Dzisiaj jest: 16 Lipiec 2018        Imieniny: Maria, Stefan, Eustachy
Relacja z przebiegu uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Ofiar Wołynia” w Lublinie.

Relacja z przebiegu uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Ofiar Wołynia” w Lublinie.

/ foto: Odsłonięcie pomnika Msza Święta w kościele garnizonowym NMP przy ul. Aleje Racławickie 20 o godzinie 12.00 poprzedziła uroczystość odsłonięcia i poświecenia w Lublinie „Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego na…

Readmore..

Warszawa: Marsz Pamięci w 75. rocznice ludobójstwa

Warszawa: Marsz Pamięci w 75. rocznice ludobójstwa

11 lipca jak co roku, ok. 8 mln. populacja Kresowian i ich potomków, w 75 rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu będzie czcić pamięć ofiar tej rzezi. 11 lipca 1943 r.…

Readmore..

Strzelanie brylantami

Strzelanie brylantami

Skoro mowa o tworzeniu mitów, warto poświęcić parą słów socjologicznej niezwykłości Legionów Piłsudskiego, która tę mitotwórczą pracę umożliwiła. Styl i poziom życia narzucali tu nie wojskowi lecz studenci, artyści i…

Readmore..

Pielgrzymka na Kresy w  100. rocznicę Odzyskania Niepodległości Polski  i w 100. rocznicę urodzin śp.  Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka - „Niezłomnego Pasterza Kościoła”

Pielgrzymka na Kresy w 100. rocznicę Odzyskania Niepodległości Polski i w 100. rocznicę urodzin śp. Księdza Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka - „Niezłomnego Pasterza Kościoła”

Rok 2018 ustanowiony został przez Sejm RP Rokiem Arcybiskupa Ignacego Tokarczuka, Metropolity Przemyskiego, który był Honorowym Obywatelem Przemyśla, a także Honorowym Członkiem Klubu Inteligencji Katolickiej w Przemyślu. Klub Inteligencji Katolickiej…

Readmore..

Kartka z kalendarza. 28 - 30 lipca 1941r. Mord na inteligencji krzemienieckiej.

Kartka z kalendarza. 28 - 30 lipca 1941r. Mord na inteligencji krzemienieckiej.

2 lipca 1941 r. Krzemieniec został zajęty przez wojska niemieckie. W tym samym miesiącu do miasta przybyła Einsatzgruppe C, która 28 lipca 1941 r. na podstawie listy sporządzonej przez nacjonalistów…

Readmore..

Szczecin:  Obchody  Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez  ukraińskich nacjonalistów w latach 1939-1947.

Szczecin: Obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa Dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939-1947.

Szczecińskiej, pragną uczcić pamięć o synach i córkach, naszego narodu zamordowanych przez szowinistów spod znaku OUN/UPA.Za to tylko, że przynależeli do naszego narodu.Dzień 11 lipca tego roku, miał być dniem…

Readmore..

Niedokończone msze wołyńskie

Niedokończone msze wołyńskie

10 lipca, wtorek, 18.00, Warszawa, DSHNiedokończone msze wołyńskie, (2018, 43 min.), reż. Tadeusz Arciuch, Maciej WojciechowskiW przeddzień 75. rocznicy „krwawej niedzieli” i apogeum zbrodni ludobójstwa na Wołyniu, w cyklu „Kino…

Readmore..

Z fanpage KSI: SYMETRII NIE BYŁO I NIE BĘDZIE.....

Z fanpage KSI: SYMETRII NIE BYŁO I NIE BĘDZIE.....

/foto: Prezes Instytutu Pamięci Narodowej Jarosław Szarek/PAP Prezes IPN odniósł się też do sugestii, że strona ukraińska buduje "fałszywą symetrię ws. rzezi wołyńskiej, a przecież tej symetrii nie ma": "Symetrii…

Readmore..

Odsłonięcie Krzyża Pamięci  o Wołyniu w Zamościu

Odsłonięcie Krzyża Pamięci o Wołyniu w Zamościu

Jak pisze Leszek Wójtowicz w „Kronice Tygodnia” 10 czerwca br.w Zamościu na cmentarzu parafialnym przy ul. Peowiaków, dzięki staraniom Zarządu Stowarzyszenia Upamiętniania Polaków Pomordowanych na Wołyniu, odbyła się uroczystość odsłonięcia…

Readmore..

PRZEMYŚL: 75  Rocznica  Ludobójstwa  na Wołyniu.

PRZEMYŚL: 75 Rocznica Ludobójstwa na Wołyniu.

