Dzisiaj jest: 1 Grudzień 2020        Imieniny: Natalia, Blanka, Eligiusz
KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA GRUDZIEŃ1945 oraz ROK 1945

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA GRUDZIEŃ1945 oraz ROK 1945

1 grudnia 1945 roku: We wsi Hrebenne pow. Tomaszów Lubelski upowcy w lesie zamordowali Michała Humennego. Jego zwłoki znaleziono po 3 dniach ze śladami ran kłutych zadanych bagnetami i z…

Readmore..

Grudniowy  numer KSI (12/2020) wydany

Grudniowy numer KSI (12/2020) wydany

W grudniowej gazecie m.in: Odeszli na Wieczną wartę str...2 i 3Mój kresowy, dziecięcy patriotyzm str... 8Podsumowanie 100. rocznicy „Cud(ów)u nad Wisłą” z pandemią w tle (teraz i wtedy)... str. 12Obowiązek…

Readmore..

Konsulat RP w Łucku wstrzymuje rejestrację na rozmowę w celu przyznania Karty Polaka

Konsulat RP w Łucku wstrzymuje rejestrację na rozmowę w celu przyznania Karty Polaka

Konsulat Generalny RP w Łucku informuje, że od 23 listopada do odwołania zostaje wstrzymana rejestracja na rozmowę w celu przyznania Karty Polaka (pierwsza karta).Zgłoszenia, które wpłyną od 23 listopada do…

Readmore..

Polacy z Kazachstanu  wracają do Ojczyzny

Polacy z Kazachstanu wracają do Ojczyzny

Jak podał " Serwis Rzeczypospolitej Polskiej " (https://www.gov.pl/web/mswia/repatrianci-z-kazachstanu-przylecieli-do-polski ) W piątek 27 listopada br. do Polski przybyła grupa 168 repatriantów z Kazachstanu. Specjalny lot zorganizowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych we współpracy…

Readmore..

Po powrocie z Krzemieńca

Po powrocie z Krzemieńca

/ Kościół Jezuitów pw. śś. Ignacego Loyoli i Stanisława Kostki oraz Liceum Krzemienieckie, w tle Góra Bony z ruinami zamku; źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe (domena publiczna) „Kędy wóz twój, bracie,…

Readmore..

Zuzanna Ginczanka  poetka z Wołynia

Zuzanna Ginczanka poetka z Wołynia

/ Zuzanna Ginczanka, fotografia z lat 30‑tych. Domena publiczna Zuzanna Ginczanka (właściwie Sara Polina Gincburg) uważana za jedną z najzdolniejszych poetek dwudziestolecia międzywojennego, urodziła się w Kijowie w 1917r. Jej…

Readmore..

UWAGA!!! Targi książki historycznej

UWAGA!!! Targi książki historycznej "listopad 2020"

TARGI KSIĄŻKI HISTORYCZNEJ ONLINE 26-29 LISTOPADA https://replika.eu/tytul/wirtulane_targi_ksiazki/ Targi książki historycznej, które na przełomie listopada i grudnia odbywały się w Warszawie były zawsze dużym wydarzeniem kulturalnym. Niestety w tym roku wirus…

Readmore..

Rozwój kultury naukowej i artystycznej ściśle uzależniony jest od stanu i rozwoju nauki i sztuki czystej

Rozwój kultury naukowej i artystycznej ściśle uzależniony jest od stanu i rozwoju nauki i sztuki czystej

Jakub Moroz - moderator panelu dyskusyjnego „Kultura, głupcze” podczas Kongresu Polska Wielki Projekt - wyjaśnił, iż tytuł panelu kryptonimuje po pierwsze, wagę spraw kulturalnych w życiu państwowym, w życiu narodowym,…

Readmore..

Ewa Dzieduszycka, „Podróżniczka”. Wspomnienia kresowej arystokratki wyciągnięte z szuflady po pół wieku

Ewa Dzieduszycka, „Podróżniczka”. Wspomnienia kresowej arystokratki wyciągnięte z szuflady po pół wieku

„Podróżniczka” to wspomnienia Ewy z Koziebrodzkich hrabiny Dzieduszyckiej, które przeleżały w szufladzie we Wrocławiu ponad pół wieku, nim wreszcie wypłynęły na światło dzienne. Autorka tej książki urodziła się w 1878…

Readmore..

20 listopada 1918 r. w Ustrzykach Dolnych

20 listopada 1918 r. w Ustrzykach Dolnych

/ Stanisław Maczek – Wikipedia, wolna encyklopedia Listopad 1918 r. był początkiem budowy niepodległej Polski i początkiem walki o jej wschodnie granice. Rozpoczęta w listopadzie 1918 r. ukraińsko- polska wojna…

Readmore..

„Kojdanowska Niepodległa Republika”.  Historia zapomniana

„Kojdanowska Niepodległa Republika”. Historia zapomniana

/ Dom Ludowy w Dzierżyńsku w 1932 r. Żródło wikipedia - domena publiczna W roku setnej rocznicy zwycięstwa w "Bitwie warszawskiej " warto wspomnieć o faktach nie tylko mało znanych,…

Readmore..

WIELCY LWOWIANIE  - MAURYCY ALLERHAND, LESZEK ALLERHAND

WIELCY LWOWIANIE - MAURYCY ALLERHAND, LESZEK ALLERHAND

Maurycy Mojżesz Allerhand (ur. 28 czerwca 1868 r. w Rzeszowie, zm. w sierpniu1942 r. we Lwowie) – polski prawnik, cywilista, adwokat, profesor Wydziału Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Pochodził z zamożnej żydowskiej…

Readmore..

Jądro ciemności B. Huka cz. II

Podrozdział: Kresy jako obszar aksjologii negatywnej. Huk pisze: „Koncept kresów, w XIX w. zabójczy w stosunku do kultury ruskiej, w XX w. stał się podłożem polskich koncepcji i ograniczonych praktyk ludobójczych w stosunku do narodu ukraińskiego. Ewolucja polskiej myśli narodowo-chrześcijańskiej stanowi odpowiednik XIX-wiecznej myśli niemieckiej na temat Żydów, skutkującej Holokaustem. W bezpaństwowych latach 1795–1918 w obrębie kultury polskiej funkcjonowała chrześcijańsko-narodowa re-definicja stanu z czasu Korony. Polska administracja państwowa wprowadzała ją w życie w okresie 1918–1947. W imię wyeliminowania antyludzi z kresów, autochtoni nie tyle znaleźli się poza polem uwagi, ile zostali wyrzuceni z kultury. Zbrodnie dokonywane przez szlacheckich mieszkańców „białego dworku” na wieki zostawały tam, gdzie się wydarzyły.” (s. 143)  

„Koncept kresów w XIX w.” realizowany przez  zaborców: Rosję i Austrio-Węgrzy, stał się wg Huka „ w XX w. podłożem polskich koncepcji i ograniczonych praktyk ludobójczych w stosunku do narodu ukraińskiego”  i stanowił ”odpowiednik XIX-wiecznej myśli niemieckiej na temat Żydów, skutkującej Holokaustem”. Prof. Bobkowski o takiej logice rozumowania pisał we wspomnieniach z międzywojennych negocjacji handlowych z Rosją Sowiecką, że rozumiałby, gdyby oni twierdzili, że dwa plus dwa to się równa pięć, ale oni upierali się, że dwa plus dwa to się równa  rower. „Bezpaństwowe lata 1795 – 1918” to jest okres Rzeczpospolitej pod rozbiorami i faktycznie brak państwa ukraińskiego, bo czy mogło być państwowe coś, co wcześniej jako państwo nigdy nie istniało? Ale Huk zauważa, że funkcjonowała wtedy polska „kultura chrześcijańsko-narodowa”, a od 1918  do 1947 roku „wprowadzała ją w życie”. W niezrozumiałych intencjach neguje jednak działalność społeczną i kulturę rusińsko/ukraińską. „Nie ma potrzeby przekonywać, iż termin ,,Rusini” był powszechnie stosowany przez Polaków w odniesieniu do ludności greko-katolickiej co najmniej do końca I wojny światowej. Jak się jednak okazuje również ukraiński ruch narodowy zapoczątkowany został przez powstałą około 1832 r. tzw. ,, Ruską Troicę”. Z kolei w 1862 r. założona została kulturalno-oświatowa ,,Ruska Besiada”. Co więcej, do 1913 r. Towarzystwo ,,Proswita” (Oświata) wydało m.in. 20 tomową serię Ruskie pisarstwo, w której zebrane zostały utwory takich pisarzy ukraińskich jak: G. Kwitko-Osonowienko, S. Rudniański, O. Storożenko, T. Szewczenko czy też I. Worobkiewicz.

Jak się podaje zainteresowaniem wśród społeczeństwa ukraińskiego cieszyła się też Historia Rusi oraz Geografia Rusi, także wydana przez ,,Oświatę”. Z kolei jeden z periodyków wydawanych przez założone w 1873 r. we Lwowie Towarzystwo Naukowe im. T. Szewczenki nosił tytuł ,,Ruska Biblioteka Historyczna”. Wśród innych tytułów cyklicznych wydawnictw tego Towarzystwa odnaleźć można: ,,Materiały do etnologii ukraińsko-rusińskiej” (20 tomów), ,,Źródła do historii Ukrainy-Rusi” (11 tomów), ,,Pamiątki języka i literatury ukraińsko-ruskiej” (7 tomów) czy też ,,Archiwum ukraińsko-ruskie” (13 tomów). Warto też nadmienić, iż prowadzenie tak szerokiej działalności wydawniczej możliwe było dzięki działającej przy nim ,,Ukraińsko-ruskiej spółki wydawniczej”. W uzupełnieniu należy dodać, iż inna, niezwykle zasłużona na polu krzewienia ukraińskiej oświaty i wychowania organizacja, ,,Ruskie Towarzystwo Pedagogiczne”, funkcjonowała pod tą nazwą od momentu założenia w 1881 r. do 1912 r. Dopiero po tym roku, zgodnie z późniejszymi wymogami języka literackiego, przemianowano ją na ,,Ukraińskie Towarzystwo Pedagogiczne”. Można więc odnieść wrażenie, że i sami Rusini stopniowo ,,stawali się” Ukraińcami. Powstanie wielu towarzystw kulturalno-oświatowych związanych było w dużej mierze z ukraińskim ruchem narodowym skoncentrowanym przede wszystkim na terenie zaboru austriackiego w tzw. Galicji, choć rząd carski również starał się wygrać kartę ukraińską. /.../ Pod polskimi rządami we Lwowie Ukraińcy bez przeszkód mogli prowadzić swoją działalność w szeregu organizacji. Wśród ważniejszych należy wymienić powstałe w 1910 r. Ukraińskie Towarzystwo Lekarskie wydające dwumiesięcznik ,,Likarskyj wistnyk”. Podaje się, że w 1935 roku należało do niego 299 lekarzy, a około 20% pozostawało poza organizacją. W 1925 roku reaktywowany został Okręgowy Lwowski Związek Lekarzy Państwa Polskiego. Z kolei lwowskie środowisko ukraińskich adwokatów skupiało się w Sojuzie Ukraińskich Adwokatów. Towarzystwo wydawało kwartalnik ,,Żyttia i Prawo”. W 1937 roku należało do niego 336 adwokatów oraz 136 aplikantów. Nauczyciele ukraińscy zrzeszali się w Uczytelskiej Hromadzie. Towarzystwo od 1925 roku wydawało kwartalnik ,,Ukraińska Szkoła”. Drugą organizacją było powstałe w 1905 roku Towarzystwo ,,Wzajemna Pomoc Ukraińskich Nauczycieli” zrzeszające w 1923 roku 2078 członków, a w 1929 już 2563 osoby. W 1935 roku działało przy nim 38 oddziałów. Funkcjonował fundusz stypendialny oraz emerytalno-zapomogowy i spółdzielnia kredytowa ,,Uczytelska Kasa”. Organizacja wydawała miesięcznik ,,Uczytelske słowo”. Działały też organizacje skupiające ukraińską inteligencję techniczną. Wśród nich wymienić należy Ukraińskie Towarzystwo Techniczne, zrzeszające w 1938 roku 493 członków, z których większość mieszkała i pracowała na terenie Galicji i województwa wołyńskiego. Organizacja wydawała kwartalnik ,,Techniczni Wisty”. W 1936 roku utworzono we Lwowie Towarzystwo Ukraińskich Agronomów wydające ,,Ukraińskuj Agronomicznyj Wistnyk”. Ukraińscy ludzie pióra zrzeszyli się m.in. w Towarzystwie Literatów i Dziennikarzy im. I. Franko. Od 1935 roku wydawany był we Lwowie dwutygodnik ,,Nazustricz”. Jaskrawym przykładem innego rodzaju ,,twórczości” był miesięcznik ,,Wisnyk”, którego redaktorem był Dmytro Doncow, uważany za twórcę ideologii ukraińskiego nacjonalizmu. ,,Wisnyk” był pismem prezentującym w szczególny sposób postawę nacjonalistyczną i antypolską. Doncow ,,wsławił” się też inną, wydaną w 1926 roku we Lwowie pracą pt. ,,Nacjonalizm”, stanowiącą ideologiczny ,,katechizm” ukraińskich nacjonalistów, co więcej, napisaną w dialekcie halickim, gdyż jego autor nie znał literackiego języka ukraińskiego. Malarze i rzeźbiarze ukraińscy zrzeszeni byli w Ukraińskim Towarzystwie Przyjaciół Sztuki. Swą twórczość mogli prezentować w salach udostępnionych przez Towarzystwo Naukowe im. Szewczenki. Warto zaznaczyć, iż jeden z wybitniejszych ukraińskich malarzy, Oleksy Nowakiwśkyj był synem leśnika. Ukończył ASP w Krakowie, a następnie mógł rozwijać swój talent pod kierunkiem Polaka Juliana Fałata i Ormianina Teodora Axentowicza. Wydaje się jednak, że największe znaczenie dla etnosu ukraińskiego miał rozwój spółdzielczości, zapoczątkowany jeszcze w XIX wieku. Przede wszystkim znajdowała w nich zatrudnienie inteligencja ukraińska, której wobec częstych i uzasadnionych zarzutów nielojalności, trudniej było otrzymać urzędowe posady. Należy zaznaczyć, iż z uwagi na strukturę społeczną dominowały przede wszystkim spółdzielnie o charakterze rolniczym. Podaje się, że w 1934 roku w spółdzielniach ukraińskich znalazło zatrudnienie 12 109 osób, zaś dwa lata później już 14 037. Dość często spotykamy się z próbami niektórych historyków, zmierzającymi do przenoszenia odległych w czasie realiów feudalnych na dwudziestowieczny grunt. W ten sposób częstokroć próbuje się usprawiedliwiać zawiły przyczynowo-skutkowy przebieg historycznych procesów. Paradoksalnie stereotyp Polaka pana i ciemiężonego przez niego biednego Ukraińca, zainspirowany został przez sowietów i miał służyć zwaśnieniu stron. Można pokusić się o stwierdzenie, iż w tym wypadku pogrobowcy sojuszu sierpa i młota ze swastyką nadal mają się dobrze. Owszem byli bogaci Polacy, ale też całe wsie ukraińskie bywały zamożne.” (Krzysztof Bąkała: Przybyli na Wołyń nieproszeni… W: NIEPODLEGŁOŚĆ I PAMIĘĆ 2013, nr 3-4)

„Mało kto zwraca uwagę na to, że pierwsze powstanie kozackie pod wodzą Krzysztofa Kosińskiego wybuchło w 1591 r., a więc 22 lata po aneksji Ukrainy do Korony. Analogicznie, antypolskie powstanie chłopskie na Wołyniu w 1943 r. wybuchło 24 lata po inkorporacji tego kraju przez Rzeczpospolitą Polską. Ciągu powstań w latach 1591–1943 r. nikt nie kwalifikował jako pragnienia skolonizowanych i wydziedziczonych autochtonów utrzymania się przy życiu w ramach rodzimej kultury.” (s. 144)
Powstanie Krzysztofa Kosińskiego (1591-1593), było pierwszym powstaniem kozackim przeciwko I Rzeczypospolitej, którym dowodził samozwańczy hetman kozacki Krzysztof Kosiński. Przyczyną wybuchu buntu był spór prywatny polskiego szlachcica Kosińskiego z Podlasia z ruskim magnatem kresowym Januszem Ostrogskim, który rościł sobie prawa do nadanych wcześniej Kosińskiemu dóbr Rokitno i Olszanice. Zatarg prywatny przeistoczył się w powstanie kozacko-chłopskie. Rozpoczęły się niczym niepohamowane łupiestwa polskich dworów, szczególnie dotkliwe na Wołyniu. Powstańcom udało się zdobyć Kijów, Trypol i Perejasław. Sam Kosiński powoli zaczął tracić kontrolę nad niekarnym wojskiem kozackim, które coraz bardziej bezlitośnie łupiło swoich wczorajszych panów. Do ostatecznej rozprawy z kozakami doszło 2 lutego 1593 podczas bitwy pod Piątkiem. Wojska Kosińskiego (5 tysięcy kozaków i 26 armat) zostały doszczętnie pobite przez pospolite ruszenie i wojska prywatne księcia Janusza Ostrogskiego i księcia Aleksandra Wiśniowieckiego, starosty czerkaskiego. 10 lutego Kosiński i inni przywódcy kozaccy podpisali kapitulację wobec zwycięskich magnatów.” (http://powstaniakozackie.blogspot.com/p/powstanie-krzysztofa-kosinskiego-1591.html).  O „ciągu powstań w latach 1591 – 1943” poza Hukiem nie pisze nikt, kończą się one bowiem  w 1768 roku tzw. koliszczyzną, rzezią Humania oraz ostateczną  likwidacją problemu „powstań kozackich” przez Rosję „jako pragnienia skolonizowanych i wydziedziczonych autochtonów utrzymania się przy życiu w ramach rodzimej kultury.” Z której „zostali wyrzuceni” - jako podaje Huk na s. 143 - „skolonizowani i wydziedziczeni autochtoni”do roku 1943. Wynika stąd, że od 1944 roku już „rodzima kultura” utrzymywała ich przy życiu. Tezy absurdalne, więc Huk nawet nie próbuje je uzasadniać.       

„W 1387 r. Ruś przyłączono do państwa polskiego, ale po tym, jak ta sama Ruś spotkała się z Ukrainą w wyniku aktu z 1569 r., politykę Korony dyktowali panowie z Ukrainy, o których do dziś nie wiadomo, kim byli. Polska historiografia narodowa i nacjonalistyczna skonstruowała z nich winowajców wszystkich nieszczęść. Tymczasem ci zrobili z nią to, co uważali za najlepsze dla  niej i samych siebie: zlikwidowali. Reakcją na zagrożenie własności i bezpieczeństwa osobistego przez powstanie chłopskich autochtonów – Koliszczyznę – stał się demontaż Korony Królestwa Polskiego i całej Rzeczypospolitej dokonany przez właścicieli ziemskich podczas konfederacji targowickiej.” (s. 146 - 147)  
Być może tutaj Huk ma rację: wolność kozacka i wolność magnacka (ambicje i prywata) doprowadziły do klęski Rzeczpospolitą i pogrzebały dążenia Kozaków narodotwórcze, a nawet państwowotwórcze, aczkolwiek nie mające nic wspólnego z Ukrainą, poza nazwą terytorium. Ofiarą kozackich rzezi byli także Żydzi i unici (czyli Rusini/Ukraińcy). Zastanawia to „spotkanie się Rusi z Ukrainą w wyniku aktu z 1569 r.”, czyli w wyniku unii lubelskiej zawartej pomiędzy Koroną Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, bo w dokumentach nie ma o tym wzmianki. Ale czy można spotkać się z czymś, co jeszcze przez parę wieków nie istniało. Jaką to politykę Korony i w jaki sposób „dyktowali panowie z Ukrainy, o których do dziś nie wiadomo, kim byli”? Ukrainy wówczas nie było, więc i jej panowie do dziś nie są znani, chociaż podobno polska historiografia zrobiła z nich winowajców wszystkich nieszczęść. Szkoda, że nie są znani nawet Hukowi, chociaż o nich pisze. Pozostawia więc nam nadal „jądro ciemności”.   

