Dzisiaj jest: 19 Czerwiec 2018        Imieniny: Gerwazy, Protazy, Julianna
Zakończenie w Lublinie protestów na KUL i UMCS za h.c. dla Wiktora Juszczenki

Zakończenie w Lublinie protestów na KUL i UMCS za h.c. dla Wiktora Juszczenki

Zakończenie w Lublinie protestów w dniu 1 lipca które na KUL odbywały się przez 8 lat a przez 3 lat na UMCS w sprawie nadania wyróżnienia przez lubelskie uczelnie tytułu…

Readmore..

I edycja Nagrody Honorowej „Świadek Historii” – Wrocław, termin zgłaszania kandydatów upływa 30 czerwca 2018

I edycja Nagrody Honorowej „Świadek Historii” – Wrocław, termin zgłaszania kandydatów upływa 30 czerwca 2018

Oddział Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu zaprasza do zgłaszania kandydatów do I edycji Nagrody Honorowej „Świadek Historii”. To honorowe wyróżnienie jest lokalnym odpowiednikiem ogólnopolskiego „Kustosza Pamięci Narodowej”. Nagroda będzie przyznawana…

Readmore..

Czerwcowy numer KSI wydany - Nr. 06/2018 /85

Czerwcowy numer KSI wydany - Nr. 06/2018 /85

W czerwcowej gazecie m.in.: Obchody Dnia Ponarskiego w Warszawie -19.05.2018.19 maja 2018r., w Katedrze Polowej Wojska Polskiego odbyła się uroczysta Msza Św. poświęcona pamięci ludobójstwa w podwileńskich Ponarach trwającego w…

Readmore..

MICHAŁ BOYM - PODRÓŻNIK Z KRESÓW

MICHAŁ BOYM - PODRÓŻNIK Z KRESÓW

/ 1-kaplica Boimów fot. A. Nowak Coraz więcej odkrywamy kresowych ciekawostek i historii. Mamy teraz o wiele większe możliwości dzięki internetowi i łatwemu dostępowi do informacji. Dziwi mnie jednak, że…

Readmore..

JĘZYKOWE    POGRANICZA    POLSZCZYZNY

JĘZYKOWE POGRANICZA POLSZCZYZNY

WPROWADZENIECelem artykułu jest próba całościowego spojrzenia na język polski na pograniczu wschodnim i po-łudniowym ziem dawnej Rzeczypospolitej w formie przeglądu i charakterystyki jego odmianek geo-graficznych, pewnych osobliwości gramatycznych i słownikowych…

Readmore..

TEATR WIELKI WE LWOWIE ARCYDZIEŁO ZYGMUNTA GORGOLEWSKIEGO

TEATR WIELKI WE LWOWIE ARCYDZIEŁO ZYGMUNTA GORGOLEWSKIEGO

Zagapił się jeden z drugim na pomnik króla Jana Sobieskiego na Wałach Hetmańskich i nie może się napatrzeć. Aż przenosząc wzrok z pomnika, zobaczył lwowski teatr u wylotu Wałów w…

Readmore..

RELACJE  PARTYZANTÓW  KMICICA - ŁUPASZKI – RONINA ARMII KRAJOWEJ NA WILEŃSZCZYŹNIE III.1943 – VII.1944. Część 3

RELACJE PARTYZANTÓW KMICICA - ŁUPASZKI – RONINA ARMII KRAJOWEJ NA WILEŃSZCZYŹNIE III.1943 – VII.1944. Część 3

/ Polakiewicz Franciszek ps. Ben Hur WYDRA - Kundro Kazimierz Urodziłem się 15. I. 1926 r. w miejscowości Kuliki koło Miadzioła. Ojciec przed wybuchem II wojny pracował na różnych obiektach…

Readmore..

Moje Kresy  Genowefa Pniewska-Puszczewicz cz. 1

Moje Kresy Genowefa Pniewska-Puszczewicz cz. 1

/ Genowefa Pniewska-Puszczewicz z d. Chamczyk. Dubno 1941r Dla wszystkich mieszkańców Wołynia nastał ciężki i tragiczny rok 1943. Ludzie w mojej rodzinnej wsi Horodyszcze kolonia, co jakiś czas dowiadywali się…

Readmore..

Rzecz o powstaniu i walkach Polskiej  Samoobrony na Wołyniu   1943 -1944

Rzecz o powstaniu i walkach Polskiej Samoobrony na Wołyniu 1943 -1944

/ Polacy zamordowani w miejscowości Lipniki (domena publiczna) Mało kto pamięta, bo mało o tym się mówi i pisze, o Samoobronie Polskiej która w 1943 r. odegrała niebagatelną rolę w…

Readmore..

Ostatni żołnierz z Radowicz

Ostatni żołnierz z Radowicz

/ Zenon Leśniewski z żoną Romaną zd. Herman i córkami Alicją i Niną Zenon Leśniewski urodził się 4 maja 1929roku w Radowiczach Gmina Turzysk na Wołyniu. Był jednym z siedmiorga…

Readmore..

Bandera. Faszyzm,  ludobójstwo, kult.  Życie i mit ukraińskiego nacjonalisty

Bandera. Faszyzm, ludobójstwo, kult. Życie i mit ukraińskiego nacjonalisty

„Bandera. Faszyzm, ludobójstwo, kult. Życie i mit ukraińskiego nacjonalisty” to pierwsza naukowa biografia Stepana Bandery i pierwsze dogłębne studium jego kultu. Książka oparta jest na długoletnich i obszernych badaniach w…

Readmore..

WSPÓŁCZESNY NACJONALIZM UKRAIŃSKI

WSPÓŁCZESNY NACJONALIZM UKRAIŃSKI

Rozważania wokół książki Dmytro Doncowa „Nacjonalizm”.Nasi południowo-wschodni sąsiedzi „uraczyli” nas zbezczeszczeniem lwowskiego pomnika wystawionego na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie, miejscu stracenia 4 lipca 1941 roku przez batalion ukraińsko-hitlerowski Nachtigall (Słowiki)…

Readmore..

75. rocznica ludobójstwa Maj 1943

W futorze Dąbrowa  koło wsi Kąty /Kuty/ pow. Krzemieniec upowcy wyłapywali Polaków, gromadzili w jednym domu, który potem podpalili -  żywcem spalili co najmniej 28 Polaków, w tym rodziny 6 i 4-osobowe. „W odległości około 3 km od wsi Kąty, za niewielkim lasem, na polu zwanym Dąbrową, mieszkała rodzina Józefa Jasińskiego i jego żonaty syn Albin Jasiński. Dnia 1 maja 1943 roku grupa banderowców przez cały dzień wyłapywała Polaków na polach Dąbrowy i gromadziła ich w zabudowaniach J. Jasińskiego. O zmierzchu pomordowano ich w okrutny sposób i podpalono mieszkanie oraz zabudowania gospodarskie. Na drugi dzień, 2 maja 1943 r. z Kątów wyjechało na pogorzelisko kilku uzbrojonych mężczyzn na 3 furmankach.

Na miejscu zobaczyli szczątki pomordowanych dorosłych i żywcem spalonych dzieci. Tworzyły one czworobok, do którego wrzucano dzieci. Spalone szczątki zebrano do jednej skrzyni i pochowano we wspólnym grobie na cmentarzu w Kątach. /.../ Podawano, że zginęło tam około 23 osoby, w tym 12 dzieci”. (Leokadia Wawrzykowska: Relacja z ostatnich dni pobytu na Wołyniu ludności polskiej wsi Kąty /Kuty/ gm. Szumsk, pow. Krzemieniecki, w: Biuletyn Informacyjny 27 Dywizji Wołyńskiej AK, nr 4 z 1997 r.).
We wsi Sadki pow. Krzemieniec Ukraińcy z sąsiedniej wsi zamordowali w bestialski sposób rodzinę Bułkowskiego (Bułkieckego?). Świadkowie zapamiętali m.in. ich córkę 22-letnią Marię, która ciężko okaleczona umierała przez kilka godzin w męczarniach na polu. Zamordowany został także ich sąsiad NN. Po 1 maja sołtys Ukrainiec zaprosił rodzinę Billewiczów do powrotu zapewniając im  bezpieczeństwo, wracających witał razem z Ukraińcami z Sadek chlebem i solą, a po kilku dniach upowcy rodzinę tę wymordowali, tj. 6 osób, poza Marianem Bilewiczem, który akurat przebywał poza domem. Łącznie w Sadkach Ukraińcy zamordowali co najmniej 33 Polaków.
We wsi Tajkury pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 30 Polaków chodząc od domu do domu i rąbiąc siekierami oraz paląc zwłoki razem z budynkami. „W niedzielę, 23 czerwca 2013 r., na cmentarzu katolickim w Zdołbunowie, proboszcz parafii zdołbunowskiej ks. Andrzej Ścisłowicz, poświęcił miejsce wybrane pod pamiątkowy krzyż upamiętniający mieszkańców wioski Tajkury, zamordowanych w 1943 roku w czasie Wołyńskiej Rzezi. /.../  Dawna mieszkanka Tajkur, złożyła na cmentarzu świadectwo nt. przeżytych wydarzeń w 1943 roku. Powiedziała ona, że w 1943 r. na cmentarzu w Zdołbunowie pochowano osiem trumien-skrzyń ze szczątkami ośmiu rodzin zamordowanych w Tajkurach. /../ Ostatni proboszcz tej parafii był świadkiem jej powolnego wymordowania. Odprawiał po kolei pogrzeby swoich parafian, aż w końcu poważnie zachwiało się jego zdrowie psychiczne. W 1943 roku Tajkury, Kopytków i okoliczne wioski stały się miejscem rzezi ludności polskiej (Kopytków – 15. VI, 17. VI, 18. VI; Nowosiółki – 18. VI; Stefanówka – 19. VI; Tajkury – 11. IV, 1. V, 18. VI i 28. VI). Według makularza księgi zgonów parafii Tajkury, prowadzonego przez ks. Waleriana Głowacza zginęły wówczas 29 osoby. Ostatnim proboszczem parafii Tajkury (od listopada 1939 r. do lipca 1943 r.) był ks. Walerian Głowacz. /.../ Zachował się raptularz (brudnopis) księgi zgonów parafii Tajkury, w którym zanotował wszystkie ofiary spośród swoich parafian, które zostały pochowane w Tajkurach lub Zdołbunowie. Przy nazwiskach grzebanych parafian czynił dopiski: „zamordowany (-a) przez bandytów lub zamordowany (-a) przez Ukraińców”. W lipcu 1943 r. załamany i chory opuścił Tajkury udając się do Zdołbunowa. Później duszpasterzował w Nowogrodzie Wołyńskim.
LISTA OFIAR TERRORU 1943 ROKU W TAJKURACH I KOPYTKOWIE OPRACOWANA NA PODSTAWIE RAPTULARZA KSIĘGI ZGONÓW PARAFII TAJKURY
Nr; Imię i nazwisko, wiek, zawód, uwagi; Data i miejsce śmierci; Przyczyna śmierci. (Uwaga S. Ż.: poniżej ujęte zostały tylko ofiary z 1 maja 1943 roku we wsi Tajkury).  
2. Władysław Buczyński, s. Kazimiera i Marii, ur. 1903 (40 l.); pozostawił żonę Kazimierę i 3 dzieci: Stanisław, Tadeusz i Ryszard. 1. V 1943 Tajkury zamordowany przez Ukraińców
3. Jan Budziszewski, rolnik pozostawił żonę Marię; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców;
4. Feliks Budziszewski, s. Jana i Marii; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców
6. Edward Chorążeczewski, s. Mariana i Leontyny z Machlewskich; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców;
7. Franciszek Chorążeczewski; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców;  
11. Maria Janus, c. Wojciecha i Józefy z Derdów, ur. 1923; 1. V 1943 Tajkury; zamordowana przez Ukraińców;
12. Wiktor Kikinder, ur. 1892; rolnik; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców;
18. Jan Markiewicz, rolnik. 1. V 1943 Tajkury; zabity przez bandytów ukr.
19. Leon Pawiński s. Józefa i Scholastyki ur. 1911; rolnik; pozostawił żonę Annę i córkę Leokadię; 1. V 1943 Tajkury zamordowany przez Ukraińców
20. Michał Pawiński, s. Józefa i Scholastyki; pozostawił żonę Olgę i 6 dzieci: Jan, Emilia, Elżbieta, Danuta, Tadeusz, Zbigniew Józef; 1. V 1943 Tajkury zamordowany;
22. Franciszka Słowińska, c. Wincentego Marciniaka i Marianny z Gajewskich; 1. V 1943 Tajkury; zamordowana przez Ukraińców;
24. Stanisława Szeroka, c. Kazimiera i Magdaleny z Jakuszewskich, pozostawiła syna Waldemara; 1. V 1943 Tajkury; zamordowana
25. Antoni Witkowski, syn Katarzyny z Medyńskich Witkowskiej, ur. 27. VII 1928; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców;
26. Józef Witkowski, syn Katarzyny z Medyńskich Witkowskiej, ur. 16. XI 1923 r.; zamordowany;
27. Katarzyna Witkowska z Medyńskich, ur. 1898; gospodyni; 1. V 1943 Tajkury; zamordowana przez Ukraińców;
28. Ludwika Witkowska, córka Katarzyny z Medyńskich Witkowskiej, ur. 23. IV 1926 r.; 1. V 1943 Tajkury; zamordowana przez Ukraińców;
Uzupełnienie:
29. Józef Szeroki zamordowany razem z żoną Stanisławą; 1. V 1943 Tajkury; zamordowany przez Ukraińców.
Listę tę opracowałem na początku lat. 90 XX w. na prośbę p. Romualda Wernika, który w zmienionej postaci opublikował ją w swej książce: Romuald Wernik, „Tajkury – wioska, która była miastem”, Londyn, 1997. Kopię raptularza księgi chrztów i zgonów parafii Tajkury z lat 1939-1943 otrzymał ks. prof. Waldemar Witold Żurek SDB, który zawarte w niej informacje opublikował w swej pomnikowej pracy pt. „Wykazy osób z akt parafialnych diecezji łuckiej do 1945 roku” (t. VI, Lublin 2010, s. 1105-1128). Uczyniono tak, by ułatwić dostęp do archiwalnej księgi, dokumentującej martyrologię narodu polskiego na Wołyniu. Wielokrotnie modliliśmy się za te ofiary w Zdołbunowie, Ostrogu i samych Tajkurach. W czasie nabożeństw żałobnych odczytywaliśmy listę zamordowanych w Tajkurach i okolicy. Do Tajkur w latach 90. XX wieku dwa razy organizowaliśmy też pielgrzymkę w dniu 10 sierpnia z Ostroga i Zdołbunowa. W pielgrzymkach tych brali udział m.in. klerycy z Krakowa: Piotr Janczy, Bolesław Karcz, Stanisław Molendys i Waldemar Szlachta. Było tak dopóki nie wtrąciła się SBU i Dziekan ks. Władysław Czajka z Równego, który sugerował by nie robić hałasu wokół Tajkur... A więc warto było jednak organizować te nie mile widziane pielgrzymki na początku lat 90. XX wieku…” (ks. Vitold-Yosif Kovaliv: Pamięć o Tajkurach nie umiera; w: Wołanie z Wołynia nr 3 (112), Maj-Czerwiec 2013 r.; za: http://www.duszki.pl/wolanie_z_wolynia/artykuly/2013_05-06/WzW_3_112_b.pdf ). Na powyższej liście istnieje także pod poz. 8. „Antoni CZERNIAKOWSKI, s. Czesława i Albiny z Sokołowskich, ur. 1898; rolnik; 11. IV 1943 Tajkury; zabity przez bandytów ukr.”.  

