Dzisiaj jest: 28 Wrzesień 2020        Imieniny: Marek, Wacław
Dom Kresy zaprasza na spotkanie autorskie z dr. Waldemarem Wołkanowskim

Dom Kresy zaprasza na spotkanie autorskie z dr. Waldemarem Wołkanowskim

Szanowni Państwo, tym razem audycja będzie wileńska, ponieważ przypomnimy akcję czterech premierów pod Bezdanami, a naszym gościem będzie - zapowiadany już wcześniej - Waldemar Wołkanowski, znawca i miłośnik Wilna, który…

Readmore..

Philip Marsden, „Dom na Kresach. Powrót”  i tajemnice irlandzko-rosyjsko-polskiego rodu ziemiańskiego

Philip Marsden, „Dom na Kresach. Powrót” i tajemnice irlandzko-rosyjsko-polskiego rodu ziemiańskiego

„Dom na Kresach. Powrót” angielskiego pisarza Philipa Marsdena to wspaniała, nostalgiczna opowieść o świecie, który zaginął we wrześniu 1939 r. To jedna z najpiękniejszych opowieści o polskich Kresach, jakie w…

Readmore..

”Ostatni Kmicic II RP”

”Ostatni Kmicic II RP”

Wydawnictwo „Mireki” wydało w 2013 r. książkę Marka Cabanowskiego o polskim i białoruskim dowódcy, generale Stanisławie Bułak-Bałachowiczu. Wydawca prezentuje fragmenty książki: "Jest to typowy warchoł i partyzant, lecz doskonały żołnierz,…

Readmore..

Gdy umiłowanie Rzeczypospolitej  i historii jest fikcją

Gdy umiłowanie Rzeczypospolitej i historii jest fikcją

/ Orleta Przemyskie Miejscowość Zadwórze, pamiętna rzezią Orląt polskich w 1920 roku, leży we wschodniej połaci Małopolski, na wschód od Lwowa, w pobliżu Glinian. Parafię rzymsko-katolicką w Glinianach założył król…

Readmore..

Bitwa nad Niemnem wrzesień-październik 1920 roku

Bitwa nad Niemnem wrzesień-październik 1920 roku

Opracowanie pod p/w tytułem zostało wydane w 1926 r. przez Wojskowy Instytut Naukowo-Wydawniczy w Warszawie. Opracował pułkownik Sztabu Generalnego: Tadeusz Kutrzeba. W 2018 r. Wydawnictwo "Napoleon V" wydało tą pozycję…

Readmore..

Ślady Polskości na Kresach -KARASIN KRWIĄ NASIĄKNIĘTY

Ślady Polskości na Kresach -KARASIN KRWIĄ NASIĄKNIĘTY

/ Sks. Bronisław Antoni Reroń Fot GTKRK Jest takie miejsce na Wołyniu, dzisiaj zapomniane gdzie czas się zatrzymał. Wieś schowana w lasach wśród bagien leżąca około 20 km za Maniewiczami…

Readmore..

Moje Kresy -Alfred Michalak cz.3

Moje Kresy -Alfred Michalak cz.3

/ 1953 Alfred Michalak w wojsku w Wadowicach Kierownikiem młyna w Prusach był oczywiście niemiecki urzędnik. Pracowali w nim między innymi tacy mieszkańcy Prus jak : Józef Drozd, Franciszek Preis,…

Readmore..

Z cyklu wyciągnięte z szuflady:

Z cyklu wyciągnięte z szuflady: " Przeżycia rodziny Bartoszewskich z Radowicz "

WOŁYŃ 1943 W rok 1943 wkroczyliśmy pełni smutku i napięcia. Sytuacja jaka zaistniała trzymała nas w niepewności, co dalej będzie ? Mało tego, że trzech braci: Adolf, Piotr i Antoni…

Readmore..

