Dzisiaj jest: 6 Lipiec 2020        Imieniny: Łucja, Dominika, Teresa
Chcą zmiany nazwy Iwano-Frankiwsk na Stanisławów

Chcą zmiany nazwy Iwano-Frankiwsk na Stanisławów

22 czerwca na stronie petition.mvk.if.ua, rozpoczęła się elektroniczna zbiórka podpisów pod petycją do rady miasta Iwano-Frankiwska, o zmianę nazwy miasta na historyczną – Stanisławów.„Urodziliśmy się i mieszkamy w mieście, które…

Readmore..

Zaproszenie do Lublina na obchody 77. rocznicy ludobójstwa

Zaproszenie do Lublina na obchody 77. rocznicy ludobójstwa

Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Lublinie Lubelski Urząd Wojewódzki Komitet Budowy Pomnika „Polakom, Ofiarom Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich przez nacjonalistów ukraińskich” ZAPRASZAJĄ NA OBCHODY: Narodowego Dnia Pamięci…

Readmore..

Polacy na Białorusi odnawiają  groby polskich żołnierzy na  100-lecie Bitwy Warszawskiej

Polacy na Białorusi odnawiają groby polskich żołnierzy na 100-lecie Bitwy Warszawskiej

Rok 2020 jest rokiem 100. rocznicy Bitwy Warszawskiej, największego zwycięstwa polskiego oręża w XX stuleciu, które przesądziło o tym, że została powstrzymana inwazja hord bolszewickich na cywilizację europejską, a agresor…

Readmore..

W Tomaszowie Lubelskim stanęła kolejna Kolumna Pamięci

W Tomaszowie Lubelskim stanęła kolejna Kolumna Pamięci

15 czerwca 2020 r., w Sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej w Tomaszowie Lubelskim Wójt Gminy Tomaszów Lubelski Marzena Czubaj-Gancarz uczestniczyła w uroczystości odsłonięcia Kolumny Pamięci poświęconej rzezi wołyńskiej w 76 rocznicę…

Readmore..

Sąsiedzka krew - przejmująca wystawa  plenerowa o Rzezi Wołyńskiej. Wystawa przed Ministerstwem SPrawiedliwości.

Sąsiedzka krew - przejmująca wystawa plenerowa o Rzezi Wołyńskiej. Wystawa przed Ministerstwem SPrawiedliwości.

We czwartek, 24 czerwca br., na ogrodzeniu budynku Ministerstwa Sprawiedliwości przy Al. Ujazdowskich 11 w Warszawie można oglądać plenerową wystawę upamiętniającą ofiary Rzezi Wołyńskiej. Ta zbrodnicza akcja została dokonana na…

Readmore..

Apelacja Pana Krzysztofa Mdeja z Wrocławia odrzucona.

Apelacja Pana Krzysztofa Mdeja z Wrocławia odrzucona.

15 czerwca redakcja Kresowego Serwisu Informacyjnego otrzymała od P. Krzysztofa informację, że jego apelacja została przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu oddalona.Przypomnę, że P. Krzysztof stał się jednym z wielu, bardzo…

Readmore..

    KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA LIPIEC 1945

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA LIPIEC 1945

Na przełomie czerwca i lipca 1945 roku: We wsi Terka pow. Lesko Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską i spalili jej dom. (Stanisław Żurek: UPA w Bieszczadach. Wrocław 2010, s. 70).…

Readmore..

Lipcowy numer KSI (07/2020) wydany

Lipcowy numer KSI (07/2020) wydany

W lipcowej gazecie m.in: Apelacja Pana Krzysztofa z Wrocławia odrzucona.15 czerwca redakcja Kresowego Serwisu Informacyjnego otrzymała od P. Krzysztofa informację, że jego apelacja została przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu oddalona.…

Readmore..

Od Moniuszki do Niemena

Od Moniuszki do Niemena

W najbliższą środę 1:lipca o 17 00 w Poznaniu w Pałacu Działyńskich zapraszamy na prezentację Tomaszu Kuby Kozłowskiego Poczet kompozytorow z Kresów.Spotkanie odbędzie się w ramach projektu Kresy zapoznane. Wielokulturowe…

Readmore..

WIELCY LWOWIANIE

WIELCY LWOWIANIE

Urodzili sie, mieszkali, studiowali, tworzyli, działali we Lwowie... (w porządku alfabetycznym) Bolesław Jałowy - profesor medycyny UJK, kierownik Zakładu Histologiczno-Embrionologicznego, zastrzelony przez Ukraińców 1.X.1943 r. Jerzy Janicki - pisarz, autor…

Readmore..

Z deszczu pod rynnę. Fragment wspomnień z „WOŁYŃ 1939-1944. - HISTORIA I PAMIĘĆ”

Z deszczu pod rynnę. Fragment wspomnień z „WOŁYŃ 1939-1944. - HISTORIA I PAMIĘĆ”

Wiosna 1941 roku była wyjątkowo ładna, ciepła i pogodna, zazieleniły się pola, na łąkach zakwitły różnokolorowe kwiaty, sady wiśniowe białym całunem kwiatów okryły domy i zagrody. Wołyńska ziemia, cała w…

Readmore..