   2 maja:
W miasteczku Berezne pow. Kostopol zmarł 72-letni Gracjan Urbanowicz poparzony podczas rzezi we wsi Lipniki, gdy został wrzucony żywcem do płonącego domu.
W kol. Jurydyka pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 63-letniego Franciszka Oronia.  
We wsi Słobódka Strusowska pow. Trembowla: „Stanisław Skonecki – słuch. prawa l. 24 zamordowany 2.V.43 w Słobodce Strusowskiej koło Trembowli” (AAN, AK, sygn. 203 /XV/ 9, k. 170 – 174).
W kol. Smolarnia pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 49-letniego Józefa Łuszczaka.   
We Włodzimierzu Wołyńskim upowcy lub policjanci ukraińscy zamordowali 2 Polaków, lat 21 i 33.  
W kol. Wygoda pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym zmasakrowali matkę i jej 15-letniego syna.  
2 maja w Ławrze Poczajowskiej na Wołyniu odbyła się narada przywódców OUN i UPA, na której zapadła decyzja o rzezi Polaków w gminie Szumsk pow. Krzemieniec (m.in. o likwidacji wsi Kąty).
   W nocy z 2 na 3 maja:
We wsi Eliaszówka pow. Zdołbunów upowcy wymordowali około 30 Polaków, „Feliks i Franciszek Sokołowscy mieli zmiażdżone ręce i nogi” (Siemaszko..., s. 983).  Już od marca Ukraińcy z sąsiednich wsi Buszcza i Nowomalin dokonywali  morderstw Polaków w Eliszówce. Jedną z ofiar była nauczycielka. W kwietniu z ich rąk zginęła rodzina gajowego z dwojgiem dzieci. Wieś obrabowana i spalona przestała istnieć.  
     3 Maja  
We wsi Owadno pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali Bolesława Bajewskiego, lat 42.
W kol. Perestaniec pow. Sarny jeszcze Nowy Rok 1943 witany był wspólnie przez Polaków i Ukraińców w wielkiej przyjaźni, a w okresie Wielkiego Postu razem postawiono dębowy krzyż z datą i napisem: „Boże zmiłuj się nad nami”. W dniu 3 maja upowcy mordują tutaj 11-osobową polską rodzinę, w tym ośmioro dzieci, a wkrótce po tym rodzinę 12-osobową z dziewięciorgiem dzieci, z których najmłodsze miało 6 miesięcy. Inni: 10 maja 1943 roku bestialsko wymordowali 11-osobową rodzinę Januszkiewiczów: babkę, rodziców i 8 dzieci.
W futorze Poczajów pow. Dubno Ukraińcy zamordowali Polaka wracającego do domu.   
We wsi Szwejków pow. Podhajce spalili żywcem 4-osobową rodzinę polską: Rozalię Sobotkiewicz i jej 3 dzieci.  
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec wymordowani zostali wszyscy Polacy, kilkadziesiąt osób, ich mienie zagrabione a domy spalone.
   W nocy z 3 na 4 maja:  
We wsi Kąty (Kuty) pow. Krzemieniec  na terenie kościoła św. Izydora Oracza  walkę ze zgrupowaniem upowców „Kruka” i melnykowców „Chrina” stoczyła grupa polskiej samoobrony. W. i E. Siemaszko na s. 449 – 451 podają, że podczas tego ataku  nikt z obrońców nie zginął, natomiast we wsi Ukraińcy zamordowali 53 Polaków o ustalonych nazwiskach oraz nieustaloną liczbę innych (Siemaszko..., s. 449 – 451).  „O godzinie 23,20 we wtorek 4-go maja 1943 roku usłyszeliśmy strzały karabinowe naszych straży i zobaczyliśmy błyski kolorowych rakiet napastników. Kosynierzy cofnęli się do budynków. Widzieli napastników atakujących wieś. Wybuchły pożary, kule przelatywały i uderzały w obronne budynki. Strzały się wzmogły, kule gwizdały i biły w dach kościoła i „Kasy”. Odpowiedziano im strzałami z wieży kościoła i z balkonu „Kasy”. Kule coraz częściej padały na nasze budynki obronne i dziurawiły blaszane pokrycie dachów. Widzieliśmy dużo kul zapalających, ale one nie zapalały naszych dachów, gdyż belki i więźba dachowa w tych budynkach były oblepione gliną i często zwilżane. Bitwa trwała. Najgroźniej brzmiał nasz karabin dziesięciostrzałowy, osadzony na balkonie „Kasy” i zabezpieczony workami z piaskiem. W czasie bitwy, łączności pomiędzy budynkami nie było. Tak się szczęśliwie złożyło, że bandyci nie atakowali nas od strony południowej. Tam było najmniej otworów okiennych i największe niebezpieczeństwo trafień. Atak posuwał się bliżej od strony zachodniej i północnej. Napastnicy kryli za ścianami budynków i strzelali. Rabowali co się dało w opuszczonych domach i stopniowo podpalali je. Ogień posuwał się z dwóch stron do środka wsi. Ze strychów w w budynkach widziało się morze ognia. Paliło się około 500 zabudowań z ogólnej ilości około 620. Paliły się Kątki (ulice), Łag, Zarzeczka, Środek, Iserniańska. Jedynie Kątek Stachury i część budynków na futorach ocalały. Ocalało też kilkanaście domów z zasięgu obrony. Bojąc się naszego krzyżowego ognia, broniącego boki innych budynków, bandyci nie mogli dojść zbyt blisko i rzucać granatami. Bitwa trwała do godziny 3,30. Po tym czasie zorientowaliśmy się, że oni nas nie zdobędą. Raptem wszystko ucichło. Cofający się bandyci w stronę Suraża i Sadek palili domy na futorach. Ponad dwa tysiące ludzi odetchnęło. Zrobił się jasny dzień, napastników nie było. Ludzie wyszli z ukrycia i rozbiegli się patrzeć na pogorzeliska. Swąd dopalających się koni, krów, świń był bardzo silny. Konie i krowy z popalonymi bokami latały jak szalone, popieczone ryczały, rżały i kwiczały, wzywając ludzkiej pomocy, ale ratunku nie było. Zaczęli nadchodzić ludzie, którzy przesiedzieli tę noc na łąkach i bagnach w krzakach. Niektórzy nawet leżeli w wodzie przez całą noc, bojąc się by ich nie dostrzeżono w blasku ognia. W obrębie obrony nikt nie zginął, a z tych którzy chowali się poza obrębem zginęło 18 osób. W mieszkaniu A. Kucharskiego zamordowano 4 osoby, w tym niemowlę. Zginęły staruszki Tomaszewskie, trzech młodych mężczyzn z Pikulskiego, którzy chowali się w budynkach ukraińskich. Byli to bracia Zielińscy zabici bagnetami. Resztę zamordowano nożami i bagnetami. Sparaliżowanego staruszka Holca wyciągnięto z domu i zabito”. (Fragment opracowania Feliksa Jasińskiego „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945”; w: http://27wdpak.btx.pl/samoobrona/417-samoobrona-w-ktach-pow-krzemieniec ). Na drugi dzień w kolumnie liczącej około 2 tysięcy osób ewakuowali się w dramatycznych okolicznościach do Szumska, potem do Krzemieńca. W. i E. Siemaszko nie wymieniają faktu, że po ewakuacji ludności w kościele pozostała grupa obrońców, która w kolejnym ataku została wymordowana. „Kąty – po męczeniu zabili dziecko, rozcięli usta od ucha do ucha, a między oczami przybili gwoździem kartę z napisem: „Polska od morza do morza” (AAN, DR, sygn. 202/III/200, k. 32 – 35).
   4 maja:   
We wsi Omelanka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Tchory pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: Stanisława Karczewskiego, Franciszka Sulikowskiego i Stanisława Myszakowskiego s. Piotra. „Stanisław Karczewski był spokrewniony po przez ożenek z Horoszkiewiczami. Po jego zwłoki pojechali więc Horoszkiewicze z Omelanki. Znaleźli go ukrzyżowanego na polnej gruszy, jego ręce i nogi były przywiązane do konarów drutem kolczastym. Widać był że przed śmiercią zadano mu potworne cierpienie. Pojechał uprawiać pole, pod sadzenie ziemniaków. Opowiadał mi o tym śp. Stanisław Horoszkiewicz s. Cypriana, zm. w Starym Żaganiu, ściągał go z tego krzyża, ”Jego krzyża„. Tchory znajdowały się pośród wielkich lasów. Ludność opuściła je już w kwietniu 1943 r. przenosząc się do Huty Stepańskiej. Powracała jednak w celu uprawy pul, nie wszyscy też na noc wracali do Huty Stepańskiej. Ostateczną rozprawę banderowcy urządzili 4 V 1943 r. Ludność ostrzeżona prze córkę zaprzyjaźnionego Ukraińca zdołała uciec, tuż przed nadchodzącymi banderowcami. Nadchodzący banderowcy widzieli uciekających mieszkańców, widząc uciekającego Franciszka Sulikowskiego wołali ” Franek nie uciekaj, wróć się, nie poznajesz nas, nie wygłupiaj się, wróć się” , Franek uwierzył i się wrócił, więcej już nikt Franka nie widział. Banderowcy ze spaleniem Tchorów czekali do Krwawej Nocy 16 na 17 VII 1943 r. wcześniej jednak rozbierali domy, najpierw je jednak całkowicie ogołocono z wszelkiego wyposażenia”. (Janusz Horoszkiewicz; w: http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-tchory-gm-stydyn-wielki/ ).   
   W nocy z 4 na 5 maja:
We wsi Kuty (Kąty) pow. Krzemieniec UPA oraz chłopi ukraińscy przełamali obronę Polaków w kościele i dokonali ich rzezi. Relacjonuje brat zakonny Cyprian: „Przewielebny Ojcze, zdarza się sposobność przesłania paru słów przez osobę, która uchodzi przed nożami Ukraińców. Co się tutaj teraz dzieje, to brak słów na opis tych rzezi i mordów, popełnianych na polskich rodzinach. Opisy z „Ogniem i Mieczem” Sienkiewicza lub „Pożogi” Kossak-Szczuckiej bledną wobec wypadków obecnych. /.../  Zaraz po świętach w wioskach koło Szumska wymordowano do 600 Polaków, reszta schroniła się do Krzemieńca. Potem uderzono na Kuty, była to najliczniejsza parafia w powiecie krzemienieckim (4 tys. dusz). Gdy zaczęto mordować, ludność schroniła się do kościoła wraz z księdzem proboszczem. W kościele broniono się przez jedną noc, w ciągu dnia kobiety z dziećmi uszły do Krzemieńca, w kościele zostali mężczyźni, by go bronić – następnej nocy naszły liczniejsze hordy, kościół zburzono, a 200 Polaków w nim wyrżnięto. Z całej parafii nie została ani jedna dusza. Kościół licealny w Krzemieńcu obrócono na mieszkanie dla tych uchodźców, potem Niemcy zabrali młodych do robót do Niemiec, a starzy cierpią skrajną nędzę. Z początkiem maja schroniło się do nas dwóch księży proboszczów z Oleksińca i Kołodna. W oleksińskiej parafii już prawie wyrżnięto i zrabowano wszystkich Polaków, proboszcz, nie mając co robić, wyjechał wczoraj od nas do Generalnego Gubernatorstwa, kołodeński – również. Prawie codziennie widać łuny – palą osiedla Polaków, a tych, którzy nie uciekli, mordują w bestialski sposób. /.../ Uchodźcy wszyscy uciekają do Wiśniowca, gdzie w klasztorze żyją w opłakanych warunkach i cierpią straszną nędzę. Aż serce się kraje na widok tej nędzy i opowiadań o niej. Co rano przychodzą wieści – tam zabito, tam zrabowano, tam znów spalono dom wraz z ludźmi. I tak dzień po dniu upływa w męce i naprężeniu nerwów, bo nie ma wątpliwości, że gdy załoga niemiecka opuści Wiśniowiec (zamek), to pierwszej nocy wszyscy Polacy będą wymordowani. /.../ Jakie jest tutaj nasze życie, to z tego opisu Wielebny Ojciec sobie wystawi – jesteśmy gotowi na śmierć, bo trzeba by cudu Bożego i szczególnej opieki Matki Boskiej, byśmy z tej pożogi unieśli całe głowy. Bardzo więc prosimy o święte modlitwy, by Pan Jezus się zlitował i uspokojenie nastąpiło, bo naprawdę straszne przeżycia przechodzą tutejsi Polacy, których całą winą jest to, że się urodzili Polakami i są katolikami, bo nawet tych Ukraińców, którzy w czasach polskich przyjęli katolicyzm, mordują”. (1943, 21 czerwca – Pismo Delegata R.G.O. w Krakowie do Prezesa R.G.O. w Krakowie. Zawiera informacje dotyczące mordów na Wołyniu i problemu uchodźców z tego terenu. W załączeniu list zakonnika – brata Cypriana z Wiśniowca na ten temat. W:  APKr, DOKr 16, s. 3-7). „ W czasie naszego wymarszu w Szumsku pozostało a po kilku dniach wróciło do Kątów dwóch starców i dwóch chorowitych mężczyzn. Wkrótce wszystkich banderowcy pomordowali na ich własnych podwórkach - pogorzeliskach. W naszej okolicy byli nieliczni wyznawcy sekty „Świadkowie Jechowy”, którzy myśleli, że ich nie ruszą. Również wszyscy w liczbie 16 osób zostali zamordowani, a były to rodziny z przewagą dzieci.” (Fragment opracowania Feliksa Jasińskiego „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego W latach 1939-1945”; w: http://27wdpak.btx.pl/samoobrona/417-samoobrona-w-ktach-pow-krzemieniec ).  
   5 maja:     
W miasteczku Kołki pow. Łuck Ukrainiec zastrzelił 20-letniego Władysława Kraśnickiego.
W kol. Sporny Kąt pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 25-letniego Jana Łozińskiego uprowadzonego z sąsiedniej wsi Zielony Dąb.
We wsi Szkrobotówka pow. Krzemieniec upowcy wymordowali 14 rodzin polskich liczących co najmniej 70 osób, które nie opuściły swoich domostw, ponieważ bezpieczeństwo gwarantowali im ich sąsiedzi, Ukraińcy.
We wsi Zawale pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 8 Polaków, w tym 6-osobową rodzinę Stankiewiczów; rodziców i 4 dzieci.
   W nocy z 5 na 6 maja:
We wsi Kamienna Góra pow. Równe Ukraińcy zamordowali 4 Polaków. Polacy na odgłos strzałów i widok łuny z kierunku Lipnik pochowali się, stąd wracająca z rzezi bojówka bulbowska przeszukując tutaj polskie domy znalazła tylko 4 Polaków, których zamordowała. Ukraińcy zachęcali Polaków do powrotu przekonując, że rzezi w Lipnikach dokonali partyzanci sowieccy. Tych, co wrócili, po żniwach powiązali drutem, zawieźli na trzęsawisko pod Lubomirkę Starą, zadźgali nożami i bagnetami, a następnie wdeptali ciała w błoto (11 osób).
W kol. Lipniki Kostopolskie pow. Kostopol Ukraińcy podstępnie zgromadzili w jednym domu i zamordowali 22 Polaków. 3-letniego Stanisława Pawlaka zabili uderzając głową o ścianę; 29-letniego Jana Śnichowskiego obwiązali drutem kolczastym i zakłuli ostrym narzędziem (Siemaszko..., s. 237)  W rabunku mienia uczestniczyły także ukraińskie kobiety. Ofiary pochowane zostały bez trumien, w sadach. Jednemu Polakowi za  trumnę posłużył żłób do karmienia koni. Zagrody polskie zostały spalone. Nie należy mylić tej miejscowości z noszącą taką samą nazwę i także znajdującą się w pow. kostopolskim, ale w gminie Berezne, gdzie nocą z 25 na 26 marca  Ukraińcy wymordowali 183 osoby. „To było takie osiedle małe dziewięć domów, sami Polacy wspomina Helena Dziekońska z domu Myczkowska. W tymże powiecie znajdowały się dwie wsie - kolonie o tej nazwie. Druga z nich podlegała pod gminę Berezne.  W dniu 5 maja 1943 roku na sadzeniu ziemniaków, oprócz niego samego, w Lipnikach spotkały się: dwie siostry (ich imiona to Andzia i Bronisława), liczne kuzynostwo oraz dobrzy znajomi i sąsiedzi. Po całym dniu ciężkiej pracy rodzina i znajomi zebrali się na wspólnej kolacji, podczas której ciotka zauważyła nieobecność w domu młodego ukraińskiego parobka. Ponieważ nikt nie mógł się czuć na Ukrainie w tamtych czasach bezpiecznie, wzbudziło to pewien niepokój. Wesołe nastawienie, będące efektem całodniowej pracy w towarzystwie bliskich, przytępiło niestety ostrożność i cała ekipa bez niepokoju udała się na zasłużony spoczynek. Dziadkowi, oraz dwom kuzynom, jako najmłodszym, miejsce do spania przypadło poza przepełnionym domem. Majową noc mieli oni spędzić w stogu słomy w podwórzu. Zmęczeni zasnęli jeszcze przed zapadnięciem zmroku. Ich sen nie trwał jednak długo. Wnet zbudził dziadka ogłuszający terkot wystrzałów charakterystyczny dla broni maszynowej. Według relacji naocznego światka zamieszkałego w połączonej z Lipnikami wiosce Kamienna Góra, przed domem nagle wyrósł spod ziemi około trzystuosobowy oddział odzianych na czarno UP-owców. Najpierw ostrzelali oni fasadę budynku, a następnie wdarli się do jego środka. Strzelali do każdego, bez względu na płeć i wiek. W zasadzie tylko jednemu znajomemu, spośród wszystkich, którzy przebywali wewnątrz domu, udało się ujść stamtąd z życiem. Niegroźnie postrzelony z automatu udał upadek, desperacko wsuwając się pod jedno z łóżek. Gdy Ukraińcy opuścili dom, rozbijając okiennice wyskoczył przez zamknięte okno a następnie biegnąc co sił zniknął w ciemnościach. Po latach spotkał się z moim dziadkiem na Dolnym Śląsku. Miał wtedy okazję zdać mu relację z tego co działo się w środku chałupy. Jak mówił, cała podłoga domu w Lipnikach tonęła w krwi. W tym czasie dziadek razem z dwoma kuzynami, modląc się o szczęśliwy traf, ostrożnie wycofał się z miejsca kaźni. Podobno całą powrotną drogę do Kostopola przebyli biegnąc. Trauma, która musiała im towarzyszyć była porażająca i jak się później okazało, miała odtąd towarzyszyć im do końca życia. Trudno wprost sobie wyobrazić, jak wielkie piętno wywarło na nich tamto piekło. Śmierć dwóch sióstr osierociła całą rzeszę dzieci, którymi później zaopiekowała się reszta rodziny. W Lipnikach gdzie mieszkała moja rodzina, 5 maja 1943 r. zginęło 16 osób” (Wojciech Trojanowski: „Jak mojego  dziadka zaprowadziłem do nieba”; w: http://www.miastowroclaw.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=73:mojego-dziadka-zaprowadzilem-do-nieba&catid=20:artykuly&Itemid=258).  „I zaczęła się droga przez mękę, ukraińskie bandy grasowały. Zaczęły dochodzić słuchy że się piątkują, tzn. że będą napadać po pięciu na jedną rodzinę. W mieście to przerażało. Bałam się. Mój mąż piątego maja w czterdziestym trzecim roku pojechał jak zwykle do naszego domu. Obok mieszkali moi rodzice. Oni nigdzie nie wyjeżdżali. Ojciec powtarzał, że nic nikomu nie jest winien, że mają go za co zamordować. Nie pomogły prośby. Powiedział zostaję. Mąż mój pojechał, aby pomóc przy sadzeniu ziemniaków. Z mężem moim pojechała mojej siostry córka, Halina Łoś 17-to letnia dziewczynka, żeby pomóc przy sadzeniu ziemniaków u dziadków. Zeszło do wieczora, a to było takie osiedle małe dziewięć domów, sami Polacy. Nazywali się to Lipniki Kostopolskie. […] Teraz wracam do tego co zaszło po posadzeniu ziemniaków. Postanowili nie wracać do miasta bo to było niebezpieczne. Kawałek przez las. Postanowili przenocować w lesie. Zaszyć się gdzieś w krzakach. Na środku tego osiedla mieszkał taki nazwiskiem Łoś Stanisław. tam się schodzili starsi, a młodsi wartowali. I jak się wybierali iść do lasu, mój brat Adam i mój mąż i mego męża brat Władysław i ta moja siostrzenica Halina, i ona właśnie mówi pójdę po Helenkę Łosiów niech idzie z nami do lasu. Ta już była w łóżku, ale Halina ją uprosiła żeby wstała i poszła do lasu i dała się namówić poszła do lasu. A moi rodzice też tam przyszli bo tam chodziła warta, to tam u tych Łosiów gdzie się schodzili. I godzina jedenasta przed północą Ukraińcy dali znać. Zaczęli wychodzić z lasu część otoczyła dom, tam gdzie byli zebrani, a inni ruszyli po domach i ogrodach gdzie kogo napotkali to prowadzili do tego domu. Kazali się kłaść na podłodze, a gospodarzowi przynosić jedzenie, pocieszali że nie zabiją jak się nasycili to gospodarzowi kazali się położyć na łóżku, bo już nie było miejsca na podłodze. A jeden chłopak nazywał się Paweł Jucewicz, biegł by zawiadomić matkę że się zbliża banda. Nie wiem ile lat miał. Znałam go, może czternaście i jego rodziców też znałam. Ojciec jego wtedy już nie żył, złapali go na ulicy i też tam zaprowadzili. On leżał na podłodze obok łóżka, na którym leżał gospodarz, zaczęli strzelać z pojedynczych pistoletów czy karabinów tego ja już nie wiem. Chłopak się wsunął pod łóżko zauważyli strzelali ale nie trafili. Wyszli na podwórze, obleli budynek benzyną i zapalili. Chłopak miał na tyle przytomności i odwagi, wygramolił się z pod łóżka i zaczął uciekać w stronę rzeki. Zauważyli strzelali ale nie trafili. To była mała rzeczka porośnięta krzakami, chłopak przesiedział do rana jak ci co wyszli z lasu żeby zobaczyć co się dzieje. Chłopca matka też gdzieś przesiedziała w sadzie gdzie rosło dużo krzewów porzeczek i jego siostra Ania 16-to letnia uciekła przez okno do ogrodu i nie znaleźli jej tak że cała rodzina miała szczęście. I właśnie wtedy zginęli moi rodzice. Rozpacz moja nie miała granic, bałam się o dzieci, które tak były małe że nie zdawały sobie sprawy z tego co może ich spotkać w najbliższych dniach. Postanowiliśmy gdzieś wyjechać. Ale gdzie?”. (Fragment z pamiętnika Heleny Dziekońskiej z domu Myczkowskiej pisanego w latach 1990-1995. Wprowadzenie tekstu do komputera: wnuk Sebastian Dziekoński - Świnoujście, wrzesień 2007 rok. W: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/z_pamietnika_heleny_dziekonskiej.html. Zebrał i wstawił :Bogusław Szarwiło).