GRODNO,WALKI O MIASTO, HISTORIA SIERŻANTA SNARSKIEGO

GRODNO,WALKI O MIASTO, HISTORIA SIERŻANTA SNARSKIEGO

/1-Grodno nad Niemnem Grodno to urokliwe białoruskie miasto położone malowniczo nad Niemnem. W sezonie letnim wielu turystów i mieszkańców spacerowało ulicami miasta, a zwłaszcza po głównym deptaku, gdzie jest sporo…

Readmore..

Rocznica bitwy o Grodno  (20-26 września 1920)

Rocznica bitwy o Grodno (20-26 września 1920)

Bitwa o Grodno (20-26 września 1920) – w czasie wojny polsko-bolszewickiej miasto-twierdza nad Niemnem było dwukrotnie widownią zaciętych walk. Podczas bitwy nad Niemnem oddziały 2 Armii gen. Edwarda Rydza-Śmigłego (11,5…

Readmore..

Dlaczego nie wnosimy wkładu w umocnienie autorytetu Polski...

Dlaczego nie wnosimy wkładu w umocnienie autorytetu Polski...

Zajrzałam do 2. numerów Kuriera Galicyjskiego z 2019 roku. Zawartość wzbudziła moje zdziwienie i oburzenie . W tym samym numerze spotkanie z Prezydentem Dudą i Jego Małżonką i niezwykle bogata…

Readmore..

Wkroczenie Sowietów

Wkroczenie Sowietów

17 września 1939 roku o świcie wojska sowieckie przekroczyły granicę polsko-sowiecką i zaatakowały nieliczne siły polskie, stojące na straży wschodnich granic Rzeczypospolitej. Z wkraczającymi wojskami sowieckimi podjęły nierówną walkę oddziały…

Readmore..

Sztuń - walki z frontowymi jednostkami niemieckimi

Niebawem dojechaliśmy do skrzyżowania z drogą prowadzącą z Lubomla do Włodzimierza Wołyńskiego. I znowu odżyły moje wspomnienia z okresu walk dywizji z okupantem. Tu, na południu od Lubomla, w obszarze między Lubomlem i Włodzimierzem Wołyńskim, 27 WDP AK prowadziła ciężkie walki z regularnymi jednostkami wojsk niemieckich, doświadczonych w walkach frontowych, i ściągniętych z innych odcinków frontu dla odblokowania okrążonego Kowla oraz powstrzymania ofensywy Armii Czerwonej. Na podstawie ustaleń dotyczących współdziałania z Armią Sowiecką w operacji kowelskiej, oddziały dywizji w końcu marca 1944 roku przegrupowały się do obszaru między Turią i Bugiem.

W ten sposób dywizja znalazła się w strefie bezpośrednich działań wojsk sowieckich, na pozycjach najbardziej wysuniętych na zachód. Oddziały dywizji głębokim klinem weszły na teren przyszłych walk o ważny węzeł komunikacyjny – Kowel. Wokół obszaru zajętego przez dywizję rozmieszone były znaczne siły niemieckie, uzupełniane pośpiesznie nowymi jednostkami przybywającymi na odsiecz Kowla. Były to: w rejonie Lubomla – 26 DP, 4 DPanc, 5 DPanc SS „Wiking” i 1 Brygada Strzelców Górskich, a w rejonie Włodzimierza – 131 DP. Uzyskane dane o położeniu i siłach nieprzyjaciela wskazywały, że ich zamiarem jest wykonanie uderzenia w ogólnym kierunku: Luboml, Czmykos, Stawki, Jagodno, Mokrzec, Kupiczów, opanowanie obszaru między Lubomlem, Włodzimierzem Wołyńskim i Turzyskiem, i stworzenie w ten sposób warunków do załamania natarcia wojsk sowieckich na kierunku kowelskim. Oddziały 27 WDP AK znalazły się zatem na głównym kierunku uderzenia nieprzyjaciela. Nadchodzące dni potwierdziły nasze przypuszczenia, i niebawem rozpoczęły się ciężkie walki oddziałów dywizji z przeważającymi siłami niemieckimi, trwające w tym rejonie ponad trzy tygodnie.

