zostało zabitych 3 żołnierzy z 1 bat. 30 pp 9 DP.
 
   W nocy z 23 na 24 czerwca 1943 roku na Zamojszczyźnie Niemcy z udziałem policji ukraińskiej, esesmanów ukraińskich ze szkoły w Trawnikach oraz innych formacji ukraińskich rozpoczęli akcję „Wehrwolf” polegającą na wysiedlaniu Polaków i zasiedlaniu w ich miejsce Niemców i Ukraińców; akcja ta dotknęła 99 polskich wsi w pow. Biłgoraj, 44 wsie w pow. Tomaszów Lubelski, 30 wsi w pow. Zamość, 8 wsi w pow. Hrubieszów (pozostałe wsie w tym powiecie były wysiedlone podczas akcji „Ukrainerakction”) i objęła około 60 tysięcy Polaków.
 
     24 czerwca 
 
- 1940 roku:
W miasteczku Cieszanów pow. Lubaczów ks. Izydor Węgrzyniak, proboszcz parafii Cieszanów pow. Lubaczów: „Aresztowany przez Niemców 24.06.1940 m.in. za współpracę z niepodległościową organizacją podziemną „Klon”, z donosu policji ukraińskiej. Uwięziony w obozie koncentracyjnym KL Sachsenhausen. Następnie zawieziony 14.12.1940 do obozu koncentracyjnego KL Dachau, a stamtąd - całkowicie wycieńczony - przewieziony w tzw. „transporcie inwalidów” do Hartheim, gdzie został zamordowany w komorze gazowej”. (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr2943.htm ).
 
- 1941 roku: 
We wsi Trzcieniec pow. Mościska Ukraińcy z batalionu „Nachtigall” zamordowali 10 Polaków.
We wsi Lacka Wola pow. Mościska Ukraińcy z batalionu „Nachtigall” wchodzili kilkuosobowymi grupami do polskich domów i zabijali mężczyzn – zastrzelili 48 Polaków i 1 Żyda.
 
- 1942 roku: 
W miasteczku Lipsko pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali Jana Zawadzkiego. 
 
- 1943 roku: 
We wsi Górka Połonka pow. Łuck upowcy ostrzelali uciekinierów ze wsi Sienkiewiczówka zabijając 3 Polaków  i kilku raniąc. Patrz: 23 czerwca 1943 roku. 
Między wsiami Pniewo a Skoromocha pow. Kamień Koszyrski: „Pierwszą ofiarą zamordowaną na drodze z Lubieszowa 24 czerwca 1943 roku był Ksiądz proboszcz Józef Szostak, zamordowany razem zakonnikiem z Lubieszowa Piotrem z Zakonu Pijarów.” (http://www.stanicki.com.pl/miejscowo%C5%9Bci/ma%C5%82e-ho%C5%82oby ). Ks Józef Szostak  „zamordowany wraz z odprowadzającym go z odpustu w Lubieszowie (według innych źródeł ze spowiedzi wielkanocnej, w której pomagał) br. Piotrem Mojsijonkiem, w lesie na drodze z Lubieszowa do Małych Hołób na Wołyniu, przez członków ludobójczej Ukraińskiej organizacji OUN/UPA. Przed śmiercią torturowany.” (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr2698.htm ). „B. Piotr Mojsijanek, pijar z zakonu oo. pijarów w Lubieszowie, pow. Kamień Koszyrski (diec. pińska, dek. Janów Poleski) zamordowany 24.06.1943 r. przez nacjonalistów ukraińskich w drodze, gdy odwoził ks. Józefa Szostaka z odpustu w Lubieszowie. Zamordowany wraz z ks. Józefem Szostakiem, którego odprowadzał z odpustu w Lubieszowie (według innych źródeł ze spowiedzi wielkanocnej, w której pomagał na życzenie o. Borrela), w lesie na drodze z Lubieszowa do Małych Hołób na Wołyniu, przez członków ludobójczej Ukraińskiej organizacji OUN/UPA. Przed śmiercią torturowany.”  (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr1819.htm ). Podawana jest także data 5 kwietnia 1943 roku.
We wsi Majdan Nowy pow. Biłgoraj: „24.06.1943 r. został zabity Kożuszek Jan l. 18 w czasie pacyfikacji wsi.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). Oraz: 24 czerwca 1943 r. oddziały SS z udziałem ukraińskich nacjonalistów dokonały pacyfikacji wsi Majdan Nowy, gmina Księżpol Spłonęło 58 gospodarstw, a śmierć poniosło 28 osób.
W kol. Nierucze pow. Łuck zamordowali 3 Polaków. 
 
24 czerwca 1943 roku: „Dowódca I Okręgu Wojskowego „Turiw” - Jurij Stelmaszczuk ps. „Rudyj” do „Rubana”: „(...) Druże Ruban, przekazuję do Waszej wiadomości, że w czerwcu przedstawiciel centralnego Prowodu OUN dowódca UPA - „Piwnicz” Kłym Sawur przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej fizycznej likwidacji ludności polskiej. Dla wykonania tej dyrektywy proszę rzetelnie przygotować się do tych akcji przeciw Polakom, i wyznaczam odpowiedzialnych: w rejonach nadbużańskich – kurinnego „Łysoho”; na rejon turzyski, owadnowski, oździutycki - „Sosenka”; na okręg kowelski - „Hołobenka”. Sława Ukraini. 24 czerwca 1943 r. Dowódca grupy UPA „Turiw” - „Rudyj”.  (Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego. fond. Nr 11315. t.1. cz.2. sprawa H, s. 28).
 
- 1944 roku:
We wsi Bortków pow. Złoczów banderowcy zamordowali 6 Polaków.
We wsi Oleszyce Stare – Zabiała pow. Lubaczów zamordowali 19-letniego Polaka.
We wsi Sielec pow. Stanisławów zamordowali 1 Polkę.  „W Sielcu zaginął technik drogowy Adam Hołyński, który prawdopodobnie został zamordowany. W dniu 24 czerwca krewna jego Stanisława Moczydłowska, nauczycielka ze Stanisławowa, wybrała się wraz z 14-letnim synem do Sielca, aby poszukiwać zaginionego. We wsi została napadnięta przez grupę Ukraińców. Ponieważ do Sielca przybyła równocześnie żandarmeria wyniknęła walka; p. Moczydłowska została zabita przez napastników, jej synowi udało się zbiec, żandarmi zabili 4 napastników, jednego zaś aresztowali.” (1944, 7 lipca – Notatka dotycząca napadów ukraińskich w powiecie stanisławowskim.  W: AAN, 47, s. 90).
We wsi Świrz pow. Przemyślany: „W dniu 24.06.1944 r. zostali zam. Wyspiański Jan l. 37 i Wyspiański Kazimierz l. 35.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Wielkie Oczy pow. Lubaczów został zamordowany Andrzej Płoszaj. 
We wsi Wólka Żmijowska pow. Lubaczów zastrzelili 2 Polaków koszących trawę na łąkach. 
 
- 1945 roku:
We wsi Hłomcza pow. Sanok upowcy uprowadzili i zamordowali Piotra Stróżewskiego, lat 44, a w walce obok wsi poległo 2 żołnierzy WP.
We wsi Mrzygłód pow. Sanok zamordowali rolnika Piotra Stróżowskego.
 
- 1946 roku: 
We wsi Cetula pow. Jarosław w rejonie wsi został zamordowany przez UPA szer. Mieczysław Żukowski, ur. w 1922 r., żołnierz WP.
We wsi Kupna pow. Przemyśl upowcy zamordowali Józefa Lenkiewicza, ur. w 1921 r., plut. 28 pp.
W mieście powiatowym Lubaczów zamordowali Semko Karczmarza. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
 
     W nocy z 24 na 25 czerwca
 
- 1944 roku: 
We wsi Wownia pow. Stryj upowcy zamordowali 8-osobową rodzinę polską o nazwisku Solemon: matkę z 7 dzieci. „Wownia pod Glinką [Stryj]. Z 24/25 czerwca w nocy zamordowano 7 dzieci wraz z matką Solemon. Dzieci ułożono rzędem, zaś matkę u stóp dzieci.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
 
     25 czerwca 
 
- 1942 roku:   
W miejscowości Łabuńki pow. Zamość gestapowcy z policjantami ukraińskimi rozstrzelali 9 Polaków; egzekucji dokonali Ukraińcy.
 
- 1943 roku: 
W miejscowości Aleksandrów pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami zastrzelili nie ustaloną liczbę Polaków oraz większość wywieźli do obozów w Zwierzyńcu, Zamościu i na Majdanku; na miejscu pozostawili 5 dziewcząt „do usług”, które gwałcili.
W kol. Józefówka pow. Równe Ukraińcy zamordowali 22-letniego Dominika Marcinkowskiego.
We wsi Ławrów pow. Łuck Ukrainiec zamordował Bronisławę Wojewodę, lat 35, matkę 4 dzieci.
Pomiędzy miastem Łuck a wsią Poddębiec Ukraińcy zamordowali Alinę Helenę Mazurek.
We wsi Majdan Nowy pow. Biłgoraj policjanci ukraińscy z Niemcami podczas wysiedlania zamordowali 36 Polaków i spalili 58 gospodarstw. Ustalono 28 następujących ofiar: Karolina Abramek (lat 19), Antoni Bieńko (lat 60), Jan Blicharz (lat 27), Anna Bździuch (lat 63), Jan Bździuch (lat 53), Agnieszka Gałęza (lat 58), Katarzyna Grabias (lat 15), Andrzej Kręt (lat 53), Antoni Kulasza (lat 41), Zofia Kulasza (lat 19), Helena Łęcka (lat 15), Stanisław Łubiarz (lat 2), Józef M aciocha (lat 59), Andrzej Mróz (lat 53), Jan Oczko (lat 18), Jan Okoń (lat 48), Katarzyna Okoń (lat 68), Maria Paluch (lat 54), Jan Róg (lat 51), Józef Sprysak (lat 51), Katarzyna Sprysak (lat 53), Jan Tatar (lat 48), Józef Tatar (lat 68), Józef Tyszko (lat 43), Katarzyna Tyszko (lat 38), Michał Tyszko, Piotr Żerebiec (lat 18). Oraz: „24.06.1943 r. został zabity Kożuszek Jan l. 18 w czasie pacyfikacji wsi”.(Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). Patrz wyżej: 24 czerwiec... 
We wsi Nieświcz pow. Łuck upowcy zamordowali 32-letnią Adelę Zawilską.
W kol. Peretoka pow. Łuck zamordowali Stanisława Kownackiego.  
We wsi Siedliska pow. Brzozów: „Śledztwo IPN Oddział w Rzeszowie -  sygn. akt S 3/06/Zn -  w sprawie dokonanych przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego zabójstw:
I. w dniu 25 czerwca 1943 r. w Siedliskach woj. podkarpackiego Pawła B., Ignacego B., Ignacego L., Eugeniusza L. i nieustalonego z nazwiska mężczyzny,
II. w dniu 2 lipca 1943 r. w przysiółku Broniakówka gm. Siedliska Adama S.,
III. w dniu 21 września 1943 r. w Siedliskach  Franciszka S., Tomasza W. i Franciszka G.
Tokiem tegoż postępowania objęto także zbrodnie polegające na zabójstwie Antoniego Cz. w dniu 8 czerwca 1943 r. w Siedliskach, Rudolfa A., Józefa Cz., Stanisława D., Franciszka G., Władysława K., Stefana O., Rudolfa P., Bronisława P., Jana R. i Franciszka S. w dniu 3 listopada 1943r. w Złotnikach pow. mieleckiego, przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego. W dniu 9 stycznia 2007r. wydano postanowienie o umorzeniu śledztwa. W sprawie przyjęto, iż nieustaleni funkcjonariusze państwa niemieckiego dokonali zabójstw wskazanych wyżej osób. Uznano również, że ich działanie wyczerpało znamiona zbrodni nazistowskiej stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości”. 
Sz. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, opisując wieś Siedliska nie odnotowują  powyższych zbrodni, oraz  wogóle nie wymieniają wsi Złotniki pow. Mielec. „Funkcjonariusze państwa niemieckiego” to kilku gestapowców oraz kilkunastu policjantów ukraińskich.
W Kolonii Woronczyn pow. Horochów w dniu 25 czerwca 1943 roku podczas napadu na Kolonię Ukraińcy zamordowali wewnątrz świątyni 40 Polaków, potem kościół spalili. (www.kresowe.fm.interia.pl/parafie.html ).
 
- 1944 roku:
W miasteczku Gliniany pow. Przemyślany banderowcy zamordowali 4 Polaków: Fernezy Stefan, Medyńska I, Medyńska II, Siatecka. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 117).
We wsi Obłażnica pow. Żydaczów banderowcy zamordowali 4 młodych Polaków. Byli to: rodzeństwo Rozalia Pietruszka lat 22 i jej brat Władysław Pietruszka lat 21 oraz bracia Piotr Malik lat 22 i Józef  Malik lat 24.
 W mieście Przemyślany woj. tarnopolskie na przedmieściu Dąbrowa Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską: rodziców z córką. Józef Wyspiański podaje, że było to w roku 1943. (Józef Wyspiański: Skutki napadów ukraińskich nacjonalistów w powiecie Przemyślany; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich, tom 10, Kędzierzyn-Koźle 2018).
We wsi Ruda pow. Żydaczów : „Wierzbicki Tadeusz, rz-k, l.19, zastrzelony w Rudzie dnia 25 czerwca 1944”. (Justyna Cwynar, 20.10.2013; w : www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).
 
- 1945 roku:
We wsi Sośnica pow. Jarosław upowcy zamordowali Bronisława Kamarzyńca, milicjanta.
 
     W dniach od 22 do 26 czerwca 
 
- 1944 roku: 
We wsi Pardysówka pow. Biłgoraj esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” z Niemcami zamordowali 6 Polaków. „Trzecia pacyfikacja została dokonana w dniach 22-26 czerwca 1944 roku. 22 czerwca do wsi wkroczyły oddziały Wehrmachtu i SS „Galizien”, zatrzymując wszystkich mieszkańców. Po przesłuchaniu część osób wywieziono do obozu w Zwierzyńcu, a stamtąd do Majdanka, część zaś do powiatu puławskiego. W czasie tej akcji zginęli: Józef Dziuba (lat 49), Tomasz Malec (lat 49), Jan Pardus (lat 17), Jakub Rogowski (lat 57), Franciszek Żmuda (lat 30), Wojciech Żmuda (lat 60).” (Jastrzębski..., s. 62; lubelskie).
 
   W nocy z 25 na 26 czerwca 
- 1944 roku:
We wsi Słoboda Konkolnicka pow. Rohatyn:„Donosimy, że w nocy z 25 na 26 czerwca br. we wsi Słoboda Kąkolnicka, gmina Bołszowce, powiat Rohatyn (poza terenem naszego Komitetu) zostali podczas napadu na wieś zabici: Sorokowska Antonina lat około 30, i dwoje dzieci lat około 8 i 4 oraz Pańczyniak Marceli lat 30. 8 osób rannych uratowało się ucieczką. Domy ich były już w czasie poprzednich napadów spalone. Wymienieni mimo zagrożenia poprzedniego pozostawali nadal we wsi. Sprawcy napadu mieli pochodzić z pobliskiej wsi Jabłonów.” (1944, 8 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie dotyczące mordów dokonywanych na ludności polskiej. W: B. Ossol. 16721/1, s. 341-342).
 
     26 czerwca
 
- 1941 roku:
We wsi Liliatyn pow. Brzeżany: Ks. Józef Szady ur. w 1914 r., wikariusz par. Litiatyn pow. Brzeżany (archidiec. lwowska, dek. Brzeżany), zginął około 26.06.1941 r., prawdopodobnie wywołany i zabity przez OUN-owca, zwłoki znaleziono na cmentarzu w Litiatynie.
W kolonii Olganówka Stara pow. Łuck grupa marszowa OUN zamordowała Marcina Niemca, rolnika.
We wsi Pieniaki pow. Brody OUN-owcy porwali i zamordowali ks. Józefa Wieczorka, ur. w 1899 r., administratora parafii Pieniaki. Inni: został zastrzelony przez żołnierzy sowieckich 26.06. 1941 r. pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Niemiec. Donos złożył nieznany z nazwiska Ukrainiec.
 
- 1942 roku: 
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów policja ukraińska zabiła Polaka ukrywającego się przed Niemcami, zadenuncjowanego przez sąsiada – Ukraińca Warywodę.
 
- 1943 roku:
W kol. Górna pow. Kostopol upowcy wymordowali wg W. i E. Siemaszko (s. 253 ) 81 Polaków, wg A. L. Sowy (s. 207 – 208) 180 Polaków pochowanych w jednej mogile; Józef Turowski w książce Pożoga na s. 127 pisze: „w czerwcu 1943 r. w Górnej Kolonii w jednej ze stodół znaleziono zwłoki 76 osób”. W. i E. Siemaszko jako datę napadu podają 3 lipca 1943 roku, taką też przyjmuje L. Sowa, zamieszczając relację świadka, wówczas 10-letniego chłopca. Inny świadek, Regina Falkowska z d. Wojdat, wówczas 14-letnia dziewczynka, podaje datę 26 czerwca 1943 roku. Relacjonuje ona:  „Urodziłam się w 1929 r. w Górnej kolonii, gmina Ludwipol. Pochodzę z rodziny Wojdatów. Mieliśmy gospodarstwo rolne. Miałam kochanych rodziców [Stanisława i Helenę], siostrę [Wincentynę, lat 18] i brata [Henryka, lat 11]. Górna kolonia liczyła około 30 rodzin. (...)  W 1943 r., 26 czerwca nasza kolonia została okrążona przez bandy ukraińskie. Rodzice i brat w tym czasie przebywali w mieszkaniu, a ja byłam na ogrodzie. Kiedy usłyszałam strzały i przerażające krzyki ludzi, nie wiedziałam, gdzie mam iść i co robić, przez chwilę stanęłam i patrzyłam, co się działo. Wszystkie podwórka były gęsto zapełnione banderowcami -- bili, rąbali siekierami, nożami, mordowali w okrutny sposób. Szli gęstym pasem, żywej duszy po sobie nic zostawiali, wszystko palili. Naraz usłyszałam głos mego stryjka, który wołał swego syna, żeby uciekał za nim, ale ten syn już nie zdążył uciec. Wtedy ja szybko podbiegłam do stryjka [Jana Wojdata], a było to w polu i wtedy ze stryjkiem uciekaliśmy przez pola, żeby gdzieś się można było skryć. Ale już nie było takiego miejsca, gdzie można się było skryć. Oni byli wszędzie. /.../  Kiedy wchodziliśmy do takiego jaru, naraz widzimy, może około 15 metrów przed nami, staje banderowiec, lufa karabinu skierowana do nas. I to już był dla nas koniec, nie było czasu do namysłu. Ja w tym momencie skręciłam w bok, zrobiłam takie jakby półkole, weszłam między kamienie, skuliłam się, oczy zamknęłam, żeby nie widzieć tego, co będzie w pierwszej chwili robić ze mną, żeby nie widzieć noża albo siekiery. W tym momencie strzelił do stryjka, naraz stryjek upadł, jeszcze chwilę jęczał i po chwili skonał, było to tuż koło mnie. Wszystko słyszałam, ale oczy nadal miałam zamknięte, naraz słyszę, że chodzi wkoło mnie, a byt to już zmrok, a z tamtej strony rzeki banderowiec widział, gdzie ja weszłam i woła na tego, który mnie szuka, i kieruje go gdzie ma iść, i [ten] tak nadal chodzi wkoło mnie. Słyszę wyraźnie jego chodzenie. I do dziś wierzę tylko w to, że to było przeznaczenie, że to była mocna ręka, że mu oczy zasłoniła, bo przecież chodził wkoło mnie i szukał. Ja w tej skale przesiedziałam całą noc, bo oni tam byli całą noc, i następny dzień, i ja nie mogłam wyjść z tej kryjówki. A następnego dnia, gdzieś koło południa, wyskoczyłam z tej skaty i przybiegłam do swego domu, i co zobaczyłam: dom spalony i wszystkie budynki. I nie spotkałam ani jednej żywej osoby, tylko pomordowani leżeli jak snopy po polu. I stanęłam przerażona pod gołym niebem bez rodziny, bez dachu nad głową. Wtedy ogarnął mnie jeszcze bardziej przeraźliwy strach. Nie wiedziałam, co mam z sobą zrobić, i pobiegłam w pole między zboża, i w tym polu siedziałam do wieczora. Szukałam swojej rodziny i nigdzie nie znalazłam. Tylko spotkałam sąsiada i sąsiadkę, i przyłączyłam się do nich. W nocy wyszliśmy, [aby] iść w kierunku Starej Huty [gm. Ludwipol]. Szliśmy przez las całą noc, następnego dnia, a właściwie to już trzeciego dnia [od napadu], byliśmy w Starej Hucie. W tym czasie w Starej Hucie stacjonował oddział samoobrony. Kiedy doszliśmy, partyzanci mieli już przygotowane wozy, kazali siadać i jechać z nimi na Górną kolonię i odnaleźć [kogoś], może jeszcze ktoś żyje i pochować pomordowanych. Niełatwe to było zadanie, bo było zaledwie kilkunastu żołnierzy, a w każdej chwili można się było spodziewać lawiny banderowców. Nie udało nam się pochować wszystkich w jednej mogile, tylko część została złożona do jednego dołka, a reszta [tam], gdzie kto leżał zabity, tam go przygrzebali  piaskiem i tak to pozostało do dziś, i do dziś te kości leżą porozrzucane po polu. Okropny szok przeżyłam, kiedy odnalazłam swoją rodzinę pomordowaną. Przerażający to był widok dla mnie, kiedy zobaczyłam, jak moi Rodzice, Siostra i Brat leżą pomordowani, a Siostra żywcem spalona w stodole. Nie mogłam się z tym pogodzić, za co ich zamordowano. To się nie da opisać, jak ja przeżywałam. To było straszne. Rodzice w tym czasie, kiedy nastąpiło morderstwo, schowali się do piwnicy, ale kiedy zaczęło się palić mieszkanie, oni wyszli z piwnicy i uciekali do lasu, ale nie zdążyli się skryć, zostali pomordowani. Opowiadał mi o Rodzicach naoczny świadek Wilczyński Jan, który byt razem z moimi Rodzicami i on ocalał. A ja zostałam sierotą (w wieku lat 14), bez Rodziców i Rodzeństwa, bez dachu nad głową, i bez jakichkolwiek środków do życia. I nadal tak pozostałam w Starej Hucie. Chodziłam jak obłąkana, chociaż ludzie dali mi co mieli do zjedzenia, ale ubrać się nie miałam w co, bo wszystko zostało spalone”. (Relacja Reginy Falkowskiej z d. Wojdat, byłej mieszkanki kolonii Górnej, datowana 20 stycznia 1994 r., zamieszczona na nieistniejącej już stronie: http://slowicki.republika.pl/kostopol.htm ; oraz: http://wolyn.ovh.org/opisy/gorna-03.html  ).  Inni: „Obawialiśmy się ataku i na noc kryliśmy się po polach. 3 lipca również zamierzaliśmy iść spać w pole. [...] Wszyscy byliśmy gotowi, chcieliśmy jeszcze tylko zjeść kolację (stała na stole) i czekaliśmy na brata Romualda, który lada moment miał przygonić krowy. Niemalże równo z zachodem słońca podniósł się krzyk i rozległy strzały. Matka podbiegła do okna, krzyknęła, że są już banderowcy i trzeba uciekać. Wyskoczyli z ojcem przez okno do ogródka kwiatowego i zaczęli uciekać drogą między zbożami, pod górkę. Matka nie zdążyła zabrać mojej małej siostry, czego ja początkowo nie spostrzegłem. Wyskoczyłem na podwórko, a tam było pełno Ukraińców. Biegali, krzyczeli, podpalali zabudowania, wynosili z obejść mienie. Prawdopodobnie wzięli mnie za Ukraińca, gdyż miałem na sobie kurtkę z pasem, podobną do wojskowej, a oni ubierali się podobnie. Kręciłem się po podwórku, szukając kryjówki i zobaczyłem, jak Ukrainiec położył się na drodze i zaczął strzelać w kierunku uciekających rodziców. [...] Matka upadła, pomyślałem, że została trafiona i nie żyje, ojciec pobiegł dalej. Zauważyłem też krowy, zatem gdzieś w pobliżu musiał być brat. W tym momencie podbiegła do mnie pięcioletnia siostra, złapała mnie za nogę i zaczęła płakać. Nakazałem jej milczeć i skoczyliśmy do pobliskiego ogródka warzywnego, gdzie położyliśmy się w wysokiej fasoli. Jednak któryś z myszkujących po obejściu lub mieszkaniu Ukraińców musiał coś zauważyć, gdyż dwóch lub trzech przybiegło do ogródka i odkryli nas. Twierdzili, że jestem Polakiem. Ja zaprzeczałem, na dowód zacząłem modlić się jak prawosławny. Jeden z Ukraińców uderzył mnie silnie kolbą karabinu w klatkę piersiową, straciłem przytomność. Kiedy się ocknąłem, zmierzch przeszedł już w noc. Wszędzie pełno było gryzącego dymu. Zauważyłem, że brat ucieka z ogródka. Byłem mocno pobity i pokrwawiony, nie miałem siły, ale zarzuciłem siostrę na plecy i pobiegłem za bratem, w kierunku pobliskiego stawu dla gęsi i rozciągającego się za nim lasu. [...] Co chwila przystawałem dla odpoczynku lub przewracałem się pod ciężarem siostry. Dobiegłem do lasu, tam znowu się przewróciłem, zabrakło mi sił. […] Zamiast jednak ukryć się w tym lesie, przebiegłem go. Kiedy wyskoczyłem na szeroki szutrowy trakt na Ludwipol, podjechał Ukrainiec na koniu i czymś twardym uderzył mnie w głowę. Upadłem, a Ukrainiec pojechał dalej. Resztką sił zerwałem się i dobiegłem do lasu po drugiej stronie traktu. Tuż za mną przybiegła siostra, której już nie miałem siły dźwigać. Ukryliśmy się pod pniem zwalonego drzewa. Po pewnym czasie teren wokół zaczęli penetrować Ukraińcy. Nie znaleźli nas jednak i odeszli. Po chwili straciłem świadomość. Ocknąłem się, kiedy już było widno. Siostra leżała obok i, co dziwne, nie płakała. Postanowiłem pójść do wioski Hurby, odległej o parę kilometrów od Górnej, do domu siostry ojca [...]. Nikogo tam nie zastałem. Mieszkańcy, słysząc odgłosy napadu na naszą kolonię, pouciekali w las. Wziąłem chleb i mleko i zamierzałem wrócić do siostry, którą wcześniej ukryłem w lesie. Wtedy zawołał mnie brat, leżał w sianie w stodole. Okazało się, że noc przesiedział na drzewie w lesie. Brat powiedział, że widzi jakieś postacie w pobliskim domu. Podczołgałem się w zbożu w tamtym kierunku i spostrzegłem kilku mężczyzn z naszej kolonii. Powiedzieli mi, że matka żyje, natomiast ojciec został zabity. Furmankami zawieziono nas do Huty Starej, gdzie stacjonowały oddziały polskiej samoobrony”. (Relacja: Piotr W. (ur. 1928), zamieszczona na: http://jarema6011.blogspot.com/2016/11/woynskie-sieroty-wspomnienia-czi.html; za: Bogusław Szarwiło, w:  http://kresy.info.pl/index.php/historia/1267-kolonia-gorna-przestala-istniec-dnia ).  
We wsi Iwanówka pow. Trembowla: „26.06.1943 r. został zam. Górniak Władysław przy pracy w pasiece”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
W kol. Jeziorany Szlacheckie pow. Łuck Ukraińcy z tej wsi zamordowali w sposób bestialski 5-osobową rodzinę polską Markowskich, rodziców i córki lat 9, 16 i 18.
W kol. Marianówka pow. Łuck upowcy zamordowali 18 Polaków
We wsi Obycze pow. Krzemieniec zmusili braci Cezarego i Jana Tomczuków do ciągnięcia pod górę wozu, zamiast koni, które wyprzęgli. Gdy nie dali rady, zostali zastrzeleni, a ciała ich wrzucili na brzeg mokrego brodu (Siemaszko..., s. 453).
We wsi Poddębce pow. Łuck zamordowali 10 Polaków.
We wsi Podhajczyki pow. Trembowla zamordowali 1 Polaka: „26.VI.1943. Słonecki Stanisław, instruktor tytoniowy w Podhajczykach, student politechniki – zamordowany” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).
We wsi Różaniec pow. Biłgoraj: „Dnia 26 czerwca tegoż roku miał miejsce napad na wieś, który przeżyli Jan Woźnica, Katarzyna Grasz i Michał Strus. W swojej relacji napisali: „26 czerwca 1943 roku Niemcy i Ukraińcy obstawili wioskę Różaniec i wydali rozkaz wszystkim Polakom, aby przygotowali się do wysiedlenia. Każdemu Polakowi pozwolili wziąć ze sobą bagaż 10 kg do ręki. Nazajutrz o godz. 13 zegnali wszystkich ludzi ze wsi, kobiety z dziećmi osobno, a mężczyzn osobno. Spośród nich zwolniono pracowników rządowych, a resztę wywieziono do Zamościa. Także wszystkich Ukraińców zwolniono do domu. Z listy zatrzymanych wyczytali 10 osób, które rozstrzelali w Różańcu przy szosie i tam pochowano. Następną grupę też 10-osobową wywieźli do Majdanka”. (Dr Szymon Solak: Rola Ukraińców w niemieckich planach przesiedleńczych na terenie powiatów hrubieszowskiego, biłgorajskiego i zamojskiego, w latach 1941 – 1943, w świetle dokumentów SS i polskiego zbrojnego podziemia; w:  kresykedzierzynkozle.pl/wp-content/uploads/2017/05/dr-Szymon-Solak-referat.pdf ).
We wsi Sijańce pow. Zdołbunów uprowadzili Daniela Żyborta, po którym ślad zaginał.
 