   6 maja:
We wsi Chryniki pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską: ojca z 2 dzieci i szwagierką, mieszkańców wsi Złoczówka, natomiast 19 maja 7 mieszkańców Chrynik.
We wsi Klepaczów pow. Łuck upowcy wymordowali ostrymi narzędziami 2 rodziny polsko-ukraińskie oraz 25 Polaków, w tym dzieciom lat 3 i 6 wyłupali oczy. Hieronim Wardoch w książce „Świadkowie mówią” podaje, że mord ten nastąpił nocą z 7 na 8 maja, jednocześnie z sąsiednią wsią Katerynówka. W tym samym czasie wymordowani zostali Polacy w pobliskiej kolonii Retowo.
We wsi Milatyn pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali  Feliksa Śliwowskiego.
   7 maja:  
We wsi Smyków pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 7 Polaków.
   W nocy z 7 na 8 maja:  
W kol. Katerynówka pow. Łuck upowcy oraz okoliczni chłopi ukraińscy ze wsi Rudnia, Swoz i Bodiaczów zamordowali 28 Polaków i 2 rodziny polsko-ukraińskie, razem 37 osób. Ofiary rąbali siekierami, palili żywcem; 16-letniej Zofii Koper rozpruli brzuch; 3-letniemu Januszowi Mękalowi powyłamywali ręce i nogi, jego 30-letnią matkę Anielę zarąbali siekierą a 5-letniego brata Lonię zakłuli bagnetami, 10-letniemu Władysławowi Morawskiemu rozpruli brzuch, 5-letniej Stanisławie Stafaniak rozpruli brzuch i powyłamywali ręce a jej 30-letnią matkę Marię będącą w ciąży zakłuli nożami (Siemaszko...., s. 607). „W nocy z 7 na 8 maja  1943 r. banda nacjonalistów ukraińskich napadła na Katerynówkę. Prawie jednocześnie zaczęły płonąć zabudowania polskich rodzin. Rozległo się wycie psów, ryk bydła, rżenie koni, kwik, pisk. Trzaski i szum olbrzymich płomieni zagłuszały wszystko. Powstało istne piekło. Każdy ratował się przed ogniem, bandyci zaś wyłapywali wybiegających z domów i mordowali. Pomimo, iż posiadali broń palną, to morderstw dokonywali przy użyciu noży w najbrutalniejszy sposób. Rozpruwano i wypuszczano jelita, wyłamywano ręce i nogi, dzieci zabijano tłukąc je głowami o ściany domów itp. /.../ Mord był okropny. Wszystko spalono, resztki jeszcze dopalały się, czuć było odór spalonych zwierząt, ciała ludzkie leżały obok siebie, niektóre na pół spalone. Pamiętam to wszystko jak by to było dziś. Gdy rozwidniło się obiegłem wszystkich pomordowanych, licząc, że komuś może być potrzebna pomoc. Niestety, jedynie małe dziecko, dwuletni synek Piotra Mękala żył jeszcze. Miał obydwie rączki i nóżki wyłamane, na wpół przytomny prosił pić i za chwilę zmarł. Drugą osobą, która dawała znaki życia była Zofia Koper, młoda dziewczyna. Miała rozpruty brzuch, jelita były zmieszane z ziemią, zbroczone krwią. W potwornych męczarniach zmarła. Pozostałe osoby już nie żyły. Niektóre były okrutnie poszlachtowane nożami, a każdy był na pól obnażony, tak jak ułożył się do snu”. (Hieronim Wardach: Ostatnia noc; w: Świadkowie mówią, s. 60 - 65).
We wsi Klepaczów pow. Łuck upowcy zamordowali 30 Polaków (Hieronim Wardach, w: „Świadkowie mówią” , s. 62).
W kol. Retowo pow. Łuck w napadzie UPA zginęła nie ustalona liczba Polaków.    
   8 maja:
W kol. Józefówka pow. Równe Ukraińcy zamordowali Wincentego Kościukiewicza.  
W kol. Marianówka pow. Łuck  „ukraińscy partyzanci” złapali 50-letnią Annę Krasnowolską, skrępowali powrozem, przywiązali do wozu i wlekli 2 kilometry do glinianki, gdzie ją już martwą wrzucili (Siemaszko..., s. 573).
W kol. Podsielecze pow. Kostopol zamordowali około 15 Polaków.
We wsi Rzeszniówka pow. Krzemieniec zamordowali około 10 Polaków.
W lesie koło wsi Sadów pow. Łuck miejscowi upowcy oraz chłopi ukraińscy ze wsi Sadów zamordowali 17 Polaków z sąsiedniej wsi Koszów wysłanych przez wójta, Ukraińca, do zawiezienia kontyngentu zboża oraz jadące z nimi kobiety i dzieci, konie i wozy zrabowali. Do dziś nie jest znane miejsce zakopania ich ciał.
W kol. Semigrany pow. Równe zamordowali 3 Polaków, w tym kobietę.  
W kol. Smyga pow. Dubno upowcy w zasadzce zabili arcybiskupa Wołynia i Żytomierza, metropolitę autonomicznej cerkwi prawosławnej Ołeksę Hromads’kiego, jego sekretarza i szofera. Był on przeciwny mordowaniu Polaków. W tej też miejscowości zwiad AK natknął się na ciała polskich dzieci powbijanych na sztachety.
8 maja 1943 roku Sowieci zgodzili się na formowanie 1 Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Na początku liczyła ona 6 tysięcy osób, a pod koniec lipca 1943 roku 16 tysięcy osób.
   W nocy z 8 na 9 maja:  
We wsi Paszowa pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 4-osobową rodzinę polską oraz ciężko poraniona została nauczycielka Jadwiga Anielówna; byli to jedyni Polacy mieszkający w tej ukraińskiej wsi. Wieś ta znajdowała się w gminie Boremel, w której w maju wymordowano wszystkich Polaków mieszkających we wsiach ukraińskich.
   9 maja:
W kol. Balarka pow. Łuck od lutego Polacy nocowali w lesie, kryli się na bagnach, w zbudowanych schronach. Były liczne odmrożenia, zwłaszcza wśród dzieci. Niektórzy nocowali na drzewach. Część uciekła do Huty Stepańskiej. Pozostało 25 rodzin, które zostały wymordowane 9 maja. Zagrody zostały spalone, wieś przestała istnieć. „Urodziłem się w miejscowości Balarka, gmina Silno, powiat Łuck, parafia Derażne. Rodzina: było nas dwoje braci – ja, Edward, urodziłem się [w] 1933 r., a brat Romuald [w] 1935, też na Balarce. Mieliśmy dwa hektary ziemi, nowy dom drewniany. Żyliśmy skromnie. /.../ Banderowce napadli na naszą wioskę 9 maja 1943 r. Ojciec był w tym czasie w domu, gotował jedzenie, otwiera drzwi kuzynka i mówi „Wujek, uciekaj, bo jest napad”. Wyszedł z domu. Było już widać, jak z lasu zaczynają okrążać wieś. Ci, co byli [w swych zagrodach], zaczęli uciekać w kierunku małej rzeczki, tam szukali schronienia. Tam również Ojciec uciekł. Ta banda, jak weszła do wioski, zaczęli palić stare domy. Nasz[ego] nie spalili, gdyż był nowy i kryty był gontem. Parę osób zostało z naszej wioski zamordowanych. Ojciec nad ranem przyszedł do nas na Hutę. Z domu wszystko zabrali, nawet [to], co było zakopane – i to poznachodzili i zabrali.” (Edward Szprigiel: Bóg nas uratował. W: http://wolyn.org/index.php/wolyn-wola-o-prawde/842-bog-nas-uratowa.html ). „Atak na naszą kolonię rozpoczął się w drugą niedzielę maja 1943 roku. Dokładnie pamiętam ten dzień: W samo południe wraz z ojcem i jego młodszym bratem - Aleksandrem - po obiedzie wypoczywaliśmy w sadzie. Dzień był słoneczny, upalny. Słońce miało tak silny blask, że aż raziło oczy. Gorące powietrze zastygło bezruchu, że nawet liście osiki nie drżały. Wokół panowała, słodka, głucha cisza, jakby zatrzymał się czas. Ustał nawet szczebiot ptaków i kto żyw szukał cienia. Leżąc na ciepłej, pachnącej ziemi, w cieniu drzewa, słuchałem koncertu pasikoników w trawie. Czułem się senny. Nawet pies zasnął, uwiązany na łańcuchu przy budzie. Tylko ptactwo domowe leniwie snuło się po obejściu. W taki czas zapomina się o nie bezpieczeństwie. Błogi nastrój nagle i w brutalny sposób wdzierając się w ciszę niedzielnego popołudnia przerywał huk wystrzałów z broni palnej od strony puszczy. W jednej chwili stało się jasne - to napad. Zrazu ujrzeliśmy palące się chałupy sąsiadów. Ojciec zauważył, że bandyci używają kul zapalających. Schroniliśmy się błyskawicznie w chacie, gdzie pod ścianą w rogu izby, przerażona matka tuliła płaczące siostry. Chwila wahania, co robić i błyskawiczna, jednomyślna decyzja, należy uciekać w kierunku rzeki na bagna i olsy. Wybiegamy z domu, i biegniemy z górki przez wieś w kierunku starego koryta rzeki. Widzę palące się zagrody. Słyszę świst kul nad głową i okropne krzyki przerażonych ludzi uciekających w tym samym kierunku. Staram się trzymać w pobliżu matki, która na ręku niesie dwuletnią siostrę Alfredę. Obok biegnie ojciec niosąc siostrę Teresę. Jestem piekielnie zmęczony, nad głową świszczą kule, lęk paraliżuje ciało, bolą okaleczone, bose stopy, nie mam siły biec, potykam się o radliny ziemniaków i raz po raz padam.  Matka, słaniając się na nogach, podnosi mnie. Ojciec nawołuje: szybciej i szybciej! Chcę odpocząć, zrobić siusiu – błagam. - Rób w spodnie - prosi matka. - Nie mogę nie potrafię, - odpowiadam płacząc. Biegnąc, czuję jak z każdym krokiem narasta okropny ból brzucha, wydaje się, że za chwilę coś pęknie. Nagle ulga, mam pełne spodnie. Krańcowo wyczerpani, nie mamy już siły biec dalej, chronimy się więc w chacie stryja mojego ojca, która jeszcze się nie pali. On sam nie chce uciekać i namawia nas na pozostanie. Twierdzi, że nic złego nie zrobił Ukraińcom, więc nie musi przed nimi uciekać, jego synowie są innego zdania i błagają go, żeby uciekał. Stryj mojego ojca pomylił się strasznie i przepłacił to życiem, nie wiedział biedny, że Ukraińcy zakładają wymordowanie wszystkich Polaków, bez żadnych wyjątków, od niemowląt po starców. Ukraińcy nie tylko nie oszczędzali swoich sąsiadów Polaków ,ale również swoich rodzin z małżeństw polsko-ukraińskich. W chacie u stryja ojca czuliśmy się w miarę bezpiecznie do pewnego momentu. Kiedy kule zaczęły wpadać przez szyby do środka i zaistniała obawa, że od którejś z kul zapalających chata stanie w płomieniach, ogarnął nas strach. - Uciekajmy! - Rozpaczliwie błagam rodziców. Rodzice też musieli się bać, skoro postanowili uciekać dalej. Kilkaset metrów, które pozostały nam do bagien, przebiegliśmy pod gradem kul. Jedynie jakiś cud sprawił, że nie trafiono w nikogo z nas, chociaż wiele osób zginęło lub zostało rannych. Na bagnach brodząc po pas w wodzie, posuwaliśmy szybko się w kierunku koryta rzeki. Bagna znaliśmy dobrze, niejeden raz chodziliśmy tamtędy do rzeki. W miejscach, gdzie było głębiej skakaliśmy z kępy na kępę. Parę razy, jak nie mogłem trafić na twardszy grunt, zapadałem się po uszy i wyciągano mnie z wody. Czułem na sobie zapach mułu i zgniłych liści. Byłem przemoczony do suchej nitki, a z ubrania ociekała strumieniami woda z błotem. Ukraińcy ostrzeliwali teren, ale na bagna nie zapuszczali się. Dla nas znających teren, olsy i bagna stanowiły naturalne zabezpieczenie przed wrogiem. Na bagnach przesiedzieliśmy do wieczora, aż ustały strzały. Po wyjściu z ukrycia, ujrzeliśmy w oddali czerwoną łunę roztaczającą się nad całym widnokręgiem. To płonęła nasza kolonia , a nad nią unosiły się kłęby gęstego dymu, łącząc czarnym, długim welonem ziemię z niebem,  zasłaniając zachodzące słońce, wyglądało to upiornie. Chaty z drewna pokryte słomą spłonęły szybko, tylko kikuty kominów stały w miejscu i wyły z bólu, głaskane czerwonymi językami płomieni. Dym kłębił się i wirował wywołując napady kaszlu. Zatykaliśmy usta i nosy stojąc bezradnie w bezpiecznej odległości od ognia, który rozgrzewał powietrze do białości i palił twarze. Czułem smród dymu, spalonych ciał ludzi i zwierząt. Słyszałem łomot własnego serca i przeraźliwe krzyki mieszkańców. Nie miałem już siły dłużej stać. Padłem obolały na ziemi jak pień drzewa odcięty od korzeni, głodny i spragniony w strachu, że wrócą i nas zabiją jak zabili tamtych. Czekaliśmy, aż dym opadnie i każdy z nas szukał wzrokiem swojej chaty, licząc po cichu, że jakimś cudem chociaż częściowo ocalała od pożaru. Niestety złudzenia szybko prysły, pozostała skrzecząca rzeczywistość. Cudu nie było, ogień zabrał nam wszystko, nie było czego ratować. Idąc w kierunku Huty Stefańskiej aby szukać schronienia przechodziliśmy obok jeszcze dymiących się zgliszczy zagrody stryja, który postanowił pozostać, widziałem zwęglone jego ciało na popiołach chaty. Zakłuty bagnetami przez Ukraińców, spłonął wraz z chatą. Świadkami jego śmierci byli synowie, którzy uciekli w ostatniej chwili niezauważeni przez okno z tyłu domu na bagna. Wędrując dalej skrajem wioski usłyszeliśmy z jedynej ocalałej od ognia chaty wołanie konającej kobiety. Chata była niska i przez okno bez trudu było widać pod łóżkiem leżącą w kałuży krwi kobietę pokłutą nożami. Umierając prosiła o pomoc. To była Janka Horoszkiewicz - nasza krewna. Schroniła się pod łóżko bo bała się że wrócą i będą ją dalej torturować. Zmarła na drugi dzień po przewiezieniu do szpitala w Rafałówce, przed śmiercią zdążyła opowiedzieć przebieg wydarzeń. Czułem, się niedobrze, miałem dość podobnych widoków, byłem słaby, wyczerpany, niezdolny do dalszej drogi, wymiotowałem. Tym brutalnym i okrutnym napadem ukraińscy barbarzyńcy zmusili mnie do oglądania tak okrutnych scen. Miałem wtedy pięć lat, a pamiętam tak wiele brutalnych i krwawych epizodów, które prześladują mnie do dzisiaj we wspomnieniach i śnią się po nocach. Zdarza się, że krzyczę we śnie budząc przerażoną rodzinę”. (Fragment wspomnień Edwarda Horoszkiewicza zaprezentowanych w ramach autorskiego odczytu pt: „ Zbrodnie OUN- UPA na Wołyniu w latach okupacji” - Klub Historyczny im. gen. Stefana Roweckiego „Grota” w Kaliszu. Za: http://wolyn.org/index.php/informacje/1062-atak-rozpoczal-sie-w-druga-niedziele-maja-1943-r ; wyszukał i wstawił B. Szarwiło).
We wsi Dermań pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 66-letniego Piotra Szawrońskiego.  
W kol. Krzeszów pow. Kostopol  bojówka UPA zamordowała Grzegorza Sawickiego.  
We wsi Ziemlica pow. Włodzimierz Wołyński został zamordowany przez policjantów ukraińskich leśniczy Czesław Kobylarz, lat 35.   
   10 maja:
W kol. Dmitrówka gmina Torczyn pow. Łuck podczas wyrębu lasu został zakatowany na śmierć przez upowców Stefan Figa, lat 19.   
W kol. Perestaniec pow. Sarny „ukraińscy partyzanci” bestialsko wymordowali 11-osobową rodzinę polską Januszkiewiczów: babkę, rodziców i 8 dzieci. Inni jako datę mordu podają 3 maja 1943 roku.  
   W nocy z 10 na 11 maja:
W majątku Nyry pow. Kowel upowcy wymordowali Polaków i spalili majątek.
W majątku Peresieka pow. Kowel wymordowali Polaków i spalili majątek.
W majątku Rokitnica pow. Kowel wymordowali Polaków i spalili majątek.
W majątku Woronna pow. Kowel wymordowali Polaków i spalili majątek
   11 maja:
We wsi Dermanka pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: ojca lat 90 i syna lat 56, wdowców.
We wsi Rzeczki pow. Równe bulbowiec Wasyl Grabowskyj zastrzelił na oczach całej rodziny 31-letniego Antoniego Wojciechowskiego, pomimo błagań jego żony, Ukrainki, której był kumem. W tymże roku ten sam „ukraiński powstaniec” zamordował 22-letnią Sabinę Bronowicką z kolonii Wodnik, skąd uciekła po napadach i mordach dokonywanych przez upowców. Jej ciało leżało przez dłuższy czas w lesie koło wsi (Siemaszko..., s. 695).
   W nocy z 11 na 12 maja:   
W kol. Stanisławów pow. Włodzimierz Wołyński upowcy uprowadzili 6 Polaków, których w lesie po torturach zamordowali.
   12 maja:
W kol. Chwoszczowata  pow. Sarny podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
We wsi Czernysz pow. Łuck upowcy zamordowali 3-osobową rodzinę kowala: Zenona Sulikowskiego lat 34, jego żonę Helenę i ich 2-letniego syna.
W kol. Dołhe pow. Sarny napadli na polskie domy, brak informacji o ofiarach.
W kol. Dworzec Czernyżski pow. Łuck zamordowali 6-osobową rodzinę polską: Helenę Krzaczkowską oraz 5 jej dzieci.
We wsi Harajmówka pow. Łuck zamordowali 5 Polaków, w tym starsze małżeństwo.
W kol. Jaźwinki pow. Sarny podczas napadu spalili kolonię i zamordowali około 50 Polaków, w tym  5-osobową rodzinę z 3 dzieci oraz ojca  z 3 dzieci.
W kol. Karczemka pow. Sarny podczas napadu UPA zginął Bronisław Libidziewski z rodziną.
We wsi Katarzynówka pow. Sarny podczas napadu spalili 150 polskich domów i zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, w tym pannę Annę Lech.
W kol. Konstantynówka pow. Sarny podczas napadu upowców w trakcie obrony kilku Polaków zostało ciężko rannych.
W futorze Kopyszcze pow. Sarny zamordowali 2 rodziny: Dziekańskich i Filińskich, liczące 9 osób.   
W kol. Mały Radzież pow. Sarny podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków i kolonię spalili.
W futorze Nieklukwin pow. Kostopol w czasie napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków oraz spalili co najmniej 5 gospodarstw.
W kol. Płoskie pow. Sarny podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków i kolonię spalili.
W kol. Radzież pow. Sarny podczas napadu zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków i kolonię spalili. „Podczas potyczki w dniu 12 maja 1943 roku zginął na Radzieżu Libera Witold lat 20, członek AK. Zginął od kuli ukraińskiej, pozostawiając żonę i dwoje dzieci, córka 2 lata i syn 6 miesięcy”. (Emilia Głuszczyk: Trzeci kurhan; w: http://dziennik.artystyczny-margines.pl/trzeci-kurhan-relacja-emilii-gluszczyk/; 12 marca 2018).
W kol. Stachówka pow. Sarny w walce z UPA zginęło 32 Polaków z samoobrony oraz zamordowanych siekierami i spalonych żywcem zostało 18 osób. „12 maja 1943 r. na wieś napadli upowcy, którzy byli uzbrojeni w karabiny maszynowe i automatyczną broń ręczną. Polacy dysponowali kilkoma ręcznymi karabinami, które uzyskali od Niemców i, mimo przeważających sił napastnika, atak odparli. Po stronie polskiej straty wyniosły 32 zabitych, u przeciwnika - prawdopodobnie kilkunastu. W boju zginęli: Stanisław Bułgajewski l. 20; Marcin Bułgajewski; Bronisław Brodnicki l. 32; Stanisław Łoś l. 37; Edward Pinecki l. 36; Zygmunt Wilczyński l. 30, mężczyzna ze wsi Czajków, l. ok. 19. Ponadto z ludzi nie uczestniczących w walce zostali zamordowani m. in.: Stanisław Andrzejewski (zarąbany siekierą); Gruszkowski (zwłoki zastrzelonego upowcy porąbali, gdy znaleźli przy nich karabin), jego syn Franciszek (zarąbany siekierą); Albina Bułgajewska (zastrzelona i następnie spalona); Dominik Makarewicz l. 25 (zamordowany przez rozprucie brzucha bagnetem); Szczęsny Makarewicz (zastrzelony); Michalina Makarcwicz (zastrzelona podczas ucieczki w pole); Gustaw Makarewicz l. 5 (zabity kijami); członkowie rodziny Pierzeckich; Wiktorowicz (zarąbany siekierą). Ofiar pośród ludności nie uczestniczącej w walce nie byłoby, gdyby nie panika, która powstała wśród przebywających w schronach (zwanych też okopami), gdy upowcy podpalili domy znajdujące się na peryferiach. Wtedy niektórzy opuścili schrony i rzucili się do ucieczki w pola. Podczas tej ucieczki byli wyłapywani i mordowani. Wiele domów zostało spalonych”. (Fragment opracowania Zygmunta Bukowskiego  "Poroda"; Wrocław 2008; za:  http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/zygmunt_bukowski_poroda6-7.html).
Na stacji kolejowej Tutowicze pow. Sarny podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków.
W futorze Ubereż pow. Sarny podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, m.in. matkę z synem, futor obrabowali i spalili