ALA MA KOTA  CZYLI RZECZ O  KRESOWIAKU  Z NOWOGRÓDCZYZNY MARIANIEM FALSKIM  -  TWÓRCY ELEMENTARZA

ALA MA KOTA CZYLI RZECZ O KRESOWIAKU Z NOWOGRÓDCZYZNY MARIANIEM FALSKIM - TWÓRCY ELEMENTARZA

Ala ma Kota. Ala ma Asa. Czy jest ktoś kto tego nie pamięta, Ali i Asa z pierwszego Elementarza to jest chyba niemożliwe. Najpopularniejszy polski elementarz napisany przez człowieka niezwykle…

Readmore..

Kresowa tułaczka - i co dalej?

Pisałam już o Jeleniej Górze po wojnie, a teraz oddaję głos mieszkance tego miasta, której rodzina pochodząca z Kresów osiadła po wojnie w Jeleniej Górze i mieszka tam do dziś, choć nie w tym samym miejscu.
Oto wspomnienia pani Elżbiety, nauczycielki, teraz już babci i zdolnej artystki, której prace plastyczne uświetniły wiele wystaw.
 Ona wprawdzie urodziła się już po wojnie i nie zaznała jej okropieństw, ale pamięta swoje miasto i rodzinę z tamtych, powojennych lat.  Oto garść wspomnień pani Elżbiety Żak:
„Dzidka- Zdzisława, moja mama, miała 11 lat jak wybuchła wojna. Mieszkała w Horodence- na Huculszczyźnie, na terenach wschodniej Polski kilka kilometrów od granicy Rumuńskiej.

/ Elżbieta Żak

Była najmłodszym dzieckiem, szesnaście lat młodszym od najstarszej siostry. W dniu wybuchu wojny miała trzech braci i trzy siostry. Zawierucha wojenna rzucała jej rodzeństwo w różne strony świata. Ona trzymała się mamy – dzielnej, wspaniałej kobiety, która mimo wielu ciężkich prób, które podarowało jej życie, nigdy nie przestała być dobra, ciepła, zaradna i kochająca.
Dzidka zdała po wojnie maturę w liceum w Lublinie, gdzie mieszkała jej starsza siostra. W  pociągu, gdzieś między Lublinem i Olsztynem spotkała Jurka. Zauroczenie, miłość i decyzja o wspólnym życiu. Chcieli uciec ze swoim szczęściem jak najdalej. Jurka goniły wspomnienia o lataPostanowili osiąść w Jeleniej Górze, a za nimi podążyła kochająca mama- moja babcia. Był 1948 rok. Tam dostali przydział na część bliźniaka opuszczonego przez rodzinę niemiecką przy ulicy Wyczółkowskiego.


/ Dzidka i Jurek- rodzice  

/ ulica i dom przy Wyczółkowskiego

Tam przyszła na świat moja siostra i ja.


/ Ela i Terenia- powojenne dzieci Kresowian

Przy domu był ogródek, gdzie rosła wielka grusza. Mieliśmy kilka kur, króliki, grządki warzyw. Dzięki temu babcia wyczyniała cuda kulinarne. Ogród z tyłu domu wznosił się skarpą i po kilkunastu metrach kończył niewysokim kamiennym murkiem i ścianą kaplicy cmentarnej.

/ przy cmentarzu i kaplicy

Kaplica była pusta, ogołocona ze wszystkiego. Nigdy tam nie odbywały się nowe pochówki, ale było dużo starych grobów, na których widniały niemieckie i polskie nazwiska. Przed świętem Zmarłych chodziliśmy z klasą ze szkoły sprzątać groby, bo było to bardzo blisko naszej 10-tki. Za naszym murkiem miałyśmy kilka takich grobów, o które dbałyśmy zawsze. Później na tym terenie zaczęto budować kościół, do dziś nieskończony, straszący czerniejącą tarcicą i betonem. Po drugiej stronie ulicy też znajdował się cmentarz, ale tam powstał park i częściowo domy mieszkalne.

Moja mama rozpoczęła pracę w banku. Zmieniały się przez lata nazwy banków. Mama dotrwała w nich do emerytury. Jako dzieci odwiedzałyśmy mamę w banku, w rynku  dojeżdżając do niego tramwajem. Nie było oczywiście komputerów. a wszelkie błędne obliczenia sprawdzało się na kilometrowych paskach papieru zwijanego w rulony przez odhaczanie kwot „fajeczką” ołówkiem. Strasznie to długo trwało i w okolicach nowego roku, kiedy trzeba było zrobić bilans, nie mogłyśmy się doczekać powrotu mamy do domu.
Teraz nie ma tam banku, a po naszym mieście nie jeżdżą tramwaje- pozostały tylko te pamiątkowe.