Do pierwszego starcia z frontowymi jednostkami wojsk niemieckich doszło 2 kwietnia 1944 roku. Walki rozpoczęły się bojem pod Sztuniem, gdzie w dniach 2-4 kwietnia 1944 roku 3-cia kompania „Motyla” I/50 pp, wspierana przez inne oddziały, toczyła ciężkie walki z doborową jednostką niemiecką – 1 Brygadą Strzelców Górskich. Było to właściwie pierwsze starcie z regularnymi jednostkami wojsk niemieckich. Pamiętam dobrze wydarzenia tych kilku dni. Rozpoczęcie walk i ich przebieg był dość zaskakujący. Do Sztunia kompania nasza przybyła wieczorem 2 kwietnia na wysunięta placówkę, z zadaniem zorganizowania osłony  od strony Lubomla. Sztuń – to była duża wieś, ciągnąca się zabudowaniami około 1 km wzdłuż drogi z Czmykosu do Zamłynia, leżąca 8 km na południe od Lubomla. We wsi nie było mieszkańców, opuścili wieś wcześniej przed nadchodzącym frontem. Mniej więcej w połowie wsi dochodził do niej trakt prowadzący z Lubomla. Patrol wysłany wcześniej na rozpoznanie okolicy stwierdził, że wieś i jej przedpole łącznie z Wiszniowem (miejscowością leżącą między Sztuniem i Lubomlem) są wolne od nieprzyjaciela, a tylko w Lubomlu stacjonuje dość silny oddział niemiecki.  Kompania zajęła kwatery we wschodniej części wsi. Na cmentarzu między wsią a lasem Podstawie rozstawiono posterunki oraz wysunięte ubezpieczenie od strony Lubomla. W nocy, duży oddział niemieckiej 1 brygady strzelców górskich, maszerujący z Lubomla przez Wiszniów w kierunku południowym, wszedł z taborami bez przeszkód do niezajętej przez nas części wsi.  Nasze ubezpieczenie, zaskoczone w ostatniej chwili przez oddział niemiecki bez strzału wycofało się w stronę zabudowań, i nie zdążyło zawiadomić kompanię o grożącym niebezpieczeństwie. W ten sposób Niemcy, przez nikogo nie niepokojeni, weszli do środkowej części wsi z zamiarem zakwaterowania się. O tym, że we wsi coś się dzieje zawiadomił por. „Motyla” wartownik stojący przed kwaterą dowódcy, który usłyszał turkot wozów i jakieś podejrzane odgłosy dochodzące z drugiego końca wsi. Podjętą alarmem kompanię poprowadził por. „Motyl” do ataku wzdłuż drogi biegnącej przez wieś. Ten brawurowy nocny atak był zupełnym zaskoczeniem dla Niemców. Szyki walczących stron się przemieszały, doszło do walki wręcz, w której nie zawsze można było zorientować się kto jest swój, a kto wróg. Ponosząc duże straty, i pozostawiając cały swój tabor wprowadzony do wsi, Niemcy wycofali się do lasu Podstawie, skąd ogniem artylerii i moździerzy zaczęli ostrzeliwać wieś. Ochłonąwszy z zaskoczenia rozpoczęli o świcie natarcie na wieś. Kompania nasza zdążyła zająć stanowiska obronne na północnym skraju wsi ale z trudem odpierała ataki przeważających sił niemieckich. Z nastaniem dnia dowódca batalionu por. „Sokół”, informowany od samego początku na bieżąco o rozwoju sytuacji w Sztuniu, wprowadził do walki 2 kompanię „Kani”, która wychodząc z Czmykosu zaatakowała od strony Radziechowa lewe skrzydło niemieckiego natarcia. Jednocześnie dowódca zgrupowania „Gromada” mjr „Kowal” skierował do Sztunia 1 kompanię „Mohorta” z I/43 pp, która uderzyła w prawe skrzydło tyraliery niemieckiej, a jednym plutonem i zwiadem konnym wyszła na tyły przeciwnika atakując stanowiska ogniowe artylerii. Manewr na skrzydła i tyły nieprzyjaciela przesądził o losach walki. Niemcy, związani ogniem od czoła oraz zaatakowani z obu skrzydeł ponieśli klęskę, stracili 82 zabitych. Zdobyto 17 km, ponad 90 kb, wiele broni krótkiej, 4 moździerze, 4 skrzynki pancerfaustów, 2 biedki z amunicją, 26 wozów taborowych i kuchnię polową. W zdobytych taborach znajdowała się żywność, a także papierosy i środki opatrunkowe. Wśród zdobyczy było również 8 dużych i 26 małych namiotów, ponad 100 koców, wiele pałatek. W trakcie walki odbito 6 jeńców sowieckich oraz strz. Władysława Czarneckiego z naszej kompanii, który w owej nocy był na placówce na cmentarzu i dostał się do niewoli niemieckiej, gdzie w trakcie przesłuchania złamano mu palce obu rąk. Straty własne wynosiły 9 zabitych i 14 rannych.[1] W kompanii „Motyla” poległo 7 żołnierzy,  w tym 2 dowódców plutonu (pchor. Witold Rabek „Witek” i plut. Stanisławski „Lew”) oraz 1 dowódca drużyny, a 8 żołnierzy zostało rannych.