„Prawosławna Koliszczyzna z 1768 r. powtórzyła się jako prawosławna rabacja w 1943 r. na Wołyniu i jej „schizmatycka” odmiana w Galicji w 1944 r., czerpiąc ze wspólnego prawosławnego rodowodu.” (s. 151 – 152)  
„Wśród polskich historyków – pominiemy ukraińskich, radzieckich oraz rosyjskich, bo zgodnie upatrywali i upatrują w koliszczyźnie sprawiedliwą i nieinspirowaną walkę z „przemocą polskich panów”, na jotę nie zająknąwszy się o zbrodniach jego uczestników – zdania są rozbieżne. Niektórzy, jak dawniejsi – Józef Szujski i Władysław Konopczyński oraz współcześni, m.in. Antoni Mironowicz – to zwolennicy tezy o rosyjskiej inspiracji, choć z różnych powodów. Intryga miała polegać na wykorzystaniu nienawiści pańszczyźnianego chłopstwa ukraińskiego do polskiej szlachty podsyconej przez Melchizedeka, fanatycznego i skonfliktowanego przede wszystkim z unitami ihumena prawosławnego klasztoru Motronińskiego, wspieranego przez czynniki wojskowe, zależne od [rosyjskiego] Kolegium Wojny i ideą obrony prawosławia zagrożonego przez konfederację barską. /.../ Wszelako należy zwrócić uwagę, że w perspektywie wybuchu wojny z Turcją jak najszybsza pacyfikacja konfederacji barskiej i uniemożliwienie rozlania się jej na Ukrainę stała się dla Rosjan nakazem chwili. Stąd nie tylko błyskawiczne działania przeciw twierdzy barskiej korpusu generała Michaiła Kreczetnikowa i wojsk koronnych hetmana Jana Klemensa Branickiego, ale też pacyfikacja koliszczyzny. Inna sprawa, że rosyjscy urzędnicy na Kijowszczyźnie niemal od początku wybuchu konfederacji doskonale orientowali się w rozwoju wydarzeń. /.../ W tym czasie Żeleźniak formował oddział hajdamaków w Chłodnym Jarze w pobliżu monasteru Motronińskiego koło Czehrynia. Interesujące, że siczowa starszyzna długo nie miała pojęcia, kim on jest. Dopiero 2 lipca na ich zapytanie ataman kurenia timoszejewskiego Wasyl Korż przekazał nieco informacji na jego temat: będąc w rejestrze przy kureniu timoszejewskim, urodzony w okręgu polskim [na terytorium Korony] we wsi Ikwiniec, Maksym Żeleźniak od czasu przybycia swojego [na Zaporoże], pięć lat pracował na zlecenie i jako sługa, a w 1762 roku, kiedy się odłączył, żył [tekst nieczytelny], skąd w różnych tutejszych miejscach różnym zajęciem się parał; po tym, jak był w tymże 1762 roku puszkarzem [artylerzystą], opuścił Sicz, przebywał na Niżu wśród Kozaków, potem w tureckim mieście Oczaków pracował w szynku. W kwietniu 1768 roku, kiedy do liczącego ok. 500 mołojców oddziału Żeleźniaka wciąż napływali nowi, nasilającemu się zbiegostwu z Siczy próbowała przeciwdziałać starszyzna kozacka. Zaapelowała ona do zamożnych Kozaków, aby oni od siebie swoich sług, którzy skłaniają się ku tym buntownikom w polskim okręgu, na to zło do Polski przyłączać się nie pozwalali. Jednak te wysiłki na nic się zdały. Na początku czerwca liczący już 3 tys. ludzi oddział Żeleźniaka podzielony na trzy grupy ruszył na Kijowszczyznę, zdobywając Żabotyń, Śmiłę, Czerkasy, Korsuń, Bohusław, Kaniów, Moszny i Lisiankę. Wspomagało go okoliczne chłopstwo i Kozacy z dóbr magnackich, którzy współdziałając z hajdamakami lub samodzielnie, łupili dwory i osady szlacheckie, mordując wszystkich nieprawosławnych – szlachtę, duchowieństwo katolickie i unickie oraz Żydów. Ruch szybko nabrał charakteru powstania, bo dzięki emisariuszom Żeleźniaka doszło do wystąpień chłopstwa i hajdamaków na Podolu, Wołyniu oraz w województwach bełskim i ruskim. Zaczęły się szerzyć pogłoski o rzekomej Złotej Gramocie, w której caryca Katarzyna jakoby przyzwalała na rozprawę ze wszystkimi wrogami prawosławia na Ukrainie. Tyle że dokumentu nikt nie widział, a jeśli była to dezinformacja, to trudno powiedzieć, jakie było jej źródło. W odezwie Żeleźniaka do ukraińskiego chłopstwa – mimo krwawych pogróżek pod adresem ich ciemiężycieli – nie ma nawet wzmianki o niej. Również dowódcom rosyjskich i polskich wojsk, pacyfikujących bunt nie udało się potwierdzić jej istnienia. Niewykluczone, że był to propagandowy wybieg ihumena Melchizedeka, podchwycony przez Żeleźniaka. Możliwe, że celem przywódcy buntu było pójście w ślady Chmielnickiego i utworzenie państwa kozackiego – hetmanatu. Bezwzględność buntowników wywołała exodus szlachty, która tysiącami uciekała na zachód, nierzadko też do Rosji. Punktem zwrotnym okazała się rzeź Humania 20–21 czerwca 1768 roku. Miasto i zamek, własność wojewody kijowskiego Franciszka Salezego Potockiego, silnie umocnione i bronione przez duży garnizon liczący 2,5 tys. ludzi pod dowództwem Rafała Mładanowicza, stały się azylem dla szlachty uciekającej przed rewoltą. 20 czerwca, kiedy zbliżał się 1000-osobowy oddział Żeleźniaka i tłumy chłopów, Mładanowicz wysłał do niego na pertraktacje setnika kozackiego i dowódcę dworskiej milicji wojewody kijowskiego Iwana Gontę. Ten jednak zdradził i znając słabe strony obrony, przyczynił się do zdobycia miasta przez hajdamacko-chłopską „armię”. W dwudniowej straszliwej rzezi zdobywcy nie oszczędzili nikogo: szczególnie zapamiętale mordowano Żydów oraz kler katolicki i unickich mnichów z miejscowego klasztoru bazyliańskiego. Szacuje się, że zginęło wtedy od 2,5 do 5 tys. cywilów i żołnierzy. Koliszczyzna, która po rzezi humańskiej rozlewała się coraz szerzej, zaniepokoiła rosyjskie władze. Bunt zaczął przybierać masowy charakter rabacji chłopskiej nie tylko o charakterze antyfeudalnym. Szeregi powstańców szybko rosły, szczególnie wobec bezradności polskiej administracji zmiecionej z rejonów pogrążonych w chaosie, ale także na fali popularności Żeleźniaka, który ogłosił się księciem smilskim i hetmanem kozackim, Gonty, „księcia humańskiego”, i najaktywniejszych hajdamackich pułkowników z Zaporoża – Mikity Szwaczka, Sarażyna i innych. Do koliszczyzny przyłączały się nawet oddziały polskiej piechoty, które zostały wysłane na Ukrainę do walki z buntownikami: roty rotmistrzów Rogowskiego, Dzierkałowskiego i Czopowskiego oraz 500-osobowy oddział Będzińskiego, wysłany na pomoc przez hetmana litewskiego Michała Kazimierza Radziwiłła. Zaniepokojeni rozwojem sytuacji Rosjanie przystąpili do działań. Pograniczni urzędnicy zaczęli udzielać schronienia szlachcie i Żydom, na co skarżyli się hajdamaccy dowódcy. Ataman hajdamaków Siergiej Nieżywyj i sotnik Wasyl, domagając się wydania zbiegów, bezczelnie brali pułkownika Horwata pod włos: Nie wiemy, z jakiej przyczyny Najwielmożniejszy Pan przyjmuje tych pogańsko-niewiernych wrogów i nieprzyjaciół Jej Cesarskiej Wysokości, chyba Najwielmożniejszemu Panu hojnie zapłacili, że ich przyjmuje? Za co? Prosimy odebrać im majątki i na tę stronę do nas wydać. Należało ukrócić także nasilające się zbiegostwo Kozaków i chłopów z lewobrzeżnej Ukrainy, którzy przyłączali się do koliszczyzny. Tym bardziej że część z nich na miejscu zaczęła dokonywać samosądów (rzeź mieszkańców Palejowego Jeziora przy granicy z imperium osmańskim, a nawet wtargnięcie hajdamaków na terytorium tureckie). W końcu czerwca na pomoc przygotowującym się do pacyfikacji koliszczyzny wojskom generała Kreczetnikowa oraz współdziałającym z nim oddziałom koronnym Franciszka Ksawerego Branickiego z Rosji pospieszyły pułki karabinierów pułkownika Protasiewa, huzarów pułkownika Czorbiego, jelecki pułk piechoty oraz kilkuset Kozaków dońskich z Lewobrzeża. Kreczetnikow chwycił się podstępu: do stacjonujących w Humaniu hajdamaków Żeleźniaka i Gonty pchnął pułk Kozaków dońskich pułkownika Guriewa, który zakomunikował im, że przybywa z pomocą przeniesienia powstania na Wołyń. W nocy z 6 na 7 lipca obaj przywódcy buntowników, zwabieni do namiotu Guriewa, zostali aresztowani, a 3 tys. hajdamaków i chłopów trafiło do niewoli. Żeleźniak niebawem został odesłany do Rosji, gdzie po wyrwaniu nozdrzy oraz wypaleniu na czole i policzkach znamion przestępcy politycznego, został zesłany do Nerczyńska. Gontę natomiast, po makabrycznych torturach (obdzieranie ze skóry), stracono podczas publicznej egzekucji w Serbach na Bracławszyźnie. Krwawa rozprawa z uczestnikami koliszczyzny trwała do jesieni.” (Tomasz Bohun Dariusz Milewski: Wojny polsko-kozackie; Warszawa 2019) Rabacja grekokatolickiej Galicji w 1944 roku była „schizmatycką” odmianą prawosławnej „rabacji” na Wołyniu w 1943 roku? A „rabacja” we wrześniu 1939 roku w grekokatolickiej Galicji czerpała „ze wspólnego prawosławnego rodowodu”? Z tez Huka wynika więc, że ludobójcza koncepcja integralnego nacjonalizmu ukraińskiego miała rodowód prawosławny, chociaż powstała na terenie grekokatolickiej Galicji i tutaj zaczęli ją realizować ukraińscy faszyści już we wrześniu 1939 roku oraz kontynuowali od 22 czerwca 1941 roku. Ale przecież „powstańcy” Gonty wyrzynali duchownych unickich, a w Humaniu np. wycięli w pień unickich mnichów z miejscowego klasztoru bazyliańskiego. Dopiero „mistrz” Doncow i jego „uczniowie” doprowadzili do swoistego „świętego przymierza” prawosławia i grekokatolicyzmu skierowanego przeciwko katolicyzmowi i judaizmowi, a więc głównie przeciwko Polakom oraz Żydom. W realizacji tego celu każdy środek był dobry, co Ukraińcom wpajał „dekalog 10 przykazań ukraińskiego nacjonalisty”, który zastąpił „Dekalog 10 Przykazań Bożych”.

W podrozdziale Polsko-rosyjska sztafeta kolonialna Huk pisze: „Kolonizując Ukrainę, elity cesarstwa rosyjskiego powtórzyły prawie wszystkie koncepty polskie, a prawosławna Cerkiew moskiewska– rzymskokatolickie.” (s. 153)
Rosja nie miała więc własnego konceptu kolonizacyjnego, musiała oprzeć się o koncept  polski, a prawosławna Cerkiew moskiewska o rzymskokatolicki. Nie miała żadnych doświadczeń kolonizacyjnych, musiała korzystać z dorobku polskiego? Do czasu kolonizacji Ukrainy (ówczesnej dzielnicy Rzeczpospolitej) istniała pokojowo wyłącznie w swoich „etnicznych” granicach. Bo o dobrowolnych uniach cesarstwa rosyjskiego „wolni z wolnymi, równi z równymi” historiograf „rozumiejący” nic nie pisze.

W podrozdziale Nowy język Huk stwierdza: „Większość wydarzeń historycznych między Rusinami/Ukraińcami a Polakami nie została postkolonialnie ujawniona i nazwana, ponieważ historycy polscy piszą z pozycji świadków na przykład tragedii wołyńskiej z 1943 r., a ukraińscy – tragedii Pawłokomy. W sposób nieunikniony odsuwa to moment zaistnienia historiografii rozumiejącej.” (s. 156)
„Tragedia wołyńska” to ludobójstwo okrutne dokonane przez UPA i chłopów ukraiński na około 70 - 80 tysiącach cywilnej ludności, głównie  rodzin polskich chłopów, w około 1100 polskich wsiach i koloniach oraz w nieznanej ilości wsi z ludnością mieszaną (głównie ukraińską, polską i czeską)  - „tragedia Pawłokomy”, to rozstrzelanie przez polską samoobronę około 150 mężczyzn Ukraińców jako odwet za wcześniejsze mordy dokonane na Polakach przez mieszkańców tej wsi. To tak jakby jakiś historiograf rosyjski porównał Wielki Głód z zamordowaniem kilku rodzin sowieckich przez banderowców w 1945 roku. „Historycy polscy z pozycji świadków” piszą o ludobójstwie, a nie o  „tragedii wołyńskiej z 1943 r.”, Huk chyba nie twierdzi, że np. Wołodymyr Wiatrowycz jest historykiem polskim? Chociaż, być może, domieszkę krwi „cużyńców” ma, jak większość nacjonalistów ukraińskich. Ale taka jest specyfika „genetyczna” nie tylko Europy i nie tylko na pograniczu narodowości.   

„Cesarstwo Rosyjskie zwracało się jeszcze przeciw przeszłości, którą była XVIII-wieczna Korona. Pragnęło osłabić katolicką wspólnotę Rusinów i Polaków: prześladowało pierwszych, aby wzmocnić siebie kosztem osłabienia tych drugich. Natomiast III Rzesza postawiła już na różnicę dotyczącą ukraińsko-polskiej rozgrywki nie o przeszłość, a przyszłość. Stąd wyróżnienie Ukraińców galicyjskich, jakkolwiek Adolf Hitler także był spadkobiercą monarchii habsburskiej i jej praktyki nazywania Rusinów odrębnym bytem. Bardzo ważne jest także to, że nazizm pod nazwą Reichskommissariat Ukraine ukrył Wołyń jako biologiczną bazę surowcową. III Rzesza kontynuowała praktyki z czasów Cesarstwa Rosyjskiego, II Rzeczypospolitej i ZSRR: upodrzędniła i sprowadziła autochtonów do roli maszyn produkujących żywność, chociaż propagowała ideę uczestnictwa „wyzwolonych” narodów w Europie i obronę kontynentu przed bolszewizmem.” (s. 160)
To w końcu Cesarstwo Rosyjskie powtórzyło „ prawie wszystkie koncepty polskie „(jak pisał Huk na s. 153), czy „ zwracało się  przeciw przeszłości, którą była XVIII-wieczna Korona”? Było „za”, a nawet „przeciw”? W geopolityce ukraińskiej ani Monarchia Habsburska, ani Związek Sowiecki w latach 1939 – 1941, ani III Rzesza w latach 1941 – 1944, nie były „okupantami ziemi ukraińskiej” -  jeśli już to „wyzwolicielami” - okupantem zawrze była tylko Rzeczpospolita. Takie tezy podał Huk. Cesarstwo Rosyjskie osłabiało „katolicką wspólnotę Rusinów i Polaków”? Przecież wcześniej stwierdził, że takowej nigdy nie było. Zmienił zdanie w trakcie opracowywania swojej historiografii o ”jądrze ciemności”? „Wyróżnienie Ukraińców galicyjskich” to m. in.: „Położenie ludności ukraińskiej w stosunku do ludności polskiej było w Generalnej Guberni uprzywilejowane. W miastach dystryktu lubelskiego i krakowskiego zorganizowano dla Ukraińców konsumy, w których mogli otrzymać żywność i różne towary po cenach urzędowych. Do konsumów tych dostęp Polaków był zabroniony. Podobnie kwitki żywnościowe dla ludności ukraińskiej były uprzywilejowane w stosunku do ludności polskiej. Ukraińcy otrzymywali na nie racje dzienne 930 kalorii, podczas gdy Polacy 654 kalorie. Ukraińcy posiadali inne niż Polacy dowody osobiste. W administracji okupacyjnej pracowało wielu Ukraińców zajmując stanowiska wójtów, sołtysów oraz urzędników w starostwach” (Z. Konieczny: Stosunki polsko-ukraińskie na ziemiach obecnej Polski w latach 1918 – 1947, Wrocław 2006, s. 44).  
Podrozdział „Nowy język” pomijam, jest to wyłącznie „nowy język” Huka, powtarzany od czasu tworzenia narodu ukraińskiego, czyli zmiany nazwy Rusina na Ukraińca. Ma on tradycję już ponad stuletnią.    

W podrozdziale „Dekonstruowanie Marszałka, czyli cóż po powstaniu z 1863 r.”, Huk pisze: „Interesująca jest forma komunikacji pomiędzy ukraińskim projektem niepodległościowym z lat 1918– 1944, a polskim szlacheckim ruchem na rzecz odbudowy Rzeczypospolitej w okresie powstania styczniowego. Najogólniej rzecz ujmując, nacjonaliści ukraińscy odegrali wtedy rolę podobną do polskiej szlachty w XIX w.: będąc nieliczną grupą starali się narzucić siebie, także przemocą, pozostałym grupom społecznym i stać się ich reprezentacją, opierając się na retoryce o wyzwoleniu narodu, który w rzeczywistości nie istniał. Świadczy to o wpływie myślenia XIX-wiecznych elit polskich na ukraiński nacjonalizm, a z drugiej strony o odwzorowywaniu przez OUN modelu polskiego i wprost o uzależnieniu się jej ideologów od agresywnych treści obecnych w neosarmackim nacjonalizmie narodowodemokratycznym. Oto jak, w najogólniejszym zarysie, endecja wymogła na zdominowanych Rusinach ukraińskość i własną tragedię na Wołyniu”. (s. 162)
Czyli „polski szlachecki ruch” w kresie powstania styczniowego głosił ideę Rzeczpospolitej „czystej jak szklanka wody” poprzez wymordowanie wszystkich „czużyńców”?  Endecja istniała już w okresie powstania styczniowego, co doprowadziło ją do „tragedii na Wołyniu? A Dmytro Doncow oraz inni ideolodzy OUN czerpali natchnienie z z idei Hugo Kołłątaja i Stanisława Staszica, a nie, jak podaje prof. B. Grott: „ Istotne miejsce zajmuje u Doncowa także i rasizm. Ukraiński ideolog swoje poglądy na ten temat kształtował pod wpływem takich, niemieckich teoretyków rasizmu jak Hans Günter i Ludwik Claus.” Ale także korzystał z „Mein Kampf” A. Hitlera, dokonał też jego  przetłumaczenia na język ukraiński. Byli oni endekami i na nich „odwzorowywał”się OUN? Tego nawet propaganda stalinowskich politruków nie potrafiła wykoncypować.   

„Ważne zagadnienia polsko-ruskie/ukraińskie XIX–XX w. można przemyśleć i rozumieć w kontekście powstania styczniowego. Historiografia ukraińska przeważnie nawet nie odnotowuje tego wydarzenia, a Polska interesuje się nim tylko po to, aby wykazać niezrozumiałą niechęć chłopstwa ruskiego do wyzwolenia się z objęć państwa rosyjskiego w imię dawnej wielonarodowej Rzeczypospolitej i skorzystania z dobrodziejstw kultury polskiej. Stanowi to typowo kolonialną figurę dostrzegania w czynniku ruskim i ukraińskim jedynie takiego, który może być z Polską lub z Rosją, ale zasadniczo nie może mieć w dziejach własnych celów.” (s. 162)
Pańszczyźniani chłopi, zarówno polscy jak i rusińscy, nie brali samorzutnie udziału w powstaniu styczniowym, dopiero w przypadku, gdy ich „pan” brał udział. I taka była tutaj „kolonialna figura”.   

„Później dla XX-wiecznego rządu emigracyjnego o autonomii dla powojennej Galicji Wschodniej czy Wołynia także nie mogło być mowy. Przeciwnie – w odezwie z 30 lipca 1943 r. Krajowa Rada Polityczna Narodu Polskiego oświadczała: „nie zrezygnujemy ze wschodnich ziem Rzeczypospolitej”. (s. 166)
 „Byłem bliskim współpracownikiem inż. Romana Żurawskiego, właściciela majątku ziemskiego w Leszczkowie powiat Sokal. Na początku lat 30-tych przy majątku zbudował on fabrykę włókienniczą wytwarzającą wełniane, samodziałowe materiały ubraniowe i nieprzemakalne materiały okryciowe. /.../ Zakłady leszczkowskie przeznaczyły znaczne kwoty na pomoc społeczną za pośrednictwem Rady Głównej Opiekuńczej w Krakowie. Ludziom, których wojna pozbawiła środków do życia, inż. Żurawski nie odmawiał także pomocy indywidualnej. Jego społeczne zaangażowanie wykorzystał grekokatolicki ksiądz – Ukrainiec Józef Kładoczny, były sekretarz arcybiskupa grekokatolickiego we Lwowie – Andrzeja Szeptyckiego. Kiedy poprosił Żurowskiego o wsparcie, uzyskał nie tylko pomoc materialną, ale także opiekę, przyjaźń i zaufanie. I jak się później okazało, Józef Kładoczny ten ksiądz ukraiński, jak wąż jadowity wśliznął się do rodziny Żurowskich, a za okazaną pomoc i przyjaźń odpłacił się wydaniem rodziny Żurowskich w ręce gestapo. Inż. Żurowski został zamordowany w katowni gestapo na Alei Szucha. Jego żona Karolina oraz córki Maria i Klementyna przeżyły tragiczne lata w obozie w Ravensbrück, a córka Anna zginęła w obozie na Majdanku. /.../  Rok 1942, późna jesień. R. Żurowski powrócił ze Lwowa. W zacisznym gabinecie na Brackiej 13 przy czarnej kawie opowiadał mi w zaufaniu: „Zrobiliśmy wielką rzecz. Zawarliśmy unię polsko-ukraińską – oczywiście na czasy powojenne. Stanu przedwojennego w Małopolsce Wschodniej utrzymać się nie da. Sprawa ruska musi być uregulowana”. – „Kto, z kim, gdzie?” – zapytałem. Zebranie odbyło się we Lwowie u św. Jura, u metropolity Szeptyckiego. Ze strony ukraińskiej byli obecni: sędziwy metropolita grekokatolicki, jego były sekretarz – ksiądz Kłodoczny organizator zebrania, były wicemarszałek senatu R.P. – Wasyl Mudryj i poseł Wasyl Boluch. Ze strony polskiej – zastępca Delegata Rządu (londyńskiego) na Kraj, ja i inni (o ile nie mylę się – były wojewoda lwowski Dunin – Borkowski). Zebranie zagaił metropolita. W przemówieniu wyraził ubolewanie, że stosunki polsko-ukraińskie tak się zaogniły i że on sam tu nieco zawinił. Żałował jedynie, że już krótki czas, jaki pozostał Mu w życiu nie pozwoli na pogodzenie zwaśnionych bratnich narodów, itp. Zebranie powzięło ważkie decyzje o przyszłym zgodnym współżyciu polsko-ukraińskim na zasadach równouprawnionych – w ramach państwowości polskiej” (Karol Borysowicz; w: Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006, s. 1036 – 1038). Zagrożony inż. Żurowski miał uciekać przez granicę do Rumuni. Ale poprosił autora cytowanych wspomnień, kpt. AK Karola Borysowicza także o lewą „Kennkartę” dla ks. Kładocznego. Inż. Żurowski dostał kenkartę na nazwisko Kossakowski Roman, a ks. Kładoczny na nazwisko Maciejewski. „W pierwszej dekadzie marca 1943 roku otrzymałem gryps treści następującej (cytuję dosłownie): „Kochany Panie Karolu. Przed godziną przywieziono tu zastępcę Delegata Rządu, adw., który był na spotkaniu u Szeptyckiego (proszę czytać podkreślone litery), którego w tramwaju wskazał gestapowcom ks. Kładoczny. Miał Pan rację – nie ufając mu. Jest to prowokator i konfident gestapo”. Ostrzeżenie przed nim, które ukazało się w „Biuletynie Informacyjnym” spowodowało ucieczkę ks. Kładocznego z Warszawy” (jw., s. 1041).  Odnalazł się potem, w SS „Galizien” - „Hałyczyna”, gdy Metropolita Szeptycki powołał  go na kapelana w 30. pułku  piechoty.  