- 1944 roku: 
We wsi Cieplice pow. Jarosław upowcy zamordowali Piotra Maziarza.  
W mieście Dolina woj. stanisławowskie zamordowali Antoniego Szwabowicza.
W mieście Kałusz woj. stanisławowskie na przedmieściu spalili 2 domy i zamordowali 7 Polaków.  „Dnia 26 czerwca br. dokonano napadu na kolonię robotniczą “Tespu” Nowy Kałusz /pod Kałuszem /. Sprawcy byli umundurowani w mundury niemieckie. Zabici: Warchoł Józef z Humenowa, robotnik Tespu jego żona Ewa, jego syn Antoni, ur. 1931 r.; Puzio Michał, robotnik i 3 osoby inne nieznanego nam nazwiska.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO Kraków zawierające listę sprawców rozpoznanych w czasie napadu na wieś Byszów i wykaz kolejnych ofiar wśród ludności polskiej. W: B. Ossol. 16721/1, s. 345-347).
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów zamordowali Stanisława Harasymowicza, lat 19.
W kol. Wygoda-Kolonia pow. Dolina został uprowadzony i zamordowany w lesie przez UPA  leśniczy Dziurzyński Władysław (Edward Orłowski..., jw.; oraz: Siekierka..., s. 34, stanisławowskie). Także: W kol. Wygoda pow. Stanisławów banderowcy uprowadzili i zamordowali Polaka, był to leśniczy  Władysław Dziurzyński (Siekierka..., s. 506, stanisławowskie). 
 
- 1945 roku: 
We wsi Dobra Szlachecka pow. Sanok Ukraińcy zamordowali Piotra Stażnickiego.
 
- 1946 roku:  
We wsi Dobcza pow. Jarosław w walce z sotnią „Kałymowicza” poległo 2 żołnierzy z 35 pp 7 DP: kpr. Czesław Fabisiak, ur. 24.12.1924 r., oraz por. Józef Fiałkowski, ur. 21.01.1921 r.
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów 26 czerwca 1946 r. zamordowali Franciszka Nieckarza. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).  
We wsi Kniażyce pow. Przemyśl: „26 czerwca 1946 r. w lasach pod Przemyślem w pobliżu Kniażyc doszło do jednej z większych potyczek wojska z UPA. Według polskich danych następnego dnia na pobojowisku odnaleziono ciała 26 żołnierzy i oficerów. Kolejni trzej żołnierze 28. Pułku Piechoty Wojska Polskiego zostali zamordowani przez UPA w rejonie Kniażyc 29 sierpnia, a dwaj następni 21 września. Ofiarami była też ludność cywilna. UPA zamordowała 17 cywilnych mieszkańców wsi Kniażyce i okolic, w tym 14 Polaków i trzech Ukraińców, którzy na siłę wcieleni do UPA zdezerterowali za co zostali publicznie rozstrzelani. Przez lata tę tragiczną historię upamiętniała tylko kapliczka wzniesiona przez ojca jednej z ofiar - ppor. Bronisława Rachwała. Teraz zamontowano na niej tablice z nazwiskami ofiar. O potrzebie pamięci ale też mówienia prawdy, nawet najtragiczniejszej mówił też ks. Isakowicz-Zaleski. Podczas Mszy Świętej przypomniał słowa Św. Jana Pawła II. W uroczystościach wzięły udział rodziny zamordowanych i kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego. Upamiętnienie powstało z inicjatywy Danuty Okoń z Przemyśla, kuzynki ppor. Bronisława Rachwała. Tablice sfinansowała Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.” (Beata Wolańska: Pomnik w Kniażycach. Potrzeba pamięci, ale też mówienia prawdy; w: https://rzeszow.tvp.pl/25956990/pomnik-w-kniazycach-potrzeba-pamieci-ale-tez-mowienia-prawdy ; 2016-06-28).  Patrz niżej: 27 czerwca...
We wsi Surmanówka pow. Jarosław w zasadzce UPA zginęło 3 żołnierzy WP.
 
- 1947 roku:
We wsi Mołodycz pow. Jarosław zostało zabitych przez UPA 2 żołnierzy WP mających po 22 lata.
 
   W nocy z 26 na 27 czerwca
- 1946 roku:
We wsi Ulucz pow. Brzozów dwie sotnie UPA przeprowadziły akcję na komisję wyborczą w Uluczu ochranianą przez 40 żołnierzy Wojska Polskiego, podczas akcji zginęło czterech polskich żołnierzy. (S. Kryciński, P. Antoniak, Przemyśl i Pogórze Przemyskie, Oficyna Wydawnicza „Rewasz”, Pruszków 2007, s. 350–351)
 
     27 czerwca 
 
- 1941 roku: 
We wsi Komarno pow. Rudki: B. Jan Gałek (Franciszek) OFM bernardyn ur. 05.06.1915 należał do zgromadzenia oo. bernardynów we Lwowie, zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich 27.06.1941 r. w Komarnie pow. Rudki.
We wsi Mikulczyce pow. Gródek Jagielloński w wyniku prowokacji Ukraińców NKWD zamordowało około 70 Polaków, w tym ks. Antoniego Piroga. „27 czerwca 1941 roku doszło w Milczycach do tragedii. Jak przekazał ks. proboszcz Halwa, ks. Józef Adamczyk (kolega ks. Antoniego, jego następca w parafii Milczyce od 02.12.1941- 1945) i inni parafianie, sołtys – hołowa, jeszcze przed wkroczeniem wojsk niemieckich do Milczyc, sprowadził z Sądowej Wiszni oddział NKWD i oskarżył Polaków, że z wieży kościelnej strzelali do czołgów sowieckich. W odwecie za to NKWD urządziło pacyfikację ludności w Milczycach. W piątek 27 czerwca 1941 roku w porze obiadowej kilka czołgów sowieckich zatrzymało się we wsi, oprócz tego oddział wojska pogranicznego NKWD. Jak dalej donosi w nr 36 (246) 2002 „ Niedziela Południowa” – dodatek do tygodnika katolickiego „Niedziela” publikując wspomnienie ks. Józefa Sondeja „Wspomnienie o śp. ks. Antonim Pirogu” prawdopodobnie, wg relacji proboszcza, na skutek insynuacji Ukraińców, bo cała wieś była polska, Sowieci zarzucali, że mieszkańcy wioski strzelali z wieży kościelnej do czołgów sowieckich. NKWD zaczęło represje. Żołnierze rozbiegli się po domach, wyciągnęli z kryjówek ludzi, mężczyzn i kobiety – około 180 osób zgromadzili przy kościele. Reszta ludzi zdołała umknąć. Wreszcie wpadli na plebanię. Proboszcz skrył się w piwnicy plebanii, wikary Antoni Piróg był na plebanii, W ostatniej chwili gospodyni krzyknęła do niego – Sowieci łapią ludzi, już idą na plebanię, niech ksiądz ucieka przez okno do sadu. Ksiądz wyskoczył, ale dom był już obstawiony przez wojsko. Żołnierz strzelił do księdza, trafił go w plecy, ksiądz upadł. Złapali go, związano mu ręce grubym sznurem i zaprowadzono pod kościół. Sowieci spośród 180 osób złapanych wypuścili połowę, a około 70 osób razem z księdzem rozstrzelali. Po wkroczeniu Niemców pochowano ich na placu opodal kościoła. Kiedy ks. Antoni leżał już w kościele na katafalku, jeden z niemieckich żołnierzy – widocznie katolik, dowiedziawszy się o wszystkim od ks. proboszcza, podszedł do katafalku i ze wzruszeniem ucałował obie ręce kapłana, który zginął dlatego, że był księdzem i Polakiem.”  (Eugeniusz Szewczuk: „Męczennik za wiarę – ksiądz Antoni Piróg”, w: Kresowy Serwis Informacyjny nr 11 z listopada 2015). 
W kolonii Olganówka Stara pow. Łuck grupa marszowa OUN zamordowała Marię Zabłotną, lat 35, oraz jej małe dziecko.
We wsi Ryków pow. Złoczów na podstawie fałszywego donosu Ukraińców NKWD aresztowała proboszcza ks. Jana Szewczyka, którego zamordowała 2 lub 3 lipca, razem z 5 innymi Polakami. 
We wsi Miżyniec pow. Przemyśl Ukraińcy zamordowali 1 Polaka.
 
- 1943 roku: 
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów policjanci ukraińscy po torturach zamordowali 2 Polaków.
W kol. Wasylówka pow. Łuck w obronie przed upowcami zginął Dybiec „Czesław”.
 
- 1944 roku:
We wsi Dobcza pow. Jarosław upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Oleszyce Stare pow. Lubaczów uprowadzili i zamordowali w lesie 5 Polaków. Oraz: 24 lub 27 czerwca 1944 r. zamordowali Stanisława Puka ur. 1899 r., Mikołaja Kurdziela lat 68 ur. 1896 r., Michała Sopla lat 40 ur. 1902 r., Władysława Tendykiewicza s. Szczepana lat 39 oraz piątą nieznaną osobę. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa). 
We wsi Stańków pow. Stryj zastrzelili 1 Polaka. „Stańków [Stryj]. 27 czerwca o 12 w południe obok cerkwi zastrzelono, a następnie przebito bagnetem 21-letniego Kazimierza Piaseckiego, rabując rower, zegarek i pieniądze.” (1944, 3 lipca – Pismo PolKO w Stryju do RGO w Krakowie zawierające wykaz napadów na ludność polską w powiecie Stryj, Żydaczów i Rohatyn od maja do czerwca 1944 roku. W: B. Ossol. 16721/2, s. 33-34).
We wsi Zabiała pow. Lubaczów: Śledztwo w sprawie: zbrodni ludobójstwa popełnionych przez nacjonalistów ukraińskich, polegającej na zabójstwie Stanisława P., Michała S., Mikołaja K., Władysława T. i Stanisława H. w dniu 27 czerwca 1944 r. w Zabiałej gm. Oleszyce powiatu Lubaczów.  (S 55/10/Zi).
 
- 1946 roku:
We wsi Dobra Szlachecka pow. Sanok upowcy zamordowali 4 Polaków.
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów 27 czerwca 1947 r. zamordowali przez powieszenie na żurawiu studziennym Ewę Nieckarz ur. 1884 r. i jej syna Józefa Nieckarza zwanego „Październy”. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
Koło wsi Kniażyce pow. Przemyśl w lasach Brylińce – Koniusza w zasadzce UPA zginęło ponad 30 żołnierzy WP, a ci co dostali się do niewoli zostali bądź spaleni żywcem, bądź zamordowani w inny okrutny sposób. Ofiarami była też ludność cywilna. UPA zamordowała 17 cywilnych mieszkańców wsi Kniażyce i okolic, w tym 14 Polaków i trzech Ukraińców, którzy na siłę wcieleni do UPA zdezerterowali za co zostali publicznie rozstrzelani. „27 czerwca między Brylińcami a Kormanicami w zasadzkę zorganizowaną przez kureń „Bajdy” (m.in. sotnia „Łastiwki”), liczący kilkuset banderowców, wpadł pododdział WP, składający się z 80 żołnierzy ze szkoły podoficerskiej 28pp. W trakcie dwugodzinnej walki zginęło 3 oficerów: dowódca por. Zenon Kratki, adiutant szkoły ppor. Franciszek Kunicki, dowódca plutonu ppor. Bronisław Rachwał oraz 22 podoficerów i szeregowców, m.in. sierż. Jan Bury, s. Antoniego i kpr. Michał Łobacz, szer. Tadeusz Cholewicki (błędnie podawane w niektórych dokumentach: Cholewiński), s. Franciszka, ur. 1924 r., elew Henryk Cieślik, s. Antoniego, ur. 1924 r. (1923 r.?), elew Bogdan Dąbrowski (l. 24), szer. Jan Barłóg, s. Antoniego, ur. 1924 r. (1923r.?)388, szer. Cezary Waziała, s. Stanisława, ur. 1924 r. w Wyszynach. W dokumentach podawana jest także liczba 24 zabitych i 7 rannych. 2 wziętych do niewoli żołnierzy upowcy puścili wolno. Tak wysoka liczba zabitych wynikała z wymordowania przez ukraińskich bojowników 16 rannych żołnierzy. Przy życiu pozostało tylko 7 rannych. Po stronie ukraińskiej zginęło co najmniej 8 banderowców. Wg innych opracowań śmierć poniosło 3 oficerów i 24 żołnierzy lub 3 oficerów i 26 żołnierzy. Podawane są też liczby 34 zabitych żołnierzy, w tym 2 poruczników i 2 podporuczników oraz informacje, że to Polacy zaatakowali szkołę podoficerską UPA. /.../ Najbardziej prawdopodobna wersja jest ta, którą zamieścił tygodnik miasta i powiatu przemyskiego „Nowe Horyzonty” z 7 lipca 1946 r., w którym ukazał się nekrolog, podający poległych w „obszarze” Fredropola. We wspomnianym nekrologu podkreślono, że … „Bestialscy bandyci znęcali się w okrutny sposób nad zamordowanymi i rannymi, masakrując tępymi narzędziami poszczególne części ciała. Masowy pogrzeb bohaterskich żołnierzy odbył się 28 VI 1946 r. który zmienił się w wielką manifestację społeczeństwa, domagającego się ostatecznej likwidacji band ukraińskich nacjonalistów.” Wśród zamordowanych, wg gazety, znaleźli się: por. Z. Kratki, ppor. F. Kunicki, ppor. Bronisław Rachwał, sierż. Jan Bury, kpr. M. Łobacz, st. strzelcy: st. strz. Sylwester Śroń, s. Antoniego, ur. 1924 r. w Poznaniu, st. szer. Edmund Rydzyński (Rydziński), s. Bartosza, ur. 1927 r. w Toruniu, st. szer. Florian Kluczniak (Kłuczniak), s. Mikołaja, ur. 1921 r. w Łebkach, szer. Kazimierz Ścibor (Ściebor), s. Józefa, ur. 1923 r. w Dębowie i st. szer. Bernard Sęk (Sak), s. Stanisława, ur. 1922 r. w Jabłonie oraz strzelcy: szer. T. Cholewicki s. Franciszka, ur. 1924 r. w Antrowanej Guslinie, szer. Zygmunt Wojciechowski, s. Stanisława, ur. 1924 r. we Wronkach, szer. Ludwik Marecki, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Ludwiczowie, szer. Bolesław Kopyłowicz, s. Franciszka, ur. 1925 r. w Samonowicach, szer. Bogdan Dąbrowski, s. Piotra, ur. 1922 r. w Warszawie, szer. Kazimierz Naskręski, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Wieluniu, szer. Antoni Janiszewski, s. Franciszka, ur. 1924 r. w Zatorach, szer. Henryk Cieślik, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Koczinie, szer. Bogusław Jędrusik, s. Romana, ur. 1923 r. w Sosnowcu, szer. Franciszek Kwestarz, s. Jakóba, ur. 1921 r. w Kamienicach, szer. Józef Łasecki, s. Józefa, ur. 1923 r. w Kobylcu, szer. Edmund Wojciechowski, s. Stanisława, ur. 1924 r. w Grzybnie, szer. Kazimierz Kędziora, s. Stefana, ur. 1923 r. w Godziszewie, J. Barłóg, Tadeusz Rokicki i szer. Franciszek Łoboda, s. Jana, ur. 1922 r. w Margoniu. Ogółem w ataku UPA zginęło lub zostało zamordowanych 26 żołnierzy 28pp WP.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.172 - 174).  Inni: „Informacje o obecności dużej grupy banderowców dotarły do Przemyśla. Do rozpoznania wysłano kompanię Podoficerskiej Szkoły elewów z 28. pp z 9. DP przypuszczalnie w sile od 80 do 100 żołnierzy. Akcją dowodził por. Zenon Kratki, dowódca szkoły podoficerskiej. Pieszej grupie żołnierzy towarzyszył konny wóz taborowy, na którym wieziono zapas amunicji i radiostację. Kompania szkolna przeszła San 26 czerwca 1946 r. w rejonie Olszan. Następnie przeszła przez Brylińce i weszła do lasu. Dalej pomaszerowała przez Koniuszę i lasami przez Helichę zamierzała powrócić do Przemyśla. Kolumna była rozciągnięta wzdłuż leśnej drogi, w jej środku znajdowało się dowództwo i wóz amunicyjny. W rejonie Kniażyc czoło zostało ostrzelane prze ubezpieczenie z sotni U 7. Banderowcy zajęli pozycje w okopach z I wojny światowej. Por. Zenon Kratki nakazał rozwinąć się do ataku na lewo od drogi. W tym czasie nie miał on pewnych informacji o przeciwniku. Ponadto zalesienie terenu utrudniało przeprowadzenie ataku. Nie zostały wydzielone odwody. Nie przygotowano się do prowadzenia obrony okrężnej. Ponadto dowództwo kompani znajdowało się bezpośrednio na linii atakujących żołnierzy co utrudniało kierowanie walką. Na prawym skrzydle nie zdołano posunąć się do przodu z uwagi na obronę banderowców na przygotowanych pozycjach. Pewne sukcesy osiągnięto w centrum doprowadzając do wyparcia UPA z pierwszej linii okopów. Przy centrum znajdowało się dowództwo kompani. Na lewym skrzydle nie powiodła się próba obejścia przeciwnika, natrafiono na szkolną sotnię UPA, tu również banderowcy zajęli pozycje obronne. Sotnia szkolna powstrzymała atak żołnierzy WP. Banderowcy przeszli do kontrataku i zmusili do wycofania się lewe skrzydło. Następnie od tyłu zaatakowali centrum. Dwie drużyny zostały otoczone, przy nich przebywał dowódca i adiutant szkoły. Jedna wycofała się na lewe skrzydło. Następnie z walki wycofało się lewe skrzydło WP. Pozostały tylko dwie drużyny w centrum, prawdopodobnie nie zdołano przygotować obrony okrężnej. Banderowcy podeszli od tyłu. Przy pomocy ręcznych granatów niszczyli polskie stanowiska w czym osobiści brał udział Zrub, dowódca szkolnej sotni UPA. W tym samym czasie przystąpiono do krótkiego pościgu za żołnierzami i zdobyto wóz konny z amunicją oraz radiostację. Walka w lesie w pobliżu Kniażyc była jedną z większych porażek WP w starciach z UPA. Według polskich danych następnego dnia na pobojowisku odnaleziono ciała 26 żołnierzy i oficerów w tym por. Zenona Kratki - dowódcy szkoły podoficerskiej, ppor. Franciszka Kunickiego - adiutanta szkoły podoficerskiej i ppor. Bronisława Rachwała - dowódcy jednego z plutonów. Meldunek Zruba szacuje straty polskie na 38 zabitych, 18 rannych i 6 wziętych do niewoli, których podobno zwolniono. Przy tym podano, że zdobyto w sumie 42 jednostki broni długiej i tylko dwie krótkiej. Zdobyta broń należała do poległych, wziętych do niewoli zapewne też część rannych w czasie odwrotu porzuciła uzbrojenie. Należy domniemywać, że niektórych ciał żołnierzy WP nie zdołano odnaleźć. Po stronie UPA zginęło 3 kursantów szkoły im. Konyka.”  (Artur Brożyniak, OBEP IPN Rzeszów; w:  https://docplayer.pl/25771718-Artur-brozyniak-rzeszow-12-kwietnia-2016-r.html ).  „27 czerwca między Brylińcami a Kormanicami w zasadzkę zorganizowaną przez kureń „Bajdy” (m.in. sotnia „Łastiwki”), liczący kilkuset banderowców, wpadł pododdział WP, składający się z 80 żołnierzy ze szkoły podoficerskiej 28pp. W trakcie dwugodzinnej walki zginęło 3 oficerów: dowódca por. Zenon Kratki, adiutant szkoły ppor. Franciszek Kunicki, dowódca plutonu ppor. Bronisław Rachwał oraz 22 podoficerów i szeregowców, m.in. sierż. Jan Bury, s. Antoniego i kpr. Michał Łobacz, szer. Tadeusz Cholewicki (błędnie podawane w niektórych dokumentach: Cholewiński), s. Franciszka, ur. 1924 r., elew Henryk Cieślik, s. Antoniego, ur. 1924 r. (1923 r.?), elew Bogdan Dąbrowski (l. 24), szer. Jan Barłóg, s. Antoniego, ur. 1924 r. (1923r.?)388, szer. Cezary Waziała, s. Stanisława, ur. 1924 r. w Wyszynach. W dokumentach podawana jest także liczba 24 zabitych i 7 rannych. 2 wziętych do niewoli żołnierzy upowcy puścili wolno. Tak wysoka liczba zabitych wynikała z wymordowania przez ukraińskich bojowników 16 rannych żołnierzy. Przy życiu pozostało tylko 7 rannych. Po stronie ukraińskiej zginęło co najmniej 8 banderowców. Wg innych opracowań śmierć poniosło 3 oficerów i 24 żołnierzy lub 3 oficerów i 26 żołnierzy. Podawane są też liczby 34 zabitych żołnierzy, w tym 2 poruczników i 2 podporuczników oraz informacje, że to Polacy zaatakowali szkołę podoficerską UPA. /.../ Najbardziej prawdopodobna wersja jest ta, którą zamieścił tygodnik miasta i powiatu przemyskiego „Nowe Horyzonty” z 7 lipca 1946 r., w którym ukazał się nekrolog, podający poległych w „obszarze” Fredropola. We wspomnianym nekrologu podkreślono, że … „Bestialscy bandyci znęcali się w okrutny sposób nad zamordowanymi i rannymi, masakrując tępymi narzędziami poszczególne części ciała. Masowy pogrzeb bohaterskich żołnierzy odbył się 28 VI 1946 r. który zmienił się w wielką manifestację społeczeństwa, domagającego się ostatecznej likwidacji band ukraińskich nacjonalistów.” Wśród zamordowanych, wg gazety, znaleźli się: por. Z. Kratki, ppor. F. Kunicki, ppor. Bronisław Rachwał, sierż. Jan Bury, kpr. M. Łobacz, st. strzelcy: st. strz. Sylwester Śroń, s. Antoniego, ur. 1924 r. w Poznaniu, st. szer. Edmund Rydzyński (Rydziński), s. Bartosza, ur. 1927 r. w Toruniu, st. szer. Florian Kluczniak (Kłuczniak), s. Mikołaja, ur. 1921 r. w Łebkach, szer. Kazimierz Ścibor (Ściebor), s. Józefa, ur. 1923 r. w Dębowie i st. szer. Bernard Sęk (Sak), s. Stanisława, ur. 1922 r. w Jabłonie oraz strzelcy: szer. T. Cholewicki s. Franciszka, ur. 1924 r. w Antrowanej Guslinie, szer. Zygmunt Wojciechowski, s. Stanisława, ur. 1924 r. we Wronkach, szer. Ludwik Marecki, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Ludwiczowie, szer. Bolesław Kopyłowicz, s. Franciszka, ur. 1925 r. w Samonowicach, szer. Bogdan Dąbrowski, s. Piotra, ur. 1922 r. w Warszawie, szer. Kazimierz Naskręski, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Wieluniu, szer. Antoni Janiszewski, s. Franciszka, ur. 1924 r. w Zatorach, szer. Henryk Cieślik, s. Antoniego, ur. 1923 r. w Koczinie, szer. Bogusław Jędrusik, s. Romana, ur. 1923 r. w Sosnowcu, szer. Franciszek Kwestarz, s. Jakóba, ur. 1921 r. w Kamienicach, szer. Józef Łasecki, s. Józefa, ur. 1923 r. w Kobylcu, szer. Edmund Wojciechowski, s. Stanisława, ur. 1924 r. w Grzybnie, szer. Kazimierz Kędziora, s. Stefana, ur. 1923 r. w Godziszewie, J. Barłóg, Tadeusz Rokicki i szer. Franciszek Łoboda, s. Jana, ur. 1922 r. w Margoniu. Ogółem w ataku UPA zginęło lub zostało zamordowanych 26 żołnierzy 28pp WP.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.172 - 174).
We wsi Łabowa koło Krynicy pow. Nowy Sącz: „Najbardziej spektakularną akcją, dokonaną przez „Smyrnego” było spalenie wsi Łabowa koło Krynicy, wspólnie z oddziałem Modesta Rypeckiego „Horysława”, przybyłym ze wschodu. Pod datą 27.06.46 r. „Smyrnyj” zanotował w dzienniku: „Przeprowadzamy wspólną akcję z bojówkami Hor. (Modesta Rypeckiego „Horysława” – przyp. B. H.) na wieś Łabowa. Rozbrajamy posterunek milicji i palimy budynek. Likwidujemy także budynek gminny, pocztę i palimy wszystkie chaty pozostałe po wysiedlonej ludności ukraińskiej. Część zajęli już Polacy.”. Następnego dnia zanotowano w dzienniku: „Prowadzimy dwie wielkie bitwy z polskim wojskiem i UB (…) Pierwszy bój o godzinie pierwszej po południu, a drugi o szóstej wieczorem. Po naszej stronie nie ma żadnych strat ani rannych. Natomiast po stronie wroga ponad 10 zabitych i kilkunastu rannych”. (Bohdan Halczak (Zielona Góra), Michal Šmigel (Bańska Bystrzyca): Działalność oddziału UPA Mychajło Fedaka „Smyrnego” na Łemkowszczyźnie, w latach 1945-48 21 września 2011
W mieście Przemyśl na cmentarzu znajduję się groby 3 żołnierzy WP poległych 27 czerwca 1946 roku w walce z UPA na terenie powiatu Przemyśl; są to: Łobocz Michał ur. 1923, Janiszewski Antoni ur. 1924, Marecki Ludwik ur. 1923 r.  (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).  
 