STOWARZYSZENIE PAMIĘCI POLSKICH TERMOPIL I KRESÓW W PRZEMYŚLU KLUB INTELIGENCJI KATOLICKIEJ W PRZEMYŚLU PRZEMYSKIE RODZINY KRESOWE zapraszają do udziału w uroczystościach upamiętniających 75 Rocznicę Ludobójstwa na Wołyniu Przemyśl- 11 lipca…

Readmore..

Kto odda Hołd Bohaterom  z Samoobrony Polskiej...?

Kto odda Hołd Bohaterom z Samoobrony Polskiej...?

W Warszawie poczynając od 8 do 11 lipca, rozpoczną się obchody „Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Narodzie Polskim przez ukraińskich onalistów”. Ogólnopolski Komitet Obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar…

Readmore..

W Lublinie rozpoczęto obchody 75 rocznicy  Ludobójstwa na narodzie polskim

W Lublinie rozpoczęto obchody 75 rocznicy Ludobójstwa na narodzie polskim

W dniach 22 i 23 czerwca br. w Lublinie odbył się, Kongres Środowisk Kresowych „Tożsamość- Pamięć- Przyszłość” oraz konferencja naukowa „Wołyń 1943: Walka o pamięć – walka o Polskę”. Głównym…

Readmore..

Pańska Dolina- fenomenem Polskiej Samoobrony na Wołyniu

/ Pańska Dolina. Fot. Maciej Witaszek.  ( za: http://natropieprzodkow.blogspot.com/2013/11/)

Pańska Dolina obecnie praktycznie nie istnieje. Nazwę miejscowości można odnaleźć jedynie na starej mapie. Obok miejsca gdzie istniała, obecnie  jest niewielka ukraińska wioska; Dobratyńskie Nowiny to grupa zaledwie kilku domów. Obecni jej mieszkańcy to Ukraińcy przesiedleni z Polski, nic nie wiedzą o wydarzeniach z lat 1943/1944. W tym miejscu kończy się droga. W oddali widać  charakterystyczny las, tworzący w krajobrazie zwartą bryłę. To on wyznaczał  skraj kolonii, do niego sięgały kiedyś łany pól  polskich mieszkańców. Pańska Dolina była kolonią położoną w powiecie dubieńskim w województwie wołyńskim, liczącą 40 gospodarstw polskich, 11 ukraińskich i dwa czeskie. Na stałe mieszkało w niej około 175 Polaków. Sołtysem w chwili wybuchu wojny był Bronisław Połoszczański.

Jak z tego wynika nie była to  wcale duża wieś. W każdym razie należy tak  powiedzieć w porównaniu do powszechnie znanego np. Przebraża z pow. łuckiego, liczącego ok. 10000 mieszkańców. Placówka w Pańskiej dolinie stworzona praktycznie w maju 1943 r., mimo ciągłych ataków OUN-UPA przetrwała do lutego 1944 roku, czyli do zajęcia tych ziem przez Armię Czerwoną. Jest ona niejako zaprzeczeniem wniosków badaczy i historyków, którzy twierdzą, że  najlepsze efekty przynosiło jednak tworzenie tzw. baz samoobrony – dużych, dobrze zorganizowanych i stosunkowo solidnie uzbrojonych ośrodków oporu, niejednokrotnie wspieranych przez oddziały partyzanckie. 

/ Internet: http://www.wolyn.ovh.org/opisy/panska_dolina-01.html.