„Dziś trudno jest zrozumieć, że Polacy przez kilka stuleci nie zrobili nic, aby w oczach Ukraińców zaistnieć jako ludzie, a nie jako rzymskokatolicki nadczłowiek-morderca. Podsumowaniem 600-letniej obecności kultury polskiej na Ukrainie było w 1943 r. to, że ludzie znowu rzucili się na ludzi. Jądrem tego skrajnego aktu rozpaczy było to, że jedni utracili jakąkolwiek nadzieję na to, że drudzy kiedykolwiek uznają ich człowieczeństwo.” (s. 168)
W 1943 roku na Wołyniu ludność polska spostrzegana była przez chłopa ukraińskiego  „jako rzymskokatolicki nadczłowiek-morderca”? I z kimś takim tak licznie wiązały się węzłami małżeńskimi Rusinki/Ukrainy? To jakaś paranoja. „Podsumowaniem 600-letniej obecności kultury polskiej na Ukrainie było w 1943 r.” /.../  ludobójstwo nie mające związku z 600-letnią obecnością kultury polskiej, a ślady kultury polskiej są obecne do dzisiaj na Ukrainie, aczkolwiek ocalały z pożogi lat 1943 – 1945 głównie w miastach. Są także dzisiaj systematycznie niszczone bądź fałszowane. Nie z tego powodu, i nie „ludzie na ludzi” rzucili się, ale Ukraińcy na Polaków, w tym wykorzystując swoją kolaborację z okupantami. I to było „jądro rozpaczy” rodzin polskich, w ok. 80 procentach dzieci i kobiet. Czy Ukraina „uzna ich za człowieczeństwo”? Bo, że Huk uzna, można „utracić jakąkolwiek nadzieję na to”.   

„Powstanie styczniowe pozwala także na zrozumienie antypolskiego powstania na Ukrainie Zachodniej w latach 1943–1947. Podczas antyrosyjskiego powstania styczniowego zaistniało wszystko to, co potem nastąpiło w antypolskim powstaniu wołyńsko-galicyjskim. Strategie przeciwpowstańczych działań rosyjskiego aparatu policyjno-wojskowego i administracji cywilnej niezbyt różniły się od polskiego odpowiednika z lat 1944–1947. Od strony sposobów prowadzenia walki UPA nie wniosła niczego istotnie nowego ponad to, co wcześniej zaprezentowali Polacy.” (s. 168)
Powstanie styczniowe pozwoliło Hukowi zrozumieć antypolskie powstanie na Ukrainie Zachodniej w latach 1943 – 1947. Czyli nie zauważył istnienia w latach 1941 – 1944 podczas okupacji niemieckiej  Reichskommissariatu Ukraine oraz  Distriktu Galizien wcielonego do Generalnego Gubernatorstwa. Twierdzi też, że podczas antyrosyjskiego  powstania styczniowego Polacy siekierami i nożami wyrżnęli ponad 200 tysięcy ludności (chyba rosyjskiej, bo powstanie było antyrosyjskie) i spalili ich zagrody. A potem UPA powtórzyła te „sposoby prowadzenia walki”!  

„Chłopi na Ukrainie w powstaniu styczniowym nie byli zabijani przez oddziały szlacheckie – stanowili zbyt cenną siłę roboczą w majątkach, a majątki były częścią przyszłości ważniejszą niż polityczne cele walki. Jednak w latach 1942–1947 chłopi, na przykład na Chełmszczyźnie i Wołyniu, byli zabijani przez AK jako Ukraińcy, którzy odczuwali strach przed perspektywą życia po wojnie w państwie polskim i stawiali opór. Nie mniej ważne jest to, że jak Ukraińcy, tak i Żydzi byli bogaci.” (s. 169)
Chłopi na Ukrainie w powstaniu styczniowym nie byli stroną walczącą i manipulacją jest twierdzenie o jakichś „politycznych celach walki”. Tak samo kłamstwem jest twierdzenie, że w latach 1942 – 1947 na Chełmszczyźnie i Wołyniu byli zabijani jako Ukraińcy, którzy odczuwali strach przed państwem polskim i dlatego stawiali opór.
Igor Hałagida, Ukrainiec, członek Związku Ukraińców w Polsce, profesor historii, pracownik IPN Gdańsk oraz Uniwersytetu Gdańskiego, podaje: „W planach przywódców III Rzeszy „zdobyte” na wschodzie tereny miały zostać w przyszłości całkowicie zgermanizowane. Koncepcję tę zaczęto na większą skalę realizować właśnie w drugiej połowie 1942 r. na terenie dystryktu lubelskiego, głownie na Zamojszczyźnie, gdzie zamierzano stworzyć „wzorcową” kolonię (tzw. pierwszy obszar osiedleńczy) przeznaczoną dla osadników niemieckich. Ofiarą wysiedleń, trwających z przerwami od końca listopada 1942 r. do sierpnia 1943 r. padło ok. 110 tys. Polaków z prawie 300 miejscowości (w tym ok. 30 tys. dzieci). Ponad 11,6 tys. osób zostało zabitych w czasie akcji pacyfikacyjnych spowodowanych rzekomym lub faktycznym wspieraniem partyzantki, a ok. 58 tys. zdołało zbiec i uległo rozproszeniu (częściowo zasilając powstające oddziały podziemia).” /.../ „W 1942 roku w dystrykcie lubelskim zginęło łącznie 382 Ukraińców, spośród których „ aż 316 (82,7 proc.) - zginęła z rąk Niemców lub formacji im podporządkowanych (co najmniej 2 osoby zostały zastrzelone przez polskich policjantów na służbie niemieckiej). /.../ ... tylko 2 osoby zginęły z rąk polskiego podziemia (jedna z rąk AK, druga – BCh). /.../ Ogółem, sumując liczbę osób narodowości ukraińskiej zabitych przez nie-Niemców na terenie dystryktu lubelskiego w pierwszych pięciu miesiącach 1943 r. (222 nazwiska) z ofiarami okresu czerwiec−grudzień (394 osoby), otrzymamy liczbę 616 ofiar. Nie są to jednak dane ostateczne. W elektronicznej bazie danych figuruje bowiem jeszcze 129 nazwisk osób, o których wiadomo, że straciły życie w tym roku, lecz bez sprecyzowanej daty dziennej, a nawet określonego miesiąca. Łącznie z wcześniejszą liczbą ogólną daje to 745 osób. Niestety, w znacznej części przypadków nie udało się ustalić sprawców w sposób niebudzący wątpliwości (choć z pewnością zdecydowana większość z nich to ofiary polskiego podziemia). Fakt taki potwierdzono przy 312 nazwiskach (41,9 proc. „nie-Niemców”), nie licząc 5 osób, które zostały zabite przez partyzantkę komunistyczną.” W całym okresie październik 1939 – lipiec 1944 wg Hałagidy 2221 Ukraińców „z pewnością zostało zabitych przez polskie podziemie”. Nie wymienia, ile osób wśród nich należało do ludności cywilnej, ile tych osób zginęło w akcjach odwetowych lub prewencyjnych, a ile podczas toczonych walk. Hałagida nie pisze o udziale w wysiedleniach i mordach ludności polskiej policji ukraińskiej oraz innych formacji ukraińskich. (Igor Hałagida: Ukraińskie straty osobowe w dystrykcie lubelskim (październik 1939−lipiec 1944) – wstępna analiza materiału statystycznego ; w: Pamięć i Sprawiedliwość, nr 1 z 2017 r.)  Ukraiński Komitet Centralny (UDK) w Lublinie 22 stycznia 1944 roku sporządził w maszynopisie, w języku ukraińskim wykaz Ukraińców zabitych i zamordowanych w okresie od 1 listopada 1941 r. do 12 stycznia 1944 r. we wschodnich powiatach Generalnego Gubernatorstwa, który zawierał 500 osób, w tym m. in. 40 policjantów, 37 działaczy CK, 20 wójtów, 26 sołtysów, 16 działaczy spółdzielczych, 11 księży i diaków, 9 nauczycieli. i 290 chłopów
Materiał ten został przesłany 7 lutego 1944 r. przez działacza UDK Wołodymyra Łewyckiego do Wydawnictwa Ukraińskiego w Krakowie z prośbą o upublicznienie na łamach „Krakiwśkych wistej”. Nie ma w nim informacji o sprawcach zabójstw. Nie wnikając w to, kogo doliczył i na jakiej podstawie w swojej elektronicznej bazie I. Hałagida (przecież tej weryfikacji nie dokona żaden polski historyk), można stwierdzić, że w latach 1942 – 1943 z rąk polskich śmierć poniosło około 500 Ukraińców, przede wszystkim nacjonalistów, kolaborantów i chłopów – donosicieli na Polaków. Stratami polskimi nie zajął się ani IPN ani żaden historyk polskich uniwersytetów. Zrobił to jedynie Stanisław Jastrzębski w opracowaniu „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947” (Wrocław 2007), który oszacował straty ludności polskiej na 14 – 15 tysięcy ofiar. „Stosunki polsko-ukraińskie na tym terenie zaogniło również zachowanie ukraińskich policjantów w służbie niemieckiej. Policjanci ci służyli jako ochotnicy. „Biuletyn Informacyjny” AK pisał o tej formacji jako „znienawidzonej policji ukraińskiej, dopuszczającej się gwałtów i grabieży”. Policjanci i ukraińscy ochotnicy z obozu szkoleniowego w Trawnikach koło Lublina byli angażowani przez okupanta do akcji pacyfikacyjnych. Udział w pacyfikacji wsi Lubelszczyzny oddziałów niemieckich złożonych z ukraińskich ochotników potwierdzają również inne źródła, które podają, iż w tych akcjach brał udział 1. batalion 5. ochotniczego pułku policyjnego SS „Galizien”. Banderowskie kłamstwo o ludobójstwie Polaków na Wołyniu i jego początkach na ziemi chełmskiej w latach 1941–1942, stworzone już podczas wojny, zostało przyjęte przez ukraińską  historiografię emigracyjna jako wygodne uzasadnienie. Kłamstwo to zostało współcześnie przyjęte przez historyków ukraińskich i innych z nimi związanych. Zbrodnie ukraińskich nacjonalistów nie maja nic wspólnego z sytuacja w Lubelskiem w latach 1941–1943, były one sednem integralnego nacjonalizmu ukraińskiego, zmierzającego do budowy państwa monopartyjnego i jednolitego narodowo.” (Czesław Partacz, Krzysztof Łada: Kto zaczął? Polacy i Ukraińcy na Lubelszczyźnie w latach 1941–1943. ANTYPOLSKA AKCJA OUN-UPA 1943–1944; w: FAKTY I INTERPRETACJE,  Warszawa 2002)
„Niemcy przekazali Ukraińcom cały powiat hrubieszowskim, za wyjątkiem gminy Miączyn położonej najbliżej Zamościa przeznaczonej dla osadników niemieckich. Ukraińcy wysiedlali tenże powiat hrubieszowski, co z trudem jest potwierdzone w akademickich podręcznikach historii Polski, jak też w środkach dydaktycznych adresowanych do młodzieży na lekcje historii. Udział Ukraińców w tragedii Zamojszczyzny znajduje udokumentowanie jedynie w relacjach świadków i opracowaniach Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej oraz publikacjach szczegółowych. Akcję wysiedleńczą koordynował specjalny ukraiński komitet do spraw wysiedleń, któremu przewodniczył Jewgen Łukaszczuk. W samej gminie Uchanie - Niemcy wraz z Ukraińcami przeprowadzili 19 akcji wysiedleńczo – pacyfikacyjnych. /.../  Łącznie na terenie powiatu hrubieszowskiego okupant hitlerowski wraz z Ukraińcami dokonał wysiedlenia 64 wsi, wysiedlono 12 224 Polaków, a w ich miejsce osadzono 7072 Ukraińców.  /.../ Trudno uwierzyć, że informacje o udziale Ukraińców w tych jakże doniosłych wydarzeniu historycznym, jakim było wysiedlenie i eksterminacja Zamojszczyzny, z trudem można odnaleźć w podręcznikach historii. /.../ Polaków z powiatu biłgorajskiego wysiedlano, zaś na opuszczone przez nich miejsce kierowano Ukraińców, także na południu powiatu biłgorajskiego w Puszczy Solskiej, skąd jednak szybko uciekli w obawie przed polską partyzantką. Była to tzw. „Ukraineraktion”. Utworzenie niemieckiego pasa osadniczego miało być poprzedzone ukraińskim pasem ochronnym. Jego gorliwym orędownikiem był, jak z czytamy niemieckich dokumentów, prof. Wołodymyr Kubijowycz, przewodniczący Ukraińskiego Komitetu Centralnego w Krakowie.” (Dr Szymon Solak: Rola Ukraińców w niemieckich planach przesiedleńczych na terenie powiatów hrubieszowskiego, biłgorajskiego i zamojskiego, w latach 1941 – 1943, w świetle dokumentów SS i polskiego zbrojnego podziemia; w:  kresykedzierzynkozle.pl/wp-content/uploads/2017/05/dr-Szymon-Solak-referat.pdf ).
W 1942 roku Ukraińcy wspólnie z Niemcami lub samodzielnie brali udział w mordach na ludności polskiej w kilkudziesięciu wsiach. Poniżej przykłady.  
20 marca we wsi Kryniczki pow. Krasnystaw policjanci ukraińscy zamordowali 24 Polaków i spalili ich gospodarstwa.
30 marca we wsi Wywłoczka pow. Zamość Niemcy z Ukraińcami rozstrzelali 6 Polaków: małżeństwo, ojca z córką oraz 2 kobiety. 16 kwietnia we wsi Zaporowszczyzna pow. Hrubieszów esesmani ukraińscy z podoficerskiej szkoły w Trawnikach rozstrzelali w lesie 15 Polaków pochodzących z powiatu hrubieszowskiego. 10 maja w kol. Wisieńki pow. Zamość esesmani ukraińscy rozstrzelali na skraju lasu 11 Polaków. Wieś ta w maju 1942 przeżyła jeszcze trzy kolejne pacyfikacje, w których zginęło w sumie 23 osoby. 18 maja we wsi Leszczanka pow. Chełm esesmani ukraińscy (prawdopodobnie ze szkoły w Trawnikach) zastrzelili 8 Polaków, w tym 4 kobiety: „ Z opowieści mojego taty wynikało, że zginęło tam 9 mężczyzn. A było to tak: (wg jego opowiadania) wybrano 9 młodych kobiet, ale po dłuższym namyśle zrezygnowano z rozstrzelania ich, lecz na to miejsce wybrano 9 mężczyzn. Znam to miejsce, w którym była egzekucja, obecnie stoi tam krzyż. Ciało mojego dziadka zostało pochowane nieopodal tego miejsca w lesie. Dopiero po zakończeniu wojny tata mój odkopał zwłoki i przewiózł na cmentarz w Kaniem. Obok mogiły mojego dziadka pochowanych jest jeszcze dwóch mężczyzn z tej egzekucji. Dziwne jest to, że na każdym z nich jest inna data śmierci (kilka dni). Na pewno są to ofiary tej egzekucji”. (Halina Kamieniecka, 13.11.2009; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl). S. Jastrzębski w książce „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947” na s. 81 wymienia imiennie 3 rozstrzelane kobiety oraz 5 mężczyzn, wśród których jest Jan Ścibor. Pisze natomiast o 4 kobietach i 4 mężczyznach.  We wsi Liszna pow. Chełm w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało około 60 osób (z czego 31 Żydów). Inni: Podczas pacyfikacji wsi, funkcjonariusze SS i gestapo oraz Ukraińcy pozostający w służbie hitlerowskiej rozstrzelali na placu szkolnym 20 osób. Zginęli: Jan Błaszczuk, l. 32, Michał Błaszczuk, l. 38, Jan Garbula, l. 37, Józef Głogosz, l. 22, Stanisław Iwaniuk, l. 17, Stefan Jaroć, l. 40, Jan Kasjan, l. 36, Mieczysław Klin, l. 31, Edward Kosmowski, l. 17, Adam Kopaciński, l. 26, Adam Łusiak, l. 33, Aleksander Łusiak, l. 21, Władysław Mazurek, Władysław Parada, l. 43, Józef Sadlak, l. 30, Edward Serej, l. 26, Leon Serej, l. 29, Wacław Skibiński, l. 45, Jan Szachadyń, l. 30 oraz nieznany z nazwiska przyjezdny z Warszawy. 19 maja w kol. Horyszów Polski pow. Zamość żandarmi niemieccy i policjanci ukraińscy  zamordowali 17 Polaków, zrabowali ich mienie i spalili gospodarstwa – rzekomo za pomoc partyzantom sowieckim. We wsi Toruń pow. Chełm esesmani ukraińscy zastrzelili 2 Polaków, mężczyznę i kobietę. Zginęli: Leon Głażewski, 1.45, Julia Zawadzka, 1.40. 20 maja we wsi Korytyna pow. Hrubieszów Niemcy wraz nacjonalistami ukraińskimi z posterunku policji w Bereściu dokonali pacyfikacji wsi. Zamordowano wówczas 8 osób, zabudowania wsi podpalono. Była to kara za pomoc partyzantom radzieckim. Zeznaje Jan Ważny „Orkan”: „Opowiadali mieszkańcy Korytyny, że Niemcy wpadali do mieszkań, a te domy skąd zabrali podpalali. Do mieszkań przewodnikami byli dla nich Ukraińcy z pobliskiego Bereścia, których tu znano. Ci faszyści ukraińscy mieli coś w rodzaju bączków, pociągali za sznurek i kierowali na zabudowania. Ponieważ pokrycia chat były słomiane stawały one w ogniu. Kobiety coś niecoś ratowały z budynków, wyprowadzając krowy czy konie, ale reszta mienia ginęła w ogniu. Rozchodził się po wsi i lesie straszliwy ryk bydła, pisk dzieci i szloch kobiet.”. (J. Ważny „Orkan”, Pacyfikacja wsi Korytyna w dniu 20 maja 1942 roku. W: W. Jaroszyński, B. Kłembukowski, E. Tokarczuk:  Łuny nad Huczwą i Bugiem, Walki oddziałów AK i BCh w obwodzie Hrubieszowskim w latach 1939 - 1944, Zamość 1992, s. 188-189). We wsi Kryniczki pow. Krasnystaw żandarmi niemiecki z oddziałem ukraińskim rozstrzelali 15 Polaków, w tym 5 kobiet. W kol. Wiszeńki pow. Zamość esesmani ukraińscy rozstrzelali 15 Polaków, w tym 9-letnią dziewczynkę Marię Hawrylak. 25 maja w kol. Wiszeńki pow. Zamość esesmani ukraińscy rozstrzelali 7 Polaków, w tym 5 kobiet. 26 maja we wsi Krobonosz  pow. Chełm esesmani ukraińscy (zapewne ze szkoły podoficerskiej w Trawnikach) zastrzelili 15 Polaków. We wsi Staw pow. Chełm żandarmi niemieccy i Ukraińcy, pozostający w służbie hitlerowskiej, spędzili ok. 200 mieszkańców w wyznaczonym miejscu. Oficer zażądał wydania osób współpracujących z partyzantami, udzielających pomocy i ukrywających Żydów. Nie wskazano nikogo, wówczas spośród zatrzymanych wybrano zakładników i rozstrzelano ich. Po rozstrzelaniu zakładników hitlerowcy zabili jeszcze 2 Żydów, młodzieńca i powiesili 2 osoby. Zginęli: Jan Bień, l. 30, Adam Dużyc, l. 35, Marian Kaszczuk, l. 39, Władysław Kaszczuk, l. 30, Feliks Nafalski, l. 39, Tadeusz Nafalski, l. 32, Marian Smolina, l.17, Wasyl Szady, l.18, Szymon Tywaniuk, l.22, Józef Wasyńczuk, l.28. Ciała pomordowanych pochowano we wspólnej mogile na polu. „We wsi Staw Niemcy dokonali pacyfikacji „przy pomocy nacjonalistów ukraińskich”.(Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Tom 4. Część druga. Warszawa – Kijów 2005) 30 maja we wsi Radków pow. Tomaszów Lubelski: „30.05.1942 r. z donosu policji ukraińskiej zostali zamordowani za ukrywanie jeńca sowieckiego zbiegłego z niewoli: Buczek Jan l. 56, jego żona Zofia l. 54 i córka Janina l.14. Jeniec sowiecki NN zbiegły z niewoli.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian … ) 13 czerwca we wsi Majdan Sopocki pow. Biłgoraj Niemcy z Ukraińcami rozstrzelali 8 Polaków. 25 czerwca w miejscowości Łabuńki pow. Zamość gestapowcy z policjantami ukraińskimi rozstrzelali 9 Polaków; egzekucji dokonali Ukraińcy. 7 sierpnia w miejscowości Aleksandrów pow. Biłgoraj Niemcy z policją ukraińską zamordowali 11 Polaków i 36 Żydów. 19 sierpnia we wsi Ostrówki pow. Radzyń Podlaski Niemcy z Ukraińcami zastrzelili 7 Polaków. „Wieś OSTRÓWEK, gmina Ciechanki. Dnia 19 sierpnia 1942 roku nacjonaliści ukraińscy, pozostający na usługach niemieckich, wspólnie z SS zastrzelili następujące osoby: Jana Kota (lat 38), Antoniego Kraskę (lat 55), Jana Krausę (lat 33), Klemensa Jaroszkę (lat 49), Stanisława Myśliwca (lat 55), Józefa Onyszkę (lat 28), Władysława Stadnika (lat 42)”. (Stanisław Jastrzębski: „Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947”, Wrocław 2007, s. 48)  W nocy z 1 na 2 września w majątku Dobużek pow. Zamość Ukraińcy zastrzelili jego właściciela, Polaka (prawdopodobnie był to Władysław Kołakowski). 3 października we wsi Pikule pow. Janów Lubelski w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało 51 Polaków, w tym 19 dzieci. 13 października we wsi Potok Górny pow. Biłgoraj żandarmi niemieccy i policjanci ukraińscy zastrzelili 10 Polaków. 18 października we wsi Olszewnica pow. Radzyń Podlaski gestapowcy z udziałem oddziału ukraińskiego zamordowali 8 Polaków. 28 października we wsi Obrocz pow. Zamość żandarmi niemieccy z policjantami ukraińskimi rozstrzelali 22 Polaków. W październiku 1942 roku we wsi Hopkie pow. Tomaszów Lubelski żandarmi niemieccy wspólnie z policjantami ukraińskimi zamordowali 12 Polaków. We wsi Wola Różaniecka pow. Biłgoraj policjanci niemieccy i ukraińscy zastrzelili 6 Polaków.
13 -  14 listopada we wsi Cumań pow. Łuck policjanci ukraińscy zamordowali we wsi Obórki 51 Polaków, 1 Ukrainkę i 1 Żydówkę.
18 listopada w miasteczku Kazimierz Dolny żandarmi niemieccy oraz esesmani i policjanci ukraińscy zamordowali na terenie gminy Kazimierz Dolny 17 Polaków oraz kilkudziesięciu aresztowali, którzy zginęli potem w obozach koncentracyjnych. W miejscowości Parchatka pow. Puławy policjanci i esesmani ukraińscy zamordowali 28 Polaków oraz aresztowali i wysłali do Auschwitz 25 Polaków, z których tylko 5 wróciło po wojnie. 22 listopada we wsi Zbędowice pow. Puławy żandarmi niemieccy oraz esesmani ukraińscy rozstrzelali w wąwozie 88 Polaków, w tym kobiety i dzieci. Rannych dobijali Ukraińcy pojedynczymi strzałami z broni krótkiej. Następnie spalili całą wieś. 14 grudnia we wsiach Komarów Dolny i Górny pow. Tomaszów Lubelski w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej zamordowanych zostało kilkudziesięciu Polaków. 5 i 15 grudnia we wsi Wielącza pow. Zamość w pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej w czasie wysiedleń zamordowanych zostało 172 Polaków, w tym 27 dzieci, większość ciał spalono razem z zabudowaniami. 15 grudnia we wsi Puszno Skokowskie pow. Opole Lubelskie żandarmi niemieccy i policja ukraińska zamordowali 5-osobową rodzinę oraz spalili ich dom i budynki gospodarcze. Zginęli: Lucyna Bielan lat 22, Stefan Bielan lat 26, Antonina Zawadzka lat 56, Wojciech Zawadzki lat 68, Alojzy Zawadzki lat 26. 19 grudnia we wsi Dąbrówka pow. Biłgoraj: „Dnia 19 grudnia 1942 roku żołnierze niemieccy z udziałem Ukraińców na niemieckiej służbie dokonała pacyfikacji wsi w odwecie za domniemaną pomoc partyzantom. Hitlerowcy zamordowali 5 osób oraz spalili kilkanaście zabudowań mieszkalnych i gospodarczych rabując mienie właścicieli.” (Józef Fajkowski, Jan Religa: Zbrodnie hitlerowskie na wsi polskiej 1939-1945. Warszawa: Wydawnictwo Książka i Wiedza, 1981 ; za: https://pl.wikipedia.org/wiki/D%C4%85br%C3%B3wka_powiat_bi%C5%82gorajski) 20 grudnia we wsi Długi Kąt pow. Biłgoraj Ukraińcy z Niemcami zamordowali 4-osobową rodzinę polską: Andrzeja Bila lat 57, Karolinę Bil lat 57, Stefanię Bil lat 22, Jana Bila lat 27. We wsi Radochoszcze pow. Zamość Niemcy z Ukraińcami zabili 5 Polaków: matkę Łukasik z 4-letnim dzieckiem, Janinę Kawałko oraz 2 mężczyzn. 25 grudnia (Boże Narodzenie) we wsi Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski gestapowcy i esesmani ukraińscy rozstrzelali w pobliskim lesie 76 Polaków zabranych z kościoła podczas nabożeństwa, na które przybyło sporo ludzi ze wsi okolicznych. Ustalono 51 nazwisk ofiar. 29 grudnia we wsi Radochoszcze pow. Zamość Ukraińcy razem z Niemcami zamordowali 23 Polaków i spalili 22 gospodarstwa. Niektórzy podają liczbę 41 ofiar dodając 18 Polaków zamordowanych podczas trzeciej pacyfikacji tej wsi 22 marca 1943 roku. Pozostałą przy życiu ludność wsi, w liczbie 500 osób, uprowadzono w lecie tegoż roku. W grudniu 1942 roku we wsi Jarosławiec pow. Zamość w czasie wysiedlania gestapowcy z esesmanami ukraińskimi rozstrzelali 12 Polaków: 3 mężczyzn, 2 kobiety i 7 dzieci.
B. Huk „zapomniał, że zbrodnie Ukraińców na Polakach na Lubelszczyźnie miały miejsce już we wrześniu 1939 roku.   
24 września 1939 roku w majątku Husynne koło miejscowości Rogalin pow. Hrubieszów Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali 28 żołnierzy WP (w tym 3 oficerów), rozbierając ich do naga i kłując bagnetami; Ukraińcy zrabowali potem ich rzeczy i umundurowanie oraz zniszczyli dokumenty. 25 września 1939 roku we wsi Tyszowce pow. Tomaszów Lubelski: „Po nocnym boju pod Tyszowcami z 24 na 25 września 1939 roku zostali wzięci do niewoli i zamordowani żołnierze polscy. Kilkudziesięciu jeńców pchnięto bagnetami. Sowieci i miejscowi Ukraińcy w szczególny sposób znęcali się nad majorem Jerzym Borowiczem, którego po wymyślnych torturach zastrzelili dwaj oficerowie sowieccy”.  (Ryszard Szawłowski/Karol Liszewski: Wojna polsko-sowiecka 1939; tom 1, s. 377) 26 września 1939 roku we wsi Dub pow. Tomaszów Lubelski Ukraińcy zamordowali 5 Polaków: „Grupa ukraińskich komunistów z Duba (Stolarczyk), Moniatycz (Stanisław Kucharczyk) i Śniatycz (syn popa) 25 września 1939 r. pod dowództwem  Kazimierza Prokopa z Kotlic, najpierw ograbiła doszczętnie dom parafialny z dóbr materialnych, a następnie w lesie, zwanym Burki (26 września 1939 r.) w bestialski sposób zamordowała uprowadzonych domowników: ks. Wiktora Możejko (proboszcza parafii Dub), kleryków: Stefana Fabiańskiego i Mikołaja Kapuścińskiego, organistę Władysława Wentlanda oraz sołtysa Dub – Bolesława Piotrowskiego”. Ciała pomordowanych odkryto i pochowano na cmentarzu parafialnym w Dubie w zbiorowej mogile w połowie października, po wycofaniu się wojsk sowieckich i wkroczeniu wojsk niemieckich. Ofiary były torturowane, miały wydłubane oczy, poobcinane uszy, wyrwane języki….” (Waldemar W. Bednarski: „Z dziejów okupacji Ziemi Tomaszowskiej przez Armię Czerwoną oraz terroru UB – NKWD”, w: http://www.rasil.home.pl/rrh_5_2007/10_waldemar_bednarski.pdf). We wsi Niemirówek pow. Tomaszów Lubelski Sowieci i miejscowi Ukraińcy zamordowali 17 żołnierzy WP, w tym 14 podchorążych i 3 oficerów. 28 września we wsi Kodeniec (na wschód od Parczewa) miejscowi  Ukraińcy wybili granatami patrol saperski WP, zginęło 5 saperów i por. rez. Erwin Poznański, natomiast w nocy z 28 na 29 września zamordowali także kpt. Bazylego Sobolewa (Szawłowski..., s. 381 – 382). We wsi Kosyń pow. Włodawa: „Tereny parafii Kosyń były miejscem walk Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Franciszka Kleeberga we wrześniu 1939 r. Z czasami tamtymi wiążą się wydarzenia tragiczne i tajemnicze. Wydarzeniami w Kosyniu i Macoszynie Dużym zajął się Instytut Pamięci Narodowej. Prowadzone przez lubelski oddział IPN śledztwo przyniosło następujące informacje: Z materiału dowodowego zgromadzonego przez IPN wynika, iż w końcu września 1939 roku, rejon wsi Kosyń był miejscem działań zbrojnych prowadzonych przez Samodzielną Grupę Operacyjną „Polesie”. W okolicach Kosynia przemieszczały się w tym czasie grupy żołnierzy różnych formacji wojskowych. Żołnierze ci, wycofując się, szukali schronienia w napotykanych domostwach. W tamtym okresie, zamieszkały w Kosyniu gospodarz narodowości ukraińskiej Iwan B., był widziany przez swoich sąsiadów, jak przyjmował w gościnę polskich żołnierzy, po których następnie ginął wszelki ślad. Iwana B. widywano później w ubraniu złożonym z elementów polskiego umundurowania wojskowego. Iwan B. został pozbawiony życia przez Niemców w 1944 roku, w nieustalonych okolicznościach.” (G. Welik: Kosyń, parafia św. Stanisława Kostki; Podlaskie Echo Katolickie nr 16/2006) We wsi Perespa pow. Tomaszów Lubelski: „W miejscowości Perespa, gdzie połowę ludności stanowili Ukraińcy, prawosławny paroch Ołeksander Bober, członek komuny wiejskiej, zamordował we wrześniu kilku żołnierzy polskich. Na co dzień aktywnie współpracował też najpierw z okupantem sowieckim, a zaraz potem niemieckim.” (http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Radzynski_Rocznik_Humanistyczny/Radzynski_Rocznik_Humanistyczny-r2007-t5/Radzynski_Rocznik_Humanistyczny-r2007-t5-s145-155/.pdf ). We wsi Połoski pow. Biała Podlaska: „We wrześniu 1939 Ukraińcy dokonali pogromu ludności polskiej w Żukach i Połoskach. Wymordowano tam 30 osób, a ich ciała topiono w bagnach, grzebano w obejściach, zakopywano na polach. Popi i zakonnicy z monastyru św. Onufrego w Jabłecznej odprawili w październiku 1939 nabożeństwo w trakcie którego urządzono „pogrzeb Polski”. Ubraną w biało – czerwone szmaty słomiana kukłę podpalono i ciśnięto do Bugu „na wiecznu zahubu” (...) Już w połowie września 1939 roku w pow. włodawskim rozpoczęły dywersyjno - terrorystyczną działalność bojówki OUN - terroryści ostrzeliwali tabory, mordowali pojedynczych żołnierzy, dobijali rannych. Sygnał do rozpoczęcia akcji dywersyjnej dało przybycie grupy agentów Abwehry, którzy 10 września wylądowali na spadochronach w lasach zachodniego Podlasia. OUN-owcy współpracowali aktywnie z dywizją von Schweppebburga i już 16 września, gdy tylko Niemcy zajęli Włodawę, zaczęli przeprowadzać aresztowania i rozstrzeliwać Polaków oraz Żydów w mieście”. (Lewandowska Stanisława: Nadbużańskiego Podlasia okupacyjny dzień powszedni 1939-44, Warszawa 2003). „Czasy ostatniej wojny były dla mieszkańców wsi Połoski tragiczne. We wrześniu 1939 r. doszło tu bowiem do przygotowanego przez Ukraińców pogromu ludności polskiej. Ofiarami morderstw byli wojskowi i cywile, a wśród tych ostatnich - kobiety. Według jednych przekazów zginęło 30, według innych 40 osób. Trudno to ustalić, bowiem ciała pomordowanych były ukrywane, zakopywane na polach i topione w bagnach. Część ofiar tamtejszych bratobójczych mordów spoczęła na cmentarzu w Połoskach” (http://www.echo.siedlce.net/index.php?p= 21&arch_iid=2586). „Wracających do domu żołnierzy mordowali również mieszkańcy takich ukraińskich wiosek w okolicach Włodawy, jak Stulno, Żłobek, Dominiczyn czy Wołoskowola. ( Sowa Andrzej L.: Stosunki polsko-ukraińskie 1939 – 1947; Kraków 1998, s. 95). „Do zanotowania jest bolesny w życiu narodu fakt mordowania żołnierzy polskich i uciekinierów cywilnych przez miejscowych obywateli polskich – nacjonalistycznych szowinistów ruchu ukraińskiego. Wypadki te miały miejsce na terenie gmin Krzywowierzba, Wola Wereszczyńska i Sobibór. (…) Wiele ofiar w życiu ludzkim, i szkód materialnych społeczeństwo polskie poniosło z winy Ukraińców, a takie nazwiska jak Jerzy Wanio – burmistrz m. Włodawy i Kaszczuk – wójt gminy Hańsk, krwawymi zgłoskami zapisali się w historii męczeństwa Włodawszczyzny.” (APLOCh, Akta Starostwa Powiatowego we Włodawie, sygn. 117, k – 96–100. Dokument sporządzony został przez starostę powiatowego we Włodawie.)  We wrześniu we wsi Piszczac (na północny wschód od Białej Podlaski) Ukraińcy zamordowali kilkunastu żołnierzy polskich  (Sowa..., s. 95). Na wschodnich krańcach Lubelszczyzny napady i zabójstwa polskich żołnierzy miały miejsce we wsiach: Cześniki, Dębina,  Jawornik Ruski, Łykoszyn, Macoszyn, Osowa, Rzesna Ruska, Telatyn, oraz w wielu innych. We wsi Sahryń pow. Hrubieszów: „Wrzesień 1939. Ukraińcy z tzw. „Komitetu rewolucyjnego” utworzonego przez Sowietów zatrzymali powracającego z wojny oficera WP, którego obrabowano i zamordowano.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie...; w: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, pod redakcją Witolda Listowskiego, Kędzierzyn-Koźle 2016). We wsi Steniatyn, gm. Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski: „We wrześniu 1939 r. miejscowi Ukraińcy zamordowali dwóch mieszkańców wsi: Dudzińskiego Wacława i Gajewskiego Michała.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). We wsi Wronowice pow. Hrubieszów został zamordowany i utopiony w torfiance przez nacjonalistów ukraińskich podporucznik Warszawskiej Brygady Motorowej- Zygmunt Stokowski, wychowanek Zakładu w Turkowicach, architekt, twórca kolejki liniowej na Kasprowy Wierch, jego symboliczny grób znajduje się na cmentarzu w Turkowicach (www.hrubieszow.info/info/hrubieszow_i_okolice_e1/p17.htm). We wsi Zimno gm. Łaszczów pow. Tomaszów Lubelski: „We wrześniu 1939 r. zostało zamordowanych przez miejscowych Ukraińców 2 Polaków: Piwko Piotr i Zubiak Lucjan.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8). Na początku października 1939 roku we wsi Kodeniec, na wschód od Parczewa, oraz w okolicach tej wsi, miejscowi Ukraińcy zamordowali ponad 20 żołnierzy „kleberczyków”, którzy po bitwie pod Kockiem nie chcieli pójść do niewoli niemieckiej i przedzierali się do swoich domów rodzinnych. Ich ciała zakopane w stodole przypadkowo odkryte zostały w latach siedemdziesiątych i potajemnie przeniesiono je na cmentarz w Parczewie (Ryszard Szawłowski/Karol Liszewski...., s. 381 – 382).   
W latach 1942 – 1944 na Wołyniu to Ukraińcy dokonali ludobójstwa na bezbronnej cywilnej ludności polskiej (ocalało tylko kilka ośrodków samoobrony) zgodnie z ideologią i rozkazami OUN i UPA. Decyzja o rozpoczęciu eksterminacji ludności polskiej zapadła prawdopodobnie na III Konferencji OUN 17–23 lutego 1943 r. we wsi Terebieże w pobliżu Oleska pow. lwowski. (Władysław Filar „Ukraińsko-polski konflikt narodowościowy na południowo-wschodnich kresach II RP: przebieg, skutki, przyczyny, wnioski na przyszłość”, „Polska-Ukraina: Trudne Pytania”, t. 9, s. 290). Od jesieni 1942 r. na Wołyń przybywali działacze OUN, głównie ze Lwowa, prowadząc intensywną propagandę antypolską wśród ludności ukraińskiej. Także policja ukraińska naszpikowana była nacjonalistami z frakcji banderowskiej. „Rozsiane posterunki milicji ukraińskiej po wszystkich wsiach zużyły ten okres na szkolenie wojskowe młodzieży i odpowiednią propagandę. Zbiórki, sypanie mogił, święcenie narzędzi zbrodni w cerkwiach i na mogiłach (popi zawsze brali czynny udział), procesje, zaklęcia, przysięgi itp. był to wstęp do zbrodniczej akcji. Niesamowicie wyglądało święcenie noży przed rzezią, podobne do tańca wojennego Indian. W nocy przy blasku pochodni, obchodzili w koło mogiłę i wkłuwali w nią noże, ślubując w podobny sposób kłuć Polaków” („Sprawozdanie z powiatu horochowskiego”; w: Lucyna Kulińska: „Dzieje Komitetu Ziem Wschodnich…”, t. 2, s. 700). Wyciąg z protokołu przesłuchania Jurija Stelmaszczuka z 28 lutego 1945 r. „W czerwcu 1943 roku przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN „KŁYM SAWUR” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy. Wykonując tę dyrektywę Centralnego Prowidu OUN, w sierpniu 1943 roku wraz z formacją grupy band[yckiej] UPA wyrżnąłem ponad 15 tysięcy Polaków w rejonach kowelskim, siedliszczańskim, maciejowskim i lubomelskim obwodu wołyńskiego, o czym dokładnie i odrębnie poinformowałem w swoich zeznaniach z 23 lutego 1945 roku. 29 i 30 sierpnia 1943 roku z oddziałem liczącym 700 uzbrojonych bandytów, zgodnie z poleceniem dowodzącego okręgiem „OŁEHA”, wyrżnąłem całą polską ludność na terytorium rejonów hołobskiego, kowelskiego, siedliszczańskiego, maciejowskiego i lubomelskiego, zrabowawszy cały ich majątek ruchomy i spaliwszy cały ich majątek nieruchomy. Łącznie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku wyrżnąłem i rozstrzelałem ponad 15 tys. cywilów, wśród nich starców, kobiety i dzieci. Robiliśmy to w następujący sposób: po spędzeniu całej ludności polskiej w jedno miejsce, okrążaliśmy ją i rozpoczynaliśmy rzeź. Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi, dopóki nie zgładziliśmy całej ludności – ponad 15 tys. osób. Całe bydło, wartościowe rzeczy, mienie i żywność zabieraliśmy, a budynki i inne mienie paliliśmy./.../ Znam jeszcze jedną tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN po linii SB, w której zalecano fizyczną likwidację wszystkich członków rodzin osób podejrzanych o nastroje antyounowskie, nie wyłączając ani niemowląt, ani kobiet, ani starców.” (PA SBU, F. 65, spr. S-9079, t. 1. k. 168–169.)  
Huk pisze, że w Rzeczpospolitej Ukraińcy byli bogaci. I to „tak jak i Żydzi”! Przecież wcześniej twierdził, że byli biedni, głodowali – i dlatego wyrzynali ludność polską, aby zdobyć kromkę chleba. Często stosuje on taką „praktykę badawczą”.
Do tej pory żaden polski historyk z IPN nie opracował na wzór I. Hałagidy elektronicznej bazy strat ludności polskiej poniesionych w latach 1939 – 1947,  i dotyczy to nie tylko Lubelszczyzny, ale także pozostałych województw II Rzeczpospolitej.  