W kol. Ugły pow. Kostopol za pomocą siekier, wideł, kos, noży i paląc żywcem zamordowali ponad 100 Polaków. 13-letniego Piotra Kucnera rannego w nogę oraz jego 4-letnią siostrę Kazimierę żywcem wrzucili w ogień, 38-letnią Katarzynę Orzechowską zakłuli widłami a jej rocznego syna Jarosława oprawca wziął za nóżki i roztrzaskał głowę o pieniek (Siemaszko..., s. 302). „Los Ugłów był bardzo tragiczny. Banderowcy podobnie jak do Parośla zaszli 11 V 1943 r. do Ugłów podszywając się pod sowiecką partyzantkę, jedli i pili, wieczorem urządzono nawet potańcówkę inspirowaną z ich strony. Ludziom nie było do zabawy, wiedzieli że Niemcy rozliczą ich z przyjęcia partyzantów. To zachowanie przybyszów, było bardzo niepokojące, ponieważ Sowieccy Partyzanci potrzebując żywności wysyłali najpierw posłów, ludność przygotowywała jedzenie, a oni jedli nie zachodząc do domów i szli dalej. Banderowcy wyszli ze wsi, nie zdecydowali się na mord bezpośredni z powodu ich małej siły. Po wyjściu i zajęciu pozycji rozpoczęli ostrzał, słomiane dachy od razu się zapaliły, ludność w panice uciekała w stronę lasu, prosto w zasadzkę. Ocaleli w większości ci, co uciekali w stronę łąk, wbrew logice. Część ludności pochowała się we wsi, banderowcy wyszukiwali ich i mordowali. Zabito ponad 100 osób. Zamordowani leżeli nie pochowani prawie tydzień, dopiero kiedy przybyli uproszeni Niemcy z Sarn, zorganizowano pochówek. /.../  Naocznym świadkiem mordu była Stefania Orzechowska c. Stanisława z Folwarku, poszła do stryjka Władysława na Ugły, była też, na tej zabawie. Władysław był tam ożeniony za córkę kolonisty, miał kilka dzieci. Kiedy rozpoczął się mord Władysław ze starszymi dziećmi zdołał uciec, natomiast jego żona z 9 miesięcznym dzieckiem ukryła się razem z kilkoma innymi, w kopcu na ziemniaki, u sąsiada Ukraińca. Kiedy przyszli na podwórko banderowcy, on natychmiast pokazał miejsce ukrycia. Dorosłych zamordowano, a dziecko nabito na sztachety. Ukraińcy twierdzili że mordu dokonali banderowcy z Kryczylska. /.../ Ugły spalili, ale pola stały obsadzone i obsiane. Ukraińcy nie korzystali z upraw z obawy przed Polakami. Polacy zaś z wielką obawą, ale decydowali się na podjazdy, tak pojechał po trawę z Folwarku, Feliński Anastazy s. Feliksa, jadąc zabrał z sobą syna Edwarda i córkę Hannę. Kiedy nie wrócił, chłopcy z Folwarku uzbrojeni w karabiny poszli Ich szukać. Leżeli zamordowani koło wozu. Zrabowano konie, a Hannie odcięli palec na którym był biedny, cieniutki, mosiężny pierścionek.” (Wokół Huty Stepańskiej z Januszem Horoszkiewiczem; w:  http://isakowicz.pl/szlakiem-wolynskich-krzyzy-ugly/ ).
W kolonii Wielka Hłusza pow. Kamień Koszyrski: „Około 12 V 1943 r. sotnia bulbowców otoczyła zamieszkaną przez Polaków kolonię Wielka Hłusza, leżącą około 25 km na północ od Kamienia Koszyrskiego. Mieszkańców, w liczbie 15 osób dorosłych i kilkoro dzieci, zgromadzono w zabudowaniach Pileckiego i Łukaszewicza, po czym w obecności sterroryzowanych mężczyzn zgwałcono wszystkie niewiasty, a następnie wszystkim nie wyłączając dzieci, wyłupano oczy, obcięto języki, kobietom piersi, a mężczyznom genitalia, po czym zabudowania wraz ze znajdującymi się w środku okaleczonymi spalono” (Janusz Niewolański: „W poszukiwaniu zagubionych „Żurawi Ibykusa”; w: Kresowy Serwis Informacyjny nr 7/2013).
W kol. Janówka, kol. Osty, kol. Stanisławówka gm. Poryck oraz w futorze Załomy pow. Sarny są relacje o napadach na zagrody polskie, nie ma informacji o ofiarach.  
   W nocy z 12 na 13 maja:  
W mieście Krzemieniec woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali 9 Polaków: na przedmieściu Berezyna 6-osobową rodzinę Żółkiewskich z 4 dzieci oraz na przedmieściu Kornije 3-osobową rodzinę W. Skazy. „W maju 1943 r. bandy ukraińskie zaczęły posuwać się pod sam Krzemieniec, mordując na przedmieściach rodzinę Żółkiewskich, składającą się z sześciu osób i na Kornijkach trzyosobową rodzinę Skazy.” (Marek A. Koprowski: W cieniu ukraińskich noży; w: http://www.bibula.com/?p=38055 ).
   12 lub 13 maja:
W kol. Folwark pow. Sarny podczas napadu upowcy zamordowali nie ustaloną liczbę Polaków, jednemu strzaskali czaszkę kijami.
   13 maja:  
W kol. Boroczyk (Boreczek) pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 7 Polaków z 2 rodzin: Franciszka Ćwieka z żoną i córką oraz Józefa Styczyńskiego z żoną  i wnukami 8 i 6 lat. Mordercy są znani, byli nimi sąsiedzi z Boroczyka i Chotówki, którzy dokonali także grabieży domu i gospodarstwa Ćwieków.   
W kol. Józefin pow. Łuck zamordowali 4 Polaków: 20-letnią Anastazję Zalewską oraz 3-osobową rodzinę z 5-letnią córką Henią Zalewską, którą oprawcy nadziali na sztachetę płotu (Siemaszko..., s. 649).
   14 maja:  
W kol. Marcelówka pow. Kostopol podczas drugiego napadu (pierwszy był w marcu) ze szczególnym okrucieństwem wymordowali co najmniej 35 Polaków. „Dzieci brano za nóżki i rozbijano głowy o kamień lub o ścianę. Dorosłych wiązano i wrzucano żywych do ognia. /.../ Ze zgliszcz domu Żygadłów sterczał tylko wózek dziecinny” (Siemaszko..., s. 269).Wszystkie polskie domy spalili.
   W nocy z 14 na 15 maja:
We wsi Kundziwoda pow. Dubno upowcy razem z  Ukraińcami z pobliskich wsi obrabowali i spalili większość polskich zagród oraz zamordowali co najmniej 15 Polaków, w tym wdowę Samoszyńską i jej dwie córki lat 21 i 22 po wielokrotnym zgwałceniu (Siemaszko…, s. 56).
We wsi Nowy Tok pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 5 Polaków.
We wsi Złoczówka pow. Dubno zamordowali 12 Polaków (lub w nocy z 12 na 13 maja).
   15 maja:  
We wsi Hurby pow. Zdołbunów upowcy oraz miejscowi Ukraińcy zamordowali 5 Polaków, w tym rodziców z rocznym dzieckiem. „W połowie maja, kilku banderowców weszło do domu Adama Krasickiego, wyprowadzili jego żonę z rocznym dzieckiem za dom do dołu po ziemniakach i tam ich zastrzelili. Dwóch synów Adama przedtem skryło się w życie i śmierć swych rodziców widziało z bliska”. (Feliks Jasiński: „Kronika Losy Polaków Parafii Kąty Powiatu Krzemienieckiego, Województwa Wołyńskiego w latach 1939-1945”, Sandomierz 1999).
W kol. Stachówka pow. Sarny w drugim napadzie upowcy zamordowali około 10 Polaków, w tym 5 dzieci pasących krowy zakłuli widłami. „15 maja 1943 r. upowcy napadli ponownie, lecz mniejszymi siłami i szybko zostali odparci. Po stronie polskiej zginęło kilka osób, które w tym czasie znajdowały się poza obrębem kolonii, pasąc krowy (5 dzieci zakłuto widłami) i pracując w polu. Jedna z napadniętych kobiet uratowała się. lecz miała obciętą jedną pierś (drugą karmiła niemowlę). Na pomoc przybyła - grupa samoobrony z kolonii Parośla II (gm. Antonówka) oraz zaalarmowani Niemcy, którzy ujęli trzech upowców i powiesili ich we Włodzimiercu na bramie cerkiewnej. Następnie Niemcy zebrali kilkunastu Polaków, dali im broń i wzięli ze sobą do pacyfikacji ukraińskich wsi, z których organizowane były napady.” (Fragment opracowania Zygmunta Bukowskiego  "Poroda"; Wrocław 2008; za:  http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/zygmunt_bukowski_poroda6-7.html).
   W połowie maja 1943 roku:
We wsi Dobratyńskie Nowiny podczas napadu upowcy spalili polskie zagrody, Polacy uciekli do Pańskiej Doliny, brak informacji o ofiarach.
We wsi Klusk pow. Kowel: „W połowie maja pod Kluskiem został schwytany przez upowców i zaginął bez wieści Kazimierz Daszkiewicz z Radowicz, łącznik miejscowej konspiracji akowskiej.” (Feliks Budzisz; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/ounowski-szlagier ; 31 marca 2014).
W kol. Maruszyn pow. Dubno zamordowali 6 Polaków, kobiety i dzieci.
W kol. Szczęśliwa pow. Dubno zamordowali 6 Polaków.
We wsi Zielony Dąb (Góra Wereszczyńskich) pow. Zdołbunów zastrzelili w domu 17-letniego Stanisława Bubla.    
   W nocy z 15 na 16 maja:
We wsi Młynowce pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 3 Polaków:„Dnia 15 na 16 maja napadnięto na przezacną rodzinę Kusiów w Młynowcach. Zabito 2 córki dorosłe i 21-letniego syna. Reszta rodziny zdołała uciec. Napastnicy, po doszczętnym zrabowaniu domu, wrzucili tamże zabitych, a następnie spalili.” (1943, 21 czerwca – Pismo Delegata R.G.O. w Krakowie do Prezesa R.G.O. w Krakowie. Zawiera informacje dotyczące mordów na Wołyniu i problemu uchodźców z tego terenu. W załączeniu list zakonnika – brata Cypriana z Wiśniowca na ten temat z dnia 7 czerwca 1943 roku. W:  APKr, DOKr 16, s. 3-7).  
   16 maja:
W kol. Aleksandrówka pow. Łuck upowcy wymordowali 4-osobową rodzinę polską kowala a ciała spalili wraz z domem. „Ja Jeżyński Konstanty, syn Józefa i Agaty z domu Urbaniak, partyzant 27 Wołyńskiej Dywizji AK, ps. Grom, urodzony dnia 10 grudnia 1922 r. we wsi Marjanówka koło Zdołbunowa, województwo łuckie na Wołyniu. Następnie rodzice przenieśli się w 1928 r. do miejscowości Aleksandrówka, gmina Kniahininek, powiat i województwo łuckie na Wołyniu. (…) Ja, jako [że] od dzieciństwa rosłem i bawiłem się z rówieśnikami Ukraińcami, świetnie rozmawiałem po ukraińsku, nie dowierzając co mówią sąsiedzi, poszedłem na nabożeństwo do cerkwi, których na Wołyniu było bardzo gęsto. Stoję wśród tłumu w cerkwi i słucham przemowy popa do wiernych i to w ten sposób: "Bracia chrystajany Ukraińcy, waszym obowiązkiem jest rżnąć Polaków, a będzie niepodległa Ukraina. I na tę rzeź was błogosławię". Szybko przybiegłem do domu, opowiedziałem to Mamie i rodzeństwu, następnie sąsiadom. Powstało wielkie napięcie i strach, bo do tej pory Niemcy organizowali łapanki i wywozili ludzi do Niemiec lub rozstrzeliwali na ulicy, ale przeważnie Polaków, bo nie miał kto się za nimi upomnąć. /.../  Między moją wsią Aleksandrówka a Ludwiszynem pod lasem mieszkał Polak Łobuczek Piotr wraz z żoną, matką i małym swoim synkiem. W wolnych chwilach od pracy w polu zajmował się wiejskim kowalstwem, naprawiając pługi, brony itp. Mama moja posyłała mnie do pana Łobuczka po naukę kowalstwa, ja osobiście polubiłem Piotrusia i jak tylko krowy zapędziłem do chlewa, to zaraz biegłem uczyć się kowalstwa. Dzień zgrozy w moim życiu to 16 maja 1943 r. [Tego dnia,] w niedzielę rano, siadłem na naszego konia z gospodarstwa i postanowiłem pojechać przez las, bo droga była o wiele krótsza do mego nauczyciela kowalstwa pana Łobuczka Piotra. Las, około 3 km przejechałem szczęśliwie, też myślałem - oby mnie banderowcy nie napadli. Gdy spojrzałem przed siebie, ze skraju lasu ujrzałem dymiące zgliszcza zabudowań Łobuczka. Opanował mnie nieograniczony strach, rozpacz, że stało się coś strasznego. Zawróciłem zaraz swoją klacz i popędziłem ją z całych sił, myśląc, że może być zasadzka na mnie. Jechałem sobie znanemi tylko dróżkami w lesie i jak się okazało, to mnie uratowało od niechybnej śmierci, bo na głównej drodze leśnej stali ryzuny, czekali na żywych Polaków. W moim domu opowiedziałem to, co zobaczyłem. Zaraz zebrała się cała wieś uzbrojonych w kosy, widły, łopaty. Dotarliśmy do zgliszcz zagrody Łobuczka, widziałem zwęglone ciała, 4 osoby, był to: Łobuczek, jego żona, matka i synek Piotruś. W tłumie przybyłych Polaków zapanował zrozpaczony bezradny gniew przeciwko bandom ukraińskim. Ale ludzie doszli do wniosku, że trzeba się szybko rozejść, ponieważ bandy ryzunów mogą otoczyć i wszystkich Polaków tu zebranych wyrżnąć.” (Relacja Konstantego Jeżyńskiego, byłego mieszkańca kolonii Aleksandrówka pow. Łuck; w: Archiwum Glównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu-Instytutu Pamięci Narodowej: nr 638 księgi nabytków, sygn. AGK27WDAK, Vl53).
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki Ukraińcy pobili śmiertelnie 19-letniego Piotra Sobczaka.
W kol. Dworzec Czernyżski pow. Łuck zastrzelili Henryka Drzewieckiego.  
W mieście Włodzimierz Wołyński zamordowali 74-letniego Aleksandra Ciszewskiego.
We wsi Wsiewołodówka pow. Łuck policjanci ukraińscy zastrzelili 3 osoby z rodziny Zytowieckich w ich własnym domu. „Na drugi dzień (po 16 maja 1943 r. i zamordowaniu w kol. Aleksandrówka rodziny Łobuczków – przypis S. Ż.) nadeszła wiadomość z sąsiedniej wsi Wsiewołodówka, że policja ukraińska przyjechała w dzień z Łucka do Wsiełowodówki i zastrzeliła bez podania powodów w ich własnym mieszkaniu rodzinę Zytowieckich: ojca, syna Bolesława, córkę Helenę - matkę puścili żywą, powiedzieli jej, że ma chodzić po Polakach i mówić, żeby się wynosili z Ukrainy. Nadmieniam, iż bardzo dobrze znałem rodzinę Zytowieckich. Nadmieniam, iż w tym czasie zaczęły nadchodzić do nas słuchy z innych dalszych miejscowości polskich, że zostawały wyrzynane całe wsie polskie”. (Relacja Konstantego Jeżyńskiego, byłego mieszkańca kolonii Aleksandrówka pow. Łuck; w: Archiwum Glównej Komisji Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu-Instytutu Pamięci Narodowej: nr 638 księgi nabytków, sygn. AGK27WDAK, Vl53).
   17 maja:  
W kol. Marcelówka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Józefa Kuriatę, lat 33.
W leśniczówce Ruda Krasna pow. Równe został zamordowany przez UPA po wtargnięciu do leśniczówki gajowy Edward Pielenkiewicz lat 42 (Edward Orłowski: „LEŚNICY którzy ponieśli śmierć w latach wojny i prześladowań 1939-1949 na terenie Wołynia”; w:  Martyrologium leśników Wołynia 1938-1949 - Regionalna … www.krosno.lasy.gov.pl/...leśników+Wołynia...1949/f6c84952-1106-42...).
   18 maja:   
W kol. Perczyn pow. Dubno (wg świadka pow. Równe) Ukraińcy zamordowali co najmniej 7 Polaków i 3 Żydów. Świadek Aniela Jagoda Bondalska mająca wówczas 14 lat podaje, że kolonia liczyła 21 domów, 20 polskich i 1 rodziny czeskiej.  Od marca nie nocowali w domach obawiając się napadu. Podczas napadu większość Polaków uciekła do lasu. Spalili żywcem ojca z 4-letnim synem wrzucając słomę do kryjówki i podpalając ją. Staruszkę przybili do śliwki i wyciągnęli z niej wnętrzności każąc przyglądać się Ukraince, żonie jej syna. Ofiary miały wykłute oczy, wycięte języki, kobiety obcięte piersi. (Andrzej Rudnik: „W snach uciekam przed śmiercią”, Radio Koszalin, 24.07.2014 ; http://www.radio.koszalin.pl/pl/program-issue/reportaz-w-radiu-koszalin-andrzej-rudnik-w-snachuciekam-przed-smiercia.5539.html).  „Pierwszy napad bandy UPA na kolonię Perczyn nastąpił 20 marca 1943 r. około godz.18.00. Podczas tego napadu została postrzelona Maria Pazio, 3 dni później zmarła w szpitalu w Dubnie. /.../  Ponowny napad i ostateczne spalenie Perczyna przez bandę UPA nastąpiło 18 maja 1943 r. po godz. 20.00. Zamordowani zostali: Bożena (Bona) Jasińska, lat 70 (przybili ją do śliwki i wyciągnęli wnętrzności na zewnątrz),  Józef Jasiński z 4-letnim synem Krzysztofem (spaleni żywcem w piwnicy, do której upowcy nawrzucali słomy i podpalili), Józefa Mrówczyńska, lat 17 (spalona żywcem) i jej ciotka (przyjechała z Równego z wizytą), Karolina Buchar  (wdowa, zamordowana w sposób okrutny) oraz Antonina Tupalska. Józef Tupalski (mąż Antoniny) skontaktował się z mieszkającym niedaleko sąsiadem narodowości czeskiej, który widział z ukrycia, jak z domu wyszła śp. Antonina, trzymała się za zakrwawione piersi i wczołgała się pod maszynę rolniczą, która stała na podwórzu i tam w potwornych mękach skonała (wyżłobiła z bólu dół pod maszyną). Sąsiad ten późnym wieczorem, po spaleniu i splądrowaniu przez bandytów gospodarstwa Tupalskich, pochował na terenie ich posesji (w ziemiance na warzywa i jabłka) ciało śp. Antoniny Tupalskiej. Wśród ofiar znajdowała się również rodzina żydowska (starsza kobieta z córką i jej 10-letnim synem), ukrywająca się u któregoś z gospodarzy z Perczyna. Podczas pożaru wybiegli z kryjówki i starali się uciec do lasu. Dogonił ich i zastrzelił jeden z Ukraińców. W 1943 roku (przed napadem) banderowcy zabrali z domu braci Antoniego Buchara, lat 27 oraz Mariana Buchara, lat 25 i słuch o nich zaginął. Według Ukrainki ze wsi Buderaż zostali oni rozstrzelani przez banderowców”  (za: http://wolyn.ovh.org/opisy/perczyn-01.html). Łącznie na kolonii Perczyn UPA zamordowała 10 Polaków i 3 Żydów. W. i E. Siemaszko na s. 114 podają, że nie dotarli do żadnej informacji na temat losu Polaków w tej kolonii. Informacja od Mirosława Kowzana: „Z przykrością informuję, że w Milczy na obecnej Ukrainie zmarła Genowefa, córka Marii i Józefa Jasińskich. Podczas napadu przez bandy UPA na Perczyn w dniu 18 maja 1943 r. Maria, która była z pochodzenia Ukrainką prosiła na kolanach banderowca o darowanie im życia. Ukrainiec odepchnął kopniakiem Marynię, a ta czołgając się i całując jego oficerki dalej błagała o litość mówiąc, że jest Ukrainką. Banderowiec kazał jej modlić się po ukraińsku, co niezwłocznie uczyniła. Po namyśle Ukrainiec daruje Maryni i jej trzyletniej córeczce życie, ale musiały oglądać śmierć męża Józefa i syna Krzysztofa, którzy zostali żywcem spaleni w ich domu. Maria była w tym czasie w ciąży. W ogromnej traumie udało im się zbiec do Buderaża, gdzie się schroniły u brata Marii. Dokładnie w sześć miesięcy od tego zdarzenia Maria powiła swoją drugą córeczkę Genowefę. Przez długi okres cała trójka ukrywała się przed ludźmi. Maria nauczyła swoje córki Bronisławę i Genowefę doskonale mówić po Polsku. Nikt z naszej rodziny nic nie wiedział o losach Marii i jej córki Bronisławy. Wszyscy uważali ich za zamordowanych. Dopiero po wielu latach, gdy w 2012 roku postawiłem w miejscu złożonych szczątek pomordowanych przez banderowców ludzi z Perczyna krzyż i 18 maja 2013 r. pod tym krzyżem odbywała się wspólna polsko-ukraińska modlitwa za pomordowanych, podeszły do nas dwie starsze kobiety przedstawiając się, że to Bronia i Eugenia córki Józefa Jasińskiego brata mojego dziadka. O losach całej mojej rodziny można przeczytać w książce „Krzyż na Perczynie”, którą napisałem przy wydatnej pomocy Ewy Siemaszko”.(Ks, Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Odeszła szlachetna Ukrainka; w: http://isakowicz.pl/odeszla-szlachetna-ukrainka/).
W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński policjanci ukraińscy aresztowali i zamordowali nieopodal w lesie Adama (Stefana?) Rysia.  
We wsi Szarajówka pow. Biłgoraj żandarmi niemieccy oraz policjanci ukraińscy z Biłgoraja i Tarnogrodu po zrabowaniu dobytku spędzili ludność polską do kilku domów, zaryglowali drzwi i spalili żywcem  67 Polaków, Ukraińcami dowodził Włodzimierz Darmochwał, komendant policji ukraińskiej w Tarnogrodzie, sami policjanci nazywali siebie „Siczowyje striłki”
   W nocy z 18 na 19 maja:
W kol. Adamówka pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 17 Polaków.
W kol. Brzezina pow. Dubno zamordowali około 30 Polaków, w tym 37-letnią Romanowską i jej 2-letniego syna przebili bagnetem a 5-letniej córce głowę roztrzaskali kolbą karabinu.
We wsi i majątku Bukujma pow. Dubno po okrutnych torturach zamordowali 27 Polaków. „Zwłoki miały odcięte uszy, nosy, piersi, wydłubane oczy, rozprute brzuchy, połamane ręce i nogi” (Siemaszko..., s. 71).
W kol. Czarna Łoza pow. Dubno wymordowali większość Polaków (40 – 50?).
W kol. Dąbrowa pow. Dubno zamordowali 5 Polaków.
W kol. Kalinówka pow. Dubno sąsiedzi Ukraińcy zamordowali ponad 30 Polaków oraz dalsze 7 osób podczas ucieczki do Dubna.
W kol. (futorze?) Klin pow. Dubno Polacy zauważyli rzeź w sąsiedniej kolonii Brzezina i rzucili się do ucieczki podczas której zamordowanych zostało 9 osób.
We wsi Kniahinin pow. Dubno prawdopodobnie tej nocy upowcy zamordowali 4 Polaków
 