Jako przykład podają  Hutę Stepańską. Tej  jednak mimo uratowania większości mieszkańców nie udało się utrzymać samej wsi.  Oczywiście lepszym przykładem jest Przebraże, ale  to była prawdziwa twierdza broniona przez ponad 500-osobowy oddział (pod koniec istnienia jego liczebność się podwoiła), podzielony na cztery kompanie i dysponujący zwiadem konnym oraz własnym wywiadem. Pod ich opieką znalazło się blisko 10 tys. ludzi – stali mieszkańcy wsi i liczni uciekinierzy. Przebraże chroniła sieć rowów strzeleckich, prowizoryczne bunkry oraz linia zasieków z drutu kolczastego.  W tym miejscu warto postawić pytanie: jak tak stosunkowo mała wieś jak Pańska Dolina stała się „twierdzą” ? Która  w szczytowych okresach stanowiła schronienie dla ok.  2 tys. Polaków, a  na kolonii przechowywano także 30 Żydów, co było powodem donosów ukraińskich do władz niemieckich, które często kontrolowały Pańską Dolinę w ich poszukiwaniu. Jak to się stało, skąd ten fenomen?  Antoni Cybulski ps. „Oliwa” ( konspiracyjny starosta) napisał w swoich wspomnieniach.: Konspiracja zaczęła się tworzyć w Pańskiej Dolinie w 1942 r. Wtedy to do drzwi Antoniego Cybulskiego zapukał Zygmunt Rumel, udający domokrążcę sprzedającego kamienie do zapalniczek. Cybulski go nie poznał, ale Rumel powołał się na znane mu osoby i poinformował go, ze został skierowany przez Delegaturę Rządu RP na Kraj i przez Zarząd Główny Stronnictwa Ludowego z Warszawy. Poinformował Cybulskiego, że w związku z sytuacją, która wynikła na Wołyniu, władze podziemne zdecydowały, żeby zorganizować działalność konspiracyjną, powołać tu administrację cywilną ..... Cybulski zaczął budować zręby konspiracji nie tylko w Pańskiej Dolinie, ale i w całym powiecie dubienieckim. Jego pierwszym pomocnikiem był Albert Kozłowski,  który zorganizował  komórkę konspiracyjną w Pańskiej Dolinie. 2 maja 1943 r. w biały dzień ukraińscy nacjonaliści napadli na polską kolonię Wygoda, położoną 3  kilometry. od Pańskiej Doliny. Grupa mieszkańców tej kolonii pod dowództwem Antoniego Mużyło, mimo, że nie posiadała wiele broni podjęła walkę i zdołała się wycofać do Pańskiej Doliny. Troje zamordowanych Polaków i spalona kolonia,  stały się ważnym sygnałem dla mieszkańców Pańskiej Doliny. Komórka konspiracyjna postanowiła zorganizować w wiosce oddział samoobrony. Analizując sytuację konspiratorzy mając na uwadze zagrożenie ze strony ukraińskich band, musieli również liczyć się z ewentualnymi represjami okupanta niemieckiego. Ponieważ posiadanie broni mogło być przyczyną pacyfikacji nawet całej wsi, a taką konspiratorzy posiadali, postanowiono zalegalizować tworzoną samoobronę u władz niemieckich. Powołując się na wcześniejsze mordy dokonane na Polakach i wskazując na bliskość zagrożenia uzyskano formalną zgodę  na zorganizowanie polskiej samoobrony, a  wydał ją  Kreislandwirt Wilhelm Schneider. Początkowo było to tylko kilka osób z wioski i uciekinierzy z  zaatakowanej Wygody. W połowie maja 1943 r. niebo zapłonęło łunami, palących się polskich wiosek. Płonął; Marusin, Szczęśliwa oraz Nowiny Dobratyńskie, znów mordowano Polaków. Szczęśliwie ocaleni trafiali do Dubna, Młynowa albo do Pańskiej Doliny.   A. Cybulski: Mieszkańcy Pańskiej Doliny zaczęli się starać o broń i przygotowywać swoje gospodarstwa do obrony. Zaleciliśmy innym i sami robiliśmy w swoich gospodarstwach podziemne bunkry z tunelem do mieszkania lub innych budynków. Pierwsi i na dużą skalę do takiej pracy przystąpili Kozłowscy, pod kierownictwem najstarszego brata Alberta. Obok ich murowanego domu była też murowana piwnica, z której do mieszkania wykopali wygodny korytarz. Oprócz tego z piwnicy kręty tunel łączył się z obszernym, z zamaskowanymi otworami strzelniczymi, dużym bunkrem. Wykonanie takiej pracy było nie lada sztuką. Po pierwszym banderowskim napadzie założyliśmy tu centrum placówki. Żeby się nie zdradzić przed ciekawskimi Ukraińcami (zachodzili czasem) i różnego rodzaju władzami, prace wykonywano tylko nocą. Ziemię z wykopów ukrywano i maskowano. Wszystkie obronne czynności musieliśmy