- 1947 roku:  
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów upowcy zamordowali 2 Polaków. „27 czerwca 1947 r. zamordowali przez powieszenie na żurawiu studziennym Ewę Nieckarz ur. 1884 r. i jej syna Józefa Nieckarza zwanego „Październy”. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
 
     W nocy z 27 na 28 czerwca: 
 
- 1944 roku: 
We wsi Biłka Królewska pow. Lwów: „27/28.06.44 r. zginął Żółkiewski Franciszek w czasie patrolowania lasu.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Gaik pow. Brzeżany: „27/28.06.1944 r. zostali zam. Dziadosz Józef l. 15; Dziadosz Stanisława l. 18.” (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). 
 
- 1946 roku:  
We wsi Łabowa  pow. Nowy Sącz upowcy zamordowali 2 Polaków.
 
     28 czerwca
 
- 1941 roku:
We wsi Kozaki pow. Złoczów: „W roku 1941, rankiem czerwcowego dnia, wybrał się kosić trawę na najdalszą od domu łąkę. Wczesnym popołudniem ciotka Stefka zaprowadziła małą Jańcię do swojej siostry Pauliny, która miała ją przypilnować. Kiedy wróciła do domu w garnku już kipiała woda. Wrzuciła na war pierogi i w tym czasie do jej domu przyszło dwóch sowietów z karabinami. Zapytali po rusińsku – tak wspominała. De twij czołowik? – Odpowiedziała, że kosi łąkę. Wedy do neho – padło polecenie. Zaraz tylko wyjmę pierogi dla niego. – Wyjęła pierogi z garnka do miski, okrasiła, owinęła miskę jakimiś ręcznikami i w drogę do Jaśka, z sowietami. Przeszli tę długą drogę bez choćby jednego słowa. Doszli do wujka. Nie pozwolili mu zjeść. Nie pozwolili ciotce i wujkowi zbliżyć się do siebie. Padło polecenie:  Idesz z namy! – Wtedy ciotka Stefka widziała swojego męża żywego po raz ostatni. /.../  Jaśka nie było! Szukały go po lasach – co dzień dalej od domu, po stronie w którą poszli z nim sowieci. Szóstego dnia od zaginięcia wujka szły przez las oddalony około osiem kilometrów od domu. Stali tam taborem Cyganie. Od taboru w ich stronę szła stara Cyganka, wołając ciotkę po imieniu „Stefka” i gestem ręki zapraszając ku sobie. Kiedy się do siebie przybliżyły spytała ciotkę: Ty szukajisz swohu czołowika? – Nie czekając na odpowiedź wskazała kierunek i powiedziała, że leży przyrzucony grubą warstwą gałęzi. Szły zgodnie ze wskazówkami Cyganki. Mama pytała ciotkę, czy zna tę Cygankę. Ta odpowiedziała, że nigdy dotąd jej nie widziała. Znalazły Jaśka pod stertą gałęzi. Poraził je nie odór, a wygląd zamordowanego. Na rękach nie było skóry – wycięto mu „rękawiczki”, a na głowie miał zdartą skórę z włosami w kształcie szerokiego krzyża. Dziadek wozem pojechał do lasu po syna i przywiózł go do domu w Kozakach. Następnego dnia był pogrzeb… Kozaczanie, którzy go tłumnie żegnali mówili, że „to nie sowiety, no banderowcy” jego zamordowali. „Sowiety były łaskawsze – strzelały w tył głowy, a bandery męczyli – na strach w okolicy”. Mówiła mama: może Jaśku by żył, gdyby Stefka ich nie poprowadziła wtedy do niego na łąkę?… Zaraz na drugi dzień przyszli Niemcy.” (http://archiwumkresowe.pl/wujko-jasku-dramat-czerwcowego-dnia-roku-1941/ )  Jan Kazimierz Stojanowski, ur. 06.03.1906 – zm. 28.06.1941. Urodził się i wychował się na Kozakach. Całe życie pracował jako rolnik. Ślub ze Stefanią Wilk odbył się 06.07.1935. W czerwcu 1936 roku urodziła im się jedyna córka, Janina, którą osierocił pięć lat później – w czerwcu 1941 roku Jan został zamordowany przez banderowców. Pochowano go 05.07.1941 (Archiwum Diecezjalne w Zielonej Górze. Akta parafii katolickiej Zazule-Kozaki, zespół 214, sygnatura PZK-kat 1). W księdze zgonów jako data śmierci wskazany został 01.07.1941 – prawdopodobnie wpisy uzupełnione zostały po wkroczeniu Niemców do Złoczowa.
We wsi Olganówka Nowa pow. Łuck grupa marszowa OUN zamordowała  4 Polaków, mieszkańców Olganówki Starej:  Annę Paszkiewicz  lat 80,  jej córkę Ewę Wilk lat 50, jej wnuczkę Genowefę Wilk lat 17 oraz wnuczka Czesława Wilk lat 6. Ofiary mordu pozwolili pochować dopiero 6 lipca, bez trumien, na poniemieckim cmentarzu.
We wsi Posuchów pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Polak, Zelmer Edward l. 21  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7). „W Posuchowie zamordowano w roku 1941 skrytobójczo następujących miejscowych Polaków: /.../ 4. Zemmer Edward lat 21, zamordowany 28 VI 1941 r. w Posuchowie”. (dr. Lucyna Kulińska: Preludium zbrodni..., jw.).  
We wsi Tartaków pow. Sokal zamordowany został ks. Jan Szewczyk. „Po niemieckiej i rosyjskiej inwazji Polski w 09.1939 i rozpoczęciu II wojny światowej, w czasie panicznego odwrotu Rosjan w 06.1941 przed atakiem niedawnego sojusznika, Niemców, na podstawie donosu miejscowych szowinistów ukraińskich, porwany i aresztowany 28.06.1941 przez Rosjan na drodze Tarnopol–Złoczów, gdy wracał do domu po odprawieniu Mszy św. w jednej z lokalnych wsi pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Niemiec. Zagnany do więzienia na zamku w Złoczowie i tam prawd. tego samego dnia zamordowany razem w ludobójczej masakrze ok. 650-720 więźniów, głównie Polaków (w tym ok. 25% kobiet).”  (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/vPOLISH/HTMs/POLISHRELIGIOUSmartyr2679.htm  ).
 
- 1943 roku:
Koło kol. Abramowiec pow. Kowel: „Kolejny mord dokonany 28 czerwca na pięcioosobowej rodzinie Daszkiewiczów w sąsiedztwie Abramowca wzmógł dotkliwy niepokój i obawy o życie”. (Feliks Budzisz: Zagłada Abramowca; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/101-zagada-abramowca; 27 marca 2011).
We wsi Iwańczyce Nowe pow. Łuck upowcy zamordowali 2 rodziny polskie liczące 11 osób: 2 starsze małżeństwa, rodziców z synem i jego 18-letnią żonę w ciąży Irenę Papowszek, którą torturowali przez 2 dni, oraz 2 małych dzieci (rodzeństwo ww. syna). Rodziny te wróciły do wsi po ucieczce do Łucka namówione przez znajomych Ukraińców do powrotu. (Siemaszko..., s. 563).
We wsi Metelno pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Władysława Szewczyka
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów zastrzelili 25-letnią Zofię Stankiewicz, wdowę ze wsi Hurby.
W kol. Świszczów pow. Dubno zamordowali co najmniej 13 Polaków, w tym 18-letnią dziewczynę.
We wsi Tajkury pow. Zdołbunów zamordowali 37-letnią Polkę. „We wsi Tajkury została zamordowana przez Ukraińców Petronela SZCZYPEK z Nowaszowskich, ur. 1906; pozostawiła męża Władysława i 3 dzieci: Julian, Wacław i Jan” (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Wołanie z Wołynia nr 3 (112) Maj-Czerwiec 2013 r.; w: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf  ).
 
- 1944 roku:
We wsi Balicze Podróżne pow. Żydaczów banderowcy zamordowali 2 Polaków, rodziców ks. Jana Przytockiego ze Stanisławowa.
We wsi Pohorce pow. Rudki obrabowali i spalili 3 gospodarstwa polskie oraz zamordowali 1 Polaka.
W kol. Kolonia Polska pow. Leżajsk uprowadzili z kościoła i zamordowali w lesie w Cieplicach 41-letniego Polaka. 
 
- 1946 roku:
 W mieście Przemyśl na cmentarzu znajduję się groby 7 żołnierzy WP poległych 28 czerwca 1946 roku w walce z UPA na terenie powiatu Przemyśl; są to: Kędziora Kazimierz ur. 1923, Kluczniak Florian ur. 1922, Kwestorz Franciszek ur. 1921, Naskręski Kazimierz ur. 1923, Rydziński Edmund ur. 1924, Ścibor Kazimierz ur. 1923, Wojciechowski Edmund ur. 1923. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).  
We wsi Silca pow. Przemyśl upowcy zamordowali na drodze 6 Polaków, w tym 3 milicjantów. „28 czerwca 1946 r. w Sólcy o godz. 17.30 3 milicjantów, wiozących prowiant UNRRA zostało zabitych przez upowców. Zginął także jeden cywil. Konwój nic nie wiedział, że w tym miejscu rano doszło do potyczki, kiedy ok. 40 banderowców ostrzelało 8-osobowy patrol WOP. Walka trwała od 9.00–9.30, a żołnierze wycofali się do strażnicy. Wspomnianymi milicjantami był patrol załogi posterunku MO z Rybotycz, powracający z prowiantem. Wpadł w zasadzkę zorganizowaną przez pododdział UPA, liczący ok. 15 osób. Był to prawdopodobnie rój z sotni „Udarnyk 4” „Burłaka” z czoty 510. Podawana jest też liczba 300 osób, co nie jest zgodne z prawdą. Po krótkiej walce poległ funkcjonariusz szer. Tadeusz Hładio i kpr. Ludwik Machunik a rannego Michała Rudawskiego uprowadzono do lasu, gdzie został zamordowany. Zginął także cywil Jan Rudawski z Huwnik oraz zraniony furman Michał Hamryszczak. Podawane są informacje o poległym żołnierzu WOP, które nie znajdują potwierdzenia w źródłach.” (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s. 235).
 
     W nocy z 28 na 29 czerwca
 
- 1943 roku:
W kol. Dychta pow. Borszczów: „W nocy z 28 na 29.VI.1943, na kolonii Dychta, wieś Szuparka pow. Borszczów dokonano morderstwa na osobach Chyły Jana i jego żony Weroniki. Oboje narodowości polskiej. Pomordowani pozostawili dwoje nieletnich dzieci w wieku 2 i 5 lat. Morderstwa dokonali: Kyryluk Michał, Bodnarczuk Teodozy, Borys Jan, Masyk Michał, wszyscy Ukraińcy z Szuparki. Uzbrojeni byli w karabiny. Mordercy udając policjantów ukr. zapukali do okna, każąc otworzyć drzwi. Chyła bez wahania otworzył. Do mieszkania wszedł Kyryluk z kb. kazał obojgu położyć się twarzą do ziemi, po czym oddał do Chyły 2, a do jego żony 3 strzały, kładąc oboje na miejscu trupem. Następnie zbrodniarze ograbili mieszkanie i udali się do wsi. Kyryluk został aresztowany” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174). H. Komański i Sz. Siekierka nie wymieniają w tej wsi żadnego zabójstwa.
 
   29 maja lub 29 czerwca 1940 roku:
W miasteczku Medyka pow. Drohobycz aresztowany został proboszcz ks. Szymon Korpak (1880-1940),  który krytykował ówczesną rzeczywistość panującą w sowieckiej strefie okupacyjnej. Zadenuncjowany przez miejscowych nacjonalistów ukraińskich i komunistów narodowości żydowskiej zmarł 28 maja lub 29 czerwca 1940 w więzieniu przemyskim. Według niektórych źródeł postrzelony przez strażnika, wleczony za nogi po schodach więzienia, z głową uderzającą w stopnie. Według innych zmarł w więzieniu na zawał serca.  (http://www.swzygmunt.knc.pl/MARTYROLOGIUM/POLISHRELIGIOUS/BIOs/KORPAKszymon01.pdf  ).
 
     29 czerwca 
 
- 1941 roku: 
We wsi Kobylnica Wołoska pow. Jaworów  samozwańczy „policjanci” ukraińscy zamordowali 10 osób, w tym 4 Polaków, 4 Żydów i 2 Ukraińców.
We wsi Poruczyn pow. Brzeżany został zamordowany przez Ukraińców Szpak Marian l. 20  (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).   
W mieście Równe woj. wołyńskie zamordowany został przez bojówkę OUN ks. Franciszek Stańko (pracował w Tarnawce Piątkowej). Inni: „Ks. Franciszek Stańko ur. 1903. proboszcz parafii Równe pow. Drohobycz. Zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich 29.06.1941 r. podczas wycofywania się wojsk sowieckich.”
 
- 1943 roku: 
W kol. Andrzejówka pow. Łuck upowcy z kol. Krasny Sad zamordowali 10 Polaków, w tym 23-letnią Jadwigę Chmielewską, którą uprowadzili do lasu i tam przed śmiercią zgwałcili. (Siemaszko..., s. 534 – 535).
We wsi Cygany pow. Borszczów banderowcy uprowadzili i zamordowali 2 Polaków, w tym gajowego; był nim  ppor. rez. WP Kazimierz  Kraśnicki lat ok. 30. (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Daniczów pow. Równe zamordowali 55-letnią Paulinę Chodakowską. 
W kol. Fundum pow. Włodzimierz Wołyński „ukraińscy partyzanci” poszukiwali młodych Polek. W jednym domu postrzelili Feliksa Bulikowskiego i wrzucili do studni oraz ciężko pobili matkę i syna, bo nie chcieli zdradzić miejsca ukrycia córek (sióstr). Następnie napadli na rodzinę Styczyńskich i pobili ciężko rodziców poszukując ich córek. Rodzina Lewandowskich ukrywała się w schronie dzień i noc przez dwa miesiące.  
We wsi Kobylnia pow. Równe napadli na polskie gospodarstwa, ograbili i spalili je oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 
W osadzie Konstantynów pow. Równe zamordowali 28 Polaków.
We wsi Koszów i futorze Pasieka pow. Łuck zamordowali siekierami, widłami, torturując, co najmniej 31 Polaków, w większości kobiety i dzieci. Rodzinę Marianny Bąk o groźbie napadu ostrzegła 23-letnia Ukrainka Szura Sapoźnik, koleżanka jej córki Ireny. W lipcu 1943 roku „ukraińscy partyzanci” zamordowali Szurę przez rozerwanie na pół za sprzyjanie „Lachom” oraz nie wydanie miejsca ukrycia się jej brata Tolka, który odmówił udziału w mordowaniu Polaków i wstąpienia do UPA. W dwie godziny przed napadem znajomy Ukrainiec ze wsi Liniów pow. Horochów Petro Bambuła przysłał swojego syna, który niemal siłą sprowadził jedną z rodzin do zagrody swojego ojca, gdzie ukrywała się przez kilka dni. Ranną żonę Juliana Sokołowskiego Ukraińcy zawieźli do szpitala, a dwoma uratowanymi synkami zaopiekowali się. (Siemaszko..., s. 640 - 641). Takich przykładów w tej wsi było więcej. Ma więc Ukraina swoich prawdziwych bohaterów. I im powinna stawiać pomniki, a nie ludobójcom. 
W kol. Mikołajowka pow. Równe upowcy wracający z nocnego napadu na Kobylnię wymordowali bagnetami co najmniej 14 Polaków, w większości kobiety i dzieci, w tym 16 i 17-letnie dziewczęta oraz 20-letnią w ciąży.
We wsi Milatyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 9 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę z 2 synami: półrocznym i 12-letnim oraz 3-osobową z 8-letnią córką. 
Na stacji kolejowej Nieświcz pow. Łuck zamordowali 9 Polaków oraz 1 Węgra, nieznane są losy mieszkających tutaj 7 rodzin polskich. 
We wsi Sadów pow. Łuck zamordowali około 50 Polaków.  
We wsi Watyń pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską: Kazimierza Kędziora lat 33, jego żonę Marię lat 30 i ich 2 dzieci lat 6 i 8.
We wsi Watyniec pow. Horochów zamordowali 3 starszych Polaków. 
W kol. Zastawie pow. Kostopol zamordowali bestialsko co najmniej 83 Polaków, ograbili i spalili 115 domów polskich. Ginęły całe rodziny od broni palnej, siekier i i innych ostrych narzędzi, palone żywcem w budynku, topione w studni.
 
- 1944 roku:  
We wsi Krasne pow. Jarosław miejscowi Ukraińcy i ze wsi Dobcza oraz oddział Mongołów zamordowali 3 Polaków i 2 Ukraińców. 
We wsi Moszczenica pow. Lubaczów miejscowy Ukrainiec oskarżył do Niemców Polaka Wojciecha Nieckarza  o posiadanie broni, w wyniku czego Niemcy Polaka zamordowali.
We wsi Wojtkowa pow. Dobromil: „29 VI 1944 r. w Wojtkowej oddział UPA uprowadził a następnie zamordował kierownika miejscowej szkoły Jana Lichowskiego. Przed zabiciem Lichowski był brutalnie torturowany (relacja córki zamordowanego, Lidii Ogonowskiej).Według źródła  24 VI 1944 r. o godz. 14.00 po południu przyjechała do szkoły w Wojtkowej parokonna furmanka z 4-ma uzbrojonymi, zamaskowanymi banderowcami. Przyjechali po kierownika szkoły Lichowskiego. Gdy weszli do szkoły kierownik upadł na kolana błagając o darowanie mu życia (opowiadali o tym jego uczniowie, którzy tą scenę widzieli). Nie pomogły prośby. Zmuszono go do wejścia na furmankę i wywieziono w nieznane. Nikt nie wiedział co się z nim stało. Po 3 dniach jechały z Wojtkowej 2 kobiety z synami, uczniami 7 klasy przez wieś Griąziowa, do miasta po zakupy letnich ubrań. Jadąc przez duże lasy w Grąziowej zostały zatrzymane przez nieznanych osobników, koło leśniczówki. Zawołano owych 2 chłopców (obydwaj byli Polacy) zaprowadzono ich do leśniczówki. Przestraszone kobiety zostały na furmance. W leśniczówce pokazali banderowcy w jednym pokoju zmasakrowane, drgające jeszcze i krwią zalane ciało człowieka leżące na ziemi. Pokazując tym chłopcom rzekli „smatrity na to je wasz nauczyciel” popatrzcie to jest wasz nauczyciel, „z wami to samo bude”. Przerażeni chłopcy wybiegli, wrócili do swoich matek, które już nie pojechały dalej, lecz czym prędzej wracały do domu. Ci chłopcy tak bardzo to przeżyli, gdyż kochali swego nauczyciela, że nie mogli jeść, spać a jeden z nich ciężko się pochorował na rozstrój nerwów i leżał kilka tygodni. Byłyśmy kilkakrotnie wzywane do tego chorego chłopca, by mu udzielić pomocy. Tak więc na całym terenie pracowała jeszcze tylko 1 nasza szkoła”. (AKGS, F I c 15/3. Pamiętnik z okresu II wojny światowej od 139 – 1945 s. Marii Janiny Kachniarz, Nowa Jastrząbka 1951 r., s. 102 – 104.) 
 
- 1945 roku:  
We wsi Dobra Szlachecka pow. Sanok miejscowi Ukraińcy zamordowali rolnika Mikołaja Stalowego. 
 
- 1946 roku:
W mieście Jarosław ma grób Lis Bronisław ur. 1922, który zginął z rąk UPA  29 VI 1946 (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html ).
 
- 1947 roku:
We wsi Dzików Stary pow. Lubaczów 29 czerwca 1947 r. zamordowali dwóch nieznanych żołnierzy WP. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
 
     30 czerwca   
 
- 1943 roku:   
We wsi Dermanka pow. Kostopol wymordowali głównie za pomocą różnych narzędzi ponad 100 Polaków. „- Jak naszą wieś mordowali, to było Boże Ciało - A. Woźniak wraca pamięcią do 30 czerwca 1943 r. Wspomnienia nie pozwalają mówić. Paszkowscy wrócili z kościoła do domu i zasiedli do obiadu, kiedy we wsi podniósł się straszny krzyk. Bandy banderowców wdarły się do wsi od północy. Idąc od domu do domu, bestialsko mordowały całe rodziny, niszcząc i paląc obejścia. Zginęło wtedy ok. 50 osób. Kiedy doszli do połowy Dermanki, nadjechali partyzanci pod wodzą Kołpakowa ( Kowpaka- SB). Przeprawiali się przez Słucz z Polesia na Wołyń, od strony kolonii, gdzie stał dom Paszkowskich. Kiedy zaczęli strzelać, banderowcy rozproszyli się. Mieszkańcy ratowali się ucieczką. Paszkowscy byli w grupie kilkunastu rodzin, które ruszyły na wschód: wozami i pieszo. - Zaczęła się przeprawa przez Słucz, było kilka łodzi. Ale wtedy zobaczyliśmy, że w naszą stronę jadą banderowcy - w dół wzniesienia, prosto na rzekę. Ich białe koszule aż błyszczały z daleka. Wtedy wszystko ruszyło do wody. Podniósł się taki krzyk, że - Boże - chyba w niebie było słychać - opowiada rwącym się głosem.” (Antonina Woźniak: „Czasem dumam nad moim Wołyniem”; w: Echo Katolickie 13/2016; za: http://www.opoka.org.pl/biblioteka/I/IH/echo201604-wolyn.html?no_header=1&no=1. Wyszukał i ku pamięci wstawił: B. Szarwiło w: http://wolyn.org/index.php/informacje/972-jak-nasza-wies-mordowali-to-bylo-boze-cialo ). W i E Siemaszko na s 250 podają datę napadu 16 czerwca 1943 roku.
W kol. Rafałówka pow. Sarny podczas nocnego napadu upowcy zamordowali kilkudziesięciu Polaków mieszkających na obrzeżach kolonii.
We wsi Rzeczki pow. Równe zamordowali 3 Polaków: 59-letnią Marię Piasecką oraz 3-letniego Franciszka Mendaluka i jego 5-letniego brata Bronisława, a 13 lipca trzeciego brata, 4-letniego Zygmunta Mendaluka  (Siemaszko..., s. 695). 
We wsi Tomachów pow. Równe zamordowali 4-osobową rodzinę polską: Andrzeja Michalskiego, jego żonę Teofilę i ich córki, Wiktorię lat 29 oraz Feliksę lat 19. 
 