Do końca dnia 3 kwietnia i przez cały dzień następny w rejonie Sztunia panował względny spokój. Niemcy nie atakowali nas. Tylko dało się zauważyć dużą aktywność niemieckich patroli wysyłanych z Lubomla, a około południa Sztuń był bombardowany i ostrzeliwany z broni pokładowej przez samoloty niemieckie. Na lewym skrzydle na kierunku Zamłynia Niemcy z Węgrami podjęli akcję rozpoznawczą i zaatakowali załogę batalionu „Korda” w Zamłyniu. Atak został odparty, a wycofujący się w kierunku na Terebejki przeciwnik poniósł znaczne straty w czasie bezładnego odwrotu przez bagna między Zamłyniem i kolonią Ostrowy. Na prawym skrzydle, 3 kwietnia 1944 r., II/50 pp „Jastrzębia” przeprowadził odciążającą akcję zaczepną przeciw Niemcom na Maszów, gdzie stacjonował oddział ochraniający tory kolejowe na linii Luboml – Maciejów. Zaskoczony niespodziewanym atakiem garnizon niemiecki został wyparty z Maszowa, tracąc 16 zabitych.

W nocy z 3 na 4 kwietnia kompania „Kani” powróciła do Czmykosu, a w Sztuniu pozostała kompania „Motyla” i jeden pluton z kompanii „Mohorta”. W późnych godzinach popołudniowych 4 kwietnia kompanię „Motyla” zluzowała kompania warszawska z Władynopola i 2 kompania I/45 pp „Gzymsa” z Pustynki.  Jeszcze tego samego dnia nasza kompania skierowana została do rejonu na wschód od miejscowości Wysock z zadaniem ubezpieczenia przeprawy sowieckich oddziałów partyzanckich przez Bug.  

Kiedy z perspektywy minionych lat analizuję nasze pierwsze dwudniowe walki z regularnymi jednostkami armii niemieckiej pod Sztuniem, które nasza kompania por. „Motyla” zainicjowała, i w których aktywnie uczestniczyła, to oceniam je jako duży sukces polskich oddziałów. Nieprzyjaciel poniósł dotkliwe straty i mimo liczebnej i technicznej przewagi został zmuszony do wycofania się do Lubomla. Inicjatywa w walce należała do oddziałów polskich, które z powodzeniem prowadziły działania obronno-zaczepne, stosując manewr na skrzydła i tyły przeciwnika.