przyspieszać, bo spodziewaliśmy się napadu z dnia na dzień. Obserwowaliśmy conocne łuny pożarów. Zostały spalone prawie wszystkie polskie osiedla i wsie wokół nas. Otrzymaliśmy od zaufanych Ukraińców wiadomość ,  ze banderowcy już koncentrują siły na Pańską Dolinę. Napadu spodziewano się w każdej chwili i nie było zaskoczenia, kiedy  22 czerwca wieczorem jasne rakiety i gęsty ostrzał został skierowany na wioskę. Obrońcy również odpowiedzieli tym co mieli. Rozgorzała walka, która trwała całą noc. Zapaliło się kilka budynków, których nie można było gasić z powodu ostrzału. Polacy jednak nie dopuścili atakujących Ukraińców do swoich stanowisk do samego świtu. W walce wyróżniła się drużyna Zygmunta Toczki, która dzięki częstym zmianom stanowiska jedynego erkaemu , sprawiła wrażenie, że obrońców było znacznie więcej i dobrze uzbrojonych, niż było w rzeczywistości.  Genowefa Halkiewicz : Spośród kilku ukraińskich napadów na Pańską Dolinę najlepiej pamiętam ten z 22 czerwca 1943 roku. Przewaga Ukraińców była przytłaczająca, byli wyposażeni w działo, a obrońców placówki pozostało niewielu, bo część z naszych wyjechała do miast, by zorganizować więcej broni i odwiedzić rodziny. Garstka tych, którzy zostali, dwoiła się i troiła, a w piwnicy kobiety i dzieci odmawiały różaniec – i tak przez całą noc. Nad ranem wpadł do piwnicy jeden z obrońców po ostatnią skrzynkę amunicji i poprosił byśmy modlili się dalej – już nie na kolanach, ale leżąc krzyżem. Modlitwa i walka okazały się skuteczne . Nasi chłopcy zwyciężyli, odparli napastników ....Mimo odparcia ataku, część mieszkańców Pańskiej Doliny opuściła wioskę udając się do Młynowa lub Dubna, a nawet Łucka. Większość, w tym młodzi pozostali na miejscu, zdecydowani na dalszą obronę. Antoni Cybulski: Dnia 23 czerwca 1943 r. pozostali między innymi:  Albert, Teofil i Edward Kozłowscy, Antoni Cybulski,  Antoni, Wiktor i Wacław Mużyłowie, Zygmunt i Władysław  Toczko, Józef Paczkowski,  Kazimierz Kupracz,  Wacław Najman z rodziną. Oni zapoczątkowali oddział samoobrony. Roman Kucharski: Wielkie zasługi w organizacji oraz działalności placówki mieli bracia Antoni, Wiktor i Wacław Mużyłowie. Antoni, jako podoficer piechoty był organizatorem obrony i wyszkolenia bojowego załogi. Albert Kozłowski i Tosiek Cybulski byli z wyszkolenia artylerzystami. Do placówki dołączyli również bracia: Karabowiczowie, Krotulowie i Biernaccy.(...)  a Teofil ( Kozłowski)  miał bodaj trudniejsze do spełnienia zadanie, coś w rodzaju „ministra spraw zagranicznych”. Musiał łagodzić Niemców, a zwłaszcza rozsierdzonego kreisleitera- Schneidera... Ta mała grupka obrońców z czasem zaczęła się powiększać do  60 osób.   Jak wspomina Genowefa Halkiewicz  :) Jej dowódcą został Albert Kozłowski (mój wujek) – pseudonim „Jastrząb”.   Zastępcami dowódcy byli Antoni Mużyło i Teofil Kozłowski. Po pierwszym napadzie Gebietskomissar z Dubna wydał samoobronie 6 sztuk  broni, co pozwoliło niejako zalegalizować wcześniej  zakupioną broń od węgierskich i niemieckich żołnierzy oraz znalezionej na pobojowiskach w 1941 roku (ok. 150 sztuk). Wybudowano również z cegieł strażnicę, w której stale dyżurował oddział bojowy z zarejestrowaną bronią. Broń niezarejestrowana pozostawała w ukryciu, gdyż odkrycie jej przez Niemców pociągnęłoby surowe represje. Trafność podjętych działań „dyplomatycznych” wobec Niemców  potwierdziły wydarzenia z 5 lipca 1943 r. ( Roman Kucharski podaje datę 13 lipca) , jakie miały miejsce w Ludwikówce  odległej od Pańskiej Doliny raptem 12 kilometrów. Istniejący tam oddział samoobrony pod dowództwem Paradowskiego z powodzeniem stawiał opór atakującym upowcom, ale nie podjął walki z Niemcami i policją ukraińską. 54 mężczyzn i chłopców w wieku od 14 lat  zapędzono do dwóch stodół, obrzucono granatami i żywcem spalono. Roman Kucharski z Młynowa: . Kobiety i dzieci popędzili pieszo do Dubna - dwadzieścia kilometrów, aby wywieść do obozów zagłady. Ludwikówka przestała istnieć ..... Wszędzie trupy ludzi, koni, bydła. Wszędzie zgliszcza. Ani jedno zabudowanie nie ocalało.