- 1944 roku:
We wsi Prusie pow. Lubaczów upowcy zamordowali 4 Polaków, w tym dziewczyny lat 14 i 20. 
We wsi Radróż pow. Rawa Ruska zamordowali 5-osobową rodzinę polską z córkami lat 13, 14 i 17. Po mordzie w Jamnicy zaczęto przybijać do polskich domów kartki z wiadomością, że mają od razu wyjechać za rzekę San, bo inaczej zostaną zabici. Polacy postanowili wyjechać, zostali praktycznie tylko Ukraińcy. Wielu nie spodziewało się, że upowcy także będą szukać informacji o rodzinach mieszanych polsko-ukraińskich. Dla nich Ukrainiec musiał być czysty narodowościowo, jeżeli miał jakąś część korzeni Polskich, był uważany za Polaka. Dlatego właśnie w czerwcu 1944 roku przyszli banderowcy do domu Romaników i znęcając się nad swoimi ofiarami zamordowali rodzinę. Sąsiedzi musieli bardzo dobrze słyszeć przeraźliwe piski i krzyki mordowanych, które po kolei cichły… ale nie reagowali, zabili Stefana, Zofię i ich córki: Marię i Jadwigę. Romanik był Ukraińcem, na jego oczach mordowali jego córki i żonę, która była Polką. Na końcu zabili jego. Tej samej nocy zabili też Teodora Gołąba, bo miał matkę Polkę. Roman Jakimiec także miał korzenie Polskie, był sołtysem w Radrużu. Upowcy nakazali mu zorganizować kontyngent, miał pozbierać od ludzi żywość, ubrania i pieniądze. Nie zrobił tego i dlatego go zabili, uprzednio znęcając się nad nim.” (http://zlubaczowa.pl/index.php/news/wydarzenia/2084-w-radruzu-uczcza-pamiec-mieszkancow-pomordowanych-przez-upa ). Oraz: 30 czerwca 1944 r. zamordowali Zofię Romanik ur. 1900 r., Zofię Romanik ur. 1927 r., Stefana Romanika lat 38, Marię Romanik lat 20, Teresę Jadwigę Romanik lat 14, Wiktorię Romanik ur. 1930 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
 
- 1946 roku: 
We wsi Bircza pow. Przemyśl upowcy uprowadzili Polaka, który zaginął oraz na cmentarzu ma grób Jarocki Antoni ur. 1901, który zginął z rąk UPA  30 VI 1946.
 
- 1947 roku:
W mieście Jarosław ma grób Broda (Boroda) Stanisław, który zginął z rąk UPA  30 VI 1947 r.  (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).
 
W dniach od 20 do 30 czerwca 1940 roku, w trzeciej deportacji na Sybir Sowieci wywieźli około 400 tysięcy Polaków.
W czerwcu 1941 roku w czwartej deportacji  na Sybir Sowieci wywieźli około 280 tysięcy Polaków, głównie z Wileńszczyzny. Łącznie w głębi ZSRR znalazło się 1850 tys. obywateli polskich, w tym około 1200 tys. Polaków, z czego 300 tys. dzieci do lat 17. Zsyłki przeżyło około 40% deportowanych. 
 
     W okresie kwiecień – czerwiec
 
- 1943 roku: 
W miasteczku Józefów pow. Biłgoraj Niemcy z Ukraińcami rozstrzelali 3114 osób: około 2000 Żydów i 1114 Polaków.
W miasteczku Ostróg nad Horyniem pow. Zdołbunów: „Jak podaje o. Remigiusz Kranc, na przestrzeni 3 miesięcy 1943 r. (najprawdopodobniej w drugim kwartale) pochował na cmentarzu rzymskokatolickim w Ostrogu ofiary napadu w 154 skrzyniach zawierających po 3-4 zwłoki, tj. około 560 osób, zarąbanych bądź spalonych, pochodzących ze wsi, kolonii i futorów parafii Ostróg” (Siemaszko..., s. 986). Zwieziono tylko niewielką część zwłok.
 
- 1944 roku:  
We wsi Kościejów pow. Łuck upowcy uprowadzili i zamordowali 10 Polaków.
 
   W okresie maj -  czerwiec
 
- 1943 roku:  
Podczas napadów UPA na majątki w pow. Horochów: Brany, Bużany, Dmitrówka, Haliczany, Kozłów, Łobaczówka, Nowosiółki Ruskie, Peremyl, Pieczychwosty, Rudka, Strzelcze, Wola, Zajęczyce, Zboryszów Stary zostały one ograbione i spalone a ludność polska została wymordowana, przy czym w każdym przypadku nie została ustalona liczba ofiar, zapewne sięgała ona od kilku do około stu Polaków w każdym majątku. 
W kol. Antolin pow. Kostopol sołtys Ukrainiec doniósł Niemcom, że Polak otrzymał kartkę od partyzantów sowieckich, za co Niemcy Polaka rozstrzelali.
W majątku Błudów pow. pow. Horochów upowcy zamordowali co najmniej 15 Polaków.
We wsi Borszczówka pow. Równe zamordowali 2 Polaków, braci Skałeckich.
W majątku Chołopecze pow. Horochów spalili żywcem 3-osobową rodzinę zarządcy Nowickich: rodziców z synem. 
W kol. Gruszowica pow. Łuck UPA zamordowała 18 Polaków:Do Przebraża zaczęły docierać wieści, że w najbliższych tygodniach zamierzają nas wszystkich eksterminować „po hołownomu”, podobnie jak Żydów mimo, że pierwotnie zamierzali „wybyty wsich uczanych”. Szybko się okazało, że UPA nie żartuje. Spalone zostały rdzennie polskie miejscowości na północ od Przebraża, takie jak mała wioseczka Gruszwice, w której wymordowano 18 osób, Łysa Góra, Zacisze, Cegielnia, Krakowszczyzna, Chmielówka, Kruchlik, Horodyczyn, Łąka, Wielki Las, Pniów i Ignatówka. Banderowcy rozpuścili też swe zagony od wschodu i południa, od Przebraża, paląc, niszcząc i mordując ludność: Józefina, Marianówki, Bud, Dermanki, Balarki, Wólki Kotowskiej, Aleksandrii, Wertepy, Tworymyszy i Aleksandrówki. W trakcie swojego pochodu UPA puściło z dymem szereg polskich wsi koło Kiwerc, spaliło polskie domy położone w polskich wsiach i chutorach m.in. w Trościańcu, Jaromlu i Starej Czołnicy. Ze wszystkich stron ciągnęli do Przebraża uciekinierzy z mordowanych wsi. Bardzo szybko zgromadziła się w nim ogromna masa ludzi.” (Marek A. Koprowski: Koszmarne sceny zbrodni; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/koszmarne-sceny-zbrodni; 30 stycznia 2012). 
W futorze Kościelny Futor pow. Kostopol zamordowali 2 polskie rodziny liczące 15 osób. 
W kol. Lidawka pow. Równe zamordowali 9 Polaków: 2 rodziny 4-osobowe i kobietę.
W kol. Ludwiszyn pow. Łuck podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W kol. Majdan Komarowski pow. Łuck upowcy z Sytnicy zamordowali 7-osobową rodzinę polską Hilarego Boreckiego: ojca, dwie babcie oraz 4 dzieci do lat 12.
We wsi Medwedówka pow. Kostopol Ukrainiec zarąbał siekierą 14-letniego polskiego chłopca Franciszka Bronowickiego.
We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol Ukraińcy zastrzelili podczas snu w stodole 21-letniego Piotra Żygadłę.
We wsi lub kolonii Sienkiewicze pow. Krzemieniec upowcy wymordowali wszystką ludność polska, nie ocalała ani jedna osoba, liczby ofiar nie ustalono – ponad 100 (?) Polaków.
W kol. Stasin pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy zastrzelili 2 Polaków. 
We wsi Uhrynów pow. Łuck upowcy zamordowali Bronisława Mitlaszewskiego pracującego na polu. 
We wsi Usteczko pow. Krzemieniec zamordowali Polkę Mykochorową, żonę Ukraińca.
We wsi Worczyn pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy skatowali i zabrali ze sobą 40-letniego Władysława Królikowskiego, byłego legionistę, którego zamordowano w Zamościu.
W kol. Wsiewołodówka pow. Łuck upowcy zamordowali 3 Polaków. 
 
- 1945 roku: 
Na Rzeszowszczyźnie z rąk ukraińskich zginęli Polacy we wsiach: Bachów – 2 osoby, Barycz – 1 osoba, Batycze – 3 osoby, Brzeżawa – 18 osób, Brzuska – 1 osoba, Duńkowiczki – 1 repatriantka, Iskań – 3 osoby, Lipa – 15 osób, Malawa – 5 osób, Polhowa – 1 osoba, Roztoka – 2 osoby (w tym jednotygodniowe dziecko), Ruska Wieś – 1 osoba,  Wola Krzywiecka – 1 osoba.
 
- 1946 roku: 
We wsi Sąsiadowice pow. Sambor upowcy zamordowali 6 Polaków oraz 3 Łemków przesiedlonych z Polski.
 
     Do czerwca
 
- 1945  roku:  
We wsi Chłopy pow. Rudki banderowcy zmordowali 8 Polaków.
We wsi Jaryczów Nowy pow. Lwów zamordowali 15 Polaków.
 
     W okresie luty – czerwiec
 
- 1944  roku: 
We wsi Iwanikówka pow. Stanisławów upowcy zamordowali 10 Polaków.
We wsi Meducha pow. Stanisławów podczas trzech napadów w 1944 roku: 13 lutego, w  kwietniu oraz w II połowie czerwca, zamordowali 53 Polaków, w tym całe rodziny.
 
     W maju lub czerwcu
 
- 1944  roku: 
We wsi Tarnawa Niżna pow. Turka Ukraińcy zarąbali siekierami na progu domu legionistę Ludwika Gdowskiego.
 
     W czerwcu (świadkowie nie podali dnia)   
 
- 1939 roku:
Na początku czerwca 1939 roku we wsi Wulka pow. Brzeżany: „Wolański Prefyn lat 27 gajowy, z pochodzenia Ukrainiec lojalny wobec Polski, znienawidzony przez nacjonalistów ukraińskich za krytykę ich poglądów, skrytobójczo zastrzelony z rewolweru przez ich działacza” (Edward Orłowski..., jw.). 
We wsi Trybuchowce pow. Buczacz zamordowany został przez bojówkarzy OUN gajowy Kaczmarski.   
 
- 1941 roku:   
W miasteczku Barysz pow. Buczacz: „Podczas wycofywania się wojsk sowieckich przed Niemcami, bojówkarze OUN zamordowali 11 ludzi: 6 Polaków, 3 Ukraińców i 2 Żydów. Wszyscy zostali zarżnięci w nocy we własnych domach. W mordzie tym brali udział miejscowi Ukraińcy: Stepan Duhlej, Wasyl Kasperuk, Mychajło Kałyniuk i Mychajło Krywinśkij.” (Irena Kotowicz: Krwawe kalendarium wydarzeń w BARYSZU, pow. Buczacz, woj. tarnopolskie; w: www.wbc.poznan.pl/Content/8333/Biuletyn%20nr63%202004.03.pdf ; oraz: Kubów..., jw.)
We wsi Bobulińce pow. Buczacz Ukraińcy uprowadzili Polaka, zmusili go do wykopania dołu, w którym po zamordowaniu zakopali go. Inni: z rąk bojówkarzy OUN zginął Kot Paweł. (Kubów..., jw.).
We wsi Borchów pow. Lubaczów ukraińscy policjanci zatrzymali i przekazali Niemcom 5 Polaków i 1 Żydówkę – osoby te zostały zamordowane.
We wsi Budomierz pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Dębowica pow. Buczacz ukraiński policjant zastrzelił Polaka.
W miejscowości Chyrów pow. Dobromil w wyniku donosu miejscowego Ukraińca żołnierze sowieccy, wycofujący się przed wojskami niemieckimi, zamordowali ks. Jana Wolskiego, zadając mu ciosy bagnetami. Inni: „Ks. Jan Wolski ur. w r.1874, proboszcz par. Chyrów – miasto, pow. Dobromil (diec. przemyska, dek. Bircza). W wyniku donosu miejscowego Ukraińca został zamordowany pod koniec czerwca 1941 r. przez żołnierzy sowieckich w drodze powrotnej od chorej na gruźlicę.”  
W miasteczku Kałusz woj. stanisławowskie Ukrainiec uderzył cegłą w głowę Polaka, który po trzech dniach zmarł.
We wsi Korościatyn pow. Buczacz: „Następne zbrodnie nastąpiły w czerwcu 1941 r., tuż po ataku Niemiec na ZSRR. W Czechowie, należącym do parafii w Monasterzyskach, miejscowi Ukraińcy, którzy stanowili większość, wymordowali swoich polskich sąsiadów. Wszystkich pomordowanych pochowano we wspólnej mogile, do której wrzucono i żywcem pogrzebano także ciężko rannych. Zginęło 17 osób: 11 Polaków, w tym sześcioro małych dzieci i 6 Ukraińców przeciwnych mordowaniu Polaków. Po dokonaniu mordu ukraińska ludność, uzbrojona w siekiery, widły, kosy i noże, próbowała dokonać rzezi pobliskiej Słobódki Dolnej (4 km od Monasterzysk), zamieszkałej wyłącznie przez Polaków. Kolumna napastników została jednak ostrzelana i rozproszona przez wycofujący się oddział wojsk sowieckich. W tym samym czasie na Dębowicy ukraińscy policjanci zastrzelili Tomasza Marynowicza.” (Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Zagłada Korościatyna; w: „Nad Odrą” nr 1-2 z 2011 r.). 
We wsi Liliatyn pow. Brzeżany zamordowano księdza Szady Józefa l.27 (Kubów..., jw.) 
We wsi Netreba pow. Zbaraż: Ks. Stanisław Władyka z Opryłowiec zginął w Netrebie (pow. Zbaraż) w czerwcu 1941 r. zamordowany przez bojówki OUN (Kubów..., jw.)
Koło wsi Osowiec pow. Buczacz: W czerwcu 1941 roku w lesie koło wsi Osowiec pow. Buczacz odnaleziono zwłoki 28-letniego Polaka o nazwisku Lipka: były przywiązane do drzewa, miały wydłubane oczy, obcięty nos, uszy, język, palce u rąk u nóg. (Komański...., s. 146).
W kolonii Piórkowice pow. Łuck samorzutnie utworzona policja ukraińska zastrzeliła co najmniej 2 Polaków.
W kolonii Truskoty pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali Stanisława Wilczyńskiego wracającego do domu z Kowla.
We wsi Wołczkowce pow. Śniatyn Ukraińcy wymordowali 3 rodziny polskie liczące 8 osób
 
- 1942 roku:
We wsi Klepaczów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: leśnika Józefa Grabowskiego z synem Antonim.
W kolonii Mielnica Duża pow. Kostopol, Lipiński Józef ur. 1916, w czerwcu 1942 roku został aresztowany przez policję ukraińską w służbie niemieckiej ze Stydynia, torturowany i zamordowany w bliżej nie znanych okolicznościach. Razem z nim aresztowani byli: Jan Szabelski, Juliusz Sarnicki i Władysław Marszałek z z Kamionki Nowej – wszyscy zginęli.  (http://wolyn.freehost.pl/miejsca-m/mielnica_duza-03.html )
W mieście Nadwórna woj. stanisławowskie w wyniku donosu policjantów ukraińskich gestapowcy aresztowali ks. J. Smaczniaka i zamordowali go w więzieniu w lipcu 1942 roku. „Ks. Józef Smaczniak miasto i powiat Nadwórna (archidiec. lwowska, dek. Stanisławów) został aresztowany z inspiracji policji ukraińskiej przez gestapo pod zarzutem działalności na rzecz wywiadu polskiego rządu emigracyjnego. Został zamordowany w lipcu 1942 r. W przeddzień aresztowania oficer węgierski ostrzegał księdza o możliwości aresztowania i proponował mu samochód, aby uciekł do Budapesztu. Ksiądz odpowiedział: „Tutaj ja sam uczyłem wiernych w parafii miłości, katolicyzmu i polskości – uciekać nie mogę”.
We wsiach: Niegowce, Nowe Kopanki i Pniaki pow. Kałusz Ukraińcy wymordowali mieszkających tu Polaków, ograbili i spalili ich gospodarstwa; ilość ofiar nie została ustalona (Jastrzębski, s. 154, stanisławowskie).
W kol. Sitarówka pow. Łuck czterej bracia Ukraińcy Denisiukowie zamordowali Władysława Hermana.
We wsi Stydyń Wielki pow. Kostopol policjanci ukraińscy aresztowali 4 Polaków pod fałszywym zarzutem kradzieży, bili ich i torturowali aż do uśmiercenia.
We wsi Tynne pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: 60-letniemu zarządcy majątku wbili w ciało kozioł do rznięcia drewna (kołki w kształcie litery „X”), drugiemu odcięli głowę (był to samotny mężczyzna z Gdyni). Zamordowali także Ukraińca – woźnicę w majątku (został zastrzelony) oraz jego żonę Polkę z rocznym dzieckiem, którym poderżnęli gardła. 
W kol. Werchy pow. Łuck policjanci ukraińscy zamordowali Karola Bogdanowicza. 
 