   19 maja:
We wsi Chryniki pow. Dubno Ukraińcy zamordowali co najmniej 7 Polaków.
W kol. Czerec pow. Dubno zamordowali 6-osobową rodzinę polską podczas jej ucieczki do miasteczka Młynów.   
W futorze Horodło pow. Zdołbunów zamordowali 3 Polaków, w tym gajowego.
W kol. Jadwipol pow. Równe zamordowali 5 Polaków, w tym 82-letnią wdowę.  
We wsi Mosty pow, Zdołbunów zamordowany został przez UPA na drodze niedaleko domu gajowy Adam Studziński  (Edward Orłowski…, jw.).
We wsi Nabróż pow. Tomaszów Lubelski zamordowali 60-letniego partyzanta AK Ksawerego Wójcika.
We wsi Smordwa pow. Dubno zamordowali 6 Polaków podczas ich ucieczki do Dubna.   
   20 maja:
We wsi Janki pow. Hrubieszów: „Do Polaków, którzy prawdopodobnie zginęli z rąk policji ukraińskiej z Moniatycz należą: Fijałkowski Aleksander pseudonim „Fircyk” zginął w Jankach 20.05.1943 r.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie listy strat ludności polskiej /…/. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich. Seria – tom 8, Kędzierzyn-Koźle 2016. Za: Ludobójstwo OUN-UPA tom 8 - Stowarzyszenie Kresowian … ).
We wsi Moniatycze pow. Hrubieszów policjanci ukraińscy zastrzelili 1 Polaka.
W kol. Polesie pow. Równe Ukraińcy zamordowali 2-letniego Kazimierza Dąbrowskiego, s. Edwarda i Katarzyny z Kyszczuków (Siemaszko..., s. 709).
We wsi Pustomyty pow. Równe z mieszkających tutaj 2 rodzin zamordowali 6 Polaków, za pomocą noży, które duchowny prawosławny poświęcił w tutejszej cerkwi (Siemaszko..., s. 717).
W powiatowym mieście Równe woj. wołyńskie została zamordowana przez Ukraińców 21-letnia  Genowefa Halina Żarczyńska.  
W miasteczku Poryck pow. Włodzimierz Wołyński miejscowi Ukraińcy zamordowali ojca, który poszukiwał syna Adama Rysia zamordowanego 18 maja  -  pochowano go we wspólnej mogile z synem.
We wsi Witkowce pow. Krzemieniec: ”W jednym z zeszytów ks. Tadeusz Chrobak  zapisuje: Pomordowani 20.V.1943 w Witkowcach koło Kołodna: 1.Berbeć Piotr, 2.Błaszczyszyn Marcin , 3.Borcz Władysław, 4. Kazimirów Marcin +12.VI.1943” (Iwona Kopańska – Konon;  w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl oraz e-mail do autora). Być może data „20.V.1943” zapisana jest pomyłkowo i chodzi o datę „20.IV.1943”. W. i E. Siemaszko na s. 438 podają odnośnie wsi Witkowce: „W Wielkim Tygodniu (19 – 23 kwietnia) 1943 r., w nocy, upowcy zabrali z domów trzech mężczyzn o nie zapamiętanych nazwiskach: woźnicę hr. Grocholskiego z Kołodna; działacza harcerskiego; i „przykładnego” katolika. Za wsią przywiązali ich za nogi do wozu konnego i wlekli za wozem aż na cmentarz w Kołodnie, tj. około 4 km”. Mordu dokonanego na Marcinie Kazimirów nie wymieniają. Z kolei na s. 434 piszą, że na cmentarzu ofiarom porąbali głowy i zakopali w dole. Następnie piszą na tejże stronie dotyczącej wsi Kołodno Lisowszczyzna i Kołodno Siedlisko: „w maju 1943 r., również w nocy, zostali uprowadzeni z domu i zmasakrowani: Władysław Barszcz, lat 50; Piotr Berbeć, lat 20; Marcin Ciura, lat 28; oraz komendant Związku Strzeleckiego o nie zapamiętanym nazwisku. Ich ciała zostały znalezione na cmentarzu w Kołodnie”.
   21 maja:  
We wsi Aleksandrówka pow. Sarny o świcie upowcy oraz ukraińscy chłopi z sąsiednich wsi uzbrojeni w broń palną, siekiery, widły, szpadle, wymordowali około 40 Polaków (w tym rodziców z 6 dzieci) a około 50 poranili, zrabowali dobytek i wieś spalili. Michała Sokołowskiego ściągnęli z wozu, odrąbali mu głowę i położyli na chlebie, który wiózł dla rodziny, 8-letnią Helenę Sztenderę zarąbali siekierą (Siemaszko..., s. 756 - 757).
W parafii Berezne pow. Kostopol zastrzelili Wincentynę Szydłowską.  
We wsi Chmielówka pow. Kostopol zamordowali 3 Polaków i 1 Ukrainkę.
We wsi Rudnia Lwa pow. Sarny zamordowali około 30 Polaków. Apolonia Jasińska lat 27 po wymyślnych torturach miała m.in. wycięty krzyż na czole, rozdarte nozdrza i inne części ciała oraz 18 ran klatki piersiowej, Boczkowskiemu odrąbali siekierą głowę, 3-letnią Jadwigę Baginską zarąbali siekierą, mała Halinka Sulikowska konała w męczarniach z odciętą częścią czaszki w części czołowej (Siemaszko..., s. 669 – 770). Do tej wsi uciekali Polacy z napadniętej sąsiedniej wsi Aleksandrówka.
   22 maja:  
W futorze Basikówka pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali Pawła Michałowskiego, lat 63.
We wsi Jarosławicze pow. Dubno z rana na wozach wjechała bojówka UPA  i wymordowała co najmniej 52 Polaków: „Rozpoczęli od gospodarstwa mego stryja Jankowskiego Mikołaja, który mieszkał na końcu wsi, przy drodze prowadzącej do Czekna. Przyjechało ich około dziesięciu na dwóch furmankach, wjechali na podwórko, wpadli do mieszkania i zaczęli okrutnie bić domowników. W domu była stryjenka, córka Zosia lat 2o i syn Antoni lat 18. Stryja nie było w tym czasie w obejściu, bo był akurat u sąsiada Ukraińca, z którym żył w wielkiej zgodzie. W pewnym momencie stryj usłyszał okropny krzyk i zobaczył jak z domu wybiega stryjenka, a za nią pada strzał, następnie wybiegli Zosia i Tosiek, którzy również zostali zastrzeleni. Stryj w szoku zwrócił się do tego sąsiada z zapytaniem, co się dzieje, a on chwycił go za rękę i zaczął krzyczeć „chłopci siuda”, na szczęście nie usłyszeli. Stryj się wyrwał z rąk „dobrego sąsiada” i co sił w nogach uciekł w pole i schronił się w pobliskim lesie./.../ Ciała pomordowanych stryjenki, Zosi i Tośka upowskie zbiry wrzucili do studni. Po krwawym rozprawieniu się z rodziną stryja bandyci pojechali do położonej bliżej wsi zagrody Żukowskiego Feliksa. Okrążyli dom, wpadli do mieszkania, gdzie zastali Feliksa, jego żonę i córkę Anię lat 16. /.../ Wszyscy troje zostali zarąbani siekierą, a ciała ich wywleczono z domu i wrzucono na furmankę./.../ Banda z trzema okrutnie porąbanymi ciałami Żukowskich podjechała do leżącego już pośrodku wsi gospodarstwa Kwiatkowskich. Rodzina Kwiatkowskich składała się z dwojga staruszków, syna Józefa (inwalidy) i córki z mężem i czteroletnią córeczką. Szybko okrążyli całe obejście, wywlekli wszystkich na podwórko, powiązali im ręce do tyłu i władowali na furmanki. Kulawego Józia przywiązali sznurem do wozu i pojechali polną drogą poza wsią, prowadzącą do traktu wiodącego z Jarosławicz do Targowicy. Józek w strasznych męczarniach biegł dopóki mógł za wozem, w końcu padł i tak go wlekli drogą dalej, aż do lasu położonego na końcu wsi, w pobliżu traktu targowickiego. Tu na skraju lasu przygotowany był dół i miejsce kaźni. Szybko rozprawili się z rodziną Kwiatkowskich, rąbiąc ich siekierami i wrzucając do wykopanego dołu. Następnie przyjechali do położonego w centrum wsi młyna wodnego, który dzierżawiła rodzina Jachemków, składająca się z pięciu osób. Kiedy podjechali pod mały domek, stojący w pobliżu młyna nad rzeczką, zastali w nim tylko Stasię Jachemkową lat 18, śliczną miłą dziewczynę. Jak dzikie bestie rzucili się na nią i zaczęli ją po kolei gwałcić. Na koniec, na wpół żywą wywlekli na podwórko, przywiązali sznurem za nogi do belki i głową w dół zanurzyli do wody w studni. Później powrócili do młyna, w którym mełł chłopom zboże starszy brat Stasi, Stefan lat 21. W młynie też przebywał w tym czasie kolega Stefana Kazik Żukowski i kilku starszych Ukraińców. Bandyci rzucili się na Stefana i Kazika, wywiązała się walka, bo byli to chłopcy bardzo silni, lecz nie zdołali się obronić przed rozwścieczoną i żądną krwi zgrają. Na wpół żywych skrępowali sznurami i usiłowali żywcem wkręcić w tryby młyńskiego koła, lecz to im się nie udało, więc dobili ich siekierą. Załadowali ich ciała na furmankę, wyciągnęli ze studni zwłoki Stasi, też wrzucili na wóz i odjechali. Po drodze w pobliżu cerkwi mieszkało dwoje staruszków o nazwisku Suk. Załadowali ich na furmankę i pojechali na miejsce kaźni. Po zamordowaniu staruszków i wrzuceniu wszystkich ciał do dołu, pojechali za rzekę do gospodarstwa Przewłockich. Tu zastali całą rodzinę w komplecie, a mianowicie p. Przewłocką staruszkę lat 70, jej córkę Jadzię lat 30 oraz syna z żoną i córką Lucią lat 18. Był tam również p. Dobrowolski, który mieszkał z żoną i dwojgiem dzieci w pobliżu. Wszystkim sześciu osobom skrępowali ręce do tyłu i powieźli do lasu na miejsce zbrodni. Kiedy tam zajechali, zaczęli potworną orgię z Jadzią i Lucią, gwałcąc je zbiorowo na oczach wszystkich. Ten moment rozpasania banderowców wykorzystał p. Dobrowolski, skoczył niepostrzeżenie pomiędzy drzewa i co sił w nogach zaczął uciekać w stronę domu odległego o 2 km od tego miejsca. Kiedy wbiegł na polną drogę, spotkał na niej staruszka Ukraińca, który ze łzami w oczach rozwiązał mu ręce i pożegnawszy go powiedział „uciekaj bracie jak najdalej, gdzie oczy poniosą, bo tu dzieją się rzeczy bardzo straszne”.(Mieczysław Jankowski: Zapomnieć nie mogę; w: „Świadkowie mówią”, Warszawa 1996, s. 6 – 11). Inni podają datę zbrodni : 18 czerwca 1943 roku.
W miasteczku Korzec pow. Równe Ukraińcy zamordowali Stanisława Basa, lat 34.  
W kol. Stachówka pow. Sarny upowcy zamordowali kilku Polaków pracujących w polu.
We wsi Starożuków (Żuków Stary) pow. Równe zamordowali pod lasem Jana Siedleckiego, lat 41.  
   23 maja:  
W kol. Milaszów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 18-letniego Zygmunta Jaworskiego.   
   24 maja:
W kol. Graniczna pow. Równe został zabity przez Ukraińca Czesław Adam Szczepański.   
We wsiach Jarosławiec i Uchanie pow. Hrubieszów policja ukraińska zamordowała 40 Polaków oraz 70 aresztowała.  
We wsi Niemodlin pow. Kostopol: „24 maja 1943 r. we wsi Niemodlin (pow. kostopolski) zamordowano 170 osób”. (Prof. Władysław Filar - WOŁYN W LATACH 1939 – 1944). Zapewne chodzi o wieś Niemilia: patrz poniżej 26 maja 1943.  
   W nocy z 24 na 25 maja:
W powiecie Włodzimierz Wołyński UPA spaliła wszystkie dwory i majątki ziemskie. Liczba wymordowanej ludności polskiej nie została oszacowana.
   25 maja:
We wsi Rudnia Potasznia pow. Kostopol upowcy zarąbali siekierami około 10 Polaków.
   W nocy z 25 na 26 maja:   
W kol. Borowa pow. Łuck  Ukraińcy z sąsiedniej wsi Harajmówka złapanych 22 Polaków spędzili do stodoły Stachurskiego i spalili żywcem (m.in. 6-osobową rodzinę i matkę z niemowlęciem na ręku). Zwłoki Antoniego Sulikowskiego znaleziono niedaleko stodoły, pokłute na całym ciele w odstępach co 5 centymetrów (Siemaszko..., s. 618). W maju 1943 roku we wsi Borowe duchowny prawosławny Mychajło Symonowycz błogosławił na dziedzińcu cerkiewnym upowców i poświęcił narzędzia ich zbrodni przed wyprawą na wsie polskie Rudnia Lwa i Staryki (Siemaszko..., s. 757).
We wsi Małe Siedliszcze pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 9-osobową rodzinę Szczurowskich.  Helena Bielecka (z domu Szczurowska) mieszkała wraz z rodzicami i trojgiem rodzeństwa w Małym Siedliszczu, w 1943 roku miała 14 lat: „Pierwsze dni maja 1943 roku były jednym pasmem strachu i chęci ucieczki. Po nocach się czuwało, były dyżury i przy najmniejszym podejrzeniu ruchu wszyscy byli na nogach, gotowi do ucieczki w zboża i do lasu. Julek mówił: „ Mamo, tylko mnie obudź, mam taki schron, że nikt mnie nie znajdzie”. Z 25 na 26 maja 1943 roku na noc do nas przyszły z Grud kuzynka Maria Żukowska z córeczką, Adela Sewrukowa z dwojgiem dzieci oraz staruszka Sewrukowa. Bały się, że tej nocy ich wieś będzie mordowana. Nie było gdzie spać, więc tato mnie i Zosie zaprowadził do obory na stryszek z sianem. W nocy obudziły nas jakieś głosy. Noc przedtem pies Brysio całą noc wył. Teraz słychać było jakieś trzaski. Wyprowadzają bydło z obory ? Co się dzieje ? Zosia mówi: „ Ja zejdę i zobaczę, ty zostań”. Ale ja się nie zgodziłam. Trzymałam się jej kurczowo i prosiłam, aby została. I tak leżałyśmy cicho. Usłyszałyśmy, że ktoś wchodzi po drabinie. Wstrzymałyśmy oddech. Po chwili powiedział po ukraińsku: „ Tu nic nie ma” i zszedł z drabiny. Jeszcze raz trzasnęły gdzieś drzwi i całkiem ucichło. Wtedy cichutko zeszłyśmy z Zosią na dół. Zapamiętałam tylko króliki na wolności, parasolkę rzuconą u drzwi wejściowych szeroko otwartych, i ciszę, okropną ciszę. Weszłyśmy do domu i zobaczyłyśmy mamę całą we krwi na progu sypialni. Podniosła głowę i mówi: „ To wy żyjecie?”. Cisza dzwoni w uszach, przerażenie, rozpacz. Co tu się stało? A mama mówi: „Sprawdźcie, może ktoś żyje?. Nieprzytomna i roztrzęsiona ułożyłam z siostra mamę na łóżku. Kurczowo trzymałam się siostry i tylko byłam w stanie szeptać: „Zosiu, uciekajmy”. Ale ona wyniosłą zarąbaną 4-letnią Marysię do dużego pokoju, a ja spojrzałam na drugie łóżko – już dniało, powoli mrok się rozjaśniał – i zobaczyłam Jasia, 2,5 letniego brata. Leżał śliczny w białej koszulce, tylko dziwnie główkę miał odrzuconą w bok. Nachyliłam się i zobaczyłam przerąbaną szyję, głowa wisiała na skórze. Tylko krzyknęłam, „mój Jasio nie żyje” i położyłam rękę na jego udzie. Jeszcze poczułam żywe, pulsujące ciało. Chwyciłam się za głowę i wypadłam z pokoju, szukając Zosi. Uczepiłam się jej, nieprzytomna na widok pokotem leżących trupów. Marysia Żukowska córeczkę miała pod sobą. Obie zarąbane, cały pokój we krwi. Czternastoletni Julek leżał obok bez części czaszki, z rozlanym mózgiem. Zosia odwracała ciała sprawdzając, czy ktoś jeszcze żyje. Żyła staruszka Sewrukowa z przerąbaną szczęką. Przeniosłyśmy ją do sypialni mamy. Zosia i i Jasia położyła przy trupach. A ja nieprzytomna, wciąż uczepiona Zosi, szeptałam „Uciekajmy!”. Wtedy mama mówi: „Chowajcie się, jadą jakieś wozy drogą”. Ja wsunęłam się pod łóżko mamy, pod którym była krew Marysi. Zosia schowała się w szafie w dużym pokoju. Weszli. Bałam się oddychać. Noga bandyty była tuż mojej twarzy. Chwilę postał i wyszedł. Po chwili mama mówi: „Helka, idź, gaś”. Cicho szepcę: „Może jeszcze są”. W tym momencie wpada Zosia i mówi cicho: „Cały dach w płomieniach, musimy mamę i staruszkę wyprowadzić (wynieść) z domu w zboże, za stodołę”. Zosia się uwija, wynosi co może i ściele posłanie w życie. Ja, trzęsąc się, tylko szepcę: „Uciekajmy” Wyprowadzamy mamę z domu płonącego. Zosia mówi: „Prowadź, ja skoczę, jeszcze coś wyniosę z domu”. Już dniało. Spojrzałam na mamę i zobaczyłam odrąbane ramię i wiszące ciało. Blada wyszeptała : „Idź, coś jeszcze uratuj, ja sama pójdę”. Kiedy wróciłam, mama leżała w tym samym miejscu, gdzie ja zostawiłam. Zosia wypadła z domu z garnkiem zsiadłego mleka i łyżką.  Dowlokłyśmy mamę do żyta za stodołą i już było widno, kiedy przez łąki uciekałyśmy do Kostopola, gdzie była babcia i cała reszta rodziny. W nocy był przymrozek. My bose, w kretonowych koszulinach, przerażone do nieprzytomności. Na trawie był szron i nogi tak mi zmarzły, że z bólu pomyślałam: „Czemu mnie nie zabili”. Wtedy zobaczyłyśmy, że ktoś nas goni. Z lasu wypadli bandyci i do rzeki nas dogonili. Zosia wciągnęła mnie do wody i za rękę przeciągnęła mnie na drugi brzeg. Jej woda sięgała do ramion, a mnie oczy zalewała, przeraźliwie zimna. Obejrzałyśmy się, bandytów nie było. Oni tylko nocami mordowali , a w dzień udawali przyjaciół i niby żal. Wracając z wyprawy palili te domostwa, gdzie były trupy. Spieszyli się, gdyż już świtało. Kiedy nasz dom palili, nawet nie zauważyli, że dzieci nie było, tylko mama i staruszka leżały w sypialni. To nas uratowało. Na wpół żywe z przerażenia, drżące z zimna, bose, w kretonowych koszulinach, oszronionymi łąkami, omijając wsie ukraińskie, o godzinie szóstej rano dotarłyśmy do Kostopola. Nie pamiętam, jak babcia, brat i siostry ojca to przeżyły. Miałam 14 lat i pierwszy raz zobaczyłam światło elektryczne. Brat ojca, Wacek, mieszkał u dalszej kuzynki, a babcia i ciocia Zosia – u cioci Broni, która na stałe mieszkała w Kostopolu. Zaraz rano, brat ojca Wacek i mąż cioci Zosi Józef Reszczyński pojechali zabrać mamę i panią Sewrukową do szpitala. W południe poleciałyśmy do szpitala. Przywieźli mamę sąsiedzi z okolicznych wiosek. Cecylówki i Grud, którzy zobaczyli pożar, przyszli na osiedle w Małym Siedliszczu, zastali pogorzelisko i znaleźli za stodołą mamę i panią Sewrukową. Przywieźli ja do szpitala w Kostopolu 26 maja 1943 roku. Widziałam jak mamę znoszono z wozu całą we krwi i strzępach porąbanej bielizny. Szok, przerażenie, głód i na wpół żywa mama.
Lista Polaków zamordowanych i zranionych przez Ukraińców w nocy z 25 na 26 maja 1943 roku w Małym Siedliszczu:
1. Mieczysław Szczurowski, ur. w 1903 r., mój ojciec z Małęgo Siedliszcza
2. Julian Szczurowski, ur. w 1929 r., syn Mieczysława
3. Maria Szczurowska, ur. w 1939 r., córka Mieczysława
4. Jan Szczurowski, ur. w 1941 r., syn Mieczysława
5. Maria Żukowska, około 29-30 lat, kuzynka z Grud
6. NN. Żukowska, około 3 lat, córka kuzynki
7. Adela Sewruk, około 40 lat, znajoma
8. NN. Sewruk, około 6 lat, syn Adeli
9. NN.Sewruk, około 4 lat, córka Adeli
10. NN.Sewruk, około 60 lat, teściowa Adeli, z Grud, porąbana siekierą – przeżyła
11. Aleksandra Szczurowska, ur.w 1905 r., żona Mieczysława, moja mama, z Małego Siedliszcza, porąbana siekierą – przeżyła.
Osoby wymienione pod liczbami porządkowymi od 1 do 9 zostały zarąbane siekierami i spalone w domu. Staruszka Sewrukowa została wyleczona, ale miała wykrzywiona twarz po przerąbaniu siekierą szczęki. Żyła gdzieś w Polsce, kontaktu z nią nie miałam. W Kostopolu rozpoczął się nowy etap naszego życia. Po przewiezieniu mamy do szpitala lekarze powiedzieli: „To już trup, szykujcie trumnę”. Wieczorem była narada rodzinna, co z tymi dziewczynami zrobić. U cioci Broni „kostopolanki” była już babcia z córką Kazia i Zosia Reszczyńską, jej mężem i malutkim tygodniowym dzieckiem. Stryj Wacek z żoną Weronką i córka Zosią mieszkał u dalszej kuzynki. Nie wiadomo, co poczną i kto da jeść 14 i 15-letnim dziewczynom. W końcu dalsza kuzynka, która wyszła za mąż za pana, który dogrzebał się niemieckich przodków, i była już folksdojczką, zgodziła się na dach nad głową za to, że Helena będzie pasła jej krowę, ale jeść nie da. Pewna wielka pani, kochanka oficera niemieckiego, której krowę też pasłam w podkostopolskich lasach, dała mi stary płaszcz. Płakałam z rozpaczy, i z głodu, a kiedy dostałam przypadłość kobiecą, wyrwałam kawałek podszewki z tego starego płaszcza – i to była podpaska. Czasem dała mi kawałek spleśniałego sera i suchy kawałek chleba. Często dzieliła się ze mną swoim śniadaniem Kazia, która pasła krowy babci. Mama wciąż żyła. W końcu za wypas krów dostawałam, oprócz noclegu, jeden litr mleka do szpitala dla mamy. W czasie wojny Niemcy polskich chorych żywili jak w obozie. W dalszym ciągu po całych dniach i nocach płakałam i rozmyślałam o tym okrutnym świecie, gdzie człowiek przyciskając nogą leżącego na ziemi innego człowieka, zadaje mu śmierć siekierą. I tylko dlatego, że jest Polakiem. Czasami wydawało mi się, że postradałam zmysły i nigdy nie pogodzę się z tym, co się stało. Po trzech miesiącach mama wyszła ze szpitala. Z opuchniętą lewą ręką, opanowana, spokojna, jak gdyby przespała wszystko to co przeżyła. Czy patrząc tylko w kawałek sufitu przez parę tygodni, odrodziła się do życia, pogodzona ze stratą męża i trojga dzieci oraz domu i wszystkiego, co do życia potrzeba?” (Byłam świadkiem – wspomnienia i relacje Heleny Bieleckiej z d. Szczurowskiej. Relacja z „Na Rubieży” nr.48/2000).
Siemaszko..., s. 238 mord datują na noc z 26 na 27 maja 1943 roku.   
   26 maja:
W kol. Aleksandrówka gmina Czaruków pow. Łuck Ukraińcy zamordowali na drodze 60-letnią Amelię Lisowską.
W kol. Amelin pow. Równe upowcy zamordowali 4-osobową polską rodzinę Kuklinowskich.
W kol. Antonówka pow. Równe wymordowali 36 Polaków, w tym kilkoro dzieci, którym rozbili główki o drzewa, mienie zrabowali i zagrody spalili. (Siemaszko..., s. 713)
W kol. Cecylówka pow. Równe wymordowali 37 Polaków, w tym 37-letniemu Stanisławowi Anyżowi obcięli nogi i ręce i tak go pozostawili, majątek Polaków zrabowali i spalili ich zagrody. (Siemaszko..., s. 713)
W kol. Grudy pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 Polaków pracujących w polu.
We wsi Niemilia pow. Kostopol: „Tu pochowanych jest 170 mieszkańców wsi Niemilja rozstrzelanych przez Burżuazyjnych Nacjonalistów Ukraińskich w 1943 roku. Wieczna pamięć”. Napis powyższej treści znajdował się na obelisku postawionym w latach siedemdziesiątych na mogile Polaków zamordowanych o świcie 26 maja 1943 r. w Niemilii przez bojówki UPA wsparte przez chłopów z okolicznych wsi ukraińskich. Napastnicy wdzierali się do domów zabijając swe ofiary siekierami, nożami i widłami. Niektóre ciała były tak zmasakrowane, że wyglądały jak bezkształtne masy. Po masakrze wieś ograbiono z dobytku ruchomego i spalono razem z częścią zwłok. „W zbiorowej mogile pochowano 126 osób. Niewykluczone, że nie były to wszystkie ofiary napadu. Było też wielu ciężko rannych” (Siemaszko, s. 273). Józefa Felińska Marciniak: „27 maja 1943 r. polała się niewinna krew polska w następnym masowym mordzie Niemilii k. Bystrzyc. Wieś oddalona od stacjonujących w bystrzycach Niemców tylko 3 km. Niemcy byli uzbrojeni, mieli też łączność telefoniczną z jednostką wojskową w Bereznem. Nie reagowali na straszliwy krzyk żywcem palonych i mordowanych w mongolski sposób. I my też, Polacy w okolicznych wsiach, jak zahipnotyzowani, słuchaliśmy krzyków mordowanych ludzi i palonego bydła. Potworna noc i straszliwy ranek! Wszyscy z Niemcami szli na wizję do Niemilii… Okazało się, że banderowcy nocą otoczyli wieś Niemili, następnie wszystkich spędzili do dużej stodoły i żywcem palili. Palili też bydło. Ktokolwiek uciekał był mordowany siekierą, piką, nożem… Niedobitkowie konali w strasznych męczarniach, wołali o pomoc, ratunek, o pomstę do nieba… Straszliwy widok nie do opisania. Niemcy filmowali, fotografowali. Chłopcy z Janówki, którzy tu przybiegli rano, podnosili pociętych, obnażonych do pozycji stojącej a Niemcy fotografowali. Podobno wykorzystywali te zdjęcia do swojej propagandy, że to skutki sowieckiej partyzantki. Jęki, krzyki, błagania rannych nagliły o pośpieszną pomoc, której nie można było zorganizować. Do przewozu były tylko wozy bez drabin wyłożone deskami… Na drodze leżała matka kurczowo trzymająca dwoje małych dzieci oburącz przytulonych, przyciśniętych do siebie. Na obnażonej piersi miała nakłuty krzyż. Małe dzieci również na swoich małych piersiach, miały nakłuty krzyż. Stach Bronowicki opowiada dalej: "najgorszy widok sprawiała Hanka Misiewicz – wzorowa druhna, najpiękniejsza dziewczyna Wołynia, o wielkiej godności dziewczyny Polki. Jej ojciec i brat Tadeusz wyskoczyli oknem i ukryci za krzakiem porzeczki słyszeli przebieg mordu. Mordował ją Grisza z Bystrzyc, rówieśnik, pięknie mówił po polsku, znany wśród młodzieży. Najpierw w obecności Hanki zarąbał matkę, potem rozebrał Hankę do naga, stanął butem na piersiach i z podniesioną siekierą mówił: jesteś cudna dziewczyną. Wszyscy ciebie kochają i ja też ciebie kocham, ale jesteś Ląszką i musisz zginąć jak Laszka…" i rąbnął. Rąbał toporkiem ciało od uda jednego i drugiego, prześwidrował głowę od uch do ucha… Hanka wciąż charczała. Toporkiem podciął gardło. Podtrzymywaną na stojąco Niemcy fotografowali. Wielu wciąż skamlało – z uciętymi językami, wydłubanymi oczami, wielu wołało o śmierć… Niektórzy przeżyli". Zebrano siedem wozów ciężko rannych, których bez pomocy lekarza na deskach drabiniastych wozów Niemcy niby pomagając, odtransportowali do szpitala w Bereznem. Kto z nich przeżył ?... Pozostało jednak wielu świadków. Wykopano duże doły na grób mieszkańców Niemilii, które stały się cmentarzem wsi. Postawili krzyż na tym cmentarzu.” Relacjonował po latach Franciszek Żygadło. Zamordowano 116 osób, które zostały pochowane w zbiorowej mogile na terenie spalonej wsi. 48 osób było rannych. Pośród ofiar oprócz mieszkańców Niemilii znalazło się 6 osób z Jakubówki Małej, które uciekły ze swojej miejscowości po pierwszym napadzie 3 maja 1943 r. Listę ofiar zamordowanych przez Ukraińców podczas napadu na Niemilię ustalił Bolesław Żygadło były mieszkaniec Niemilii, w konsultacji z ojcem, matką i 10 byłymi mieszkańcami tej miejscowości, można ją znaleźć w czasopiśmie „Na Rubieży" nr 47/2000.” (Z książki Józefy Felińskiej Marciniak: „Wołyńska ziemio moja”; za: http://wolyn.org/index.php/component/content/article/1-historia/851-maj-1943r-byem-wiadkiem-napaci-bandy-upa-na-.html ).