Tymczasem w następnych dniach dalej trwały zacięte walki o utrzymanie Sztunia. 5 kwietnia po jednodniowej przerwie Niemcy, przy wsparciu artylerii i lotnictwa, ponowili natarcie na Sztuń. Pod osłoną śnieżycy ograniczającej widoczność na przedpolu, czołgi niemieckie wdarły się do wschodniej części wsi i wyszły na prawe skrzydło i tyły polskiej obrony. Naszym oddziałom nie udało się opanować sytuacji i Niemcy zajęli Sztuń. Po zajęciu Radziechowa Niemcy szerokim frontem zaatakowali polskie pozycje obronne w Czmykosie. Utrata Sztunia i Czmykosa naruszyła system obronny zgrupowania „Gromady”, zagrożona została druga linia obrony. Przeciwnik uzyskał swobodę manewru i możliwość rozwinięcia działań zaczepnych w kierunku wschodnim i południowym. Rozpoczęła się dramatyczna walka o utrzymanie drugiej linii obrony. W wyniku walk prowadzonych od 2 do 9 kwietnia 1944 r. ukształtowała się nowa linia obrony polskich oddziałów. Na lewym skrzydle obrony wyparty z Zamłynia I/43 pp „Korda” utrzymywał stanowiska w odległości około 2 km na południe od Zamłynia, zamykając kierunek na lasy zamłyńskie. I/45 pp „Gzymsa” bronił miejscowości Pustynka, utrzymując jednocześnie placówkę w Ziemlicy. Na prawym skrzydle I/45 pp, około 1 km na północ od Władynopola, zajmował pozycje obronne II/50 pp„Jastrzębia”. Na wzgórzu, na północ od Piotrówki, w gotowości do obrony stał I/50 pp „Sokoła”, skierowany tu 9 kwietnia ze Stawek. Dalej na prawym skrzydle zajmował pozycje II/43 pp „Siwego” wyparty ze Staweczek. Na północno-wschodnim skraju miejscowości Stawki pozycje obronne obsadził III/50 pp „Trzaska”, przybyły 9 kwietnia z Hajek. 10 kwietnia Niemcy ponowili natarcie na pozycje obronne naszych oddziałów na trzech kierunkach jednocześnie, które z trudem odpierały ataki przeważających sił przeciwnika. Walki toczyły się przez cały dzień i ustały dopiero wieczorem. Nieprzyjacielowi nie udało się przełamać naszej obrony. Następnego dnia panował względny spokój. Obie strony pozostawały na swoich pozycjach i prowadziły rzadką wymianę ognia. W tym czasie do rejonu działań dywizji przybył sowiecki 56 pułk kaw. gw. z 14 dyw. kaw. z zapasem amunicji dla 54 pułku kaw. gw., który przebywał na tyłach naszego ugrupowania, lecz ze względu na brak amunicji nie brał udziału w walkach. Obecność dwóch sowieckich pułków kawalerii stworzyła nową sytuację. Dowódca dywizji postanowił podjąć próbę przejęcia inicjatywy jednocześnie na kierunku Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego, z udziałem pułków kawalerii regularnej armii sowieckiej.