- 1943 roku:
W kol. Adamówka pow. Kostopol  „powstańcy ukraińscy” w sposób okrutny zamordowali Dionizę Felińską, matkę trójki małych dzieci oraz została powieszona przez swojego brata Ukrainka Swieta Fiłynśka, która przeciwstawiała się temu mordowi. 
W kol. Anatolia pow. Łuck zamordowali Polkę  żonę Majdera.
W kol. Antonówka Szepelska pow. Łuck spalili w domu Konstantego Wójcika. 
W zaścianku Armatniów gm. Poddębce pow. Łuck, świadek Mieczysław Gryglicki: „Na początku czerwca w Armatniowie została wymordowana cała rodzina Synowców, Springerów. Herszt zauważył dwoje dzieci i kazał jednej z Ukrainek zabrać je do wioski. Z tymi dziećmi byli Barbara i Józef Synowcowie. Ukrainka zaprowadziła je do rodziny Borutów i Barbara Boruta opiekowała się nimi do czasu ucieczki do Łucka, a potem, aż przyjechali na zachód - pan Mieczysław doskonale pamięta imiona i nazwiska. Tej historii - niestety, tragicznej - też nie zapomni do końca życia. - Rano do stryja Władka, który był złotą rączką, przyszedł Ukrainiec i zapytał, czy zrobi mu bańkę na mleko. Stryj powiedział, że nie teraz, bo idzie do Palcz coś załatwić. Nam zepsuł się zegarek i mama poszła ze stryjem. Mówiła, że na obiad wróci - opisuje ze szczegółami pan Mieczysław. - Około 12.00-13.00 rwałem czereśnie i nagle... zacząłem płakać. Zszedłem z drzewa, wróciłem do domu, ojciec obierał ziemniaki. Mówię: "Mamusię zamordowali". On na to: "Nie pleć głupstw". Gdy minęła 14.00, ojciec już chodził zdenerwowany. Wreszcie poszedł do stryjka Bolka: "Weź konia, pojedź, zobacz, co się dzieje z Kasią i Władkiem". A stryj Władek miał pistolet i zapasowe magazynki. Bolek ruszył do Palcz, na górce mieszkała Ukrainka Hołodko i mówi: "Ty nie jedź, bo bandyci zamordowali Władka i Kasię. Władek strzelał, a Kasia uciekała. Postrzelili ją w nogę i potem za włosy zaciągnęli do Władka". (https://plus.gazetalubuska.pl/gdy-zaintonowali-boze-cos-polske-i-my-chcemy-boga-spiew-zolnierzy-mieszal-sie-z-placzem/ar/7956898 ).
We wsi Babie pow. Łuck na moście na rzece Stochod upowcy ze wsi Babie i wsi Majdan zamordowali 8 Polaków: małżeństwo z 13-letnim synem , jego dziadka, ojca z 12-letnim synem; wrzucili do rzeki z mostu 50-letniego Sosnala i jego 16-letnią córkę, a następnie strzelali do nich, dopóki nie utonęli.
We wsi Bajew pow. Kowel upowcy zabili 7 Polaków.
W kol. Bakowice pow. Łuck nieletni ukraińscy chłopcy ściągnęli z wozu uciekającą do Łucka 65-letnią Polkę (była to Adela Chaińska) i zatłukli ją na śmierć kijami (Siemaszko...s 662).   
W majątku Beresko pow. Horochów na tydzień przed Zielonymi Świętami upowcy zamordowali Antoniego Kasjanowskiego, lat 60  i spalili jego dwór.
W miasteczku Berezne pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilkunastu Polaków.
W futorze Biały Brzeg pow. Kostopol zamordowali 5 Polaków, w tym małżeństwo. 
W kol. Bielczakowska pow. Kostopol spalili żywcem 10 Polaków, Orzechowskiego z żoną i 4 dzieci, Sokalskiego z żoną i synem oraz Teofilę Turewicz lat 58.
We wsi Biskupicze pow. Łuck zamordowali 10 Polaków.
W okolicach kol. Borek Kuty pow. Kostopol upowcy zamordowali 7 Polaków, w tym 2 dziewczyny. „Nikodem Dąbrowski żył wraz ze swoją żoną Marią Iwanicką w kolonii Borek Kuty w gminie Berezna. W czerwcu 1943 roku, dziewiętnastoletnia Genowefa, córka Dąbrowskich, otrzymała wezwanie do wyjazdu na roboty przymusowe. Postanowiła więc pożegnać się ze swoją siostrą mieszkającą w innej kolonii, a także pożyczyć od niej walizkę na wyjazd. Dla towarzystwa wzięła młodszą siostrę, Władysławę. Po kilku kilometrach kobiety zostały jednak zatrzymane przez patrol Ukraińskiej Powstańczej Armii, który już wtedy wyłapywał napotkanych na drodze Polaków. Przerażone dziewczęta początkowo udawały Ukrainki. Banderowcy nie dali się jednak nabrać. Dowódca patrolu podejrzewał, że dziewczęta są łączniczkami jakiegoś oddziału partyzanckiego lub ośrodka polskiej samoobrony. Nie chciał uwierzyć, że rodzice puścili je w tak niebezpieczną drogę tylko z powodu walizki. Dziewczyny zostały skazane na śmierć wraz z pięcioma schwytanymi wcześniej Polakami. Rozpoczęły się tortury... Przez długi czas oprawcy nakłuwali ich ciała nożami. By się jednak za szybko nie wykrwawiły, zatykali rany znalezioną w torebce watą. W sumie zadano im 40 ciosów, zanim skonały w męczarniach. Ich zwłoki kazano zakopać w lesie. Gdy ojciec dziewczyn dowiedział się o tragedii, natychmiast pojechał na miejsce. Zabrał ciała swoich dzieci i następnej nocy zawiózł je na cmentarz w Annowoli. Tam pochował je przy spalonym kościele.” (Gehenna rodziny Dąbrowskich. Wysłuchał i spisał Jakub Nowak; w:  http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/nowa-sol/art/7900460,gehenna-rodziny-dabrowskich,id,t.htm; 17 lipca 2011).   
We wsi Brykuła Nowa pow. Trembowla banderowcy zabili 3 Polaków (Kubów..., jw.).
W futorze Brzezina pow. Sarny: Kobylański Marian 17 września 1939 roku w stopniu st. sierżanta KOP-u, jest dowódcą Strażnicy KOP w miejscowości Zielona nad rzeką Zbrucz na Podolu, granicy państwowej pomiędzy Polską a Związkiem Sowieckim. Po demobilizacji Marian wraca do strażnicy, gdzie zostaje złapany przez ukraińską milicję. Udaje mu się uciec i ukryć w miasteczku Kopyczyńce do którego dołącza rodzina. W październiku 1939 r. zostaje ostrzeżony przez przyjaciół, że musi uciekać aby uniknąć wywozu na Sybir lub do obozu w Katyniu. Wieczorem ładują dobytek na furmankę i uciekają do Czortkowa. Tu ładują się do pociągu i docierają  do futoru (kolonii) Brzezina, gdzie Marian obejmuje swoje gospodarstwo rolne. W czerwcu 1943 r. Marian aby uniknąć zagłady przez ukraińskich nacjonalistów, wraz z rodziną opuszcza Brzezinę i zamieszkuje w kolonii Rafałowka gdzie stacjonuje garnizon niemieckiego Wehrmachtu. Jednak nawet tu nie zaprzestaje działalności konspiracyjnej, organizuje samoobronę w okolicznych skupiskach Polaków, chodzi na zebrania konspiracyjne. Przy końcu czerwca 1943 wracając z zebrania konspiracyjnego wraz ze swoją współpracowniczką, jedną z córek Jana Borowskiego z Brzeziny, wpada w zasadzkę ukraińskich nacjonalistów pomiędzy wsią Weretenicze a kolonią Rafałówka, został złapany i w bestialski sposób zamordowany, został zakłuty bagnetami, ale nie na śmierć tylko zostawiony w zbożu jeszcze żywy aby skonał w męczarniach i upływu krwi. "Współpracowniczka" (prawdopodobnie współpracowała z Ukraińcami), dotarła żywa i zdrowa do Rafałówki gdzie opowiedziała o zdarzeniu. Szwagier Mariana, Andrzej Socha z Brzeziny żonaty z siostrą Mariana Michaliną, zorganizował z przebywających tam również w tym czasie krewnych Mariana i Feliksy oddział pomocy i pod ochroną kilku niemieckich żołnierzy Wehrmachtu, ruszyli na ratunek Marianowi, jednak on już nie żył. Został pochowany na cmentarzu w Rafałówce. Feliksa z dziećmi przedostała się do Kowla, skąd pod koniec roku zostali wywiezieni na roboty do Niemiec; Żarczyński Dominik, córka (IN.+ 1943 - zabita przez Ukraińców). Miszkiewicz Mieczysław 1924 - 1943 (zamordowany na wiosnę przez Ukraińców), Albina nie widząc nadziei na ocalenie pojechała szukać miejsca dla dzieci do Łucka. W ślad za nią pieszo przez Kołki wyruszył Mieczysław i wszelki ślad po nim zaginął. (http://free.of.pl/w/wolynskie/miejsca-b/brzezina-09.html
We wsi Bubnów pow. Horochów zamordowali Stańczaka z synem i spalili ich gospodarstwo.
W kol. Buda Hruszewska pow. Równe pokłuli i pocięli bagnetami 3-osobową rodzinę Bagińskich: Antoniego, jego żonę Karolinę i ich syna Henryka a ciała wrzucili do studni.
W kol. Budki Kudrańskie pow. Kostopol dokonali rabunków w polskich gospodarstwach oraz zgwałcili kilka kilkunastoletnich dziewcząt.
W kol. Budki Ujściańskie (koło wsi Chwojanka) pow. Kostopol w pobliskim lesie upowcy zamęczyli na śmierć 2 Polki, siostry Dąbrowskie, 19-letnią Władysławę i 21-letnią Genowefę, mieszkanki kol. Borek Kuty.
W kol. Cegielnia pow. Kowel zamordowali małżeństwo Banasiewiczów. W sierpniu znaleziono mogiły kilkunastu Polaków zamordowanych przez upowców. 
W kol. Chinocze pow. Sarny spalili tą polską kolonię i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 
We wsi Chinocze pow. Sarny zamordowali 3-osobową rodzinę polską gajowego: rodziców przerżnęli piłą a 4-letniemu synowi obcięli obie nóżki (Siemaszko..., s. 798). Prawdopodobnie było to 13 czerwca 1943 r.   „Gajowego z Chinoczy oraz jego żonę przecięli piłą poprzeczną, solili jeszcze żywe rany, wydłubywali oczy i polewali samogonem. Synek ich Romuś, lat 4, miał ucięte obie nóżki i leżał w Sarnach w szpitalu. Trudno to wszystko opisać i wyobrazić sobie jak takie zbiry mogą skrzywdzić człowieka.” (Emilia Głuszczyk: Trzeci kurhan; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl/trzeci-kurhan-relacja-emilii-gluszczyk/; 12 marca 2018).
We wsi Chranów pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 12 Polaków.
Pomiędzy wsią Chranów a stacją kolejową Ożenin pow. Zdołbunów zamordowali 4 Polaków jadących furmanką, w tym 2 kobiety.
W osadzie Chrobrów pow. Łuck: Powracającą do swojego domu wozem konnym z odwiedzin u swojej matki  i krewnych  Hannę Dagońską będącą w ostatnim miesiącu ciąży zatrzymała grupa uzbrojonych Ukraińców. Rano przyjechał do wsi jej mąż Daniel i dowiedział się, że wyjechała stąd do domu. „Chrobrów w mgnieniu oka stanął na równe nogi. Zbiegli się wszyscy mężczyźni i tyralierą ruszyli na poszukiwania. Po kilku godzinach znaleźli stratowane młode zboże i odciśnięte w ziemi koleiny. Prowadziły do nieczynnego od lat starego wiatraka. Leżała naga we krwi. Z rozciętego brzucha sterczał wiecheć starej słomy. Obok rzucone na klepisko walało się nienarodzone dziecko. Twarz martwej Hanki Dogońskiej była jednym wielkim cierpieniem. Ktoś pognał do osady po prześcieradła. Ktoś inny przyprowadził konia zaprzęgniętego w furmankę. Zawinięte w przesiąkające krwią białe płótno ciało Hanki i ciało jej dziecka ułożono na zielonych pędach zboża. Milczący kondukt skamieniałych ze zgrozy mężczyzn. Pierwsza polska ofiara w Chrobrowie. Powiadano, że ktoś potem widział siwki Hanki Dogońskiej.” (Ewa Kurek: Czysta jak szklanka wody Ukraina - Chrobrów 1939-1943 (III); 03 marca 2016; w: http://solidarni2010.pl/32809-ewa-kurek-czysta-jak-szklanka-wody-ukraina---chrobrow-1939-1943-iii.html ).
We wsi Czajczyńce pow. Krzemieniec zastrzelili młodego Polaka, Marka Sowałę.
We wsi Czaruków pow. Łuck zamordowali 4 Polaków.
We wsi Daniczów pow. Równe zamordowali młodego Polaka, Franciszka Sokołowskiego. 
We wsi Darachów pow. Trembowla banderowcy uprowadzili Polaka – naczelnika poczty, po którym ślad zaginął; „19.VI.1943. Rogowski Jan – Dorochów” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 28, k. 73 – 90).
We wsi Dermanka pow. Kostopol na początku czerwca Ukraińcy zamordowali rodzinę Paszkowskich.  „Została tylko najmłodsza dziewczynka, którą przewieziono do szpitala w Horodnicy. Miała osiemnaście pchnięć nożem. Straciła przytomność, ale odzyskała ją, żeby usłyszeć jak się naradzają czy zostawić trupy. Potem się wyczołgała i odratowali ją”. (Hieronim Warachim: "Włóczęga Boży" /Ojciec Serafin Kaszuba/. Książka wydana przez Krakowską Prowincję Braci Mniejszych Kapucynów, Łódź 1996). Patrz też: 16 czerwca  i 30 czerwca 1943.  
W kol. Dębowa Karczma pow. Łuck zamordowali 15 Polaków pracujących na polu.
W kolonii Dłużek pow. Dubno:  „Już obok nas pali się polska wioska Dłużek. Uciekamy, bo nas tu zobaczą, uciekamy do lasu smordewskiego. Skryliśmy się w tym lesie i oczekiwaliśmy do rana. Widzieliśmy gdzie się paliło, słyszeliśmy strzały, ryk bydła, krzyk kur, nad ranem strzelanina bardzo się wzmogła. W tej miejscowości mieszkała polska rodzina Kraszewskich i to właśnie tą rodzinę wymordowali ukraińscy bandyci.” (Petronela Giszczak z domu Raczyńska: Wspomnienia z Wołynia – Witosówka i okolice. W: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/witosowka-wspomnienia.html ).
W kol. Dobra pow. Łuck zamordowali Zofię Kownacką.
W lesie koło miasta Dubno woj. wołyńskie zamordowali 2 Polaków.
W okolicach miasta Dubno woj. wołyńskie zamordowali 7-osobową rodzinę polską gajowego Bronisława Bucholtza: rodziców z 3 dzieci i teściów gajowego. 
W futorze Gliniszcze pow. Kostopol zamordowali 11 Polaków i 1 Rosjanina (generał białogwardzista).
We wsi Glinne pow. Łuck: „W czerwcu zginęli powiązani drutem kolczastym Ukrainiec Kwacz z żoną i córką Paraską, której obcięto piersi. Młodszemu synowi Wasylowi zdzierano skórę z pleców. Zdołał jednak wyrwać się oprawcom i zbiegł do Kołek. Razem z rodziną Kwaczów zamordowani zostali Polacy: Józef Grodzki i jego żona Sabina” (Edward Kamiński; w: http://www.strony.ca/Strony36/articles/a3604.html). Inni: „W pobliskiej polskiej kolonii Glinne mieszkała tylko jedna rodzina ukraińska o nazwisku Kwacz. Za przeciwstawienie się mordowaniu Polaków, zostali zamordowani. Ukraińca z żoną związali drutem kolczastym i powiesili, córkę Paraskę zamordowali i obcięli piersi. Tylko syn Wasyl zdołał się wyrwać z rąk banderowców i uciec – w chwili gdy zdzierali mu skórę na plecach. Zamordowali w tym dniu 15-tu Polaków i trzech Ukraińców”. (Anna Kownacka Góral: Przeżyłam w Przebrażu; w: KSI nr 7 z 2013 r.). 
W kol. Grabina pow. Łuck postrzelili pracującą na polu 15-letnią Polkę Helenę Karczewską, następnie zgwałcili ją i dobili strzałem w podbródek; świadkiem był ojciec ukryty nieopodal w lesie.
W kol. Grabowiec pow. Łuck wymordowali wszystkich Polaków z tej polskiej kolonii, liczba ofiar nie została ustalona.
We wsi Gregorewicze pow. Łuck zamordowali 5 Polaków.
We wsi Grobelki pow. Łuck na początku czerwca upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę polska, która nie zabrała się z samoobroną Przebraża podczas jej wyprawy po Polaków w Kołkach. Adam Kownacki relacjonuje:  „Wracając wstąpiliśmy do Grobelni, by zabrać z tej miejscowości jeszcze jedną polską rodzinę. Nie chciała zabrać się z nami do Kołek mówiąc, że zbierze swój dobytek i zabierze się z nami, gdy będziemy wracali. Niestety została ona bestialsko zamordowana. Gospodarz był zakłuty, jego żona przybita nożami do drzwi, a rozerwane dziecko rzucone na stół.” (Marek A. Koprowski: Wyprawa do Kołek; 04 marca 2011. Relacjonuje świadek Adam Kownacki; w: https://kresy.pl/kresopedia/wyprawa-do-kolek/ ).
We wsi Hać pow. Łuck  zamordowali rodzinę Aleksandra Dudka z żoną i 2 dzieci, któremu wcześniej gwarantowali bezpieczeństwo oraz młodą dziewczynę, Kalabińską, nad którą znęcali się w okrutny sposób.  (Siemaszko..., s. 639).  Świadek Józef Koziński (ur. 1932 r. we wsi Omelno): Boguszewski był w naszej wsi, w Omelnie. Rodzice pomarli, i on był sierotą. I jego brat, on niemową był, poszedł do swojego brata, to był taki Hać to koło Błażowa [Błażowego?]. On z bratem został, ten Boguszewski. Przyszli też z powstańczej armii i „Ty – mówi – chyba jesteś szpiegiem, bo nie poszedłeś do wojska do…” [do Boguszewskiego, starszego brata]. Ich wzięli, i tę żonę, i tego brata, wyprowadzili i pomordowali ich”. (Relacja z książki „Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943”).  
W kol. Hołodnica pow. Łuck Ukraińcy z sąsiedniej wsi Ostrowy wrzucili żywcem do studni starsze polskie małżeństwo Słodkowskich.
We wsi Horodyszcze pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 3 - 4 polskie rodziny, około 15 Polaków.
W kol. Hubińskie Budki pow. Łuck „powstańcy ukraińscy” zamordowali Holatowską, była to jedyna ofiara, pozostali Polacy uciekli wcześniej.
We wsi Huta Szczerzecka pow. Lwów policjanci ukraińscy aresztowali i torturowali 4 Polaków, którzy potem zaginęli bez wieści.
W kol. Hutwin pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Stanisława Brzozowskiego.
We wsi Iserna pow. Krzemieniec upowcy zamordowali w lesie 23 Polaków podczas walki z partyzantami sowieckimi, łącznie ofiar było znacznie więcej.
Kolonia Jakubówka Mała pow. Kostopol: „W pewnym oddaleniu od kolonii, ok. 3 km, w gajówce, leżącej w lasach między drogami na Chotyń i Potasznię mieszkała Kamila Kwiatkowska - c. Klemensa Falkowskiego. Była wdową po zmarłym przed wojną gajowym Feliksie. Razem z nią mieszkały jej dzieci: Wacław, Marian, Antoni, Regina i Marianna. Marianna w 1943 r. została bestialsko zamordowana przed banderowców w leśniczówce między Białaszówką, a Bereznem, gdzie pracowała jako służąca.” (http://www.wolyn.freehost.pl/miejsca-j/jakubowka_mala-03.html ).  Prawdopodobnie było to  w czerwcu 1943 r. podczas napadu upowców na kolonię. 
W kol. Jamskie pow. Łuck zamordowali 73-letnią Petronelę Łozińską i zwłoki spalili z domem.
W kol. Janówka pow. Kostopol „ukraińscy powstańcy” napadli na piątkę dzieci zbierających w lesie poziomki, z których czworo zamordowali: dwoje dzieci polskich (Krzyś Kowalczyk i Adaś Wojtalik) oraz rodzeństwo z ukraińskiej rodziny Laszeckich (8-letni Stanisław i 12-letnia Antonina), rozmawiające po polsku z dziećmi polskimi, co ich zmyliło. Piątej dziewczynce udało się uciec i ukryć na bagnach. Nad dziećmi pastwili się. Na wiadomość o zamordowaniu dzieci Laszecka zmarła na atak serca, a jej mąż popadł w obłęd.
We wsi Jaromel pow. Łuck zamordowali Pawła Kicińskiego.
We wsi Jarynówka pow. Sarny zamordowali 7 Polaków.
W kol. Jeziorany Polskie pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 Polaków: upowcy 3-osobową rodzinę Tadeusza Kułakowskiego z żoną i 14-letnią córką Heleną (ciała ich wrzucili do studni), natomiast wyrostki ukraińskie zatłukły na śmierć 60-letnią Kępińską. (Siemaszko..., s. 598).
W kol. Karolówka pow. Łuck upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali około 40 Polaków.
We wsi Kobyłowłoki pow. Trembowla Ukraińcy zamordowali Szczepana Ciesielskiego. 
W kol. Koleśnia pow. Równe upowcy ograbili i spalili kolonię oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Kołodno pow. Krzemieniec zamordowali 2 Polki, Gorzkowską i jej 17-letnią córkę: poobcinali im piersi i obciętymi piersiami na ścianie ich domu porobili napisy: Śmiert’ lacham.   
W kol. Korszów pow. Łuck zamordowali 5 Polaków.
W mieście Kowel woj wołyńskie: Ojciec Kasjan Józef Czechowicz w 1938 r. przeszedł na obrządek słowiański i zamieszkał w Lubieszowie w kapucyńskiej misji wschodniej. W 1943 r. Ukraińcy zlikwidowali misję, dlatego o. Kasjan wraz z o. Aniołem Dąbrowskim i br. Bartłomiejem Snochowskim przebywał na kolonii Horomecko. W trakcie trwającego masowego ludobójstwa Polaków na Wołyniu z rąk nacjonalistów ukraińskich, o. Kasjan udał się w czerwcu 1943 r. do obozu banderowców, gdzie prawdopodobnie błagał ich o zaniechanie dalszych mordów na Polakach. Został uwięziony a następnie przewieziony do Kowla, gdzie został wrzucony z mostu do rzeki. Ciała nigdy nie odnaleziono. (http://kresy-siberia.org/won/?page_id=19&source=204&id=153193&lang=en ).
We wsi Kozaki pow. Równe wymordowali wszystkich Polaków, kilka rodzin. 
Pomiędzy osadą Krechowiecką a Janówką zakłuli bagnetami uciekających 8 Polaków, w tym wdowę z 2 dzieci, ojca z 2 dzieci i 2 mężczyzn.
W majątku Korościatyn pow. Równe zamordowali 5-osobową rodzinę polską oraz  nie ustaloną liczbę pozostałych Polaków.
W kol. Leonówka pow. Łuck spalili żywcem starsze małżeństwo Chmielów.
We wsi Leżanówka pow. Skałat zamordowali 6-osobową rodzinę: Bazylego Proroczka z żoną Katarzyną i ich 4 dzieci; ocalała najstarsza córka pomimo 20 ran kłutych i 6 postrzałowych (banderowcy sądzili, że nie żyje).
We wsi Liniów pow. Horochów w pierwszych dniach czerwca 1943 r. upowcy zamordowali 4 rodziny polskie.
W miejscowości Lubieszów pow. Kamień Koszyrski na skraju lasu pod wsią Derewko banderowcy zbiorowo zgwałcili i zamordowali Helenę Kaczmarek lat 35, pielęgniarkę w szpitalu w Kamieniu Koszyrskim, podczas jej powrotu do domu. Oraz: Ks. prof. Józef Marecki: „Wielu z zamordowanych zginęło gdyż byli łacinnikami. Nie skorzystali z możliwości ucieczki lub przejścia na prawosławie. Tak zginął kapucyn, pracownik miejscowej misji bizantyjsko-słowiańskiej w Lubieszowie brat Sylwester Hładzio oraz dwie siostry bezhabitowe. Duchownemu roztrzaskano głowę na ołtarzu a siostry zhańbiono i zamordowano. Uczynili to ich pobratymcy, rodacy tylko za to, że nie wyrzekli się katolicyzmu i nie przyjęli prawosławia... W czerwcu 1943 r. został zamordowany inny kapucyn z lubieszowskiej misji o. Kasjan Czechowicz, który prosił w imię Jezusa Chrystusa oficerów UPA by nie mordowali Polaków. Kiedy po ukraińsku recytował przykazania przerwano mu i oddano w ręce Niemców. Ci odmówili jego aresztowania i ponownie oddali go w ręce Ukraińców. Został zamordowany i wrzucony do Styru. (Rozmawiał Łukasz Karpiel; w: http://www.pch24.pl/kiedy-beatyfikacja-wolynskich-meczennikow-,16120,i.html#ixzz4swlqifsB ).  
W miejscowości Lutcza pow. Rzeszów policjanci ukraińscy z żandarmami niemieckimi zamordowali 10 Polaków, w tym gajowego z żoną i dzieckiem.  
W kol. Łagodówka pow. Dubno upowiec zamordował Józefa Compę.
We wsi Ławrów pow. Łuck 3-osobową rodzinę polską. 41-letniego Józefa Tomaszka, jego 36-letnią żonę Helenę i ich 13-letnią córkę Zofię; zaprosił do swojego domu w gościnę znajomy Ukrainiec. Tam już czekali „ukraińscy partyzanci”, bestialsko ich zamordowali a ciała wrzucili do studni.
W kol. Łomsk pow. Sarny spalili polską kolonię i wymordowali Polaków, liczby ofiar nie ustalono.
W osadzie Maczkowce pow. Łuck upowcy ze wsi Ramomyśl zamordowali około 50 Polaków, imiennie znane jest 11 ofiar; staruszkę wyprowadzili na próg jej domu, obłożyli słomą i podpalili; studnia na podwórku tej staruszki do połowy wypełniona była zwłokami dzieci. (Siemaszko...., s. 600).  
W kol. Malowana pow. Dubno zamordowali Adama Żarczyńskiego, lat 28.
We wsi Markowicze pow. Horochów: „Obok Ukrainiec znajomy miał rozkaz zamordować Polkę koleżankę, z którą chodził razem do szkoły. Chcieli go wypróbować, jego bohaterstwo, to on ją w domu napadł w biały dzień, jeszcze z tydzień było do ogólnego mordu, zadał jej cios w plecy, a ona zaczęła krzyczeć, że Misza co robisz? A on mówi do niej: ty Polska mordo gdzie masz serce. Jak ona upadła to on jej zadał cios w serce. Zabił ją, ojca i matkę. To była próba bandycka pierwsza we wsi, gdzie było 5 rodzin Polaków. Spędzono ich do piwnicy, takiej ziemianki i obrzucono ich granatami tak, że od razu piwnica ich zasypała. Mówili nam Ukraińcy, którzy byli temu przeciwni, że byli ranni i że ziemia ze trzy dni się ruszała, takie tam męki zadawali tym biednym ludziom Ukraińcy. To było gdzieś z końcem czerwca, we wsi Markowicze koło Horochowa, jak zamordowali Podkowińskich i tych 5 rodzin, nie pamiętam już ich nazwisk”. (Wspomnienia Józefy Wolf z domu Zawilskiej; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/aleksandrowka-jozefa_wolf.html).
W kol. Michałówka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 4 starsze Polki, które nie opuściły kolonii.  
W leśnictwie Miłostów pow. Równe upowcy zamordowali 4-osobową rodzinę leśniczego lasów Liceum Krzemienieckiego: inż. Stencela z 3 córkami. 
We wsi Mikuliczyn pow. Nadwórna policjanci ukraińscy aresztowali ks. Jana Budkiewicza, który zginął w więzieniu w Stanisławowie.
W miasteczku Mizocz pow. Zdołbunów: „Urodziłem się 15 stycznia 1930 roku we wsi Hurby pow. Zdołbunow, woj. wołyńskie. Moi rodzice; ojciec Albin i Matka Stanisława z domu Wierzbicka. Z wioski Hurby przenieśliśmy się do pobliskiego Mizocza  W 1943 r. na początku czerwca 2 lub 3 wieczorem zobaczyliśmy łunę w kierunku naszych Hurbów, rodzice jakby przeczuwali, że to właśnie są Hurby.  Za kilka godzin przyszli pierwsi uciekinierzy. Opowiedzieli co się stało. W Mizoczu nie było wojska niemieckiego jedynie 4 żandarmów. Kiedyś pamiętałem ich nazwiska. Pamiętam, że jeden nazywał się Hylo z pochodzenia był Czechem. Policja była ukraińska i oddział wojska węgierskiego. Ponieważ ojciec znał język niemiecki, więc ci którzy uciekli prosili aby ojciec poszedł z nimi do tych żandarmów prosić o pomoc aby ratować jeszcze tych którzy może jeszcze są żywi. Nie było mowy aby pomoc była od policji, więc żandarmi pozwolili aby jeżeli ich dowódcy się zgodzą wysłać wojsko węgierskie. Węgrzy byli bardzo przychylni do nas Polaków. Pojechało nie wiem ilu, ale było dosyć aby odstraszyć banderowców. Żywych nie pozostało dużo, ale było dużo rannych, niektórzy jeszcze tego dnia umarli inni po przywiezieniu do Mizocza, ale nie którzy przeżyli. Wracając do Mizocza tak wojskowi jak i Hurbieńcy przeszukiwali przydrożne krzaki, gdzie ludzie schronili się. Mój ojciec i jeden żołnierz znaleźli w mrowisku dziewczynkę, która była ranna i zawołała: – Diadko nie zabijaj mnie (diadko – wujko, tak się mówiło na nieznajomego). Okazało się, że jest to córeczka Witalka Krasickiego, czyli mego kuzyna gdyż Witalego mama i moja byli rodzonymi siostrami. Ponieważ nikt z rodziny nie został żywy, ojciec zaopiekował się nią. Ale że nas w domu było 6 dzieci, to ojciec pozwolił aby tą dziewczynkę jak gdyby zaadoptowała dość bogata rodzina z Mizocza. Nazwiska nie pamiętam. Tego samego tygodnia w środę banderowcy napadli na Mizocz. Naszego sąsiada córeczka Wandzia Procner (jeszcze żyje, wyszła za mąż za Jana Chęć, i mieszkali w Kłodzku), opowiadała , gdy jej ojciec usłyszał strzały i zobaczył, że domy się palą uciekł z czwórką dzieci do ogrodu do dołu, gdzie na zimę zakopywano kartofle. Wandzia schowała się w krzaku porzeczek. Gdy banderowcy podpalili ich dom, przyszli i znaleźli ojca i tych czterech braci, widziała jak ojciec ukląkł na kolana i zaczął prosić o darowanie życia. Ale dwóch banderowców podeszło i widłami jeden z jednej strony a drugi z drugiej wbili widły w jego boki i zaciągnęli ojca i wrzucili do ognia. Następnie wrócili po resztę dzieci i również wzięli za ręce lub za nogi i żywcem wrzucili do ognia. Ona ocalała. Ponieważ w między czasie ukraińska policja zdezerterowała, Niemcy powołali na ich miejsce kto chciał z Polaków, przeważnie tych których rodzina już była wymordowana. Nie było ich dużo więc nie mogli Mizocza ochronić. Wtedy zginęło ponad 1200 osób. Trudno mi wspominać. W nocy Niemcy chcieli zabrać mnie i ojca, ale jeżeli chciała to mogła jechać cała rodzina. Pojechaliśmy całą rodziną. Wywieziono nas do obozu pracy do Salzburga w Austrii. Po wojnie całą rodziną wróciliśmy do Polski na Ziemi Odzyskane. Od 1965 mieszkam w Montrealu w Kanadzie.(Bogdan Melcer; za: http://prawy.pl/3456-bogdan-melcer-swiadek-zbrodni-upa-zywcem-wrzucili-dzieci-za-nogi-do-ognia/ ). Z relacji świadka wynika, że napad na Mizocz był w tym samym tygodniu co na Hurby, a więc na początku czerwca. Siemaszko (s. 979) datują go na noc z 24 na 25 sierpnia lub na noc z 31 sierpnia na 1 września 1943 roku i oceniają, że zamordowanych zostało ponad 100 osób.
We wsi i majątku Mokrzec pow. Włodzimierz Wołyński upowcy spalili majątek i wymordowali ludność polską, co najmniej 57 Polaków. Małżeństwu odcięli głowy (Adam Czarnecki z żoną); Aleksander Funa, lat 40, został przecięty piłą; z 15 rodzin uratowała się tylko 15-letnia Czarnecka, która uderzona w głowę szpadlem straciła przytomność, a potem natrafiła na grupę Polaków (Siemaszko..., s. 928). „A tam, pod lasem, 120 osób jeszcze leży. To była wieś Mokrzec. Tam też trzeba by postawić krzyż” (Leszek Wójtowicz: „Krzyże pamięci”, w: „Dziennik Lubelski” z 25 października 2005; cytuje on słowa świadka, Franciszki Prus z Włodzimierza Wołyńskiego). „Moja mama urodziła się we wsi Mokrzec w 1924 roku, jej rodzice to ojciec Józef Giełbuda i matka Maria Giełbuda z d. Siewierska bądź Siwerska. Niestety nie posiadam,żadnych dokumentów bowiem wszystko zostało zniszczone. Z opowiadań mojej mamy wiem, ze jej ojciec był gajowym a matka pracowała w majątku gdzie właścicielem był p. Ronikier. Moja mama miała chyba cztery siostry o męskich imionach jak Czesia, Józia, Władzia. Wiem również, że był szwagier i dzieci ale znam imię jednego dziecka Julka. Moją mamę w wieku chyba 16 lat wywieźli Niemcy do pracy i kontakt się urwał. Mama dostała tylko jedną kartkę pod siostry, że jest bardzo źle i nie wiadomo co z nimi będzie dalej. Później od innych koleżanek, dowiedziała, się że cała rodzina została wymordowana przez ukraińców i została wrzucona do studni. Po wojnie mama usiłowała się dowiedzieć czegokolwiek ale nikt nie potrafił jej pomóc. Niestety nie doczekała się jakiejkolwiek informacji zmarła w 1994 r. /.../  W związku z powyższym zwracam się z prośbą o informację czy istnieje możliwość dotarcia do jakichkolwiek dokumentów lub wiadomości na temat rodziny mojej mamy. Zdaję sobie sprawę, ze jest to duża odległość w czasie ale przecież cały czas Państwo prowadzicie badania, listy uzupełniające pomordowanych itp. Może akurat został jakiś ślad po rodzinie. Jeszcze raz podaję nazwiska i imiona Józef Giełbuda - ojciec, Maria Giełbuda -matka, Bronisława Giełbuda moja mama jedyna co przeżyła.” ( 11.07.2013; http://www.stankiewicze.com/ludobojstwo/zgloszenia.html ).   
W kol. Mstyczyn pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Polaka Capę, który nie opuścił kolonii. 
We wsi Mstyczyn pow. Łuck wymordowali mieszkających tu Polaków, co najmniej 2 rodziny. 
We wsi Mychlin pow. Łuck zamordowali około 10 Polaków i spalili ich zagrody.
W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel zamordowali starszą Polkę. 
W kol. Nowa Ziemia pow. Łuck zamordowali 4-osobową rodzinę polską: 80-letnią babkę, jej syna i 2 wnuków.
We wsi Nowiny Czeskie pow. Dubno zamordowali 6 Polaków.
W majątku Nowomalin pow. Zdołbunów w budynkach folwarku chłopi ukraińscy otoczyli i spalili żywcem około 40 Polaków.
We wsi Nowy Rogowiec, na przysiółku Łysy Okop pow. Zbaraż, w niedzielę banderowcy zamordowali 3 Polaków. „Wcześnie rano budzi nas łomot do drzwi. Pan Wołyniak pośpiesznie wstaje, jaki czort z samego rana tak głośno wali. Patrzy do okna, to jego znajoma ze wsi, wpuszcza ją do środka. Tamta mocno dyszy, cała się trzęsie i zaczyna opowiadać. Proszę sobie wyobrazić, raniutko wsiadłam na rower i jadę zbierać podatek, myślę sobie najpierw zajrzę do Michalskich z Łysego Okopu. Wjeżdżam na ich posesję, nikogo nie widać ani żywej duszy, pies zabity, wewnątrz wszyscy pomordowani. Pan Wołyniak bez namysłu wsiada na rower i mknie do Czahar Kretowieckich, do bazy sowieckich żołnierzy z informację o zamordowaniu rodziny Michalskich oraz, że taka a taka nie zbierze podatku, bo nie ma od kogo. To nieprawda – oni muszą to zobaczyć, proszę bardzo. Ładujemy się do szoferki razem z trzema innymi sołdatami i jedziemy do domu Michalskich jako świadkowie. Oboje z siostrą widziałyśmy ich chyba jako ostatnie wśród żywych. Co zastajemy? Na podwórku leży zabity pies, jedna kura siedzi na drzewie, przestraszony kot wysoko na dachu, wszystkie okna pootwierane na oścież. Od domu w kierunku bramy wjazdowej widoczna głęboka koleina, tak jakby coś ciężkiego niedawno tędy przejechało. Obora i stajnia puste, brakuję krowy i konia. Przez kuchnię przechodzimy do pierwszego pokoju. Pomiędzy nimi wisi naga pani Michalska ze związanymi sznurem rękami. Obok niej stoi balia z resztkami palonych rzeczy, wygląda na to jakby ktoś palił odzienie. Mama Stefci ma osmolone krocze, opalone całe nogi, stopy i podudzia spieczone na czerwono, widać spalone ludzkie mięso, obcięte piersi i poderżnięte gardło. Parę metrów dalej leżał dziadek, mężczyzna w wieku może 57-60 lat. Miał przeciętą krtań i tamtędy wyciągnięty na zewnątrz język. W piersi tkwił szeroki kuchenny nóż, poderżnięte też gardło. Na stopach zrobione jakby podeszwy zwanych ofnalami, takimi do podkuwania końskich kopyt. Niektóre ofnale były tak długie, że wystawały z wierzchu stóp. Dokładnie widać było jak bardzo znęcali się nad tym człowiekiem. W pokoju stołowym znaleźliśmy nagą Stefcię. Koleżanka siostry była gwałcona, gdyż ręce miała tak połamane i powykręcane w różne strony, że nie szło odróżnić prawej ręki od lewej. Nogi i krocze mocno pokrwawione, zaś w samym kroczu tkwiło szkło. Prawdopodobnie banderowcy włożyli do jej krocza butelkę z naftą i podpalili. Stefcia miała wtedy 19 lat.” (Moje Kresy – Helena Partyka-Czoppa cz.9; w: KSI nr 142 z 1 marca 2023 r. )
We wsi Obycze pow. Krzemieniec miejscowi Ukraińcy zamordowali Polaka Wiktora Lisowskiego lat 30, męża Ukrainki, który wrócił do wsi na jej prośbę i „gwarancję bezpieczeństwa” ze strony jej rodziny.
We wsi Omelno pow. Sarny; świadek Józef Koziński (ur. 1932 r. we wsi Omelno): „Urodziłem się na Ukrainie. Wieś nazywa się Omelno. To jest koło Rokitna, jakieś 20 kilometrów [oddalona]. Mego ojca dziadek wyjechał z Krakowa, tam na Wołyń, on był leśniczym, bo tam duże lasy były, my też tam mieszkaliśmy, tam żyliśmy. Mieliśmy bardzo dobre stosunki z Ukraińcami… /.../ Ktoś poszedł, to mój wujek pojechał do lasu, już nie wrócił, i tam zaprowadzili jego na Sakłów. To blisko Sech [dziś Tomaszogród]. I tam jego zamordowali. I tam oni strasznie mordowali, bo oczy wyjmowali, języki odcinali, ręce łamali”.(Relacje z książki „Pojednanie przez trudną pamięć. Wołyń 1943”).
W kol. Osowik pow. Sarny zamordowali 2 córki Bolesława Króla: 14-letnią Janinę i 17-letnią Teresę.
We wsi Ostrowy pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę Franciszka Rosińskiego, jego żonę Stefanię i ich 15-letniego syna Dionizego.
W kol. Ostrów pow. Łuck zamordowali 3 Polaków, którzy przyjechali do swoich zagród po żywność.
We wsi Oszczów pow. Horochów upowcy zarąbali siekierami 25 Polaków, w tym 2 rodziny 5-osobowe i 2 rodziny nauczycielskie.
We wsi Ozdów pow. Łuck zamordowali 5 Polaków. 
W kol. Piórkowice pow. Kowel policjanci ukraińscy aresztowali Jana Żubera, który do domu już nie wrócił. Inni: W kol. Piórkowicze w czerwcu 1943 r. ukraińska policja uprowadziła Henryka Małka oraz Zubera, którzy już nigdy do domu nie powrócili. (Adam Peretiatkowicz: Zasmyki; w: Biuletyn Informacyjny 27 WDP AK nr.1 / 1993 r.)
W majątku Płoska pow. Zdołbunów upowcy spalili majątek i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Połonka pow. Łuck zamordowali około 10 Polaków.
W majątku Pustomyty pow. Równe zamordowali co najmniej 32 Polaków. 
We wsi Puzów pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi upowcy związali drutem kolczastym uprowadzonego z kol. Worczyn nauczyciela Wincentego Sułka, torturowali go przez dwa dni aż do zgonu.
W kol. Radków pow. Dubno wymordowali całą polską kolonię, liczba ofiar nie została ustalona. 
We wsi Radomyśl pow. Łuck zamordowali około 12 Polaków, którzy pozostali we wsi. 
W kol. Radowicze pow. Kowel: „Pod koniec czerwca upowcy bestialsko wymordowali jedną z rodzin Daszkiewiczów: ojca Jana, jego żonę Paulinę oraz dwie córki - Helenę z 9-miesięcznym dzieckiem i Leokadię, którą zakłuli widłami w stajni pod żłobem, gdzie się schowała. Pięcioletni synek Heleny, Stefan, skrył się pod szafą i ocalał; znaleziono go następnego dnia płaczącego przy zwłokach matki.” (Feliks Budzisz; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/ounowski-szlagier ; 31 marca 2014. Siemaszko..., s. 387 podają, że było to 28 sierpnia 1943).
W miasteczku Radziwiłłów pow. Dubno postrzelili śmiertelnie Antoniego Małeckiego.
We wsi Rafałówka Stara pow. Sarny: „W Starej Rafałówce, osadzie położonej w powiecie sarneńskim – w czerwcu – ponieśli śmierć Zakrzewscy, rodzice nieobecnego w czasie napady nadleśniczego, oraz nauczycielka, Polka (z domu Kokoczyńska), żona księdza prawosławnego z tej miejscowości”. (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni” ; w: „Las Polski”, nr 10 z 1991 roku).  
Na drodze z Rokitna do futoru Młynek pow. Sarny Ukraińcy zamordowali 2 braci, Stanisława i Jakuba Adamskich.
W powiecie Równe  upowcy dokonali napadu na majątki ziemskie, które po obrabowaniu spalili oraz wymordowali mieszkającą tam ludność polską, liczby ofiar nie zostały ustalone; były to majątki: Hruszwica, Humienniki, Józefów, Krzywicze, Nowosiółki, Tudorów, Wołoszki , Woskodawy.
W kolonii Rudnia Kniażsielska pow. Kostopol w czerwcu 1943 roku Niemcy z pomocą policji ukraińskiej na dziedzińcu szkoły rozstrzelali 10 osób. Byli to: Kuriata Władysław, jego pracownik Piotr Kuriata, nauczyciel Skutecki (jako pierwszy), Hieronim Bronowicki, Zygmunt Kuriata, Wojciech Kuriata, Stefan Chorążyczewski, Wiesław Romanowski, Marcel Bronowicki i Kajetan Bronowicki. W pacyfikacji Bronowicka Ewa żona Józefa z d. Kuriata i córki Janina i Romana zostały spalone, a syn Kajetan  oraz Bolesław Romanowski rozstrzelani. Ponadto przez Ukraińców zamordowani zostali: Romanowski Kazimierz ur 1880, s. Rafała;  żona Franciszka Romanowskiego z d. Bronowicka i jej dzieci Stefania Romanowska ur. 1924 i Edward Romanowski ur. 1930; Romanowski Mieczysław ur 1915 i jego żona Rozalia ur 1923 z d. Bendyk z Ostyży; Żygadło Franciszek  (uprowadzony przez UPA, zginął); Antonina Bronowicka. (http://www.wolyn.freehost.pl/miejsca-r/rudnia_kniazsielska-03.html ). Czesław Piotrowski w książce Przez Wołyń i Polesie na Podlasie (Warszawa 1998) na s. 29 pisze, że oddział AK „Bomby” spotkał 13 sierpnia 1943 roku spaloną wieś z tabliczką „Rudnia Kniaźsielska” oraz wysoki dębowy krzyż na wysokim nasypie z napisem: „Tu spoczywa 280 ciał narodu polskiego wymordowanego przez żandarmerię niemiecką”; spotkał też część mieszkańców ukrywających się w lesie, za bagnami.
W kol. Sadów pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Sielce pow. Kowel „powstańcy ukraińscy” złapali i zamordowali dwie mieszkanki kolonii Sucha Łoza Wiktorię Kruczyńską i Annę Sokołowską.
W kolonii Siniaków pow. Łuck dokonali napadu na  rodzinę  Kaczmarczyków: „Pod koniec czerwca zostaliśmy doszczętnie obrabowani przez bandę ukraińską. Dziadek i moi wujkowie zostali strasznie pobici. Mieszkała u nas pani Paciejewska z szesnastoletnią córką, którą gwałcono na moim łóżku. Mieszkanie obrabowano i zdemolowano, wszystko potłukli”. (Kazimierz Rynkiewicz :”Wołyń woła o pamięć”; w: „Tygodnik Świdwiński”, nr 32 (74) z dn. 07.08.2003 roku; za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/16-wolyn-nadal-wola-o-pamiec.html#comment-1 ).
We wsi Sienkiewiczówka pow. Łuck podczas obrony przed UPA zginęło 20 Polaków. 
W kolonii Siniaków pow. Łuck dokonali napadu na  rodzinę  Kaczmarczyków: „Pod koniec czerwca zostaliśmy doszczętnie obrabowani przez bandę ukraińską. Dziadek i moi wujkowie zostali strasznie pobici. Mieszkała u nas pani Paciejewska z szesnastoletnią córką, którą gwałcono na moim łóżku. Mieszkanie obrabowano i zdemolowano, wszystko potłukli”. (Kazimierz Rynkiewicz :”Wołyń woła o pamięć”; w: „Tygodnik Świdwiński”, nr 32 (74) z dn. 07.08.2003 roku; za:  http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/16-wolyn-nadal-wola-o-pamiec.html#comment-1 ).
W kol. Sitarówka pow. Łuck upowcy uprowadzili i zamordowali Mieczysława Jakubasa.
We wsi Skrobów Nowy pow. Lubartów policjanci ukraińscy z żandarmami niemieckimi zamordowali 7 Polaków i spalili wieś. 
We wsi Skurcze pow. Łuck upowcy zamordowali 2 Polaków: Falkowskiego z 17-letnim synem Zenonem. 
Na drodze między wsią Skurcze pow. Łuck a Horochowem zamordowali 24-letniego Polaka.
We wsi Shuszcze na Wołyniu:Na początku czerwca 1943 r. ukraińscy nacjonaliści („siekiernicy”, jak ich nazywa ludność miejscowa) we wsi Shuszcze (nie ma na mapie) zamordowali 45 Polaków w różnym wieku. Wszystkim zamordowanym odrąbali głowy. Ludność wsi pozostała przy życiu uciekła do lasu.”  (https://www.facebook.com/StowarzyszenieUOZUN/photos/p.2802815910041838/2802815910041838/?type=3 )
W kolonii Soszniki pow. Sarny:  Antoni Cejko pochodzący spod Wilna po zakończeniu służby w carskiej armii ożenił się z Łochnicką, której rodzina mieszkała tu od lat. Mieli pięcioro dzieci. W czasie zagrożenia w 1943 r. Polacy z okolicznych wsi gromadzili się w Rafałówce, gdzie działała samoobrona i ta rodzina też tam była. Żona jednak, jak wielu innych, wróciła się do rodzinnego domu po ukrytą pod podłogą biżuterię i ślad po niej zaginął (zginęła w z rąk ukraińskich nacjonalistów). Pałka Helena z d. Redest - c. Pawła i Julianny i jej 2-letnia córka Krystyna. Drabik Maria, córka Helena (matka Antoni Cencelewicz, losy nieznane). Wspomnienia p. Alfredy z d. Pałka, październik 2006 r.:W marcu 1938 r. ojciec kupił 2 h. ziemi od Stanisława Jacha w kol. Soszniki. Sam zbudował dom i zabudowania w których zamieszkaliśmy. Dom był przy drodze polnej, a w pobliżu zamieszkiwali Stanisław JACH i Rodzina... z tego co pamiętam ojciec nazywał ich CHUDZIKOWIE. Oprócz nas zamieszkali tam również siostra mamy Józefa (Redest z domu) z mężem Józefem DOMAGAŁĄ oraz dwójką kuzynek: Ksawerka i Danuta. Mieszkali oni dalej w centrum wsi, ale widywaliśmy się często. W czerwcu 1943 roku, kiedy nastąpiło prześladowanie Polaków, ojciec razem z mamą, mną i urodzoną tam siostrą Krysią (miała ok. 2 lat i urodziła się już w Sosznikach) uciekaliśmy przed pogromem. W trakcie ucieczki zginęła mama i siostra. Mnie cudem udało się uniknąć śmierci. Potem już tylko z ojcem wróciliśmy do rodziny do Michałówki k/ Olkusza. Tam zamieszkałam u siostry ojca, a tata działał w AK. Zginął w rok później w czerwcu 1944 r. od kuli niemieckiej. Do dzisiaj nie wiem gdzie pochowana jest mama i siostra, czy w ogóle mają mogiłę. Z dokumentów jakie pozostały to dokumenty ojca, akt kupna ziemi, meldunek po powrocie do Michałówki i wspomnienia, które czasem nie dają spać.”  (http://www.wolyn.freehost.pl/miejsca-s/soszniki-09.html ).
We wsi Staryki pow. Sarny zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę.
We wsi Stójło pow. Zdołbunów zamordowali 4 Polaków, w tym matkę z 14-letnim synem.
We wsi Stachosław pow. Hrubieszów: W czerwcu 1943 r. policjanci ukraińscy z posterunku Uchanie we wsi Strachosław, pod dowództwem niemieckiego oficera policji, zlikwidowali Teodora Szołocha i Jana Szołocha. (IPN, OBUiAD Lublin, PUBP w Hrubieszowie, Sprawa operacyjnego sprawdzenia Posterunek, 1944, 1973-1974, sygn. 020117).
W futorze Szlachecki Futor pow. Równe zamordowali 2 Polaków.
W kol. Teklówka pow. Horochów wymordowali kilkanaście rodzin polskich. 
W kol. Teresin oraz we wsi Beheta pow. Włodzimierz Wołyński: „Pod koniec czerwca 1943 r. do naszego domu przyleciały siostry: Sabinka i Helenka Nowaczyńskie, były bardzo przerażone. Zaczęły z miejsca opowiadać, jak ostatniej nocy z soboty na niedzielę, do ich domu przyjechali Ukraińcy i pod przymusem zabrali z domu ich tatusia, którego następnie brutalnie zamordowali, a ciało porzucili w lesie. Znalazły bowiem ciało zmasakrowanego ojca, był pobity, miał obcięty język i wydłubane oczy, na koniec dobili go strzałem w tył głowy. Widać było po śladach, że jeszcze się trochę czołgał, potem wyzionął ducha. Zaraz jego brat Jan Nowaczyński lat około 26, wybrał się we wskazane miejsce i przywiózł ciało do domu. Natomiast ja i mój brat Leonarko, obmyliśmy je starannie i ubraliśmy na ostatnią drogę, a już w poniedziałek ks. Franciszek poświęcił trumnę przed Kościołem. Sama uroczystość pogrzebowa odbyła się na cmentarzu, ale nawet tam, Polacy nie czuli się już spokojni. /.../ Przypuszczam także, że Wila i jego rodzinę Ukraińcy zamordowali tej samej nocy, co Władka Nowaczyńskiego. To była bardzo bogata rodzina polska, mieszkająca zaraz za lasem w ukraińskiej wsi Beheta. O ich tragedii dowiedziałam się od naszej rodziny na Teresinie”.(Janina Topolanek z d. Rusiecka; relację spisał Sławomir T. Roch).
Koło miasteczka Torczyn pow. Łuck złapali 14-letnią córkę Franciszka Liszyckiego, gdy rodzina ta uciekała ze wsi Mańków do Torczyna; i przybili ją do ziemi kołkiem przez brzuch (Siemaszko..., s. 644). 
W kol. Truskoty pow. Kowel zamordowali 9 Polaków: 2 rodziny 4-osobowe, w tym jedna z dziećmi lat 10 i 12 oraz kobietę. 
We wsi i majątku Tudorów pow. Równe: „Fedoriwka (Tudorów) – pomnik i miejsce pochówku mieszkańców wsi zamordowanych w czerwcu 1943 roku, w tym 35 rodzin polskich.   (Cmentarze polskie na terenie łuckiego okręgu konsularnego; w: www.luck.msz.gov.pl/resource/c2522e57-eddb-47ad-a5c7-8d96d2e66da3 ).
We wsi Tynne pow. Sarny zamordowali 2 Polki: Józefę Jakubowską, lat 39 i „Kowalową”.  
We wsi Ujeźdźce pow. Dubno zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Pawła Rogacza lat 25, jego żonę Bolesławę lat 23 oraz ich 9-miesięczne dziecko.
We wsi Ulaniki II pow. Łuck zamordowali 7 Polaków: matkę z 3 synami i 3 kuzynów.
W majątku Watyn pow. Łuck wymordowali nie ustaloną liczbę Polaków, obrabowali i spalili ich gospodarstwa.
We wsi Watyn pow. Łuck upowcy bestialsko zamordowali 21-letnią Zofię Morawską, łączniczkę AK, która wybrała się z Torczyna na wieś po żywność, jej ciało wydobyto ze studni.
Pomiędzy wsią Weretenicze a kolonią Rafałówka pow. Sarny pod koniec czerwca 1943 roku wracając z zebrania konspiracyjnego wraz ze swoją współpracowniczką, jedną z córek Jana Borowskiego z Brzeziny, wpadł w zasadzkę ukraińskich nacjonalistów Marian Kobylański i został zakłuty bagnetami, ale nie na śmierć tylko zostawiony w zbożu jeszcze żywy aby skonał w męczarniach i upływu krwi. "Współpracowniczka" (prawdopodobnie współpracowała z Ukraińcami), dotarła żywa i zdrowa do Rafałówki gdzie opowiedziała o zdarzeniu. Szwagier Mariana, Andrzej Socha z Brzeziny żonaty z siostrą Mariana Michaliną, zorganizował oddział pomocy i pod ochroną kilku niemieckich żołnierzy Wehrmachtu, ruszyli na ratunek, jednak on już nie żył. (http://wolyn.ovh.org/opisy/brzezina-09.html).  
W kol. Wielkie pow. Włodzimierz Wołyński w nocy uprowadzali do lasu młodych Polaków „na przesłuchanie”, z którego kilkunastu już nie wróciło.
W majątku Wierzchy pow. Łuck obrabowali majątek (160 sztuk bydła, 60 koni), spalili i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Wigurzyce pow. Łuck zamordowali małżeństwo polskie Sebestiańskich i Janiewicza lat ok. 70.
W kol. Wilcze pow. Łuck w zasadzce w lesie upowcy zamordowali 55-letnią Paulinę Chorążyczewską  zadając jej wiele ran kłutych (Siemaszko..., s. 627). „W kolonii Wicze rozebrali do goła Józefa Bobera i Chorążyczewską Paulinę, brzuchy delikatnie rozcięli, sznury za kiszki przewlekli, do jednej sosny przywiązali i tańcować kazali”  (Melchior Wańkowicz: Od Stłpców po Kair, Warszawa 1969).
W kolonii Witosówka pow. Dubno: „Urodziłam się w 1922 r na Wołyniu we wsi Witosówka, zżyci byliśmy wszyscy. Razem Polacy z Ukraińcami, jak dzieci tak i dorośli, nie było różnicy Polak czy Ukrainiec. Zawierali nawet związki małżeńskie między sobą. /.../  W tym samym czasie zaczęły palić się okoliczne wioski: Perczyn, Budy, Buderaż, słychać też było strzały co oznaczało, że Ukraińcy mordują zamieszkałą tam ludność. Razem z mamą zaczęłyśmy namawiać ojca, aby jak najszybciej uciekać do Dubna, jeśli nie pojedziemy to banderowcy przyjdą też do nas i wszystkich wymordują. Ojciec zaczął nas uspokajać, że jest zbyt późno, jeżeli teraz byśmy pojechali to sami wejdziemy w ich ręce, należy odczekać gdzieś w ukryciu i dopiero za dnia pojechać do Dubna, „co będzie to będzie”. Tejże nocy nie nocowaliśmy nawet na własnym podwórku, poszliśmy w sąsiedzki las, aż na sam skraj. Nie wiadomo gdzie się ukryć, gdzie się zatrzymać, każdy krzaczek niepewny, za każdym drzewkiem może czaić się bandyta. Zaraz za lasem było żyto, a w życie krzaczek, pod tym krzaczkiem przyczaili się moi rodzice ja weszłam na czereśnię, która tam rosła. Chociaż nie miała jeszcze liści, wydawało mi się, że na niej będę bezpieczna. Było to niedługo przed Zielonymi Świątkami. Wieczorem jak się ściemniło następne wioski zaczęły się palić, słychać strzały, wycie psów../.../ Po dwóch tygodniach ojciec zdecydował, że musimy wrócić i zabrać świnię z prosiakami. Pojechaliśmy wieczorem, bo trzeba świnkę zamknąć w chlewie wieczorem, jak wróci z pastwiska, a rano zabrać. Przyjeżdżamy do sąsiada Hnatiuka Hrycko, ojciec zapytał się czy może na podwórzu u niego zostawić konie (tłumacząc po co przyjechał). Sąsiad nie tylko wyraził zgodę na pozostawienie konia, ale również nakarmił go i wprowadził pod zadaszenie. Zaproponował nam również nocleg, za co podziękowaliśmy, ale spać pójdziemy do siebie. Kiedy przyszliśmy do domu, zwierzęta był już w zagrodzie więc je zamknęliśmy, żeby nam rano nie uciekły. Sami poszliśmy do sąsiedniego lasu, tam też spotkaliśmy Polaków, sąsiadów - Bolesława Dolińskiego z matką. Usiedliśmy pod krzaczkiem by doczekać do rana. Około północy sąsiedzi zaproponowali abyśmy schowali się w stodole u innego sąsiada – Ukraińca, będzie nam cieplej. Na co ojciec:- A co będzie jak spotkamy banderowców? Ledwie wypowiedział te słowa, wybuchła strzelanina. Już obok nas pali się polska wioska Dłużek. Uciekamy, bo nas tu zobaczą, uciekamy do lasu smordewskiego. Skryliśmy się w tym lesie i oczekiwaliśmy do rana. Widzieliśmy gdzie się paliło, słyszeliśmy strzały, ryk bydła, krzyk kur, nad ranem strzelanina bardzo się wzmogła. W tej miejscowości mieszkała polska rodzina Kraszewskich i to właśnie tą rodzinę wymordowali ukraińscy bandyci. Będąc już w Dubnie, widziałam jak przywieźli dwunastu, a może piętnastu mężczyzn (dokładnie nie pamiętam), zamordowanych przez Ukraińców. Na placu ustawili trumny, była też przemowa, nie pamiętam jednak gdzie ich zamordowano. Innym razem pamiętam, było to w lecie, przywieźli trzy osoby zamordowane z Mieczysławówki, babka dziadek i wnuczka (panna) zwłoki były pocięte nożami. Ciała ułożyli w małym pokoiku przy głównej ulicy i tak leżały przez kilka dni. Jedni patrzyli z żalem, ale znalazł się również i taki, który powiedział: To na mydło. (Mord ten miał  miejsce w sierpniu 1943, być może dotyczy rodziny Maruszewskich – przypis Ś.Ż) Inny przypadek to nasz sąsiad z Witosówki, Sokołowski. Jak większość Polaków również i on musiał uciekać ze wsi do Dubna, a potem dojeżdżał na wieś po żywność i paszę dla zwierząt. Tak dojeżdżał z synem, a nawet kilka razy zdarzyło się że nocował u swoich sąsiadów, bowiem miał kilka maszyn jak: młocarnię, żniwiarkę i pomagał im w żniwach. Po jakimś czasie do Dubna wróciły tylko konie. Rodzina próbowała ich odszukać, lecz znaleźli tylko zwłoki syna, miał w głowę wbitych dwadzieścia gwoździ. Znam również rodzinę Zarembów, którzy mieszkają w Nidzicy koło Olsztyna. Im udało się uciec do miasta, natomiast jego teściowie zostali na wsi, myśląc że nic im nie grozi. Mylili się bardzo, rodziców wymordowali, zostawiając przy życiu ich dziecko, małego chłopczyka. Pozostawili go jako żywą przynętę, byli pewni, że ktoś przyjedzie zabrać dziecko, wtedy też mogliby dokończyć rzezi. Ktoś przekazał Zarembie, że malec głodny biegał od sąsiadów do sąsiadów z płaczem szukał matki, a spał w zbożu pod gołym niebem. Zdarzało się również, że ktoś ze znajomych zlitował się nad dzieckiem i dał kawałek chleba, lecz w obawie przed bandytami nikt nie odważył się przyjąć pod dach. Dopiero kiedy sowieckie wojska objęły te tereny, Zarembowa odważyła się pojechać do rodzinnej wsi w asyście sowieckich żołnierzy. Dowiedziała się, że jakiś Ukrainiec złapał dziecko za nogi i z całej siły uderzył jego głową w drzewo. Sąsiadka Sałecka uciekając do Dubna zostawiła w domu dwie jałówki, roczniaki. Żal jej było, no bo jak żyć bez pracy i postanowiła je zabrać. Wstała w niedzielę rano i zabrała się z sąsiadami, którzy jechali na swoje pole (wszystkie zabudowania były spalone). Razem z nią wstała jej mała sześcioletnia córeczka, więc pojechały obie. Powiązały te cielaki i wypędziły na szosę. Tam cielaki wyrwały się jej i uciekły do sąsiada Hnatiuka, więc poszły za nimi by gospodarz pomógł im je złapać. I wtedy ktoś matkę i córkę złapał i zaprowadził do piwnicy Janickich, tam też je zamordowano. Janicki w tym czasie też tam przyjechał i był w swoim ogrodzie, słyszał głuche strzały. Kiedy przyszedł do piwnicy to dziecko w agonii ruszało jeszcze rączką”. (Petronela Giszczak z domu Raczyńska: Wspomnienia z Wołynia – Witosówka i okolice. W: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/witosowka-wspomnienia.html ).
W kol. Wodnik pow. Równe Ukraińcy zamordowali Mieczysława Bronowickiego lat 16 oraz dzieci Adolfa: siostry lat 10 i 14 oraz ich 12-letniego brata.
W majątku Worobin pow. Sarny upowcy uprowadzili i zamordowali 55-letniego Stanisława Pakuzę.
W majątku Woronów  pow. Sarny obrabowali i spalili majątek oraz zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków;  30 upowców zbiorowo zgwałciło córkę zarządcy majątku. (Siemaszko...., s. 722).
W kol. Woronucha pow. Równe pod koniec czerwca bulbowcy złapali Mariana Piotrowskiego, skrępowali mu ręce i uprowadzili do lasu w okolice wsi Duża Sołpa. Tutaj kazali mu kopać dół. Gdy otrzymał cios w brzuch, odepchnął bagnet i zaczął uciekać, strzelano za nim, ale niecelnie. Franciszek Marcinkowski relacjonuje: „Zapadł zmrok, spoglądamy co chwilę w stronę lasu, jakby oczekując cudu. I w poświacie księżyca zamajaczyła czyjaś postać. Jest w bieli, podchodzi, słania się na nogach. Wygląda jak śmierć. Wychodzimy naprzeciw, poznajemy. To jest Marian. Jest w samej bieliźnie. Od pasa w dół czerwona wstęga krwi. Pada przed nami” (Franciszek Marcinkowski: Woronucha; Lublin 2002, s. 42 – 43). Zawieziony został do Międzyrzecza, ale konieczna była operacja w szpitalu w Równem. Nie dojechał, zmarł w drodze.  
W kol. Worotniów pow. Łuck upowcy zamordowali 7-osobową rodzinę polską: 50-letnią Zofię Kwiatkowską i jej 6 dzieci w wieku 2 – 18 lat. 
We wsi Wólka Klesowska pow. Sarny zamordowali Mahońską z małą córeczką; 4-letni syn podczas napadu schował się pod poduszkę i ocalał, przeczekał i poszedł do dziadków do Klesowa. W wyniku szoku chłopiec zaniemówił.
We wsi Wólka Kotowska pow. Łuck zamordowali na drodze Franciszka Tarneckiego. 
W majątku Wujkowice pow. Horochów zamordowali 80 – 100 Polaków.
W kol. Zagaje pow. Łuck zamordowali 16 Polaków, w tym 11-osobową rodzinę; 80-letnia kobieta musiała przed zamordowaniem wykopać sobie grób.(Siemaszko..., s. 552). 
W kol. Zahadka pow. Włodzimierz Wołyński miejscowy Ukrainiec podjął się doprowadzenia do Włodzimierza młodej Polki Reginy Garczyńskiej, która odwiedziła rodzinę i wiozła z powrotem żywność. W okolicach wsi Mohylno wydał ją w ręce upowców, którzy przywiązali ją rozebraną do drzewa i gwałcili; rozpalili ognisko i następnie wkładali ofierze w narządy rodne rozpalone żelazo (Siemaszko...., s. 949, 959). 
W kol. Ziwka Stara pow. Kostopol pod koniec czerwca Ukraińcy zamordowali kilku Polaków.
We wsi Żeleźnica pow. Równe zamordowali 5 Polaków: Aleksandra Żygadło z żoną Marią, ich córką  Bronisławą i synem Stanisławem lat 12 oraz starszą kobietę Antoninę Gołębiowską.  
We wsi Żukowiec pow. Łuck zamordowali 3-osobową rodzinę Falkowskich.
 