/ zabytkowy tramwaj w Rynku

Mój ojciec-Jurek pracował w sklepie, ale zaledwie kilka lat. Jego zdrowie było w kiepskim stanie po trudach przebytych w obozie. Lubił łowić ryby i fotografować. Dzięki niemu jedzenie węgorzy prosto z wędzarni było ucztą do dziś wspominaną z nostalgią. W  rodzinnych albumach mamy dużo zdjęć z tamtych czasów. Tata robił też zdjęcia klasowe, a odbitki zrobione w domowej ciemni sprzedawał, wspierając w ten sposób budżet domowy. Mieliśmy motor, którym ojciec jeździł z mamą na wycieczki i swoje wyprawy wędkarskie. Często chodziliśmy na wycieczki w góry, na grzyby do Borowic lub niedaleko domu. Mama była zapaloną narciarką, Ojciec, ze względu na stan  zdrowia, nie mógł uczestniczyć w tej rozrywce.
Dzieciństwo miałyśmy spokojne, pod troskliwym okiem babci Marii, która nauczyła  nas miłości do przyrody, zbierania grzybów, pilnowała nauki gry na pianinie. Babcia-Kresowianka gotowała, szyła sukienki i wspierała swoim spokojem i miłością. Dziadek nazywał ją Maniusia i tak mówiła o niej rodzina.
Pamiętam  też potajemne wizyty na strychu naszego domu, gdzie poprzedni mieszkańcy zostawili wspaniałe kolorowe albumy ze zdjęciami. Wspominam starą Niemkę, która przychodziła nam robić pranie w balii wystawionej w ogrodzie. Dostawała oprócz zapłaty wielką jajecznicę. Wołała do nas „kleine”. Nie rozumiałyśmy, co to znaczy, ale w naszej pamięci była Klajną. Wspominam ją ciepło, była tęga, zarumieniona, zawsze uśmiechnięta. Nie chciała opuścić swego rodzinnego miasta.
Niedaleko naszego domu w akcji „1000 szkół na tysiąclecie” powstała szkoła nr. 10. Byłam pierwszym rocznikiem tej szkoły.

/ SP nr10

Dziś w tej szkole uczą się moje wnuczki, a na parterze na ścianie wisi zdjęcie absolwentów pierwszego rocznika wraz ze mną.

/ Elżbieta z wnuczkami przed ich szkołą

Obok domu była „glinianka”, mały staw, w którym z ojcem łapałyśmy raki. Przetrzymywaliśmy je w wielkiej wannie na nóżkach w ogrodzie i dopiero kiedy było ich dużo rodzice robili rakową ucztę. Do dziś uwielbiam jeść raki.
Mieliśmy wielu przyjaciół. Odbywały się wieczorne śpiewania przy pianinie, gry w karty. Chodziłyśmy z siostrą na spotkania Mikołajkowe organizowane przez Związek Wędkarski i mamy pracę, czyli bank. Mieliśmy „poniemiecki” gramofon i dużo winylowych płyt. Było przy czym tańczyć podczas spotkań towarzyskich.
Nie wszystkich płyt mogliśmy słuchać. Było kilka pięknych walców, przy których niemieccy naziści rozstrzeliwali więźniów w Mauthausen. Gdy je usłyszał mój ojciec, o mało nie dostawał zawału serca, bo przecież był tam więziony...  Chorował na serce, umarł, jak miałam 19 lat.
Mama była jedyną osobą zarabiającą pieniądze na naszą piątkę. Nie było to wiele, ale dzięki zapobiegliwości babci, nie chodziłyśmy głodne i zawsze byłyśmy pięknie ubrane.  Babcia była dobrym duchem naszej rodziny. Ona jednoczyła wszystkich członków rodziny rozrzuconych po Polsce i świecie.

/ Babcia z rodziną

Jelenia Góra stała się naszym domem rodzinnym, nie tylko dla mnie, ale dla całej naszej rodziny, bo tam była Nasza Ukochana Babcia. Teraz spoczywa na jeleniogórskim cmentarzu razem ze swoimi trzema córkami – Irenką, Helą i Dzidzią.
Teraz ta ziemia, nie może być bardziej Nasza.”
Tak wyglądało życie kresowej rodziny po wojnie w Jeleniej Górze. Opowiedziała nam to pani Ela- przemiła kobieta o serdecznej, kresowej duszy.
O życiu jej rodziny na Kresach dowiedzieliśmy się już w artykułach na podstawie wspomnień Ireny i Dzidki:
https://www.kresowianie.info/artykuly,n349,horodenka_huculszczyzna__ze_wspomnien_dzidki_i_irenki.html
https://www.kresowianie.info/artykuly,n385,dozynki_na_kresach_w_oczach_ireny_pokucie_horodenka_w_majatku_ksiecia_lubomirskiego.html