O świcie 12 kwietnia cztery bataliony zgrupowania „Gromada” i dwa szwadrony 54 pułku kaw. gw. wspierane ogniem artylerii sowieckiej ruszyły do natarcia. I/45 pp „Gzymsa” wychodząc z Pustynki nacierał w ogólnym kierunku na Czmykos. Na jego prawym skrzydle, z pozycji wyjściowych na północ od Władynopola, atakował II/50 pp „Jastrzębia”. Na prawo od niego z rejonu wzgórza 188 (płn. Piotrówka) I/50 pp „Sokoła” zaatakował pozycje niemieckie w Staweczkach. III/50 pp „Trzaska”, znajdujący się w Stawkach, rozwinął  natarcie na Owłoczym. Sowiecki 54 pułk kaw. gw.  z rejonu wzgórza 209 miał uderzyć na Owłoczym od południa. Natarcie poszczególnych batalionów rozwijało się z różnym tempem.  Batalion „Gzymsa” nacierał wzdłuż grobli prowadzącej do szosy Czmykos - Owłoczym w terenie zupełnie odkrytym. Kompanie pod silnym ogniem broni maszynowej zaległy, a po pojawieniu się czołgów niemieckich, wycofały się na pozycje wyjściowe. Największe tempo uzyskał II/50 pp „Jastrzębia”, który nie napotkał początkowo na opór przeciwnika. Pokonał rozlany dopływ Neretwy oraz gęste zarośla i wysunął się znacznie do przodu, tracąc łączność z batalionem „Gzymsa”. Tu dopiero dostał się pod ogień artylerii niemieckiej oraz gęsty ogień broni maszynowej, prowadzony z rozrzuconych w terenie zabudowań. Nie zahamowało to jednak natarcia. Batalion zepchnął przeciwnika i wyszedł na tyły Niemców broniących się w Staweczkach. Przed sobą miał szosę Czmykos - Owłoczym. W tym czasie od strony Czmykosu nadjechała niemiecka kolumna samochodów pancernych i ciężarowych z piechota. Jednocześnie na tyłach batalionu niespodziewanie pojawił się  batalion Węgrów, który wszedł w lukę wytworzoną na lewym skrzydle po wycofaniu się batalionu „Gzymsa”. Zmieniło to radykalnie sytuację na polu walki. Natarcie zostało wstrzymane. Batalion pod ogniem broni maszynowej i artylerii, zagrożony okrążeniem, wycofał się i zajął obronę na południowym skraju Czerskiego Błota. Batalion „Sokoła” wspierany przez moździerze z powodzeniem rozwinął natarcie na Staweczki i uchwycił południowy skraj wsi. Ale przerwanie natarcia i odwrót batalionu „Jastrzębia”, lewoskrzydłowego sąsiada, zmusiło także „Sokoła” do wycofania się i zajęcia obrony na wzgórzach na południe od Staweczek. Batalion „Trzaska” w natarciu na Owłoczym nie uzyskał powodzenia. Nacierające po osi Stawki - Owłoczym kompanie zaległy pod ogniem artylerii przeciwnika oraz silnym ogniem broni maszynowej. Batalion, ponosząc straty, z trudem wycofał się na pozycje wyjściowe.

Po całodniowych ciężkich walkach oddziały dywizji utrzymały pozycje wyjściowe, jakie zajmowały 12 kwietnia rano. Zarysowująca się przewaga nieprzyjaciela, który wprowadzał do walki wciąż nowe siły wskazywała jednak, że przejęcie inicjatywy nie ma szans na powodzenie. W nocy z 12 na 13 kwietnia, na całej linii frontu dalej toczyły się walki. Około północy Niemcy huraganowym ogniem artylerii rozpoczęli natarcie na Pustynkę, bronioną przez batalion „Gzymsa”, która kilka razy przechodziła z rąk do rąk. W późnych godzinach popołudniowych 13 kwietnia Niemcy przy wsparciu artylerii i czołgów uderzyli na pozycje obronne polskich oddziałów. Dowódca dywizji nie podjął tej walki. Bataliony otrzymały rozkaz wycofania się na skraj lasów mosurskich. Na kierunku Włodzimierza Wołyńskiego próba przejęcia inicjatywy również nie powiodła się. W nocy z 12 na 13 kwietnia oddziały cofnęły się bardziej na północ, znacznie zbliżając się do zgrupowania północnego.

Do 15 kwietnia Niemcy zajęli Zamłynie, Sztuń, Czmykos, Zaglinki, Olesk, Ziemlicę, Pustynkę, Władynopol, Staweczki, Stawki, Owłoczym, Turyczany i doszli do Hajek, gdzie opanowali przeprawę mostową na Turii. Jednostki niemieckie działające z kierunku Włodzimierza osiągnęły miejscowość Ruda – Zamosty i opanowały kolejną przeprawę na Turii. W ten sposób spotkały się tu czołowe oddziały niemieckich zgrupowań pancerno-motorowych działających z kierunku Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego i zamknęły pierścień okrążenia wokół oddziałów dywizji. .