- 1944 roku:
We wsi Antoniówka pow. Tłumacz: „W czerwcu 1944 r. został zamordowany Obacz Józef.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Babińce pow. Borszczów w czerwcu 1944 roku została zamordowana przez Ukraińców 10-letnia polska dziewczynka (Kubów..., jw.).    
We wsi Baszuki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali Polkę Marię Głowacką, mieszkankę Gontowej  (http://www.milno.pl/readarticle.php?article_id=6).  
We wsi Besko pow. Sanok zamordowali 2 Polaków.
We wsi Bogdanowka pow. Zborów bojówkarze SB-OUN uprowadzili 5 Polaków; po 4 ślad zaginął, piątego po okrutnych torturach zamordowali we wsi Połoniczna pow. Kamionka Strumiłowa.
W mieście Brzeżany został zamordowany Plebankiewicz N. l. 35. (Kubów..., jw.).
We wsi  Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany zamordowana została Dunicz Anna. (Kubów..., jw.). W tej wsi podczas napadu 26 lutego 1944 roku zastrzelony został Adam Dunicz, lat 46, natomiast podczas napadu 26 marca 1944 roku syn Adama,  lat 10 (Komański..., s. 283).
We wsi Chotylub pow. Lubaczów upowcy zamordowali 1 Polaka. 
We wsi Chotylub pow. Lubaczów zamordowany został przez bojówkarzy UPA  Andrzej Łakomy. 
We wsi Dłużniów pow. Sokal (obecnie pow. Hrubieszów) dwaj umundurowani Ukraińcy uprowadzili pracującego na swoim polu Polaka Józefa F. „gdzie go z nieustalonych powodów zastrzelili” (IPN Lublin, śledztwo sygn. S. 69/11/Zi).
We wsi Druszczów pow. Rohatyn banderowcy zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety (jedna, lat 23, na drodze w rejonie wsi Byszków).
We wsi Dziedziłów pow. Kamionka Strumiłowa prawdopodobnie w czerwcu 1944 roku: „Zamordowano 7 Polaków oraz 2 Gestapowców, którzy przybyli ze Lwowa po swoje rzeczy. Gestapo wdrożyło dochodzenia. Trupy Polaków kazano wydać, zaś dochodzenia przeciw Ukraińcom z polecenia lwowskiego Gestapo kazano wstrzymać.” (1944, 4 lipiec – Notatka RGO Lwów dotycząca mordów na Polakach z rejonu Kamionki Strumiłowej dokonywanych przez Ukraińców. W:  B. Ossol. 16722/2, s. 13). 
We wsi Felizienthal pow. Stryj zamordowali 3 Polaków: Jana Stańczyka z 2 synami.
We wsi Germakówka pow. Borszczów miejscowi młodzi Ukraińcy uprowadzili, zgwałcili i zamordowali 5 dziewcząt polskich; Zginęły: 15-letnia Janina Bilińska, 15-letnia Stanislawa Hygier, 15-letnia Paulina Piaseczna, 17-letnia siostra Stanisławy Hygier, 18-letnia Zofia Diaczyn (Komański..., s. 37). W czerwcowa niedzielę 1944 roku pięć młodych dziewcząt wybrało się na stację kolejową pożegnać chłopców, którzy odjechać mieli do Wojska Polskiego. „Nagle pojawiła się grupa wyrostków ukraińskich. Był wśród nich Dmytro Husak, znałem go ze szkoły. Podeszli do dziewcząt, wzięli je pod ramiona i poprowadzili w głąb wioski. Po tym wydarzeniu nikt już tych dziewcząt nie widział i nie znaleziono ich ciał. Po wielu latach Ukrainka Nastia Burdajna, która była we wsi staniczną, opowiedziała o losie tych dziewcząt. Otóż zaprowadzono je do lasu i tam były gwałcone przez kilka dni, następnie spuszczono z nich krew i wbito kołki drewniane w narządy rodne. Pogrzebano je w okopach pod lasem na Glince” (Stanisław Leszczyński; w: Komański..., s. 543). Inna relacja Stanisława Leszczyńskiego: „Jakiś czas po naszym odejściu z Germakówki bestialsko zamordowano pięć miejscowych dziewczynek. Znam to z relacji kilku osób i relacje te są w pełni wiarygodne. Mam je nagrane na taśmie i spisane. Przekazały mi je: Wanda Nagórska z domu Konopska, Łucja Pasałka, Stanisława Szczerba, a ponadto przed wielu laty o wielu szczegółach mówił mi mój wuj, Szczepan Czarnecki - w tym również o mordzie na tych dziewczętach. Wszystkie relacje, z drobnymi różnicami, w najważniejszym są zgodne. Najbardziej szczegółową relacją jest opowiadanie Wandy Nagórskiej. Wedle niej, ona również miała być ofiarą tego mordu, ale udało się jej ukryć za wagonem kolejowym. To była niedziela. Dziewczęta już dochodziły do stacji kolejowej w Germakówce. Miały odjechać do Czortkowa na jakiś kurs przygotowujący do zawodu. Nagle zza pobliskich budynków wybiegło kilku ukraińskich wyrostków. Był wśród nich również Dmytro Husak, który naigrawał się z rozrzuconych na trawie zwłok Fanci Rappówny. Schwycili dziewczęta pod ramiona i zaczęli prowadzić w głąb wsi. Podobno jakaś polska niewiasta była nawet zgorszona, że te polskie panienki tak się z Ukraińcami pod ramiona prowadzą. Nie mogłem się dowiedzieć, czy one się jakoś broniły, ale przecież nie mogło być inaczej. Zawleczono te dziewczynki do któregoś z domów w pobliżu gminnej rady i tam je zamknięto. Potem zgromadziło się ich wielu i tłumnie gwałcono te prawie jeszcze dzieci; niektóre z nich były naszymi szkolnymi koleżankami, miały po 15-16 lat. Pastwiono się nad nimi bardzo długo, a gdy się już nasycili, bestialsko zamordowali. Pani Stanisława Szczerba informuje mnie, że matka porwanej Stasi Hegerówny, dowiedziawszy się o porwaniu córki, poszła z rozpaczliwym krzykiem” „oddajcie mi dziecko” do urzędu gminnego. Nikt jej więcej nie widział, nikt nie wie, co się z nią stało.” (Tomasz Bereza, IPN Rzeszów: Zbrodnia wołyńska: Przetrwać banderowską zagładę. Polacy w Istriebitielnyje Batalionach na Podolu; 11 lipca 2018; w: https://polskatimes.pl/zbrodnia-wolynska-przetrwac-banderowska-zaglade-polacy-w-istriebitielnyje-batalionach-na-podolu/ar/10458258 ).
W miasteczku Halicz pow. Stanisławów w II połowie czerwca 1944 roku banderowcy uprowadzili 4-osobową rodzinę polską, która zaginęła bez śladu.
We wsi Hoczew pow. Lesko upowcy wrzucili podczas mszy do kościoła granaty zabijając 10 Polaków (inni: 8 Polaków).
We wsi Husynne pow. Chełm policjanci ukraińscy z żandarmami niemieckimi zastrzelili 7 Polaków, w tym 3 kobiety i 3-letnią dziewczynkę.  „W czerwcu 1944 roku kilku funkcjonariuszy organizacji paramilitarnej Sonderdienst w towarzystwie policji ukraińskiej rozstrzelało we wsi kilka osób. Byli to: Konstanty Król, trzy kobiety o nazwisku Sawicka (lat 68, 45, 3), Bronisława Tamas (lat 42), Wawrzyniec Tarnas (lat 60), Weronika Tamas. Zwłoki pochowano we wspólnym grobie, a po wojnie ekshumowano je i pogrzebano na cmentarzu w Hrubieszowie.” (Jastrzębski..., s. 80; lubelskie).
We wsi Iwanikówka pow. Stanisławów zamordowany został Jan Różański.
We wsi Jakimczyce pow. Rudki banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 15 Polaków.
We wsi Kadłubiska pow. Lubaczów zamordowali partyzanta AK Pawła Kondraciuka ps. „Dym” lat 20. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
We wsi Karczunek pow. Stryj zamordowali 6 Polaków, w tym małżeństwo i 2 małych chłopców, natomiast żandarmi niemieccy z ukraińskim sołtysem zastrzelili 1 Polaka za rzekome kontakty z partyzantami.
We wsi Koniuszki Tuligłowskie pow. Rudki banderowcy obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 22 Polaków.
We wsi Krasne pow. Jaworów miejscowi Ukraińcy oraz ze wsi sąsiedniej obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 7 Polaków.
We wsi Kunaszów pow. Rohatyn pod koniec czerwca 1944 roku banderowcy uprowadzili i zamordowali 6-osobową rodzinę polską: babkę, rodziców i 3 dzieci. „Koniec czerwca 1944  Kinaszów pow. Rohatyn: uprowadzeni Ogonowski Karol 53 lat, jego żona, matka żony i troje dzieci.”  (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373).
We wsi Laszki Królewskie pow. Przemyślany zamordowali 6 Polaków: 4 kobiety, 1 dziecko, 1 mężczyznę. Byli to: Dżaluk Zofia i jej dziecko; Bogusławska Bronisława; Filipów Mikołaj; Gruszecka Katarzyna; Masztalerz Barbara. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 286).
We wsi Lisie Jamy pow. Lubaczów Ukraińcy z SKW zamordowali 2 Polaków, w tym kobietę. 
We wsi Łówcza pow. Lubaczów upowcy w lesie „Pretecz” zamordowali Władysława Pyrkę i Juliana Winiarza. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
We wsi Łahodów pow. Przemyślany: „W czerwcu 1944 r. zamordowano 7 Polek z małżeństw mieszanych, NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Łukawiec pow. Lubaczów upowcy zamordowali Stanisława Kociołka.
We wsi Majdan pow. Lubaczów zamordowali 2 Polaków. Inni: zamordowali Jana Kopciucha ur. 1894 r., Antoniego Demko ur. 1888 r., Jana Michalika ur. w 1906 r., (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
We wsi Majdan Sieniawski pow. Jarosław zamordowali 2 Polaków, w tym lat 19. 
We wsi Malinów pow. Rudki zamordowali 1 Polaka.
We wsi Meducha pow. Stanisławów zamordowali 3-osobową rodzinę Sorokowskich.
We wsi Mosty pow. Rudki obrabowali polskie gospodarstwa i zamordowali 12 Polaków.
We wsi Majdan Krynicki pow. Tomaszów Lubelski w walce z UPA zginął 1 partyzant AK, lat 25.  
We wsi Niedzieliska pow. Przemyślany zamordowali 6 Polaków, w tym Teklę Tereszczyn z 15-letnią córką Marią i 3-letnim synem Stanisławem.
We wsi Nowa Wieś pow. Rudki obrabowali gospodarstwa polskie i zamordowali 40 Polaków. 
We wsi Nowy Rogowiec, na przysiółku Łysy Okop pow. Zbaraż banderowcy zamordowali 3 Polaków. „Wcześnie rano budzi nas łomot do drzwi. Pan Wołyniak pośpiesznie wstaje, jaki czort z samego rana tak głośno wali. Patrzy do okna, to jego znajoma ze wsi, wpuszcza ją do środka. Tamta mocno dyszy, cała się trzęsie i zaczyna opowiadać. Proszę sobie wyobrazić, raniutko wsiadłam na rower i jadę zbierać podatek, myślę sobie najpierw zajrzę do Michalskich z Łysego Okopu. Wjeżdżam na ich posesję, nikogo nie widać ani żywej duszy, pies zabity, wewnątrz wszyscy pomordowani. Pan Wołyniak bez namysłu wsiada na rower i mknie do Czahar Kretowieckich, do bazy sowieckich żołnierzy z informację o zamordowaniu rodziny Michalskich oraz, że taka a taka nie zbierze podatku, bo nie ma od kogo. To nieprawda – oni muszą to zobaczyć, proszę bardzo. Ładujemy się do szoferki razem z trzema innymi sołdatami i jedziemy do domu Michalskich jako świadkowie. Oboje z siostrą widziałyśmy ich chyba jako ostatnie wśród żywych. Co zastajemy? Na podwórku leży zabity pies, jedna kura siedzi na drzewie, przestraszony kot wysoko na dachu, wszystkie okna pootwierane na oścież. Od domu w kierunku bramy wjazdowej widoczna głęboka koleina, tak jakby coś ciężkiego niedawno tędy przejechało. Obora i stajnia puste, brakuję krowy i konia. Przez kuchnię przechodzimy do pierwszego pokoju. Pomiędzy nimi wisi naga pani Michalska ze związanymi sznurem rękami. Obok niej stoi balia z resztkami palonych rzeczy, wygląda na to jakby ktoś palił odzienie. Mama Stefci ma osmolone krocze, opalone całe nogi, stopy i podudzia spieczone na czerwono, widać spalone ludzkie mięso, obcięte piersi i poderżnięte gardło. Parę metrów dalej leżał dziadek, mężczyzna w wieku może 57-60 lat. Miał przeciętą krtań i tamtędy wyciągnięty na zewnątrz język. W piersi tkwił szeroki kuchenny nóż, poderżnięte też gardło. Na stopach zrobione jakby podeszwy zwanych ofnalami, takimi do podkuwania końskich kopyt. Niektóre ofnale były tak długie, że wystawały z wierzchu stóp. Dokładnie widać było jak bardzo znęcali się nad tym człowiekiem. W pokoju stołowym znaleźliśmy nagą Stefcię. Koleżanka siostry była gwałcona, gdyż ręce miała tak połamane i powykręcane w różne strony, że nie szło odróżnić prawej ręki od lewej. Nogi i krocze mocno pokrwawione, zaś w samym kroczu tkwiło szkło. Prawdopodobnie banderowcy włożyli do jej krocza butelkę z naftą i podpalili. Stefcia miała wtedy 19 lat.” (Moje Kresy – Helena Partyka-Czoppa cz.9; w: KSI nr 142 z 1 marca 2023 r. )
We wsi Obroszyn pow. Lwów: „W końcu czerwca 1944 r. zamordowano 3 Polaków NN.”  (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
We wsi Olszanik pow. Sambor zamordowali 2 rodziny polskie, które nie opuściły wsi, tj. 10 Polaków. 
We wsi Pacyków pow. Dolina w II połowie czerwca 1944 roku obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 40 Polaków (Siekierka..., s. 26, stanisławowskie). 
We wsi Pacyków pow. Stanisławów w II połowie czerwca 1944 roku obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 30 Polaków (Siekierka..., s. 496; stanisławowskie). „W drugiej połowie czerwca spalono wieś Pacyków koło Stanisławowa, część ludności wymordowano, część zdołała ujść. Dokonano także większych napadów na ludność polską we wsiach: Meducha i Kąkolniki.” (1944, 7 lipca – Notatka dotycząca napadów ukraińskich w powiecie stanisławowskim.  W: AAN, 47, s. 90). 
W przysiółku Piaski, lezącym między Żeniowem i Połtwią pow. Przemyślany „mieszkał z matką Dolek, którego nazwiska nie pamiętam. Jeszcze przed wojną Ukrainiec uderzył go siekierą w głowę, choć nie wiem z jakiego powodu. Na szczęście Dolek stracił tylko część kości czaszki i po leczeniu w szpitalu wrócił do domu. Po naszym wyjeździe z Żeniowa Dolka złapali banderowcy i zastrzelili go z broni maszynowej. Miał 36 ran od pocisków, prawie tyle ile lat.”  (SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 145)
We wsi Plichów pow. Brzeżany zamordowali 5 Polaków.
We wsi Płazów pow. Lubaczów uprowadzili do lasu i zamordowali 3 Polaków.
We wsi we wsi Poluchów Mały pow. Przemyślany obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 15 Polaków. 
We wsi Poluchów Wielki pow. Przemyślany obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 20 Polaków.
We wsi Posada Dolna pow. Sanok esesmani ukraińscy z SS „Galizien – Hałyczyna” zastrzelili 4 Polaków.
We wsi Poświerz pow. Rohatyn banderowcy zamordowali dwóch 20-letnich Polaków, którzy powrócili do swoich domów.
W mieście Przemyślany zamordowali 3-osobową rodzinę polską: rodziców i córkę  (Kubów..., jw.).
We wsi Radelicz pow. Drohobycz obrabowali i spalili 5 gospodarstw polskich i zamordowali 2 Polaków.
We wsi Radróż pow. Rawa Ruska zamordowany został Stefan Gołąb.
We wsi Reszniówka pow. Zborów został otruty przez Ukraińców Piotr Dec z przysiółka Kamionka należącego do wsi Milno (Adolf Głowacki:  "Milno – Gontowa”,  Szczecin 2008).
W miasteczku Rożniatów pow. Dolina banderowcy uprowadzili do lasu i zamordowali 6 Polaków. 
We wsi Sielec pow. Stanisławów zamordowali Polaka, technika drogowego Adama Hołynskiego.
We wsi Siemianówka pow. Lwów zamordowali podczas sianokosów 2 Polaków.
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów w czerwcu 1944 r. zamordowali Franciszka Balawandera i jego żonę Teklę (Wiktorię). (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa).
We wsi Stawki Kraśnieńskie pow. Skałat uprowadzili 16-letniego Jana Gancarza, zamknęli go w piwnicy u ukraińskiej rodziny Rendiaków. Tam go torturowali; i tam zginął śmiercią głodową.
We wsi Strzałkowce pow. Borszczów uprowadzili z drogi Strzałkowce - Piszczatyńce 13-letniego Zbigniewa Koropackiego i zamordowali go.
We wsi Susłow pow. Rudki obrabowali i spalili gospodarstwa polskie oraz zamordowali 25 Polaków.
We wsi Synowódzko Wyżne pow. Stryj zamordowali 42 Polaków, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.
We wsi Szpikołosy pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy zastrzelili 5 Polaków „bez jakiegokolwiek powodu’.
We wsi Tarnawka koło Żahotyna policjanci ukraińscy aresztowali Polaka, który zaginął.
We wsi Tarnowica Polna pow. Tłumacz banderowcy zamordowali 2 młodych chłopców polskich.
We wsi Turylcze pow. Borszczów zamordowali 5 Polaków i 1 Żyda.
We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki zamordowali 2 Polaków.
Koło wsi Ulhówek pow. Rawa Ruska :Wtem na skraju lasu dąbrowskiego ujrzeliśmy okropny, mrożący krew w żyłach widok. Przed nami leżały cztery sczerniałe trupy – dwu kobiet i dwojga dzieci, straszliwie zmasakrowane. (...) Wydłubane oczy, wyrwane języki, odrąbane ręce i nogi, oderżnięte piersi i przebite bagnetami narządy rodne. Obok jednej z ofiar walała się kenkarta polska. Takiego obrazu nie zapomina się.” (kpr. Ryszard Hryniewiecki ps. Bokser, relacja z marszu na Ulhówek, Zamojszczyzna;  http://www.blogmedia24.pl/node/15774 )   
We wsi Winiatyńce pow. Zaleszczyki: „W czerwcu 1944 r. został uprowadzony przez banderowców udających funkcjonariuszy NKWD i zaginął - Nowaczek Franciszek”.(prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Wygoda pow. Dolina banderowcy zamordowali 10 Polaków, w tym geodetę i leśniczego. W tym został zamordowany pracownik kolejki leśnej Petruk, imię nieznane. (Edward Orłowski..., jw.).
We wsi Zamoście pow. Przemyślany bojówka SB OUN Kupiaka zamordowała Chochułę Marię (Ukrainkę) i Szulgę Michała; los pozostałych Polaków z tej wsi nie jest znany. „W tym samym czasie (tj. w czerwcu 1944 roku – przypis. S.Ż.) Kupiak wysłał innych bandytów do wsi Zamościce, gdzie zatrzymali Michała Szulgę, komendanta gliniańskiej Straży Pożarnej oraz Marię Chochułę, którą podejrzewali o łączność z partyzantami. Wykonując rozkaz Kupiaka, Szulgę zabili na miejscu, ponieważ stawiał im opór a Chochułę przywieźli do wsi Połoniczna, gdzie zmarła w wyniku nieludzkich tortur.” (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm _). 
We wsi Zielińce pow. Borszczów zamordowali 10 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Robaków.
We wsi Żeniów pow. Przemyślany zamordowali 11 Polaków. „W czerwcu 1944 roku, Kupiak napadł na wieś Żeniów koło Glinian, porwał ślusarza Wasyla Czarkowskiego, zawiózł go do lasu, gdzie po bestialskich torturach, zamordował.”  (Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ). Zamordowani zostali m.in.,: Anklewicz Grzegorz; Anklewicz, s. Stanisława; Anklewicz Maria; Anklewicz Michał; Anklewicz Tadeusz; Chochuła Maria;  Szulga Michał; Czarkowski Wasyl, Ukrainiec. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 119). Oraz: „Chochuła Maria porwana z Żeniowa w czerwcu 1944 r. do sąsiedniej wioski przez bandę D. Kupiaka. Zmarła podczas tortur”. (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA, Lubin 2009, s. 292). Także: „Pani Janina Lacel nadesłała wspomnienia Tadeusza Prochery z Żeniowa. „Tadeusz z bratem Staszkiem chodzili spać na pole i reszta rodziny też się ukrywała. Często nocowali u sąsiada Ukraińca Michała Werbińskiego w stodole. Najtrudniejsza decyzja rodziców została podjęta w nocy 18 maja 1944 r. W drzwiach domu dostali kartkę napisaną po ukraińsku „Masz 24 godziny i ciebie tutaj nie ma” (”Majesz 24 hodyny i was tu ne budet”). Tej nocy dużo Polaków dostało taką informację. Ta groźba przyspieszyła decyzje o ucieczce z domu. Zapakowali się szybko i już na drugi dzień rano wyjechali do Zadwórza na stację i czekali tydzień czasu pod ochroną Niemców przekupionych samogonem. Brat Władysława Anklewicza, Jan, mężczyzna ok. 25-letni, został w Żeniowie ponieważ zakochał się w Ukraince i mieli zamiar się pobrać. Wiedziony przeczuciem Władysław wrócił po kilku tygodniach po swojego brata, ale go nie zastał w domu Ukrainki. Ona nie zdradziła gdzie jest Jan. Jednak służący, niepełnosprawny chłopak, wskazał miejsce pobytu, czyli obornik i ukryte w nim zwłoki. Zbezczeszczone ciało, z obciętymi uszami, językiem, wydłubanymi oczami i wyciętym krzyżem na plecach, wstrząsnęły bratem. W ciągu kilku dni załatwił pogrzeb przy pomocy niemieckich żołnierzy i księdza. W dniu pogrzebu uciekł przed atakującym go na koniu Ukraińcem. Spłoszył konia, a spadającemu z niego Ukraińcowi wypadły pistolety. Tak się uratował od śmierci.” (SPOTKANIA ŚWIRZAN - Nr 145) 
We wsi Żulice pow. Złoczów zamordowali 15 Polaków, w tym 4- osobową rodzinę Nahorczyńskich i 5-osobową rodzinę Regułów. 
We wsi Żyrawa pow. Żydaczów banderowcy zamordowali Bronisława Kozłowskiego. 
 