„W „10 zapowiedziach ukraińskiego nacjonalisty” autorzy zwracali się do każdego z młodego pokolenia Ukraińców w imieniu „odwiecznego żywiołu, który uratował Cię przed potopem tatarskim” i „postawił Cię na granicy dwóch światów, abyś tworzył nowe życie”. Konstrukcja „sytuacji na przełomie” i „nowego życia” powstała jako naśladownictwo odczytu Stosunek wzajemny wojska i społeczeństwa w 1863 r., wygłoszonego przez Piłsudskiego w 1926 r. w Warszawie. Znalazło się w nim stwierdzenie: „Rok 1863 stoi na przełomie, gdy jedno umiera, a drugie już się rodzi” (s. 170 - 171)  
Syn księdza greckokatolickiego, Stepan Łenkawśkyj w 1929 roku ułożył dla nacjonalistów ukraińskich “Dekalog”, który z inwokacją Dmytra Doncowa brzmi następująco:
Ja – Duch odwiecznego żywiołu, który uratował ciebie przed tatarskim potopem i postawił na granicy dwóch światów, aby tworzyć nowe życie:
1. Zdobędziesz Państwo Ukraińskie, albo zginiesz w walce o nie.
2. Nie pozwolisz nikomu plamić chwały ani czci Twojego Narodu.
3. Pamiętaj o wielkich dniach naszych Walk Wyzwoleńczych.
4. Bądź dumny z tego, że jesteś spadkobiercą walk o chwałę Włodzimierzowego Tryzuba.
5. Pomścisz śmierć Wielkich Rycerzy.
6. O sprawie nie mów z tym, z kim można, a z tym, z kim trzeba.
7. Nie zawahasz się wykonać największej zbrodni, jeśli tego wymagać będzie dobro Sprawy.
8. Nienawiścią i podstępem będziesz przyjmować wroga Twojej Nacji.
9. Ani prośby, ani groźby, ani tortury, ani śmierć nie przymuszą ciebie do wyjawienia tajemnicy.
10. Będziesz dążyć do poszerzenia siły, chwały, bogactwa i przestrzeni Państwa Ukraińskiego drogą ujarzmiania cudzoziemców.
Czyżby B. Huk nie doczytał, do kogo nawiązuje autor „Dekalogu” ukraińskich nacjonalistów?

„Co więcej, wydaje się, że streszczenie całej nacjonalistycznej koncepcji ukraińskiej rewolucji narodowej mieści się w zdaniu Piłsudskiego: „Siły bowiem państw polegały nie tylko już na wojsku samym, ale na chęci samego narodu, obywateli danego państwa, być żołnierzami”. Nawiązań do myśli i postaci Marszałka u niepodległościowców ukraińskich było o wiele więcej. To Józefa Piłsudskiego, a nie Dmytra Doncowa wybrali sobie za ukrywanego przed własnym społeczeństwem ojca chrzestnego przedstawiciele myśli i czynu niepodległościowego najdynamiczniejszej części społeczeństwa ukraińskiego. Dla grupy młodooficerskiej tworzącej zręby UWO, a następnie OUN, Piłsudski nie tylko był głównym budowniczym państwowości polskiej, ale także tym, który dwukrotnie – w 1918 i 1926 r. – potrafił stanąć na granicy między niewolą a niepodległością państwową, demokracją i autorytaryzmem. I za każdym razem odnieść sukces.” (s. 171)
Nacjonaliści ukraińscy z OUN  „nawiązywali do myśli i postaci” Piłsudskiego, studiowali jego dzieła, poznawali życiorys itp., a nie jakieś głupoty, które wypisywał w „Nacjonalizmie” Doncow? A maszerując już w okresie międzywojennym ze śpiewem „My hajdamaki, my wsi odnaki”  i np. „zagłuszając tym modlitwę pielgrzymów” w Kalwarii Pacławskiej (Włodzimierz Marczak: Ukrainiec w Polsce, Sanok 2000, s. 68; książka recenzowana przed wydaniem przez Bogdana Huka, za co autor mu dziękuje na s. 387!), oraz  latach 1942 – 1946  „idąc do boju” z pieśnią „Smert’ Lacham!” „ukrywali przed własnym społeczeństwem”, że myślą o pieśni „O mój rozmarynie”?  Takie naukowe science fiction propaguje B. Huk.