We wsi Płudów pow. Radzyń: „Najbardziej znanym kolonistą niemieckim, który zyskał miano kata Południowego Podlasia był Adolf Dykow. Pochodził z Okalewa, ale w czasie wojny przeniósł się do Wohynia a potem do Radzynia. Jego ojciec był Ukraińcem a matka Niemką z rodziny kolonistów. Po wkroczeniu Wehrmachtu rozpoczął jawną współpracę z gestapo, a o jego przynależności do V kolumny może świadczyć to, że od początku jego współpracy z Niemcami następowały liczne aresztowania. Swoją działalność rozpoczął od skazania na śmierć 5 sąsiadów z którymi się wychowywał. Jak podaje Stanisław Jarmuł liczba aresztowanych i zamordowanych przez Dykowa Polaków, jaką ustaliły sądy Polski Podziemnej, dochodzi prawie do 400, a Żydów do około 1000. /.../ Organizował różnego rodzaju działalność prowokacyjną, np. zorganizował jesienią 1943 r. z grupy Ukraińców stacjonujących w Jabłoniu oddział rzekomych partyzantów, na szczęście dość szybko rozszyfrowany przez wywiad Batalionów Chłopskich. Jego najokrutniejszą zbrodnią było wymordowanie 26 maja 1943 r. rodziny Pawlinów z Płudów w ramach zastosowania zbiorowej odpowiedzialności za partyzancką działalność Bronisława Pawliny ps. Śmiech. Bestialskiej egzekucji dokonano o czwartej rano na 3 kobietach, w tym jednej w 9 m-cu ciąży i 3 dzieciach w wieku – 5 lat, 1,5 roku i 1 rok. W domu Pawlinów przebywał w tym czasie kurier Radzyńskiej Komendy Obwodu AK J. Piekarski z Branicy Radzyńskiej, który popełnił samobójstwo, by nie oddać się w ręce gestapo.” W wyniku wyroku sądu podziemnego został zastrzelony 30 października 1943 r. (Agnieszka Gątarczyk: „Mniejszość niemiecka powiatu radzyńskiego w okresie okupacji 1939 – 1944”; za: http://promenadazsp.pl/index.phpoption=com_content&task=view&id=227&Itemid=9 ).  
We wsi Podrałówka pow. Kostopol upowcy zastrzelili Franciszka Kuriatę.  
W futorze Wyczymir  pow. Kostopol wymordowali około 30 Polaków.
We wsi Żabcze pow. Łuck w cerkwi greckokatolickiej upowcy spalili żywcem jej proboszcza ks. Serafina Jarosiewicza wraz z 4 Polakami, których miał ukrywać  (Ewa Siemaszko, "Głos Kresowian", nr 13, wrzesień-październik 2003 r.).   
   W nocy z 26 na 27 maja:
We wsi Małe Siedliszcze pow. Kostopol Ukraińcy wymordowali siekierami 9-osobową rodzinę polską Szczurowskich i ciała spalili z domem. Patrz: „W nocy z 25 na 26 maja 1943 roku”.  
   27 maja:
We wsi Chwojanka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali ponad 20 Polaków, w tym matkę z 3 dzieci i ojca z 4 dzieci. „Ukrainiec, którego ojciec nazywał „Petryk”, mieszkający na Chutorze, powiedział że nie ma co się martwić, gdyby było zagrożenie on przyjdzie i ostrzeże. Pewnej nocy właśnie tak się stało. Miałem 11 lat. W nocy o 4 godzinie pukanie do drzwi. My wszyscy na baczność, jak to „zając pod miedzą”… Ojciec przez drzwi pytał: Kto tam? – To ja, Petryk. Ojciec przygotował sobie siekierę do obrony w takiej sieni. Nie był pewien czy był sam. Ale otworzył. Był sam. Powiada: Dzisiaj w nocy była narada, na następną noc Chwojanka ma być wymordowana i spalona. Jutro musicie uciekać. Następnej nocy przyjdą. Ojciec od razu do nas: Ty pójdziesz do jednego stryja, ty do drugiego i o 9 wyjeżdżamy. W ten sposób już w ciągu nocy ludzie zaczęli szykować się do ucieczki. […] Pojechali ojciec i jeszcze jeden szwagier do Kostopola sprawdzić czy jest gdzie tam zamieszkać. Drogą przez takie „Małe Siedliszcze” – tam był młyn. Jeździliśmy tam mąkę mielić. Młynarz znał ojca. I wyszedł na drogę z pytaniem: Gdzie wy jedziecie? - Do Kostopola.
- Nie jedźcie godzinę temu na drodze 4 polskie rodziny wymordowano! Ojciec pojechał, sprawdził, było miejsce, wrócił do nas. Postanowiliśmy jechać. Dwie rodziny postanowiły pojechać skrótem przez las do najbliższego miasta Kostopola (miast banderowcy nie atakowali, bali się garnizonów niemieckich), ponieważ z różnych powodów opóźniał się ich wyjazd. Bagiński robił buty dla swojego syna i chciał je skończyć. Druga rodzina zwlekała z pakowaniem…nie mogli znaleźć koła…To Pilczarscy byli mieszkali obok mojego stryja Jana, a jego żona była moją chrzestną. Mieli 5 - 6 dzieci. My ruszyliśmy tą drogą okrężną oni chcieli jechać krótszą przez las, zwany: „Postomicki Las”. Ale tam stacjonowali Ukraińcy, coś około trzy tysiące… Przejeżdżaliśmy przez Anowal, to nasza parafia była… Dostaliśmy błogosławieństwo od księdza proboszcza na drogę…(wzruszenie mówiącego)… Tak około 5 km od Kostopola jak byliśmy usłyszeliśmy strzały z tego kierunku drogi przez las…. /.../ Rozlokowaliśmy się. Ojciec wyszedł na drogę. Ja za nim. Idziemy do tej drogi, co przyjechaliśmy, a tam idzie Bagiński. I dopiero opowiedział… Wjechali w las. Tam wyszło dwóch Ukraińców. Jego żona chwyciła z płaczem za karabin jednego i nie chciała puścić. Dopiero drugi musiał ją zastrzelić. Bagiński rzucił się do ucieczki, Pilczarski tak samo. Jego syn też. I ich dwóch uciekło. Syn Bagińskiego w tych nowych butach co mu je ojciec robił wolniej uciekał. To i go zastrzelili Ukraińcy. Uciekli tylko ci trzej. W każdej rodzinie było po 5-cioro, 6-cioro dzieci. Ci zostali tam na wozach. Ich wszystkich Ukraińcy zamordowali…. Dzieci jak w lesie się znajdowali,  jak dziecko płakało,  to kiedy matka powiedziała cicho: dziecko natychmiast przestawało. Taki był strach… To jest nie do pomyślenia, nie do powiedzenia… Jeszcze chwilę postaliśmy na drodze, wieźli na wozie trupa, Polaka zamordowanego. Widok straszny, połamane palce, nie zapomnę tego…” (Spisał i opracował: Piotr Szelągowski; w: http://bezprzesady.com/tmkizk-im-juliusza-slowackiego-w-poznaniu/relacje ).
W futorze Trubińskich pow. Kostopol zamordowali 4 Polaków: ojca z synem i 2 kobiety.  
   28 maja:  
W kol. Hurby pow. Kostopol upowcy zamordowali 9 Polaków (w tym Genowefę Szczawlińską z 2 córkami, starsze małżeństwo, nauczycielkę NN) oraz 4-osobową rodzinę polsko-ukraińską w której mąż Ukrainiec nie chciał uciekać.  
W kol. Jurydyka pow. Łuck zabili 6 Polaków: Weronikę Kownacką z Ostrowskich, lat 43, jej dzieci: Teresę lat 7, Jana lat 5, Antoniego lat 4 i rocznego Floriana oraz 72-letnią Zofię Szyszkowską.  
We wsi Niedzieliska pow. Przemyślany zamordowane zostały przez banderowców 3 Polki: Anna Jarocka (zabita przez męża Ukraińca), jej siostra Michalina Maguliszyn, lat 19 oraz Janina Maguliszyn, lat 8, córka Józefy, siostry Michaliny (Józef Wyspiański: Barbarzyństwa OUN-UPA. Lubin 2009, s. 283).
W miasteczku Rokitno pow. Sarny ze wsi Staryki do Rokitna przywiózł wozem swoją matkę 8-letni chłopiec, jedynie oni uratowali się z całej rodziny; matka miała opaloną twarz i obcięte piersi (Siemaszko..., s.772).
We wsi Staryki pow. Sarny około 600 upowców i chłopów ukraińskich z okolicznych wsi Czabel, Jasnogórka, Wyry, dokonało rzezi 90 - 150 Polaków. Mordowali w sadystyczny sposób: małe dzieci rozrywali za nóżki, nasadzali je na kołki lub wrzucali do płonących domów. „Ostatnią grupą, która likwidowała wieś były kobiety i dzieci, które rabowały, gromadziły zwierzęta gospodarskie do uprowadzenia oraz podpalały zabudowania” (Siemaszko..., s. 771 – 772). ”Moją ciocię Honoratę Jasińską i jej dwoje dzieci zakłuli widłami w chutorze Dąbrowa. Sąsiadkę Apolonię Grabowską także zakłuli widłami, była w zaawansowanej ciąży i nie mogła uciekać. Nauczycielkę p. Mierzejewską i jej 14-letniego syna Henryka powiesili do góry nogami na drzewie, odcinali części ciała i wydłubywali oczy” (Jadwiga Bogdanowa: Moja dziecięca gehenna; w: „Nasz Dziennik” z 27 lutego 2009 – „Dodatek Historyczny IPN” 2/2009). Jadwiga Bogdanowa podaje, że w Starykach zamordowano tego dnia około 150 Polaków. „Byłem świadkiem napaści bandy UPA na wieś Staryki w dniu 29.05.1943 roku. /.../ Mieszkańcy spodziewali się napaści, byli przygotowani w każdej chwili do ucieczki. Wielką rolę w obronie mieszkańców odegrał brat mojej babci Antoni Garbowski, który miał broń (chyba pistolet maszynowy) i powstrzymał napastników na czas potrzebny do ucieczki. Jednak wielu mieszkańców (według moich dziadków ok.150 osób) zginęło w pożarze, głównie starcy i dzieci. /.../ Oddział napastników był nazywany przez moich dziadków 'bulbachy', może od Tarasa Bulby. Pamiętam też pseudonim jednego z przywódców napastników – Huk.” (Henryk Lech, w: http://wolyn.ovh.org/opisy/staryki-09.html ).  „W czerwcu 1943 r. w cerkwi w Siedliszczach były święcone przez duchownego prawosławnego Kałynowśkiego narzędzia zbrodni: siekiery, kosy, bagnety itp. Podczas podniosłej uroczystości, w której uczestniczyli różnej rangi dowódcy bojówek bulbowskich, został awansowany Hryhoryj Prymak za zasługi w likwidacji wsi Staryki” (Siemaszko..., s. 781).
W miejscowości Medyka Oddział Specjalny BCh „Koniczynki” zlikwidował komendanta policji ukraińskiej „za zorganizowanie przezeń rzezi ludności polskiej we wsi Marynka Polska” (G. Motyka, s. 160, Tak było w Bieszczadach).
   29 maja:
W kol. Koszyszcze pow. Łuck Ukraińcy zastrzelili 2 Polki: Dominikę Sulikowską, lat 80 i Janinę Sulikowską, lat 39.  Podczas pacyfikacji niemiecko-ukraińskiej 15 marca 1943 roku zginęło tutaj 145 Polaków.   
W kol. Michałówka pow. Równe Ukraińcy z sąsiedniej wsi Bronniki wkroczyli rozmawiając po polsku i udając Polaków; podstępnie zamordowali 12 osób w wielu od 1 roku do 80 lat  i spalili ich ciała.
W kol. Milaszów pow. Łuck Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Mariannę z Kownackich Tulidowiczową, lat 45 i jej 2 dzieci: Janinę, lat 17 i Wincentego, lat 6.
   30 maja:
We wsi Botyń pow. Łuck miejscowi Ukraińcy przez 3 dni znęcali się nad 65-letnim Wincentym Rybickim: wyłupali mu oczy, wycięli język, połamali kości i martwego wrzucili do bagna (Siemaszko...., s. 587).
We wsi Chorłupy pow. Łuck Ukraińcy wyłapywali Polaków i po torturach mordowali, ich ofiarą  padło około 50 Polaków (rozpruwali brzuchy, wycinali języki, wydłubywali oczy itp.).
We wsi Lipa pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 5-osobową rodzinę polską: Dudowicza z żoną i 3 dzieci.
W kol. Majdan Komarowski pow. Łuck upowcy zastrzelili Józefa Wrońskiego, lat 34.
We wsi Nabroż pow. Hrubieszów zamordowali proboszcza ks. Władysława Jacniackiego oraz 4 Polaków przebywających na plebani. Ukraiński historyk M. Siwicki podaje, że tego dnia w tej wsi zginęło... kilku Ukraińców.  Oraz: „30.05.1943 r. został zam. przez bojówką ukraińską Wielosz Tomasz nauczyciel.” (Prof. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw.;  Seria – tom 8).
   30 lub 31 maja:   W kol. Pasieka pow. Kostopol upowcy zamordowali Łukasika.
   31 maja:
We wsi Dańczymost pow. Kostopol w lesie przy drodze Ukraińcy zamordowali 3 Polaków (w tym kobietę) jadących wozem konnym.
We wsi Drańcza Pańska pow. Dubno upowcy wymordowali 51 Polaków oraz powiesili duchownego prawosławnego, (był to Fiłyp Borećkyj) sprzyjającego Polakom. Domy po rabunku zostały spalone.  
W kolonii Gruszwica pow. Łuck zamordowali 3 Polaków. Gdy za rok ekshumowano ich zwłoki w mogile znaleziono jeszcze ciała 2 kobiet i 12-letniej dziewczynki. „Ofiary miały na szyjach sznury z kołkami do skręcania w celu uduszenia” (Siemaszko..., s. 569). Miejsce wskazał tutejszy Ukrainiec. Mówił on, że w okolicznym lesie pochowano wielu wyłapanych Polaków z gminy Kołki, uciekających do Przebraża, Kiwerc i Łucka.
W kol. Marianówka pow. Łuck bez śladu zaginęło 3 Polaków, którzy wyjechali do Przebraża.
W kol. Nowiny pow. Kostopol upowcy zamordowali około 15 Polaków. Zdzisław Świderski: „W gospodarstwie w Nowinach byli wcześniej w niedzielę 30 maja po południu. W jakimś momencie któryś z mieszkańców powiadomił ich, że w Pasiekach pod lasem (blisko koszar KOP-u) znaleziono zabitego Łukasza Draszka. Nie było wiadome, czy stało się to tego dnia czy jeszcze w sobotę. Grupa mężczyzn postanowiła iść tam i czegoś więcej się dowiedzieć. Wtedy dotarła do nich kolejna wiadomość, że w tym lesie znajdują się jacyś obcy ludzie. Zdecydowali się ich „przepłoszyć”. Byli niedaleko lasu, kiedy zostali stamtąd ostrzelani. Na drzewie widać było strzelca z karabinem maszynowym. Nasi byli nieuzbrojeni z wyjątkiem Antoniego Łukasika, który miał karabin rosyjski. W momencie kiedy mierzył do tego na drzewie, został śmiertelnie trafiony. Odrzuconą broń  przejął inny  z grupy, ale już z niej nie wystrzelił, gdyż został urwany pazur wycioru (łuskę trzeba było wybić wyciorem). Przeciwnicy strzelali dość celnie, trafiony został w podudzie też Adam Woźniak. Wówczas wycofali się do wsi zabierając zabitego i rannego. Następnego dnia kilkanaście osób ponownie udało się do Nowin, m.in. ja i moi  rodzice. Chcieliśmy zabrać stamtąd trochę ukrytych rzeczy, tj. zboże, ziemniaki, sól, odzież. Razem z nami udał się także mały oddziałek partyzantów radzieckich, którzy w tym czasie stacjonowali w Starej Hucie. Ale oni tylko objechali naszą wioskę i wrócili z powrotem. My po krótkim czasie też byliśmy gotowi do odjazdu, wóz był załadowany. Ale wtedy Rodzice postanowili, że posadzimy trochę kapusty – bo rozsada była już odpowiedniej wielkości. W trakcie sadzenia przyszedł Michał Gadowski i mój stryjek Jan Świderski z jakimiś tobołkami, aby zabrać się z nami. Wkrótce potem nadbiegł Jan Panewski krzycząc z daleka abyśmy uciekali bo do pobliskiego gospodarstwa weszli jacyś obcy mężczyźni, pewnie banderowcy. Następnie on, stryjek i Gadowski z żoną na przełaj ruszyli w kierunku Starej Huty (drogą ok. 2 km). Ja chciałem zobaczyć co się wokół dzieje i wszedłem na stodołę. Tylko tam wszedłem i zacząłem się rozglądać, gdy całkiem z drugiej strony strzelono do mnie. Spojrzałem w tamtym kierunku i ujrzałem jak w pozycji stojącej, w czarnym lub też granatowym umundurowaniu celuje do mnie bandzior. W ułamku sekundy odchyliłem głowę słysząc świst kuli i wystrzał. Zeskoczyłem ze szczytu stodoły na przybudówkę i na ziemię. Wszystko to się działo na oczach Ojca, który zaprzęgał konia. Krzyknąłem do Rodziców aby jechali sami, a ja pobiegnę do partyzantów prosić o pomoc. Po drodze wyprzedziłem stryjka i pozostałych. Wpadłem na podwórko Bujaka, gzie był Gorczyca – powiedziałem co się dzieje. Kazali brać furmankę, że będzie szybciej. Razem ze mną pojechała żona Gorczycy – Helena, ich córki oraz wnuk Bujaka, Kazimierz Woźniak. Popędziliśmy galopem szybko przejeżdżając lasek.  W Starej Hucie obok domu Kubackiego stał w rozkroku dowódca oddziału partyzanckiego Szytow. Kiedy powiedziałem co się stało, a wcześniej musiał słyszeć strzały, coś mnie tylko jeszcze dopytał i już po chwili skierował tam sześciu jeźdźców – pamiętam, że mieli oni ciemniejszą skórę, byli to mongołowie albo uzbecy. Bardzo szybko wróciło dwóch, coś powiedziało dowódcy i po chwili ruszył tam cały oddziałek. Partyzanci byli nieźle uzbrojeni, mieli nawet małe moździerze. Krótko potem rozległa się prawdziwa strzelanina – kiedy partyzanci wrócili, to usłyszałem, że zabili i ranili kilku banderowców. Wtedy też dotarła do mnie ta tragiczna wiadomość, że moi Rodzice i kilka innych osób zostało zamordowanych w tym lesie. Kiedy krótko po mnie tamtędy przejeżdżali. Jeszcze przed wieczorem tego dnia pojechałem tam razem z innymi -  widok był okropny, mam go cały czas w oczach. Nasza furmanka stała na brzegu lasu, koń był zabity. Tata leżał przy wozie, całe piersi miał podźgane czymś ostrym. Mamę znalazłem trochę w głębi lasu – chyba uciekała i tam ją dopadli. Miała nie tylko liczne rany kłute, ale i połamane dłonie i wszystkie palce u rąk. Zamordowani zostali także oboje Gadowscy – on miał roztrzaskaną głowę, z której wypłynął mózg. Ją znaleziono w lesie dopiero po trzech dniach – obcięte piersi miała włożone do kieszeni. Pomordowanych przewieźliśmy do Starej Huty. Wszystkie ciała (6 – 7) zostały owinięte w białe prześcieradła. Mszę pogrzebową odprawił ksiądz na miejscu, w ogrodzie Węgłowskiego. Przemawiał też dowódca oddziału partyzanckiego który mówił, że ludzie niewinni zginęli od faszystów, i że ich pomszczą. Potem trzykrotnie oddano salwę honorową. Wszyscy którzy zginęli tego dnia, zostali pochowani w jednej mogile na cmentarzu w Moczulance. W sumie w dniach 30 -31.05.1943 r. zginęło 11 mieszkańców wsi Nowiny, a to: 1. Świderski Stanisław (ojciec), lat 39; 2. Świderska Jadwiga (matka), lat 46; 3. Draszek Łukasz, lat 67; 4. Draszek Jan, lat 32; 5. Draszek Bolesław, lat 29; 6. Gadowski Michał (brat mojego chrzestnego), lat 50; 7. Gadowska Antonina (żona M. G.), lat 48; 8. Łukasik Antoni, lat 37; 9. Perlikowski Władysław, lat 18; 10. Perlikowska Antonina, lat 31; 11. Panewski Szczepan, lat 50. Moje i mojego rodzeństwa życie, tak jak i wszystkich mieszkańców Nowin, było jedną wielką tułaczką -  tymczasowe mieszkania w różnych wsiach u krewnych i znajomych, życie w ciągłym strachu, niepewność w doczekaniu jutra.” (Zdzisław Świderski: Pamięci ojca Tadeusza Świderskiego; w: smok.hostil.pl/img/Swiderski/wspomnienia/album/KKE%204559.pdf).  
W futorze Poczajów pow. Dubno Ukraińcy spalili żywcem 1 Polkę, staruszkę, która nie zdążyła uciec.  
We wsi Sestratyn pow. Dubno zamordowali 7 Polaków, w tym 5 kobiet oraz spalili 3 polskie zagrody.  
   Między styczniem a majem 1943 roku:
We wsi Zahajce Wielkie pow. Krzemieniec Ukraińcy wymordowali ludność polską a zabudowania spalili, kilka rodzin, spośród ofiar znana jest rodzina Misiurów.
   Od marca do maja 1943 roku:  
We wsi Sadki pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 16 Polaków,  w tym dwoje 6-letnich dzieci; 59-letniego Michała Kuczalskiego powiesili za nogi w lesie.
   W kwietniu lub maju:
W miasteczku Białozurka pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 3-osobową rodzinę polską;  46-letniego Antoniego Tyszkiewicza, jego 42-letnią żonę Marię oraz ich 18 letniego syna Bolesława, których powiązanych drutem kolczastym utopili w studni.
W lesie koło Bystrzycy pow. Kostopol upowcy zamordowali nowożeńców: Bronisława Budzyńskiego z żoną Aleksandrą z Budek Ujściańskich pow. Kostopol, wraz z dwoma świadkami ślubu, jadących do Bystrzyc celem zarejestrowania ślubu we władzach rejonowych; ofiary były okaleczone, bez uszu, nosów, oczu... (Siemaszko..., s. 322).
W kol. Hurby pow. Kostopol zamordowali 7 Polaków: ojca z 18-letnią córką, małżeństwo oraz 3 kobiety.
We wsi Kajetanówka pow. Kowel wymordowali około 50 Polaków, głownie kobiety i dzieci. .
W kol. Karaczun pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 2 dzieci polskich pasących krowy.
We wsi Ostrów k. Czetwertni pow. Łuck upowcy ujęli 21 Polaków z Przebraża, którzy wybrali się po zakup żywności, zamknęli w chacie, wyprowadzali pojedynczo i bestialsko mordowali. Śmierć poniosło 18 osób, 2 uciekły, 1 ciężko ranna przeżyła. „Mirosław Łoziński zaczął wraz z innymi intensywnie przygotowywać się do wojskowego rzemiosła i brał razem z kolegami udział w fortyfikowaniu Przebraża. Dla niego, jak i jego kolegów, „zachętą” do intensyfikacji wysiłków był kolejny mord na mieszkańcach Przebraża. - Dokonała go banda rezunów pod dowództwem „Sachara” – wspomina Mirosław Łoziński. – Jej członkowie napadli na grupę 21 osób z Przebraża, która pojechała do Czetwertni kupić dla wioski ziemniaki. W drodze powrotnej grupa ta k. kolonii Ostrów została zatrzymana przez oddział UPA. Wszystkich zamknęli w domu, pod którym ustawili wartowników. Reszta upowców miała zaś udać się na jakąś akcję. Po zachodzie słońca grupa ta wróciła i zaczęła mordować zatrzymanych. Wyciągali z chałupy po dwóch do stodoły i mordowali. Pierwszego zabili kołkiem, a drugiego dwa razy rąbnęli przez głowę szablą. Ta jednak była tępa i załamała tylko kości czaszki, jej uderzenia nie były śmiertelne. Oprawcy myśleli jednak, że uderzona nią ofiara nie żyje. Rzucili ją na trupa zabitego kołkiem i poszli po następne ofiary. Ranny Polak otworzył drzwi stodoły z drugiej strony i zaczął biec przez zboże. Dotarł do jakiejś stodoły, gdzie schronił się w sąsieku z sianem i stracił przytomność. Rano znalazła go Ukrainka, która przyszła po siano dla krów. Zawołała męża i przyniosła kawałek prześcieradła, którym opatrzyła mu głowę. Jej mąż usiłował dowiedzieć się, skąd jest ranny, ale ten nie potrafił już mówić. W wyniku uszkodzenia czaszki odjęło mu mowę. Pokazał tylko ręką na kieszeń, gdzie miał dokumenty. Ukrainiec przeczytał i zorientował się, że poszkodowanym Polak jest z Przebraża. Wieczorem wymościł wóz sianem i razem z żoną odwiózł go do Przebraża. Gdyby upowcy ich złapali, zamordowaliby ich bezlitośnie. Całą sprawę znam doskonale, bo tym rannym był Dominik Kowalski.” - Mieszkał później niedaleko mnie w Niemodlinie. Zmarł w 1985 r. i znałem go doskonale. Pozostali mieszkańcy Przebraża, których w Ostrowiu zatrzymali upowcy zostali bestialsko zabici... Na początku maja Ludwik Malinowski wraz z grupą partyzantów udał się na miejsce mordu. Tu odkryto mogiłę ofiar, które ekshumowano i przywieziono do Przebraża. Ułożono je przy kaplicy urządzonej w szkole. Przed pogrzebem przyjechała grupa oficerów niemieckich, którzy wykonali zdjęcia ofiar i spisali protokół. Następnego dnia na cmentarzu w kolonii Chołopiny odbył się pogrzeb 16 ofiar tragedii. W trumnach ustawionych w jednym szeregu spoczęli: Helena Bergiel, Adam Bergiel, Marcin Błażyński, Marian Bojkowski, Jan Bojkowski, Antoni Kobylański, Ostrowski i Sawicki, których imion nie pamiętam, Franciszek Sinicki, Zenon Sinicki, Agata Wierzbińska, Józef Wolak, Franciszek Wójcicki, Lutek Zimny, Izabela Wierzbińska i Zimna, której imię też mi już wyszło z pamięci. Egzekwie żałobne odprawił i kazanie do mieszkańców wygłosił ks. Stanisław Szczypta – patriota i dzielny partyzant. Nakreślił ze łzami w oczach drogę życiową i ostatnie chwile życia zamordowanych. Ks. Szczypta zagrzewał Przebraże do organizowania się, tworzenia samoobrony i zespolenia wokół przywódców. To jednoczenie miało zaś coraz większe znaczenie.” (Marek A. Koprowski: Koszmarne sceny zbrodni; w: http://www.kresy.pl/kresopedia,historia,ii-wojna-swiatowa?zobacz/koszmarne-sceny-zbrodni; 30 stycznia 2012).  