- 1945 roku:  
W miasteczku Baligród pow. Lesko Ukraińcy zamordowali Stanisława Leszkiewicza. 
W przysiółku Basiówka koło wsi Daszawa pow. Stryj Ukrainiec udusił Polaka Stanisława Motykę, lat 28, z którym razem prowadził młyn.
W miasteczku Bircza pow. Przemyśl na cmentarzu ma grób Pasławski Władysław, który zginął z rąk UPA w czerwcu 1945 r. (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/zabytki/narodowej/ofiary1.html).  
Z drogi Bircza – Przemyśl woj. rzeszowskie upowcy uprowadzili do lasu i zamordowali Władysława Pasławskiego. Patrz powyżej.
We wsi Bobulińce pow. Buczacz: „W czerwcu 45 r. zginął w Bobulińcach Lipka Karol  l. 62” (Kubów..., jw.).
We wsi Cieszanów pow. Lubaczów Ukraińcy zamordowali 1 Polaka. 
We wsi Humniska pow. Kamionka Strumiłowa banderowcy zamordowali 4 Polaków, w tym 3 kobiety (jedną z nich udusili i wrzucili do studni).
We wsi Iskań pow. Przemyśl upowcy w bestialski sposób zamordowali rodzinę nauczycieli: Polaka, jego żonę Ukrainkę, jej matkę (teściową Polaka) powiesili głową do dołu „za zdradę narodu ukraińskiego”; ponadto zamordowali jeszcze 1 Polaka; łącznie 2 Polaków i 2 Ukrainki; prawdopodobnie mordu dokonali synowie księdza unickiego Michajło Huka. 
Koło wsi Jabłonówka pow. Kamionka Strumiłowa: „Na rozkaz Kupiaka w czerwcu 1945 roku zatrzymano mieszkankę wsi Czanyż Joannę Pałygę i dostarczono do miejsca postoju bandy Kupiaka, znajdującego się w okolicach jabłonowskich lasów, gdzie Kupiak z Olijnykiem, Pociłujką i Bogdanem Czuczmanem poddali ją przesłuchaniu i bestialskim torturom, a w końcu udusili pętlą. Zeznania świadka Falińskiej Susabowskiej: „Latem1945 roku przebywałam z bojówką Kupiaka w lesie koło wsi Jabłonówka. Byłam obecna przy zabójstwie Janki Pałygi, którą do lasu przyprowadził Bogdan Czuczman, Stefan Czuczman i Jarosław Iwanow. Ona pochodziła ze wsi Czanyż, ale mieszkała we Lwowie, gdzie uczyła się na jakichś kursach. Ponieważ przyprowadzili ją z boku szosy prowadzącej z Czanyża do Buska, przypuszczam, że zatrzymali ją na tej szosie. W oddzielnym namiocie przesłuchiwali ją Dymitr Kupiak i Michał Pociłujko, później przyprowadzili ją do mnie. Słyszałam jak ona tłumaczyła, że jest niewinna i prosiła żeby ją wypuścili. Gdy przyszła do mnie, była bardzo wystraszona. Potem weszli do namiotu „Kruk”, „Gołodomor” i „Klej” tj. Dymitr Kupiak, który zwrócił się do tych dwóch i powiedział: „no tak wyprowadźcie ją chłopcy”. Wtedy Bogdan Czuczman i Włodzimierz Olijnyk wzięli Jankę pod ręce i poprowadzili do lasu. Za nimi poszedł Kupiak, Pociłujko, Stefan Czuczman i Iwanow. Gdy wyglądnęłam z namiotu zobaczyłam, jak „Kruk” i „Gołodomor” ciągnęli Pałygę za włosy do rowu, który był niedaleko. Po pewnym czasie usłyszałam strzał, który świadczył, że ją zabili. Bogdan Czuczman opowiadał mi, że Jankę Pałygę najpierw dusili, a ponieważ dawała znaki życia dobili ją strzałem z pistoletu”.(Bronisław Szeremeta: "Watażka jego zbrodnie i zakłamane wspomnienia". W: http://www.republika.pl/szeremeta/watazka.htm ).
We wsi Kluwińce pow. Kopyczyńce banderowcy uprowadzili 2 Polki, które zaginęły. 
We wsi Liczkowce pow. Kopyczyńce zamordowali 6 Polaków, w tym 17-letnią dziewczynę oraz 2 chłopców 17-letnich, którzy zostali związani drutem kolczastym i wrzuceni do rzeki Zbrucz, ofiary miały też ślady gwoździ wbitych w palce u rąk i nóg.
We wsi Lubliniec Stary pow. Lubaczów zamordowali sołtysa Ukraińca o nazwisku Zagraj. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Łukawiec pow. Lubaczów w czerwcu 1945 r. zamordowali Jana Bocko ur. 1894 r. i Stanisława Bocko ur. 1925 r. (IPN Opole, 21 grudnia 2018, sygn. akt S 37.2013.Zi; Postanowienie o umorzeniu śledztwa.).
We wsi Piskorowice pow. Jarosław zamordowali 3 Polaków.
We wsi Podhajce pow. Stryj zamordowali 32-letniego Polaka.
We wsi Przemysłów pow. Sokal zamordowali 5-osobową rodzinę Majewskich z 3 dzieci. 
We wsi Romanówka pow. Grodek Jagielloński zmordowali Polkę o nazwisku Nerka z domu Borecka.
We wsi Siemikowce pow. Podhajce po torturach utopili w studni 2 Polaków: małżeństwo. 
W miasteczku Sieniawa pow. Jarosław bojówka UPA przebrana w mundury sowieckich oficerów uprowadziła z posterunku MO 3 milicjantów, którzy zaginęli bez wieści. 
We wsi Staje pow. Rawa Ruska zatrzymali i zamordowali w lesie 21-letniego Piotra Górnickiego wracającego z przymusowych robót w Niemczech.   
We wsi Turżańsk pow. Sanok miejscowi Ukraińcy powiesili gajowego Mikołaja Pieczko i ukradli mu krowę.  
We wsi Uhryńkowce pow. Zaleszczyki: „W czerwcu 1945 r. zostali zam.:  Basiurski Bazyli;  Sosnowski Mikołaj”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 7).
We wsi Ulucz pow. Brzozów: „W czerwcu 1945 r. powiesili Uluczanie Polkę, Marię Michaliczko o przydomku Kominiarka i jej dwie małe córeczki. Kilka dni później, w przysiółku dobrzańskim Za lasem, tuż obok Ulucza została powieszona Wanda Krowiak (Polka)”. (Bronisław Zielecki: Moje życie czyli Historia Polaka z Ulucza. Warszawa 2014 r.; w:  http://docplayer.pl/24841458-Bronislaw-zielecki-moje-zycie-czyli-historia-polaka-z-ulucza-warszawa-2014-r.html#show_full_text ).
We wsi Żuków pow. Złoczów: „W czasie wywózki w czerwcu 1945 roku pojechałem z Ojcem w kolumnie, w której było 20 furmanek przez Kropiwnę i Żuków do Złoczowa. Za Żukowem oddział składający się z 20 banderowców zorganizował zasadzkę w miejscu gdzie z jednej strony był las a z drugiej zagajnik. Wszyscy byli dobrze uzbrojeni przeważnie broń automatyczna oraz karabiny maszynowe. Konwój zatrzymano kazano wszystkim zejść z wozów do rowu. Sami dokonywali rewizji szukając broni. Również dokonano rewizji osobistej. Wyprzęgnięto kilka koni i zabrano. Rozpoznano najstarszego syna Żukowskiego, który był Gajowym w lasach w Żukowie. Zabrano go ze sobą. Banderowcy opierającego się popychali i bili kolbami. Gajowy błagał o pomoc by go ktoś bronił, ale nikt nie miał odwagi stanąć w jego obronie. W końcu zniknęli w lesie prowadząc go na pewną śmierć. Po odejściu banderowców ruszyliśmy w dalsza drogę.” (Wspomnienia Adolfa Czaka syna Rafała Czaka oraz Władysława Czak. Z rękopisu do wersji elektronicznej przeniósł Bogusław Czak syn Adolfa.
 