/ Rozpoczęcie roku szkolnego 1930/1931 w Pańskiej Dolinie. Foto za: http://wolyn.freehost.pl/fotoold/panska_dolina/2.html

Genowefa Halkiewicz  : Placówka  ( w Pańskiej Dolinie) – po pierwszych napadach – została usytuowana na wybudowaniu Dąbrowa w trzech dużych gospodarstwach: Piotrowskich, Baranowskich i Kozłowskich ( moich dziadków ze strony mamy)  
Czerwcowy  napad nacjonalistów ukraińskich na Pańską Dolinę był zapewne efektem wydania tajnej czerwcowej  dyrektywy   „Kłyma Sawura” (Dmitro Kliczkiwskiego) główno- dowodzącego siłami OUN na Wołyniu. Zawierającej treść:   „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. […] Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi.” Pełną realizację tej dyrektywy upowcy chcieli przeprowadzić w lipcu 1943 r., najtragiczniejszym miesiącu dla Polaków mieszkających na Wołyniu. Samego 11 lipca zaatakowano co najmniej 100 miejscowości polskich, mordując mieszkańców i paląc osady. Drugi atak na Pańską Dolinę miał miejsce w drugiej połowie lipca. ( są tacy co twierdzą, że było to 14 lipca). Do ataku doszło o świcie, ale to nie zaskoczyło obrońców.. Mimo, że napastnicy dysponowali działkiem 45mm  i moździerzem, obrońcy skutecznie odpierali kolejne ataki. Wszystko dzięki dobremu przygotowaniu do obrony i posiadaniu wystarczającej ilości broni maszynowej i amunicji. Napastnicy mieli jednego zabitego, obrońcy trzech rannych. Na dzień dzisiejszy trudno powiedzieć jakie oddziały, a może bandy ukraińskie brały udział w tych dwóch pierwszych atakach na polską placówkę. Jednak  wiadomo, że 14 sierpnia Pańską Dolinę otoczył kureń UPA wsparty przez trzy działa 75 mm.  Tym razem nie wyglądało to najlepiej. Wspomina  Maks Skorupski z UPA: na naradzie oficerów podjęto decyzję jeszcze tej samej nocy zlikwidować polskie gniazdo - „twierdzę”, którą oni stworzyli we wsi Pańska Dolina. Piękna księżycowa noc. Sotnie kurenia otoczyły wieś z trzech stron. Rozpoczęła się strzelanina - Polacy z murowanych budynków i bunkrów silnie się ostrzeliwali. Nasza artyleria Berezy, która składała się z trzech armatek 75 mm, okopała się na polu przy skrzyżowaniu. My już w wyobraźni widzieliśmy ruiny polskich budynków. Ale póki co armaty jeszcze milczały. Po godzinie zawziętego boju stało się dla nas oczywiste, że bez artylerii nie zdołamy wziąć Polaków. Dobrze uzbrojona i profesjonalna obrona wskazywała, że Pańska Dolina rzeczywiście była „twierdzą”. Kurinny Jurko dał rozkaz naszej artylerii otworzyć ogień, zaświstał w powietrzu pierwszy pocisk i rozerwał się ze dwa kilometry za budynkiem. Więcej wystrzałów nie było. Ja z Jurkiem podchodzimy do Berezy i przed naszymi oczami rysuje się taki obrazek: artylerzyści szamoczą się koło armatek i nie mogą załadować pocisku... nie wchodzi. Bereza z kluczem odkręca i dokręca gwintowane pokrętła. Po jakimś czasie pociski zostały załadowane. „Ognia!” Pociągnęli za postronki przywiązane do mechanizmu spustowego armatki. Wszystkie trzy pociski wryły się w ogrodzenia znajdujące się przed okopanymi armatkami. Jeden z pocisków wybuchł w pobliżu stanowisk naszych strzelców. Armatki były pozbawione przyrządów celowniczych, strzelały „prostym celownikiem” przez lufę. Bereza ryczał z rozpaczy - pierwsze jego wystąpienie z „baterią” było nieudane. Po wystrzale dwie armatki całkowicie przystały funkcjonować. Jurko rozkazał trzecią sprawną armatkę przeciągnąć na pierwszą linię strzelecką i okopać. Odległość do budynku wynosiła 150 metrów. Kulami zapalającymi zapalono budynki kryte słomą i one jasno oświetlały murowane „twierdze”. Bereza, ustawiwszy obiekt w środku koła lufy, pociągnął za postronek. Głośny wybuch... i część chaty osunęła się na ziemię.  