Między wsiami Police i Żołuck pow. Sarny zamordowali Kobylańskiego, organizatora AWZ-AK w okolicy; został on rozszarpany przy pomocy koni a jego szczątki rozrzucone (Siemaszko..., s. 811).
We wsi Tryputnie pow. Sarny zarąbali 14 rodzin polskich, zwłoki ściągnęli do jednego domu i spalili.
W kol. Zabrody pow. Włodzimierz Wołyński bestialsko zamordowali 2 Polaków, wśród morderców był dowódca UPA Aleksy Kalińczuk, syn diaka z Korytnicy    
   W maju 1943 roku (świadkowie nie podali dnia):
We wsi Adamówka  pow. Kowel  „W maju 1943 r. spalono wieś Adamówkę (w bok Twerdyń). Wybito dużo polskich rodzin. Ciała spalono razem z domami. Swąd wyraźnie czuło się w Jasinie. Chmury czarnego dymu w dzień, łuna wieczorem” (Alfreda Magdziak: 31 sierpnia 1943. „Biuletyn informacyjny 27 DWAK, nr 1/1990).
W kol. Aleksandrówka gmina Kiwerce  pow. Łuck Ukraińcy zamordowali co najmniej 20 Polaków, którzy przyjechali do swoich domów i do pracy na polu: 86-letnia Katarzyna Guglas została zakłuta nożami, 37-letnia Stanisława Sawicka przecięta piłą na pół a jej 3 dzieci spalone w domu  (Siemaszko..., s. 553).
Na drodze ze wsi Berezne do miasta powiatowego Kostopol upowcy bestialsko zamordowali 22-letnią Genowefę Weruch, mieszkankę wsi Mokwin.   
We wsi Bereściany pow. Łuck Ukraińcy zamordowali w lesie opuszczające już wieś małżeństwo polskie, szklarza Szmausa z żoną krawcową, kaleką.  
We wsi Bołożówka pow. Krzemieniec zamordowali 5-osobową rodzinę polsko-ukraińską (Polaka o nazwisku Więcek, jego żonę Ukrainkę i ich 3 dzieci).
W kol. Borszczówka pow. Równe zamordowali 61-letniego Izydora Czeszejkę-Sochackiego herbu Jastrzębiec. .
W kol. Budy Ossowskie pow. Kowel zamordowali nauczyciela Smoczyńskiego.
We wsi Burakówka pow. Zaleszczyki zamordowany został  Sobczak Piotr. (Kubów Władysław: Terroryzm na Podolu; Warszawa 2003).
We wsi Buszcza pow. Zdołbunów upowcy zamordowali 31-letnią Annę Worońko.  
Koło wsi Chiniówka pow. Zdołbunów zamordowali małżeństwo polskie: Janiszewskiego z żoną.   
We wsi Czudel pow. Sarny zamordowali 2 Polaków: Jaworskiego z synem, który był ministrantem.
W futorze Daniłówka pow. Krzemieniec zamordowali co najmniej 16 Polaków. „Daniłówka była typowym futorem. Ledwie kilkanaście chat i tylko parę rodzin ukraińskich i polskich. Nikt nie odróżniał kto jest kim. Jedni drugim się kłaniali, jedni drugich prosili na wesela, a na przednówku jeden drugiego wspierał ziemniakami albo chlebem. Tak było do czasu, aż na niebie pojawiły się łuny./.../  Matka przygotowała śniadanie, a potem Franio poszedł z siostrą paść ich dwie krowy. Weszli na wzniesienie, położyli się na trawie i spoglądali na wioskę. Wokół było pięknie, pachniało już latem. Franek przekomarzał się z Jadzią. Około południa przyszły na wzgórze kuzynki Krasickie. Przyniosły coś do jedzenia. Nagle jedna z nich zauważyła furmankę z obcymi wyjeżdżającą z lasu. Kilku mężczyzn z bronią zeskoczyło z wozu i poszło do wsi. Ten, który pilnował koni, dostrzegł Frania i ruszył w ich stronę. – Uciekajmy, bo nas pobiją! – krzyknęła kuzynka. Pędem ruszyli w kierunku cerkwi. Franek ledwie nadążał. Siostra i kuzynki o głowę wyższe od niego, dawały długie susy. Za krawędzią wzgórza wpadli w gęste krzaki i ukryli się w zagłębieniu. Jak długo tam siedzieli? Frankowi wydawało się, że ledwie chwilę, ale to było dobre pół godziny. Wtedy usłyszeli strzał. Potem kolejne. – Na drodze jacyś pobici leżą – szepnęła Jadzia zsuwając się na dno rowu. Franek zerwał się i ruszył do domu. Biegł po trawie. Dobiegł do krawędzi łąki. Zszedł na drogę. Krew jeszcze nie wsiąkła w piasek, stała w kałużach. Nie płakał. Patrzył. Tyle późniejszych nocy – także w dorosłym życiu – stał na tej drodze. Tyle razy we śnie spoglądał na leżącą na ziemi najstarszą siostrę. Miała rozerwaną głowę. Na rękach trzymała trzyletniego Andrzejka. Brat dostał kulę w skroń. Potem Franek zobaczył ojca leżącego bez życia. Wielokrotnie później próbował przypomnieć sobie jego twarz. Jakie miał oczy, brodę, nos? Był niski? W jednej chwili stracił wtedy pamięć. Już na zawsze zatarło mu się wspomnienie ojca sprzed morderstwa. Dalej wszystko działo się jak we śnie. Ktoś pochylił się nad ciotką, która jeszcze żyła. Zaniesiono ją do chałupy. Franek doszedł do domu, usiadł na progu i płakał. Po chwili stanęła przed nim matka. Jeszcze nie wiedziała. – Mamuś, tam na dole... Nasi, pobici są. Ojciec leży pobity i Andrzejek pobity. Klementyna zaczęła lamentować. – Boże, Boże...myślałam, że polecieli za mną. Czemu nie polecieli? Kiedy banderowcy zjawili się we wsi, lepiła pierogi. Adaś, który tej nocy nie wyspał się w lesie, drzemał na piecu chlebowym. Bandytów zobaczyła pierwsza. Nie kryli się. Trzech ludzi z bronią chodziło od chaty do chaty, zbierali Polaków. Rzuciła na ziemię fartuch i krzyknęła: – Uciekajmy, bo nas pomordują! Ojciec popatrzył przez okno. – Czekaj matka. Jest tylko trzech. Przyjdą, pójdą. Mało razy tak było? Ale ona nie czekała. Otworzyła okno do sadu i wpadła między drzewa. Za nią pobiegli Władek i Stefan. Myślała, że także Gienia, a ojciec złapał Andrzejka i ukryli się w sadzie. Jednak Staśko tego nie zrobił. Wierzył, że Ukraińcy ich nie skrzywdzą. Tymczasem banderowcy zebrali polskie rodziny i poprowadzili na drogę. (...) Po egzekucji przed ich domem zebrali się ukraińscy sąsiedzi. Nieśmiało pytali, gdzie mają pochować ciała. Milcząco wskazała miejsce w ogrodzie. Pod dwoma wysokimi topolami wykopali trzy groby. Jeden musiał być naprawdę duży, bo Mikołaj Przytomski był ogromnym chłopem. Tamtego dnia zabito w Daniłówce 13 osób. Trumien nie było. Klementyna przykryła ich tylko kapą z łóżka. Franek nie patrzył, jak do grobu wrzucają ciało jego ojca. Matka wysłała ich do lasu. Późnym popołudniem bandyci znów pojawili się w futorze. Od razu uciekła do dzieci. Tylko ciotka Anna Krasicka konała w ich domu do wieczora, powtarzając: – Najpierw Genię strzelił, potem Andrzejka, Staśka. Przytomscy nic ze sobą nie mieli. Ani jedzenia, ani ubrań. Do domu było blisko, ale kto by tam poszedł? Banderowcy mogą siedzieć we wsi i ciągle na nich czekać. Z pobliskich Budek kuzynka przynosi im jedzenie. Są otumanieni ze strachu. Nie potrafią podjąć żadnej decyzji. Zostać czy uciekać? Po prostu siedzą w lesie i płaczą. Trzeciego dnia słyszą jakieś głosy. Wkrótce rozpoznają, że to Ukraińcy. Podchodzą coraz bliżej. – Nie będziemy się rozdzielać – decyduje matka. Pod rozłożystym drzewem tulą się do siebie. Franek zamyka oczy. A tamci się zbliżają. – Idź tam! Zobacz! Gdzie te Lachy? – mówi któryś banderowiec, może dowódca. Serce wali głośno, a tamci są tak blisko, że przez gałązki widać ich buty. Ukrywający się czują zapach dymu z papierosów. Wstrzymują oddech… Wreszcie Ukraińcy odchodzą. Franek już wie, że im las gęstszy, tym bezpieczniejszy. Klementyna decyduje, że nie ma na co czekać i postanawia iść do Białokrynicy. Tam mieszkają znajomi ojca. Może im pomogą.” (Konrad Piskała, Tomasz Potkaj, Leon Popek: Kres. Wołyń. Historie dzieci ocalonych z pogromu. Warszawa 2016.  Fragment wspomnień z książki wyszukał i wstawił B. Szarwiło; w: http://wolyn.org/index.php/informacje/1100-danilowka-wolyn-1943-r  ).
W kol. Dąbrowa (Dąbrówka) pow. Kowel  znani Ukraińcy z Kluska zamordowali 18-letniego Kazimierza Daszkiewicza z Radowicz.
W kol. Dąbrowy Kołodeckie pow. Łuck zamordowali 6 Polaków.
W kol. Dębowa Karczma pow. Łuck zamordowali około 20 Polaków.
We wsi Długiepole (Długie Pole) pow. Dubno upowcy zamordowali żonę Michała Janickiego.
W kol. Dłużek pow. Dubno spalili w domach około 15 Polaków.
W kol. Dmitrówka pow. Horochów został zamordowany Polak Rydz, lat 20.  
We wsi Druchowa pow. Kostopol: „Oprócz Polaków zamordowanych w Małym Siedliszczu, czego byłam naocznym świadkiem wiem, że zostali zamordowani też inni Polacy, w tym moi dalsi krewni we wsi Druchowa, gmina Ludwipol, powiat Kostopol. Wieś Druchowa była położona około 17 km na północ od Małego Siedliszcza i liczyła ponad 200 zagród. Mieszkała tam siostra babci Teofili Szczurowskiej, Anna Płomińska z d. Wereda z rodziną: mężem, dwoma synami, dwiema córkami ( Anielą i Genią) oraz synowa Ukraińką z dzieckiem. Starszy syn Józef był żonaty z Ukraińką. Jak miał na imię młodszy syn, nie pamiętam. Któregoś dnia w maju 1943 roku babcia Ania podała całej rodzinie kolację i poszła do obory doić krowy. Między domem a oborą rosły konopie. Po pewnym czasie usłyszała, że w domu coś się dzieje. Wskoczyła w konopie i zobaczyła, że synowa Ukrainka z dzieckiem na ręku wychodzi z domu i ucieka. Po paru minutach podjechał wóz drabiniasty i banda wynosiła z domu trupy zarąbanych siekierami: męża, synów i córek. Wywieźli pod las i spalili trupy wraz z wozem Wiem, że babcia Ania po wojnie mieszkała w Rawiczu. Przeżyła wszystko i zmarła jako staruszka. Wówczas przez Ukraińców zostali zamordowani:
1. NN. Płomiński, ojciec rodziny, mąż Ani
2. Józef Płomiński, starszy syn
3. NN. Płomiński, młodszy syn
4. Aniela Płomińska, córka
5. Genia Płomińska, córka.
Na zakończenie krótka refleksja autorki relacji: „Powoli to pokolenie, tak strasznie doświadczone podczas ostatniej wojny, wymiera. Historia zawsze coś tam skręci pod kątem ustroju, układu granic i niby przebaczenia dla dobra następnych pokoleń. Ale te rany i mordy, nawet w grobie powinny wykrzyczeć prawdę. Nie mogę zrozumieć i nikt mnie nie przekona, jak to jest możliwe, że w wolnej Polsce najwyższe władze państwowe milczą na temat tragedii ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na Polakach na Kresach Wschodnich II RP w czasie drugiej wojny światowej. Zamordowano tam w bestialski sposób kilkaset tysięcy naszych rodaków, w tym kobiety, dzieci i starców za to tylko, że byli Polakami. Do dzisiaj zbrodnia ta nie została potępiona przez Sejm III RP i zbrodniarze nie zostali ukarani. A wielu z nich jeszcze żyje. Żeby dopełnić upokorzenia Polaków, mordercom z UPA stawia się na polskiej ziemi pomniki! Czy to jest możliwe w innym kraju, poza Polską? Serce boli, gdy o tym myślę!”(Byłam świadkiem – wspomnienia i relacje Heleny Bieleckiej,ur. w 0000 r., z d. Szczurowskiej; „Na Rubieży” nr.48/2000).
W futorze Drygany pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 6 Polaków.
We wsi Duchcze pow. Łuck upowcy zamordowali 17-letniego Stanisława Wilka.
We wsi Eliaszówka pow. Zdołbunów w drugim napadzie (po rzezi 2/3 maja) Ukraińcy zamordowali 3 Polaków, w tym 60-letniego sołtysa Franciszka Wolskiego oraz 60-letnią jego służącą;:  sołtysa wsadzili do beczki i zatłukli go bijąc kijami po głowie, potem wsadzili na niego służącą i też zatłukli kijami.  
We wsi Frankówka pow. Równe upowcy zamordowali 7 Polaków jadących z Hłuboczka i futoru Iwanówka do miasta Równe.  
W kol. Górka Olszańska pow. Łuck uprowadzili Stefana Toruckiego, lat 31, po którym ślad zaginął.
W kol. Grada pow. Łuck zamordowali 10 Polaków z 2 rodzin: ciężarnej Zalewskiej wyjęli płód i wraz z wnętrznościami rozwiesili na krzakach.
We wsi Gródek pow. Hrubieszów: „W maju 1943 r., podczas przesiedlania ludności polskiej, policjanci ukraińscy z posterunku Uchanie zastrzelili Grzegorza Suchockiego oraz Henryka Dubiuckiego ze wsi Uchanie oraz młodego chłopaka o nieznanym nazwisku”. (IPN, OBUiAD Lublin, PUBP w Hrubieszowie, Sprawa operacyjnego sprawdzenia Posterunek, 1944, 1973-1974, sygn. 020117).  
W futorze Horochów pow. Sarny Ukraińcy zamordowali Rafalinę Boczkowską ze wsi Budki Borowskie,  która poszukiwała zaginionego narzeczonego Jana Rudnickiego, nie wiedząc, że jest on już zamordowany.
W kol. Horodyszcze pow. Kostopol zamordowali 2 Polaków, w tym staruszkę Jadwigę Lubow-Potomską.
We wsi Hucisko Pikulskie pow. Krzemieniec zamordowali 17 Polaków ukrywających się w piwnicy: poranili ich nożami i spalili.
We wsi Huszyn pow. Kowel zostało zamordowane przez UPA małżeństwo polskie: kierownik szkoły Florian Unold i jego żona Stefania, nauczycielka. Ich troje dzieci: 7-letni Zbigniew, 3-letni Andrzej i niemowlę ruszyli pieszo (niemowlę niósł Zbigniew) wzdłuż torów kolejowych do Kowla, tj. 11 km. Na dworcu kolejowym w Kowlu Niemcy zastrzelili Andrzeja, ocalałą dwójką zaopiekowali się rodzice chrzestni, nauczyciele Cytryccy.
We wsi Iserna pow. Krzemieniec zamordowali 3 Polaków: Adolfa Husiatyńskiego z córką i siostrą.
W kol, Janin Bór (kolonia Stawki) pow. Włodzimierz Wołyński został uprowadzony przez upowców i policjantów ukraińskich z posterunku we wsi Stawki gajowy Mikołaj Kamiński i ślad po nim zaginął. Zamordowano jego dzieci: Jerzego lat 7 i Dominika lat 5. (Edward Orłowski…, jw.). „Gospodarz Mikołaj Kamiński z kolonii Janin Bór, gm. Olesk wezwany na posterunek policji ukraińskiej w Stawkach, poddany został torturom. W ich takcie łamano mu ręce i nogi. Tak zmasakrowanego przywieziono go do domu i wrzucono do wnętrza, podpalając zabudowania. W płomieniach płonącego domu zginęła cała rodzina Kamińskich” (Gł. K. B. Zbr. p. N. Pol. IV/16, IV/28, Zbr. nacj. Ukr., s. 63).
W kol. Jeziorany Polskie pow. Łuck upowcy zamordowali 5 Polaków: Mariannę Bober, lat 30, jej 2 dzieci do lat 8, jej matkę Mariannę Marię Kułakowska oraz upowcy z Radomyśla zadźgali na drodze Antoniego Kolcowskiego, lat 30.   
We wsi Jezioro pow. Łuck zamordowali 30-letniego Jana Dawidowicza.
W kol. Kamionka pow. Kostopol zamordowali 2 Polaków: Franciszka Piwaka, a za kilka dni w lesie jego 13-letniego syna Stanisława; ojciec miał na nogach ciało zdarte do kości.
We wsi Karpiłówka pow. Sarny upowcy wymordowali 4 polskie rodziny, około 20 osób. „W Karpiłówce bulbowcy wymordowali cztery polskie rodziny, a wśród nich wielodzietną rodzinę Kuczyńskich. Polacy ci, mimo ostrzeżeń przychylnych im sąsiadów Ukraińców, między innymi Hryćka Gaławeja, nie opuścili wsi i przypłacili to życiem”.(http://wolyn.ovh.org/opisy/okopy-09.html).  
We wsi Kąty pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 8 Polaków: 5 tych, którzy wrócili do wsi oraz matkę z 2 dzieci ukrywające się u kuzynki, Ukrainki.
W miasteczku Kisielin pow. Dubno zamordowali 2 Polaków; wdowę Burczakową z 14-letnim synem Tadeuszem.  
W miasteczku Klewań pow. Równe Ukraińcy na służbie niemieckiej rozstrzelali 18-letniego Stefana Podlewskiego aresztowanego we wsi  Susk.
W okolicach miasteczka Klewań pow. Równe na kolumnę ewakuacyjną Polaków osłanianą przez pluton Schutzmannschaftsbatailln 202 złożony z Polaków zasadzkę zrobili upowcy wspólnie z policjantami ukraińskimi z Klewania  -  w walce zginęło 5 Polaków.
We wsi Kołodno pow. Krzemieniec uprowadzili z domu i zamordowali 4 Polaków.
W przysiółku Krościenko (Bieszczady) banderowcy zamordowali 5-osobową rodzinę Letkiewiczów: rodziców z 3 dzieci (Stanisław Żurek: UPA w Bieszczadach, Wrocław 2010, s. 13).
W osadzie Lachów pow. Zdołbunów wymordowali około 40 Polaków.
We wsi Ludwiszcze pow. Krzemieniec zamordowali młodą Polkę Mariannę Bacajewską..
W kol. Łamane pow. Łuck upowcy podstępnie zgromadzili w jednym domu Polaków proponując im podpisanie aktu lojalności wobec UPA w zamian za gwarancję bezpieczeństwa, aby tutaj bestialsko ich wymordować. W tej rzezi zginęło około 60 Polaków, zagrody ich zostały obrabowane i spalone. Mieszkańcy sąsiednich kolonii polskich Antonówka, Niesześć i Grada widząc palące się Łamane uciekają do lasu i zakładają tutaj obóz.   
We wsi Łasków pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zastrzelili 2 Polaków, którzy podczas I wojny światowej przeszli z prawosławia na katolicyzm (tzw. wychrzty).
W mieście Łuck woj. wołyńskie w wodach Styru znajdowały się zwłoki chłopca, lat ok. 10, przybitego gwoździami do desek.  
W kol. Łuczyca pow. Kowel Ukraińcy uprowadzili Stanisława (Bronisława?) Bydychaja, podoficera WP, lat 35, po którym ślad zaginął.
We wsi Majków pow. Równe  zamordowali Bronisława Sikorskiego.
We wsi Maksymówka pow. Zbaraż uprowadzili i zamordowali 3 Polaków.
W kol. Mały Jasiniec pow. Kowel zamordowali kilka rodzin polskich (Alfreda Magdziak: 31 sierpień 1943, „Biuletyn informacyjny 27 DWAK, nr 1/1990).
W okolicach wsi Małyńsk pow. Kostopol porwanego nauczyciela Ukraińcy dręczyli przez kilka dni przywiązanego do drzewa, zanim skonał. Wycięli mu pępek, wyciągnęli jelito, którym okręcili drzewo.
We wsi Marynka Polska koło Medyki Ukraińcy (w tym policjanci ukraińscy) wymordowali ludność polską, ilość ofiar nie została ustalona (G. Motyka: Tak było w Bieszczadach, s. 160).
We wsi Marynki (Kowalowe Hucisko) pow. Krzemieniec Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
We wsi Masiewicze pow. Sarny upowcy zamordowali Tomasza Kubickiego z małym dzieckiem.  
W futorze Michałówka pow. Krzemieniec zamordowali 2 młodych Polaków: Krucewicza i córkę  Stankiewiczów.  
W kol. Mikołajówka pow. Łuck spalili kolonię polską, ilość ofiar nie została ustalona.
We wsi Mysłów pow. Kałusz banderowcy uprowadzili z pociągu 2 Polaków, rodzeństwo: 7-letniego chłopca i 22-letnią dziewczynę i ich zamordowali, w zbrodni brał udział m.in. ich sąsiad Ukrainiec.
We wsi Nawóz pow. Łuck Ukraińcy zastrzelili Targolewicza orzącego w polu.
We wsi Niwy Złoczowskie pow. Dubno zamordowali 2 Polaków oraz obrabowali i spalili 2 polskie zagrody.
W kol. Ostrów pow. Łuck zamordowali 5 Polaków, którzy nie opuścili koloni.
W kol. Palcze pow. Łuck Ukraińcy zarżnęli nożami Adama Sulikowskiego i jego syna Stanisława.  
W kol. Peresieka Gończybrodzka pow. Kowel zamordowali Antoniego Jurkowskiego, lat 48.  
W osadzie wojskowej Pruski pow. Zdołbunów zamordowali 5-osobową rodzinę deportowanego na Syberię osadnika Antoniego Gronowskiego.
W kol. Przebraże pow. Łuck w pobliżu kolonii upowcy zamordowali 3 Polaków.
We wsi Przemorówka pow. Krzemieniec zamordowali 7 Polaków z rodziny Kretowiczów, w tym dzieci lat 7 i 9.
W kol. Przeparów pow. Łuck zamordowali około 15 Polaków uciekających z Sienkiewiczówki do Łucka.
W kol. Puzyrewo pow. Równe zamordowali 3-osobową rodzinę polską: Włodzimierza Chodakowskiego  z żoną Marią oraz ich zamężną córkę Helenę Brodecką, lat 21, będącą w zaawansowanej ciąży.
W lesie koło Radziwiłłowa pow. Dubno zamordowali 2 młodych Polaków, braci z futoru Poczajów.
W kol. Różyn pow. Kowel zamordowali 2 Polaków, braci o nazwisku Krawiec.  
We wsi Rudnia pow. Horochów upowcy porwali z domu i zamordowali Stanisława Jączka, lat 35.
We wsi Rusinowe Beresteczko pow. Dubno zamordowali około 25 Polaków,  obrabowali i spalili wszystkie 30 polskie zagrody.
We wsi Sadki  pow. Krzemieniec zamordowali 6-osobową rodzinę Billewiczów, którą do powrotu do wsi namówił sołtys, Ukrainiec, gwarantując bezpieczeństwo, a witano ją chlebem i solą.
We wsi Sadów pow. Łuck zamordowali cichociemnego Stolarczyka przez rozerwanie końmi (Zbigniew Starzyński; w: „Biuletyn informacyjny 27 DWAK, nr 4/2000).
We wsi Sielec-Bieńków pow. Kamionka Strumiłowa został zakłuty nożami przez Ukraińców 1 Polak, pracownik tartaku  (Edward Orłowski…, jw.).  
We wsi Silno pow. Łuck upowcy zamordowali 4 Polaków: 3-osobową rodzinę Bryczków i 18-letnią Genowefę Żołędziowska.   
We wsi Sochy gmina Dąbrowica pow. Sarny wymordowali 30 rodzin polskich oraz spalili wieś  -  oszacowano, że ofiarą padło 129 Polaków.
We wsi Starzawa pow. Dobromil został zamordowany gajowy Mikołaj Protasiewicz lat 41.  
W kol. Stryłki pow. Równe „ukraińscy partyzanci” o godz. 2.oo w nocy dokonali rzezi ludności polskiej. „Ofiary były mordowane w bestialski sposób: mężczyźni mieli odcięte genitalia, kobietom powpychano między wnętrzności butelki i kamienie, odcinano palce, języki, nosy, wbijano kołki w szyje i głowy. Wiele ofiar spaliło się wraz z domami”  (Siemaszko..., s. 726).
We wsi Swóz pow. Łuck upowcy wymordowali Polaków tutaj mieszkających, liczba ofiar nie została ustalona, pomimo zawartego w kwietniu porozumienia z ukraińską „samoobroną” w Wasylówce o zaprzestaniu napadów na Polaków.
We wsi Szczodrochoszcze pow. Kobryń woj. poleskie bojówkarze z UPA zamordowali rodzinę polską: nauczyciela z żoną i dwójką dzieci. „W maju 1943 r. do jego domu wtargnęli bojówkarze z UPA i zamordowali go wraz z żoną i dwójką dzieci. Zapisał się on na tyle w pamięci tutejszych Ukraińców, którzy uznali, ze trzeba upamiętnić jego postać. Umieścili oni koło szkoły w wiosce obelisk, na którym umieścili napis: ”Pamięci dyrektora szkoły zamordowanego przez nieznanych sprawców w 1943 r.” (Marek Koprowski:  W nowej rzeczywistości, 14 września 2012, wspomnienia Eugeniusza Pindycha; www.kresy.pl ).
We wsi Szpikołosy pow. Krzemieniec upowcy zamordowali 12 Polaków, w tym 2 rodziny; po rzezi „ukraińscy powstańcy” obnosili po wsi zwłoki dzieci nabite na widły (Siemaszko..., s. 411). „Szpikołozy – na skutek bestialskich metod mordowania Polaków, Niemcy spalili tę wieś. Dzieci polskie nosili tam Ukraińcy, rozwieszone na widłach” (AAN, DR, sygn. 202/III/200, k. 32 – 35).
Między miasteczkiem Szumsk a wsią Wańkowce pow. Krzemieniec zamordowali Józefa Kukorowskiego jadącego końmi.
We wsi Święte Jezioro pow. Włodzimierz Wołyński upowcy uprowadzili i okrutnie zamordowali 8 Polaków: rodzinę i 2 małżeństwa.