Załamanie polskiego natarcia nastąpiło po wprowadzeniu przez Niemców na kierunku działania dywizji nowych sił: oddziałów 5 DPanc SS „Wiking” i 214 DP, a także na skutek braku skoordynowanego wsparcia wojsk sowieckich. (54 i 56 pułk kaw. gw. oraz oddział partyzancki „Fiodorowa”). W wyniku niepomyślnego przebiegu walk zarówno na kierunku północnym, jak i południowym dywizji groziła walka w okrążeniu. Jednak dowództwo armii sowieckiej nie wyraziło zgody na wycofanie dywizji na linię Turii i zajęcia tam obrony. Pozostawiona w masywie lasów mosurskich, ziemlickich i stęzarzyckich, bez żadnego wsparcia ze strony regularnej armii sowieckiej, dywizja prowadziła w dniach 13-19 kwietnia 1944 roku ciężkie walki obronne w okrążeniu. Dywizji brakowało ciężkiej broni, przede wszystkim przeciwpancernej, i amunicji. Zgłaszane potrzeby nie doczekały się realizacji. Dywizja nie otrzymała planowanych zrzutów broni i amunicji – jedyny odebrany zrzut (jednego samolotu!) 9 kwietnia 1944 r. nie mógł zaspokoić potrzeb dywizji, i miał raczej charakter symboliczny. Nie było także żadnych dostaw broni i amunicji ze strony Komendy Głównej AK.

Ten jedyny zrzut odebraliśmy jeszcze w czasie, kiedy oddziały dywizji toczyły ciężkie walki z Niemcami o utrzymanie pozycji obronnych na linii Zamłynie, Sztuń, Czmykos, Staweczki. Było to w nocy z 8 na 9 kwietnia. Nasz batalion stacjonował wtedy w Stawkach.  Odpoczywaliśmy po wyczerpujących walkach w Sztuniu, będąc w drugim rzucie dywizji. Zbliżały się święta Wielkanocne, i z tej okazji obiecywaliśmy sobie przeżycia wielu miłych chwil w gronie kolegów i bliskich. Niepokoiły nas tylko wieści i odgłosy z pola walki, które były coraz bliższe. 8 kwietnia zelektryzowała nas dobra wiadomość. Spodziewany jest tak długo oczekiwany zrzut. Oficerem do spraw zrzutów dywizji był nasz dowódca kompanii por. Zbigniew Ścibor – Rylski „Motyl”, który na podstawie melodii nadawanej z Londynu w określonych godzinach ustalił, że w nocy z 8 na 9 kwietnia przewidziany jest dla dywizji zrzut broni. Wyznaczone grupy do przyjęcia zrzutu rozpoczęły przygotowania i pozostawały w stałej gotowości do działania. Tej nocy nikt z nas nie spał, z nastaniem zmroku nasłuchiwaliśmy i wypatrywali samolotów. W środku nocy usłyszeliśmy warkot samolotu, który na niskiej wysokości zataczał kręgi nad rejonem na południe od Władynopola, zahaczając o Stawki. Zapanowała ogólna radość i podniecenie – pamiętają o nas, nie jesteśmy w walce osamotnieni. Po odebraniu zrzutu spotkało nas w pewnym sensie rozczarowanie. Zrzutu dokonał tylko jeden samolot. Było tego mało, przy czym okazało się, że wśród zrzuconego sprzętu i materiałów jest broń krótka, steny, amunicja, trochę opatrunków i leków. A nam potrzebna była broń przeciwpancerna! Ale i to się przydało.