W podrozdziale „Księstwo Halicko-Włodzimierskie: cierń polskich dziejów” Huk pisze: „Odebranie zdolności cywilizacyjnych i możliwości rozwoju to jeszcze jeden wariant strategii odczłowieczania Rusinów. Hrabia Stanisław Tarnowski jak mantrę powtarzał i odmieniał przez różne przypadki jedno i to samo: Rusini czerpią swą zdolność do życia z nienawiści do Polaków. Kulturowy, etyczny status nienawiści był bardzo niski i świadczył o popędowej, a nie racjonalnej naturze ludzi owładniętych tym poczuciem. Stąd wniosek, że kult nienawiści w społeczności ruskiej wynikał z niskiej kondycji organizmów, które się nią żywiły. Rusini okazywali się gorszym gatunkiem ludzkim. Polski myśliciel, hrabia Tarnowski, subtelnie stosował kategorie biologiczne, nieco później tak bliskie Romanowi Dmowskiemu. Minęło ponad 120 lat od opublikowania O Rusi i Rusinach, a polska historiografia nadal opowiada o produkcie końcowym ewolucji biologicznie zdegenerowanych Rusinów – Ukraińcach, którzy w 1943 r. pod wpływem dziedzicznej nienawiści mordowali nadczłowieka-Polaka”. (s. 175)
A może mgr B. Huk poczytałby ze zrozumieniem prof. Feliksa Konecznego? I nie mylił cywilizacji bizantyjskiej z  cywilizacją turańską.   

W podrozdziale „Veto hrabiego Franciszka Stadiona” Huk pisze: „Polski projekt transformowania greckokatolickiej Rusi Galicyjskiej w rzymskokatolicką Polskę zakończył się wraz z akcją „Wisła” w 1947 r. Stanowił jeden z wielu opracowywanych w XIX i XX w. w różnych krajach projektów przebudowy Europy. Należy go dostrzegać, starać się opisać i zrozumieć, porównując z nazistowskim projektem Niemiec wolnych od Żydów, ale także pojąć dążenia prawosławnych podporządkowanych Wołynia, aby ich kraj i życie uwolnić od Polaków, o czym piszę w następnym podrozdziale”. (s. 183)
Akcja „Wisła” zakończyła „polski projekt transformowania greckokatolickiej Rusi Galicyjskiej w rzymskokatolicką Polskę” i już na „Rusi Galicyjskiej” (we Lwowie, czy w Krakowie?) grekokatolików nie ma, jest tylko „rzymskokatolicka Polska? Gdzie można znaleźć ten dokument „Polski projekt transformowania”? Polska zrealizowała „nazistowski projekt Niemiec wolnych od Żydów”! To Niemcy też tylko przesiedlali Żydów? Huk kwestionuje istnienie obozów zagłady? Czyj projekt zrealizowało banderowskie OUN -UPA  „samostijnej Ukrainy” wolnej od Polaków? Zapewne „wolnych z wolnymi, równych z równymi” Doncowa, Łenkawśkiego i innych  ukraińskich „demokratów”. Natomiast ukraińska wersja akcji „Wisła” nosi nazwę „genocidum atrox”, co „należy dostrzegać, starać się opisać i zrozumieć”.     

W podrozdziale „Rewanż Bizancjum: Wołyń 1943” Huk pisze:  „Po I wojnie światowej powstała II Rzeczpospolita Polska, po Koronie Królestwa Polskiego drugie kolonialne państwo polskie. Powstanie II RP oznaczało wyrok na Innych. Polskie elity polityczne odwoływały się bowiem do skonstruowanego przez XIX-wieczną historiografię polską obrazu państwa sprzed 1795 r. Przemoc nazewnicza tak odpowiadała politykom, że nie tylko Koronę, ale całą tak zwaną I Rzeczpospolitą uznano za rzymskokatolicką i polską. Wynikiem była homogenizacja obrazu przeszłości i praktyka eliminacji z teraźniejszości elementu heterogenicznego.” (s. 184)
II Rzeczpospolita, czyli drugie państwo kolonialne (czyżby po zaborze rosyjskim kolonizowała odzyskane swoje historyczne terytorium?) homogenizowała heterogeniczność, czyli ujednolicała Innych , a więc  Rusinów, Żydów, Czechów, Niemców, Ormian, itp. „Przemoc nazewnicza” (ale zapewne Hukowi nie chodzi o przymusowe zmienianie Rusinów na Ukraińców) nakazała II Rzeczpospolitej uznać „całą tak zwaną I Rzeczpospolitą  za rzymskokatolicką i polską”. I dlatego w traktacie ryskim strona polska dobrowolnie zrezygnowała z z dużej części rzymskokatolickiej i polskiej „tak zwanej I Rzeczpospolitej”, oddając ją Rosji Sowieckiej? A rzeczywiście zostały tam skupiska z przewagą ludności polskiej, co skończyło się potem jej wymordowaniem i zesłaniem resztek na Sybir (tzw. Marchlewszczyzna i Dzierżyńszczyzna). Kilkaset tysięcy ludności polskiej padło także ofiarą Wielkiego Głodu, aczkolwiek pomijają ten fakt zarówno historycy ukraińscy jak i polscy. ”Homogenizację” „heterogenicznych” Żydów dokonali Ukraińcy na służbie niemieckich nazistów, „heterogenicznych” Polaków „homogenizowali” Sowieci (najwięcej na Sybirze), a dokończyli już sami Ukraińcy dokonując ludobójstwa okrutnego, dzikiego.      

„Państwo ogłaszające się następczynią wymyślonej przez siebie I Rzeczpospolitej wyzwoliło z carskich ograniczeń katolicko-szlachecki monopol na użycie siły. Pozwoliło to na oficjalny powrót do przemocy kolonialnej i polityki upodrzędnienia prawosławnych autochtonów. Wołyńskie masy chłopskie zmuszone zostały do uznania prawosławia za jedyną przestrzeń chroniącą ich obraz samych siebie jako ludzi i oferującą zapewnienie o istnieniu przyszłości także dla nich. Pragnienie zamieszkiwania strefy wyobrażonej, którą nazywam przestrzenią rewanżu Bizancjum za stulecia negacji, wynikało z niemożliwości życia w przestrzeni realnej. Agresywna rzymskokatolicka polskość rewitalizowała niezadowolenie społeczne i najgorsze pokłady wyobraźni antropologicznej w pamięci wołyńskiego chłopstwa”. (s. 185)
„Pragnienie zamieszkiwania sfery wyobrażonej”, czyli „przestrzeń rewanżu”, które B. Huk nazwał  „Bizancjum” i które rewitalizuje jego „najgorsze pokłady wyobraźni” schizofrenicznej o pamięci wołyńskiego chłopstwa, w dużej mierze analfabetów, szukających schronienie w prawosławiu? Huk nie wyjaśnia, czy chodzi mu o „przestrzeń rewanżu” Cesarstwa Bizantyjskiego (Cesarstwa Rzymskiego), czy miasta Bizancjum (obecnie Stambuł) i co to miało wspólnego z rewanżem na Wołyniu w 1943 roku. Być może sam nie rozumie tego, co pisze, bo chyba na Wołyniu „rewanżu” dokonali Ukraińcy w imię samostijnej Ukrainy, a nie cesarstwa bizantyjskiego sprzed wielu wieków.  “W rezultacie starań UCK i UDK w Lublinie, 22 maja 1940 r  niemieckie władze dystryktu lubelskiego oraz Generalny Gubernator Hans Frank w obecności przewodniczącego UCK W. Kubijowycza przekazali katedrę rzymskokatolicką społeczności ukraińskiej, którą zamienili na sobór prawosławny. Na bramie wejściowej umieszczono napis „PSOM, ŻYDOM I POLAKOM - WSTĘP WZBRONIONY”. (Dr Zdzisław Konieczny: „Polacy i Ukraińcy na ziemiach obecnej Polski 1918-1947” – Przemyśl 201) „W marcu 1943 roku we wsi Gończy Bród pow. Kowel w cerkwi odbyła się uroczystość przyjęcia wici chlebowych. Na ołtarzu umieszczone zostały trzy wieńce, trzy chleby i trzy świeczki przyniesione z innej wsi ukraińskiej, a duchowny prawosławny odczytał pismo nawołujące do wymordowania Polaków. W piśmie zapowiadano, że popłyną czerwone rzeki i będą jeziora polskiej krwi. Następnie było dzielenie się chlebem, którego zjedzenie zapewnić miało zbawienie. Pozostałe okruszki zostały zmiecione i dodane do ciasta, z którego wypieczono dziewięć nowych chlebów, potem uwito dziewięć nowych wieńców i dodano dziewięć nowych świeczek. Całość po poświęceniu przez duchownego prawosławnego na kolejnym nabożeństwie została przez delegacje zawieziona do następnych wsi cerkiewnych. Do chlebów dołączone były pisma o tej samej treści” ( Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000, s. 332). Jakiś Belzebub ten satanistyczny obrzęd opracował, podobno w Łarze Poczajowskiej. A popi okazali się wiernymi sługami szatana. „Wołyńskie masy chłopskie” zamieszkały więc „wyobraźnię antropologiczną” w przestrzeni rewanżu Bizancjum Huka, aby posiąść prawosławny monopol na użycie siły. Co „chroni ich obraz samych siebie jako ludzi i oferuje zapewnienie o istnieniu przyszłości także dla nich”. „Wołyńskie masy chłopskie” całkowicie zignorowały grekokatolicyzm, gdyż prawosławie stanowiło „jedyną przestrzeń chroniącą ich obraz samych siebie jako ludzi”? Dlaczego Huk dyskwalifikuje w tym zakresie Metropolitę Szeptyckiego?

„II Rzeczpospolitej udało się nawiązać do Korony stanem permanentnego antypolskiego wrzenia. Rodowodem sięgało ono czasów powstań kozackich, niezmiennie przechowywanych w pieśniach ludu, który musiał marzyć w sferze społecznej o nowej Koliszczyźnie, a w sferze kulturowej o wskrzeszeniu Bizancjum, czyli możliwości nieskrępowanego istnienia prawosławia”. (s. 185)
„Możliwość nieskrępowanego istnienia prawosławia” zapewniał terroryzm i „marzenie o nowej Koliszczyźnie”, czyli o rzezi katolików Polaków i grekokatolików Rusinów/Ukraińców. Te marzenia niezmiennie przechowywane „w pieśniach ludu” pamiętają Polacy, którym cudem udało się ocaleć z ludobójczej rzezi. „Nagle na leśnym dukcie usłyszeliśmy tętent koni i ukraiński śpiew,..smert ! smert ! Lacham ! smert ! smert maskowsko - żydowskoj komuni ! w bij krowawyj OUN nas wede, my bijem komunu i Lachiw.” To była najbardziej popularna „pieśń ludu”ukraińskiego. Ale także były inne. „Nie kryli się przy tym ze swymi zamiarami w stosunku do Polaków, śpiewając piosenkę, której treść pamiętam do dziś: ‘Wyrezali my Żydów, Wyreżemy i Lachiw, od małego do starogo. Nie ostaniś ni odnogo’.”  Toteż owo „nieskrępowane istnienie prawosławia” nastąpiło kosztem 70 – 80 tysięcy okrutnie zamordowanych Polaków na Wołyniu i co najmniej tyle samo w Małopolsce Wschodniej, na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, prawie wyłącznie bezbronnej ludności cywilnej, głównie kobiet, dzieci i starców. Ale poza Wołyniem nie chodziło już o prawosławie, ale o „nieskrępowane istnienie” grekokatolicyzmu, co z jakichś powodów Huk pomija w swojej historiografii.    

„Tysiące 18–25-letnich ludzi było zbędnych już, a tysiące 15–18-latków dorastało ze świadomością, że gdy staną się dorośli jako Ukraińcy – też okażą się zbędni. Bieda i zacofanie II Rzeczypospolitej stanowiły dla nich skuteczne podłoże szukania ratunku w ukraińskiej idei państwowej na gruzach państwa skazującego tych inteligentów czy półinteligentów na wegetację. (Nacjonalizm Dmytra Doncowa działał odwrotnie i mógł zostać odczytany w polskim duchu propaństowym: przekonywał, że mogą być potrzebni)”. (s. 186)
„Nacjonalizm Dmytra Doncowa (…) odczytany w polskim duchu propaństwowym przekonywał, że mogą być potrzebni”. Tak, byli potrzebni, w faszystowsko-nazistowskim duchu samostijnej (niepodległej) i sobornej (zjednoczonej) Ukrainy, po zlikwidowaniu „cużyńców”, przede wszystkim Żydów, Polaków i Ormian.   