W kol. Taraż pow. Łuck zamordowali co najmniej 13 Polaków, w tym matkę z 4 dzieci i matkę z 2 dzieci.
W kol. Tarnowola pow. Łuck wymordowali wszystkich Polaków tutaj mieszkających, liczba ofiar nie została ustalona, pomimo zawartego w kwietniu porozumienia z ukraińską „samoobroną” w Wasylówce o zaprzestaniu napadów na Polaków.
We wsi Tartak pow. Dubno zamordowali 7 Polaków: 4-osobową rodzinę Konstantego Dąbskiego, Antoninę Jasińską z 2-letnim dzieckiem oraz gajowego Foinę.   
W kol. Temne Stepańskie pow. Kostopol zamordowali Leona Kobylańskiego.
W kol. Teresin pow. Włodzimierz Wołyński: „Gdzieś około maja 1943 r., do naszej kolonii znów przyjechali Ukraińcy i tym razem zabrali ze sobą przemocą sowieckiego oficera. Pamiętam, że mieszkał z Polką z Marią Świstowską lat około 35, ich ślub był w roku 1941 w kościele w Swojczowie. Kiedy go zabrali do lasu, to oczywiście wszelki słuch po nim zaginął. Ostatnia akcja ukraińska zapoczątkowała powolną ucieczkę naszej społeczności do miasta Włodzimierz Wołyński, gdzie wydawało się, że jest bezpiecznie. Ponieważ uciekały całe rodziny polskie, nasz sołtys, Ukrainiec Środa zwoływał przynajmniej kilka razy, ogólne zebrania mieszkańców naszej wsi. Podczas tych spotkań uspokajał wszystkich, aby nie uciekali do miasta, ponieważ w Teresinie nic im nie grozi. Tłumaczył, że Ukraińcy biorą do lasu tylko niektóre osoby i to te, które są im potrzebne do szkolenia wojskowego ich formacji. Natomiast los zabranych Polek, też nie jest gorszy, bowiem w lesie są kucharkami w ukraińskiej kuchni. Jedno z takich spotkań, na którym byłem osobiście, zorganizowano w stodole Stanisława Krochmala. Gdy przybyło na nie wielu Polaków, nasz sołtys tak przemówił: „Nie uciekajcie do miasta, bo tam Niemcy wymordują was, tak jak Żydów! Nie martwcie się! Nie bójcie się, bo ci, którzy zostali ostatnio zabrani do lasu, wrócą z powrotem do kolonii na żniwa. Na razie nie mogą wrócić, ponieważ są w lesie potrzebni, aby szkolić ukraińskich partyzantów, a wasze kobiety gotują dla nich posiłki.” Nasi ludzie siedzieli podczas tej przemowy cicho i nic się nie odzywali,  jednak w swoich sercach nie wierzyli zapewnieniom sołtysa. /.../ ...dostałem nowe zadanie, aby tym razem udać się do Dominopola, pod sam Las Świnarzyński, gdzie mieszkał Polak Franciszek Bednarski. Pan Franciszek powiedział bardzo ważne słowa: „TYCH LUDZI, KTÓRYCH PRZYWOŻĄ DO LASU PARTYZANCI, okrutnie skrytobójczo mordują i nieprawdą jest, że oni wszyscy żyją i wrócą na żniwa do swoich domów.” (Eugeniusz Świstowski; w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl; wspomnienia spisane przez Sławomira Rocha).
We wsi Topcza pow. Równe upowcy zakłuli widłami 72-letnią Polkę, Teofilę Sokołowską (Siemaszko..., s. 702). Była to jedyna zwycięska walka „narodowo-wyzwoleńcza” ukraińskich herojów w tej wsi.
We wsi Topóle pow. Dubno zamordowali Marcina Nartowskiego z żoną Ukrainką.
We wsi Topólno pow. Łuck wymordowali mieszkających tutaj Polaków, kilka rodzin, pomimo zawartego w kwietniu porozumienia z ukraińską „samoobroną” w Wasylówce o zaprzestaniu napadów na Polaków.
We wsi Ulaniki pow. Łuck został zamordowany przez UPA w zbiorowym mordzie kilkunastu osób gajowy NN (Edward Orłowski, w: jw.). „We wsi Ulaniki (gmina Kniahininek, pow. Łuck) – w maju – wymordowano kilkanaście osób, w tym gajowego i nauczycielkę.” (Stanisław Dłuski: “Fragment wielkiej zbrodni” ; w: „Las Polski”, nr 10 z 1991 roku).
We wsi Wacławin pow. Dubno Ukraińcy zamordowali mieszkające tutaj 2 rodziny polskie liczące 10 osób: Jana Olfansa z żoną i ich 4 dzieci oraz 4-osobową rodzinę Połoszczańskich a ich domy spalili.
We wsi Weretenicze pow. Sarny zamordowali 37-letniego Mariana Kobylańskiego.
W kolonii Władysławówka pow. Włodzimierz Wołyński:  „zamordowano naszego sąsiada Władysława Nowaczyńskiego. Po jego śmierci ludność naszej koloni zaczęła się ukrywać, zwłaszcza nocą, w zaroślach, ogrodach, w lesie. Ponieważ zagrożenie śmiertelne Polaków stało się widoczne, niektóre rodziny zaczęły nocami uciekać do Włodzimierza Wołyńskiego. Jednak i z tych uciekających część zawsze ginęła po drodze” (Zdzisław Schab, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl).
We wsi Wołkowyja pow. Dubno, na drodze do Demidówki, upowcy pojmali księdza Jerzego Cimińskiego, lat 28, proboszcza z Łysin oraz ks. Hieronima Szczerbickiego, lat 33, proboszcza parafii Tesłuhów: obu – albo żywych, albo po zamordowaniu – wrzucili do głębokiej na 19 metrów studni i zasypali ziemią i kamieniami,  w czerwcu 1944 roku ks. Stanisław Mazak próbował wydobyć ciała kapłanów,  w połowie głębokości studni dotarł do popalonych zwłok nieznanej osoby, ale pracę musiał przerwać ze względu na zagrożenie bandami UPA i ciała te znajdują się tam nadal  (Dębowska M, Popek L., ..., s. 52, 145 – 149).
W chutorze Zagłusze pow. Kamień Koszyrski: „Masowego mordu dokonano w maju 1943 r. osoby bestialsko torturowano. Mówiło się, że mordowała banda popa prawosławnego z Chocieszowa. Oto lista ofiar: 1-3. CZWALIŃSKIE trzy siostry: Janina l. 19, najstarsza, Longina i Leontyna najmłodsza straszliwie okaleczona umierała całą dobę. 4-7. Łukaszewicz i.n. jego żona i dwie córki 8-9. Południewski i.n. i jego żona”.  (prof. zw. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Straty ludności polskiej w byłym województwie poleskim na skutek ludobójstwa popełnionego przez nacjonalistów ukraińskich w latach 1939-1947, dane wstępne. W: Ludobójstwo OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich; Kędzierzyn-Koźle 2017, tom 9).
We wsi Zapripitje pow. Kamień Koszyrski: „1. Klusiński Józef 2-4. Marcinkowski Bronisław, jego żona Karolina i dwóch synów uprowadzeni, przepadli bez śladu 5. Marcinkowska Waleria babka wyżej wymienionych 6-9. nauczyciel NN, jego żona i dwie córki”  (prof. zw. dr hab. Leszek S. Jankiewicz: Straty ludności polskiej w byłym województwie poleskim..., tom 9, jw.).
We wsi Zamłynie pow. Zdołbunów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków.
W kol. Zborów pow. Dubno zamordowali 5 osób: Czecha Kuczerę z jego synem i żoną Polką i ich 1-rocznym dzieckiem oraz 16-letnią córkę Kuczery.  
We wsi Znamiarówka pow. Łuck zamordowali dwie polskie rodziny: 8-osobową i 9-osobową, wśród morderców była kobieta z toporem.
W miasteczku Zofiówka pow. Łuck zamordowali 2 Polaków: 35-letnią Marię Lipską i 19-letniego Józefa Lipskiego.
We wsi Żawrów pow. Równe zamordowali Mirosława Czeszejko-Sochackiego herbu Jastrzębiec.   
W maju 1943 roku w kol. Jamki pow. Łuck uciekającego z rodziną do Budek Usickich 14-letniego Ryszarda Bujalskiego ścigała grupa ukraińskich rówieśników pokrzykując: „Zariżem Laszka”.
W ukraińskiej wsi Gończy Bród pow. Kowel: „W maju 1943 r. w cerkwi odbyła się uroczystość przyjęcia wici chlebowych. Na ołtarzu umieszczone zostały trzy wieńce, trzy chleby i trzy świeczki przyniesione z innej wsi ukraińskiej, a duchowny prawosławny odczytał pismo nawołujące do mordowania Polaków. W piśmie zapowiadano, że popłyną czerwone rzeki i będą jeziora polskiej krwi. Najpierw było dzielenie się chlebem, którego zjedzenie zapewnić miało zbawienie. Pozostałe okruszki zostały zmiecione i dodane do ciasta, z którego wypieczono dziewięć nowych chlebów, potem uwito dziewięć nowych wieńców i dodano dziewięć nowych świeczek. Całość po poświęceniu przez duchownego prawosławnego na kolejnym nabożeństwie została przez delegacje zaniesiona do następnych wsi cerkiewnych. Do chlebów dołączone były pisma o tej samej treści.” (Siemaszko..., s. 332).  
W maju do kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel pomyłkowo przysłane zostało wici chlebowe z Ławry Poczajowskiej (mówiono, że otrzymane z Białej Cerkwi). Był to sygnał do mordowania Polaków. Ponieważ Polacy byli mordowani codziennie już od trzech miesięcy, najprawdopodobniej było to swoiste „rozgrzeszenie i błogosławieństwo” dla rizunów ukraińskich, dokonywane w całym majestacie cerkwi.  
W maju 1943 roku na wielkim wiecu urządzonym w mieście Śniatyn woj. stanisławowskie nacjonaliści ukraińscy domagali się od władz niemieckich urządzenia getta dla Polaków. Niemcy nie wyrazili na to zgody (Siekierka..., s. 643; stanisławowskie).
   Wiosną 1943 roku:  
W kol. Adamówka pow. Kowel: „Wiosną 1943 r. fala przemocy zbliżyła się do Adamówki. W sąsiedztwie zamordowano rodzinę zamożnego gospodarza Wszoły. Powodem były zaloty jego syna do Ukrainki, która również została zabita wraz z całą swoją rodziną za przychylność Polakowi.” (Henryk Pałka: Z Wołynia do Ziemi Iłżeckiej' w: http://www.ilza.com.pl/aktualnosci,83,artykuly,5,1300,z_woynia_do_ziemi_ieckiej,20 ).
Między wsią Binduga a wsią Wysock pow. Luboml policjanci ukraińscy zastrzelili 21-letniego Bogusława Chomańskiego, mieszkańca Dubienki.  
We wsi Dereczyn pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali nauczyciela wraz z całą rodziną.
W powiatowym miasteczku Dolina woj. stanisławowskie odbył się pogrzeb 40 Polaków okrutnie pomordowanych w okolicy miasteczka.
W kol. Głęboczyca pow. Włodzimierz Wołyński „kilka miesięcy przed 29 sierpnia” policjanci ukraińscy aresztowali Tadeusza Iwańskiego: jego zwłoki miały wydłubane oczy oraz połamane ręce i nogi; w ten sam sposób zginął 42-letni Antoni Maszka.
W kol. Grabina pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 6 Polaków, w tym 5-osobową rodzinę Pawlickich: rodziców z 2 dzieci oraz babkę, którą zakłuli widłami.
We wsi Hawczyce pow. Łuck upowcy wracający z napadu na Rafałówkę zamordowali 16-letniego Zalewskiego, mieszkańca Hermanówki idącego do Rafałówki.  
We wsi Kazimierka pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 3 Polaków: spalili żonę kościelnego wraz z domem oraz poćwiartowali Edwarda Baczyńskiego z synem.
W osadzie Klesów pow. Sarny bulbowcy na pastwisku wyłapali co najmniej 10 polskich dzieci pilnujących pasących się krów i je wymordowali rozbijając im głowy kolbą karabinu lub przebijając bagnetami i nożami a następnie depcząc. Uratował się jeden nie dobity 10-letni chłopiec.   
We wsi Kohylno pow. Włodzimierz Wołyński: „Michał Roch mieszkał na koloni Ludmiłpol i był żonaty z Marią z domu Tymoczko. Podczas najściu Ukraińców na dom, Michał po szarpaninie uciekł im. Marysia przybiegła do nas i przekazała Michałowi, wezwanie partyzantów, aby natychmiast wstawił się na ich partyzancką placówkę w lesie koło Świniarzyna. Obiecali przy tym, że nic mu nie grozi, wyjaśniali spokojnie, że chcą z nim tylko porozmawiać. Michał po rozmowie z żoną i jej rodzicami: Moniką i Filipem Tymoczko, obawiając się prześladowania i zemsty na rodzinie, postanowił tam pojechać. Gdy przyjechał do lasu konno, postanowił wcześniej zajechać do swojego kolegi gajowego, który nazywał się chyba Karbowiak i zapytać o drogę do sztabu partyzantów. Na podwórku spotkała go żona gajowego i nakazała mu natychmiast zsiąść i ukryć konia w szopie. Bardzo się obawiała, aby nikt ich nie zauważył, a szczególnie Michała. Wzięła go więc na bok i zapytała po co przyjechał. Gdy powiedział, że jedzie na rozmowę do sztabu UPA, opowiedziała mu jak tydzień temu na taką samą rozmowę pojechał jej mąż, który już więcej do domu nie wrócił. Z tego co mówiła zorientował się, że podczas przesłuchania Ukraińcy chcieli się koniecznie dowiedzieć, gdzie jej mąż ukrył broń. Zadając kolejne pytania, zadawali mu kolejne pchnięcia bagnetem. W tych męczarniach wyznał im w końcu gdzie zakopał karabin maszynowy, jednak i tak zmarł w wyniku odniesionych ran. Razem dostał około 70 ran, wiedziała o tym dobrze, bowiem wykopała ciało męża z ziemi i jeszcze raz pochowała. Michał opowiadał mi także, że żona Karbowiaka wyznała mu, że jej mąż nie był jedyną ofiarą zamordowaną przez partyzantów w tym sztabie. Według niej w ten sposób zabito już przynajmniej kilka osób. W tej sytuacji Michał wsiadł na konia i wrócił pospiesznie do domu” (Romana Szymanek, w: www.stankiewicze.com/ludobojstwo.pl ).
We wsi Kołodno pow. Krzemieniec upowcy skrępowali drutem kolczastym i zastrzelili 4 mężczyzn: 2 Polaków i 2 Rosjan, zbiegłych jeńców.
We wsi Kosarewo pow. Dubno Ukraińcy zamordowali 4 Polaków, w tym Sokołowskiego z żoną i córką.
We wsi Koziatyn pow. Horochów Ukraińcy zamordowali młodego Polaka Mieczysława Kramzego.
W kol. Krzeszów pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali staruszka Polaka, obcięli mu głowę a tułów poprzebijali bagnetem.
We wsi Kuliki koło Bołżynowa pow. Złoczów: „35 Romów z dziećmi zam. wiosną 1943 r. (Niemcy z udziałem Ukraińców)”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie..., jw., tom 8).  
W miasteczku Ludwipol pow. Kostopol  na brzegu rzeki Słuczy upowcy zamordowali Stanisława Daczkowskiego porwanego z Adamówki, jego ubranie spalili a ciało wrzucili do rzeki.
We wsi Ludwiszyn pow. Łuck „Do Ludwiszyna śmierć wkroczyła wiosną 1943 roku, w nocy z soboty na niedzielę. /../  W odległości około 400 metrów od naszych zabudowań (Komalów) pod lasem Podhorodyńskich były zabudowania mojego wujka Piotra Łobuczka, kowala. Zobaczyłem tam płomienie. Pobiegłem tam razem z psem. Przy płonących zabudowaniach pojawiłem się pierwszy, cały dom mieszkalny i wszystkie zabudowania gospodarcze stały już w ogniu i ugaszenie ognia było niemożliwe. Wkrótce już wiedzieliśmy, że cała rodzina kowala jest w środku i nikt się nie uratował. Mój wujek Piotr Łobuczek leżał na środku izby na podłodze wraz ze swoją matką Antoniną Łobuczek i ich ciała uległy całkowicie spopielone. Z tego powodu te dwie osoby zostały pochowane tuż przy pogorzelisku, na ich grobie ustawiliśmy metalowy krzyż. Gdy ogień przygasł, po rozwaleniu zagrażających nam nadwątlonych ogniem ścian, pod łóżkiem znaleźliśmy trzy ciała: żony kowala, Anny Łobuczek z domu Posłuszny, syna kowala Edwarda w wieku trzy lata i bratanka kowala Światopełka Łobuczka w wieku lat 13. Chłopiec ten uczył się u swego stryja kowala Piotra zawodu. Te trzy ciała prawdopodobnie z powodu ograniczenia dostępu tlenu przez łóżko były zwęglone w stopniu pozwalającym na ich zabranie i pochowanie na cmentarzu parafialnym w Torczynie. Tylko nogi cioci Anny były całkowicie spopielone. W sumie tej nocy bandyci zamordowali 5 osób: 1. Piotr Łobuczek, kowal, mój wujek. 2. Anna Łobuczek, żona kowala, z Posłusznych, moja ciocia. 3. Antonina Łobuczek, matka kowala, z Kowalskich.. 4. Edward Łobuczek, syn kowala, ur. 17 marca 1940 roku.
5. Światopełk Łobuczek, bratanek kowala, ur. 2 maja 1930 roku, syn Władysława i Stanisławy z domu Marcinkiewicz”. (Florian Komala; w: http://wolyn.freehost.pl/wspomnienia/komala_florian.html;  W. i E. Siemaszko opisując Ludwiszyn pow. Łuck na s. 641 nie wymieniają tego mordu).
We wsi Łobaczówka pow. Horochów upowcy uprowadzili i zastrzelili 2 polskich nauczycieli: Edwarda Popka i Szlesera  
W kolonii Mohylno (Mogilno) pow. Włodzimierz Wołyński: „Początkowo zabijali młodych mężczyzn. Z naszej wsi Mohylno zabili mamy brata Franciszka 35 lat oraz Jana Juszczak 33 lata./.../  Mama moja nalegała by uciekać, gdyż rodzonego Jej brata zabili bez żadnej jego winy. Przyjechali końmi Andrysa, aż z Dominopola, jeszcze byli na wozie inni mężczyźni. W nocy przyprowadzili sąsiada Juszczaka i kazali wujkowi ubierać się, że pojedzie do sztabu. Wujek ubrał się odświętnie, wziął sobie jeszcze tytoniu na drogę. Wujek mieszkał na skraju wsi i do nas było kilometr drogi. Jechali koło naszego domu do lasu Owadeńskiego. Tato mój spał na Obrożku, który stał na podwórku. To był stóg koniczyny suszonej pod dachem. Słyszał jak jechał wóz koło domu, a potem liczył strzały. Osiem strzałów naliczył. Konie były przywiązane do skraju lasu do drzewa, a ich rozstrzelali na wozie. Potem zawieźli w głąb lasu w gęstej tarninie i tam zakopali. Raniutko, tylko rozwidniało się, przyszedł teść wujka, miał 80 lat i płacze, że nie ma Franka. Tato mój z kolei opowiada co słyszał. Dziadek prosił, żeby tato szedł do lasu i sprawdził, co tam się tej nocy wydarzyło i nasz tato poszedł. Z brzegu lasy była ziemia stratowana przez konie, bały się wystrzałów z broni, poszedł dalej za śladami, bo to było po deszczu i natrafił na tę właśnie mogiłę. Piasek był na tarninie bo była mokra. Przyniósł kostkę od ucha, bo była z dziurką, świeża jeszcze i z krwią, na ziemi znalazł. Moja mama bardzo płakała za bratem, że on nie był nikomu nic winien.” (Wspomnienia Ludwiki Podskarbi z d. Szewczuk z kolonii Mogilno w pow. Włodzimierz  Wołyński  na Wołyniu 1935 – 1944. Wspomnienia wysłuchał, spisał i opracował Sławomir Tomasz Roch, 2009 r).
W kol. Nowa Dąbrowa pow. Kowel Ukraińcy zamordowali Szymańskiego orzącego w polu.
W kol. Nowiny pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali Kitowskiego z kolonii Hurby.
W kol. Oktawin pow. Włodzimierz Wołyński Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, ojca z synem: ojca, byłego organistę Ignacego Nieradkę wywlekli z domu, rozebrali do naga, przywiązali do drzewa, pod nim rozpalili ognisko i upiekli go żywcem, jego kilkuletniego syna zastrzelili.
W kolonii Pasieka pow. Kostopol  upowcy schwytali 2 Polki idące do kościoła w Ludwipolu: Galicką i drugą o nie zapamiętanym nazwisku, imieniem Balbina. Kazali im wykopać sobie dwa doły, do których je wsadzili, zakopali do połowy, od góry tułowia rozebrali i darli skórę pasami aż do uśmiercenia.  
We wsi Pępków pow. Kostopol w jakiś czas po Wielkanocy 1943 roku: „Józefa Jastrzemska, w starszym wieku, została schwytana przez Ukraińców, gdy prowadziła konia do swego brata i zamknięta w klatce, a następnie – gdy zauważyli, że usiłuje wydostać się – zabita i pozostawiona w klatce. Zamordowani siekierami i rzuceni na płot swoich zagród zostali: 6-osobowa rodzina polska (dziadkowie, w tym babcia z d. Kujańska, rodzice, dwoje dzieci), Kazimierz Bagiński z małą córeczką ożeniony z Ukrainką, która w tym czasie była u swej matki” (Siemaszko..., s. 239).
We wsi Pielaki pow. Hrubieszów: „Wiosną 1943 r. policjanci ukraińscy z posterunku Uchanie spalili wieś Pielaki podczas akcji pacyfikacyjnej. Podczas palenia wsi zastrzelony został Jan Turek”.  (IPN, OBUiAD Lublin, PUBP w Hrubieszowie, Sprawa operacyjnego sprawdzenia Posterunek, 1944, 1973-1974, sygn. 020117).
W kol. Popowina pow. Łuck: „Wiosną 1943 r. na ścieżce leśnej Ukraińcy zastrzelili męża naszej kuzynki Fabiana Rosińskiego. Jego szwagier Dionizy Drzewiński zdołał uciec.” (Anna Kownacka Góral: Przeżyłam w Przebrażu; w: KSI nr 7 z 2013 r.).
We wsi Powursk pow. Kowel miejscowi Ukraińcy zamordowali ostrym narzędziem 16-letniego Edwarda Olecha pasącego krowy.   
W kol. Puhaczówka pow. Łuck upowcy zamordowali i wrzucili do studni Ludwika Rutkowskiego, lat 45.  
We wsi Radochoszcze pow. Zamość Ukraińcy z Niemcami: „Z kolei na wiosnę 1943 r. uśmiercono jeszcze 18 polskich mieszkańców wsi, paląc ich gospodarstwa. Pozostałą przy życiu ludność wsi, w liczbie 500 osób, uprowadzono w lecie tegoż roku.” (Dr Szymon Solak: Rola Ukraińców w niemieckich planach przesiedleńczych na terenie powiatów hrubieszowskiego, biłgorajskiego i zamojskiego, w latach 1941 – 1943, w świetle dokumentów SS i polskiego zbrojnego podziemia; w:  kresykedzierzynkozle.pl/wp-content/uploads/2017/05/dr-Szymon-Solak-referat.pdf ).
We wsi Rejmontówka pow. Kamień Koszyrski banderowcy zamordowali na drogach 3 Polaków, w tym zakłuli nożami w lesie koło wsi Wólka Lubieszowska 14-letniego Janka Safina.
W kol. Rudnia Bobrowska pow. Kostopol Ukraińcy zamordowali 17 Polaków. „Zmasakrowaną Marię Kuriatę znaleziono wiszącą między drzewami  na drucie przeciągniętym przez uszy i głowę” (Siemaszko..., s. 213).
W powiecie Sarny woj. wołyńskie Ukraińcy zamordowali rodzinę polską, w tym Wiktora Trojanowskiego, który ocalał z masakry NKWD dokonanej w więzieniu w Łucku w czerwcu 1941 roku.
W mieście Sarny woj. wołyńskie przebywająca na plebani 11-letnia dziewczynka z okolic Sarn, mająca kilkanaście ran kłutych, dostała ataku histerii na widok mięsa, ponieważ jej rodziców „partyzanci ukraińscy” najpierw zamordowali, a potem pokroili na kawałki, wbili w nie widelce i ułożyli na półmiski.  
W powiatowym miasteczku Sokal pow. lwowski w dzielnicy Zabuże aresztowany przez policjantów ukraińskich 20-letni Polak zaginął bez wieści.
We wsi Staryki pow. Sarny Ukraińcy zamordowali Stanisława Stawińskiego.
We wsi Stawki pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali 11 Polaków z rodziny Kamińskich: 20-letnią dziewczynę, 18-letniego chłopca, rodziców i 7 dzieci w wieku 3 – 17 lat.  
We wsi Sytnica pow. Łuck Ukraińcy zamordowali Józefę Krupińską, lat 43.   
We wsi Turyczany pow. Włodzimierz Wołyński upowcy zamordowali rodzinę Bronisława Sławskiego.  
W futorze Worobiówka pow. Kostopol został zamordowany przez rodzinę ukraińską Kanończuków Jan Marcinkowski. Było to w marcu 1943 roku (Franciszek Marcinkowski: Woronucha; Lublin 2002, s. 26 - 37).  
We wsi Woronówka pow. Kostopol podczas pacyfikacji ukraińsko-niemieckiej spalono żywcem małżeństwo polskie Kuriatów.  
W kol. Woronucha pow. Równe Ukraińcy zamordowali 7 Polaków, w tym 4-osobową rodzinę Majewskich  z 2 dzieci.
We wsi Zahorów Nowy pow. Horochów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków, w tym weterynarza.
W kol. Zastawie pow. Kostopol została wywieziona do lasu i zamordowana przez Ukraińców 4-osobowa rodzina polsko-ukraińska: Ukrainiec Musiał, jego żona Polka Rózia z d. Soboń i ich dwoje dzieci.
W folwarku Złoczówka pow. Dubno upowcy wymordowali całą rodzinę polską Traczuków, wdowę z dorastającymi dziećmi.   
  Stanisław Żurek
Podstawowe źródła opracowania, które nie są wymieniane przy podawanych przypadkach zbrodni:  
Jastrzębski Stanisław: Ludobójstwo nacjonalistów ukraińskich na Polakach na Lubelszczyźnie w latach 1939 – 1947; Wrocław 2007.  
Komański Henryk, Siekierka Szczepan: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie tarnopolskim 1939 – 1946; Wrocław 2004.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Bulzacki Krzysztof:: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947; Wrocław 2006.
Siekierka Szczepan, Komański Henryk, Różański Eugeniusz: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie stanisławowskim 1939 – 1946; Wrocław, bez daty wydania, 2007.
Siemaszko Władysław, Siemaszko Ewa: Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945; Warszawa 2000.