- 1946 roku: 
W miasteczku Cieszanów pow. Lubaczów zamordowany został przez UPA Marian Lisowski. 
We wsi Dylągowa pow. Brzozów upowcy zamordowali małżeństwo Anastazję i Stanisława Radoń, które osierociło 8 małoletnich dzieci.
We wsi Hrebenne pow. Tomaszów Lubelski został uprowadzony Marian Walczak i ślad po nim zaginął (IPN BI 065/9/1).
We wsi Mołodycz pow. Jarosław został zamordowany przez UPA żołnierz z 26pp 9DP  Józef Bukiejko, ur. w 1922 r.
We wsi Nowa Wieś koło Birczy pow. Przemyśl spalili wieś i zamordowali 4 Polaków oraz 4 poranili.
We wsi Polchowa pow. Przemyśl  w czerwcu 1946 r. banderowcy przywiązali do drzewa 5-osobową rodziną Tereszczaków, rodziców i trójkę dzieci, a potem torturowali, w tym przypalając ogniem. Na koniec makabrycznie okaleczone ciała związali drutem kolczastym i wrzucili do Sanu. Szczątki te na własne oczy widzieli w wodzie koło Nienadowej 11-letni wówczas Tomasz Blecharczyk, 15-letni Teodor Grzegorzek i 14-letni Edward Szymański. (http://suozun.org/dowody-zbrodni-oun-i-upa/n_upa-nie-byla-armia-to-byla-banda-mordujaca-bezbronne-i-niewinne-ofiary-w-tym-takze-ukraincow/ ).
Na terenie powiatu przemyskiego: „W czerwcu 1946 r. bojówka SB-OUN przeprowadzała likwidację osób stwarzających wg niej zagrożenie dla ukraińskiego podziemia. Na terenie powiatu (czasami brak miejsca likwidacji osób) zamordowała następujące osoby: Ukrainkę Stefanię Krowiak (jako informatorkę WP), Polkę Annę Bodnar (jako informatorkę WP), Polkę Katarzynę Pelikan (jako informatorkę WP i MO), Polkę Eugenię Góral (jako informatorkę WP), Polkę H. Wańczowską (jako informatorkę WP), Polaka Józefa Decyniaka (jako zwiadowcę MO), st. szer. WOP Jana Kondraciuka, szer. WOP J. Szramę, Polaka Jana Brożynę (ur. 1927 r. w Tarnawce, zamieszkałego na przysiółku Załaski koło Tarnawiec), Polaka Stanisława Dudycza (ur. 1926 r. w Piątkowej, zamieszkałego w Nienadowej), Polaka Władysława Dudycza (ur. 1924 r. w Piątkowej, zamieszkałego w Nienadowej), Polaka Jana Kurasza (ur. 1918 r. w Tarnawce) oraz Polaka Karola Brożynę (ur. 1913 r. na przysiółku Załazek koło Piątkowej)”. (Andrzej Zapałowski: Granica w ogniu. Warszawa 2016, s.177).
We wsi Stare Sioło pow. Lubaczów zamordowali 3-osobową rodzinę polską Balawanderów,  która przyszła obejrzeć swoje opuszczone wcześniej gospodarstwo.
 
     W połowie
 
- 1940 roku:  
W mieście Dydnia pow. Brzozów został  aresztowany przez gestapo na skutek donosu Ukraińca Michała Nestora proboszcz kanonik ks. Kazimierz Lach i wywieziony do Oświęcimia, a następnie do Dachau, gdzie zmarł zamęczony 5 kwietnia 1941 r.”  (http://www.gminadydnia.pl/ng/Nasza_Gmina_IV_2004.pdf ). 
 
- 1942 roku:
W połowie 1942 roku za pośrednictwem ks. greckokatolickiego Osypa Kładocznego, Delegat Rządu na Kraj, Jan Piekałkiewicz, usiłował dojść do porozumienia z władzami OUN, aby wypracować wspólne stanowisko dotyczące spraw polsko-ukraińskich. Jerzy Lerski, wysłany z misją od Naczelnego Wodza i Premiera do władz Polskiego Państwa Podziemnego, miał przewidziane rozmowy z metropolitą Andrzejem Szeptyckim we Lwowie. „Chodziło o wspólną deklarację polsko-ukraińską apelującą o zawieszenie broni i jeden bratni front wobec wspólnych nieprzyjaciół. Delegat Rządu ustosunkował się sceptycznie do tego projektu. Rozmowy z Ukraińcami, podjęte niedawno w Warszawie, fatalnie się urwały, bowiem przedstawiciel polskiego podziemia - adwokat Mieczysław Rettinger (nie mylić z londyńskim doktorem Józefem Rettingerem), wydany został na placu Unii Lubelskiej przez dwóch przysłanych ze Lwowa popów w ręce Gestapo. Musiałem więc złożyć oficerskie słowo honoru, że do swojego miasta rodzinnego nie pojadę” (Jerzy Lerski: "Emisariusz Jur", Warszawa 1989, s. 89).
 
     W I półroczu 
 
- 1942 roku:   
We wsi Lady pow. Kostopol policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka oraz przechowywaną przez niego rodzinę żydowską.
 
- 1943 roku:   
W kol. Amelin pow. Równe upowcy zamordowali 4-osobową rodzinę Kuklinowskich, uciekł najmłodszy syn lat 14. 
We wsi i kol. Antonówka pow. Horochów wymordowali większość mieszkających tutaj Polaków: kolonię polską oraz kilka rodzin we wsi, liczba ofiar nie została ustalona.
W majątku koło Bereznego pow. Kostopol zmordowali 3-osobową rodzinę polską pracownika majątku: Juliana Płomińskiego, jego żonę Anielę i ich syna Zbigniewa.
We wsi Cepcewicze pow. Sarny upowcy zamordowali 30-letnią Olgę Wolak.
We wsi Derewek pow. Kamień Koszyrski w pierwszej połowie 1943 r. w wyniku donosu miejscowego Ukraińca o ukrywaniu Żyda został zamordowany przez żandarmerię niemiecką Winerowicz Władysław. (prof. zw. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Straty ludności polskiej w byłym województwie poleskim na skutek ludobójstwa popełnionego przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947, dane wstępne. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich; Kędzierzyn-Koźle 2017, tom 9).
W futorze Drygany (Dorohany) pow. Krzemieniec rodziny polskie ukryły się w skalnych wyrobiskach i tam ich upowcy wymordowali, około 12 rodzin.
We wsi Dublany pow. Dubno zamordowali kilkudziesięciu Polaków.
We wsi Dubówka pow. Sarny zamordowali kilku Polaków. 
W majątku i wsi Fusów pow. Horochów wymordowali kilkanaście rodzin polskich.
We wsi Holatyn Dolny pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich. 
W futorze Huciska Stożeckie pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków, w tym 4-letniego chłopca.
We wsi Huta Stara pow. Kostopol  trzech Ukraińców zamordowało polskiego nauczyciela Jerzego Jeża tłukąc jego głową o ławki, aż wypłynął mózg.
We wsi Jankiewicze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Janówka pow. Horochów zamordowali kilkanaście polskich rodzin, w tym wiadomo o spaleniu 3 dzieci żywcem.
W kol. Jasnobór pow. Kostopol wymordowali prawie wszystkie rodziny w tej polskiej kolonii. 
W kol. Jungówka pow. Horochów zamordowali Wiktora Dąbrowskiego.
W futorze Kołbanie pow. Sarny podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków. 
W kol. Kołmaczówka pow. Horochów w bestialski sposób zamordowali co najmniej 35 Polaków, w tym rodzinę z 3 dzieci; ofiary miały porozdzieraną skórę, poucinane nosy, języki, uszy i rozprute brzuchy;  niemowlę miało rozdeptaną główkę, wyłamane rączki i nóżki i rozcapierzone, z przypiętym napisem: „polski orzeł” (Siemaszko..., s. 123).
W kol. Kopaczówka pow. Sarny zamordowali 5-osobową rodzinę polską kowala, która nie opuściła kolonii.
We wsi Krzywucha pow. Dubno zamordowali polskie małżeństwo Broczków uciekające z podpalonego ich domu.  
W kol. Kurhany pow. Kostopol zamordowali kilka rodzin polskich.
W majątku i wsi Laszki pow. Horochów zamordowali kilka (kilkanaście?) rodzin polskich. 
We wsi Lipa pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich, ustalono tylko dwa nazwiska.
W kol. Lipszczyzna pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich.
W kol. Maniowo pow. Łuck zamordowali 5 Polaków:  4-osobową rodzinę: Łucję Sawicką, której połamali ręce i nogi i wrzucili ją do płonącego domu, jej syna z żoną i 7-letniego wnuka oraz zginął członek samoobrony, która przybyła na pomoc.
W okolicach Młyńska pow. Kostopol wymordowali ponad 150 Polaków, żyjących w futorach w lesie i w ukraińskich wsiach, m.in. nauczyciela przywiązali do drzewa i torturowali przez kilka dni; mężczyźnie wycięli pępek i wyciągnęli jelito, którym okręcili drzewo (Siemaszko..., s. 322).
W futorze Moczary pow. Krzemieniec zamordowali 18 Polaków.
W kol. i wsi Mytnica pow. Dubno wymordowali kilkadziesiąt rodzin polskich, imiennie znanych jest 9 zamordowanych Polaków z 2 rodzin
W kol. Osówka pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety. 
We wsi Ostrów pow. Dubno zamordowali kilka rodzin polskich.
We wsi Pieczychwosty pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich. 
We wsi Police pow. Sarny miejscowi Ukraińcy należący do UPA wymordowali kilka rodzin polskich, imiennie znane są 3 zamordowane rodziny.
We wsi Rogoźno pow. Dubno Ukraińcy wymordowali około 20 rodzin polskich. 
W kol. Serniki pow. Horochów zamordowali 3 Polaków, w tym 14-letnią dziewczynkę wrzucili do studni.
We wsi Szpikołosy pow. Horochów zamordowali kilka rodzin polskich
We wsi Tesłuhów pow. Dubno zamordowali kilkanaście rodzin polskich
W kol. Tomaszówka pow. Dubno zamordowali Mitkowskiego. 
W kol. Wandówka pow. Włodzimierz Wołyński zastrzelili żonę Kazimierza Śniadeckiego.
W osadzie Zamościska pow. Dubno wymordowali wszystkie rodziny w tej polskiej osadzie, liczby ofiar nie ustalono.
We wsi Zasławie pow. Sarny  miejscowi bulbowcy zamordowali Polkę Całkowską i jej 6 dzieci, uratowany Całkowski mścił się zabijając pojedynczo morderców - sąsiadów, aż został schwytany przez policjantów ukraińskich i zastrzelony (Siemaszko...., s. 773).
We wsi Zastawie pow. Horochów Ukraińcy zamordowali Ambrożego Strutyńskiego.
 
- 1944 roku:    
W okolicy miasteczka Busk pow. Kamionka Strumiłowa: „Moja babcia ze strony mamy Zofia Święcicka (z domu Kary) była rodowitą Ukrainką z krwi i kości i wszystko, co jest we mnie polskie, jej zawdzięczam. /.../ Szóstka moich wujków nocująca w bunkrze niedaleko Buska została zdradzona. Ukraińcy z SS podeszli któregoś wieczoru pod bunkier i kazali innemu mojemu wujkowi wrzucić do środka granat. Nie zabił swoich kuzynów. Został rozstrzelany przed wejściem. W bunkrze również zginęli wszyscy” (Waldemar Maria Poliszuk z Lipinek, Jersey City: „Jedna z najczarniejszych dat” w: „Nasz Dziennik” z 25 – 26 lipca 2009).
We wsi Krupsko pow. Żydaczów Ukraińcy zamordowali 16 Polaków, którzy nie opuścili swoich gospodarstw.
We wsi Kukizów pow. Lwów zamordowali 9 Polaków,  w tym 5-osobową rodzinę.
We wsi Lipica Dolna pow. Rohatyn zamordowali 7 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę.
We wsi Lubycza Kameralna pow. Rawa Ruska zamordowali około 60 Polaków.
We wsi Majdan Górny pow. Nadworna: „Data nieznana  Majdan Górny pow. Nadwórna: Zastrzeleni: Koręda Jan - robotnik huty szkła; Mroczko Józef.” (1944, 17 lipca – Pismo PolKO w Stanisławowie do Dyrektora RGO w Krakowie zawierające imienny spis osób uprowadzonych i zamordowanych od początku napadów, od września 1943 do 15 lipca 1944. W: B. Ossol. 16721/1, s. 349-373). Jan Koręda figuruje jako członek UPA  działający od 1944 roku w powiecie Lesko: IPN Rz 00141/327/D.  
We wsi Malechów pow. Lwów zamordowali 15 Polaków
We wsi Michalin pow. Łuck NKWD rozstrzelało 1 Polaka po fałszywym donosie Ukraińca, że zabił on partyzanta sowieckiego/
We wsi Narajów pow. Brzeżany banderowcy powiązali drutem i sznurkiem 17 Polaków a następnie ich wymordowali.
We wsi Podmichałowce pow. Rohatyn zamordowali 15 Polaków, w tym matkę z 3 córkami.
We wsi Rypne pow. Dolina uprowadzili z domów i zamordowali w lesie 4 Polaków.
 We wsi Sokółka pow. Złoczów zamordowani zostali przez banderowców: Dubasiewicz Antoni l. 19, Józef l. 22, Dzikowski Tadeusz l. 35, Jasiński Michał l. 20, Józef l. 23, Lubacz Jan l. 34, Mikulski Hieronim l. 27, Mieczysław l. 18, Józef l. 26, Szczęsny Ludwik l. 29, Wojnarowski N. i 3 akademików z Poznania. (Kubów..., jw.).
We wsi Uherce Zapłatyńskie pow. Sambor zostało zamordowanych przez UPA w lasach monastyrskich 5 Polaków, pracowników leśnictwa.
We wsi Zamoście pow. Przemyślany zamordowani zostali Chochuła Maria (Ukrainka) i Szulga Michał; los pozostałych Polaków z tej wsi nie jest znany.
W miasteczku Zabłotów pow. Śniatyn upowcy zamordowali 20 Polaków.
We wsi Żeniów pow. Przemyślany zamordowany został przez bojówkarzy SB Kupiaka  Czajkowski Wasyl z rodziny mieszanej oraz w nie określonym czasie 9 Polaków.
We wsi Żulice pow. Złoczów banderowcy zamordowali 15 Polaków, w tym 4 i 5-osobowe rodziny.
 
- 1945 roku:
We wsi Białohorówka pow. Horodenka upowcy zamordowali 7 Polaków.
We wsi Biłohorszcze pow. Lwów zamordowali 7 Polaków.
We wsi Białokiernica pow. Zborów zostało zamordowanych przez banderowców co najmniej 5 Polaków: Klementyna Radom z majątku koło Załoziec, która powracała z przymusowych robót w Niemczech; Półtorak Michalina z d. Żytyńska, Maria Jankiewicz z d. Drozd, Michał Strąg i Stefan Strąk  (http://www.olejow.pl/readarticle.php?article_id=251).
We wsi Chlebowice Świrskie pow. Przemyślany zamordowali 26 Polaków.
We wsi Czernelica pow. Horodenka zamordowali 60 Polaków.
We wsi Hołosków pow. Tłumacz zamordowali 29 Polaków.
We wsi Howiłów Mały pow. Kopyczyńce zamordowali 25 Polaków.
We wsi Nowosiółki Gościnne pow. Rudki zamordowali 7 Polaków.
We wsi Plaucza Mała pow. Brzeżany zamordowali 6 Polaków, w tym 4 kobiety. 
We wsi Plaucza Wielka pow. Brzeżany zamordowali 5 Polaków.
We wsi Skomorochy pow. Tarnopol zamordowali 10 Polaków, w tym siekierą zarąbali Polkę, której córka w marcu zaginęła bez wieści.
We wsi Świrz pow. Przemyślany upowcy zamordowali 30 Polaków. (Kubów..., jw.). 
W miasteczku Tyśmienica pow. Tłumacz zamordowali kilkoro uczniów polskich, w tym 12-letnią Krystynę Ostrowską, którzy dojeżdżali do szkoły w mieście Stanisławów.
We wsi Zarudce pow. Lwów Ukraińcy zmordowali 5 Polaków.
We wsi Zazdrość pow. Trembowla upowcy zastrzelili 17-letniego Polaka.
 
- 1946 roku:  
We wsi Cygany pow. Borszczów „ukraińscy powstańcy” powiesili 77-letniego Polaka na jabłoni w jego sadzie za to, że nie wyjechał do Polski.
We wsi Tarnawka pow. Przemyśl obrabowali wieś oraz zamordowali 6 Polaków.
 
- 1947 roku:
We wsi Słobódka ad Tłumacz pow. Tłumacz upowcy wrzucili żywcem do studni 59-letniego Polaka, Józefa Mazurka, za to, że nie wyjechał do Polski.
We wsi Średnia pow. Przemyśl zamordowali 3 Polaków, w tym 2 kobiety, oraz 1 Ukraińca za ucieczkę z UPA.