„Rytm działań katolickiej rzeszy szlacheckiej i nazistowskiej rzeszy aryjskiej wobec wykluczonych był podobny. Kulminacja przyszła w 1938 r. W Rzeczypospolitej zaczęła się państwowa akcja rewindykacyjna na Wołyniu i niszczenie cerkwi na Chełmszczyźnie, a w Rzeszy Niemieckiej miała miejsce Noc Kryształowa. Polska demokracja II Rzeczypospolitej w stosunku do Ukraińców, Żydów i innych narodowości „wprowadzała przerażające ekscesy do normalnej codzienności”, transformujące państwo w „gigantyczną, wewnętrznie niewolniczą, poddańczą i brutalną bestialskość” (Analogia z „demokracją germańską” okresu III Rzeszy, por. G. Lukacs, Odmiana losu…, op. cit., s. 109.)”  (s. 187)
„Katolicka rzesza szlachecka” w 1938 nie spowodowała śmierci ani jednego Rusina/Ukraińca. Czyżby tak samo było w Rzeszy Niemieckiej podczas Nocy Kryształowej? - co Huk wyczytał u G. Lukacsa? Natomiast „demokracja II Rzeczpospolitej” zastosowała „niewolniczą, poddańczą i brutalną bestialskość” wobec Ukraińców i Żydów podpalając ich domy oraz dokonując zabójstw w licznych zamachach terrorystycznych? Lucyna Kulińska : „W wyniku prowadzonego przez nacjonalistyczne organizacje ukraińskie terroru indywidualnego i zbiorowego w latach 1922 – 1939 straciło życie lub zostało okaleczonych zostało co najmniej kilkaset osób. Dalsze badania (na razie prowadzone nie są) przyczynią się niewątpliwie do jej wzrostu. Byli to Polacy, Ukraińcy, Żydzi, a nawet i Rosjanie. Ofiarami zamachów padali zarówno przedstawiciele władz politycznych i administracyjnych: poseł Tadeusz Hołówko, minister Bronisław Pieracki, kurator szkolny Stanisław Sobiński, jak i wpływowi Ukraińcy: Sydor Twerdochlib, Sofron Matwijas czy Iwan Babij. O krok od śmierci w zamachach znaleźli się: marszałek Józef Piłsudski oraz prezydent Stanisław Wojciechowski. Przygotowywane były zamachy na ministra Augusta Zaleskiego, ministra Sławoja Składkowskiego, wojewodów: Henryka Józewskiego i Bronisława Nakoniecznikow- Klukowskiego, komendanta policji Czesława Grabowskiego i wielu innych. Obiektem ataków i zabójstw zostawali policjanci, żołnierze (szczególnie żołnierze KOP), nauczyciele, wójtowie i sołtysi, leśnicy, członkowie „Strzelca”, listonosze, koloniści i zwykli chłopi. Bardzo dużą grupę ofiar stanowili Ukraińcy lojalni wobec państwa. Pogróżki, „wyroki śmierci”, niszczenie mienia, podpalenia, a nawet mordy miały zniechęcić Ukraińców do jakiejkolwiek współpracy z państwem. Terroryści wydali wyroki śmierci na posłów Petra Pewnego i Michała Baczyńskiego, dokonali nieudanego zamachu na dyrektora gimnazjum ukraińskiego Michała Hrycaka, zastraszali niechętnych ich ideologii księży greckokatolickich czy nauczycieli ukraińskich. Atakowani byli też Żydzi osiadli na roli lub zajmujący się handlem. Celem, poza rabunkiem, było wyeliminowanie ich jako konkurencji, aby ułatwić prowadzenie interesów ukraińskim kooperatywom.”  (https://www.pch24.pl/zanim-nad-wolyniem-polozyl-sie-cien,16034,i.html) W styczniu 1931 r. posłowie ukraińscy skierowali skargę do Ligi Narodów. Została ona rozpatrzona, stwierdzono, że akcja polska była sprowokowana przez OUN. Symptomatyczne, że nacjonaliści ukraińscy w tym przypadku pomijają milczeniem cały kontekst wydarzeń,  a więc fakt, że administracja carska zabrała te świątynie (w tym przemocą z ofiarami śmiertelnymi) Kościołowi greckokatolickiemu i dała Kościołowi prawosławnemu w celu rusyfikacji ludności. Były to działania skierowane przeciwko Rusinom, jak i przeciwko Polakom. Dla nacjonalistów ukraińskich każdy pretekst jest dobry, jeśli można wykorzystać go przeciwko Polsce i Polakom. Nie potrafią zauważyć, że w ten sposób stają się obrońcami polityki carskiej mającej na celu rusyfikację tych terenów. Norman Davies pisał („Boże igrzysko”, s. 234): „Kampania rozpoczęła się  w 1773 r., gdy Katarzyna II proklamowała dekret o wolności religijnej. W ciągu następnych dziesięcioleci dawne polskie prowincje, Wołyń, Podole i Ukrainę odwiedzała prawosławna  „misja”  niosąc za sobą ogień i miecz. W stawiających opór wsiach kwaterowano oddziały Kozaków, którym dawano pełną swobodę urządzania grabieży, hulanek i rzezi, dopóki nie  wymogli na chłopach posłuszeństwa. Unickim duchownych stawiano do wyboru między uległością i gwałtem. Rodzicom grożono uprowadzeniem lub okaleczeniem dzieci. Tych,  którzy stawiali opór, torturowano i zabijano. Apostatom udzielano hojnych nagród. Posuwając się szlakiem znaczonym krwią i upokorzeniem, szlakiem masowych zabójstw i nigdzie nie odnotowanego męczeństwa. „Misjonarze” carycy przeprowadzili konfiskatę większości kościołów unickich oraz dokonali nominalnego nawrócenia mniej więcej czterech piątych ogółu ludności unickiej”. Prof. Andrzej Chojnowski w „Rzeczpospolitej” („Niewspółmierny rachunek win”, 23 lipca 2008) stwierdza:  „Cerkiew była beneficjentem rozbiorów Rzeczypospolitej. W XIX wieku kosztem Kościoła rzymskokatolickiego przejęła olbrzymie majątki na najbardziej rusyfikowanych terenach Polski. Kościół uważał się więc za pokrzywdzonego i w dwudziestoleciu międzywojennym dążył do rewindykacji tego mienia - zarówno ruchomego, jak i nieruchomości”. W ramach działań polonizacyjno-rewindykacyjnych akcja rozbierania cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu trwała około dwa miesiące i została zakończona 16 lipca 1938 r. W czasie jej trwania zniszczono 91 cerkwi, 10 kaplic, 26 domów modlitwy, czyli łącznie 127 świątyń. Ponadto 3 cerkwie przekazano Kościołowi katolickiemu (jedna cerkiew miała być przekazana później), a 4 świątynie pozostawiono w charakterze kostnic. W użytkowaniu Cerkwi prawosławnych w województwie lubelskim pozostało 49 cerkwi parafialnych, 5 filialnych i 1 klasztor. Podstawowym celem działań administracji  polskiej była repolonizacja tych terenów rusyfikowanych przez ponad sto lat zaborów przez administrację carską posługującą się popami prawosławnymi oraz przeciwdziałanie antypolskiej agitacji prowadzonej w tych cerkwiach, tym razem przez popów związanych z nacjonalistami ukraińskimi,  w sytuacji zagrożenia Polski konfliktem zbrojnym z III Rzeszą i ZSRR. Na tę decyzje wpływ miały zarówno częste ataki terrorystyczne bojówek OUN jak i dobre rozeznanie przez polski wywiad zakresu współpracy OUN z Abwehrą.      
12 listopada 2007 r. Sobór Biskupów Kościoła prawosławnego w Polsce postanowił upamiętnić 70. rocznicę burzenia świątyń prawosławnych w 1938 r. Animatorem obchodów został dr Grzegorz Kuprianowicz z UMCS w Lublinie. 30 marca 2008 roku w Lublinie odprawiona zastała panachyda (nabożeństwo żałobne) „za prawosławne ofiary prześladowań 1938 r.”, a dr Kuprianowicz miał wykład: „Akcja polonizacyjno-rewindykacyjna (1939 – 1939) i burzenie świątyń prawosławnych (1938) na Chełmszczyźnie i Podlasiu Południowym”. Od maja do października 2008 roku z wykładem tym objechał kilkanaście  miejscowości w Polsce. 15 lipca w Turkowicach otwarta została wystawa „1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu”, która prezentowana była w kilkudziesięciu miejscowościach w Polsce (w tym w wersji ukraińskiej) oraz uruchomiony został serwis internetowy www.cerkiew1938.pl, poświęcony akcji burzenia cerkwi prawosławnych w 1938 r. 18-19 sierpnia 2008 r., podczas uroczystości na Świętej Górze Grabarce metropolita warszawski i całej Polski Sawa (TW „Jurek”) mówił o 70. rocznicy akcji burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 r., do rocznicy odniósł się także w swym kazaniu arcybiskup lubelski i chełmski Abel (TW „Krzysztof”). 5 października 2008 r. w trakcie niedzielnych Liturgii w cerkwiach Prawosławnej Diecezji Lubelsko-Chełmskiej odczytany został „List pasterski” abp Abla „z okazji 70. rocznicy tragicznej akcji burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 r.”. Abp Abel pisał: „W 1938 r. ludzka ręka podniesiona została na świętość. Pamiętajmy, że wtedy niszczono nie tylko budynki, dobra materialne, ale świątynie, miejsca, gdzie sprawowana była Bezkrwawa Ofiara - świątynie Pańskie. Jak pisał św. apostoł Paweł: „Jeżeli ktoś niszczy świątynię Boga, tego i Bóg zniweczy, ponieważ jest ona święta” (l Kor 3, 17). /.../ Niech pamięć o tej wielkiej tragedii naszej Cerkwi, która miała miejsce w 1938 r., stanie się dla nas impulsem do wzmożonego świadectwa Świętego Prawosławia.”  Warto zwrócić uwagę na fakt, że Kościół katolicki w Polsce nigdy nie zorganizował  obchodów z okazji jakiejkolwiek rocznicy nie tylko zburzenia kościołów katolickich przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1942 – 1945, ale także „zapomniał” o tym, że wówczas w kościołach, podczas nabożeństw w sposób okrutny mordowani byli księża katoliccy razem z wiernymi. 12 października 2008 r. ukazała się książka „1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu” (Chełm 2008) w języku polskim i ukraińskim, a jej redaktorem był dr Grzegorz Kuprianowicz. Słowo wstępne napisał prawosławny abp Abel a przedmowę Metropolita Sawa. Jest także wstęp prezydenta Lecha Kaczyńskiego, list premiera Donalda Tuska oraz ówczesnego marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Wśród autorów polskich są m.in.: Mirosława Papierzyńska-Turek, Jerzy Tomaszewski, Paweł Borecki, Mirosław Szumiło, ks. Krzysztof Grzesiak, Roman Wysocki, Włodzimierz Mich,  Łukasz Jasina, Andrzej Wawryniuk, Stefan Dmitruk,  ks. ]an Łukaszuk,  Jarosław Nieścioruk,  ks. Sławomir Kochan. 12 października 2008 r. w Chełmie poświęcono monument w 70. rocznicę akcji burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu oraz w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej odbył się koncert-requiem. Uroczystości odbyły się dzięki wsparciu finansowemu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji Rzeczypospolitej Polskiej oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych Ukrainy, a także Urzędu Miasta Chełm. Tutaj też miały miejsce centralne obchody 70. rocznicy, w ramach których 13 października 2008 r. odbyło się międzynarodowe sympozjum naukowe „Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 r. - uwarunkowania, przebieg, konsekwencje”. 16 listopada 2008 r. został poświęcony przez  abp Abla kamień węgielny pod budowę cerkwi prawosławnej pw. św. Jerzego w Biłgoraju, „która będzie pomnikiem wzniesionym ku pamięci akcji burzenia cerkwi prawosławnych”, oraz odbył się koncert muzyki cerkiewnej. Ekspozycja wystawy pt. „1938. Akcja burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu” znalazła lokum w Biłgorajskim Centrum Kultury. 17 grudnia 2008 r. na Wydziale Politologii UMCS otwarta została wystawa oraz odbyła się  dyskusja panelowa pt. „70. rocznica akcji burzenia cerkwi prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w 1938 r. - spojrzenie na przeszłość i współczesność”. Uczestniczyli w niej: Zbigniew Hołda - moderator, Jerzy Tomaszewski, Tadeusz Radzik, Grzegorz Janusz, Paweł Smoleński i Grzegorz Kuprianowicz.  W „Przeglądzie Prawosławnym” z 26 października 2010  Dorota Wysocka prezentując sylwetkę dr Kuprianowicza pisze m.in.: „Z zawodu jest historykiem, adiunktem w Zakładzie Historii Najnowszej Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Rozprawę doktorską, obronioną w 1998 roku, poświęcił Ukraińcom na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu w okresie międzywojennym. „Uważam się za Ukraińca – wyjaśnił – ale ukraińska świadomość narodowa nie została mi nadana. Sam musiałem ją w sobie odnaleźć, określić, kim jestem. Choć rodzina nie miała ukraińskiej świadomości narodowej, w końcu sam sobie odpowiedziałem: Tak, jestem Ukraińcem.” Z połączenia prawosławia z ukraińską świadomością narodową wynikła aktywność Grzegorza Kuprianowicza w nowej lubelskiej parafii, św. Piotra Mohyły, której świątynią parafialną jest cerkiew Podwyższenia Krzyża Pańskiego,. Służy się w niej w języku cerkiewnosłowiańskim z wymową ukraińską, po ukraińsku czyta Ewangelie i Apostoła oraz głosi kazania. Kolejnym polem jego aktywności jest Towarzystwo Ukraińskie, organizacja społeczno-kulturalna, działająca od 1999 roku. Prezesem Towarzystwa jest Grzegorz Kuprianowicz”.
Z forum internetowego: „Jestem Polakiem, chociaż noszę ukraińskie nazwisko. W Polsce każdy Ukrainiec - Ukrainka po przedstawieniu się pyta albo na boku „to nasz?” albo wprost, czy jestem Ukraińcem. Za czystość swojej krwi zaręczyć nie mogę, obywatelstwo polskie, poczucie przynależności narodowej - polskie. /.../ Ten argument o burzonych cerkwiach jest bez sensu. To argument propagandowy. W Oszczowie - nasz teren, blisko - zarówno ksiądz katolicki jak i parafianie swoimi ciałami zasłonili cerkiew w swojej wsi. Nie pozwolili jej zburzyć. Czy ta jakże szlachetna postawa uratowała ich od banderowskiej rzezi ? Niestety nie. Sotnia Sycz - Sajenki „Jahody” usiłowała wymordować tych ludzi! Zginęło kilkadziesiąt osób”.  
Dr Kuprianowicz swoją książkę prezentował także na Ukrainie. Wychodzący we Lwowie „Kurier Galicyjski” z dnia 26 czerwca – 16 lipca 2009 r. podawał (Konstanty Czawaga: Pamiętać i wybaczyć czy pikietować polską ambasadę”): „Prezentacja książki o tych wydarzeniach zgromadziła przede wszystkim lwowian, pochodzących z ziemi chełmskiej i podlaskiej oraz z okolic Przemyśla, Lubaczowa, Sanoka. Przyszło też wielu przedstawicieli inteligencji ukraińskiej, naukowców, nieobojętnych i zafascynowanych stanem tego, co ukraińskie na terenach za linią Curzona. /.../ Wasyl Słobodian, kierownik działu Instytutu „Ukrprojektrestawracja” i autor oryginalnej książki o cerkwiach na owych ziemiach zauważył, że w czasach poprzedzających rozbiór I Rzeczpospolitej cerkwie na tych terenach były świątyniami greckokatolickimi. Pierwszej masakry katolików obrządku wschodniego na Podlasiu, w Pratulinie i Drelowie dokonało wojsko rosyjskie w styczniu 1874 r. Car Aleksander II podpisał program likwidacji Kościoła unickiego, ażeby w praktyce doprowadzić do zerwania jedności ze Stolicą Apostolską i ułatwić rusyfikację. Księży i wiernych, sprzeciwiających się carskim reformom zsyłano na Sybir bądź więziono. W 1996 r. Ojciec Święty Jan Paweł II beatyfikował zamordowanych 13 męczenników z Pratulina. Opisany plan caratu zastraszył tamtejszą ludność. Na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu powstały cerkwie w stylu synodalnego prawosławia rosyjskiego. W ich wnętrzu brzmiał język zaborcy. Z czasem, miejscowy lud jakoś się do tego przyzwyczaił. Natomiast część Polaków patrzyła na „cebulki” cerkiewne, jak na symbole i twierdze duchowe Imperium Rosyjskiego, w głąb którego w 1915 r. ewakuowała się większość miejscowych prawosławnych i powróciła dopiero po 1918 r. Zamieszkała na tych ziemiach ludność obrządku wschodniego na długo pozostała obiektem zakusów i manipulacji politycznych. Jako przykład można tutaj wspomnieć o nocie protestu w obronie prawosławnych na Chełmszczyźnie, którą wystosował do polskiego rządu minister spraw zagranicznych bolszewickiej Rosji Cziczerin. A było to akurat w tym czasie, gdy został uwięziony przez bolszewików prawosławny rosyjski patriarcha Tichon. W czasach okupacji niemieckiej na tych terenach miała miejsce ukrainizacja, a po II wojnie oświatowej rząd komunistyczny popierał tam „białorutenizację”. /.../ Ażeby wyjaśnić niektóre szczegóły poruszonego tematu „Kurier” zwrócił się do dra Grzegorza Kuprianowicza. Na pytanie, w jakim języku odprawiane są nabożeństwa w cerkwiach prawosławnych na Chełmszczyźnie i Południowym Podlasiu, padła odpowiedź: „Na Chełmszczyźnie i Podlasiu, które wchodzą obecnie w skład diecezji lubelsko-chełmskiej, większość wiernych stanowią osoby pochodzenia ukraińskiego. Nabożeństwa w większości świątyń prawosławnych w Polsce są odprawiane w języku cerkiewnosłowiańskim – tradycyjnym języku liturgicznym Kościoła Prawosławnego.” /.../ Na pytanie, dlaczego na Chełmszczyźnie i Podlasiu obecnie wznoszone są nowe cerkwie prawosławne w stylu rosyjskim, prawie jak gdzieś pod Moskwą, a nie w stylu ukraińskim, dr Kuprianowicz powiedział: „Świątynie są budowane w różnych stylach. Zależy to od wiernych, którzy są na danym terenie. Tutaj można dyskutować, gdzie jest jaki styl. To jest kwestia dyskusyjna, zależy także od architekta. Na przykład, cerkiew w Biłgoraju jest budowana w stylu bardzo współczesnym i byłoby niezwykle trudno zaszeregować ją do którejś z kategorii narodowych”. Zdaniem znanego poety ukraińskiego Romana Łubkiwskiego, każde niszczenie świątyni jest barbarzyństwem. Mające obecnie miejsce podpalanie drewnianych cerkwi na Ziemi Lwowskiej też jest rodzajem takiego przestępstwa. W czasach niepodległej Ukrainy na tym terenie spłonęło nie mniej, niż 20 zabytkowych świątyń i nikt za to nie poniósł odpowiedzialności, jak również żadna z tych świątyń nie została odbudowana w charakterystycznym dla niej stylu. Poeta apelował do wicewojewody i społeczności, ażeby położyć kres podpaleniom ukraińskich zabytków sakralnych.  Za tydzień, 14 kwietnia, w Skolem wybuchł pożar greckokatolickiej cerkwi drewnianej z XVI w. Tym razem straż pożarna z wielkim trudem uratowała świątynię przed całkowitym zniszczeniem. Zabrakło jednak 28 ikon, które spłonęły czy zniknęły wcześniej, jak to często bywa podczas podobnych pożarów”.
Artykuł w „Kurierze Galicyjskim” warto uzupełnić... warszawską „Rzeczpospolitą”:  „Z ogromnym niepokojem wierni Kościoła rzymskokatolickiego we Lwowie ponownie zwracają się do J. E. abp Mieczysława Mokrzyckiego z prośbą o zaniechanie manipulacji językowych w liturgii Kościoła rzymskokatolickiego na Ukrainie (w tym w katedrze łacińskiej we Lwowie). Od kilku tygodni w lwowskiej katedrze do nabożeństw z udziałem dzieci i młodzieży wprowadzany jest język ukraiński. /.../ Zmiany wprowadzone w katedrze łacińskiej we Lwowie są tym bardziej niepokojące, iż w taki właśnie sposób zaczynała się ukrainizacja Polaków za Zbruczem, która postępuje w sposób nieodwracalny” – napisali katolicy ze Lwowa do metropolity. Pod listem podpisało się 600 osób. Arcybiskup Mieczysław Mokrzycki odmówił „Rz” skomentowania listu (Cezary Gmyz: Język polski znika z kościoła; w” „Rzeczpospolita” z 11 maja 2009). W katedrze droga krzyżowa została odprawiona po ukraińsku. „Nawet obrazki, które są rozdawane dzieciom w kościele, mają teksty modlitwy wyłącznie po ukraińsku” – skarżą się Polacy mieszkający we Lwowie. Od stycznia abp Mokrzycki nie tylko nie ustosunkował się do ich apeli, ale 2 maja z okazji Dnia Polonii i Polaków za Granicą, w kazaniu apelował, aby wyjęli kamienie z kieszeni. „Przez cały okres komunizmu modlono się tutaj po polsku. Tu Polacy przechowali wiarę rzymskokatolicką we Lwowie. W mieście nie ma zapotrzebowania na msze rzymskokatolickie po ukraińsku. W kościele św. Antoniego ksiądz wprowadził mszę w tym języku, ale z niej zrezygnowano, bo przychodziło coraz mniej ludzi – argumentuje lwowianka Barbara Pacan. – W całej sprawie głównie chodzi o to, że już za chwilę z powodu działalności Kościoła katolickiego Polacy przestaną istnieć na terenie Ukrainy. Brzmi to trochę dramatycznie, ale na wielu terenach jedynym łącznikiem z ojczyzną pozostaje Kościół. Przez cały okres powojenny Polacy pozbawieni byli szkolnictwa polskiego i dostępu do polskiej kultury – mówi lwowianka Beata Kost.”  W Kościele greckokatolickim w Polsce msze odprawiane są w języku ukraińskim i nikomu nawet na myśl nie przyjdzie wprowadzanie liturgii w języku polskim.

„W 1944 r. państwo brunatnego katolicyzmu polskiego człowieka szlacheckiego okazało się najzupełniej bliskie polskim komunistom. Z takim państwem walczyli powstańcy chłopscy w latach 1943–1947 na Ukrainie Zachodniej. To nie był konflikt XX-wieczny, lecz ostatnia odsłona XVIII–XIX-wiecznego starcia niedokończonego wtedy w następstwie mediacji trzech cesarstw. Walczyły siły zorganizowane na modłę XIX-wieczną, tylko w sferze odwołań ideologicznych sięgając do tradycji walk z kozakami i hajdamakami/szlachcicami i księżmi.” (s. 187)
Komuniści polscy tworzyli więc „w 1944 r. państwo brunatnego katolicyzmu polskiego człowieka szlacheckiego”. Ale katolickie społeczeństwo polskie nie znało wówczas „historiografii wg Huka” i toczyło walkę z owym „brunatnym” państwem, czyli faktycznie z narzuconą mu przez Sowietów władzą terroru bolszewickiego, antykatolickiego i antyszlacheckiego, aczkolwiek szlachta praktycznie już nie istniała, majątki im PKWN odebrał a większość z nich była w więzieniu. Z tym nieistniejącym państwem od 1943 do 22 lipca 1944 roku walczyli „powstańcy chłopscy w latach 1943–1947 na Ukrainie Zachodniej”? Co prawda w większości analfabeci, ale posiadali ugruntowaną wiedzę, że „to nie był konflikt XX-wieczny, lecz ostatnia odsłona XVIII–XIX-wiecznego starcia”. Czy to właśnie od nich tę wiedzę posiadł B. Huk?  

„Na przednówku 1943 r. chłopom wołyńskim zaczął zaglądać w oczy głód, ale także widmo powrotu Polski, pamiętanej i utożsamianej z pańszczyźnianym katolickim odczłowieczaniem i rugami z międzywojnia. Rzecz jasna, że o nawiązanie kontaktu z tym chłopstwem starała się także galicyjska OUN, ale przypisanie jej odpowiedzialności nie za rewolucję narodową, a za powstanie chłopskie na Wołyniu jest zabiegiem identycznym z obwinianiem administracji austriackiej o Rabację z 1846 r. W rzeczywistości w Galicji Zachodniej w 1846 r. i sto lat później na Wołyniu sytuację destabilizowały przygotowania szlachty polskiej do powstania, doprowadzające chłopstwo do krańców wytrzymałości. W 1846 r. Polacy, wbrew Mazurom, mieli zerwać się przeciw Cesarstwu Austriackiemu, a w 1943 r. przeciw ZSRR – za każdym razem chłopstwu mogło się to obrócić powrotem nieograniczonej władzy dworu. W 1943 r. OUN powiodło się to, co w 1846 r. nie udało się Edwardowi Dembowskiemu, gdy starał się dać galicyjskiemu ludowi polskiemu ideę narodową i porwać do powstania narodowego.” (s. 188)
Na przednówku 1943 roku na Wołyniu głodowali chłopi polscy. Chłopi ukraińscy zdążyli już wymordować chłopów polskich w kilkuset wsiach i zagrabić ich dobytek żywy i martwy. Wcześniej administracja ukraińska kolaborująca z niemieckim okupantem na potrzeby III Rzeszy Niemieckiej ścigała kontyngenty głównie z polskich gospodarstw. A to, że rzeż ludności polskiej na Wołyniu zaplanowała i zorganizowała „galicyjska” OUN potwierdzają liczne dokumenty tejże OUN oraz zeznania samych chłopów ukraińskich zwerbowanych do uczestnictwa w rzeziach, w tym dla wahających się pod przymusem. Ciekawe też, jak to „szlachta polska przygotowywała się do powstania” w 1943 roku na Wołyniu deportowana w 1941 roku na Sybir? Na jakiej to ludności w 1846 roku zamierzał Edward Dąbrowski dokonać ludobójczej rzezi, ale mu się to nie udało, a w 1943 roku „OUN powiodło się”?   
Prok. Piotr Zając z IPN Lublin prowadzący śledztwo  w sprawie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu stwierdza: „Ideologicznie Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów czerpała z faszyzmu włoskiego i niemieckiego nazizmu. Podkreślała jednak, że jest ruchem nowym, specyficznym, niepodobnym do żadnego innego. Imperialistyczne dążenia UON przejawiały się w koncepcji utworzenia Ukrainy obejmującej wszystkie ziemie etnograficznie ukraińskie. Analizując Uchwały II Wielkiego Zboru Oddział II Informacyjno-Wywiadowczy AK zauważa, że Ukraińcy, projektując utworzenie swojego państwa, które miałoby obejmować nie tylko Małopolskę Wschodnią, Wołyń i Polesie, ale również Chełmszczyznę, Podlasie i Łemkowszczyznę, zapewniają równość, ale tylko dla Ukraińców. „Ziemia ukraińska dla ukraińskich chłopów, fabryki i warsztaty dla ukraińskich robotników, ukraiński chleb dla Ukraińskiego Narodu”. Los, jaki czekałby ludność polską w tym „państwie” byłby tragiczny, czego praktyczny przedsmak mieli Polacy w Małopolsce Wschodniej w ciągu kilkutygodniowej organizacji państwa ukraińskiego na tym terytorium w lipcu 1941 r. W akcie ogłoszenia niepodległości Ukrainy z dnia 30 czerwca 1941 r. znalazła się deklaracja współpracy z narodowosocjalistycznymi Niemcami i słowa entuzjazmu dla „nowego ładu” w Europie. We Lwowie rozbrzmiewało hasło nowego rządu – „Ukraina dla Ukraińców”. Zmierzano więc do budowy mononarodowego, totalitarnego państwa poprzez usunięcie mniejszości narodowych, które miało powstać w wyniku rewolucji narodowej. Główną zasadą i siłą ukraińskiego nacjonalizmu miała być ekspansja terytorialna i przemoc stosowana w stosunkach z innymi nacjami w toku walki o przestrzeń życiową. Polityka w łonie organizacji opierała się na utrzymywaniu ściśle nacjonalistycznej linii i zwalczaniu wszelkich odchyleń.
Analiza znanych dokumentów ukraińskich nacjonalistów nie pozostawia wątpliwości, że na Wołyniu, z początkiem 1943 r. postanowiono wymordować wszystkich zamieszkujących tam Polaków. Fakt podjęcia przez przywódców OUN-UPA decyzji o usunięciu ze wschodnich terenów II RP, a w przypadku Wołynia o wymordowaniu wszystkich Polaków zamieszkujących sporne ziemie w celu uzyskania przed ewentualnymi rozmowami pokojowymi, po zakończeniu wojny, terenów czystych etnicznie, znajduje oparcie w świetle ujawnionych dokumentów, zeznań setek świadków, opinii biegłych historyków, relacji znawców przedmiotu i posiadanych przez nich dokumentów archiwalnych. Antypolskie akcje, mające na celu fizyczne zniszczenie (eksterminację) ludności polskiej z terenu Wołynia, zostały zaplanowane i przygotowane przez polityczne i wojskowe gremia przywódcze OUN-UPA, a wykonane przez podległe im oddziały zbrojne i podporządkowane im grupy samoobrony ukraińskiej oraz zaagitowanych do tego celu chłopów. Morderstwa i wytępianie ludności cywilnej na Wołyniu podjęte zostały w celu zniszczenia Polaków jako grupy narodowej, traktowanej jako przeszkoda w utworzeniu „Wielkiej Ukrainy”. Do chwili obecnej nie zdołano odnaleźć żadnego dokumentu ani uzyskać innego dowodu jednoznacznie wskazującego, kiedy podjęto decyzję o wymordowaniu Polaków. Trudności w odnalezieniu dokumentów zawierających treść decyzji o wymordowaniu Polaków mogą być konsekwencją zrozumiałego faktu nadania im tajnego charakteru. Jurij Stelmaszczuk, przesłuchany w dniu 28 lutego 1945 r. przez oficera NKWD wyjaśniał, że w czerwcu 1943 r. przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN, „Kłym Sawur” przekazał mu ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej zamieszkującej na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy. Także Taras Bulba Boroweć wspominał, w kontekście osoby Łebedia, że banderowcy w marcu 1943 r. wydali zbiorowy wyrok śmierci na Polaków z „zachodniej Ukrainy”.
Członek OUN, Zbigniew Kaminśkyj, w odręcznej notatce sporządzonej w dniu 26 lutego 1958 r. dla organów bezpieczeństwa PRL, a dotyczącej Służby Bezpieczeństwa OUN stwierdził, że najbardziej haniebnym rozkazem w SB był rozkaz nr 1 wydany przez pełniącego obowiązki prowidnika OUN-B (od III do IV Wielkiego Zboru OUN) oraz referenta SB, Mykołę Łebedia. Rozkaz ten dotyczył przeprowadzenia masowych likwidacji ludności polskiej zamieszkującej na terenie Zachodniej Ukrainy. W późniejszym nieco okresie, to jest pod koniec 1943 r. rozkaz został rozszerzony na pozostałe oddziały UPA. Zbigniew Kaminśkyj stwierdził ponadto, że nie może obszerniej rozpisywać się o skutkach tej decyzji z powodu braku danych, ale jej ofiarami padło „wiele osób narodowości polskiej”. Podnieść należy, że wspomnianego rozkazu nie zdołano odnaleźć ani w archiwach IPN, ani w archiwum Służby Bezpieczeństwa Ukrainy niemniej Zbigniew Kaminśkyj przez funkcjonariuszy Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego był uważany za bardzo wiarygodnego, a podawane przez niego dane za zgodne z prawdą. Zresztą, przypominają się w tym miejscu konferencje w Wannsee, kiedy zdecydowano o rozwiązaniu „kwestii żydowskiej” czyli wymordowaniu milionów Żydów. Po zakończeniu obrad wszystkie odręczne notatki zostały spalone. Opracowaniem stenogramów zajął się Eichmann, każdy z uczestników dostał kopię, gdzie usunięto wszelkie wzmianki o planowanych morderstwach, zostawiając ogólniki i informacje o tzw. „ewakuacji”. Później i tak zresztą naziści przystąpili do zacierania śladów tej zbrodni, niszczyli archiwa.  
Szacunkowo zamordowanych na Wołyniu zostało około 60, a nawet 80 tysięcy osób narodowości polskiej. Dziesiątki tysięcy, którym udało się przeżyć genocyd, zostało zmuszonych do ucieczki pozostawiając cały dorobek życia, a nawet pokoleń. Duża część tych osób trafiła następnie na roboty do Niemiec. Akcja nacjonalistów ukraińskich objęła setki miejscowości, wsi, kolonii na terenie województwa wołyńskiego, nie licząc miejsc i obszarów nie zamieszkanych, gdzie również dokonano licznych mordów. Pacyfikowano i napadano, zdarzało się, że wielokrotnie, nie tylko większe skupiska Polaków, ale także pojedyncze rodziny, zagrody czy też grupy Polaków przemieszczających się po ziemi wołyńskiej, między innymi uciekających przed terrorem. Majątek Polaków był grabiony lub niszczony, zabudowania palono (chyba, że niosłoby to zagrożenie dla znajdujących się w pobliżu gospodarstw ukraińskich), plony i inwentarz trafiał w ręce miejscowych chłopów. Ucieczka z terenów Wołynia była dla Polaków częstokroć jedyną szansą uniknięcia biologicznego wyniszczenia. Pozbawieni przywódców – wskutek wcześniejszych wywózek na Syberię oraz działań ukraińskich nacjonalistów – pomocy państwa polskiego, uzbrojenia, byli dla nacjonalistów ukraińskich stosunkowo łatwym celem. Rzezie organizowano pod hasłami wolnej Ukrainy, czystej etnicznie, Ukrainy dla Ukraińców. Niszczono i palono wszystko, co łączyło się z polskością, aby uniemożliwić powrót Polaków w przyszłości. Mordy były doskonale zaplanowane i w sposób zorganizowany przeprowadzone. Bez poparcia mas ukraińskich ludobójstwo nie byłoby możliwe w takiej skali, do jakiej doszło na Wołyniu. Jako czynnik determinujący wydarzenia wołyńskie należy również wskazać ukraiński nacjonalizm. Jak słusznie zauważył Timothy Snyder, podobny tradycyjny porządek społeczny, dawne podziały, upadek państwa polskiego, sowieckie deportacje miały miejsce na ziemiach białoruskich. Tam jednak, w odróżnieniu do Wołynia, nie doszło do czystek na Polakach. Różnicę stanowił nacjonalizm – lub jego brak. Nacjonalizm białoruski, w odróżnieniu od ukraińskiego, miał niewielkie znaczenie polityczne w przedwojennej Polsce. Nie przybrał też charakteru konspiracyjnego ruchu. Jeśli dodać do tego wcześniejszy przykład rozwiązania na Wołyniu „kwestii żydowskiej” przy aktywnym współudziale policji ukraińskiej, ogólną atmosferę okrucieństwa wojny i braku litości – łańcuch czynników umożliwiających realizację zbrodniczego planu wymordowania ludności polskiej na Wołyniu został zamknięty.
Prawdopodobnym jest, że decyzję o likwidacji Polaków osobiście podjął przywódca OUN-B na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskyj „Kłym Sawur”, ewentualnie razem ze swoimi najbliższymi współpracownikami, Wasylem Iwachowem ps. „Som”, „Sonar”, Iwanem Łytwynczukiem ps. „Dubowyj”, Petro Olijnykiem ps. „Enej”. To „Kłym Sawur” w 1943r. był faktycznym dowódcą UPA. Z całą pewnością wszystkie te osoby oraz Jurij Stelmaszczuk „Rudyj” odpowiadają za kierowanie akcjami przeciwko polskiej ludności. Wskazują na to nie tylko podział strukturalny OUN-UPA z lipca 1943 r. na Wołyniu, ale również wyjaśnienia schwytanych przez sowieckie organy bezpieczeństwa uczestników zbrodni;
-  Materiał dowodowy zgromadzony w śledztwie wskazuje na istnienie meldunków i sprawozdań dowódców oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii, kierowanych do dowództwa wyższego szczebla, w których wskazywano, jakie polskie wsie zlikwidowano i ilu Polaków zostało zabitych. Nasuwa się w związku z tym prosty i logiczny wniosek, że podjęte przez UPA akcje zbrojne przeciwko polskiej ludności były konsekwencją realizacji wydanych rozkazów, w przeciwnym wypadku spotkałyby się z ostrą reakcją przełożonych. Plany ukraińskich nacjonalistów uzyskania na Wołyniu terenów czystych etnicznie (w głównej mierze chodziło o ludność narodowości polskiej) zasadniczo zostały zrealizowane. Sukces tej polityki rozwiał wątpliwości części przywódców OUN-UPA, do tej pory sceptycznych eksterminacjom. Centralny Prowid zadecydował, że należy ją kontynuować na terenach Małopolski Wschodniej.” (Prok. Piotr Zając: Śledztwo Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie w sprawie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu, sygn. S.1/00/Zi.)