Po wojnie dotarłem do dokumentów, które częściowo wyjaśniają historię tego jedynego zrzutu. Otóż w nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 r. zrzutu broni i sprzętu wykonał tylko jeden samolot pilotowany przez załogę polską. Ze stacjonującego w Brindisi 148 Dywizjonu do Zadań Specjalnych (wchodzącego w skład 334 Skrzydła do Zadań Specjalnych) wystartowało wówczas 17 samolotów, w tym 7 załóg polskich. Dwa samoloty miały wykonać zrzut na placówkę położoną w Okręgu Lubelskim AK p.k. „”Wilk”. W rzeczywistości oba samoloty skierowano na tzw. „bastion Polana” położony 17 km na południowy wschód od Lubomla, a więc do rejonu walk 27 WDP AK. Lot na „bastion Polana” utrzymywany był w tajemnicy przed dowództwem brytyjskim, gdyż władze brytyjskie zastrzegły sobie prawo do udzielania zgody na zrzuty na tereny położone na wschód od tzw. linii Curzona. Ze względu na to, iż takiej zgody nie uzyskano, komendant Bazy Przerzutowej mjr Jaźwiński podał Anglikom jako cel, placówkę „Wilk” położoną w pobliżu rejonu walk 27 WDP AK, ale już na zachód od Bugu. Załoga kpt. naw. S. Daniela przekroczyła Bug, odnalazła „Polanę” i zrzut dotarł do nas, natomiast załoga drugiego samolotu por. naw. A. Błażewskiego nie odnalazła zrzutowiska, skierowała się wobec tego na placówkę „Wilk” i tam zrzuciła ładunek.[2]

Na chwilę przerwałem swoje rozmyślania. Nasz samochód coraz częściej wpadał w dziury i podskakiwał, bowiem szosa była w fatalnym stanie technicznym. W takich warunkach trudno było skupić się. Zacząłem rozglądać się po okolicy. Droga prowadziła przez teren równinny, przejeżdżaliśmy dziesiątki kilometrów ale nie spotkaliśmy żadnych ludzkich osiedli. Ta żyzna i bogata niegdyś ziemia wołyńska jest dziś w stanie opłakanym. Nie ma już dawnych „łanów posrebrzanych żytem, pozłacanych pszenicą”. Zniknęły – zastąpiły je rozległe pola kołchozowe, a na nich zachwaszczone zboża i ugory. Tylko pola, pola i pola, gdzieniegdzie tylko na horyzoncie widniały w oddali jakieś samotne drzewa i krzaki wskazujące, że kiedyś były tu zabudowania i mieszkali ludzie. To pozostałości po polskich wsiach i osadach, które spalili nacjonaliści ukraińscy po uprzednim wymordowaniu ludności. W ten sposób starali się zatrzeć ślady obecności Polaków na tych ziemiach, i w swej naiwności uważali, że nikt już nie będzie wiedział, iż tu kiedykolwiek mieszkała ludność polska. Widząc takie miejsca, zastanawiam się nad tragedią ludzi, którzy tu mieszkali. Jaki był ich los? Czy ktoś z nich przeżył? Dziś na tym miejscu, gdzie pulsowało życie wołyńskich Polaków, panuje cisza. Tylko poruszane wiatrem liście na zachowanych nielicznych drzewach, cicho szumiąc, opowiadają przechodniom o tragedii dawnych właścicieli. Niekiedy w polu lub przy drodze spotkać można stary pochylony krzyż, przy którym ludność miejscowa odprawiała modły, mające uchronić wieś i jej mieszkańców od nieszczęść. Znamienne jest, że krzyże te przetrwały lata wojny, a także wtórną okupację sowiecką i nikt je nie usunął. Stoją do dziś, a ludzie miejscowi przed nimi zdejmują nakrycia głowy, czasami żegnają się i coś szepczą. Taka jest siła wiary. Modlą się za tych co zginęli tu męczeńską śmiercią. A może także za swoje grzechy?

[1] Dane liczbowe o wynikach walki podaję na podstawie meldunku dowódcy 27 WDP AK do Centrali i Konga nr 681 z 5 kwietnia 1944 r., Biblioteka UW, sygn. 3312 oraz depesza dowódcy AK do Naczelnego Wodza w Londynie, L.dz. 3378/tjn. 44 z 16 kwietnia 1944 r., Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 594. .  

[2] Źródło: A. F. Przemyski, „Z pomocą żołnierzom Podziemia” (fotokopia zapisu w książce lotów – ze zbiorów M. Goszczyńskiego).