Strzelcy byli zachwyceni efektem. Znowu - drugi wystrzał, trzeci: ucichł wrogi „maksym”. Za czwartym wystrzałem razem z wystrzelonym pociskiem o mało co nie poleciała lufa, -armatka rozerwała się na części. W tym momencie straciliśmy nadzieję na zdobycie Polaków. Dwugodzinny bój nie dał żadnego pozytywnego skutku. Zaczęło się rozwidniać. Prowydnyk  Czernyk dał rozkaz do odwrotu. W czasie akcji strzelec Gruszka został ranny w nogę   Według relacji obrońców: Obsługę jednego z dział zlikwidował celnym ogniem Albert Kozłowski. Po 4 godzinach walki, o świcie, upowcy wycofali się straciwszy kilku zabitych i rannych. Po stronie polskiej rany odniósł jeden członek samoobrony i kilka kobiet i dzieci.   Pańska Dolina rzeczywiście stawała się twierdzą, w której było już około 60  uzbrojonych obrońców. Samoobrona zadbała nawet o opasanie wsi linią okopów i innych fortyfikacji ziemnych. W  tym czasie w powiecie  dubieńskim, Ukraińcy z OUN-UPA dokonali rzezi w wielu miejscowościach takich jak: Bokujma, gdzie zamordowano 40 Polaków, Krzywucha- 70, Smordwa- 10, Brzezina -20, Libanówka -100,  a we wsiach: Stomorgi, Nowiny- Dobrotyn, Adamówce, Kucy, Morawicy, Karolince, Zofiówce,  Użyńcu - następne 100 osb. Wiele samoobron zostało rozbitych a ludność uciekała do Dubna, Łucka czy właśnie do Pańskiej Doliny.  W sierpniu również  na terenie powiatu dubieńskiego doszło do aresztowania przez Niemców 12 osób z konspiracji AK w tym komendanta obwodu, Bronowskiego ps. „Kobro”. Na jego miejsce wyznaczony został   por. Józef Malinowski ps. „Ćwik”, który postanowił zainstalować się właśnie w Pańskiej Dolinie. Uznając to miejsce za stosunkowo bezpieczne postanowił  zorganizować  tam oddział partyzancki AK.  (  20 lipca Okręg Wołyński AK podjął decyzje o utworzeniu oddziałów partyzanckich na Wołyniu ) . Na dowódcę tego oddziału wyznaczony został chor. Korneliusz Lewandowski ps. „Spokojny”. Miejscem zakwaterowania  była grupa zabudowań w rejonie Adamówki. Żołnierzami tego oddziału byli w pierwszej kolejności, uciekinierzy z zaatakowanych wsi,  „spaleni” konspiratorzy i oczywiście młodzież zgłaszająca się ochotniczo z terenu powiatu dubieńskiego.   Wyraźna odrębność i samodzielność tego oddziału  legły u podstaw konfliktów z samoobroną Pańskiej Doliny, które w tamtym czasie były najmniej potrzebne Polakom.  Bezpieczeństwo Pańskiej Doliny zależało nie tylko od wielkości sił polskich, w tym uzbrojenia, ale od układów z administracją niemiecką, czyli łapówek pod różną postacią ,w tym między innymi  żywność i bimber. Wszystko działo się w sytuacji ciągłych donosów ze strony Ukraińców, którzy na wszystkie możliwe sposoby starali się zniszczyć polską placówkę. We wrześniu o niespodziewanej porze, bo przed południem , nastąpił  kolejny atak Ukraińców. Dokładnie 22 września 1943 r. upowcy  dokonali następnego ataku na Pańską  Dolinę.  Jednak i tym razem nie udało się  atakującym uzyskać efektu zaskoczenia, czujki samoobrony w porę zaobserwowały atakujących i zmasowany ogień obrony szybko ostudził zapędy rezunów.  Obrońcy dysponowali już znaczną siłą ognia, szczególnie z broni maszynowej, której znacznie przybyło w porównaniu do początkowych zasobów ( przypomnijmy- był to jeden erkam). Upowców odparto kosztem 2 zabitych i czterech rannych. W pościgu za nimi zapuszczono się do wsi Zady, gdzie była ich baza, którą rozbito. Ukraińcy ponieśli znaczne straty, co przyczyniło się do  okresu względnego spokoju w Pańskiej Dolinie. Oddział partyzancki AK   „Ćwika” rozpoczął intensywne ćwiczenia i dalszy nabór ochotników.   