„Niszczenie dworów i jego pochodna – mordy dokonane na Polakach, zaistniały w sytuacji, kiedy na horyzoncie wydarzeń zaczynała pojawiać się wizja klęski Niemców, oznaczająca powrót do sytuacji sprzed powstania. Wraz z satysfakcją i egzaltacją w ramach przynajmniej tymczasowego odreagowania i dominacji zbliżająca się klęska to jeden z motywów rozpaczy skutkującej chłopskimi mordami popełnionymi na Polakach na Wołyniu (natomiast AK mordowała chłopów wołyńskich ufając, że odpowiedzialność spocznie na nazistach lub bolszewikach)”. (s. 189)
Na Wołyniu w 1943 roku i w Małopolsce Wschodniej w 1944 roku dworów już nie było, a ich właściciele przebywali „w sowieckich uzdrowiskach” na Syberii. Większość tych dworków spaliła UPA, na Wołyniu wiosną 1943 roku, najczęściej razem z rodzinami „kolonizacyjnej” służby folwarcznej. Polskie wiejskie samoobrony, najczęściej  zorganizowane samorzutnie, nie przez AK, i nie „przeistaczały się” ani w nazistów, ani w bolszewików. We wspomnieniach wymieniają imiennie swój udział w toczonych ciężkich walkach w obronie życia swoich rodzin podczas napadów band UPA i sąsiadów, ukraińskich chłopów (np. Przebraże, Rybcza. Pańska Dolina. Stara Wieś, Zasmyki).

„W 1943 r. polskie meldunki są pewne jednego: chłopstwo stało się bulbowcami, banderowcami, a więc dżumą. Sprawujące władzę bogate grupy troszczyły się o to, by odróżnić dobrych biedaków od złych. Meldunki AK informują zatem o Ukraińcach-mordercach i Ukraińcach-obrońcach: „od marca do maja [1943 r.] ofiarą rzezi padło trzy tysiące osób” – „W zachodnich powiatach względny spokój między innymi dzięki pomocy propolskich Ukraińców”. Ubodzy odczuwali strach przed ponownym narzuceniem takiej czy innej postaci szaleństwa pańszczyzny, a Polacy przekwalifikowali swój strach przed wsią na szaleństwo ukraińskiego nacjonalizmu. Źródła strachu przed chłopstwem nazwanym ukraińskim nacjonalizmem należało zwalczać wszelkimi środkami – polska warstwa dominująca na Wołyniu za nic na świecie nie podjęłaby się próby zrozumienia, że to nie ukraiński nacjonalizm, a wielowiekowe obrazy i emocje wyobraźni pańszczyźnianej, które nie mogły zniknąć, powołały chłopa do powstania – że to chłopska pańszczyzna zwróciła się przeciw swemu katolicko-szlacheckiemu źródłu – każdemu i wszystkiemu, co według podporządkowanych miało związek z dworem/parafią.” (s. 190)
Genocidum atrox było gorsze niż dżuma. Dżuma nie nadziewała polskie dzieci na sztachety, nie gwałciła dziewcząt i kobiet, nie wykłuwała im oczu, nie obcinała piersi, nie rąbała siekierami i motykami, nie przeżynała piłami na pół, itp. „Sprawujące władzę bogate grupy”, czyli niemiecka władza okupacyjna oraz kolaborujący z nimi Ukraińcy (policjanci, urzędnicy, wójtowie, itp.) nie troszczyły się o odróżnianie dobrych biedaków od złych, każdy Polak skazany był na śmierć, najczęściej bardzo okrutną. Faktem jest, że za mało nagłośniona pozostaje wciąż grupa Sprawiedliwych Ukraińców, a większość z nich za pomoc sąsiadom Polakom poniosła także okrutną śmierć (najczęściej z całą rodziną)  z rąk swoich rodaków z SB OUN i UPA, co rzeczywiście było nazistowskim „szaleństwem ukraińskiego nacjonalizmu”. A objawem tego jest także teza, że spowodowały to „wielowiekowe obrazy i emocje wyobraźni pańszczyźnianej”. Szokuje też fakt, że rodziny Sprawiedliwych Ukraińców często proszą, aby nie podawać ich nazwisk, bo się boją zemsty swoich sąsiadów, „dzieci i wnucząt” banderowskich zbrodniarzy, obecnych bohaterów Ukrainy.   

„Gdy II Rzeczpospolita upadła, okazało się, że w spadku po sobie pozostawiła wyrok śmierci na członków aparatu kolonialnego. W 1943 r. jego wykonawcami stali się autochtoni, zmuszeni przez polski „dwór” w Londynie do wzięcia na siebie roli powstańców, w odpowiedzi na co kolonialna wersja prawdy nazwała ich ukraińskimi nacjonalistami, a nawet ukraińskim odpowiednikiem faszyzmu.” (s. 191)
Jaki  wyrok „w spadku po sobie” pozostawi Ukraina na zbrodniarzy banderowskich? Strach się bać? Nie, przecież do zbrodni zmusił ich polski „dwór” w Londynie! Bandera, Szuchewycz, Klaczkiwski, Olijnyk, Łytwyńczuk, Stelmaszczuk, Onyszkewycz, Stebelski zdaniem Huka wykonywali rozkazy polskiego „dworu w Londynie”! Co prawda pod przymusem, mając przyłożone pistolety do głów? Wyciąg z protokołu przesłuchania Jurija Stelmaszczuka z 28 lutego 1945 r. „W czerwcu 1943 roku przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN „KŁYM SAWUR” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów Ukrainy. Wykonując tę dyrektywę Centralnego Prowidu OUN, w sierpniu 1943 roku wraz z formacją grupy band[yckiej] UPA wyrżnąłem ponad 15 tysięcy Polaków w rejonach kowelskim, siedliszczańskim, maciejowskim i lubomelskim obwodu wołyńskiego, o czym dokładnie i odrębnie poinformowałem w swoich zeznaniach z 23 lutego 1945 roku. 29 i 30 sierpnia 1943 roku z oddziałem liczącym 700 uzbrojonych bandytów, zgodnie z poleceniem dowodzącego okręgiem „OŁEHA”, wyrżnąłem całą polską ludność na terytorium rejonów hołobskiego, kowelskiego, siedliszczańskiego, maciejowskiego i lubomelskiego, zrabowawszy cały ich majątek ruchomy i spaliwszy cały ich majątek nieruchomy. Łącznie w tych rejonach w ciągu 29 i 30 sierpnia 1943 roku wyrżnąłem i rozstrzelałem ponad 15 tys. cywilów, wśród nich starców, kobiety i dzieci. Robiliśmy to w następujący sposób: po spędzeniu całej ludności polskiej w jedno miejsce, okrążaliśmy ją i rozpoczynaliśmy rzeź. Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska i szliśmy dalej. Tak przechodziliśmy od wsi do wsi, dopóki nie zgładziliśmy całej ludności – ponad 15 tys. osób. Całe bydło, wartościowe rzeczy, mienie i żywność zabieraliśmy, a budynki i inne mienie paliliśmy./.../ Znam jeszcze jedną tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN po linii SB, w której zalecano fizyczną likwidację wszystkich członków rodzin osób podejrzanych o nastroje antyounowskie, nie wyłączając ani niemowląt, ani kobiet, ani starców.” (PA SBU, F. 65, spr. S-9079, t. 1. k. 168–169) „Kłym Sawur” ukrył przed Sowietami fakt, że został zmuszony do dokonania ludobójstwa na ludności polskiej „przez polski dwór w Londynie”, a „rolę powstańców” odegrali dobroduszni i życzliwi Ukraińcy,  których „kolonialna wersja prawdy nazwała ukraińskimi nacjonalistami, a nawet ukraińskim odpowiednikiem faszyzmu?”

„W wykładni ogólnej mordy na Ukraińcach na Chełmszczyźnie zaczęły się w 1942 r., czyli od razu po tym, jak Wehrmacht został powstrzymany pod Stalingradem, co oznaczało jedno: państwo polskie wróci na mapę Europy, zatem rozprawa z Ukraińcami to znowu będzie wewnętrzna sprawa państwa. Natomiast mordy na Polakach na Wołyniu zaczęły się na początku 1943 r., gdy klęski Niemców uświadomiły Ukraińcom jedno: znowu staną się wewnętrznym zagadnieniem Rzeczypospolitej Polskiej, co oznaczałoby zaciśnięcie się kleszczy genocydu, z których niedawno wyrwał ich wybuch wojny”. (s. 191)
Dane o  mordach na Ukraińcach na Chełmszczyźnie w 1942 roku podaje Igor Hałagida: „Potwierdza to analiza ogólnego zestawienia strat ukraińskich z 1942 r. z całego dystryktu lubelskiego, dokonana pod względem sprawców. Wynika z niej, że spośród 382 zabitych osób zdecydowana większość − aż 316 (82,7 proc.) − zginęła z rąk Niemców lub formacji im podporządkowanych (co najmniej 2 osoby zostały zastrzelone przez polskich policjantów na służbie niemieckiej). /.../ W wyniku zastosowania tych rygorystycznych norm można przyjąć obecnie bez żadnych wątpliwości, że tylko 2 osoby zginęły z rąk polskiego podziemia (jedna z rąk AK, druga – BCh)” (Igor Hałagida: Ukraińskie straty osobowe w dystrykcie lubelskim (październik 1939−lipiec 1944) – wstępna analiza materiału statystycznego. W: Pamięć i sprawiedliwość. Nr1/ 2017). Absurdalna jest teza, że na Wołyń wróci Polska i „zaciśnie kleszcze genocydu” na Ukraińcach, z którego „niedawno wyrwał ich wybuch wojny”. Wojna nie wyrwała ludności ukraińskiej z „kleszczy ludobójstwa”, czyli genocydu, to wizja chora, obłąkańcza. Ona pozwoliła nacjonalistom ukraińskim zacisnąć te kleszcze, głównie na Polakach. Ludobójstwo okrutne, czyli genocidum atrox dokonane przez Ukraińców na ludności polskiej zaczęło się 9 lutego 1943 roku od wsi Parośla pow. Sarny. „Zamordowano 173 osoby, tylko 11 osób, przeważnie dzieci, ciężko okaleczone, zostały potem uratowane. Jak zwykle czyniły to bandy, po dokonanym morderstwie gospodarstwa ograbiono, zabierając cały dobytek i żywy inwentarz. Późniejsze oględziny pomordowanych wykazały szczególne okrucieństwo oprawców. Niemowlęta były przybijane do stołów nożami kuchennymi, kilku mężczyzn było obdartych ze skóry pasami, niektórzy mieli wyrywane żyły od pachwiny do stóp, kobiety były nie tylko gwałcone, lecz wiele z nich miało poobcinane piersi. Wielu pomordowanych miało poobcinane uszy, nosy, wargi, oczy powyjmowane, głowy często poobcinane. Po dokonaniu rzezi mordercy urządzili libację w domu sołtysa. Po odejściu oprawców, wśród resztek jedzenia i butelek po samogonie znaleziono martwe dziecko około 12-miesięczne, przybite bagnetem do stołu, a w ustach dziecka włożony był niedojedzony kawałek kiszonego ogórka.” (Czesław Piotrowski: „Zlikwidowanie osiedla i miejscowości na Wołyniu”; za:  http://wolyn.ovh.org/opisy/parosla-09.html). Zbrodni w Parośli dokonał Oddział Wojskowy banderowskiej OUN Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki”, uznawany za pierwszą sotnię Ukraińskiej Armii Powstańczej.

„Istnieje wszakże węższy kontekst wydarzeń wołyńskich. Wynikiem spotkania trzech imperializmów – katolicko-sarmackiego, bolszewickiego i nazistowskiego – było powstanie w latach 1941–1944 na tyle skomplikowanego układu wzajemnych odniesień (dziś funkcjonujących jako odrębne reżimy prawdy), jakiego społeczno-kulturowe stosunki polsko-ukraińskie nigdy dotąd nie doświadczyły.” (s. 191)
Wymieniając imperializm nazistowski („dziś funkcjonujący jako odrębny reżim prawdy”) w odniesieniu do OUN – UPA i obecnie trwającej gloryfikacji banderowskich zbrodniarzy Huk ma rację i sam nie powinien w tym „reżimie prawdy” uczestniczyć. A imperializmu katolicko-sarmackiego niech szuka w Katyniu, Gułagach i „dołach śmierci” na obecnej Ukrainie, bo tutaj Polakom zabroniła tego „greckokatolicka samostijna Ukraina” i nie można Ich godnie pochować oraz postawić krzyża „polskiego Boga”. Czego doświadczają obecne „społeczno-kulturowe stosunki polsko-ukraińskie”. I nie tylko nie pozwalają postawić, ale usuwają te nieliczne, już postawione. „Środowiska kresowe zwróciły się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych z prośbą o interwencję w sprawie usuwania przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy krzyży wzniesionych przez Polaków i Ukraińców w miejscach ukraińskich, banderowskich zbrodni na Polakach. Polskie ofiary ukraińskiego ludobójstwa zasługują przynajmniej na krzyż i modlitwę. A polski obywatel ma prawo pochylić głowę nad dołami śmierci. Przyjacielska Ukraina jednak na to nie pozwala. Karze polskiego obywatela za stawienie krzyży. I odbiera mu prawo do modlitwy nad dołami śmierci - piszą autorzy petycji, odnosząc się do objęcia zakazem wjazdu na Ukrainę Janusza Horoszkiewicza, który postawił w miejscach banderowskich zbrodni 40 krzyży. W petycji kreślą tło historyczne całej sprawy: Historia była taka: Po ukraińskim napadzie w lipcu 1943 r. na Hutę Stepańską, w której z rąk Ukraińców padło ok. 600 Polaków, przybyło do Suni i w jej okolice wielu uciekinierów. Bandyci napadli także i na Sunię. Po dziesięcioleciach Horoszkiewicz chciał zachować pamięć ofiar. Pojechał na tę ziemię, by postawić krzyże. Pomagali mu dobrzy ludzie. Pod krzyżami można się było pomodlić. Także pod krzyżem w dawnej Suni. Ale niedługo. Bowiem krzyż ktoś ściął. I nie ma już krzyża. Krzyż ścięli, jak twierdzi Horoszkiewicz, funkcjonariusze SBU z Równego. Pozostała po Krzyżu tylko dziura w ziemi. Horoszkiewicz jednak tego symbolicznego mordu dokonanego na polskiej pamięci narodowej długo nie rozgłaszał. Nikomu w Polsce o nim nie mówił. Uważał, że Ukraińcy krzyż zwrócą, postawią na swoim miejscu. Bo to dobrzy ludzie. Tylko musi o to poprosić. I zaczął prosić. Napisał list do przewodniczącego tzw. Selrady, czyli tamtejszego urzędy gminnego. List brzmiał następująco: „W ubiegłym roku zwracałem się do Pana w sprawie ściętego krzyża w Suni, do dziś dnia nie otrzymałem odpowiedzi (…). O ścięciu krzyża w Polsce nikt się nie dowiedział (…). Moim celem jest głoszenie pojednania między naszymi narodami, a nie sianie złości. Krzyż dla nikogo wrogiem nie jest. Z Bogiem”.
Krzyż jednak – jak wskazują autorzy petycji, nie wrócił na swoje miejsce. Tymczasem – jak dodają - Horoszkiewicz otrzymał zakaz wjazdu na Ukrainę. Przy okazji dowiedział się, z kim nie wolno mu się spotykać.” (https://wpolityce.pl/swiat/517034-bedzie-reakcja-msz-na-usuwanie-polskich-krzyzy-na-ukrainie ; 10 września 2020)