Roman Kucharski ps. „Wrzos” ( z Młynowa):  A więc postanowione... Zaciągam się do oddziału partyzanckiego. Idę do lasu. Już nie wystarcza mi dotychczasowa forma walki z okupantem. Patrole, zwiady, podsłuchy, kolportaż prasy podziemnej, zdobywanie i przechowywanie broni, mały sabotaż oraz inne akcje organizowane przez lokalne władze konspiracyjne, wydają mi się znikome w porównaniu z tym, czego musi dokonywać lotny, bojowy oddział partyzancki powstający w Pańskiej Dolinie przy dotychczasowej placówce samoobrony polskiej. ... Olgierd Kowalski ps. „Czarny”: Skręcamy w prawo. U kolegów znika napięcie. Zaczynają śpiewać. Widząc moją zdziwioną minę, śmiejąc się twierdzą, że tu już Polska. Zatrzymują nas czujki. Dojeżdżamy do Pańskiej Doliny. Jest już ciemno. Zatrzymujemy się pod budynkiem dowództwa. „Żbik” pośpieszył zameldować swój powrót. Po jakimś czasie wyszedł zadowolony, pouczył mnie jak się mam zachować rozmawiając z komendantem. Wprowadził mnie do izby, gdzie w otoczeniu kilku wojskowych siedział dowódca, którego nie trudno mi było rozpoznać, bowiem była już mowa o tym, że jest porucznikiem. W miarę poprawnie zameldowałem się jako przybywający ochotnik z prośbą o przyjęcie do oddziału. Por. „Olgierd” robił wrażenie mruka. Towarzyszący mu podchorążowie zadali w życzliwym tonie parę pytań. „Ile masz lat?” Dodałem sobie rok, ale nie wzbudziło to podejrzeń. Na tyle wyglądałem. „Jaki obierasz pseudonim?” Zawahałem się. Ktoś myśląc, śe nie wiem o co chodzi usiłował mi pomóc: «No, przybrane nazwisko, na przykład: Czarny, Biały, Koń, Krowa...»Aby było szybciej podałem pierwszy z podpowiadanych. Zostałem «Czarnym». A teraz przysięga. Powtarzałem pewnie, choć ze wzruszeniem rotę przysięgi. Byłem szczęśliwy. (...) Odmeldowałem się. Na kwaterze, ku mojemu zaskoczeniu spotkałem wielu kolegów i znajomych z Łucka. Pierwszy na którego się natknąłem to Rysiek Sykuła «Lampart». Uczęszczał on do tej samej szkoły powszechnej co ja, a należąc do «Orląt» nosił, budząc ogólną zazdrość prawdziwy wojskowy płaszcz. Następni to Staszek Narzymski «Lis», Zbigniew Janczewski «Zbych», «Żbiczek», Wacek Dawidowicz. Obecnie mój drużynowy kapral «Żbik» nie omieszkał zarekomendować mnie braciom Perkinom «Murowi» i «Niuśce», kolegom Stefana z Krzemieńca. Obaj byli w tej samej drużynie co ja.(...)  Szybko poznałem historię naszego oddziału. Powstał on w pierwszej połowie 1943 roku, jako dyspozycyjny oddział partyzancki przeznaczony do obrony ludności polskiej. Zorganizowano go na placówce samoobrony w Antonówce. Początkowo liczył około 25 młodych chłopców członków konspiracji z pobliskich wiosek i Łucka. Dowódcą zalążka tego rozrastającego się oddziału o kryptonimie «Łuna» (tak brzmiał też kryptonim Inspektoratu) został mianowany «cicho-ciemny» por. Jan Rerutko ps. «Drzazga». Oddział ten w sierpniu 43 r. zgodnie z rozkazem inspektora wzmocnił załogę Przebraża i odegrał znaczącą rolę przy odpieraniu zmasowanych ataków UPA na to skupisko ludności polskiej. W rejonie Przebraża skoncentrowane były również liczne oddziały partyzantki radzieckiej, z którą do pewnego czasu współpraca układała się poprawnie.  (....) Niebawem dowódca radzieckiego oddziału partyzanckiego płk. Prokopiuk, zaprosił por. «Drzazgę» na uroczystości z okazji 26 rocznicy Rewolucji Październikowej. Por. «Drzazga» zaproszenie przyjął. Podczas przyjęcia oficer polityczny oddziału Prokopiuka zaproponował por. «Drzazdze» podporządkowanie się partyzantce radzieckiej. Por. «Drzazga» odmówił i w drodze powrotnej zginął wraz z towarzyszącymi mu partyzantami. W oddziale nastąpiło duże rozprężenie. Prawie połowa żołnierzy opuściła oddział. Skierowany tam przez Dowództwo Okręgu por. «Olgierd» po zakończeniu dochodzenia w sprawie śmierci por. «Drzazgi», przeprowadził uszczuplony oddział na placówkę w Pańskiej Dolinie.  17 listopada 1943 r.  ( Józef Turowski- podaje 10)  do Pańskiej Doliny przyszedł oddział „Łuna” z okolic Przebraża, pod dowództwem  por, «Olgierda” ( Zygmunta  Kulczyckiego). Wcześniej oddziałem dowodził por. „Drzazga” ( Jan  Rerutko), ale niestety został zamordowany  wracając z proszonej kolacji w oddziale sowieckich partyzantów  Prokopiuka. Warunki jakie stwarzała Pańska Dolina  pozwoliły na przeformowanie i rozbudowę oddziału „Olgierda”. Przyłączono do niego oddział organizowany przez por. „Ćwika”, zachowując nazwę „Łuna” i dowództwo „Olgierda” przy czym „Ćwik” został zastępcą. Stan osobowy oddziału wzrósł do 170 ludzi. Ponownie jednak doszłodo konfliktu oddziału z Samoobroną, ponieważ znaczna część młodzieży została wchłonięta przez utworzoną kompanię AK. Mimo to oddział „Olgierda” współpracował z samoobroną w patrolowaniu terenu i akcjach skierowanych przeciwko oddziało UPA. 20  Grudnia 1943 r.  w dniu wymarszu na koncentrację w Kupiczowie ( pow. Kowel)  oddział został zmuszony do walki z Niemcami, którzy niespodziewanie pojawili się w rejonie zakwaterowania na skraju Pańskiej Doliny.  Olgierd Kowalski ps. „Czarny”:: Jest już 20 grudnia 1943 roku. Żyjemy przygotowaniem do odmarszu. Ktoś mi proponuje, żebym zobaczył jak powodzi się na placówce Żydom. Wszyscy pracują w piekarni. Uważam, że to normalna rzecz i nie ma w tym nic sensacyjnego do oglądania. Leniwie toczy się dyskusja. Ktoś wspomina jak w czasie przemarszu z Przebraża rozniesiono jakąś wartownię UPA. Raptem słyszymy jakiś rejwach na podwórzu. Wypadamy zaciekawieni. Podekscytowany kapral „Borys” (Jerzy Kozłowski) tłumaczy podnieconym głosem, że jadąc z Młynowa udało mu się okrężną drogą wyprzedzić kolumnę Niemców, że lada moment Niemcy zjawią się tu. Dociera to do kogoś władnego. Nie chcąc narażać wsi na konflikt z Niemcami, wybywamy, ruszając przez ośnieżone pole do lasu. Niemcy widzą nas, ostrzeliwują z kilku armat. Jakieś wydaje mi się to wszystko niepoważne. Gwizd pocisku, wszyscy padają, a pocisk wybucha gdzieś daleko. Nie mam ochoty poddawać się psychozie stada, i padać pokornie przed każdym gwizdem. „Mur” przywołuje mnie do porządku: „Padaj, gdy słyszysz gwizd, przecież oni wstrzeliwują się i każdy pocisk jest coraz to celniejszy”, tłumaczy mi jak belfer. W duchu przyznaję mu rację. Przy każdym nadlatującym pocisku posłusznie ryję w śnieg. Docieramy do lasu. Niemcy ze swoich armat zabili jednego chłopaka, „Mewę”, którego nie udało się nam zabrać. Konny zwiadowca „Błyskawica” ledwo wyrwał się z niemieckiego osaczenia. W końcu Niemcy pojechali gdzieś dalej.  Oddział „Olgierda” wieczorem wyruszył w kierunku Kowla. Na szczęście Niemcy nie wrócili i nie było żadnych konsekwencji dla Pańskiej Doliny.  Członkowie samoobrony wrócili do normalnego rytmu patrolowania terenu i wypatrywania potencjalnego zagrożenia ze strony Ukraińców. Na szczęście samoobrona dotrwała do pojawienia się armii Czerwonej w lutym 1944 r. Wkraczające wojska sowieckie potraktowały Wołyń jako własne tereny i rozbroiły polskie samoobrony, a mężczyzn w wieku poborowym wcieliły do armii Berlinga, o ile nie uważali ich za wrogów władzy.. Reasumując należy powiedzieć, że niestety nie ma zbyt wielu wspomnień o tej wspaniałej „Twierdzy”- Pańskiej Dolinie, chociaż można przypuszczać, że jeszcze żyją świadkowie z tej miejscowości o czym może świadczyć załączone tu zdjęcie młodzieży szkolnej. Dlatego na wszelki wypadek, gdy ktoś siebie rozpoznał, lub miał coś do dodanie w tym temacie, zapraszam do rozmowy, numer telefonu jest podany w stopce redakcyjnej.
Źródła:
Fragmenty wspomnień Genowefy Halkiewicz  opublikowane w „Dzieci Kresów II” L. Kulińskiej
Antoni Cybulski : Wspomnienia
Roman Kucharski - Krwawa Łuna
Józef Turowski- Pożoga
 Fragment wspomnień: Olgierda Kowalskiego- Wspomnienia   grudzień 1943 - maj 1944     Część I http://docs5.chomikuj.pl/182406764,0,1,Wspomnienia-Akowca.rtf
 Fragment pamiętnika Maksyma Skorupskiego rozdział „PAŃSKA DOLINA I MIZOCZ”
http://lib.oun-upa.info/skorupski/part3.html -Tłumaczenia dokonał :Wiesław Tokarczuk