„Chłopstwo dostrzegało pozytywne cechy uwolnienia go przez komunistów z ZSRR spod władzy Polaków, a następnie usunięcia od władzy pierwszych i drugich przez III Rzeszę. Jednak trzeci okupant wkrótce zmusił wieś wołyńską do zawarcia sojuszu z UPA i partyzantką radziecką. Natomiast przywódcy UPA skłonni byli zawrzeć sojusz z każdym, kto pomógłby im zostać partnerem politycznym w bezpośrednich rozmowach z Zachodem. /.../ Armia Krajowa i Delegatura Rządu na Kraj stały się taktycznym sojusznikiem nazistów, ponieważ ci chronili Polaków przeznaczonych do obsadzenia kolonialnej administracji przyszłego państwa polskiego przed chłopstwem, UPA i partyzantką radziecką. AK zawarła następnie porozumienie taktyczne z ZSRR i wspomagała partyzantów radzieckich w walkach z III Rzeszą (ale raczej administracją niemiecką niż garnizonami na Wołyniu) i UPA. Partyzanci radzieccy byli z kolei taktycznymi sojusznikami AK i UPA przeciw III Rzeszy, AK przeciw UPA oraz UPA przeciw AK. Wyjście z wołyńskiego galimatiasu zaproponowali galicyjscy Ukraińcy w postaci dywizji SS „Galizien”. Traktowali ją jako zalążek siły, która może wyłonić cywilną ukraińską reprezentację polityczną do rozmów z Anglią i USA, ale także z Polską.” (s. 191 – 192)
Istny galimatias historiografii wg Huka: Niemcy zmusili chłopów ukraińskich „do zawarcia sojuszu z UPA” , czyli oni powołali najbardziej krwawą formację jaką była SB OUN? Oleksy Kyryluk („Hamalija”. „Rubacz”), komendant bojówki SB, zeznaje: „Do maja 1943 roku jeździłem razem z „MAKAREM” po wsiach rejonu rówieńskiego. Do moich obowiązków należało wykonywanie zleceń „MAKARA” oraz jego ochrona. Zatrzymując się we wsi „MAKAR” zazwyczaj wzywał do siebie za moim pośrednictwem miejscowy aktyw ounowski i zwiadowców SB, szczegółowo dowiadywał się o nastroje miejscowej ludności, przebieg dostaw dla UPA oraz liczbę i nazwiska sowieckich jeńców wojennych, którzy uciekli z niemieckich obozów i mieszkali w danej wsi. Wraz ze mną „MAKAROWI” towarzyszyli dwaj członkowie SB „OŁYKO” i „CZEPCZYK”. Po odjeździe „MAKARA” wkraczała do wsi „bojówka” i na jego zlecenie likwidowała tych mieszkańców, którzy wypowiadali się przeciw UPA oraz sowieckich jeńców wojennych, zbiegłych z obozów niemieckich. W maju 1943 roku „MAKAR” wezwał mnie do siebie i oznajmił, że jest ze mnie bardzo zadowolony i uważa, iż w zupełności podołam obowiązkom komendanta „bojówki” SB rejonu rówieńskiego, przy czym oficjalnie będę miał tytuł „naczelnika policyjnego wydziału wykonawczego”. Na pytanie, co konkretnie będzie należeć do moich zadań, „MAKAR” oznajmił mi, co następuje: „Aby OUN mogła prowadzić walkę o utworzenie «niepodległej» Ukrainy, trzeba zlikwidować wszystkich jej wrogów. W związku z tym należy wszędzie mieć swoje oczy i uszy. I właśnie dlatego utworzono Służbę Bezpieczeństwa, składającą się z referentury wywiadu, która ma w każdej wsi swoich zwiadowców i «bojówki» liczące [po] 10–12 ludzi rozprawiających się bezpośrednio z naszymi wrogami.
Generalnie kierownictwo OUN nałożyło na Służbę Bezpieczeństwa następujące obowiązki:
1. Likwidowanie wszystkich «wrogów» UPA i OUN – Polaków, Czechów, Żydów, komsomolców, komunistów, oficerów i żołnierzy Armii Czerwonej, pracowników milicji oraz ludzi miejscowych sympatyzujących z władzą sowiecką.
2. Zatrzymywanie i rozstrzeliwanie wszystkich jeńców wojennych – oficerów i żołnierzy Armii Sowieckiej zbiegłych z obozów niemieckich.
3. Likwidowanie wszystkich uchylających się od służby w UPA wraz z rodzinami, palenie ich domów i zabieranie mienia.
4. Pilnowanie mieszkańców naszego rejonu, by na czas dostarczali produkty rolne dla UPA i stosowanie fizycznych represji wobec sabotujących dostawy. Pod [pojęciem] «represje fizyczne» rozumie się rozstrzeliwanie oraz egzekucje.
5. Wykrywanie i rozprawianie się z osobami oczekującymi nadejścia jednostek Armii Czerwonej.
6. Likwidowanie wszystkich osób, bez wnikania w stopień ich winy, na zlecenie kierownictwa OUN.
7. Przekazywanie «MAKAROWI» najbardziej «niebezpiecznych wrogów» – komunistów i funkcjonariuszy NKWD, nie przesłuchując ich osobiście.
Podstawą naszej pracy jest poświęcenie się sprawie OUN. Niech wam nawet nie drgnie ręka, gdy widzicie męki waszej ofiary. Pamiętajcie, że im więcej zniszczycie wrogów, tym bliższy jest czas naszego zwycięstwa”. (Fragmenty protokołu przesłuchania Ołeksy Kyryluka z 27 czerwca 1944 r. PA SBU, F. 13, spr. 372, t. 20, k. 56–63. W: Polska i Ukraina w latach trzydziestych–czterdziestych XX wieku. Nieznane dokumenty z archiwów służb specjalnych. Tom 4. Warszawa – Kijów 2005)  
Huk twierdzi, że „galimatias wołyński” zakończyli „galicyjscy Ukraińcy w postaci dywizji SS „Galizien”. Miała ona „wyłonić cywilną ukraińską reprezentację polityczną do rozmów z Anglią i USA, ale także z Polską”.
Przypomnijmy, jak wyglądało to „wiekopomne” zadanie w wykonaniu SS „Galizien”.
Dywizja SS „Galizien” - „Hałyczyna” (14 Dywizja Waffen SS-Galizien)  utworzona została jako jednostka wojskowa wiosną 1943 przez III Rzeszę z ukraińskich ochotników z Galicji. Organizacji dywizji ze strony niemieckiej patronował gubernator Dystryktu Galicja Generalnego Gubernatorstwa – Otto von Wächter, zaś ze strony ukraińskiej polityczne zaplecze stanowił Ukraiński Komitet Centralny w Krakowie pod przewodnictwem prof. Wołodymyra Kubijowycza i działacze OUN-M. „Do punktów werbunkowych zgłosiło się około 80 tys. osób, z czego prawie 50 tys. zakwalifikowano jako zdolnych do służby wojskowej.” (G. Motyka: „SS-Galizien” - „Hałyczyna”;  w: Pamięć i Sprawiedliwość, nr 1/2002, Warszawa 2002, s.111) Z pierwszego rzutu ochotników utworzono 5 pułków policji SS (numeracja 4 do 8) oraz rezerwowy batalion policji. 4 i 5 pułk policji SS wzięły udział w niemieckich akcjach przeciwpartyzanckich i pacyfikacjach, w czasie których dopuszczały się zbrodni na ludności cywilnej. Małoletnich ochotników skierowano do tzw. Junaków SS, a następnie do jednostek obrony przeciwlotniczej w głębi Niemiec. 28 kwietnia 1943 r. w katedrze św. Jura zostało odprawione nabożeństwo, celebrowane przez biskupa Josyfa Slipego w asyście członków kapituły katedry: Hawryła Kostelnyka, Romana Łobodycza oraz ks. Wasyla Łaby, kazanie wygłosił ks. Wasyl Łaba. Ks. Kostelnyk po wejściu Sowietów likwidował Cerkiew greckokatolicką w tejże katedrze.
Ukraińska historyk podaje: „Liczba kapelanów polowych w czasie istnienia dywizji wahała się od 5 do 9 osób, ale zawsze byli oni zatwierdzani przez metropolitę, a niektórzy otrzymywali jego osobiste błogosławieństwo. Pierwszym głównym kapelanem dywizji i szefem sekcji ds. duszpasterstwa przy Zarządzie Wojskowym, był ks. Wasyl Łaba. Przed wyjazdem na front 26 czerwca 1944 skład i rozmieszczenie kapelanów dywizji były następujące: ks. dr Wołodymyr Steciuk – kapelan dywizji; ks. Mychajło Łewenec - 29. pułk piechoty; ks. Josyp Kładoczny - 30. pułk piechoty; ks. Bohdan Łewycki - 31. pułk piechoty; ks. Wasyl Łeszczyszyn - 14. pułk artylerii; ks. Wsewołod Durbak - oddział sanitarny; ks. Osyp Karpinski -  rezerwowy kureń; ks. Isydor Nahajewski - nie wyjechał na front i został przy rezerwowym pułku w „Bandern-Lager Gross Kirschbaum.”  (Inna Pojizdnyk, Ukraiński Kościół Greckokatolicki wobec konfliktu polsko-ukraińskiego w latach 1939–1946, w: Pamięć i Sprawiedliwość nr 1 (11)/2007, Warszawa 2007, Wyd. IPN, s. 165.) Inne źródło podaje: „W szeregach dywizji posługę duszpasterską prowadziło następnie łącznie 12 kapelanów obrządku greckokatolickiego, zatwierdzonych przez metropolitę Andrzeja Szeptyckiego.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/14_Dywizja_Grenadier%C3%B3w_SS_(1_ukrai%C5%84ska) )

Już w 1943 roku niektóre pododdziały SS-Galizien, które znajdowały się pod Lwowem, Jasłem, Krosnem i Gorlicami na rozkaz Himmlera przerwały szkolenie i zostały włączone do akcji eksterminacyjnej operacji pod kryptonimem „Wehrwolf” na Zamojszczyźnie. Natomiast na początku 1944 roku z żołnierzy SS-Galizien została sformowana grupa pod dowództwem majora Beyersdorfa jako SS Kampfgruppe „Beyersdorf”, w sile około 2000 ludzi, do zadań specjalnych. Grupa ta wzięła między innymi udział w operacji eksterminacyjnej na Chełmszczyźnie. W sumie w latach 1943-1945 pododdziały SS-Galizien brały udział w bardzo wielu akcjach eksterminacyjnych na zapleczu frontu. Wymienić tu można miedzy innymi pacyfikacje wsi polskich na terenie województw: tarnobrzeskiego, kieleckiego rzeszowskiego, tarnowskiego, zamojskiego jak też liczne podobne akcje jakie miały miejsce na Kresach Wschodnich II RP. Były one niejednokrotnie przeprowadzane przy aktywnym współudziale OUN-UPA. Dopiero w krytycznej sytuacji militarnej, zdecydowano o użyciu dywizji SS-Galizien na froncie niemiecko-sowieckim.

Posługując się wzorem definicji „historiografii wg Huka” można stwierdzić, że ukraińska „greckokatolicka rzesza faszystów” z SS „Galizien”- „Hałyczyna” od początku powołania prowadziła akcję ludobójstwa na cywilnej ludności polskiej. Poniżej przykłady.
8 czerwca 1943r.: „Gestapo przy udziale ukraińskiego oddziału SS-Galizien otoczyło wczesnym rankiem wieś Zwierzyniec. W czasie łapanki zastrzelili 10 osób, po śledztwie jeszcze 9, strzałami w tył głowy.” (http://w.kki.com.pl/pioinf/przemysl/dzieje/ss/ss.html ). We wsi Majdan Stary pow. Biłgoraj: „Dnia 2 lipca 1943 roku SS-mani przy udziale żołnierzy ukraińskiej dywizji SS „Galizien” przeprowadzili akcję pacyfikacyjno-wysiedleńczą mieszkańców wsi. Kolejno palili polskie zagrody, domy mieszkalne i zabudowania gospodarcze. Gdy zaczęła płonąć wieś, ludzie schronieni w swych domostwach zaczęli je opuszczać. Napastnicy wyłapywali ich wtedy, wiązali sznurem i rozstrzeliwali. Ustalono dotychczas, że tego dnia zamordowano 68 osób, w tym 25 mężczyzn, 28 kobiet i 15 dzieci, a 76 gospodarstw spalili. /.../ Agnieszka Sarzyńska tak opisuje tamten dzień: „W lipcu 1943 roku w godzinach rannych przyjechali do wsi Majdan Stary Niemcy oraz SS-owcy ukraińscy i zaczęli palić po kolei domy, zaczynając od końca wsi. W godzinach popołudniowych zabrali mężczyzn i kobiety wraz z dziećmi w liczbie około 50 osób, przy czym mężczyzn powiązali powrozem za szyję, odprowadzili ich kilkadziesiąt metrów od nas i rozstrzelali z karabinów maszynowych. Egzekucji dokonywali żołnierze z SS-grupy ukraińskiej. Kobiety i dzieci spędzili na łąkę, tam kazali nam uklęknąć i żołnierze ukraińscy i niemieccy, którzy nas eskortowali, oddali kilka salw z karabinów maszynowych do klęczących. Z kobiet uratowały się zaledwie 4, między innymi i ja. Byłam ranna w obie ręce i krzyż, druga kobieta w rękę, dziewczyna w obie ręce. Nam czterem udało się ujść cało, ponieważ nie ruszałyśmy się i napastnicy sądzili, że jesteśmy zabite. Zginęło wtedy około 50 osób i spłonęła połowa wsi (76 gospodarstw)”. Po zakończonej akcji żołnierze ukraińscy zdemolowali miejscowy kościół, dokonując profanacji oraz niszcząc naczynia liturgiczne i obrusy.” (Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007, s. 61 – 62.). „W zależności od źródła podawano, że liczba ofiar wyniosła od 56 do 83 osób. Autorzy Rejestru miejsc i faktów zbrodni popełnionych przez okupanta hitlerowskiego na ziemiach polskich w latach 1939–1945 podają, że zamordowanych zostało 75 mieszkańców Majdanu Starego. W tej samej publikacji zamieszczono nazwiska 72 zidentyfikowanych ofiar masakry. Znajdowało się wśród nich 26 kobiet oraz 16 dzieci poniżej 15. roku życia. Najmłodsza ofiara liczyła 2 miesiące, najstarsza 81 lat.” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Pacyfikacja_wsi_Majdan_Stary). 19 grudnia 1943 r. we wsi Potok Górny pow. Biłgoraj Ukraińcy z SS „Galizien” - „Hałyczyna’ oraz policjanci ukraińscy z Tarnogrodu, Biszczy i Księżopola spalili 60 gospodarstw polskich oraz zastrzelili co najmniej 58 Polaków. „Mordowali księdza, bijąc go karabinem po głowie, zdzierano mu paznokcie, wyciągano obcęgami żyły, zdarto mu cześć skóry z pleców. Całe ciało miał pokłute ostrym narzędziem, a na końcu z bardzo bliska strzelono mu w tył głowy, roztrzaskując ją. Ksiądz piszczał i krzyczał, gdyż bardzo cierpiał” (relacja Józefa Grelaka, Potok Górny i Wandy Mroczka, Wożuczyn; Muca, s. 67; za: bp Mariusz Leszczyński; w: http://www.niedziela.pl/artykul/20866/nd/Ks-Blazej-Nowosad-1903-1943 ).
2 lutego 1944r. oddziały żandarmerii, SS i SS-Galizien  (z 5. galicyjskiego pułku ochotniczego SS) w sile około 3 tysięcy żołnierzy wkroczyły w godzinach nocnych do wsi Borów pow. Kraśnik, i przy użyciu broni pancernej całkowicie zniszczyły wieś liczącą 280 gospodarstw, a ludność wymordowały. Liczne grupy osób, nie wyłączając kobiet, starców i dzieci, hitlerowcy spędzili do jednego budynku, który następnie podpalili. Tego dnia jednocześnie z Borowem spacyfikowane i spalone zostały wsie: Karasiówka, Łążek Chwałowski, Łążek Zaklikowski, Szczecyn i Wólka Szczecka. Liczba jej ofiar nie została dotąd precyzyjnie ustalona. Z obliczeń Józefa Fajkowskiego wynika, że zamordowanych zostało ponad 900 osób, z czego 802 ofiary były mieszkańcami sześciu spacyfikowanych wsi, natomiast pozostałe 100 pochodziło z sąsiednich miejscowości (Gościeradowa, Kosina, Mniszka, Starych Baraków, Nowych Baraków, Zaklikowa). Zdaniem Konrada Schullera liczba ofiar pacyfikacji mogła przekroczyć 1000. Najwyższe szacunki mówią o 1300 zamordowanych.

Tragedia wsi Huta Pieniacka powiat Brody rozegrała się 28 lutego 1944 roku w ciągu zaledwie siedmiu godzin. Masakry dokonali Ukraińcy z 4. Galicyjskiego Ochotniczego Pułku Policyjnego należącego do 14. Dywizji SS Galizien. Tego dnia około godziny 6.00 rano otoczyli oni pierścieniem wioskę i po ukazaniu się sygnałów świetlnych rozpoczęli natarcie. Za SS-manami sunęły bojówki OUN-UPA. Zaczęto przeszukiwać zabudowania i wywlekać stamtąd ludzi dokonując przy okazji rabunku mienia ofiar. Po stłoczeniu kilku setek Polaków w kościele i jego sprofanowaniu, zaczęto niektórych z nich pojedynczo wyprowadzać na plac przykościelny, gdzie byli oni przesłuchiwani, torturowani, a czasem i zabijani. Około godziny 14.00 ukraińscy SS-mani zaczęli wyprowadzać ludzi zgromadzonych w kościele w grupach po 35-50 osób do różnych stodół i domów na spalenie. Najpierw wyprowadzano kobiety i dzieci, podstępnie informując, że powrócą do swych domów, potem zaś młodzież i mężczyzn mówiąc z kolei, że zostaną oni wywiezieni na roboty do Niemiec. Jak się okazało rzeczywistość okazała się być inna. Po stłoczeniu ludności w budynkach i stodołach, zaczęto je podpalać. Uciekających z płomieni ognia uśmiercano ogniem z broni maszynowej. Tylko nielicznym mieszkańcom udało się uratować życie uchodząc do lasu lub kryjąc się w uprzednio przygotowanych podziemnych i piwnicznych schronach. W ciągu jednego dnia polska wieś Huta Pieniacka przestała istnieć, a ocaleni mieszkańcy zbierali spalone zwłoki, których nie można było rozpoznać. Ofiary pochowano w dwóch wspólnych mogiłach. Z biegiem czasu rozebrano kościół rzymsko-katolicki i budynki szkolne, które ocalały z pożogi. Zniwelowano grunt, a miejsce gdzie położona była wieś zaczęło służyć wypasowi bydła. Zginęło 1100 – 1300 Polaków, w tym sporo uciekinierów z Wołynia. “Członek bandy UPA Dowhań Justyn s. Wasyla zeznał: „Nie pamiętam dokładnie daty, lecz  dobrze wiem, że pod koniec lutego 1944 roku, wczesnym rankiem, do mojego mieszkania  wpadł Melnyk Iwan s. Zachara i kazał mi szybko stawić się przed chałupą Jakimowa Jakiwa, gdzie otrzymam broń. Przy tym powiadomił mnie on, że zaraz cała banda UPA wspólnie z [bandą z] Wołynia i niemieckimi wojskami «SS-Galizien» ruszy na wieś Huta Pieniacka. Stawiłem się w wymienionym wyżej miejscu, gdzie Jakimow Jakiw wydał mi karabin rosyjskiego typu i do niego 15 sztuk ostrych naboi. Melnyk Iwan, Jakimow Jakiw i dowódca wołyńskiej bandy UPA oznajmili wszystkim uczestnikom, że zaraz ruszymy na wieś Huta  Pieniacka, żeby rozprawić się z mieszkańcami, ponieważ pomagają oni czerwonej partyzantce. Po otrzymaniu tych krótkich informacji i zakończeniu przygotowań, ruszyły na podwodach niemieckie wojska «SS-Galizien» w l[iczbie] 200 ludzi. Na ich czele pojechali saniami starosta Sieluprawy Kawecz Josyp s. Maksyma z dowódcą – Niemcem w stopniu kapitana. Drugimi sańmi, również na przedzie, pojechali Żarkowśkyj Wasyl s. Iwana i Żarkowśkyj Stepan. Za Niemcami, mniej więcej 15–20 minut później, ruszyła na Hutę Pieniacką również  nasza banda wspólnie z wołyńską bandą UPA. Jak tylko zaczęliśmy podchodzić do  wymienionej wyżej wsi, Niemcy otworzyli ogień z dwóch armat i karabinów maszynowych,  otaczając jednocześnie wieś ze wszystkich stron. Członkowie bandy UPA, którzy wówczas nadeszli, na rozkaz Melnyka Iwana s. Zachara i Żarkowśkiego Petra oraz dowódcy wołyńskiej bandy, również okrążyli wieś i robili to samo, co Niemcy, tzn. podpalali domy i inne zabudowania, a mieszkańców eskortowali do kościoła. Tych, którzy próbowali ukryć się, rozstrzeliwali na miejscu oraz otwierali silny ogień karabinowy do uciekających. Po tym, jak pierścień okrążenia, w którym była wieś, zacisnął się i akcja zbliżała się do końca, ludzie z kościoła zostali przeprowadzeni do szop i domów. Następnie zamykano je i podpalano. Mieszkańców wsi Huta Pieniacka zapędzono do 4 lub 5 szop, w których znalazło się, ogólnie biorąc, około 700–750 l[udzi]. Wszyscy zostali spaleni. Pogrom wymienionej wsi trwał od 8 godziny rano do 2–3 po południu. Następnie niemieckie wojska zabrały przede wszystkim całe bydło – krowy, konie, owce,  świnie oraz zboże, a członkowie bandy UPA wzięli odzież, drób oraz inne rzeczy, po czym razem z niemieckimi wojskami wrócili do wsi Żarków, gdzie Niemcy sprzedali mieszkańcom za wódkę część bydła, głównie krowy.” (Wyciąg ze sprawy agenturalnej NKGB USRS  nr 40 „Zwiery”, jedn.  Arch. 2387, s. 26, 50, 55, 56, 112 .PA SBU, F. 26, op. 2, spr. 2, k. 208–211.; w: http://koris.com.ua/other/14728/index.html?page=101 ).  

W kol. Hucisko Pieniackie należącej do wsi Pieniaki pow. Brody jak podaje Władysław Kubów (Terroryzm na Podolu): „28.02.44 r. w Hucisku Pieniackim SS “Hałyczyna” wymordowała 62 mieszkańców.”  

6 marca 1944 r. we wsi Zawonie pow. Sokal w pacyfikacji zginęło 27 Polaków, pozostałych  zabrano do więzienia, a potem do obozu w Gross-Rosen. “W dniu 6 marca 1944 roku, wczesnym rankiem, Zawonie otoczone zostało przez żołnierzy niemieckich i ukraińskich z 14 Dywizji SS „Galizien”. Żołnierze wrzucali granaty do zabudowań, podpalali je i strzelali do mieszkańców. (Andrzej Kisielewicz: „Zawonie”; w: http://www.math.uni.wroc.pl/~kisiel/Zawonie.htm )  „Kordon esesmanów zacieśnia się. Do mnie zbliża się jeden z nich jadący konno. Przyglądam się mu dokładniej i poznaję. Tak, jest to mój znajomy Ukrainiec Piotr Jandreszko z Wolicy Komarowej. W tym momencie zorientowałem się, że pacyfikację Zawonia przeprowadzał oddział Hałyczyna z 44 Dywizji SS Galizien. Jandreszko zwrócił się do mnie: „ty nam ne wticzesz, ja tebe pilnuju”. Wreszcie dochodzimy do Jastrzębickiej szkoły i zostajemy wtłoczeni do jednej z klas (około 300 osób). Do ojca podchodzi drugi znajomy esesowiec Józef Denysiuk, też z Wolicy Komarowej, tak jak i poprzedni, były uczeń mojego ojca, kierownika tamtejszej szkoły. Odebrał mu zegarek, który i tak nie będzie więcej ojcu potrzebny. W szkole tej przebywaliśmy prawie dwie doby bez żadnych posiłków i wody. /.../ C.d.n.